jak pogodzic sie z rozstaniem... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jak pogodzic sie z rozstaniem...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

Temat: jak pogodzic sie z rozstaniem...

witam...jestem tu nowa,ale postanowilam napisac troszke o swoim zyciu...3 dni temu mu swiat sie zawalil...moj facet,ktory byl miloscia mojego zycia zostawil mnie...dlaczego?bo juz nie nie kocha..zaczne od poczatku..pewnego pieknego dnia dwa dni przed sylwestrem przyjechal do mnie ON z moja przyjaciolka i jego kuzynem tak sie poznalismy..przyjechal na urlop do Polski,pojechal po 2 tygodniach..tyle czasu wystarczylo mi zeby pokochac,po pol roku kontaktu telefonicznego,na skypie itp.pojechalam do niego na wakacje..mialam zostac na 2 miesiace..jednak zostalam z nim..mamie powiedzialam przez telefon,ze zostaje.plakala,prosila zebym wrocila..zawiodlam ja..powiedzialam ze zarobie pieniadze na mieszkanie w Polsce i wroce zeby skonczyc szkole..uczylam sie w technikum zostaly mi 2 lata..jednak ja juz nie potrafilam bez niego zyc..klocilismy sie z byle powodu,wyprowadzilam sie z naszego wspolnego mieszkania dwa razy,nastepnie przeblagalam go jakos wrocilismy do siebie..sielanka skonczyla sie po tygodniu..znowu klotnie.warto dodac,ze po tych wszystkich klotniach probowalam i staralam sie zeby bylo dobrze.nastepne rozstanie i to on do mnie zadzwonil zebym wrocila..zrobilam to bo nie wyobrazalam sobie zycia bez niego..teraz prosto z mostu powiedzial ze mnie nie kocha,ze chce byc sam..najgorsze jest to,ze nie mam tu w ogole przyjaciol..rzadko spotykalismy sie z kimkolwiek..zostalam sama bez niczego..nie mam sily zyc,nie moge wrocic do Polski nie mam gdzie..myslalam juz nawet zeby sie powiesic,bo moje zycie stracilo sens..stracilam kogos kto byl dla mnie wszystkim..wiem,ze to jest najgorsze wyjscie z calej sytuacji..mam nerwice,od dluzszego czasu nie potrafie sie cieszyc niczym..zyje,bo musze..chociaz wolalabym zeby Bog mnie stad zabral..nie chce i nie potrafie juz zyc,nie mam po co..pewnie kiedys usiade sobie i bede sie z tego smiac,,ale jak na chwile obecna jest tragedia..nie moge jesc,pic,spac..kolejna przeprowadzka,ktora tylko jeszcze bardziejmnie dobila..mieszkam na wyspie normandzkiej,polozona jest na kanale La Manche..najgorsze jest to,ze nie mam z kim porozmawiac,wyjsc gdziekolwiek..nawet nie mam okazji do poznania tu jakiejs osobki,ktora potrafila by mnie pocieszyc..nie chce juz byc w zadnym innym zwiazku,potrzebuje przyjaciela na dobre i zle..ale jak go znalezc?mimo swojego mlodego wieku bardzo szybko dojrzalam,ale dopiero teraz nie moge tego pojac jaka musialam byc glupia..szczescie bylo najwazniejsze..pracujemy obok siebie w hotelach,jak widze jego samochod to lzy same naplywaja mi do oczu..wiem,ze juz nie wrocimy do siebie.nie wiem co bedzie dalej i nie chce o tym myslec..potrzebuje wsparcia,ale niestety nie ma kto mnie podtrzymac na duchu..jeszcze nigdy tak nie cierpialam..nie chce mi sie wychodzic z domu,nie chce mi sie nic,,robie wszystko z przymusu.wiem,ze w takiej chwili jest to najgorsza rzeca jaka moge zrobic..nie powiedzialam nic mamie bo nie chce zeby sie martwila,nie chce slyszec''a nie mowilam'' itp.mysle,ze troszke sie wyzalilam..nie wiem co mam robic jak nawet nie ma sie przyjaciol..

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-06 21:38:04)

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Myslę Wiolu, że mama czeka na twój telefon każdego dnia, serce mamy ma głębię niesamowitą - skontaktuj się z nią, i powiedz co do niej czujesz, że jest ci najbliższa, i że jej potrzebujesz.

Niepotrzebujesz chyba narazie wiecej "atrakcji" i szybkiego dojrzewania,
jeśli chcesz możesz wrócić do szkoły i postawić na swój rozwój - a prawdziwa miłość znajdzie cię, teraz jeśli będzie chciał twój mężczyzna podąży za tobą ... a może poznasz kogoś nowego, takiego, że nawet w snach... nie mogłabyś wyobrazić sobie.

Nie jesteś sama.

3

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Coś mnie ukłuło, jak czytałam Twój post... Sama jestem za granicą, przyjechałam tu 2 lata temu do rodziców. Krótko po przyjeździe poznałam Jego. Na początku było super, znalazł mi pracę, jedną nogą mieszakmy razem, drugą on u rodziców, ja u swoich (tak nam pasuje)... Teraz rodzice chcą wyjechać, między nami nie jest już tak kolorowo, a ja zastanawiam się, czy postawić wszystko na jedną kartę i zostać dla Niego (polegając na nim częściowo finansowo i w różnych innych sprawach, które samej byłoby ciężko załatwić), bez przyjaciół, znajomych, rodziny... czy wrócić do Polski... Kocham go ale coraz częściej myślę, że to raczej nie ma wielkiej przyszłości.. Naprawdę nie wiem, co zrobić... Rozsądek podpowiada mi, że ja sama jestem dla siebie najważniejsza...

Podpisuję się pod tym, co napisała La Que Sabe - zadzwoń do mamy... I jeśli masz taką opcję, wróć do Polski... Potrafię sobie wyobrazić, jak się czujesz... Ale wybij sobie z głowy pomysły o a jakichś sznurkach i zajmij się samą sobą. Pomyśl o tym, co jest najlepsze na Ciebie. A mama na pewno zrozumie i nie powie Ci 'A nie mówiłam'...

I nie rozpaczaj tak po nim. "Jeśli był tak głupi, żeby odejść, ty bądź na tyle mądra, żeby mu na to pozwolić..."

Pozdrawiam

4

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

dzieki,ze odpisalyscie na mojego posta poprawil mi sie humor:)do Polski nie moge wrocic nawet chocbym chciala.dlatego teraz mam mozliwosc odkladania pieniazkow i kupienia jakiegos mieszkania..to jest jeden z moich najwazniejszych celow,ktory musze osiagnac..pozniej zobaczymy swiat sie nie skonczyl...a ja nie moge sie zalamac i postaram sie robic wszystko ku temu..pozdrawiam:)

5

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Rozstanie jest olbrzymią stratą. To jak z żałobą. A może nawet trudniej ? bo często łatwiej przyjąć czyjąś śmierć, niż czyjeś odrzucenie. Ale podobnie jak w żałobie, potrzebujemy czasu na powrót do równowagi. Najpierw będzie bardzo źle, potem zaczniemy układać sobie życie na nowo..
Uwierz w siebie i nie przejmuj się palantem, bo prawdziwą miłość jeszcze spotkasz na swojej drodze i wtedy bedziesz wdzięczna losowi, że tamten związek jest przeszłością. Często tak się dzieje, że los zabiera nam coś, aby dać w zamian stokroć lepsze.
Wszystko się ułoży, musisz w to wierzyć, tak jak w samą siebie! Rozumiem jak ciężko Ci jest bez przyjaciół, tę chwilową pustkę wypełnij czytając ksiązki Paulo Coelho <mi bardzo pomogły>.., a facet niech się zrywa, bo przeciez nie położysz się i nie umrzesz przez jakiegos dupka, życie toczy się dalej, zbierz w sobie siłę i pamiętaj, że czas jest po Twojej stronie, bo rany się w końcu zabliźnia..
I pamiętaj, nie wolno Ci myśleć w ten sposób " wolalabym zeby Bog mnie stad zabral", "myslalam juz nawet zeby sie powiesic"!!!!!!!! Na świecie są nie takie tragedie a ludzie z całych sił walczą, nie poddają się, a Ciebie miałby złamać jakiś kretyn!? To jest Twoje życie i nikt go za Ciebie nie przeżyje. Masz chodzić z głową podniesioną do góry, mimo, iż w sercu będzie ból, ale on w końcu minie. Masz zbudować w sobie silne przekonanie, że wszystko się ułoży i spotkasz tego jedynego, ponieważ  ... kiedy czegoś gorąco pragniesz cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu. Paulo Coelho
Ja mocno wierzę w to, że dasz radę.., zobaczysz- jeszcze będziemy się śmiały same z siebie.. smile:*

6

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Witam.. Mam bardzo podobny problem jak kolezanka, ktora zalozyla watek... Postaram sie po krotce opisac moja historie.. Jestem z narzeczonym jakies 3 lata, mamy 20 miesieczna corke.. Jak daty wskazuja wszystko bardzo szybko sie u nas potoczylo. Chyba za szybko? Niedlugo po tym jak urodzila sie nasza corka, on wyjechal do pracy do anglii. Za jakis dosc niedlugi czas ja przylecialam tutaj, choc postawilam go przed faktem dokonanym. Na miejscu dowiedzialam sie (choc wypieral sie prosto w oczy) ze spotkal sie z jakas dziewczyna dwa razy, pisali smsy "sloneczko" itd. Wypieral mi sie w zywe oczy(mialam wtedy odlozona kase na czarna godzine, ktora zabralam ze soba na wszelki wypadek) spakowalam walizki, choc ledwo zdazylam je rozpakowac, chcialam wracac do domu, w polsce. Przyznal sie, plakal, blagal zebym zostala, przysiegal ze to sie nie powtorzy. Owszem, nie powtorzylo sie, ale w pewnym momencie naszego zycia zaczelo dziac sie bardzo zle. Kompletny brak szacunku, dalam sie w to wciagnac znizajac sie do jego poziomu klotni, dyskusji. Byly chwile, w ktorych balam sie ze moze mnie uderzyc. Dziecku tez czasem nie szczedzil przeklenstw, kompletnu brak cierpliwosci. W naszych klotniach, rozmowach zaczelo pojawiac sie slowo rozstanie.. Ja nie potrafilam, upokarzalam sie, nie chcialam tego rozstania, kocham go bardzo. Ostatnio zaczal mnie coraz czesciej oklamywac, nie wrocil na noc (rzekomo byl u kolegi, w co nie chce mi sie wierzyc, a nawet jesli to w glebi duszy czuje, ze poznal tam kogos) pozniej wrocil duzo pozniej z pracy, pewnej soboty twierdzil ze wybiera sie tez do roboty, wiem ze tam nie trafil, wyszedl w dzinsach, najlepszej bluzie.. Nie w dresach jak to zwykle bywa. Nasluchalam sie obietnic na temat ze nie bedzie ogladal filmow porno, robil to mimo tego ze mowilam mu, ze wpedza mnie tym w kompleksy, ze boli mnie to. Pewnego razu zabralam jego telefon idac do szpitala, zeby miec kontakt z nim poniewaz on zostal z naszym dzieckiem, czystym przypadkiem chcac wejsc w google i wyszukac tlumaczenia slowka natknelam sie na historie sexblabla.pl nie wytrzymalam. Mowilam o tym, ze nie chce juz z nim byc, w koncu on sie na to zgodzil,ale kiedy do mnie dotarlo wszystko zrobilo mi sie okropnie zal tego, zaczelam plakac, chcialam zey mnie przytulil. Wczoraj ponownie ruszyl temat rozstania podczas lekko nerwowej rozmowy, poruszyl go on, powiedzial ze do siebie nie pasujemy, stwierdzil ze ostatnim razem wzielam go na litosc.. Bardzo to dla mnie przykre, choc tak tez wlasciwie bylo. Mamy problemy finansowe obecnie, co tez go przytlacza, chyba bardziej niz mnie. Rozumiem, ze ma duzo na glowie. Ale zaczelo tez do mnie docierac to, ze mnie nie kocha, choc on uwaza ze jest inaczej. Czulosci z jego strony sa tak bardzo rzadkie, ze prawie ich nie pamietam. Jestesmy ze soba, choc tak na prawde bardziej obok siebie, nie potrafie sie pozbierac, wiem co wisi w powietrzu. W Polsce mam spalone mosty, tu nie mam pracy. Jestem uzalezniona od niego finansowo. To nei tak, ze siedze w domu bo mi tak wygodnie - nie. Nasza corka potrzebuje adaptacji w zlobku, tu zlobkisa bardzo drogie, nie stac nas na taka adaptacje, a z kolei nowo rozpoczeta prace mialabym przerywac tym, ze dziecko wymiotuje z nerowo i zachodzi sie placzem, jest bez sensu, wiem ze predzej czy pozniej by sie przyzwyczaila, ale jak jzu pisalam chcialabym aby najpierw miala jakis okres adaptacji, zebym mogla byc pod telefonem gdyby cos takiego mialo miejsce. Pewnie odbierzecie to jako jakies tlumaczenia, nie wazne. Wracajac do tematu, wiem ze on w koncu kogos pozna, ze w koncu ode mnie odejdzie, a ja nie wiem jak sie na to przygotowac, najgorsze jest to ze czuje ze to nastopi gdzies neidlugo.. Dzis tez wybiera sie na impeze firmowa, w ktora rowniez nie wierze, ja dzis ide do dorywczej pracy, a on twierdzi, ze moze sie spoznic, ze zadzwoni podczas spotkania z inwestorami, inauguracji imprezy itd. Mi sie wydaje, ze trakcie takich imprez to sie telefonu raczej nie uzywa, poza tym dziwny fakt, ze inwestorzy spotykaja sie z pracownikami, w to nei wnikam. Szykowal 3 godziny wczoraj ubrania, brwi nawet depilowal, nigdy sie nigdzie tak nie szykowal. W dodatku nastepna niepokojaca w tym fakcie sprawa jest to, ze maja isc na kregle? I zeby nie bylo, nie chodzi mi o to ze gdzies wychodzi, bo to nie tak, kwestia tego ze mam wrazenie ze znow klamie, tyle razu juz to robil, ze nie potrafie mu ufac.  Jestem rozbita, bezradna. I wiem, ze to moja wina. Jestem glupia, wiem, powinnam odejsc i go zostawic, ale nie potrafie, bardzo go kocham, pomijajac juz fakt, ze tak na prawde nie mam dokad isc. Jak sie przygotowac na jego odejscie, jak sie zachowac, jezeli np bedziemy wciaz mieszkali razem? Jestem strasznie slaba psychicznie, nie trudno jest mnie doprowadzic do placzu. Wszystko byloby prostrze, gdyby nie dziecko ktoro bardzo kocham, ale chcac nei chcac takie sytuacje sie na niej odbijaja.. Nie wiem po co to pisze i czego oczekuje w odpowiedzi, chyba jakiegos wsparcia bo podobnie jak Wiola nie mam tu znajomych, przyjaciol.. Nikogo..

7 Ostatnio edytowany przez Kaja83 (2010-12-11 21:23:31)

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

wioletka

tu na forum zawsze znajdziesz wparcie i dobre słowo, warto angażować się w różne historie, poczytaj sobie jakie niektórzy mają problemy, sytuacje podobne do Twojej, trudniejsze także. Odrzuć wszelkie myśli o samobójstwie dziewczyno! Nikt nie jest tego wart, jesteś młoda i silniejsza niż ci się wydaje, nie poddawaj się, dasz sobie radę, ten epizod nauczy cię wytrwałości, samodzielności. Piszesz, że nie masz przyjaciół, nie masz z kim pogadać.. rozejrzyj się, może w pracy jest ktoś życzliwy, może masz kogoś w siąsiedztwie, widzisz ja mam bliską przyjaciółke, ale ona ma swoje życie i też nie mogę jej wciąż angażować. Dzwonię sobie do siostry, do mamy, udzielam się na forum, zawsze gdzieś znajdziesz wsparcie.. może warto teraz poznać nowych ludzi, nowych znajomych

trzymaj się dzielnie, pozdrawiam

contentissimaa

idziesz do pracy, co prawda dorywczej, ale to już krok w kierunku, aby się usamodzielnić , odciąć od niego finansowo, ... zastanawiam sie jak tam wygląda pomoc Państwa dla kobiety w takiej trudnej sytuacji, może jakieś pieniądze na dziecko, udałoby ci się zorganizować.. z tego co wiem to chyba opieka socjalna jest tam b. dobra, od niego też należy Ci się pomoc,

nie wiem czemu ty nie usiądziesz i z nim nie porozmawiasz, bo trochę to nie halo wygląda, nie wraca do domu, lansuje się , okłamuje cię, nie możesz w takie sytuacji wciąż trwać, czas najwyższy chyba się rozmówić ... nie możesz się poniżać przed nim i godzić się na to, szanuj sama siebie .. chcesz błagać faceta, który prawdopodobnie kogoś ma na boku, aby był z tobą i cie nie zostawiał.. ? sama piszesz , ze żyjecie obok siebie, że nie ma czułości, on sam cię odtrąca.. im bardziej będziesz okazywała mu swoje słabości tym mniej on bedzie Cię szanował ..

8

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Dziekuje, za odpowiedz. Tak jest tu pomoc socjalna calkiem dobra, ale nalezy sie tylko osobie ktora pracuje na bialo, ja dorywczo przy weekendzie bez umowy. Nie wiem, czy ma teraz kogos na boku, ale to wszystko wydaje mi sie byc okropnie dziwne. Czasem wydaje mi sie, ze moze mam juz jakas chora wyobraznie czy cos.. ? Rozmowa? Z tym czlowiekiem nie da sie swobodnie porozmawiac, potrafi mi sie wypierac w zywe oczy, nie raz nie dwa probowalam, poza tym rozmowa u nas to raczej monolog, on ewentualnie odpowiada mi czasem zlosliwie, badz tez na odczepnego. Choc moze cos w tych zlosliwosciach jest cos z prawdy, tylko ja tego nie potrafie zauwazyc.. Ehh. Pojechal niedawno na to cale spotkanie z inwestorami, w ktore na prawde nie chce mi sie wierzyc. Zapewnial ze worci o 1, ze to ze tamto ze na pewno tam bedzie. A ja czuje ze polazl po prostu na impreze z kolegami :] ktorych tez za madrych nie ma. Czuje, ze i tak nie wroci o tej 1, o ile w ogole na noc wroci. Bede wtedy miala pewnosc ze zadna to impreza z pracy. Ja sie jedynie zastanawiam, jak sie z tego wyrwac i co zrobic zeby az tak bardzo nie bolalo, bo nie potrafie sie czasem na niczym skupic, nawet na dziecku, a nie chce zeby odbijalo sie to na niej. Wiem, ze moja corka powinna byc dla mnie najwazniejsza i nei powinnam sie przejmowac byle draniem, tylko latwiej mi sie o tym mowi i pisze jak wciela w zycie.. Pewnie jak sie mnie czyta to ma sie wrazenie, ze pisze to jakas "potluczona" osoba, pewnie w jakims tam stopniu i tak jest, bo moja psychika siada coraz bardziej...

9

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Sytuacja jest ciężka do zniesienia, im dłużej będziesz trwała w niej tym bardziej będziesz zdołowana, nieskupiona , zamyślona, nerwowa, niewyspana, czas to zakończyć , bo to odbije się na Twoim zdrowiu i na dziecku. Cierpieć będziesz, pewnie przekonałaś się już na tym forum, że wiele z nas przechodzi to niestety nie bezboleśnie , niezależnie czy facet zdradził, czy się znudził, czy nie można się było dogadać, to boli i żal jest ogromny. Tak jesteśmy skonstruowani :(

Widzisz.. sama piszesz, nie da się z nim dogadać, wraca późno, albo nie wraca, nie jest szczery, jest złośliwy .. to nie zycie, tylko wegetacja...

Czy on jest skłonny, pomóc Tobie i dziecku finansowo? mam na myśli to, czy nie będzie robił problemów?

10

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Trudno mi to powiedziec, wydaje mi sie, ze tak... To sie wszystko stalo tak nagle, wczesniej nie robil mi takich niespodzianek, ze nei wracal, czy sie gdzies wloczyl... A od okolo miesiaca przewija sie takie zachowanie. Klotnie ostrzejsze towarzysza nam od okolo czerwca. Najgorsze jest to, ze podczas klotni do tego stopnia mi potrafil nagadac, ze faktycznie mam wrazenie ze sobie sama nie poradze. Generalnie w chwili obecnej mamy lekkie klopoty finansowe, ale na jedzenie i mieszkanie nam starcza. On uwaza, ze ja sobie sama dopowiadam to czy tamto, ze wymyslam, czasem sie zastanawiam czy faktycznie tak nie jesti czy przypadkiem nie jestem jakas chora maniaczka, sama juz nie wiem. Ale przeciez sobie nie zmyslam, jak przylapie go na klamstwie, nie dopowiadam sobie,ja potrafilam miec dowody na to ze klamie, a on nadal szedl w zaparte. To takie bolesne, wiedzec ze oddalabys komus zycie, a ten ktos ma cie juz za nic sad

11

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

No to boli sad bardzo, wiem jak to jest jak cię ktoś odtrąca.
Nie daj sobie wmówić, że z Tobą jest coś nie tak, nie daj z siebie robić wariatki , nie daj sobą manipulować .. wiem że jak sie kogoś kocha i ten ktoś jest nie okej wobec nas , to można siebie wpędzić w poczucie winy za całe zło, bardzo łatwo o to.
Widzisz że to już dzieje się niedobrze - sama zastanawiasz się nad tym czy przypadkiem nie wymyślasz, ze on późno wraca, że być może nie mówi ci prawdy, jak wszystko na to wskazuje, masz dowody a on ci patrzy w twarz i mówi, że nieprawda.

Oszalejesz dziewczyno, musisz się wziąć w garść, albo próbuj z nim rozmawiać jak się nie da nadal, to powiedz , ze nie dasz rady tak dłużej i chcesz mieć spokojne życie razem z corką, a nie ciągłe zamartwianie się i stresy, może wtedy on otrzeźwieje.

12

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Dziewczyny... zastanawiam się... Dlaczego musi kręcić się wszystko wokół faceta??? Facet zostawia, zdradza, kręci... a wtedy nasz świat się wali. Nie potrafimy żyć bez niego... Ja też zostałam sama.. zostawił mnie bo związek go przerósł. Cierpię z tego powodu, ale dziś powiedziałam sobie dość! jak tak można wszystko podporządkować dla faceta.?? Jego strata. My jesteśmy na tym portalu wyjątkowe i jeżeli jakiś facet odchodzi to tak naprawdę jego strata!

13

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Ja po prostu chcialam to zawsze ratowac, ludzilam sie, ze moze cos sie zmieni.. Tylko tak na dobra sprawe nie zmienialo sie nic, a jesli juz to na bardzo krotka chwile. Ja mam okropne kompleksy, moje cialo zostalo zmasakrowane ciaza. skora na brzuchu w paski, wisi. Waga juz nie 60 a 80 - to akurat juz wina moja, bo nie robie nic by to zmienic, ale tak na dobra sprawe nie mam motywacji, nie ma kto mnie motywowac w tym kierunku. Brak mi wiary w siebie, nie wiem jak to odbudowac, nie wiem jak sobie poradzic z rozstaniem, ktoro nastapi czy to ja powiem dosc, czy on. Kiedys mialam duzo lepsze nastawienie, wierzylam w siebie, teraz nie moge patrzec w lustro chwilami hmm

14

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Myślę, ze tu masz dużą szansę znaleźć motywację. Zapraszam do wątku Kobiety kochające za bardzo, a także do postu MałejPanny26, myślę, że skoro już zdecydowałaś sie wyjść z tym problemem do ludzi, czyli do nas to spory krok do przodu, wiesz że sytuacja jest ciężka i szukasz wsparcia , nie oszukujesz się już , stajesz obok i oceniasz sytuację - nie jest tak źle.

Nie dołuj się, na wracanie do dawnej figury, przyjdzie jeszcze czas, masz córcię na pewno wspaniałą, dla niej warto podejmować kroki ku temu aby było Ci i jej lepiej w życiu, masz dla kogo żyć i ma cię kto motywować - dziecko przede wszystkim.

czy podjęłaś już jakąś decyzję? będziesz z nim rozmawiać?

15 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-12-12 20:47:04)

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Wioletka wroc do domu...
Jestem matka i tak bym wolala do mojego dziecka...

16

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Dzis nie jest w stanie rozmawiac.Wrocil ledwo stojac na nogach. Zdycha dzisiaj. Tak jestem glupia, ze mi go troche szkoda. Ale ja mu do gardla nie wlewalam. Rozmaiwac dzis nie zamierzam, bo nic z tej rozmowy na pewno nie wyniknie, w stanie w jakim obecnie sie znajduje to chyba nawet trudno sie mysli. Przegladalam troche forum, jak na razie troche pobieznie. Ale bardzo sie ciesze, ze tu wlasnie trafilam. Szukalam miejsca, gdzie ktos mnie zrozumie, bo na dobra sprawe w realnym zyciu nie mam z kim sie podzielic moja sytuacja. Zajrze na dluzej pozniejszym wieczorem (u mnie jest 19) jak juz poloze spac coreczke. Na prawde bardzo sie ciesze, ze tutaj trafilam. Mysle, ze sie tu troche zadomowie smile

17

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

trafilam tutaj przez przypadek... szukalam sposobow na pogodzenie sie z mama, lecz los zaprowadzil mnie tutaj. Opowiem swoja historie. Poznalam pewnego chlopaka. Spotkalismy sie w te wakacje w polsce w klubie w naszej rodzinnej miejscowosci. Oboje kiedys mieszkalismy na podkarpaciu w polsce. Nie znalismy sie wczesniej. Ja mieszkam teraz w warszawie z rodzicami a on mieszka w USA. Widzielismy sie tylko tydzien, ale to wystarczylo zeby sie zakochac. Po tym tygodniu on wrucil do Stanow a ja do warszawy. Po miesiacu on przyjechal do mnie do warszawy. Ryzykowal utrate pracy bo nie mial juz urlopu. Zalatwil lewe zwolnienie od lekarza i przylecial. Pojechalismy na podkarpacie i tam spedzilismy ze soba dwa tyg. Bylo cudownie. Wciaz powtarzal ze mnie kocha. Potem nie widzielismy sie 3,5 miesiaca. Kontaktowalismy sie glownie przez skype i telefon. Na swieta Bozego narodzenie pojechalam do niego do stanow. Spedzilismy ze soba 3 tyg. Bilet kupil mi on i utrzymywal mnie na czas pobytu. Wrucilam do polski. Minol miesiac, Ja znowu przyjechalam do niego i znowu wieksza czesc biletu kupil on. Boli mnie to bo nie chce byc jego pasorzytem ani byc od niego zalezna. Szukalam pracy ale mam 18 lat i chodze do liceum ciezko bylo mi cos znalezc. Jak juz zaczelam o wieku to wspomne ze on jest odemnie o 8 lat starszy... to troche duzo. Jestem u niego teraz na dwa tyg, bo mam ferie w szkole. Moja mama go nie lubi. Narobila troche problemow i ledwo wpuscili mnie do tego kraju. (zatrzymali mnie na lotnisku). Straznicy z usa powiedzieli mi ze wiecej w tym roku mnie nie wpuszcza. Dzwonilismy w rozne miejsca i powiedzieli nam ze nie ma takiego przepisu ze tylko raz w roku moge wjechac do stanow. jednak przestraszylismy sie. Mialam w planach zostac z nim ale jak skoncze 2 kl liceum. Bo jest mozliwosc konczenia szkoly normalnie jak w polsce tylko ze w stanach. Ale jak mnie nie wpuszcza w wakacje to co wtedy? On nie moze jezdzic tak czesto. 2 razy w roku to max. A do polski tez nie wruci. W polsce ciezko sie zyje. W tym kraju ma wszystko. Powstal pomysl zebym zostala juz teraz. Zadzwonie, przesla papiery z jednej szkoly do drugiej. Znajdzie mi prace i bedziemy razem. Z jednej strony mnie to przereza a z drugiej troche bym chciala. Tez sie boje ze potem to mnie juz nie wpuszcza i juz go nie zobacze. Przeczytalam wasze poprzednie posty i bardzo sie przestarszylam. Nie wiem co mam robic. Nie chce podjac zlej decyzji. Jesli zostane i nie wruce do polski to spale ze soba mosty. Wtedy w polsce nie bede miala czego szukac. Mama mnie znienawidzi. Zaufanie mam do tego chlopaka. Poznalam jego mame, siostre, rodzine. Jestem pierwsza dziewczyna ktora przedstawil rodzinie. Poznalam i ta z polski i ta ze stanow. Szkole przeciez bede konczyc normalnym programem nauczania. Bede mogla isc potem normalnie na studia w polsce. bede miec normalne swiadectwo... wizja jest za rozowa. Ale kocham go. Chce sprobowac. A moze bedzie z tego cos dobrego...?

18 Ostatnio edytowany przez Fumiko (2011-03-21 22:29:40)

Odp: jak pogodzic sie z rozstaniem...

Wioletko Kochana wroc do mamy !
Nie ma w naszym zyciu wazniejszej osoby!
A tego wulgaryzm pogon gdzie pieprz rosnie!!!!
Zwiazek to dwie osoby ktore sa ze soba szczesliwe.
Szukaj sobie innego - na poczatku kazdy bedzie gorszy, brzydszy itd
ale pewnego dnia poznasz kogos interesujacego

Ja tez cierpie i rycze nie umiem sie pozbierac sad
ale wole byc z kims kto mnie pokocha niz kochac calym sercem i dostawac namiastke milosci

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » jak pogodzic sie z rozstaniem...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024