Życie skażone przeszłością.... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Życie skażone przeszłością....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30 ]

Temat: Życie skażone przeszłością....

Opisze teraz moj "problem" ... po krotce - bylam z chlopakiem 2,5 roku - byla to milosc mojego zycia, byl dla mnie bogiem...jednak nie jestem z nim juz ponad dwa lata...nie potrafie ulozyc sobie bez niego zycia...wszelkie zwiazki niszcze w zarodku...raniac i krzywdzac zyczliwych mi ludzi...
To byl wstep...a teraz szczegolowe rozwiniecie tematu dla cierpliwych  ...

TAK BYŁO:
14.06.2006

wlasnie po 2,5 roku rozstaje sie z moim"ukochanym"nie chce tego,ale zdaje sobie sprawe,ze przyczyna moich komplikacji zdrowotnych jest niestety on...Pawel ma silny dominujacy charakter"pan i wladca"a ja wrazliwiec,placzek wg.niego cierpietnica...pawel jest b.dobrym czlowiekiem,wiem jak b.mnie kocha,ale problem w tym,ze nasze charaktery sie niszcza wzajemnie,a przy mojej chorobie takie skrajne emocje,klotnie,brak poczucia wartosci to kolejne komplikacje,nasilanie sie objawow,znacie to...dlatego jest mi tak BARDZO CIEZKO,bo czuje,ze moja milosc nie wygasla,ale wiem ze nie bede mogla spedzic zycia z kims kto nie rozumie mojej choroby-nawet kekarz to mi powiedzial...tylko boje sie,ze bede zalowac do konca zycia,ze kierowalam sie rozsadkiem,a nie sercem.Dopiero co wyszlam ze szpitala,bo mialam zaostrzenie choroby,a tu znow takie emocje,nie wygrzebalam sie z jednego i juz kolejny stres...czuje sie tak podle....czy jest jakis sposob?co wybrac-milosc czy zdrowie?kocham go,ale paweł ma na mnie destrukcyjny wpkyw...jego rodzina mnie uwielbia,moja jego...echhhh...jest tu moze jakis psycholog?siedze w pracy w kawiarni i wyje jak bobr,tylko klientow odstraszam...

A tak mnie wspieral gdy czekalo mnie bardzo nieprzyjemne i krepujace badanie jelit (chyba domyslacie sie ktoredy)....przedstawialam to na wiele sposobow,opowiadalam o koloskopii,to sie usmial i porownal do sexu analnego i w ogole stwierdzul,ze robie z igly widly-jasne 3 m.rury w tylek to sama przyjemnosc...tu problem tkwi w jego trudnym baaardzo"meskim"charakterze w sensie ego,honor itp.ja jestem mala glupiutka kobietka,a on jest facet,ktory wszystko wie najlepiej...a wiecie co jest najgorsze..rok temu bylam w programie crohna wartym 400tys.zl zostalam do niego wybrana sposrod 300 osob na swiecie i...zrezygnowalam zeby leciec z nim do anglii...nigdy sobie tego nie wybacze,a on nigdy nie pokazal ze to docenil...dla niego wyprowadzilam sie do wawy,zrezygnowalam ze studiow dziennych,zaczelam prace-role zonki,dorosle monotonne zycie,stoczylam walke z ojcem,bo byl przeciwny mieszkaniu razem bez slubu-ogolnie wywrocilam swoje zycie do gory nogami,nie dostajac nic w zamian.A co do choroby to on uwaza,ze to moja glowa-psychika,ze zawsze musze znalezc sobie problem.Nawet gdybym byla ksiezniczka i mieszkala w palacu to martwilabym sie,ze rybki maja za zimna wode..hee...on tak do tego podchodzi-moja choroba,bo sama sobie ja stwarzam,tylko nie zdaje sobie sprawy,ze glowna przyczyna tej mojej chorej "psychiki"jak twierdzi jest on sam...

TAK BYŁO NIECO PÓŹNIEJ:
23.04.2007

Kochani juz wielokrotnie zalilam sie jak to mi zle i ciezko po zakonczeniu 2,5 letniego zwiazku. Niestety nie jestesmy razem juz 9 mcy,a u mnie nic sie nie zmienilo. Wciaz go kocham jak szlona i gdyby tylko kiwnal palcem ja natychmiast bym przy nim byla.Najgorsze jest to,ze wciaz mamy ze soba kontakt,wiem,ze najskuteczniejsze sa ostre ciecia,ale ja najdluzej moge wytrzymac 2tyg.bez kontaktu z nim.To jest strasznie zagmatwane i obawiam sie ,ze nie uda mi sie przedstawic calej sytuacji tak jak rzeczywiscie wyglada.
Oboje do siebie wydzwaniamy,wyznajemy sobie milosc i tesknimy,a mimo tego nie jestesmy razem....tzn.gdyby to zalezalo tylko ode mnie to juz dawno bylby come back.Niestety Pawel twierdzi,ze boi sie , ze znow bede przez niego cierpiala...nie wiem co o tym myslec...Chce sie od niego uwolnic,ale nie moge!Spotykam sie z innymi chlopakami,a myslami jestem z Pawlem.Wiem,ze on ma dziewczyne.Mowi,ze jest z nia,bo nie potrafi byc sam.Ona ma ojca alkoholika,a mama mieszka w Stanach,jest sama i jej jedynym przyjacielem jest Pawel-tak mi tlumaczyl,gdy zapytalam dlaczego z nia jest skoro jej nie kocha-z litosci...Nie wiem co robic,jak o niego walczyc,a moze dac sobie spokoj...To bylo by najlepsze wyjscie,bo on mnie niszczy psychicznie(pisalam o tym sporo w tem.zwiazek).JEDNAK NIE POTRAFIE! Non-stop zerkam na tel.aby sprawdzic czy napisal,nawet budze sie w nocy i sprawdzam-to obsesja.Jestem prawie pewna,ze to jest toksyczne uczucie...opetalo mnie jak bluszcz...Coraz powazniej mysle o wizycie u psychologa,bo dociera do mnie,ze sama sobie z tym nie poradze.Tylko nie wiem gdzie znalezc psychologa,ktory specjalizuje sie w takich pozornie blahych sprawach.

Ja doskonale zdaje sobie sprawe z tego jakim jest dupkiem,a jednoczesnie patrze na niego jak na Boga.Ja nigdy nie czulam sie atrakcyjna kobieta,zawsze mialam niska samoocene,a Pawel fizycznie jest idealny(student awfu,koszykarz),przy nim czulam sie lepsza-bo to ja go mialam,a nie te ktore sie za nim ogladaly...Zaloasne prawda?Przeciez ta duma powinna rozpierac jego i to , ze czulam sie lepsza powinno wynikac z tego jak on mnie traktuje,a nie z tego,ze laskawie ze mna jest...Rzadko mi mowil,ze jestem piekna,albo,ze lubi moj usmiech itp.no chyba ,ze w intymnych sytuacjach,ale to nie to samo...kwiatek,komplement-bez okazji-nigdy.A teraz ciagle smsy,pelne wyznan,zachwytow i zalu czego to on nie stracil...Wiele mu wybaczalam,mialam anielska cierpliwisc.Ciesze sie,ze zdobylam sie na odwage aby od niego odejsc,ale teraz juz nie wystarcza mi tej odwagi,aby sie od niego odizolowac.Wykasowalam nr.tel.adres,mail-nic z tego , nie pomoglo,bo znam je na pamiec.Nie pamietam nr.do mamy,taty,brata,a do niego tak....
Miesiac temu bylam w wawie(na spotkaniu dot.badan klinicznych zwiazanych z moja choroba),spotkalam sie z nim,nawet byl ze mna na tym spotkaniu.Powiedzial,ze nie pozwoli mi samej jezdzic wieczorem po Warszawie.Pozniej poszlismy do niego....stalo sie...nie zalowalam.On plakal jak dziecko,zalil sie,przepraszal za wszystko,a ja bylam twarda jak skala.Na dworcu obiecywal,ze jak tylko bedzie mogl to przyjedzie do Lodzi,biegl za podziagiem,oczy mial pelne lez...a ja?A ja nie uronilam nawet jednej lzy.Bylam "dumna",ze jestem gora,ze mam go w garsci.Udowodnilam sobie to,ze wciaz go pociagam,ze moge go miec.W tym dniu powiedzial mi wiecej cudownych rzeczy niz przez te 2,5 roku.
Wiem to bylo plytkie,ale potrzebowalam tego,aby zaspokoic swoja proznosc.Pokazalam sobie,ze jestem wolna,niezalezna kobieta i zrobilam to na co mialam ochote,bez zobowiazan,nie liczac,ze w ten sposob przekonam go do powrotu.Tak bylo przez ok.2 tyg.od mojej wizyty.Teraz czuje sie nedznie...nie jak wolna i niezalezna kobieta,ale jak kobieta upokorzona na wlasne zyczenie...

Pawel przede mna byl w zwiazku z dziewczyna,ktora go zdradzala.Przez ponad rok nie mogl sie z tego otrzasnac. Pozniej spotkal mnie,bylo jak w bajce,poza jakimis drobiazgami(wtedy myslalam,ze to drobiazgi).Zarzekal sie,ze nigdy nie sprawi mi takiego bolu jaki ona zadala jemu.Ze jestem jego skarbem,spelnieniem marzen i wyobrazen o ukochanej kobiecie.Po 1,5 roku naszego zwiazku zdradzil mnie,wybaczylam...tak plakal,taki byl skruszony...a ja glupia slepo wierzylam w kazde jego slowo...serio,powinien zostac poeta,nie spotkalam kogos kto tak pieknie potrafi mowic...he...tylko mowic..."Nasza milosc jest niezniszczalna,ponadczasowa,czysta i nieskazitelna...bo jak nie my to kto?"
Jego tata tez zdradzil zone,slyszalam opinie,ze zdrade ma sie w genach....jak myslicie,to moze byc prawda?
26.05.2007
Dzis odezwal sie a ja mimo,ze walczylam,aby mu nic nie odpisywac -odpisalam,wiem-zle,zle i jeszcze raz zle....bylam nawet u psychologa,ale babeczka nie wzbudzila mojego zaufania.Stwierdzila,ze nie widzi u mnie motywacji do pracy nad soba i leczenie w takiej sytuacji mija sie z celem...ja to wiem,czuje sie zagubiona,a samo moje przyjscie do niej swiadczy juz o tym,ze szukam pomocy i chce cos zmienic...Dla mnie to byl okropny stres tak otwierac sie przed kims zupelnie obcym,gadalam i plakalam przez godz.a on byla taka zimna,dziwnie i zle sie tam czulam,musze chyba poszukac kogos innego...

W miedzyczasie miedzy tym co bylo , a tym co jest spotykalam sie z kilkoma chlopakami...wszyscy byli - na tyle na ile to mozliwe - idealni...jednak nie..zaden mi nie odpowiadal...szukalam w nich Pawla....przeszkadzaly mi najmniejsze drobiazgi...niszczylam te znajomosci...pozwalalam obdarzyc sie uczuciami, a potem je deptalam...odchodzilam zostawiajac po sobie zgliszcze... to byly znajomosci 4 - 5 miesieczne...

TAK JEST TERAZ:

Łukasz - bylismy razem przez 10 miesiecy, bylam przekonana,ze to jest to...ze to jest ten mezczyzna ktory zdola zburzyc mur...roztopic to moje lodowate serce....niestety...jak zwykle ucieklam gdy tylko pojawily sie rozmowy o zareczynach...

Mialam jeszcze kilka dni temu wspanialego chlopaka, takiego o ktorym mozna tylko snic i marzyc . a mimo tego jest we mnie cos co nie pozwala mi otworzyc sie na jego uczucie. Nie potrafie odblokowac sie, po tamtycgh przezyciach stalam sie zimna jak skala.
Bylo milo i pieknie, ale do pewnego momentu, gdy poczulam,ze ten chlopak bardzo sie zaangazowal,ze chce byc czescia mojego zycia, natychmiast powstal dystans i zaczelam budowac wokol siebie mur. Nie mam pojeci jak go przeskoczy,co moze sprawic, ze on runie.ze wreszcie aufam i otworze sie na nowe uczucie.... Czuje sie podle , jak ostatnia zmija . ale czy mam byc z tym chlopakiem bedac swiadoma,ze nie ma we mnie takich uczuc jakie sa w nim? Jest wspaniaky, cudowny, niczego mu nie brakuje... Nie umiem tego zrozumiec, wytlumaczyc sobie co sie ze mna dzieje.... Zauwazylam,ze zaczelam stronic od ludzi, najlepiej jest mi samej ze soba... Najgorsze jest dla mnie to,ze tak podle zranilam tak wartosciowego chlopaka ... Moglam czuc sie przy nim jak ksiezniczka, a mimo tego odeszlam.czego ja szukam.o co mi wlasciwie chodz ? Czy jestem kobieta ktora lubi byc wykorzystywana i niedoceniana ? ... najwyrazniej tak, skoro tamten zwiazek wciaz odbija sie echem w moim zyciu ......... to juz trwa dwa lata....a ja zamiast cieszyc sie mlodoscia, studenckim zyciem , to rozgrzebuje rany i niszcze kazde uczucie w zarodku, nie pozwalajac mu sie narodzic ......

Jest jeszcze jedno...zdaza sie,ze wracaja do mnie mysli o tamtym toksycznym zwiazku..nie ma w nich uczuc, a jesli sa to negatywne.... niestety gdy sie pojawiaja to zupelnie wytracaja mnie z rownowagi..... Zdarza sie tak,ze tamten chlopak probuje nawiazac ze mna kontakt ja nie reaguje,jednak to tez odbija sie na moim zachowaniu i nastroju.....
Rok temu, gdy bylam sama... mialo miejsce zdarzenie - wspolna noc z tamtym chlopakiem - on juz mial dziewczyne (jest z nia do dzis)..... To mnie strasznie dreczy...tzn.to,ze on jest tak podly,ze zdradzil ja ze mna , i perfidnie na moja grozbe,ze jak nie da mi spokoju to jej powiem jak bylo dal mi jej nr.tel.stwierdzajac "prosze oswiec ja" ........ oczywiscie nie zrobilam tego, nie chce sie znizac fo tego poziomu. Ale teraz tak mysle , moze to jest jakis sposob na "oczyszczenie" . bo to wisi nade mna jak taka "niezalatwiona sprawa" ........
Pluje sobie w twarz, bo gnojek zdradzal mnie, a teraz ja ......Zrobilam to , napisalam do Niej - wezbraly we mnie takie emocje,trzeslam sie i pisalam....I Wiecie czuje sie o wiele lzej...obudzilam sie radosniejsza i z innym spojrzeniem na te wszystkie sprawy....... - tak bylo na drugi dzien... A teraz jest fatalnie... z jej str.nie ma zadnego odzewu, a mnie to napiecie wykancza...Nie daje sobie juz z tym wszystkim rady.... snia mi sie rozne scenariusze dalszego przebiegu tej sytuacji... Z jednej strony walcze o swoj spokoj,o swoje "JA", a z drugiej niszcze go niewinnej dziewczynie... - choc na zdrowy rozum, powinna mi podziekowac, bo dzieli zycie z kims kto robi jej takie swinstwa.
Dluzej tego nie zniose, bo to mnie niszczy...
Czekam teraz tylko na reakcje "tamtych panstwa".... boje sie i wiem,ze postapilam podle.ale musze walczyc o swoja "Ja" ,a tamten Pan nie moze bezkarnie wlazic z buciorami w moje zycie....

I to tyle ....... jesli znalazl sie ktos na tyle cierpliwy i przeczytal ta moja smetna epopeje....to prosze niech mi cos poradzi........ bo sama juz nie daje rady..........

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Życie skażone przeszłością....

Droga Cinimini, czytałam Twoje zwierzenia z rosnącym niepokojem, bardzo się o Ciebie martwię. Całkowicie uzależniasz swoje życie od innych, nie chodzi tylko o łukasza. Biorąc pod uwagę wszystko co przeszłaś, powinnaś być dojrzałą i świadomą siebie kobietą. Tak nie jest. Podejmij trud poznania siebie, dotarcia do swego wnętrza, przestań postrzegać się jako kogoś "nieszczęśliwie zakochanego". Odkryj siebie, to jest bardziej fascynujące zajęcie od bycia w toksycznych związkach. Powinnaś przez jakiś czas być sama. A właściwie nie sama-powinnaś pobyć ze sobą. Powinnaś docenić osobę, którą widzisz w lustrze, polubić ją. Zacznij o siebie dbać, tym bardziej ze względu na sytuację zdrowotną. Zastanów się czym jest partnerstwo, wzajemne wsparcie i zaufanie w związku. Zasługujesz na to. Jesteś bardzo wrażliwą osobą, Twój partner musi to doceniać, a nie wykorzystywać. Twój były był dla Ciebie "bogiem"- takie uzależnienie jest co najmniej niezdrowe. Teraz, kiedy nie jest z Tobą, ma inną dziewczynę, równie uzależnioną od niego-zastanów się, może on świadomie szuka słabszych partnerek, by czuć się silnym i budować na waszych łzach swoje poczucie mocy i pewności siebie. Czy ktoś taki zasługuje na Twoje uczucie? NIE. Napisz co o tym myślisz. Bardzo mocno trzymam kciuki za to, byś odnalazła w sobie siłę. Walcz o siebie i swoje szczęście.

3

Odp: Życie skażone przeszłością....

Po rozstaniu z tamtym chlopakiem...przez te dwa ostatnie lata bylam w trzech zwiakach...za kazdym razem obiecujac sobie "dosc facetow,chce odpoczac".. Jednak gdy tylko pojawial sie ktos kto poswiecal mi uwage,otaczal opieka,byl czuly,dobry...to ja "wchodzilam" w to...uwazajac,ze to jast "ten" on juz bedzie tym "wlasciwym"... Kieruje sie tez takim jakby strachem...ze jak bede dluzej zwlekac i bede szukala lepszego niz ten , ktory akurat sie pojawil to zostane w koncu sama... U mnie priorytetem jest poinformowanie mezczyzny oswojej chorobie i badaniu jego stosunku do niej (jest dosc krepujaca...dziewczyna uzalezniona od wc...malo to zmyslowe). Do tej pory bylo tak,ze ten moj pierwszy partner ten moj "bog", olewal ja totalnie,twierdzac,ze sama ja sobie uroilam. Natomiast kolejni trzej na ktorych trafialam, stawali na wysokosci zadania ... mimo tego nie stopili lodu w moim sercu...odrzucam ich, odpycham..

4

Odp: Życie skażone przeszłością....

Ten post wyzej to moj .... smile

5

Odp: Życie skażone przeszłością....

"gdy pojawiał się ktoś kto poświęcał mi uwagę, otaczał opieką, był czuły, dobry"- od razu wchodziłaś w nowy związek, bo brakowało Ci tych opisywanych uczuć. Ale uczucia te okaże Ci każdy, kto będzie chciał z Tobą być. Uczucia te nie są niczym niespotykanym i nie powinny za Ciebie decydować. Co do choroby, to rozumiem że jest to dla Ciebie duże wyzwanie, ale nie jest to schorzenie, które nie pozwala funkcjonować , nie przykrywa cech Twojej osobowości i na pewno nie przeszkadza ludziom w poznaniu, jaka jesteś naprawdę. Czy masz przyjaciółkę, kogoś z kim spotkałabyś się i po prostu porozmawiała? Może zbyt wiele uwagi poświęcasz na związki damsko-męskie? Ja wierzę,że właściwy mężczyzna przyjdzie we właściwym momencie, nie będzie widział problemu w Twojej chorobie (a już na pewno nie będzie jej lekceważył) i będzie z Tobą ze względu na Ciebie, a nie na niskie poczucie własnej wartości czy potrzebę bycia z kimkolwiek. Ty też zastanów sie-czy nie lepiej poczekać na kogoś takiego? Poświęć trochę czasu na odnalezienie w sobie siły i zdobycie poczucia własnej wartości. Doceń siebie, by inni mogli też to zrobić. Ludzie postrzegają nas tak, jak sami postrzegamy siebie, bo podświadomie przekazujemy im emocje.

6 Ostatnio edytowany przez Carol (2008-06-16 22:05:08)

Odp: Życie skażone przeszłością....

WItam Cię Moniko,
z Twojego obszernego postu wnioskuję, iż jesteś osobą o wysokiej samoświadomości. Poświęcasz dużo czasu na analizowanie zdarzeń ze swojego życia, swoich przeżyć i uczuć oraz nastrojów. Z jednej strony jest to pozytywna rzecz, ponieważ wiesz "jak być powinno" i zdajesz sobie sprawę, iż popełniłaś błędy. Teraz pozostaje Ci zbudować samokontrolę i posiąść władzę nad sobą. Masz już wiedzę, co zmienić należy. Z pewnością, powinnaś pracować nad budowaniem poczucia własnej wartości i dobrego samopoczucia z samą sobą, pełnej akceptacji.

Twój związek z Pawłem był toksyczny! Być może to jak dzisiaj układasz sobie relacje z kolejnymi partnerami jest wciąż pod silnym wpływem tego co doświadczyłaś w tamtym wyczerpującym emocjonalnie i psychicznie związku.

Trafiłaś na niekompetentną psycholożkę, niestety zdarzają się i takie osoby w tym fachu...
Polecam Ci udanie się do kogoś (być może po wcześniejszej rekomendacji: lekarz rodzinny, znajomi, internet), z kim zdecydujesz się na terapię, która pomoże Ci podjąć pracę nad tymi wydarzeniami, które miały na Tobie negatywny wpływ oraz znaleść drogę do budowania silniejszej osoby.

Przenieś swoją energię na hobby, które kochasz, pasję. Bądź po prostu zacznij systematycznie uprawiać sport, który notabene ma swoje silne działanie terapeutyczne !!!

7

Odp: Życie skażone przeszłością....

No tak....masz wiele racji...jednak moj najwieksz problem tkwi w tym,ze nie potrafie poradzic sobie z porazka...z tym, ze juz nie jestem z tamtym pierwszym chlopakiem, ale jednoczesnie pluje sobie w twarz,ze pozwalalam sobie na takie traktowanie bez szacunku...
W pewnym sensie ja czulam sie bedac z nim "ta lepsza"... czulam sie "zaszczycona" moc byc z nim ...  - ja swiecilam swiatlem odbitym od niego... Dzieki niemu zyskiwalam wiare w siebie, ze moge byc z kims tak "doskonalym" ... Bo on jako moj mezczyzna nie dawal mi jej , nigdy nie podkreslal moich walorow, nie komplementowal...moja wiara w siebie byla budowana na fakcie, ze On ze mna marna postacia chce byc ... Czulam sie lepsza... A teraz znow jestem beznadziejna ....... Dlatego z jednej strony nie chce aby sie ze na kontaktowal, bo pragne zamknac ten wstretny rozdzial mojego, zycia, ale z drugiej str. nie chce zmieniac numerow, bo daje mi sile fakt, ze on jeszcze w jakis sposob o mnie mysli... - sama sie katuje w ten sposob ... nie wiem jak zdobyc sile aby to przerwac....

8

Odp: Życie skażone przeszłością....

Monika,
opisujesz swoją historią toksyczny związek, który nie wiem czy wiesz ale jest uzależniający. Brak było pozytywnego wkładu ze strony partnera (wsparcia, akceptacji, czy komplementów). Nie otrzymywałaś od niego dowodów na to, że jesteś wartościową osobą, co sprawiało, że pragnełaś tego coraz mocniej. Jak w banalnym powiedzeniu "najbardziej pragniemy tego, czego nie możemy dostać". I jakby niedorzecznie to brzmiało, wkoncu chodzi o coś tak podstawowego jak akcepracja w związku, to niestety ale tak działa ludzka psychika.

Im prędzej sobie uświadomisz, iż znalazłaś się w patologicznym układzie, tym lepiej dla Ciebie!

Zdajesz sobie sprawe, iż postępujesz destruktywnie. Potępiasz się, męczysz i nie dajesz odnaleść spokoju. Kierujesz zbyt dużo energii na ten dział z przeszłości, który wiesz iż trzeba zamknąć!

Jeszcze raz polecam wizytę u psychoterapety. Poczytaj również o toksycznych związkach...

Pozdrawiam!

9

Odp: Życie skażone przeszłością....

Juz od dawna zbieram sie na wizyte u specjalisty ... tylko, wiem, ze na jednej wizycie sie nie skonczy...a to drogi interes...mam 24 lata, a pol swojej pensji wydaje na lieki i lekarzy... kurcze... pewnie dlatego tak dobrze sobie radze w pracy, po prostu opowiesci starszych pan "ile to one na leki wydaja" wcale mnie nie wzruszaja.....Za Twoja rada Carol poszperalam w necie i mysle, ze znalazlam Pania godna zaufania ... zadzwonie do niej ... porozmawiam ...

10

Odp: Życie skażone przeszłością....

Życze pomyślności! Zapraszam zawsze na forum, wylewanie swoich emocji, przemyśleń, etc. też działa w jakimś stopniu leczniczo:)!
Dużo siły! Ona jest w Tobie, musisz tylko sięgnąć po nią!

11 Ostatnio edytowany przez cinimini (2008-06-17 11:46:53)

Odp: Życie skażone przeszłością....

Wiesz tylko czego sie boje ... że psycholog moze mnie potraktowac, jak "panienke ze zlamany sercem" ...  przychodza do niego ludzie z depresjami, urojeniami,probami samobojczymi ... a ja z taka banalna milosna historyjka ...
Poki co staram sie afirmowac majac nadzieje, ze jakos sama to przezwycieże ... "Jestem wolna od przeszłości i gotowa na nowa miłosc" ...

12

Odp: Życie skażone przeszłością....

Psycholog powiniem przyjąć Cię tak , jak każdą inną osobę z problemem, bo tak jak każdy inny pacjent zasługujesz na uwagę.  Zawsze możesz też pisać do Nas, bo to nic nie kosztuje, gwarantuję też, że Twoich problemów nie zbagatelizujemy.
A teraz coś z zupełnie innej beczki.... Zdumiewa mnie Twój przypadek! Jesteś inteligentną, wrażliwą osobą i doskonale wiesz na czym polega Twój problem- czyli postawienie  diagnozy psycholog ma z głowy. Dodatkowo nie musi Cię przekonywać do zmian, bo zdajesz sobie sprawę z ich konieczności. Cinimini... potrzebujesz jedynie bodźca, który sprawi,że podejmiesz ostateczne decyzje. Nie dostrzegasz siły w sobie, więc szukasz wsparcia u innych ludzi-i to też postawa godna pochwały. Powinnaś jednak pamiętać, że to Twoje życie i przede wszystkim od Ciebie wszystko zależy. Uwierz w siebie i w słuszność swoich decyzji. Po co Ci ta niepewność, sama widzisz że tylko przeszkadza, pozbądź się jej. Pora byś przeszła do czynów!

13

Odp: Życie skażone przeszłością....

Dzis ide do szpitala ... znow mam zaostrzenie mojej choroby .... i Wiecie jaka jest pierwsza - cierpietnicza - mysl jaka przychodzi mi do glowy ? Chcialabym , aby On wiedzial, ze jestem w szpitalu ... Choc zdaje sobie sprawe, ze splynelo by to po nim jak po kaczce .... Przeciez nie odwiedzal mnie w szpitalu nawet jak bylismy razem ... jak jeszcze bylo dobrze ... Eh .... szkoda czasu na tego typa ... ale co zrobic jak te uprczywe, nieznosne mysli wciaz wracaja ....

14 Ostatnio edytowany przez Carol (2008-06-18 17:46:08)

Odp: Życie skażone przeszłością....

Wchodzisz w rolę ofiary, wręcz się nią upajasz. To boli, ale jest silniejsze od Ciebie! Zdobywanie nad sobą kontroli jest chyba największym wyzwaniem! I jest możliwe, więc miej nadzieję.

Życzymy Ci nabierania sił witalnych i wzrastania ! Niechaj pogoda ducha Cię nie opuszcza. Wracaj do nas prędko! 3mam kciuki smile

15

Odp: Życie skażone przeszłością....

Witajcie! Własnie wrociłam do domu i pierwsze co to siadam do kompa, bo musze podzielic sie z Wami czyms niezwyklym co spotkalo mnie w szpitalu. Trafilam na oddzial w srode i polozono mnie tam ze starsza pania...poczatkowo pomyslalam ..."ehe...zaraz zaczna sie opowiesci gdzie mnie boli, gdzie mnie strzyka..." Ku mojemu zdziwieniu okazalo sie , ze moja sasiadka z lozka obok ma wspamialy dar mowienia i opowiadania...po dluzszej wymianie zdan okazalo sie,ze ta Pani jest emerytowanym psychologiem z 45-cio letnim stazem ! Pomyslalam "zrzadzenie losu", przeciez tego wlasnie teraz szukalam, potrzebowalam...mialam w najblizszym czasie wybrac sie do specjalisty. A tymczasem, mialam darmowa dwodniowa terapie smile . Naprawde to bylo cos niezwyklego ... Ta Pani powiedziala mi, ze nie ma sensu chodzenie do psychologa, poki sama nie uwierze , ze chce stawic czola przeszlosci i chorobie i , ze w tym zaden psycholog mi nie pomoze ... A z kolei jesli juz sama do tego dojde to nie ma sensu chodzic na rozmowy i wydawac pieniadze. Najwieksza sila i chec zmiany musi byc we mnie, bo jesli jej nie bedzie to najlepszy specjalista mi nie pomoze. Duzo mi mowila tez o technice samouzdrawiania REIKI ... koniecznie musze tego sprobowac ...

Dziekuje Pani Janino ... smile

16

Odp: Życie skażone przeszłością....

Witaj cinimini! Czytałam Twoje posty z zapartym tchem, naprawdę bardzo wiele przeszłaś, bardzo się cieszę, że spotkałaś ta kobietę, to naprawdę jakiś dar z nieba:) I jak się teraz czujesz psychicznie? Jesteś spokojniejsza? Mam nadzieję, że tak.
Co do Twojej choroby... moja mama też na nią choruje i wiem jakie to jest okropne przeżycie. Tym bardziej, że tej choroby nie da się wyleczyć... Ale trzymam za Ciebie kciuki, że wszystko się ułoży, choroba nie będzie się nasilać i ułożysz sobie życie.
Pozdrawiam.

17

Odp: Życie skażone przeszłością....

Polecam wobec tego Twojej mamie strone gdzie wszyscy crohnowcy sie wspieraja duchowo, a poza tym sluza fachowa porada link.
A jak sie czuje psychicznie ? Poki co dobrze - czuje sie silniejsza ... mam nadzieje, ze ta sila juz we mnie pozostanie. Ta kobieta ktora spotkalam w szpitalu dala mi ksiazke pt."Jak uzdrowic swoje zycie", byl tam rozdzial wyszczegolniajacy choroby i ich "zyciowe podloze/przyczyne". Zdziwienie moje bylo niesamowiete gdy przeczytalam te slowa : " ... Choroby jelit - Obawa przed porzuceniem tego co stare i niepotrzebne. Nawarstwione pokłady starych, chaotycznych mysli zamykajacych kanal, usuwania tego co zbedne. NURZANIE SIE W LEPKIM BŁOCIE PRZESZŁOŚCI. Lęk, zmartwienie, poczucie, ze jest sie "NIE DOSC DOBRYM." - Czytalam i oczom nie wierzylam.

18

Odp: Życie skażone przeszłością....

Dziękuję za link. Na pewno skorzystamy.
Niom, faktycznie to, co czytałaś bardzo do Ciebie pasuje. Ale na pewno sobie z tym poradzisz, skoro to wszystko było wywołane chorobą. W dodatku jesteś świadoma tego, co się z Tobą dzieje. Na pewno wszystko Ci się ułoży. Życzę Ci tego.

19

Odp: Życie skażone przeszłością....

kim ty jesteś?? chyba moim odbiciem lustrzanym .....

20

Odp: Życie skażone przeszłością....

Byc moze....Ty juz o mnie troche wiesz, wiec moze napisz co u Ciebie sie wydarzylo...wspolnie bedziemy jakos sobie radzic .... wink

21

Odp: Życie skażone przeszłością....

No i znow czuje, ze zbliza sie dol.......jest sobotni , piekny wieczor, wczoraj sie obronilam i co ? I nic...siedze w domu przed kompem.... Czuje sie beznadziejnie, nawet nie mam z kim wyjsc uczcic swoj sukces... Jestem mlada, samotna kobieta...Mam znajomych owszem, ale oni maja swoje swiaty, sa pozareczani i prowadza juz nieco inny tryb zycia... Jest mi tak smutno...  Sa wakacje, bede miala urlop, pieniadze i co z tego? Nie mam z kim wyjechac...jedni znajomi nie maja kasiorki, drudzy nie maja urlopu...inni jada tylko we dwoje.. Czuje sie jak stara panna..ksiazki, komputer, praca,koty...:(...Nie wiem co sie stalo, przeciez kiedys bylam tancerka, mialam mnostwo znajomych,imprezy,szalenstwo...gdzie to wszystko sie podzialo...kazdy poszed w swoja strone...a ja zostalam sama.
Pani psycholog radzila mi abym jak najwiecej czasu spedzala z przyjaciolmi, abym robila to co lubie, tak by jak najmniej czasu miec na myslenie o swojej burzliwym,destrukcyjnym, bylym "ukochanym".....Tylko jak mam to zrobic...sama mam sie wloczyc w nocy po miescie? Przesiadywac w pubach, kawiarniach...
Czuje sie bardzo samotna i czuje, ze znow zbliza sie kryzys...now zaczynam o nim myslec.......

22

Odp: Życie skażone przeszłością....

nie myśl o nim, nie wracaj do niego, nawet myślami. Bo koszmarem będzie, gdy zrozumiesz, że lepsza jest samotność niż ta anty-sielanka z nim. Ale przecież masz znajomych, to, że nie spotykasz się z nimi bardzo często, można zmienić. Najlepiej nawiąż z nimi kontakt, powiedz, że może spotkalibyście się gdzieś, zaproś ich do siebie, zrób jakąś "imprezkę", zauważyłam, że jak się okazuje komuś zainteresowanie, to szybko zdobywa się jego przyjaźń. A samotność również może być chwilami słodka (choć wiem, że czasami jest przytłaczająca), wypożycz jakieś fajne książki, włącz muzykę i tańcz sama dla siebie, może spróbuj pochodzić gdzieś na jakieś tańce, zacznij występować i nie myśl o nim i o swojej samotności. Żyj.... smile
pozdrawiam

23

Odp: Życie skażone przeszłością....

jak to czytam , to czuje sie jakbym sama to napisała.. jestem w takiej samej sytuacj.. prawie bo jeszcze z nim jestem.. i chce być dalej, lecz on chyba już nie chce..;(

24 Ostatnio edytowany przez cinimini (2008-07-13 21:13:39)

Odp: Życie skażone przeszłością....

smutna 23 powiem Ci, ze decyzja o odejsciu od niego byla moja najtrudniejsza decyzja w zyciu...bo choc on byl draniem, to blagal abym zostala, ale ja zacisnelam zeby i odeszlam...cierpialam przeokrutnie...zawalilam cala sesje, a wakacje przeryczalam zamknieta sama w pokoju...nikogo do siebie nie dopuszczalam...z nikim nie chcialam rozmawiac...czulam,ze popeknilam najwiekszy blad w zyciu...ale jednoczesnie wiedzialam,ze nie moglabym z takim czlowiekiem go spedzic, bo po prostu by mnie wykonczyl. Teraz z perspektywy czasu wiem, ze to byla najlepsza decyzja jaka moglam podjac...choc czasem wracaja mysli o nim...moze nawet tesknota....
Musisz byc silna...ja zauwazylam, ze jesli juz przechodzi przez moja glowe mysl o rozstaniu, to znaczy, ze to predzej czy pozniej nastapi...ze to nie jest to...dlatego, jesli piszesz, ze moja historia jest jakby twoja...to radze uciekaj dziewczyno, niz ten typek "zatruje" Twoje zycie...moje jest skazone przeszloscia...detoksyzacja trwa juz dwa lata...ale to musi potrwac....

25

Odp: Życie skażone przeszłością....

ustawiłam opis na gg ze nie wiem co mam zrobic  aon sie odezwał i napisał zebym zrobiła co uwazam za stosowne  wtej sytuacji i ze jest wulgaryzm..
Używanie wulgaryzmów na forum jest zabronione.
moderatorka apoteoza

26

Odp: Życie skażone przeszłością....

Daj sobie z nim spokoj ... jak mozesz walczyc o kogos kto twierdzi,ze jest obojetny? Ja zawsze jak nie wiem jak powiedziec "nie/nie chce" bo po prostu jestem zbyt malo asertywna, albo nie chce kogos zranic to wlasnie mowie "mi to jest obojetne"... ale w rzeczywistosci jest to negatywny wydzwiek.
Jesli pisze abys zrobila to co uwazasz za stosowne , to najbardziej stosowne jest "kopnięcie tego pana w pupę" ... To wszystko brzmi drastycznie i mozesz czuc cos na zasadzie "Wy go nie znacie, jak mozecie tak o nim pisac" ... Tez to mialam, chcialam pomocy na forum, ale z drugiej str.jak dziewczyny pisaly o nim zle to buntowalam sie...a teraz dopiero widze jak duzo racji mialy...

27

Odp: Życie skażone przeszłością....

zerwaliśmy powiedział ze chce być sam narazie..życie nie ma sensu sad

28

Odp: Życie skażone przeszłością....

Ma sens ... zobaczysz...ale poki co musisz swoje wyplakac i na to nie ma rady . Wiem  - jestem pewna !! ze to przetrwasz...ja taki "mieczak" dalam rade to i Ty dasz... Pisz jak tylko czujesz potrzebe ... moje gg 358897.

29

Odp: Życie skażone przeszłością....

ok, dzieki, napisze na pewno ;(

Posty [ 30 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Życie skażone przeszłością....

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024