A więc jestem w 2.5 letnim związku. Jak do tej pory myslalem ze wszystko idzie tak jak powinno być. Kochaliśmy się po roku oświadczyłem się. Przyjęła oświadczyny. Było naprawdę wspaniałe. Aż do momentu 4 miesięcy wstecz. Zaczęło się to wszystko zatracać z jej strony nie umiała już tak jak dawniej okazywać uczuć ani angażować się. Mysalalem że ma kogoś zamiast szukac winy w sobie. Jakieś 3 tygodnie temu znalazłem u niej papierosy (nigdy nie byłem zwolennikiem palenia ona jak do tej pory tez nie palila) oczywiście zrobiłem jej awanturę aż nie wytrzymała i wybuchła że chce przerwy pomyślałem że od 4 miesięcy nie było między nami tak jak powinno głównie z jej strony nie była tak zafascynowana tym zwiazkiem i nie okazywała tak uczuć to pomyślałem że może nam to pomóc. Chociaż nie chciałem tej przerwy bo bardzo ja kocham jest miłością mojego życia. Podjęliśmy wspólną decyzję że damy sobie odpocząć 2 tyg od sb. Podejmując ta decyzję płakaliśmy wtuleni w siebie. Było to dla mnie najgorszy okres w życiu. Obiecałem jej ze nie bd dzwonil pisal ani odwiedzał jej. Było mi w tym czasie bardzo smutno płakałem myslalem o najgorszym. Nie dotrzymałem obietnicy bo po tygodniu dowiedziałem się od jej mamy że miala wypadek samochodowy. Oczywiście nie myslac dluzej wsiadłem w samochód kupilem kilka rzeczy owoców i pojechałem. Nie spodziewała się mnie. Leżała w domu obolała i psychicznie przygnębiona tym wypadkiem. Zapytalem "kochanie jak się czujesz " ? Po czym usłyszałem żebym tak do niej nie mówił bo już nic nie czuje do mnie i ja tylko wszystko utrudniam tym że jestem tak dobry i troskliwy dla niej. Przez ten tydzień od niej duzo myslalem o nas o tym wszystkim i o tym co spowodowało że jej uczucia wygasły. Doszedłem do wniosku zeby napisać dla niej list zabrałem go że sobą i po tych słowach od niej że mnie już nie kocha dałem jej do odczytania. Napisałem w nim że bardzo ja kocham i że wszystko to moja wina bo dopiero jak się coś działo dostrzegłem że nasz związek byl budowany tylko i wyłącznie tak jak ja tego chciałem.(ona się do tego dostosowywała bo była wpatrzona we mnie i zakochana tak jak ja w niej) moim ogromnym błędem który popełniałem była chorobliwa zazdrość, kobieta która tak bardzo kocham bała się powiedzieć co kolwiek że chce gdzies wyjść badz po prostu że jedzie się przejechać gdzieś z bratem itp. (Strach przed utrata jej powodował zazdrość pomimo że nie dawała mi żadnych powodów do niej) dla mnie problemem było to nawet że wychodząc gdzies razem ubierała leginsy a ja jej broniłem tego czym czuła się ograniczana nie wychodziła nigdzie z domu bo nie chciała mi robic przykrości i patrzyła na mnie zamiast na siebie (jestem w niej tak zakochany że mógłbym spędzać z nią każda jedna wolna chwile jestem od niej uzależniony a nie wzialem pod uwagę że ona chce chwile odetchnenia pobycia samej lub z wyjść gdzkes z koleznkami) do tego doszla rutyna w naszym związku poprzez jej i moja prace ja w delegacji ona weekendy robocze po 12 14 h. Tak naprawdę widywalismy się tylko w soboty niedzielę po 3/4 h dziennie przy czym te spotkania wyglądały tak że ona wracała zmęczona praca a ja na sile chciałem z nią spędzać czas nie dając jej chociażby od tego wszystkiego odpocząć. Przeczytala ten list po czym poprosiłem ją kolejna szanse by się zmienić I o nią zawalczyć (nie mogkbym tak po prostu odejść za dużo dla mnie znaczy) ona podjęła decyzję nie chciała się już w tym męczyć dłużej pogadaliśmy na spokojnie rozmowie przysłuchiwała się tesciowa, doszliśmy do wniosku że od czasu do czasu zadzwonię że przyjade pogadamy itp że chce ją wspierać teraz w tych chwilach po wypadku. I tak dala mi szanse (myślę że w podjęciu tej decyzji miało dużo.wspolnych pięknych chwil ktore spędzaliśmy) dostrzegłem swoje błędy i odrazu przeszedłem do walki o nią i jej uczucia. Na we Wynająłem apartamnet w górach z jacuzzi pomimo jej obaw dala się zabrać. Było mega fajnie wyluzowalem starałem się o nią zrobiłem śniadanie do łóżka itp. Dużo rozmawialiśmy i teraz też nadal rozmawiamy co czujemy czego brakuje co byśmy chcieli zmienic itp (poprawiła się rozmowa kiedyś prawie wgl jej nie było, otworzyła się na mnie, zawsze była skryta w sobie i miala problemu z okazywaniem uczuć, myślę że jest to spowodowane tym że zamknęła się w sobie gdy ich tata zostawil i ciągle wmawiał że nie jest ona jego córka od małego wychowywała się bez ojca) staram się o nią cały czas to kupie kwiatka to coś ugotuje to jej cos kupie itp (z tym nigdy nie było ze nie miała czegos) jestem typem mężczyzny uczuciowego i romantycznego i dla mnie kobieta powinna być noszona na rękach. Co chciała to miała ale jak ona mi to samo powiedziała nie miała najważniejszego zaufania. Ona sama mówi że widzi to wszystko co dla niej robi docenia to podzikeuje pochwali da buziaka przytuli ale tylko w tych przypadkach sama , tak to ja musze od niej wyciągać całusa czy przytulenie. Nie dziwie sie jej bo nie może pokazać czegos czego nie czuje. Mimo to dala nam szanse na ani jedna minute nie ściągnęła pierścionka zaręczynowego. Moim największym problemem jest negatywne myślenie chciałbym je zastąpić pozytywnym a nie widzieć tylko to ze jest inaczej niż wcześniej. Widzieć to ze da mi buziaka że pozwoli się zobaczyć ze otwiera się na mnie itp. A nie ciągle myśleć że jak chce wyjść do koleżanki to odrazu że może mnie zdradzić lub zakochać się w kimś innym (powiedziała mi że chce się wyszaleć bo ma dopiero 21 lat ja 26) w sumie coś w tym jest bo wchodząc w związek miała 19. Gdy rozmawialiśmy powiedziała mi że przez te 4 miesiące co uczucie się zatracalo nic nie zrobiła za moimi plecami i teraz też tak będzie. Jak mam zaufać ? jak mam dac więcej swobody? Pojąłem swoje błędy chce je naprawić ale ciągle mam negatywne myślenie co nie pomaga i robi się takie błędne koło a obiecałem jej i sobie ze tej szansy nie zmarnuje. Jak mam zrobić by się ponownie zaangażowała ? By pokochala? Jak ja rozkochać? Wiem że potrzebujemy oboje czasu, ja zeby wdrozyc to wszystko co pojąłem a ona zeby na nowo pokochala i się otworzyla przede mną. Bardzo mi na niej zależy ale nie chce by myslala ze jestem w stanie dla niej wszystko zrobić bo wtedy się nie zaangażuje. Jakies rady ? Co robić?
Co robić? Obawiam się, że przygotować na zerwanie ostateczne.
Z tego co opisujesz, to nie jest tak, że kłóciliście się miesiącami, aż któraś ze stron nie wytrzymała i powiedziała "pas". Paradoksalnie intensywne emocje byłyby tutaj dobrym znakiem, że komuś się jeszcze chce o coś walczyć, wtedy Twoja zmiana mogłaby być przyjęta pozytywnie. W tym przypadku jednak ona od dawna wydaje się wycofana. Wygląda na to, że po prostu z jej strony się wypaliło, ale staż + zaręczyny sprawiły, że trudno było tak po prostu zerwać. Gdy w końcu się na to zdobyła, Ty przyodziałeś srebrną zbroje, co oczywiście może być imponujące i pociągać za sobą myślenie "przecież nikt inny nie będzie mnie tak dobrze traktował", ale szanse na to, że uczucia wrócą po tym, jak umarły cztery miesiące temu są minimalne. Sam piszesz, że ona Cię nie całuje, nie dąży do bliskości. W tym momencie jest z Tobą z rozsądku i przyzwyczajenia. Plus "powiedziała mi że chce się wyszaleć bo ma dopiero 21 lat" - zamążpójście jej nie w głowie teraz, sama Ci to powiedziała, tylko troszkę na około.
Potwierdzam to, co wyżej.
Przerwa w związku to zawoalowane rozstanie. Ona mentalnie się odcina.
Myślę, że mógłbyś raz wreszcie posłuchać i przyjąć do wiadomości to, co ona do Ciebie mówi, zamiast twierdzić, że wiesz lepiej od niej.
A ona mówi, że nie chce z Toba być.
Bądź facet i weź to po prostu zaakceptuj.
To czemu dała jeszcze szanse i czy naprawdę nie da radę się rozkochać jeszcze raz tej samej osoby spostrzgajac swoje błędy i je naprawiając? Może istnieje coś co sprawi że to uczucie powróci? Odpuścił bym jak bym tak bardzo nie kochał a tak widzę jakąś szanse skoro ona nosi pierścionek i skoro chce się spotykać od czasu do czasu i chwali za starania się i za to że próbuje się zmienić. By czuła się w koncu swobodnie w związku. Powiedziała że chce się wyszaleć ale żebym nie brał tego do SB i nie myślał o tym że bd dawać du*y po kontach tylko.spedzania czasu samej lub że znajoma
Po co mówiła by że bd dobrze? Że dostrzega wszystkie zmiany i że wierzy ze bd lepiej? Po co zmienia się i otwiera na rozmowę mówiąc szczerze co czuje itp?
Bo ma sentyment? Bo trochę razem byliscie?
Ja uwazam, że takie próby są skazane na porażkę i cierpienie. Zwłaszcza, że ona mówi jedno i drugie.
Jakbyś naprawdę szanował jej zdanie, to po pierwszym jej "nie" byś odpuścił. Dla mnie dalsze próby są pokazywaniem, że Ty wiesz lepiej co ona chce niż ona sama. A to jest mega słabe.
Poza tym ten powód Waszego rozstania i tak wróci, bo żadne z Was tego nie przepracowało. Ty dalej jesteś zazdrosny, ona się w tej zazdrości dusi. Ty już pytasz, jak przestać zazdrościć i jak dać jej luz. Nie wiem. Ja nie leczyłam facetów z zazdrości, tylko wiałam od takich jak najdalej. Bo to się nie zmienia. Zmienia się obiekt i powód, a sam problem rośnie.
7 2021-09-20 21:22:23 Ostatnio edytowany przez Airuf (2021-09-20 21:37:56)
Po co mówiła by że bd dobrze? Że dostrzega wszystkie zmiany i że wierzy ze bd lepiej? Po co zmienia się i otwiera na rozmowę mówiąc szczerze co czuje itp?
bo jej głupio powiedzieć spier****, ale Ty, jako że jesteś zakochany, czy jak to ująłeś: uzależniony, nawet w kształcie chmur będziesz doszukiwał się jakiś znaków że masz jeszcze szansę...
PS.: Niby to dosyć oczywiste, ale nakreślę Ci Twój główny błąd (nie ogólnie, w związku, tylko teraz): jak kobieta mówi "nie" to możesz: okazać się dojrzałym, dumnym człowiekiem, który zna swoją wartość i wie że sobie poradzi w życiu, podziękować i iść dalej, pokazując jednocześnie że traci pewnego siebie mężczyznę... ale wolałeś pokazać że uwalnia się od żałośnie skomlącego, uzależnionego od niej (i jednocześnie toksycznego w zazdrości) mięczaka... wiem że brzmi brutalnie, ale tak to wygląda... Ty niby wybrałbyś opcję numer 2?
PS.2: Ona Cię nie kocha, został jej sentyment i brak chęci wyjścia na wredną sukę (co uniemożliwia jej stanowcze odcięcie się od Ciebie, chociaż ma Ciebie dość - pewnie boi się że się rozpłaczesz i będzie miała wyrzuty sumienia)...
PS.3: Ty też jej nie kochasz, skoro jej nie ufasz...
PS.4: Wylecz swoje kompleksy w pierwszej kolejności, potem buduj związki... (Wszystko co napisałeś, z chorą zazdrością na czele, świadczy o dużych kompleksach i bardzo niskiej samoocenie)
8 2021-09-20 22:13:08 Ostatnio edytowany przez Kamileq (2021-09-20 22:17:06)
Proszę nie mow mi co czuje bo gdybym nic nie czuł odpuścił bym już dawno a tak chce o to walczyć i chce się zmienić. Po drugie ona sama widzi jak ja bardzo mocno kocham i sama powiedziała że dala szanse tylko dlatego i tylko przez to że było nam razem dobrze. Może i jestem mieczakiem ale skoro ona nie kopla mnie w dupe mimo to wszystko tzn że myśli że się może poprawić i ja daje jej ku temu powody.. wyjścia z koleżanka , zabijanie rutyny ,szczery poprawa i zmiana aby stać się lepszym partnerem
Proszę nie mow mi co czuje bo gdybym nic nie czuł odpuścił bym już dawno a tak chce o to walczyć i chce się zmienić. Po drugie ona sama widzi jak ja bardzo mocno kocham i sama powiedziała że dala szanse tylko dlatego i tylko przez to że było nam razem dobrze. Może i jestem mieczakiem ale skoro ona nie kopla mnie w dupe mimo to wszystko tzn że myśli że się może poprawić i ja daje jej ku temu powody.. wyjścia z koleżanka , zabijanie rutyny ,szczery poprawa i zmiana aby stać się lepszym partnerem
Ech.
Ależ dostałeś od niej kopa. Pewnie gdyby nie ten wypadek, to byście do siebie nie wrócili. Ot, zbieg okoliczności. Dostałeś drugą szansę przez sentyment. A prawda jest taka, że zmiana, którą Ty, jak twierdzisz, osiągnąłeś, wymaga czasu. Dłuższego niż kilka tygodni. Daję Ci 100%, że powody rozstania wrócą w przeciągu miesiąca. I ona odejdzie już definitywnie.
Moze I by tak było bo wiem że podjęła przez ten czas taka a nie inna decyzję. Nie twierdzę że osiągnąłem 100 % zmianę bo sam powiedziałem że na to trzeba czasu ale chce to wyeliminować bo się w niej bezgranicznie zakochałem i mam o co walczyć. A co do jej uczuć to zawsze miala jakies problemy z ich okazywaniem a doszly te jeszvze negatywne uczucia przeze mnie i to wszystko spotęgowało Tylko pytanie jak ja znowu rozkochac w sobie ? I jak sprawić zeby sie otworzyła na mnie (chociaż widze juz małe kroczki to przyjdzie przytuli da buziaka porozmawia nawet zadzwoni sama, zaproponuje bym ja odwiedził, ugotuje (chociaż wiem że nie lubi gotować a mimo to się chce wysilić dla mnie) nawet dostałem od niej przedwczesny prezent na dzień chlopaka chociaż nawet o tym nie widziałem że taki dzień nas niedługo czeka). Wiem że potrzebuję pracy nad sobą na ani jedna chwile nie zapominam o tym. Tylko dajcie jakies rady jak ja przyciągnąć do sb? Czy ona potezebuje czasu by zobaczyć że się zmieniam dla niej (I przede wszystkim dla mnie) i może to by spowodowało ze ona się bardziej otworzy na mnie.
A wiesz już co jest przyczyną Twojej zazdrości i zaborczości?
12 2021-09-21 12:20:44 Ostatnio edytowany przez apropo_defacto (2021-09-21 12:22:25)
Klasyka gatunku.
Skoro "nagle" się popsuło, a pojawiły się nowe czynniki (fajki) to one się nie wzięły znikąd.
Poznała kogoś.
Deal with it. I ciesz się, że nie zmarnowała Ci życia.
Aha. jesteś we friendzone - na orbicie. Nie wie co jej wyjdzie z nowym siusiakiem, więc od czasu do czasu przeboleje i zdobędzie się jakiś miły gest w twoją stronę.
13 2021-09-21 13:52:02 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-09-21 14:32:56)
Tak wiem. Przyczyną tego jest strach przed utrata bliskiej mi osoby która tak bardzo kocham.
Raczej nie znalazła by sobie innego bo nie miała by czasu na to by był ktoś 3 jeszcze. Dużo pracowała koncerty itp a po pracy jak wracala byłem praktycznie ja cały czas. Jedynie kto może mieć na nią wpływ i otworzył jej oczy jak jest i może nagadywac na mnie to jej nowo poznana przyjaciółka w która jest zapatrzona i do ktorej wychodzi itp. A przez takie myślenie wlasnie jak ty mówisz ze ma kogoś to właśnie ja straciłem i chce w koncu zaufać. Fajki się pojawiły ale przez to że nie mogła sobie poradzić z tym wszystkim ze wszystko co robiłem ja przytłaczało i bała i nie umiała mi powiedzieć że nie czuje nic tak mi to tłumaczyła.
I co do przyczyny tej zazdrości jest też pewnie zanizona własna wartość. Muszę mniej kalkulować i myśleć negatywnie bo te myśli nic nie pomagają
Tak wiem. Przyczyną tego jest strach przed utrata bliskiej mi osoby która tak bardzo kocham.
Raczej nie znalazła by sobie innego bo nie miała by czasu na to by był ktoś 3 jeszcze. Dużo pracowała koncerty itp a po pracy jak wracala byłem praktycznie ja cały czas. Jedynie kto może mieć na nią wpływ i otworzył jej oczy jak jest i może nagadywac na mnie to jej nowo poznana przyjaciółka w która jest zapatrzona i do ktorej wychodzi itp. A przez takie myślenie wlasnie jak ty mówisz ze ma kogoś to właśnie ja straciłem i chce w koncu zaufać. Fajki się pojawiły ale przez to że nie mogła sobie poradzić z tym wszystkim ze wszystko co robiłem ja przytłaczało i bała i nie umiała mi powiedzieć że nie czuje nic tak mi to tłumaczyła.
I co do przyczyny tej zazdrości jest też pewnie zanizona własna wartość. Muszę mniej kalkulować i myśleć negatywnie bo te myśli nic nie pomagają
Jesteś w depresji, strachu, panice i jeszcze zakochany. Teraz nie masz pojęcia o czym gadasz. Jesteś klasycznym rogaczem, grzecznym zabiegającym chłopcem, a ona popuszcza innym. Na dotatek - jedna przyjaciółka, powiernik, (która zna jej wszystkie sexualne wybryki) i praca "koncerty"? no faktycznie nie miała gdzie kogoś poznać. Bo w "pracy koncerty" nie spotyka ludzi i akurat będzie czekała aż skończy pracę żeby akurat tobie pokazać że z kimś kręci.
Im szybciej wyjdziesz z tego szamba, tym lepiej dla Ciebie. Szkoda życia.
To skoro jestem Rogaczem i ona ma kogos na boku to czemu gdy podjęła decyzję ze chce odejść po prostu nie odeszła tylko dala szanse i tak samo stara się zaangażować. Rozmawiałem z nia wczoraj wydawała się szczera i mowila ze Przez ten czas nie robila nic za moimi plecami i nawet jeśli byśmy się rozstali napewno nie szukała by nikogo innego by po prostu być w związku. Po drugie podczas rozmowy gdy mowila o tym wszystkim czego jej broniłem co mówiłem co może a czego nie, widziałem jak bardzo to przeżywała I cierpiała przez ten okres. Zajebałem po prostu to nie było budowane tak jak powinno być. Teraz wszystko zależy od jej uczuć i od tego czy bd umiał się zmienić I zaufać. Bo ciągle myslalem tak jak ty ze ma kogos ze kręci z kimś itp a to nie pomagało tylko szkodziło i cierpiała przeze mnie oddalając się ode mnie. Jeśli by kogos miala odeszła by poprostu bo jak po 4 miesiącach odważyła się powiedzieć co czuje to jak by ktoś był to skończyła by to żeby mieć więcej czasu dla niego itp a nie spędzać go ze mną czy gotując dla mnie badz kupując jakies prezenty. Chcę chociaż raz zaufać tej kobiecie ktorej klękałem na kolano oświadczając się. Czy mi to wyjdzie na dobre ? Nie wiem ale jeśli się nie postaram zaufac mogę pozniej żałować ze nic nie zrobiłem
jestem w 2.5 letnim związku.
Narkotyczny haj hormonalny się skończył. Wszystko, można się rozejść, bez narkotyków (tych naturalnych z mózgu) to nie jest to samo, więc się pannie przestało podobać.
Tzn ? Co że się jej znudziło ? Czy że co bo nie bardzo wiem o co ci chodzi. Jak bys mógł jaśniej. I co w związku z tym robic ? Czy da się ją znowu w to wciagnac?
18 2021-09-22 19:36:42 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2021-09-22 19:38:41)
Normalnie, po pewnym czasie- u innych około roku, u innych po 2,5- przechodzi haj zakochania, motyle zdychaja i przestaje sie widzieć partnera w różowych kolorach. Jak zakochanie nie bylo poparte miłościa, albo wady goscia sa nie do zniesienia, to dochodzi do rozpadu zwiazku. Poza tym sa też kobiety, które od tego haju sa uzaleznione i jak go nie ma, to daja dyla szukać nowego byczka.
No moje Wady były dość uciążliwe i zbyt późno jej zauważyłem. Ale czy da się ta miłośc u niej na nowo rozpalić? By te motyle wróciły? Jak to mam zrobić skoro ona jest teraz przygnębiona tymi moimi złymi cechami i tym co wyprawiałem z chorej zazdrości?
20 2021-09-22 21:49:35 Ostatnio edytowany przez Witold12 (2021-09-22 23:05:23)
Pomyłka
Jak do tej pory moja narzeczona była w związku z jednym partnerem przez okolo rok. Chłopak ja zostawil z tego co wiem przeżyła to dość ciężko. Nie wiem skąd wyciagles wnioski ze miala 4 partnerów itp wgl twoja wiadomość nie na miejscu. Nie wiem czy przypadkiem nie pomyliłeś postów bo twoja odp nic nie wnosi do mojego zapytania. Pytanie dotyczyło tego jak ja na nowo rozkochać jak sprawić by znowu poczuła to co kiedyś? ale już nie z tym zazdrosnym facetem który wszystkiego jej bronił tylko juz z tym facetem który ja wspiera w życiu.
Tak pomyłka, z jakiegoś powodu wkleiło mi wiadomość nie w tym wątku co trzeba.
Polecam: https://www.netkobiety.pl/t124779.html
I wiele innych bliźniaczych wątków.
To skoro jestem Rogaczem i ona ma kogos na boku to czemu gdy podjęła decyzję ze chce odejść po prostu nie odeszła tylko dala szanse i tak samo stara się zaangażować. Rozmawiałem z nia wczoraj wydawała się szczera i mowila ze Przez ten czas nie robila nic za moimi plecami i nawet jeśli byśmy się rozstali napewno nie szukała by nikogo innego by po prostu być w związku. Po drugie podczas rozmowy gdy mowila o tym wszystkim czego jej broniłem co mówiłem co może a czego nie, widziałem jak bardzo to przeżywała I cierpiała przez ten okres. Zajebałem po prostu to nie było budowane tak jak powinno być. Teraz wszystko zależy od jej uczuć i od tego czy bd umiał się zmienić I zaufać. Bo ciągle myslalem tak jak ty ze ma kogos ze kręci z kimś itp a to nie pomagało tylko szkodziło i cierpiała przeze mnie oddalając się ode mnie. Jeśli by kogos miala odeszła by poprostu bo jak po 4 miesiącach odważyła się powiedzieć co czuje to jak by ktoś był to skończyła by to żeby mieć więcej czasu dla niego itp a nie spędzać go ze mną czy gotując dla mnie badz kupując jakies prezenty. Chcę chociaż raz zaufać tej kobiecie ktorej klękałem na kolano oświadczając się. Czy mi to wyjdzie na dobre ? Nie wiem ale jeśli się nie postaram zaufac mogę pozniej żałować ze nic nie zrobiłem
Jesteś na tzw "orbicie" . są dwie opcje: albo wyszumi się , znudzi się tamtym i wróci do ciebie "na zime"/aż do nastepnego, albo trzyma cie w "obejściu" żeby wysysać z ciebie atencje i to zabieganie. Ona jest próżna.