Witam,
Oboje jestesmy w srednim wieku. Razem prawie rok. Razem i nie razem. Nie mieszkamy razem, spotykamy sie. Prawie codziennie. Zostajemy u siebie na noc, prawie codziennie. Wspolne weekendy, poznane rodziny, wspolne wakacje. Wiele ciepla i bliskosci. Jednak....dopiero teraz powiedzial mi pierwszy raz, ze mnie kocha. Po czym dodal, ze troche......
Wszelkie rozmowy na temat wspolnego mieszkania, nie od razu, ale chociaz o "checi" mieszkania, wywoluja w nim reakcje agresywne. No nie, nie chodzi o to, ze sie robi agresywny, ale oburza sie, ze go naciskam. A on nie chce naciskow, bo w poprzednim zwiazku wzial slub pod naciskiem, i juz "nigdy nikt nie bedzie na niego naciskal". Takie slowa padaja w tych dyskusjach i to takim tonem, jak gdyby byla to jakas awantura.
Mam prawo wiedziec czy czegos chce, prawda? Przeciez mozna powiedziec, ze chce sie zaczekac do rozwiazania jakis tam spraw, albo jeszcze troche pobyc tak jak teraz....
On uwaza, ze jesli nie wystarcza mi to co mi pokazuje, jak mnie traktuje, to nic na to nie poradzi. On nie bedzie pod naciskiem deklarowal sie.
Po takiej rozmowie jestesmy skloceni. Potem sie godzimy. Po takiej klotni wlasnie powiedzial mi jak w temacie. I co? mam podskakiwac ze szczescia?
Wszystko jest pieknie. Wszystko jest ok. Ale nie czuje nic co do przyszlosci. Mam co raz czesciej wrazenie, ze jestem dobra przyjaciolka, ale nie kobieta, z ktora chce spedzic wiecej lat. Albo taka, z ktora ma ochote cos jeszcze zrobic.
Jak mam potraktowac takie wyznanie "milosci"? Poczulam sie jak...glupia jakas...
a mi sie wydaje ze my kobiety troszke przeginamy z tymi deklaracjami.on musi wyznac milosc bo jak nie to nie wiemy ze nas kochaja.porazka ja znam faceta ktory kocha swoja zone ale powiedzial jej to tylko 2 razy przez 8lat:P bo on nie jest wylewny nie potrafi mowic o uczuciach woli dac jej odczuc ze ja kocha.a ze sie wprowadzic nie chce wielkie mi co po roku/szybko troche poczekaj jeszcze z rok i wtedy zabierz mu wolnosc:)
W pewnym sensie zagubiona ma racje,ale z drugiej strony,czy on wogule ma zamiar sie z tobą wiązać?bo jeśl nie,i dlatego się denerwuje gdy zaczynasz ten temat?a ty będziesz w pszekonaniu,że będziecie razem,to kiedyś możesz z tego powodu bardzo cierpieć......może dla niego zawsze będzie za wześnie........
Byłam w podobnej sytuacji, mój facet również nie był wylewny, czasami jego odpowiedzi czy deklaracje odbierałam jak jakąś łaskę... Na początku twierdziłam, że za krótko się znamy, żeby nalegać. Póżniej miałam nadzieję, ze to się zmieni samo z siebie, wystarczy trochę czasu. Jednak po dłuzszym czasie, pomimo licznych rozmów na ten temat nie byłam w stanie już tolerować obojętności z jego strony i postawiłam wszystko na ostrzu noża. Powiedziałam mu wprost, że nie umiem żyć z kimś, kto nie traktuje mnie poważnie, od kogo muszę domagać się oznak jakichkolwiek uczuć. To jest podstawowe prawo w związku, to powinno być naturalne. I przestraszył się, że moze mnie stracić, zrozumiał, zmienił swoje zachowanie, od długiego czasu jest inaczej...
Wiadomo, każdy facet jest inny, jedni do podjęcia pewnych decyzji dojrzewają szybciej, inni wolniej, są i tacy, którzy nigdy... Ja na Twoim miejscu poczekałabym jeszcze trochę, co jakiś czas próbowałabym rozmawiać o tym i mówić jak sie czujesz w takiej sytuacji. Gdyby nie pomogło postawić wszystko na jedną kartę. Jeśli on nie zmieni swojego zachowania, Ty przecież nie chcesz męczyć się tak całe życie...
5 2010-06-22 21:23:34 Ostatnio edytowany przez Axa1 (2010-06-22 21:24:15)
No tak, z jednej strony moze przesadzam. Fakt, niby nie jestesmy razem dlugo. Ale czy ten czas nie jest relatywny? Przeciez nie istnieje regula ile czasu trzeba spedzic zanim podejmie sie jakas decyzje....Niektorzy robia to po pol roku, inni po pieciu latach. OK, moze on wiecej czasu potrzebuje. Chcialabym jednak uslyszec, ze kiedys chcialby, ze nie wyklucza, ze po prostu chce jeszcze pozyc jak teraz ze mna...A zamiast tego mam agresywny odbior na kazda moja probe rozmowy o tym. To jedyny temat wzbudzajacy taka reakcje.
Poza tym ja nie jestem jego byla, a on to porownuje, ze wtedy byl naciskany i podjal zla decyzje, co zakonczylo sie trudnym rozwodem.
Zastanawiam sie wiec czy wciaz nie tkwia w nim silnie emocje z poprzedniego zwiazku. Ja przeciez nie porownuje go do swojego eksa.
A moglabym. Bo tak jak on teraz sie zachowuje do mnie, taka ja bylam z moim eksem. Tez nie potrafilam sie zdecydowac na nic. az w koncu on odszedl. A ja mialam swoja traume.
Z drugiej strony cos musi byc nie tak, skoro ja czuje, ze nie mam pewnosci czy to do czegos w ogole prowadzi. byc moze wlasnie fakt, ze zadaje mu te pytania jest tylko skutkiem czegos co jest nie tak...Nie wiem....
Nie moge powiedziec, ze jest nieczuly, ze nie okazuje mi czulosci. robi to. Przytula, rozmawia, interesuje sie mna i moimi sprawami, o wszystkim mi mowi, decyzje podejmuje razem ze mna, co nie znaczy, ze trzyma mnie uwiazana, przeciwnie, nie ma nic przeciwko moim wyjsciom z kolezankami, jakims zakupom z kumpelami itd itd. potrafi tez byc zazdrosny, ale zdrowo, np jesli odstawie sie jakos super, widze, ze "pilnuje" mnie wtedy i tanczy wkolo wiecej niz zwykle :-) Co zreszta mi sie podoba .-)
Wiem, ze nie jest czlowiekiem, ktory rzuca slowa na wiatr. Nie jest typem podrywacza, nie mial tysiaca kobiet. Te, ktore mial, to byly dlugie zwiazki jedynie.
Niby poznaje mnie ze swoja rodzina, dazyl do poznania mojej, od poczatku wakacje i inne tego typu rzeczy - bylo oczywiste, ze razem spedzamy. Wiec z jednej strony czuje, ze jestesmy razem, razem zyjemy, a z drugiej jestesmy osobno....I to mnie gnebi...To mi nie pasuje....Nie chce, zeby okazalo sie po ilus tam latach takiego "razem", ze tylko to mu pasuje, ze nie chce nic wiecej...To moj lek moze...nie wiem...ale czy my wszystkie wlasnie takich lekow nie mamy?
Axa Twój mężczyzna jest po przykrych doświadczeniach i stara się nie popełnić tych samych błędów. To raczej dobrze o Nim świadczy. Nie naciskaj Go, bo to nic budującego, a wręcz przeciwnie. Spokojnie, to nie maraton do szczęścia. Widocznie On nie jest jeszcze gotowy. Czasem jak dochodzimy do czegoś małymi kroczkami, zdobywamy, to w końcu, to jest to trwalsze. Wydaje mi się, że będziecie udamy związkiem i razem się zestarzeje, tylko zmień podejście do tej sytuacji. Gdyby nie myślał o Tobie poważnie, nie trwałoby to rok. Uważam, że jesteś szczęściarą, że trafiłaś na takiego faceta!!!
Dziekuje, Smolka. Ja wiem, ze on jest wyjatkowy, dlatego z nim jestem (he,he, ma swoje wady, jak kazdy, ale ja przeciez tez je mam :-))
W takim razie skad mi sie to bierze? Czemu mi to ciazy? Jakis lek?
To prawda, ze on jest ostrozny. Wiele miesiecy minelo, zanim w pracy ujawnil rabka tajemnicy, najblizszym kolegom, ze spotyka sie ze mna...A i do dzis, nie lubi sie z tym afiszowac. No wspolna praca powoduje swego rodzaju cisnienie...wiem to...tez to odczuwam...
Wiem, ze jest inny niz ja, ze jest typem planujacym wszystko, wszystko zawsze musi byc zaplanowane...No nie usiedzi spokojnie po obiedzie bez pozmywania garow. Ja czasem te gary mam w nosie, i mam ochote rzucic sie na cos innego, a gary moge przeciez pozmywac wieczorem. Wiec moze to tez wynika z roznic w charakterze, czyli te jego doswiadczenia, plus charakter. Moje traumy z poprzednich zwiazkow uczynily mnie raczej osoba bardziej spontaniczna na co dzien, nie musze zyc juz dokladnym planem, po prostu uwazam, ze zycie jest tak piekne, ze trzeba z niego brac kazda chwile. Moze to jest roznica miedzy nami...nie wiem. Ogolnie to nam nie przeszkadza, dopelniamy sie raczej w ten sposob, czasem on mnie przyhamuje, czasem ja jego "kopne" do przodu. Wiem o tym. To dziala. Ale moze wlasnie to wplywa tez na te decyzje.
Sama nie wiem. W sumie nigdy nie spotkalam faceta, z ktorym tak bardzo chcialabym byc na dobre i na zle..on jest pierwszy....moze boje sie, ze moze sie nie udac...moze to moj strach...
Axa1 jesteś już na takim etapie swojego życia, że potrzebujesz stabilizacji i nic w tym dziwnego. Oczekujesz od swojego mężczyzny deklaracji, że chce spędzić z Tobą całe życie. Dałoby Ci, to poczucie bezpieczeństwa i upewniło o Jego miłości do Ciebie. On jednak w tym zakresie nie spełnia Twoich oczekiwań. Dlatego Ci, to tak ciąży. Nie oznacza, to że nie ma wobec Ciebie planów, a jedynie to, że nie jest jeszcze gotów na dalsze kroki. Bądź cierpliwa! Jesteście razem zaledwie rok...
9 2010-06-23 22:59:47 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-06-28 12:09:29)
Smolka, tak jest dokladnie, jak piszesz. Chyba chodzi o poczucie bezpieczenstwa...Chociaz, wlasciwie, to deklaracje zadne i decyzje nie sa gwarantem sukcesu...Ale tak chyba jest. Chcialabym czuc sie bezpiecznie...
Daje mu czas. Nam daje ten czas. Wiem, ze niby rok to nieduzo. Z drugiej strony ile czasu "to duzo"? Chyba bardziej chodzi o to, zeby spotkac sie "w tym samym czasie". Oczywiscie, moge czekac jeszcze. Chce czekac. Czas i zycie pokaza. Finalnie tak to wlasnie jest chyba...
To fakt, ze ja czasami czuje, ze jakis czas odszedl, ze zycie umyka, tak wiele go juz przezylam, taka mysl mnie nachodzi, i tak bardzo je kocham (zycie), ze juz nie chce go marnowac, chce je maksymalnie wykorzystac, skoro spotkalam faceta, z ktorym to wlasnie czuje, ktory mnie uskrzydla, i ktory mnie usidla :-) Wszystko w jednym :-)
:-) Czasem sobie mysle, ze szkoda, ze taka nie bylam w wieku dwudziestu lat - a o ironio losu - wtedy bylam ostrozna i zapobiegawcza i zbyt "dojrzala" :-))) co objawialo sie wycofywaniem rakiem ze wszystkiego. No ale nic, taka bylam a teraz jestem taka jaka jestem. W sumie chodzi o to, zeby byc, zyc, a nie miec, prawda? Bo moze czasem popadam w mysli "posiadania" partnera, zwiazku, tak, tak, czasem lapie sie na tym. Powiem "mam partnera" zamiast "jestem z nim". Pomimo, ze wlasnie dobrze jest nam dlatego, ze my..."jestesmy" a nie "mamy siebie". Miedzy innymi dlatego tez zupelnie inaczej zyje mi sie dzis. Gdzies jednak tendencja moze pozostaje.... :-)) Moze wlasnie to powoduje moje chwilowe zwatpienia, czy on na pewno chce. W sumie, jestesmy razem, rozwijamy sie, czego mozna chciec wiecej?
Dziekuje.
Mimo wszystko zadaje sobie pytanie: dlaczego czuje sie niepewnie? Dlaczego mam uczucie, ze jestem obca? Na przyklad teraz, gdy odwiedzila go rodzina. Niby wszystko jest takie poprawne, wlasnie, poprawne, to takie dobre slowo. A jednak "poprawne" to niewystarczajaco. I nie mozna sie przyczepic do niczego. Bo do czego mam sie przyczepic skoro pyta, czy dolacze do nich, czy pojade z nimi itd...
Nagle to ja jade z nim i rodzinka, dlaczego to rodzinka z nami nie jedzie?
Skad mam to uczucie? Skad te mysli? Zle mi z tym.
Zaczynam myslec, czy aby nie chodzi tu o cos wiecej niz sam fakt, ze nie chce mieszkac jeszcze razem....
I te slowa tak wymeczone w jego ustach, jak w tytule, "troszeczke", tak jakby chcial byc "poprawny" i powiedziec mi cos. Nie chcialam zeby mowil. Skoro to juz uslyszalam, czulam jaki to byl wysilek dla niego.
A dla mnie tez wysilek, jak to przyjac.
Dlaczego mam niedosyt uczucia z jego strony? czy jednak czegos w tym wszystkim nie ma? Moze on....moze on po prostu....nie jest za mna tak jak ja za nim.....moze on CHCE byc ze mna, ale niekoniecznie naprawde tak czuje....
Dlatego ten zwiazek jest taki fascynujacy .... nie psuj sobie zycia gdybaniem ... nie szukaj dziury w calym - sama napisalas ,, zeby byc , zyc a nie miec ,, ....
Axa1
Pewna jestem tego, że jest Mu z Tobą dobrze i odwrotnie. Kilka lat temu moja dobra koleżanka wyznała mi, że Jej facet nigdy nie powiedział Jej, że Ją kocha (byli ze sobą około ośmiu miesięcy), a Ona kochała Go szalenie. Później pamiętam była kwestia wspólnego mieszkania. Mieli warunki, a nawet tak by było najwygodniej, ale On nie chciał o tym słyszeć.. Mój były codziennie kilka razy mówił, że mnie kocha, bardzo szybko zaczął namawiać mnie do wspólnego mieszkania. Nie byłam pewna czy to dobry pomysł, ale miałam intensywny czas w swoim życiu i za dużo się nie zastanawiałam. Mieszkając razem słyszałam wiele słów o miłości. Wiesz Axa1...moja koleżanka nadal jest ze swoim facetem i jest bardzo szczęśliwa i on też jest szczęśliwy, a u mnie już pozamiatane...Także, to różnie, że tak potocznie powiem:)
A moze chodzi o to, zeby samemu czegos sie nauczyc....
Dzisiaj zrobilam cos dla siebie. Wylacznie. Poszlam na przyjecie, sama oczywiscie, bo on nie chcial, poza tym jest rodzina u niego, poza tym zawsze mowi, ze nie ma nic przeciwko, ze nie chce zebym rezygnowala ze swoich znajomych. do tej pory nie robilam tego, tym razem powiedzialam sobie "ide". nie, nie byla to wielka impreza do bialego rana. zwykle przyjecie, mile, sympatyczne.
Juz po godzinie dostalam sms, takiego tam, ze ma nadzieje, ze dobrze sie bawie i takie tam rozne rzeczy z dnia dzisiejszego. Mily, bardzo mily.
Moze powinnam tak czesciej, moze powinnam o sobie wiecej troche, na siebie sie nakierowac. No nie. to co pisze brzmi nie za dobrze, bo nie chodzi o bycie egoistka itd. Ale po prostu nie zamykac swiata w nim wylacznie. O, jak dobrze mi to wyjscie zrobilo! taki swiezy powiew. I nie byla to impreza, na ktorej musialam byc z kims. Swietnie bylo.
tak, wiem, ze mu dobrze. Powinnam moze wiecej ufac mu. A ja chcialabym wiecej.
Tak, bylam tez w takim zwiazku, gdzie slyszalam "kocham cie" od poczatku do samego konca, nawet tuz przed koncem.
Kazdy zwiazek jest inny. Kazdy czlowiek jest inny. Chyba musze sie znow czegos nauczyc. Byc moze popadlam znow w sztampowe myslenie i czucie. moze powinnam tak jak on, byc "luzniejsza". Tyle, ze to trudne troche...
Dobrej nocy Wam zycze. I dziekuje.
13 2010-06-27 11:22:03 Ostatnio edytowany przez Axa1 (2010-06-28 22:59:07)
I dzien dobry.
Cos dziwnego. rozmawialismy telefonicznie o planie dnia, i ....on brzmi ...jakby byl obrazony! Zly albo cos takiego. Zobaczymy sie dopiero po poludniu, wiec moze wtedy dowiem sie co jest grane. Hmmm...byc moze urazony sie czuje, bo nie odpowiedzialam mu na tego sms wczorajszego. Powiem szczerze, nie bylo jak, mnostwo ludzi wkolo, bardzo sympatyczne rozmowy, zdazylam zerknac i przeczytac ale nie odpisywalam juz. A gdy wrocilam do domu, bylo pozno i dopiero z rana odpisalam.
Czasami w tym zwiazku czuje sie tak jak bysmy byli dziewczynka i chlopczykiem w piaskownicy.
ale moze mechanizmy relacji i uczuc sa takie same w kazdym wieku. Kiedys obserwowalam nowa pare w rodzinie, po piecdziesiatce. Czasami smialam sie, bo naprawde zachowywali sie czasem jak nastolatki :-) Najpierw ze swoistym ukrywaniem sie przed rodzina, ze niby tylko sie spotykaja, potem ich klotnie :-) W koncu pobrali sie i sa razem do dzis.
Dobrego dnia Wam zycze.
Sobie tez....
Znow nie wiem co myslec. Mimo tego co piszecie, mam czarne mysli...
Tak, byl zly wczoraj, o to, ze nie odpowiedzialam na sms, o to, ze wyszlam praktycznie i swietnie sie bawilam, no i jeszcze mowilam o tym. Ale to byl blahy powod, moze po prostu glupio mu bylo przed rodzina. Przeciez sam mnie zawsze wypycha do tych wyjsc.
Bo potem dowiedzialam sie, ze nic nie idzie dobrze, i ze "przeszkadzam mu" w zyciu, ze jak byl sam to wszystko bylo jasne i proste. A teraz nie, i dodal, ze z kobietami tak zawsze, a na dodatek ja wciaz nalegam na wspolne mieszkanie itd. Nie klocilam sie, powiedzialam tylko, ze to chyba normalne, ze mam plany i checi takie, ze to najzupelniej normalne, i ze na nic juz nie nalegam, ale z takich zamiarow na moje zycie nie rezygnuje, i ze sa to najzupelniej normalne zamiary. I ze to akurat jako czlowiek dorosly powinien wiedziec. I ze od poczatku, ani on, ani ja, nie traktowalismy tego zwiazku jak romansik, przyjazn lozkowa. Ale jesli cos mu sie zmienilo w tej kwestii to wystarczy powiedziec. Tylko musi wiedziec, ze w romansiku jest wolnosc we wszystkim, i jesli kobieta bedzie miec ochote spotkac sie z nim, to sie spotka, ale rownie dobrze moze spotykac sie w kim innym. Bo w romansiku tego typu nie ma zadnych zobowiazan.
Po pol godzinie mu przeszlo, po czym przeprosil sam z siebie i powiedzial, ze zachowal sie jak glupek.
I jak mam to rozumiec? Te slowa "przeszkadzasz mi" dzwiecza mi bolesnie w uszach. Albo, moze to swiadczy o tym, ze broni sie przed uczuciem, boi sie zobowiazan, choc naturalnie zmierza do tego? To bylaby wersja optymistyczna, aczkolwiek i tak trudna. Wiem, ze zawsze bal sie tracenia "wolnosci" rozumianej nie jako wychodzenie czy tez wolnosc w kontaktach z kobietami, ale wolnosc, przestrzen swoja, dla mnie te wolnosci to jakas abstakcja totalna. Ale wiem, ze mezczyzni czesto o tym mowia. Mile, ze sam z siebie przeprosil. Mam czasem wrazenie, ze on walczy sam ze soba w tym wszystkim. Jakby mial glowe napakowana regula, wmowiona sobie, ze nie bedzie robil tego czy tego, ze bedzie ostrozny, a potem w zyciu robi inaczej i dzwoni dzwoneczek i znow ta regula wbita. takie odnosze czasem wrazenie. Albo sie myle, moze wszystko jest zupelnie prostsze i nie ma w tym zadnej filozofii, moze po prostu nie kocha mnie wystarczajaco by chciec, bym mu "nie przeszkadzala".
Kurcze, trudne to....robi mi sie nieprzyjemnie.
Punkt 10 regulaminu mówi o tym, ze jeśli chcemy coś dopisać to używamy opcji "edytuj"
boże, Axa1 mam tak jak Ty.. nie będę się tu rozpisywać co do swojej sytuacji - jesteśmy na innym etapie, ale Twoje odczucia są mi niezmiernie bliskie - NIEPEWNOŚĆ CO DO JEGO UCZUĆ W STOSUNKU DO MNIE, NIEPEWNOŚĆ W STOSUNKU CO DO NASZEJ PRZYSZŁOŚCI...
mnie tylko zastanawia jedno: jaka jest recepta na tego typu facetów? 1. czy tu chodzi o 'trwanie' aż do momentu kiedy on się określi (latami???), dojrzeje do decyzji? 2. czy właśnie, po jakimś czasie, postawienie sprawy na ostrzu noża (bo tylko w takich momentach on umie się określić)?? 3. czy odejście... bo jesteśmy na zupełnie innych etapach życiowych (on nie może mi dać tego czego pragnę - PEWNOŚCI, POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA). co się robi w takich sytuacjach? ja mam też tak, że pomimo wszytko chciałabym z nim na dobre i na złe...bo ja jestem gotowa...
ściskam
Witaj,
nie sadze, ze jest jakikolwiek sposob. To tak jakby ktos chcial Ciebie zmienic. Nie zmieni. Dobrze, no mozna jakies tam drobiazgi zmienic w sobie, ale nie da sie zmienic podejscia do zycia itd. To znaczy, nikt nie zmieni tego w tobie, nikt nie zmieni tego w nim. Mozna pod wplywem wydarzen przemyslec, dojsc do wnioskow, ale niektorzy dochodza, inni tkwia w tym samym punkcie.
Na to nie ma sposobow. Nie ma co szukac sposobow. Trzeba sluchac siebie. Nie ustawiaj sobie zadnych terminow, do kiedy mu pozwolisz nie podejmowac decyzji itd. Trzeba siebie sluchac, wiedziec co sie czuje. Czy chce tak dalej czy nie. Czy juz doszlam do granicy, po przekroczeniu ktorej nie bedzie odwrotu, po przekroczeniu ktorej to ja odejde. Wtedy postawie wszystko na jedna szale. Decyzja tak czy nie. Jasne, ze taka sytuacja moze byc bodzcem dla niego, moze stac sie tym "sposobem". I moze okazac sie, ze wyzwoli w nim potrzebe spojrzenia na siebie, na zwiazek, i uswiadomi sobie, ze tak, ze to jest to. Ale rowniez moze nic nie zmienic, i wtedy bedzie koniec.
Kazdy musi w zyciu sam dojsc z soba do ladu. Z soba, z zyciem, ze swoja przeszloscia i przyszloscia. Z przekonaniami, uczuciami, swiadomoscia co sie dzieje i czego sie chce. Tak samo jak oni, tak samo my musimy wiedziec.
Ja jeszcze nie wiem. Mam wiele watpliwosci, ktore pojawily sie wlasnie przez jego brak decyzji, przez to, ze zaczelam miec poczucie, ze mniej otrzymuje niz tego potrzebuje. I jeszcze nie wiem, czy rzeczywiscie mniej otrzymuje, czy tez zbyt wiele chce. A moze, jesli zbyt wiele chce, moze to wlasnie oznacza, ze to nie to? Przeciez gdyby to bylo "to", powinnam byc spelniona, powinnam czuc sie swietnie, powinnam otrzymywac to czego pragne. Moze wiec chce widziec w nim inna osobe niz jest w rzeczywistosci?
Musze znac odpowiedzi na te pytania, przynajmniej czesciowo, zanim postawie wszystko na jedna karte. Musze byc gotowa.
Moim zdaniem, jednak, nie ma cudownych sposobow.
tymczasem, zyjmy. Cieszac sie tym, ze doswiadczamy. Moze to jest po prostu kolejna lekcja w zyciu. moze mam sie czegos nauczyc o sobie w tym wszystkim....
Pozdrawiam serdecznie.
Witaj.
wiesz, muszę Ci powiedzieć, że jesteś bardzo dojrzała (może przez Twój wiek, ja mam dopiero 25 lat) że z tego co piszesz wynika, że potrafisz spojrzeć na problem swoimi jak i jego oczyma. tak wielowymiarowo.
ja już jestem wyczerpana. facet chce ode mnie żebym była, żeby było fajnie, miło (to czego oczekuje od związku, zapytałam się) żebyśmy sobie sprawiali radość, przyjemności, a pózniej się będzie podejmować decyzje.
ale on zapomina o jednym. on wymaga ode mnie czułości, intymności bez ZAANGAŻOWANIA. a to co osiągnęliśmy (cudowne otwarcie się na niego, cudowne chwile razem, jego uwielbienie) powstało z mojej strony właśnie dzięki zaangażowaniu. to czego on ode mnie oczekuje może mu dać kobieta, która pragnie tego samego co on: cudownego seksu, miłych i uroczych spotkań i tylko tyle. nie potrzebuje zaangażowania, jest jej tak dobrze, cieszy się, więcej nie potrzebuje. dlatego widzisz... ja na tej pozycji zawsze będę od niego za dużo wymagać. bo oczekuję zaangażowania, a on nie może mi tego teraz dać.
smutno mi. bo on mnie uwielbia, ja jego, jest chemia, tak bardzo do siebie pasujemy (docelowy styl życia, system wartości, poglądy, poczucie humoru, intelekt) a jednak tak to wygląda...
może nie ten czas... może kiedyś będziemy ze sobą w pełni szczęśliwi...
pozdrawiam
Witaj,
A wiesz, zastanowilo mnie jedno, gdy piszesz, ze wszystko jest tak swietnie, ze brakuje tylko "jego zaangazowania", ale uwielbia Cie, itd...A co konkretnie masz na mysli mowiac o "zaangazowaniu"? Czy to wlasnie jest "decyzja o slubie"? Bo na wiele sposobow mozna zrozumiec zaangazowanie. Dla mnie to jest to co na co dzien sie dzieje. Decyzje o mieszkaniu czy slubie, to dla mnie troche co innego.
W sumie kazda sytuacja inna. Jestescie tez mlodsi. Moze on, bedac, jak sie domyslam, mniej wiecej w Twoim wieku, nie czuje jeszcze tej checi do malzenstw itd wlasnie z powodu wieku.
Mimo wszystko, dla mnie najwazniejsze to robic wszystko zgodnie z wlasnymi uczuciami. Starac sie uchronic siebie i swoje decyzje przed wplywami innych, wplywami jakis spolecznych oczekiwan i standardow. Pewnie wiele razy slyszysz:"jestescie juz tak dlugo razem, macie tyle a tyle lat, kiedy slub". Nalezy takie pytania ignorowac. Jedynie sluchac siebie. Bo komus moze byc dobrze bez slubu 10 lat, innemu nie. Szkoda marnowac dobry zwiazek wylacznie przez to, ze mamy cisnienie z zewnatrz. Najwazniejsze sluchac siebie, i tego jak naprawde sie czujesz.
Przeciez skoro jest Wam swietnie, nie zerwiesz wylacznie dlatego, ze on jeszcze nie chce. Moze potrzebuje wiecej czasu? Wazne, by Tobie i Wam bylo dobrze. Jesli jednak nie czujesz sie w tym zwiazku, zle Ci z tym, sluchaj siebie.
Ja na razie dalam na wstrzymanie. Po prostu, na co dzien jest mi dobrze. Cos we mnie tez sie zmienilo po tych ostatnich akcjach i mam jakis spokoj wewnetrzny. Nie wiem jeszcze co to jest dokladnie. Moze to spokoj, moze to swego rodzaju odpuszczenie. Tego jeszcze nie wiem.
Pozdrawiam
Axa 1, czy mogłabym do Ciebie napisać mejla ?
Mozesz, oczywiscie. Juz zezwolilam na to w profilu.
Musze tylko powiedziec Ci, ze przez ok 10 dni nie bede miala czesto (o ile w ogole) dostepu do internetu (wakacje :-)) Wiec prosze Cie o wyrozumialosc gdy nie bede odpowiadac....
Acha, wcale nie jestem madra. W tych sprawach czlowiek glupieje tak samo gdy ma nascie i dziesiat lat :-) Przeciez sama taki watek zalozylam. Tez mnie dopadl stres, ze "jak to, ze jeszcze nie?? A dlaczego nie??" itd. itd. Niektorzy tam madrze napisali, ze nie ma co budowac jakis zmyslnych oczekiwan tylko i wylacznie z powodu tego, ze "powinno cos juz byc".
A ile czasu tak bedzie? Tego nie wiem.
Pozdrawiam Cie serdecznie
No i koniec.
Ostatnie tygodnie to oddalanie sie od siebie. Wiele jakis bezsensownych wydarzen, stresow. Pokazaly jedynie, ze oddala sie ode mnie. Nie bylo milosci. Nie kochal mnie. To dlatego nigdy mi nie powiedzial takich slow. Gdyby byla milosc, nie byloby oddalenia, zlosliwosci, ktora pojawila sie po jakims czasie. Zaczal traktowac nasza relacje jak pole walki. Ty mi tak? to ja tobie tak. Bez sensu.
Zaczely sie tez spotkania co raz rzadziej.
Postawilam w koncu sprawe jasno. Chce wiedziec czym jestesmy, do czego zmierzamy. Mam do tego prawo.
Nie mial odwagi powiedziec o tym od razu. Poszedl, chce spotkac sie dzis lub jutro. Dla mnie to jest juz koniec.
Teraz widze, ze to wszystko co opisywalam na poczatku, wynikalo z tego, ze brakowalo w tym wszystkim uczucia. Nikt mi nie powie, mozna wiele rzeczy, roznych rzeczy przetrwac, jesli tylko ma sie uczucia wobec tej osoby i jakies checi na zycie. On na dodatek, moim zdaniem, nie przerobil swojej przeszlosci, bo wszystko co zlego sie dzialo, porownywal do swojej przeszlej traumy. Ja tak nie robilam. Zylam dzisiaj, jutrem, a nie wczoraj. Ale ja mam uczucie, ktore bylo bodzcem.
Albo mialam. Bo skutecznie studzil je, chocby ta agresja na moje zapytanie o wspolne mieszkanie. To jak kubel zimnej wody bylo za kazdym razem.
Przykro mi. Ale musze przez to przejsc.
I skonczylo sie, na dobre. Nie jest jeszcze w stanie wejsc w nowy zwiazek, taki pelny zwiazek. Zbyt wiele spraw z przeszlosci jeszcze nie jest zakonczonych.
Skonczylam.
:-(
To kiedy wy w końcu się rozstaliście? w tym lipcu czy teraz?
Jeszcze mialam nadzieje, jeszcze znowu spotykalismy sie pozniej.
Ostatecznie....nie ma sensu zadna nadzieja...
Jesteś pewna? mówił ci to? że nie kocha i nie chce być z Tobą?
Jak czytałam pierwsze posty to pomyślałam że przesadzasz, że szukasz problemów gdzie ich nie ma, ale hm teraz nie wiem co mam myśleć, może po części sama to zniszczyłaś?
Ale jest mi przykro, wiem co to za ból, ja też będę przez to przechodzić, ale na razie to ciągnę bo nie umiem go zostawić, za mocno kocham.
25 2010-10-26 00:46:24 Ostatnio edytowany przez Axa1 (2010-10-26 00:46:58)
jestem pewna. On tez. Jemu pasowalo tak jak do tej pory, ale nic wiecej. Okreslil sie bardzo dokladnie.
:-(
Nie i koniec. To na co mialam czekac?
I chyba nie przesadzalam. Czulam to po prostu.
Trudno, trzeba przejsc to...
przykro mi, szkoda że tak długo Cie zwodził, mógł szybciej się określić czego oczekuje itp. Podziwiam Cię że tak się trzymasz, ja to bym wyła dniami i nocami, wiem też że to mnie czeka ![]()