Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24 ]

1 Ostatnio edytowany przez saraaa121 (2021-03-25 17:52:30)

Temat: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Cześć,

mam 26 lat, a oto moja trudna historia w "skrócie" - kto przeczyta, ten przeczyta:
1. Październik 2020 - kilka kłótni między mną a nim - w skrócie o nic poważnego - trochę moich problemów z rodzicami i nienajlepsza forma psychiczna (zamknięcie od dawna na pracy zdalnej itd.). Nadszedł dzień, gdy powiedział mi, że to koniec, nie może tak dłużej i odchodzi. Bez szerszych wyjaśnień. Po czasie wyciągnęłam z niego, że chodzi o to, że czuje się ograniczany. Nie czułam się winna, bo nie jestem osobą zaborczą, zawsze interesowały mnie jego potrzeby - może nawet bardziej niż moje własne - nie dawał mi żadnych sygnałów, że coś jest nie ok, nie rozmawiał o tym...
2. Listopad i grudzień - byłam załamana, problemy w pracy, ciągle płacz, smutek, zmartwienia, pytania, dlaczego to mnie spotkało, problemy z jedzeniem, schudłam. Święta, Sylwestra spędziłam samotnie w rozpaczy i przy winie... Po jednorazowej wizycie u psychoterapeuty podjęłam decyzję, że ucinam kontakt z nim, nie chcę płakać czytając kolejne wiadomości, że mu źle tak samo jak mnie, ale musiał podjąć taką decyzję, że nic nie czuje do nikogo, wszystko i wszyscy są mu obojętni... Miałam też dość jego pytań o moje samopoczucie, bo jakie mogło być. Brak kontaktu trwał może 3 tygodnie.
3. Styczeń -  pojawiły się myśli, że muszę się ogarnąć - dieta, praca, nauka nowych umiejętności. Wdrożyłam to w życie i jakoś mi idzie. Nie jest kolorowo, ale staję na nogi.
4. Luty, marzec - zaczęliśmy rozmawiać, pisać bardziej na spokojnie, emocje trochę opadły. Zmieniło się chyba jego podejście - zniknęło "Nic nie czuję i nic nie wiem", a pojawiło się: "Też czuję, mam uczucia, też mi zależy na nas".

Przez te kilka miesięcy kontakt tak naprawdę się w żaden sposób nie urwał oprócz tych kilku tygodni.

Teraz rozmawiamy codziennie, co u nas, co w pracy, u rodzin... Widzę jego zainteresowanie, proponuje spacery, na których rozmawia nam się super.
Zadeklarował, że mu zależy, nie chce zrywać kontaktu, chce się spotykać i zacząć od zera, wszystko na spokojnie, powoli. Komplementuje mnie. Zaczął znowu się uśmiechać... I ja też, bo brakowało mi naszych szczerych rozmów. Też zależy mi na "nas", też chcę powoli zacząć od nowa, nie naciskać, nic na siłę. Zaufać mu, a na razie mam obawy...

Jedyne, czego się obawiam, to tego, że znów coś się zmieni, znów tak nagle w jego podejściu i mnie zrani, oszuka.

Powiedziałam mu o tym, że albo w jedną albo w drugą - jeśli te spotkania i rozmowy mają nic nie znaczyć, to równie dobrze, żebyśmy się nie widywali, nie pisali do siebie. Usłyszałam, że nie chce, żebym więcej przez niego cierpiała, dość bólu mi zadał, że żałuje, że ze mną nie rozmawiał, bo nic głupszego w życiu nie zrobił.

Jak do tego podejść, żeby nie dać się zranić kolejny raz?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Tak realnie to najlepiej by było nie podchodzić do tego, zerwać kontakt i do siebie nie wracać.
Jesteś pewna, że on po prostu nie odszedł do innej, a że nie wyszło, to wraca?

Ja bym się bała, że w trudniejszym momencie znowu spakuje się i pójdzie. I nie pozwoliłabym sobie na bycie w takiej sytuacji.

3

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Tego, że nie chodzi o inną jestem pewna. Zaszył się na długo u swoich rodziców, bardzo odciął się nawet od najbliższych mu przyjaciół, mimo że jest osobą raczej towarzyską. Uciekł w sumie od całego świata. Zamknął się w sobie totalnie od tamtego czasu - wiem od znajomych, jego rodziny (niektórym nawet nie przyznał się co się wydarzyło).

4

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
saraaa121 napisał/a:

Tego, że nie chodzi o inną jestem pewna. Zaszył się na długo u swoich rodziców, bardzo odciął się nawet od najbliższych mu przyjaciół, mimo że jest osobą raczej towarzyską. Uciekł w sumie od całego świata. Zamknął się w sobie totalnie od tamtego czasu - wiem od znajomych, jego rodziny (niektórym nawet nie przyznał się co się wydarzyło).

Cóż. Sama jesteś odpowiedzialna za swoje działania i to, co z tym zrobisz.
Ja nie uznaję przerw w związku. I jeżeli facet powiedział, że nic nie czuje, to znaczy, że nie czuje. Jeżeli potem nagle mu się odmienia, to tym bardziej nie czuje tego, co czuć powinien. Bo miłość to nie jest coś, co raz się czuje, a za chwilę się nie czuje po to, żeby za miesiąc poczuć znowu. Przy 3 letnim związku można oczekiwać, że jednak w trudnym momencie partner będzie przy Tobie, a nie zwieje, bo go to przerośnie.

5 Ostatnio edytowany przez saraaa121 (2021-03-25 21:34:50)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
Lady Loka napisał/a:

Cóż. Sama jesteś odpowiedzialna za swoje działania i to, co z tym zrobisz.
Ja nie uznaję przerw w związku. I jeżeli facet powiedział, że nic nie czuje, to znaczy, że nie czuje. Jeżeli potem nagle mu się odmienia, to tym bardziej nie czuje tego, co czuć powinien. Bo miłość to nie jest coś, co raz się czuje, a za chwilę się nie czuje po to, żeby za miesiąc poczuć znowu. Przy 3 letnim związku można oczekiwać, że jednak w trudnym momencie partner będzie przy Tobie, a nie zwieje, bo go to przerośnie.

Dziękuję za spostrzeżenia, rozumiem ten punkt widzenia. Ciągle biję się z myślami w tym kontekście.
Przyczyn jego kryzysu jest pewnie wiele i musiało go to przerosnąć. Sądzę jednak, że sam to widzi, czuje się bardzo winny, nie jest bierny - chodzi na terapię do psychoterapeuty i jest świadomy, że mam prawo mu nie ufać. Jasno to komunikuję, że nie szukam kolejnej huśtawki emocjonalnej.

6

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Czy masz przymus podjęcia decyzji już, teraz, natychmiast?
Czy dzieje się coś takiego, że musisz decydować?
Jeśli nie - i jeśli do niczego nie musisz się spieszyć, to po prostu daj sobie czas. Poobserwuj go jeszcze, przyglądaj mu się, upewnij się, że jego zmiana jest poważna i trwała.
I zwróć uwagę na to, że takich zmian nie potwierdza się, ani nie udowadnia gadaniem, a zmianą postępowania i czynami.

7

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Dobra, załóżmy, że wracacie do siebie i on za dwa lata znowu odchodzi, bo nic nie czuje. Jak to wtedy ogarniesz?
Będziesz chodzić koło niego na paluszkach, chuchać i dmuchać, żeby znowu nie odszedł? Nie da się kochać za dwoje.

8

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
IsaBella77 napisał/a:

Czy masz przymus podjęcia decyzji już, teraz, natychmiast?
Czy dzieje się coś takiego, że musisz decydować?
Jeśli nie - i jeśli do niczego nie musisz się spieszyć, to po prostu daj sobie czas. Poobserwuj go jeszcze, przyglądaj mu się, upewnij się, że jego zmiana jest poważna i trwała.
I zwróć uwagę na to, że takich zmian nie potwierdza się, ani nie udowadnia gadaniem, a zmianą postępowania i czynami.

Przymusu nie mam...
Słucham, obserwuję, upewniam się ciągle.
Nie czuję presji z jego strony, jeśli o to chodzi, on akurat jest bardziej cierpliwą osobą ode mnie, jeśli faktycznie mu zależy, to będzie się starał.
Jedyne, co teraz przeżywam to ciągła niepewność, bo ufam tak pół na pół w to wszystko.

9

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
Joohana napisał/a:

Dobra, załóżmy, że wracacie do siebie i on za dwa lata znowu odchodzi, bo nic nie czuje. Jak to wtedy ogarniesz?
Będziesz chodzić koło niego na paluszkach, chuchać i dmuchać, żeby znowu nie odszedł? Nie da się kochać za dwoje.

Może warto będzie mu o tym wspomnieć w pewnym momencie, że nie tędy droga, że nie zamierzam się zastanawiać nad każdym swoim zachowaniem, słowem, byle nie urazić jego wrażliwej osobowości - nigdy tego nie robiłam, zawsze byłam sobą, byłam fair i szczera od początku do końca wg mnie.

Nie szukam na siłę jego deklaracji miłości, ale też nie chcę być na ciągłym rozdrożu...

10 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-03-26 22:46:41)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
saraaa121 napisał/a:

Jak do tego podejść, żeby nie dać się zranić kolejny raz?

Żeby mieć pewność, że on Ciebie więcej nie zrani, to musiałabyś jednak sobie tę relację odpuścić. Taka prawda. Każda inna decyzja to ryzyko zranienia. Jak w każdej relacji, ale ludziom to przeważnie nie przeszkadza ;-)

Tak szczerze mówiąc, to nie wierzę w powroty. W momencie rozstania uaktywnia się tryb dopuszczający możliwość życia bez siebie już na zawsze, który do momentu rozstania był tylko hipotetyczną możliwością, często nawet nie braną pod uwagę. Od tej chwili już zawsze w gorszych momentach, w kryzysach będzie dochodziła do głosu myśl, że może lepiej było się nie schodzić, że może to rozstanie to było dobre rozwiązanie. A to powoduje, że w krytycznych momentach nie stara się o związek tak bardzo, jak by to mogło mieć miejsce w przypadku czystej karty, czyli nie na maxa.
Oczywiście, nie zawsze tak jest. Niektórzy dochodzą do wniosku, że rozstanie było strasznym błędem, o którym chcą zapomnieć.

Zastanów się lepiej, po co chcesz reaktywować ten związek, jakie są Twoje intencje i motywacje. Czy czasem nie chcesz sobie czegoś udowodnić, skoro jemu już nie ufasz. Czy to ma jeszcze sens, bo może zostało tylko przyzwyczajenie. Albo lęk przed samotnością i że nie spotkasz już nikogo, z kim zbudujesz więź. Itp.

11 Ostatnio edytowany przez saraaa121 (2021-03-27 00:35:39)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
MagdaLena1111 napisał/a:
saraaa121 napisał/a:

Jak do tego podejść, żeby nie dać się zranić kolejny raz?

Żeby mieć pewność, że on Ciebie więcej nie zrani, to musiałabyś jednak sobie tę relację odpuścić. Taka prawda. Każda inna decyzja to ryzyko zranienia. Jak w każdej relacji, ale ludziom to przeważnie nie przeszkadza ;-)

Tak szczerze mówiąc, to nie wierzę w powroty. W momencie rozstania uaktywnia się tryb dopuszczający możliwość życia bez siebie już na zawsze, który do momentu rozstania był tylko hipotetyczną możliwością, często nawet nie braną pod uwagę. Od tej chwili już zawsze w gorszych momentach, w kryzysach będzie dochodziła do głosu myśl, że może lepiej było się nie schodzić, że może to rozstanie to było dobre rozwiązanie. A to powoduje, że w krytycznych momentach nie stara się o związek tak bardzo, jak by to mogło mieć miejsce w przypadku czystej karty, czyli nie na maxa.
Oczywiście, nie zawsze tak jest. Niektórzy dochodzą do wniosku, że rozstanie było strasznym błędem, o którym chcą zapomnieć.

Zastanów się lepiej, po co chcesz reaktywować ten związek, jakie są Twoje intencje i motywacje. Czy czasem nie chcesz sobie czegoś udowodnić, skoro jemu już nie ufasz. Czy to ma jeszcze sens, bo może zostało tylko przyzwyczajenie. Albo lęk przed samotnością i że nie spotkasz już nikogo, z kim zbudujesz więź. Itp.

Dziękuję również za odpowiedź w tym temacie.

Mnie nawet raz nie przyszło na myśl, że ta relacja nie miała sensu i dobrze się stało, naprawdę, dla mnie to było coś wyjątkowego.
Od początku też słyszałam z jego strony, że musimy się rozstać, ale... :
- "Nie wiem nic, jestem głupi i mam tyle wad... (wymienia je sam kolejno - wszystkie, o których wiem...)",
- "Nie wiem, nie wiem, co czuję, nie chcę Cię tym krzywdzić",
- "Potrzebuję czasu, nie wiem, co będzie".

I ani jednego definitywnego "nie" tylko ciągle to "nie wiem" - inaczej bym sobie odpuściła, przeżyła ból i poszła dalej sama... Bycie samą jest dla mnie ok, nic strasznego, jestem introwertyczką.
Psychoterapeutka stwierdziła, sądząc po jego wypowiedziach, że wygląda to na objawy załamania nerwowego - czyt. nie wiem, nie czuję nic, nie wiem co czuję...

Zastanawiam się czy jest tu kobieta, która zmagała się z facetem, który przeżywa podobny "kryzys" (egzystencjalny?), który nie wynika ze zdrady, itp.

12 Ostatnio edytowany przez szeptem (2021-03-27 01:03:49)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Odpuść go sobie, nie wracaj, bo to się nie uda. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na poznanie kogoś, kto będzie wiedział, czego chce. Z exem zerwij kontakt.
Pobądź sama, zresetuj się... jeszcze będzie dobrze!

13

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
saraaa121 napisał/a:

Mnie nawet raz nie przyszło na myśl, że ta relacja nie miała sensu i dobrze się stało, naprawdę, dla mnie to było coś wyjątkowego.
Od początku też słyszałam z jego strony, że musimy się rozstać, ale... :
- "Nie wiem nic, jestem głupi i mam tyle wad... (wymienia je sam kolejno - wszystkie, o których wiem...)",
- "Nie wiem, nie wiem, co czuję, nie chcę Cię tym krzywdzić",
- "Potrzebuję czasu, nie wiem, co będzie".

Ale czy ja napisałam cokolwiek, że ta relacja nie miała sensu?
Napisałam, że po ponownym zejściu się już nigdy nie będzie jak wcześniej, bo w momencie rozstania aktywuje się myśl o zakończeniu relacji i konieczności życia w rozdzieleniu, których to myśli wcześniej nie było, co sama zresztą potwierdziłaś. Teraz już takie myśli będą się pojawiać przy kolejnych kłótniach i kryzysach, które są wpisane w dynamikę każdego związku. One nie będą pojawiać się tylko w Twojej głowie, ale także w głowie Twojego faceta i powodować, że nie będziecie starali się o związek na maxa.

OK. Facet nie wie, czy nie wiedział czego chce, ale jednak zrobił zdecydowany krok i odszedł. Ludzie długo potrafią dusić się w związkach, w których nie odnajdują się, ale nie odchodzą. Ja sama w pierwszym związku potrzebowałam roku, żeby definitywnie odejść i to pewne działanie mojego faceta, które mocno naruszyło moje zaufanie do niego, sprowokowało mnie wreszcie do podjęcia tej decyzji.
A Twój jednak odszedł, chociaż nie wiedział i nie miał mocnych przesłanek.

I ani jednego definitywnego "nie" tylko ciągle to "nie wiem" - inaczej bym sobie odpuściła, przeżyła ból i poszła dalej sama... Bycie samą jest dla mnie ok, nic strasznego, jestem introwertyczką.
Psychoterapeutka stwierdziła, sądząc po jego wypowiedziach, że wygląda to na objawy załamania nerwowego - czyt. nie wiem, nie czuję nic, nie wiem co czuję...

Ale być może on rzeczywiście nie wie, czy chce i w pierwszym kryzysie jednak zdecyduje się ponownie odejść. A może nie chce być sam i spikniecie się, ale on będzie się bacznie rozglądał się za nową gałęzią, na którą przeskoczy bezproblemowo. Przecież gdyby Tobie powiedział to wprost, to zamknąłby sobie furtkę. Może jest emocjonalnie pogubiony, ale chyba nie głupi.
Zresztą wydaje się, że mało co teraz Ciebie zniechęci, bardzo chcesz aby to wypaliło.

Skąd się biorą terapeuci którzy diagnozują na odległość, to zachodzę w głowę :-/

14

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
MagdaLena1111 napisał/a:

A może nie chce być sam i spikniecie się, ale on będzie się bacznie rozglądał się za nową gałęzią, na którą przeskoczy bezproblemowo. Przecież gdyby Tobie powiedział to wprost, to zamknąłby sobie furtkę. Może jest emocjonalnie pogubiony, ale chyba nie głupi.
Zresztą wydaje się, że mało co teraz Ciebie zniechęci, bardzo chcesz aby to wypaliło.

Z byciem samemu to on nie ma problemu, jest samowystarczalny, ma wiele zainteresowań, do których nie potrzebny mu nikt inny, wystarczy komputer, muzyka czy podcast i flow - tworzy swoje rzeczy.

Głupi - na pewno nie, bardzo inteligentny i pewny siebie, poza wyjątkami, gdy zrobi coś głupiego, bo nie zawsze pomyśli o konsekwencjach i pojawiają się wyrzuty sumienia...
Czy rozglądałby się za kimś innym? Szczerze wątpię, bo wyznaje raczej filozofię albo sam albo z kimś i tylko z tym kimś.

Mój największy znak zapytania, to to czy właśnie ta potrzeba realizowania się w samotności w nim nie przeważy, czy będzie chciał to kontynuować, bo w sumie zaczęło się od tego, że druga osoba go ogranicza. Tylko jak? Pytam. Wydaje mi się, że więcej przestrzeni i jednocześnie wsparcia w tym, co robi, dać mu nie mogłam. Zależy mi na tym, żeby się realizował tak samo jak na własnym rozwoju.

15

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
szeptem napisał/a:

Odpuść go sobie, nie wracaj, bo to się nie uda. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na poznanie kogoś, kto będzie wiedział, czego chce. Z exem zerwij kontakt.
Pobądź sama, zresetuj się... jeszcze będzie dobrze!

Najprostsza droga. Często to słyszę, ale tylko od tych, którzy tego ex nie znają ani trochę, ale rozumiem całkowicie to podejście.

Biję się z myślami, co byłoby dla mnie trudniejsze - zerwanie kontaktu czy podjęcie próby. Sama wypiję to piwo, które sobie nawarzę, jeśli dam tą szansę i znów się zawiodę...

Zaś Ci, którzy go znają, zdają się tym martwić i mimo, że się nie wtrącają, to mam jasne znaki, że woleliby, żeby to się nie wydarzyło. Nie dowierzają w  jego decyzję - i najbliźsi przyjaciele i zwykli znajomi.

16

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Po co założyłaś ten wątek?

Nudzisz się czy chcesz przekonać samą siebie, że coś tam rozważasz i ''próbujesz'' zdecydować.
Przecież będziesz cisnąć tę znajomość, niezależnie od wszystkiego.

17 Ostatnio edytowany przez saraaa121 (2021-03-29 08:05:48)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
noben napisał/a:

Po co założyłaś ten wątek?

Nudzisz się czy chcesz przekonać samą siebie, że coś tam rozważasz i ''próbujesz'' zdecydować.
Przecież będziesz cisnąć tę znajomość, niezależnie od wszystkiego.

Nie wiem, co zrobię.
Wątek założyłam z ciekawości innej perspektywy, która nasuwa mi ciągle nowe elementy całej układanki, pozwala zobaczyć szanse i zagrożenia, które są mniej oczywiste.
Co to nuda chyba nie wiem, ale musi się nudzić osobie, która zostawia uwagę, która nic nie wnosi.

18 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-03-29 08:37:42)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
saraaa121 napisał/a:
szeptem napisał/a:

Odpuść go sobie, nie wracaj, bo to się nie uda. Jesteś młoda, masz jeszcze czas na poznanie kogoś, kto będzie wiedział, czego chce. Z exem zerwij kontakt.
Pobądź sama, zresetuj się... jeszcze będzie dobrze!

Najprostsza droga. Często to słyszę, ale tylko od tych, którzy tego ex nie znają ani trochę, ale rozumiem całkowicie to podejście.

Zaś Ci, którzy go znają, zdają się tym martwić i mimo, że się nie wtrącają, to mam jasne znaki, że woleliby, żeby to się nie wydarzyło. Nie dowierzają w  jego decyzję - i najbliźsi przyjaciele i zwykli znajomi.

Po pierwsze to nikt z nas tu go nie zna. Wiec jezeli nie chcesz opinii ludzi, ktorzy go nie znaja, to zle miejsce wybralas na opisywanie swojej historii.
A co do tych, ktorzy go znaja, to normalne ze sie martwia.

A jednoczesnie ja bym jednak dalej pytala o to, czy Ty chcesz byc tak traktowana, jak on Cie tu potraktowal.
Bo wiesz, ci, ktorzy go znaja przelkna bez problemu, jak za chwile przedstawi im nowa partnerke. Przeszlam cos takiego na wlasnej skorze wink ba, moj ex przez 2 tygodnie przyprowadzal do nich raz mnie, raz nowa partnerke, a oni nawet slowem sie nie zajakneli, chociaz wczesniej dalabym sobie reke uciac, ze mnie polubili i ze przeciez by mi powiedzieli. Jego znajomi stoja za nim.

Kryzysy w zwiazku rozwiazuje sie inaczej niz przez ucieczke. Czlowiek, ktory ucieka, nie rokuje.

Hipotetyczna sytuacja - on wraca, jestescie szczesliwi, macie dziecko. Ty masz depresje poporodowa, on stwierdza, ze to dla niego za duzo, wiec zostawia Ciebie, depresje i dziecko i ucieka zaszyc sie gdzies na miesiac.
Jak sie bedziesz czula?

Hipotetyczna sytuacja 2 - macie jakis wspolny problem w zwiazku. Nie wiem, rura Wam przecieka w lazience czy cos. On stwierdza, ze to dla niego za duzo, zostawia rure i Ciebie i wieje.
Jak sie bedziesz czula?

Facet, ktory wieje przy okazji problemow nie jest facetem, na ktorym bedziesz mogla polegac w kwestiach trudnych. Partnerzy powinni dla siebie byc oparciem, a nie, ze on Ci tak naprawde dorzuca stresu. I juz kij z tym, co mowia jego znajomi i kij z tym, czy faktycznie ma problem czy nie ma. Takich rzeczy sie po prostu nie robi wieloletniej partnerce. Po tylu latach razem po prostu kryzysy sie przechodzi razem.

19

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

bylam kiedyś w podobnej sytuacji.
i powiem Ci co zrobiłam.

Byłam z facetem 2 lata, mieszkaliśmy razem, w pewnym momencie jego depresja dała o sobie znać, rozstaliśmy się przez nieznośną atmosferę między nami, cierpiałam bardzo, łykałam hydroksyzyne jak cukierki żeby funkcjonować, on też ciągle wył (wiem bo się spotykaliśmy często żeby rozmawiać, chciałam go wspierać). Też mieliśmy ciągle kontakt, on chciał z tego wyjść, zaczął chodzić do psychiatry, brać leki, pomogły. Po kilku miesiącach poczuł się gotowy żebyśmy do siebie wrócili.
I napisałam podobny wątek do twojego tylko z innego loginu, którego już nawet nie pamiętam wink

Co się wydarzyło.
Wróciliśmy do siebie. Chwila ulgi, szczęscia trwała może kilka tygodni, miesięcy?
Ale później okazuje się, że problemy i niedopasowanie nie znikają bo ktoś tak chce. On nadal był sobą, osobą z takim temperamentem, że to co nas rozdzieliło - wróciło.

Wytrzymaliśmy ze sobą jeszcze kilka miesięcy (niecały rok), aż (nikt nie będzie zaskoczony) - znowu jeb*o smile
Tym razem odeszłam z własnej inicjatywy, czułam, że po prostu nie pasujemy do siebie i najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoją stronę.
Po rozstaniu nr 2 nigdy nie płakałam. Myślę że on też.
Była to już decyzja świadoma, nie emocjonalna, czysta logika, chłodna kalkulacja.

Tak więc -  ja Ci przekornie radzę spróbować odsmażyć tego kotleta.
Prawdopodobnie za jakiś czas znowu przestanie być między wami fajnie i wtedy nie będziesz już miała myśli "a co by było gdyby...?"
-tylko będziesz wiedziała, że to co się zdarza raz to przypadek, ale to co się zdarza dwa - to już statystyka smile

20 Ostatnio edytowany przez saraaa121 (2021-03-29 10:47:50)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
Lady Loka napisał/a:

Po pierwsze to nikt z nas tu go nie zna. Wiec jezeli nie chcesz opinii ludzi, ktorzy go nie znaja, to zle miejsce wybralas na opisywanie swojej historii.
A co do tych, ktorzy go znaja, to normalne ze sie martwia.

Napisałam, że rozumiem. Generalnie dobrze zobaczyć obiektywne zdanie obcej osoby.

Lady Loka napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja - on wraca, jestescie szczesliwi, macie dziecko. Ty masz depresje poporodowa, on stwierdza, ze to dla niego za duzo, wiec zostawia Ciebie, depresje i dziecko i ucieka zaszyc sie gdzies na miesiac.
Jak sie bedziesz czula?

Dzieci nie planuję, on też - tu akurat jesteśmy zgodni.

Lady Loka napisał/a:

Hipotetyczna sytuacja 2 - macie jakis wspolny problem w zwiazku. Nie wiem, rura Wam przecieka w lazience czy cos. On stwierdza, ze to dla niego za duzo, zostawia rure i Ciebie i wieje.
Jak sie bedziesz czula?

To wg mnie jest mocno przesadzony przykład. Aż tak źle z nim nie jest, zapewniam.

Lady Loka napisał/a:

Facet, ktory wieje przy okazji problemow nie jest facetem, na ktorym bedziesz mogla polegac w kwestiach trudnych. Partnerzy powinni dla siebie byc oparciem, a nie, ze on Ci tak naprawde dorzuca stresu. I juz kij z tym, co mowia jego znajomi i kij z tym, czy faktycznie ma problem czy nie ma. Takich rzeczy sie po prostu nie robi wieloletniej partnerce. Po tylu latach razem po prostu kryzysy sie przechodzi razem.

Przy tym się zatrzymałam i zastanawiam, do jakiego momentu będę mogła na nim polegać, bo jeśli chodzi o zwykłe sprawy - pomaganie sobie w sprawach codziennych to nie mam wątpliwości, że mam w nim wsparcie, ale na poziomie takim emocjonalnym mniej, choć widzę czasem inicjatywę i nigdy nie jest obojętny (na odległość w tym momencie).

21

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
sosenek napisał/a:

Wytrzymaliśmy ze sobą jeszcze kilka miesięcy (niecały rok), aż (nikt nie będzie zaskoczony) - znowu jeb*o smile
Tym razem odeszłam z własnej inicjatywy, czułam, że po prostu nie pasujemy do siebie i najlepiej będzie jak każde z nas pójdzie w swoją stronę.
Po rozstaniu nr 2 nigdy nie płakałam. Myślę że on też.
Była to już decyzja świadoma, nie emocjonalna, czysta logika, chłodna kalkulacja.

Tak więc -  ja Ci przekornie radzę spróbować odsmażyć tego kotleta.
Prawdopodobnie za jakiś czas znowu przestanie być między wami fajnie i wtedy nie będziesz już miała myśli "a co by było gdyby...?"
-tylko będziesz wiedziała, że to co się zdarza raz to przypadek, ale to co się zdarza dwa - to już statystyka smile

Dziękuję za odpowiedź w temacie.
Co postanowię, to postanowię. Jestem tak w 70% zdania, iż warto spróbować. Trochę chcę się utwierdzić w tym przekonaniu, przyznaję. Mam nadzieję, że jeśli dostanie ode mnie szansę, to będzie świadomy, czego oczekuję podejmując taką a nie inną decyzję.

22 Ostatnio edytowany przez Joohana (2021-03-29 19:28:27)

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Już się wypowiedziałam w temacie, ale chcę tylko dodać, że tak naprawdę nigdy nie można być pewnym trwałych uczuć drugiej strony. Większość z nas jest po tornado w związku, bo okazało się, że tak naprawdę nie znamy męża, żony, partnera i szeroko otwieramy oczy na to, co się narobiło. Okazuje się, że może prowadzić podwójne życie i to bez żadnych zmian w stałym związku. Zdarza się, że zdawałoby się naprawdę kochający tatuś, bez problemu zostawia swoje dzieci, a niańczy dzieci kochanki. Czytając wątki mamy pełen przekrój ludzkich postaw i ich zmian w chwili zauroczenia się osobą z poza związku.
Dlaczego to piszę? Bo często najpierw pojawia się zdanie, że taka osoba mówi, że potrzebuje czasu do namysłu, nie wie co ma robić, itp.
Weź mu się dobrze przyjrzyj, czy zwyczajnie nie patrzy już w inną stronę, czego oczywiście Ci nie życzę i nie twierdzę, że tak się dzieje, ale gdy ktoś loguje się na takim forum, to chyba wewnętrznie czuje, że ewidentnie coś nie gra.

23

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Zastanawiam się nad tą sytuacją i podobnymi.
Czy to czasem nie chodzi o to, że jesteśmy same w danym momencie i wtedy zaczynamy się łamać i wracać bo ktoś nas zechciał mimo iż wczęśniej nie chciał.

Odpowiedz sobie na jedno pytanie.
Czy gdybyś teraz była z kimś, to byś zerwała tą relację i wróciła do byłego?

24

Odp: Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...
Dorota_B napisał/a:

Odpowiedz sobie na jedno pytanie.
Czy gdybyś teraz była z kimś, to byś zerwała tą relację i wróciła do byłego?


Gdybym była z kimś... Hmm... Nie mogłabym być teraz z kimś, nie potrafię spojrzeć na innego faceta jak na potencjalnego partnera. Nawet, gdybym ucięła tą relację już definitywnie, musiałoby najprawdopodobniej upłynąć dużo wody, żebym poczuła coś do kogoś innego. Nigdy też nie rozumiałam osób w moim otoczeniu, które weszły od razu z związku w związek ot tak - jakby zmieniali skarpetki, a nie ludzi - rządzeni tylko chwilowymi emocjami.

Posty [ 24 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odszedł po 3 latach - po kilku miesiącach chcemy spróbować od nowa...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024