Opisze teraz moj "problem" ... po krotce - bylam z chlopakiem 2,5 roku - byla to milosc mojego zycia, byl dla mnie bogiem...jednak nie jestem z nim juz ponad dwa lata...nie potrafie ulozyc sobie bez niego zycia...wszelkie zwiazki niszcze w zarodku...raniac i krzywdzac zyczliwych mi ludzi...
To byl wstep...a teraz szczegolowe rozwiniecie tematu dla cierpliwych ...
TAK BYŁO:
14.06.2006
wlasnie po 2,5 roku rozstaje sie z moim"ukochanym"nie chce tego,ale zdaje sobie sprawe,ze przyczyna moich komplikacji zdrowotnych jest niestety on...Pawel ma silny dominujacy charakter"pan i wladca"a ja wrazliwiec,placzek wg.niego cierpietnica...pawel jest b.dobrym czlowiekiem,wiem jak b.mnie kocha,ale problem w tym,ze nasze charaktery sie niszcza wzajemnie,a przy mojej chorobie takie skrajne emocje,klotnie,brak poczucia wartosci to kolejne komplikacje,nasilanie sie objawow,znacie to...dlatego jest mi tak BARDZO CIEZKO,bo czuje,ze moja milosc nie wygasla,ale wiem ze nie bede mogla spedzic zycia z kims kto nie rozumie mojej choroby-nawet kekarz to mi powiedzial...tylko boje sie,ze bede zalowac do konca zycia,ze kierowalam sie rozsadkiem,a nie sercem.Dopiero co wyszlam ze szpitala,bo mialam zaostrzenie choroby,a tu znow takie emocje,nie wygrzebalam sie z jednego i juz kolejny stres...czuje sie tak podle....czy jest jakis sposob?co wybrac-milosc czy zdrowie?kocham go,ale paweł ma na mnie destrukcyjny wpkyw...jego rodzina mnie uwielbia,moja jego...echhhh...jest tu moze jakis psycholog?siedze w pracy w kawiarni i wyje jak bobr,tylko klientow odstraszam...
A tak mnie wspieral gdy czekalo mnie bardzo nieprzyjemne i krepujace badanie jelit (chyba domyslacie sie ktoredy)....przedstawialam to na wiele sposobow,opowiadalam o koloskopii,to sie usmial i porownal do sexu analnego i w ogole stwierdzul,ze robie z igly widly-jasne 3 m.rury w tylek to sama przyjemnosc...tu problem tkwi w jego trudnym baaardzo"meskim"charakterze w sensie ego,honor itp.ja jestem mala glupiutka kobietka,a on jest facet,ktory wszystko wie najlepiej...a wiecie co jest najgorsze..rok temu bylam w programie crohna wartym 400tys.zl zostalam do niego wybrana sposrod 300 osob na swiecie i...zrezygnowalam zeby leciec z nim do anglii...nigdy sobie tego nie wybacze,a on nigdy nie pokazal ze to docenil...dla niego wyprowadzilam sie do wawy,zrezygnowalam ze studiow dziennych,zaczelam prace-role zonki,dorosle monotonne zycie,stoczylam walke z ojcem,bo byl przeciwny mieszkaniu razem bez slubu-ogolnie wywrocilam swoje zycie do gory nogami,nie dostajac nic w zamian.A co do choroby to on uwaza,ze to moja glowa-psychika,ze zawsze musze znalezc sobie problem.Nawet gdybym byla ksiezniczka i mieszkala w palacu to martwilabym sie,ze rybki maja za zimna wode..hee...on tak do tego podchodzi-moja choroba,bo sama sobie ja stwarzam,tylko nie zdaje sobie sprawy,ze glowna przyczyna tej mojej chorej "psychiki"jak twierdzi jest on sam...
TAK BYŁO NIECO PÓŹNIEJ:
23.04.2007
Kochani juz wielokrotnie zalilam sie jak to mi zle i ciezko po zakonczeniu 2,5 letniego zwiazku. Niestety nie jestesmy razem juz 9 mcy,a u mnie nic sie nie zmienilo. Wciaz go kocham jak szlona i gdyby tylko kiwnal palcem ja natychmiast bym przy nim byla.Najgorsze jest to,ze wciaz mamy ze soba kontakt,wiem,ze najskuteczniejsze sa ostre ciecia,ale ja najdluzej moge wytrzymac 2tyg.bez kontaktu z nim.To jest strasznie zagmatwane i obawiam sie ,ze nie uda mi sie przedstawic calej sytuacji tak jak rzeczywiscie wyglada.
Oboje do siebie wydzwaniamy,wyznajemy sobie milosc i tesknimy,a mimo tego nie jestesmy razem....tzn.gdyby to zalezalo tylko ode mnie to juz dawno bylby come back.Niestety Pawel twierdzi,ze boi sie , ze znow bede przez niego cierpiala...nie wiem co o tym myslec...Chce sie od niego uwolnic,ale nie moge!Spotykam sie z innymi chlopakami,a myslami jestem z Pawlem.Wiem,ze on ma dziewczyne.Mowi,ze jest z nia,bo nie potrafi byc sam.Ona ma ojca alkoholika,a mama mieszka w Stanach,jest sama i jej jedynym przyjacielem jest Pawel-tak mi tlumaczyl,gdy zapytalam dlaczego z nia jest skoro jej nie kocha-z litosci...Nie wiem co robic,jak o niego walczyc,a moze dac sobie spokoj...To bylo by najlepsze wyjscie,bo on mnie niszczy psychicznie(pisalam o tym sporo w tem.zwiazek).JEDNAK NIE POTRAFIE! Non-stop zerkam na tel.aby sprawdzic czy napisal,nawet budze sie w nocy i sprawdzam-to obsesja.Jestem prawie pewna,ze to jest toksyczne uczucie...opetalo mnie jak bluszcz...Coraz powazniej mysle o wizycie u psychologa,bo dociera do mnie,ze sama sobie z tym nie poradze.Tylko nie wiem gdzie znalezc psychologa,ktory specjalizuje sie w takich pozornie blahych sprawach.
Ja doskonale zdaje sobie sprawe z tego jakim jest dupkiem,a jednoczesnie patrze na niego jak na Boga.Ja nigdy nie czulam sie atrakcyjna kobieta,zawsze mialam niska samoocene,a Pawel fizycznie jest idealny(student awfu,koszykarz),przy nim czulam sie lepsza-bo to ja go mialam,a nie te ktore sie za nim ogladaly...Zaloasne prawda?Przeciez ta duma powinna rozpierac jego i to , ze czulam sie lepsza powinno wynikac z tego jak on mnie traktuje,a nie z tego,ze laskawie ze mna jest...Rzadko mi mowil,ze jestem piekna,albo,ze lubi moj usmiech itp.no chyba ,ze w intymnych sytuacjach,ale to nie to samo...kwiatek,komplement-bez okazji-nigdy.A teraz ciagle smsy,pelne wyznan,zachwytow i zalu czego to on nie stracil...Wiele mu wybaczalam,mialam anielska cierpliwisc.Ciesze sie,ze zdobylam sie na odwage aby od niego odejsc,ale teraz juz nie wystarcza mi tej odwagi,aby sie od niego odizolowac.Wykasowalam nr.tel.adres,mail-nic z tego , nie pomoglo,bo znam je na pamiec.Nie pamietam nr.do mamy,taty,brata,a do niego tak....
Miesiac temu bylam w wawie(na spotkaniu dot.badan klinicznych zwiazanych z moja choroba),spotkalam sie z nim,nawet byl ze mna na tym spotkaniu.Powiedzial,ze nie pozwoli mi samej jezdzic wieczorem po Warszawie.Pozniej poszlismy do niego....stalo sie...nie zalowalam.On plakal jak dziecko,zalil sie,przepraszal za wszystko,a ja bylam twarda jak skala.Na dworcu obiecywal,ze jak tylko bedzie mogl to przyjedzie do Lodzi,biegl za podziagiem,oczy mial pelne lez...a ja?A ja nie uronilam nawet jednej lzy.Bylam "dumna",ze jestem gora,ze mam go w garsci.Udowodnilam sobie to,ze wciaz go pociagam,ze moge go miec.W tym dniu powiedzial mi wiecej cudownych rzeczy niz przez te 2,5 roku.
Wiem to bylo plytkie,ale potrzebowalam tego,aby zaspokoic swoja proznosc.Pokazalam sobie,ze jestem wolna,niezalezna kobieta i zrobilam to na co mialam ochote,bez zobowiazan,nie liczac,ze w ten sposob przekonam go do powrotu.Tak bylo przez ok.2 tyg.od mojej wizyty.Teraz czuje sie nedznie...nie jak wolna i niezalezna kobieta,ale jak kobieta upokorzona na wlasne zyczenie...
Pawel przede mna byl w zwiazku z dziewczyna,ktora go zdradzala.Przez ponad rok nie mogl sie z tego otrzasnac. Pozniej spotkal mnie,bylo jak w bajce,poza jakimis drobiazgami(wtedy myslalam,ze to drobiazgi).Zarzekal sie,ze nigdy nie sprawi mi takiego bolu jaki ona zadala jemu.Ze jestem jego skarbem,spelnieniem marzen i wyobrazen o ukochanej kobiecie.Po 1,5 roku naszego zwiazku zdradzil mnie,wybaczylam...tak plakal,taki byl skruszony...a ja glupia slepo wierzylam w kazde jego slowo...serio,powinien zostac poeta,nie spotkalam kogos kto tak pieknie potrafi mowic...he...tylko mowic..."Nasza milosc jest niezniszczalna,ponadczasowa,czysta i nieskazitelna...bo jak nie my to kto?"
Jego tata tez zdradzil zone,slyszalam opinie,ze zdrade ma sie w genach....jak myslicie,to moze byc prawda?
26.05.2007
Dzis odezwal sie a ja mimo,ze walczylam,aby mu nic nie odpisywac -odpisalam,wiem-zle,zle i jeszcze raz zle....bylam nawet u psychologa,ale babeczka nie wzbudzila mojego zaufania.Stwierdzila,ze nie widzi u mnie motywacji do pracy nad soba i leczenie w takiej sytuacji mija sie z celem...ja to wiem,czuje sie zagubiona,a samo moje przyjscie do niej swiadczy juz o tym,ze szukam pomocy i chce cos zmienic...Dla mnie to byl okropny stres tak otwierac sie przed kims zupelnie obcym,gadalam i plakalam przez godz.a on byla taka zimna,dziwnie i zle sie tam czulam,musze chyba poszukac kogos innego...
W miedzyczasie miedzy tym co bylo , a tym co jest spotykalam sie z kilkoma chlopakami...wszyscy byli - na tyle na ile to mozliwe - idealni...jednak nie..zaden mi nie odpowiadal...szukalam w nich Pawla....przeszkadzaly mi najmniejsze drobiazgi...niszczylam te znajomosci...pozwalalam obdarzyc sie uczuciami, a potem je deptalam...odchodzilam zostawiajac po sobie zgliszcze... to byly znajomosci 4 - 5 miesieczne...
TAK JEST TERAZ:
Łukasz - bylismy razem przez 10 miesiecy, bylam przekonana,ze to jest to...ze to jest ten mezczyzna ktory zdola zburzyc mur...roztopic to moje lodowate serce....niestety...jak zwykle ucieklam gdy tylko pojawily sie rozmowy o zareczynach...
Mialam jeszcze kilka dni temu wspanialego chlopaka, takiego o ktorym mozna tylko snic i marzyc . a mimo tego jest we mnie cos co nie pozwala mi otworzyc sie na jego uczucie. Nie potrafie odblokowac sie, po tamtycgh przezyciach stalam sie zimna jak skala.
Bylo milo i pieknie, ale do pewnego momentu, gdy poczulam,ze ten chlopak bardzo sie zaangazowal,ze chce byc czescia mojego zycia, natychmiast powstal dystans i zaczelam budowac wokol siebie mur. Nie mam pojeci jak go przeskoczy,co moze sprawic, ze on runie.ze wreszcie aufam i otworze sie na nowe uczucie.... Czuje sie podle , jak ostatnia zmija . ale czy mam byc z tym chlopakiem bedac swiadoma,ze nie ma we mnie takich uczuc jakie sa w nim? Jest wspaniaky, cudowny, niczego mu nie brakuje... Nie umiem tego zrozumiec, wytlumaczyc sobie co sie ze mna dzieje.... Zauwazylam,ze zaczelam stronic od ludzi, najlepiej jest mi samej ze soba... Najgorsze jest dla mnie to,ze tak podle zranilam tak wartosciowego chlopaka ... Moglam czuc sie przy nim jak ksiezniczka, a mimo tego odeszlam.czego ja szukam.o co mi wlasciwie chodz ? Czy jestem kobieta ktora lubi byc wykorzystywana i niedoceniana ? ... najwyrazniej tak, skoro tamten zwiazek wciaz odbija sie echem w moim zyciu ......... to juz trwa dwa lata....a ja zamiast cieszyc sie mlodoscia, studenckim zyciem , to rozgrzebuje rany i niszcze kazde uczucie w zarodku, nie pozwalajac mu sie narodzic ......
Jest jeszcze jedno...zdaza sie,ze wracaja do mnie mysli o tamtym toksycznym zwiazku..nie ma w nich uczuc, a jesli sa to negatywne.... niestety gdy sie pojawiaja to zupelnie wytracaja mnie z rownowagi..... Zdarza sie tak,ze tamten chlopak probuje nawiazac ze mna kontakt ja nie reaguje,jednak to tez odbija sie na moim zachowaniu i nastroju.....
Rok temu, gdy bylam sama... mialo miejsce zdarzenie - wspolna noc z tamtym chlopakiem - on juz mial dziewczyne (jest z nia do dzis)..... To mnie strasznie dreczy...tzn.to,ze on jest tak podly,ze zdradzil ja ze mna , i perfidnie na moja grozbe,ze jak nie da mi spokoju to jej powiem jak bylo dal mi jej nr.tel.stwierdzajac "prosze oswiec ja" ........ oczywiscie nie zrobilam tego, nie chce sie znizac fo tego poziomu. Ale teraz tak mysle , moze to jest jakis sposob na "oczyszczenie" . bo to wisi nade mna jak taka "niezalatwiona sprawa" ........
Pluje sobie w twarz, bo gnojek zdradzal mnie, a teraz ja ......Zrobilam to , napisalam do Niej - wezbraly we mnie takie emocje,trzeslam sie i pisalam....I Wiecie czuje sie o wiele lzej...obudzilam sie radosniejsza i z innym spojrzeniem na te wszystkie sprawy....... - tak bylo na drugi dzien... A teraz jest fatalnie... z jej str.nie ma zadnego odzewu, a mnie to napiecie wykancza...Nie daje sobie juz z tym wszystkim rady.... snia mi sie rozne scenariusze dalszego przebiegu tej sytuacji... Z jednej strony walcze o swoj spokoj,o swoje "JA", a z drugiej niszcze go niewinnej dziewczynie... - choc na zdrowy rozum, powinna mi podziekowac, bo dzieli zycie z kims kto robi jej takie swinstwa.
Dluzej tego nie zniose, bo to mnie niszczy...
Czekam teraz tylko na reakcje "tamtych panstwa".... boje sie i wiem,ze postapilam podle.ale musze walczyc o swoja "Ja" ,a tamten Pan nie moze bezkarnie wlazic z buciorami w moje zycie....
I to tyle ....... jesli znalazl sie ktos na tyle cierpliwy i przeczytal ta moja smetna epopeje....to prosze niech mi cos poradzi........ bo sama juz nie daje rady..........