Cześć dziewczyny
Piszę, bo chyba poprostu muszę się wygadać ale może wy też coś doradzicie…
Moim problemem jest, że mam prawie 35 lat, ciągle nie mogę znaleść odpowiedniego partnera. Byłam w „związku” z rozsądku przez 7 lat, ale od roku nie było nic pozytywnego między nami więc zerwałam to.
Nigdy w życiu żaden facet nie powiedział mi sam z siebie, jako pierwszy, że mnie kocha. Ten ostatni powiedzial to, bo ja powiedziałam pierwsza, ale myślę, że powiedział to, bo wypadało, ale wcale tego nie czuł. Myślę, że trzymał się mnie z braku laku, ale wcale nawet chyba nie lubił ze mną przebywać. Widywaliśmy się tylko w weekendy, gdzie czasem czułam, że już chciał, żebym sobie poszła. W końcu zerwałam to, bo mną manipulował, żeby pożyczyć hajs itd. Np mówił, że jak dostanie następną wypłatę, to zabierze mnie do jakiejś fajnej restauracji, a potem jak już mu pożyczyłam hajs to temat ucichł. Nie mogłam z nim ostatnio jechać na jakiś event z pracy, to zabrał „koleżankę” z poprzedniej pracy i nawet mi nie powiedział.
Także temat zamknięty i znowu jestem sama.
Chciałabym stworzyć fajny związek i znaleść odpowiednią osobę, ale mam z tym taką trudność, jakby to był przeskok Mount Everest.
Przez moje 35 lat życia tylko jeden facet się o mnie starał, zapraszał, ale niestety mi się nie podobał, bo miał głos jak 10 letnia dziewczynka
((( więc nie mogłam tego przeskoczyć.
Nikomu innemu się poprostu nie podobam. Zazwyczaj w moim życiu to jest jedna randka i „nara” z drugiej strony.
Ten z rozsądku poznał mnie w pracy, więc może się ze mną oswoił dlatego to na początku działało, ale żeby jakiś facet chciał się z mną spotkać po pierwszej randce - nigdy nie było takiej opcji.
Jeżeli macie jakies sztuczki jak sprawić, żeby facet się na dłużej zainteresował, please, podzielcie się