no chyba jednak nie dam dłużej rady - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » no chyba jednak nie dam dłużej rady

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez stokrotka5850 (2022-08-30 17:38:59)

Temat: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Cześć. Potrzebuję wyrzucić z siebie na zewnątrz, do ludzi, obcych.
Mam przyjaciół, ale uważam, że nie powinno się prać związkowych brudów wśród bliskich osób. Popełniłam ten błąd, nigdy więcej.

Mam skomplikowaną przeszłość. Opartą mocno na braku wiary w siebie, poczucia własnej wartości, wstydzie, kompulsjach. Nałogach. Niebezpiecznych zachowaniach. Historia jakich pewnie wiele. Z wielu spraw wygrzebałam się bardzo szybko. Ale część gdzieś podskórnie ciągnęła się we mnie jeszcze do niedawna. Rzuciła się mocno cieniem na mój aktualny związek - mój facet długo miał problem z pogodzeniem się z tą przeszłością, mimo że o niej wiedział. Doszukiwał się brakujących kawałków, kłamstw i nieścisłości. O nim dalej, od początku...

10 miesięcy temu związałam się z kimś, kto stał się dla mnie bardzo ważny, bardzo szybko. Był zupełnym przeciwieństwem mężczyzn, z którymi wiązałam się wcześniej. Czuły, zaangażowany, z inicjatywą, zainteresowany mną, szczery. Bardzo inteligentny, lubił rozmawiać o sprawach okołopsychologicznych, ale skoncentrowanych wokół nas, co mnie zawsze bardzo pociągało, więc utonęłam.

Wprowadziłam się do niego zanim jeszcze właściwie zaczęliśmy być razem. To był pierwszy duży błąd.
Przez jakiś czas było świetnie. Mamy bardzo podobne zainteresowania, tak że nie było problemów z zagospodarowaniem wspólnie spędzanego czasu. Rozmowy do późnej nocy.

Szybko zaczęło zgrzytać. Ja się jeszcze asekurowałam, bałam się do końca odkryć, on natomiast już oczekiwał pełnego zaangażowania. Zaczęły się fochy. Jednak on nie potrafi od razu powiedzieć o co chodzi, nie ufał mi od samego początku - jak się po czasie okazało - no i zaczęły się schody. Wydarzyło się kilka rozmów, głównie po alkoholu, które stały się kością niezgody. Bardzo potężną. W konsekwencji kilka razy wyrzucił mnie z domu. Z każdą kolejną aferą poziom czułości, zaufania, ciepła spadał.

Wiele było spowodowane moimi lękami. Miałam i mam tego świadomość. Rozprawiłam się z tym właściwie całkowicie. Nieraz jednak wciąż jakieś ślady wychodzą, jednak chowam to wszystko w kieszeń tak, żeby mój kot tego nie odczuwał.

Sam jednak też ma problemy. Jest bardzo nerwowy, łatwo wpada w złość, nie komunikuje o co mu chodzi. Jesteśmy dla siebie wzajemnie jak płachty na byka. Na mnie agresja, w ogóle nerwy, działają bardzo źle. Stąd w ogóle pierwsze problemy, które wydają się być nieuleczalne. Bo we mnie włączały wszystkie lęki. Z tego powodu kilka razy na samym początku skłamałam (w bardzo drobnych sprawach, serio, ale rozumiem, że dla niego sam fakt już jest czymś dużym i to szanuję, nie neguję, przepraszałam wielokrotnie). No a w nim z kolei każda wątpliwość włącza podejrzliwość, szukanie dziury w całym i po krótkim czasie miesiąca miodowego po "rozstaniu" czy kłótni, wraca nerwowość, zamykanie się w sobie, potrzeba "przestrzeni", a na końcu cyklu zawsze jest znowu kolejna afera.

I ja wiem, słyszę, czuję, jak to z boku wygląda. To jest wręcz absurdalnie oczywiste, jak bardzo jesteśmy dla siebie na dzień dzisiejszy toksyczni. Uwielbiamy się, kochamy, ale jednak... wiem, że ja nie powinnam i nie chcę dawać się tak traktować. Pomijając mój własny szacunek do siebie i poczucie własnej wartości, świeżo odbudowane (paradoksalnie właśnie dzięki całemu temu związkowi...), po prostu coraz mniej lubię swojego faceta przez to. I wiem też, że tylko dlatego, że pozwoliłam na to kiedyś - z poczucia winy - on sobie teraz pozwala na zbyt wiele.

Wiem, że powinnam uciekać. I pewnie tak się stanie. Potrzebuję chyba jednak jakiegoś słowa wsparcia z zewnątrz. Nie byłam idealna w tym wszystkim. Ale mam jakieś takie wewnętrzne przekonanie, że prawdziwe kochanie nie jest wtedy, kiedy się na nie "zasłuży". Pierwszy raz w życiu kocham tak, że nawet mimo wad chcę robić dla niego miłe rzeczy. Jak coś zawalił to mówi wtedy, że nie zasłużył. Kurde. Możemy sobie mówić, co nam nie pasuje. Wspierać się w uzdrawianiu kawałków siebie. I właśnie dzięki temu sobie ufać bardziej, a nie mniej - jak to u nas ma miejsce. Mam takie strasznie wkurzające poczucie, że jest to takie okropnie jednostronne.

Chyba nie tego chcę. A jednocześnie walczy we mnie druga ja, która chce być przy nim. Marząca o tej wzruszającej scenie z filmu, w której mówimy sobie, że gdyby nie ta nasza wzajemna cierpliwość, to nie wiemy, gdzie byśmy byli. I że dzięki sobie nawzajem jesteśmy tam, gdzie jesteśmy. Ale ja już chyba więcej nie dam rady hmm Trochę jakbym była chwilę z Jekyllem, a potem kawał czasu z Hydem. I tak w kółko.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Facet stosuje manipulacje i przemoc. Wiej!!!

3

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

No ta manipulacja mi też strasznie w głowie krzyczy, ale ciągle to zagłuszam i wypieram. Bo to jednak ludzki odruch. Sama kiedyś dostałam więcej niż zasługiwałam, ale chyba taktyka akceptacji człowieka, jakim jest, słabo działa w takich przypadkach sad

4 Ostatnio edytowany przez stokrotka5850 (2022-08-30 19:34:51)

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Tknęło mnie chyba najmocniej ostatnio jak najpierw przyznał, że swojej byłej nie powiedział o pewnym problemie, a w innej kwestii rozmył prawdę. Powiedział też, że gdybym powiedziała "kilka lat", a nie 5 lat, które potem okazały się trzema, to by było ok. A tak to kłamstwo i problem. On uważa, że manipulowanie przekazem jest ok. Manipuluje nim w grubych sprawach (nie powiedział np. że rzucił pracę, przez kilka miesięcy, nawet wtedy, kiedy wprost powiedziałam, że widzę, że nie pracuje - po prostu zamilkł), a robi problem na skalę rozstania z tego, że na samym początku związku powiedziałam, że nie uprawiałam seksu lat X, a okazało się, że Y.

Kłamstwo samo w sobie jest złe. Przeprosiłam. Po prostu nie uważałam, żeby rozkminianie, ile czasu minęło od ostatniego rozstania i czy jakaś pojedyncza rzecz się wydarzyła od tamtego czasu, było tego warte na tym etapie znajomości. Dzisiaj żałuję. I według mnie to powinno wystarczyć, bo od miesięcy wie, że mówię wszystko. Choć rzadko sprawdza, bo już się zamknął w sobie i trzyma się tylko starych spraw w sumie. Nie czuję, żeby chciał poznawać dzisiejszą mnie. Boi się.

Niemniej, dla niego nie mówienie prawdy jest ok. Mówienie czegoś niezgodnego z prawdą nie jest. Mówienie niezgodnego to kłamstwo, to prawda. Ale nie mówienie wcale to manipulacja. I to też prawda. Której on nie widzi. No cóż. Rozjazd. Dla mnie to podwójna moralność, ale do niego to nie dociera.

5

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Przecież wiesz co masz zrobić i szukasz tu tylko potwierdzenia.
Kłamał, kłamie i będzie kłamać.
Lubisz być okłamywaną?

6

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Okropność. Aż źle się to czyta, co dopiero być w tym "związku" w rzeczywistości. Czy Ty dziewczyno jesteś masochistką, że się na takie akcje godzisz? Już po pierwszym wyrzuceniu z domu powinnaś nie wracać. A Ty coś sobie wmawiasz i brniesz dalej. No, to Twoje życie. Wybieraj sama.

7

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady

Nie ma zaufania, nie ma poczucia bezpieczeństwa, jest za to stąpanie na paluszkach i nasłuchiwanie cykającej bomby z nerwowym oczekiwaniem na wybuch. Po co Ci to? Nie będzie happy endu, film nie urwie się na ujęciu pary idącej za rękę w stronę zachodzącego słońca - on Ci nie ufa, gdy coś mówisz, on wszystko przepuszcza przez filtr mający na celu złapać Cię na dalszym kłamstwie. To się nie zmieni. Ty z kolei nerwowo czekasz na kolejny cykl, być może nawet przez napięcie oczekiwania sama go inicjujesz. Brzmi strasznie męcząco. Czy po ciężkim dni w pracy/na uczelni wracasz do domu jak do azylu, czy się po prostu boisz?

8

Odp: no chyba jednak nie dam dłużej rady
chouchou napisał/a:

Nie ma zaufania, nie ma poczucia bezpieczeństwa, jest za to stąpanie na paluszkach i nasłuchiwanie cykającej bomby z nerwowym oczekiwaniem na wybuch. Po co Ci to? Nie będzie happy endu, film nie urwie się na ujęciu pary idącej za rękę w stronę zachodzącego słońca - on Ci nie ufa, gdy coś mówisz, on wszystko przepuszcza przez filtr mający na celu złapać Cię na dalszym kłamstwie. To się nie zmieni. Ty z kolei nerwowo czekasz na kolejny cykl, być może nawet przez napięcie oczekiwania sama go inicjujesz. Brzmi strasznie męcząco. Czy po ciężkim dni w pracy/na uczelni wracasz do domu jak do azylu, czy się po prostu boisz?

No właśnie dokładnie tak hmm Choć już na tyle sobie to poukładałam, że w ostatnim czasie zupełny dystans miałam do jego wycofywania się. Chciał przestrzeni - dostał jej mnóstwo. Bez lęku, jak wcześniej. Czuję się tak, jakby tym razem go wkurzyło to, że właśnie na zupełnym chillu do tego podeszłam i jego humory nie miały wpływu na mnie. Przestał znajdować rzeczy, których może się uczepić, to uwiesił się na ogólnym założeniu, że i tak na pewno coś ze mną nie tak ;] Znowu zaczął mówić przykre rzeczy, skończyło się aferą taką, że "na szczęście" już nawet nie ma czego zbierać. Teraz pewnie będę niezrównoważona big_smile

Jak mówiłam, sama idealna nie jestem, ale kto jest? Czuję się tak, jakbym była z narcyzem. Każdy drobiazg, który trafia w jego kruche poczucie własnej wartości, władzy, czy czego tam jeszcze, wywołuje złość, a w przypadku postawienia się - furię. Potrafi się hamować przez jakiś czas, aż w końcu hamulce puszczają.

Dziękuję za wszystkie opinie. Bardzo trudno trzymać się swoich przekonań, kiedy próbuje się zrozumieć osobę, którą się kocha. Zbyt łatwo wtedy wpaść w pułapkę przyjmowania drugiego punktu widzenia i krytykowania siebie bardziej, niż w rzeczywistości się zawiniło. Wiem, że on też tam w środku cierpi. Ale fakt, że to już od dawna nie miało sensu, skoro nie potrafił zaufać (a wiem, że tak było od samego początku), to nie było szans na żadne budowanie czegokolwiek.

Dzięki jeszcze raz smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » no chyba jednak nie dam dłużej rady

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024