Witam
Jestem od roku w zwiazku, oboje mamy tzw. przeszlosc. Ja mam dziecko, on tez. Znamy sie dlugo, przed zwiazkiem bylismy bliskimi przyjaciółmi.
Jednak...
Pierwszych kilka miesięcy bylo chorym strachen przed jego ex,matka ich dziecka. Nie sa razem od 4 lat, od urodzenia sie potomka. Powodow rozstania było wiele, generalnie pani zaszla w ciaze po probie samobojczej-rozstali sie wtedy.
W jego przekonaniu związek byl zakończony - z racji odleglosci, wizyty odbywaly sie u niej w domu, z noclegiem. Dzwonila do niego kilkanaście razy xy dziennie na video-żeby sprawdzić co robi. On wykonywal polecenia kobiety, z ktora nie jest, wierzac, ze dla dobra dziecka. Ex go przekonała, ze nowy związek zniszczy zycie dziecka.
Po kilku miesiacach zorientował sie, ze takie zachowanie nie jest ok, jeśli sie zdecydowal na zwiazek z kims innym. Powoli zaczal stawiać granice, krok po kroku.skonczylo sie na sądowym ustaleniu kontaktow, bowiem ona nie zgadzała się na zabieranie dziecka-bo ja sie pojawilam.
Rozwiazanie bylo banalnie proste - przestać grac w tw gre. I udalo mu sie, ale zaczelo sie miedzy nami psuc.
Staram sie nie ingerować w te sprawe, wspieram go, ale nie mieszam sie, pomimo tego, ze pani mi na zlosc zrobila kilka niemiłych scen i prowokacji typu-pisanie komentarzy pod moja strona firmowa na fb.
Miedzy nami narasta konflikt. Im bardziej on sie boi walki w sadzie, tym bardziej ja odczuwam to na wlasnej skorze. Ostatnia kłótnia zakonczyla sie chamska odzywka rzucona w moja strone-ch.. j mnie obchodzi, ze boli cie kregoslup... Takiej osoby nie chce. Brak szacunku, brak empatii-akurat po całym dniu pracy(wspolnie pracujemy), z choroba kregoslupa, nie spodziewalam sie takiego "wsparcia".
Rozumiem jego strach, ale zwiazek nie powinien się opierać na walce z ex.
Mial. Pomysl na odebranie praw matce-nawet nie pytając mnie czy jesten na coś takiego gotowa.
Czasem wydaje mi sie, ze to jalas obca osoba, ze udawal kogos innego... Ma deficyty - z dziecinstwa, traume po zwiazku, ale mial 4 lata na prace nad tym.
Ciagle czuje, ze daje wiecej niz dostaje.
Kocham go, wierze ze on mnie też, ale akoro teraz sobie pozwala na brak szacunku, dalej moze byc gorzej.
Chodzimy na terapie, to. Jedyne miejsce gdzie udaje mu sie plakac. Oboje stracilismy w tym roku ojcow, zamieszkalismy razem, duzo zmian, nerwow, ale intuicja mnie chyba zaczela ostrzegac.
Jest pracowity, potrafi pokazac uczucia, ale momenty kryzysowe sa koszmarem. A ja nie chce czuc sie tak, jak sie czuje teraz. Co robic?
2 2018-10-30 10:58:12 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-10-30 11:09:31)
Witam
Jestem od roku w zwiazku, oboje mamy tzw. przeszlosc. Ja mam dziecko, on tez. Znamy sie dlugo, przed zwiazkiem bylismy bliskimi przyjaciółmi.
Jednak...
Pierwszych kilka miesięcy bylo chorym strachen przed jego ex,matka ich dziecka. Nie sa razem od 4 lat, od urodzenia sie potomka. Powodow rozstania było wiele, generalnie pani zaszla w ciaze po probie samobojczej-rozstali sie wtedy.
W jego przekonaniu związek byl zakończony - z racji odleglosci, wizyty odbywaly sie u niej w domu, z noclegiem. Dzwonila do niego kilkanaście razy xy dziennie na video-żeby sprawdzić co robi. On wykonywal polecenia kobiety, z ktora nie jest, wierzac, ze dla dobra dziecka. Ex go przekonała, ze nowy związek zniszczy zycie dziecka.
Po kilku miesiacach zorientował sie, ze takie zachowanie nie jest ok, jeśli sie zdecydowal na zwiazek z kims innym. Powoli zaczal stawiać granice, krok po kroku.skonczylo sie na sądowym ustaleniu kontaktow, bowiem ona nie zgadzała się na zabieranie dziecka-bo ja sie pojawilam.
Rozwiazanie bylo banalnie proste - przestać grac w tw gre. I udalo mu sie, ale zaczelo sie miedzy nami psuc.
Staram sie nie ingerować w te sprawe, wspieram go, ale nie mieszam sie, pomimo tego, ze pani mi na zlosc zrobila kilka niemiłych scen i prowokacji typu-pisanie komentarzy pod moja strona firmowa na fb.
Miedzy nami narasta konflikt. Im bardziej on sie boi walki w sadzie, tym bardziej ja odczuwam to na wlasnej skorze. Ostatnia kłótnia zakonczyla sie chamska odzywka rzucona w moja strone-ch.. j mnie obchodzi, ze boli cie kregoslup... Takiej osoby nie chce. Brak szacunku, brak empatii-akurat po całym dniu pracy(wspolnie pracujemy), z choroba kregoslupa, nie spodziewalam sie takiego "wsparcia".
Rozumiem jego strach, ale zwiazek nie powinien się opierać na walce z ex.
Mial. Pomysl na odebranie praw matce-nawet nie pytając mnie czy jesten na coś takiego gotowa.
Czasem wydaje mi sie, ze to jalas obca osoba, ze udawal kogos innego... Ma deficyty - z dziecinstwa, traume po zwiazku, ale mial 4 lata na prace nad tym.
Ciagle czuje, ze daje wiecej niz dostaje.
Kocham go, wierze ze on mnie też, ale akoro teraz sobie pozwala na brak szacunku, dalej moze byc gorzej.
Chodzimy na terapie, to. Jedyne miejsce gdzie udaje mu sie plakac. Oboje stracilismy w tym roku ojcow, zamieszkalismy razem, duzo zmian, nerwow, ale intuicja mnie chyba zaczela ostrzegac.
Jest pracowity, potrafi pokazac uczucia, ale momenty kryzysowe sa koszmarem. A ja nie chce czuc sie tak, jak sie czuje teraz. Co robic?
Dobrze, ze chodzicie na terapie. Potrzeba jednak czasu, zeby odczuc jej efekty.
Dla Was oboje jest to ciezki czas - wiem dobrze jak walka o dziecko przez mezczyzne potrafi pochłonac zasoby psychiczne.
Twoj Partner byl sterowany i manipulowany, probuje odzyskac sam siebie i dziecko. Do tego dochodzi Wasze zycie razem, zmiana podyktowana wspolnym zamieszkaniem. Jest tu sporo czynnikow nazywanych tzw stresorami, w tym śmierc bliskich osob (ojcowie). Warto o tym rowniez rozmawiac na terapii, o tym, jak sytuacja wplywa na Wasze relacje.
W tym trudnym czasie macie tylko siebie wiec bądźcie dla siebie oparciem. Twoj Partner jest po niezwykle toksycznej relacji, sam był wspoluzalezniony, ale jak widzisz stawia jakies kroki na drodze walki o swoja niezaleznosc i podmiotowosc. Walka o dziecko jest dobra przeslanka bo pokazuje ze jest zdolny do separacji od tej chorej kobiety.
Mezczyzni w polskich sadach sa czesto na straconej pozycji. Wykazanie, ze bedzie on lepszym opiekunem dla dziecka bedzie trudne, kosztowne i bardzo energochlonne. Potrzebujecie wsparcia z zewnatrz, psychologicznego, bo jestescie oboje w wyjatkowej sytuacji psychicznej. Rozmawiaj z Partnerem o swoich odczuciach, upewnij, ze jestes po jego stronie, to bardzo wazne. Mozesz czuc sie przejsciowo pominięta, ale to tylko taki trudny moment zycia. Terapia powinna Was wzmocnic i zblizyc do siebie.
Mowie Ci to jako partnerka mezczyzny, ktory rowniez walczy o dziecko. Z tym, ze ja w pelni akceptuje tę sytuację, jestem gotowa na to.
Kiedy Partner ma dziecko, jest naturalnym, ze bedzie ono pierwszoplanowe. Ty wyobrazasz sobie, aby Twoje dziecko z Toba nie bylo? On tez jest Rodzicem tak jak Ty. On musi byc gotowy na Ciebie w pakiecie z dzieckiem, a w druga strone to juz nie dziala?
Okaz mu empatie i wsparcie. Moze on wyczuwa Twoja niechec do koncepcji tworzenia rodziny na tych zasadach i jakos podswiadomie Cie za to karze będac niemiłym. Przezyl juz strate w postaci ojca. Teraz moze poniesc kolejna w postaci dziecka. I jak wynika z tytułu Twojego tematu, realna jest takze utrata Ciebie. To bardzo duzo strat naraz.
Wspieraj go w tym kryzysowym czasie. Bo kiedy on stanie sie silniejszy, bedzie mogl wesprzec Ciebie. W zwiazku mamy sobie pomagac. Kiedy on upada Ty go trzymaj. Kiedys role sie moga odwrocic.
No chyba ze nie akceptujesz w ogóle takiego modelu rodziny do jakiego on dązy. Wtedy lepiej dac mu spokoj.
A ze nie zapytal Cie o zdanie....
Ma pytac czy dziecko jest najwazniejsze?
Ja jestem w analogicznej sytuacji. Mnie Partner tez nie pytal. Ale go kocham i rozumiem. Jak widze cierpienie zwiazane z jego separacja z dzieckiem to sama pragne mu jakos pomoc. Tak wyglada milosc. To jest jakies poswiecenie i dbalosc o czyjes najwazniejsze sprawy.
Partner teraz nie moze okazac mi tyle wsparcia ile bym potrzebowala ale rozumiem wyjątkowosc sytuacji. Poszlam sama do psychologa. Lepiej to wszystko znosze. Kocham go i chce jego szczescia. A Ty?
3 2018-10-30 11:58:04 Ostatnio edytowany przez jagoda79 (2018-10-30 12:05:10)
jagoda79 napisał/a:Witam
Jestem od roku w zwiazku, oboje mamy tzw. przeszlosc. Ja mam dziecko, on tez. Znamy sie dlugo, przed zwiazkiem bylismy bliskimi przyjaciółmi.
Jednak...
Pierwszych kilka miesięcy bylo chorym strachen przed jego ex,matka ich dziecka. Nie sa razem od 4 lat, od urodzenia sie potomka. Powodow rozstania było wiele, generalnie pani zaszla w ciaze po probie samobojczej-rozstali sie wtedy.
W jego przekonaniu związek byl zakończony - z racji odleglosci, wizyty odbywaly sie u niej w domu, z noclegiem. Dzwonila do niego kilkanaście razy xy dziennie na video-żeby sprawdzić co robi. On wykonywal polecenia kobiety, z ktora nie jest, wierzac, ze dla dobra dziecka. Ex go przekonała, ze nowy związek zniszczy zycie dziecka.
Po kilku miesiacach zorientował sie, ze takie zachowanie nie jest ok, jeśli sie zdecydowal na zwiazek z kims innym. Powoli zaczal stawiać granice, krok po kroku.skonczylo sie na sądowym ustaleniu kontaktow, bowiem ona nie zgadzała się na zabieranie dziecka-bo ja sie pojawilam.
Rozwiazanie bylo banalnie proste - przestać grac w tw gre. I udalo mu sie, ale zaczelo sie miedzy nami psuc.
Staram sie nie ingerować w te sprawe, wspieram go, ale nie mieszam sie, pomimo tego, ze pani mi na zlosc zrobila kilka niemiłych scen i prowokacji typu-pisanie komentarzy pod moja strona firmowa na fb.
Miedzy nami narasta konflikt. Im bardziej on sie boi walki w sadzie, tym bardziej ja odczuwam to na wlasnej skorze. Ostatnia kłótnia zakonczyla sie chamska odzywka rzucona w moja strone-ch.. j mnie obchodzi, ze boli cie kregoslup... Takiej osoby nie chce. Brak szacunku, brak empatii-akurat po całym dniu pracy(wspolnie pracujemy), z choroba kregoslupa, nie spodziewalam sie takiego "wsparcia".
Rozumiem jego strach, ale zwiazek nie powinien się opierać na walce z ex.
Mial. Pomysl na odebranie praw matce-nawet nie pytając mnie czy jesten na coś takiego gotowa.
Czasem wydaje mi sie, ze to jalas obca osoba, ze udawal kogos innego... Ma deficyty - z dziecinstwa, traume po zwiazku, ale mial 4 lata na prace nad tym.
Ciagle czuje, ze daje wiecej niz dostaje.
Kocham go, wierze ze on mnie też, ale akoro teraz sobie pozwala na brak szacunku, dalej moze byc gorzej.
Chodzimy na terapie, to. Jedyne miejsce gdzie udaje mu sie plakac. Oboje stracilismy w tym roku ojcow, zamieszkalismy razem, duzo zmian, nerwow, ale intuicja mnie chyba zaczela ostrzegac.
Jest pracowity, potrafi pokazac uczucia, ale momenty kryzysowe sa koszmarem. A ja nie chce czuc sie tak, jak sie czuje teraz. Co robic?Dobrze, ze chodzicie na terapie. Potrzeba jednak czasu, zeby odczuc jej efekty.
Dla Was oboje jest to ciezki czas - wiem dobrze jak walka o dziecko przez mezczyzne potrafi pochłonac zasoby psychiczne.
Twoj Partner byl sterowany i manipulowany, probuje odzyskac sam siebie i dziecko. Do tego dochodzi Wasze zycie razem, zmiana podyktowana wspolnym zamieszkaniem. Jest tu sporo czynnikow nazywanych tzw stresorami, w tym śmierc bliskich osob (ojcowie). Warto o tym rowniez rozmawiac na terapii, o tym, jak sytuacja wplywa na Wasze relacje.
W tym trudnym czasie macie tylko siebie wiec bądźcie dla siebie oparciem. Twoj Partner jest po niezwykle toksycznej relacji, sam był wspoluzalezniony, ale jak widzisz stawia jakies kroki na drodze walki o swoja niezaleznosc i podmiotowosc. Walka o dziecko jest dobra przeslanka bo pokazuje ze jest zdolny do separacji od tej chorej kobiety.Mezczyzni w polskich sadach sa czesto na straconej pozycji. Wykazanie, ze bedzie on lepszym opiekunem dla dziecka bedzie trudne, kosztowne i bardzo energochlonne. Potrzebujecie wsparcia z zewnatrz, psychologicznego, bo jestescie oboje w wyjatkowej sytuacji psychicznej. Rozmawiaj z Partnerem o swoich odczuciach, upewnij, ze jestes po jego stronie, to bardzo wazne. Mozesz czuc sie przejsciowo pominięta, ale to tylko taki trudny moment zycia. Terapia powinna Was wzmocnic i zblizyc do siebie.
Mowie Ci to jako partnerka mezczyzny, ktory rowniez walczy o dziecko. Z tym, ze ja w pelni akceptuje tę sytuację, jestem gotowa na to.
Kiedy Partner ma dziecko, jest naturalnym, ze bedzie ono pierwszoplanowe. Ty wyobrazasz sobie, aby Twoje dziecko z Toba nie bylo? On tez jest Rodzicem tak jak Ty. On musi byc gotowy na Ciebie w pakiecie z dzieckiem, a w druga strone to juz nie dziala?
Okaz mu empatie i wsparcie. Moze on wyczuwa Twoja niechec do koncepcji tworzenia rodziny na tych zasadach i jakos podswiadomie Cie za to karze będac niemiłym. Przezyl juz strate w postaci ojca. Teraz moze poniesc kolejna w postaci dziecka. I jak wynika z tytułu Twojego tematu, realna jest takze utrata Ciebie. To bardzo duzo strat naraz.
Wspieraj go w tym kryzysowym czasie. Bo kiedy on stanie sie silniejszy, bedzie mogl wesprzec Ciebie. W zwiazku mamy sobie pomagac. Kiedy on upada Ty go trzymaj. Kiedys role sie moga odwrocic.
No chyba ze nie akceptujesz w ogóle takiego modelu rodziny do jakiego on dązy. Wtedy lepiej dac mu spokoj.
A ze nie zapytal Cie o zdanie....
Ma pytac czy dziecko jest najwazniejsze?
Ja jestem w analogicznej sytuacji. Mnie Partner tez nie pytal. Ale go kocham i rozumiem. Jak widze cierpienie zwiazane z jego separacja z dzieckiem to sama pragne mu jakos pomoc. Tak wyglada milosc. To jest jakies poswiecenie i dbalosc o czyjes najwazniejsze sprawy.
Partner teraz nie moze okazac mi tyle wsparcia ile bym potrzebowala ale rozumiem wyjątkowosc sytuacji. Poszlam sama do psychologa. Lepiej to wszystko znosze. Kocham go i chce jego szczescia. A Ty?
Dziękuję za wypowiedz.
Wspieralam go do tej pory, bardzo, bardziej niz on sam siebie.z jego strony natomiast nie czuje wsparcia. To jego dziecko ma byc najwazniejsze, jego problemy... Ja jestem po cos. Doslownie-po cos. Staralam. Sie stworzyc relacje z jego dzieckiem, moim pomyslem bylo stworzenie pokoji dla malego w moim mieszkaniu. Moje dziecko jest prze ze niego mniej zauwazane, pomimo rozmowy na ten temat. Potem matka i tak zmanipuluje malego, ze przy nastepnej wizycie jestem powietrzem-dla obydwu.
Jestem po stracie dziecka, poten kilka nieudanych ciaz. Kilka miesięcy temu musialam usunac ciaze z nim zw względu na stan zdrowia. Nie wspieral mnie wtedy, byl zajety wlasna walka. Rozmawialiamy o tym, ale dla niego liczy sie tylko to dziecko, ktore ma.
Zachowanie chama, brak empatii-nic nie moze usprawiedliwic takiego czegos. Zle sie czuje w takiej relacji. Z miesiaca na miesiac jest gorzej
Terapia, która miala. Byc nasza, tez sprowadzala. Sie do rozmowy o ex. Nie ma planow, nie ma nas, jest ona i walka.
Slubu nie wezmiemu nugdy - bo on nie uznaje malzenstwa. Nie pytajac mnie... Wspolne dziecko - nie, bo on nie planuje. Nie pytajac mnie. Kazda proba rozmowy kończy sie jego fochem. Staje sie toksyczny jak ex partnerka.
Boli mnie to, ze tolerowal jek zachowanie tak dlugo, ze wybaczal wszystko-dla mnie jest tak strogi w swoich wymaganiach, jednoczesnie sam sobie daje prawo do bledow.
Nie poznaje tego czlowieka. To jest jakas chora gra. Tolerowalam jego noclegi u ex, jego izolowanie mnie od syna ze strachu przex ex, momenty gdy musialam przerwac rozmowe-bo ona dzwoni. Sms kilkadziesiat razy dziennie, wypominanie kto jest winien. Przy tym wszytskim, gdy bylam w ciąży-antykoncepcja zawiodla-bylam sama z tyn wszytskim.
Mowilam mu ton, na terapii tez. Rozumie, twierdził, ale nic sie nie zmienilo w jego zachowaniu. Jedyne co zrobil to postawienie granicy z ex. A potem-zaczal sie zachowywac jak ona.
Moze jeszcze dodam, ze z wlasnym dzieckiem nigdy nie mieszkal. Widywal je 4 do 5 dni w miesiacu-bo tak bylo latwiej. Nie zauważal, ze dziecko jest zaniedbane, ze matka dziecko karze fizycznie... Swoje ojcostwo sprowadzil do placenia alimentow i zabawy na 2 dni. Ona wyciagala z niego pieniądze do niemozliwosci, ba, jeszcze rok temu wyznawala mu milosc i oferowala seks. Decyzja o przejeciu wladzy rodzicielskiej-szans na to nie ma, ale to jest pomysl, ktory zrodzil sie niedawno w jego glowie, przt czym sam nie wie jakby to mialo wygladac.
Ja mam ustalona w ex mezen opieke naprzemienna, bo ten model najbardziej sie sprawdza. Rozumiem co znaczy nie widzieć dziecka 2 tygodnie, tez tesknie i martwie sie. I czulabym sie dobrze, gdyby zapytal mnie moj partner jak sobie z tyn radzę.
Chyba odejdź, bo strasznie dużo bólu w tym co piszesz. Nie pokładaj w nim całego szczęścia, to najgorsze, co możesz zrobić. On prawdopodobnie się nie zmieni.
Chyba odejdź, bo strasznie dużo bólu w tym co piszesz. Nie pokładaj w nim całego szczęścia, to najgorsze, co możesz zrobić. On prawdopodobnie się nie zmieni.
Ja jestem szczesliwa bez wzgledu na partnera. Nie uzalezniam szczescia od jego obecnosci.
Dawalam mu szanse wiele razy, ale powoli zbliza sie moment, gdy kazda kolejna jest strzelaniem sobie w kolano.
Jagoda, nawet nie wiesz jak mi przykro. Znalazłaś się w trudnej sytuacji, masz za sobą ciężkie przeżycia, a przy sobie nikogo ![]()
Tkwisz w tym związku od roku, a wydarzyło się już tyle przykrych sytuacji, jak w kilkuletnich stażem małżeństwach. Dźwigasz ten ciężar na swoich barkach, pytanie tylko, w imię czego?
Wydajesz się być silną Kobietą, czy masz jeszcze siłę, by stanąć na nogach i odejść?
Jagoda, nawet nie wiesz jak mi przykro. Znalazłaś się w trudnej sytuacji, masz za sobą ciężkie przeżycia, a przy sobie nikogo
Tkwisz w tym związku od roku, a wydarzyło się już tyle przykrych sytuacji, jak w kilkuletnich stażem małżeństwach. Dźwigasz ten ciężar na swoich barkach, pytanie tylko, w imię czego?
Wydajesz się być silną Kobietą, czy masz jeszcze siłę, by stanąć na nogach i odejść?
Mam.
Ostatnich kilka lat to ogromna praca nad soba-przejscie przez traumy, pogodzenie sie z soba.
Poczulam sie oszukana-bo na niego patrzylam realnie, bez różowych okularow, ale coraz czesciej widze, ze on chyba z normalnej relacji nie umie funkcjonowac.
8 2018-10-30 12:23:06 Ostatnio edytowany przez Esthere (2018-10-30 12:23:48)
Pisałaś ze wcześniej byliście przyjaciółmi. Wiec coś musiało wpłynąć na to ze on się tak zachowuje.
Rozmawiajcie o tym wprost na terapii.
Tylko to może pomóc.
Co z tych terapii dla Was wynika? Macie jakąś informację zwrotna od terapeuty? To zwykły psycholog czy osoba z uprawnieniami prowadzenia terapii? Bo to różnica i dodatkowe lata studiow.
Pisałaś ze wcześniej byliście przyjaciółmi. Wiec coś musiało wpłynąć na to ze on się tak zachowuje.
Rozmawiajcie o tym wprost na terapii.
Tylko to może pomóc.
Co z tych terapii dla Was wynika? Macie jakąś informację zwrotna od terapeuty? To zwykły psycholog czy osoba z uprawnieniami prowadzenia terapii? Bo to różnica i dodatkowe lata studiow.
Terapeuta, terapia w nurcie integracyjnym.
Info zwrotna-na razie nic konkretnego. Szukanie przyczyn, grzebanie w dziecinstwie.
Poczulam sie oszukana-bo na niego patrzylam realnie, bez różowych okularow, ale coraz czesciej widze, ze on chyba z normalnej relacji nie umie funkcjonowac.
A może każde z Was weszło w ten związek z powodów praktycznych? On potrzebował kogoś, przy kim będzie mógł spokojnie walczyć o dziecko, a Ty kogoś, kogo znałaś wcześniej, bez ryzyka i potrzeby poznawania kogoś nowego. Taki wygodny/bezpieczny związek, wynikający z przyjaźni.
Tylko Wasze oczekiwania się rozminęły. Czy on chodzi na jakąś terapię?
Otoz nie. On nie walczył o syna jak poznalismy sie, nawet nie widzial tego, ze mlody ma problemy adaptacyjne. Walka sie zaczela kilka miesiecy temu.
Rozmawialismy.i coraz mniej widze sensu w mowieniu, skoro i tak nie chce zrozumiec. Kazde slowo odbiera jak krytykę, nawet zwykle co slychac. Nie chce mi sie walczyć, rozmawiac skoro nie ma odzewu. Slyszalam juz-postaram sie. I nic sie nie dzieje.
Idzie ze mna na terapie par, na indywidualna-musi sam taka decyzje podjac.
12 2018-10-31 15:53:31 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-31 15:54:49)
A co z Twoim dzieckiem? Czy twój facet nie widzi, nie rozumie jak to wpływa na twoje dziecko? Może czas na jakąś poważną rozmowę między wami? A jedyne w sumie wyjście po tylu przejściach, traumach to po prostu uspokoić i usystematyzować swoje życie. Częściowo zrobi to sąd, ustali widzenia a jeśli by matka dziecka robiła problemy to widzenia można zabezpieczyć procedurą zabezpieczenia widzenia przez sądzie, tak że matka dziecka będzie płacić konkretne pieniądze jeśli takie widzenie uniemożliwi. Tu trzeba się poradzić bo nie pamiętam dokładnie jak się to przeprowadza. Opieki raczej facet nie dostanie. Kontakty z matką jego dziecka ograniczyć do zera bo jak facet będzie ulegał to ona będzie to wykorzystywać.
Natomiast jeśli ona Cię nęka poproś jej dzielnicowego żeby z nią porozmawiał. Jest duża szansa, że to ją otrzeźwi. Możesz to też zrobić przez kancelarię adwokacką. Jeśli nie to sprawa o nękanie i po kłopocie. Możesz zgłosić przez policję albo sama założyć. Policja jednak zbierze dowody ale często i tak umarza wszelkie sprawy. Musisz mieć dowody np. zdjęcia wpisów z fb wystarczą.
Wracam po jakims czasie...
Cos sie zmienilo, ale na zasadzie 2 kroki do przodu i 3 do tyłu.
On sie staje coraz bardziej toksyczny.
Meczy mnie relacja z nim, zaczynaja sie jego fochy i ciche dni.
W sylwestra planowal aiw zareczyc ze mna.
Mysle, ze to nie jest dobry pomysl.
Dziękuję wszystkim za rady.
Jednak, do takiego związku trzeba duzo wiecej dojrzalosci.
Terapia nie pomaga w najmniejszym nawet stopniu?
Nie. Kazdy konflikt-zachowuje sie coraz gorzej. Ciche dni, chamstwo-to nie dla mnie.
Dzis perelka-flirt z klientka na moich oczach-bo od wczoraj foch.
Nie poznaje tej osoby wiecej, to jakis ponury zart.
jagoda 79
Ten związek nie ma sensu. Nie baw się w pocieszycielkę, psychologa, dobrą wróżkę. Opisałaś moją historię życia. I to dosłownie kropka w kropkę. Po drodze przeszliśmy terapię dla par, indywidualnie psychologów,milony rozmów, kłótni, też dobrych dni i szlachetnych starań o siebie. Nawet wzięliśmy ślub:). Byłam oazą dobroci i spokoju. " Miłosierdzie boże" to było moje drugie imię
. W końcu dziecko-święta rzecz! Efekt końcowy... 2 lata " po"- rozwód nieunikniony. W Twoim związku przeszkadzają też inne czynniki ( w charakterze partnera), których jeszcze nie widzisz. I też matka "tego" dziecka była zła... A to nie tak... ja też tak jak Ty patrzyłam " zamkniętymi" oczami i myślałam, ze jestem mądra i wszystko widzę...
jagoda 79
Ten związek nie ma sensu. Nie baw się w pocieszycielkę, psychologa, dobrą wróżkę. Opisałaś moją historię życia. I to dosłownie kropka w kropkę. Po drodze przeszliśmy terapię dla par, indywidualnie psychologów,milony rozmów, kłótni, też dobrych dni i szlachetnych starań o siebie. Nawet wzięliśmy ślub:). Byłam oazą dobroci i spokoju. " Miłosierdzie boże" to było moje drugie imię. W końcu dziecko-święta rzecz! Efekt końcowy... 2 lata " po"- rozwód nieunikniony. W Twoim związku przeszkadzają też inne czynniki ( w charakterze partnera), których jeszcze nie widzisz. I też matka "tego" dziecka była zła... A to nie tak... ja też tak jak Ty patrzyłam " zamkniętymi" oczami i myślałam, ze jestem mądra i wszystko widzę...
Matka dziecka jest naprawde zaburzona-tutaj nie patrze i nie patrzyłam przez rozowe okularki, bo przed zwiazkiem dosc duzo juz wiedzialam.niestety,okazuje sie, ze jest kopia jego zaborczej, narcystycznej matki-jego brat byl tez z podobną osoba, siostra takze powtarza skrypt rodzicow.
On... Emocjonalne braki, ogromne.
W momentach kryzysu, wracaja niefunkcjonalne mechanizmy obronne, ktore sa destrukcyjne. Nie umie albo raczej nie chce z nimi cokolwiek zrobic. A ja nie moge i tez nie chce-to jego zadanie.
Im glebiej wchodze w to, tym gorsze modele zachowania sie ujawniają.
Nie mam ochoty tłumaczyć, egzekwowac-jest dorosly.
Wczoraj awantura, bo zapytalam czy nie jest zmęczony i znudzony nasza praca-widze ze cos nie gra, widze, czuje, nie dostaje odpowiedzi. Wystarczyło, zeby wejść sx w konflikt. Odnosze wrqzenie, ze jego to przerasta. Zyl sobie 15lat w ciezarowce, bez zobowiazan, bywal ojcem, nikt niczego nie wymagal. Tego tez sie obawialam-ze nie da rady.
Zalezy mi na nim, ale nie bede sobie niszczyc zycia-jest dorosly, mial szanse, nie ma. Juz ochoty na walke z nim.
Zaledwie od roku jesteście w związku, a już chodzicie na terapię par? Przecież to nienormalne.
Druga rzecz- facet postanowił zabrać dziecko matce i nawet nie uzgodnil tego z tobą? Z tego co napisałaś wynika, że mieszkacie u ciebie, skoro mowa jest o tym, że wyszykowalas pokój dla jego synka i on w takiej sytuacji nie uzgadnia z tobą takiej sprawy, jak zamiar ściągnięcia dziecka do was? Dla mnie to też normalne nie jest.
Trzecia rzecz- strasznie dużo jest w tobie złości na tego faceta i jakiegoś żalu. Mam wrażenie, że poklociliscie się o coś i ty w ferworze napisałaś tutaj, żeby wyrzucić z subue cała frustrację.
Chyba powinniście się rozstać, bo coś mi się wydaje, że cała wasza trójka (wliczam też jego była, matkę dziecka), że wszyscy macie jakieś problemy psychiczne. Sorry ale zupełnie nie rozumiem waszej sytuacji.
Zaledwie od roku jesteście w związku, a już chodzicie na terapię par? Przecież to nienormalne.
Druga rzecz- facet postanowił zabrać dziecko matce i nawet nie uzgodnil tego z tobą? Z tego co napisałaś wynika, że mieszkacie u ciebie, skoro mowa jest o tym, że wyszykowalas pokój dla jego synka i on w takiej sytuacji nie uzgadnia z tobą takiej sprawy, jak zamiar ściągnięcia dziecka do was? Dla mnie to też normalne nie jest.
Trzecia rzecz- strasznie dużo jest w tobie złości na tego faceta i jakiegoś żalu. Mam wrażenie, że poklociliscie się o coś i ty w ferworze napisałaś tutaj, żeby wyrzucić z subue cała frustrację.
Chyba powinniście się rozstać, bo coś mi się wydaje, że cała wasza trójka (wliczam też jego była, matkę dziecka), że wszyscy macie jakieś problemy psychiczne. Sorry ale zupełnie nie rozumiem waszej sytuacji.
Decyzja o wychowaniu dziecka powinna byc wspolna-nie jednostronna. Ponad to, on absolutnie sobie z synem. Nie radzi, spedzil z nim w ciagu 4 lat moze 2 miesiace?
Zlosc... Stracilismy ciaze, na poczatku, zachowal. Sie jak gowniarz-nie przyjechal, nie zrobil absolutnie nic-ciaza nie mogla. Byc kontynuowana ze wzgledu na zagrozenie jakie nosila-on powiedzial jedynie-zrobis, co uwazasz.
Mam zatem prawo miec zal. Dostal szanse i nieustannie jego trauma wraca.
Terapia raczej jego-bo glownym problemem byla ex na spotkaniach.
Kacik dla dziecka to miejsce, w ktorym dziecko ma swoje rzeczy, lozko-ponad to, jesli moja corka ma pokoj, jego syn tez go powinien miec, w mieszkaniu ktore ma 100m2.
Niektóre rzeczy, o których piszesz rozumiem, ale generalnie jak próbuję ogarnąć twoja sytuację, to jestem tępa jak tabaka w rogu.
Nie rozumiem o czym ty piszesz.
Niektóre rzeczy, o których piszesz rozumiem, ale generalnie jak próbuję ogarnąć twoja sytuację, to jestem tępa jak tabaka w rogu.
Nie rozumiem o czym ty piszesz.
Prosze przeczytav caly watek.
Pisze Pani o zalu-tak, mam zal. Nasz zwiazek. Zaczal sie nieplanowana ciaza. Dzielilo nas wtedy tymczasowo 1000km. Jestem po 2 cc, z duzym obciazeniem pol. Poinformowalam. go wtedy o ciąży, reakcja-zrobisz jak uwazasz. Nie oczekiwałam takich slow, oczekiwalam chociazby przyjazdu na kilka dni. Niw zrobil nic-czekajac az "prpblem" sam sie rozwiaze. Ciaza nie przetrwala, zaczelo sie nadcisnienie, problemy z tarczyca-bylam sama, w obcym kraju, lawirujac pomiedzy praca a opieka. Nad corka w ciazy blizniaczej.
Jego usprawidliwieniem. Byla praca-byl kierowca ciężarówki, nie mógł przeciez poprosix o 5 dni wolnego?
Ponad to, po 3 miesiacach odszedl sam z tej pracy.
Mam o to zal. On tego tematu unika, udawal. B. Dlugo, ze nic sie nie stalo.
Temat ex-temat rzeka. Po ponad roku komunikacji z nim. Na codzien, mialam. Jakis obraz sytuacji. Potem sie okazalo, ze jest zalezny od ex. Wygodnie bylo miec dziecko 2 weekendy miesiecznie, widywac je u ex-bo tam do kwietnia nocowal odwiedzajac syna.
Okazalo sie, ze ich relacja w jej glowie trwa, w jego? Uzaleznienie na pewno. Znali sie krótko, pi zerwaniu, przez jej nieudana probe samobojcza, wrócił i zaszla w ciaze.razem nie byli od tego. Momentu, bynajmniej nie formalnie.granice w relacji z nia zaczal stawiac dopiero latem, po kilku niemilych scenach z jej strony.
A co się takiego stało, że tak nagle chce zabrać tej kobiecie dziecko? Nie mieszkasz w Polsce?
A co się takiego stało, że tak nagle chce zabrać tej kobiecie dziecko? Nie mieszkasz w Polsce?
Mieszkam. Nic sie nie stalo, chyba poczul sie ojcem???
Jeat to. Kiepski pomysl. Wyrywanie dziecka ze środowiska, zmiana jego życia, ktore i tak rozowe nie jest.
Ostatnio ten plan zrewidowal, niemniej planuje za kilka lat cos z tym zrobic.
To znaczy, że nie spieszy mu się z odbieraniem tego dziecka. To dlaczego panikujesz i już teraz urzadzialas pokoj/kącik dla jego dziecka?
To znaczy, że nie spieszy mu się z odbieraniem tego dziecka. To dlaczego panikujesz i już teraz urzadzialas pokoj/kącik dla jego dziecka?
Kacik dla. Dziecka nie znaczy zamieszkania z nami.
Fair jest dac malemu swoje miejsce.
W ich walkach, dziecko to. Karta przetargowa, ja. Nie chce w tym uczestniczyc.
Zresztą, dziecko nie jest winne, ze ma. Takich rodzicow-maly nie jest problemem, problemem jest ojciec.
Nie gniewaj się, ale ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi. Życzę Ci wszystkiego dobrego.
27 2018-12-13 22:10:45 Ostatnio edytowany przez santapietruszka (2018-12-13 22:15:30)
Tak szczerze, to ja też nie rozumiem, o co Ci chodzi. Związałaś się z gościem, który walczył z ex, ale generalnie miał własne dziecko w nosie. Zrozumiałam, że mieszka u Ciebie, a przedtem po powrocie z trasy pomieszkiwał u ex, tytułem spotkań z dzieckiem? Zaczął strasznie walczyć o dziecko, jak już ma je dokąd zabierać?
Czego oczekiwałaś? Że coś się zmieni? Skoro miał dziecko w nosie, to dlaczego oczekiwałaś, że przejmie się Twoją ciążą? I dalej - skoro tak Cię to zabolało na samym początku, to po co to dalej ciągniesz?
W ogóle dlaczego oczekujesz, że facet zacznie się zachowywać inaczej niż zachowywał się do tej pory, tylko dlatego, że Ciebie spotkał?
Co jeszcze jesteś gotowa zrobić, żeby sobie i nam udowodnić, że Ty taka święta i się starasz, a jemu nie zależy? Po co, skoro wiesz sama, że jemu nie zależy?
Tak szczerze, to ja też nie rozumiem, o co Ci chodzi. Związałaś się z gościem, który walczył z ex, ale generalnie miał własne dziecko w nosie. Zrozumiałam, że mieszka u Ciebie, a przedtem po powrocie z trasy pomieszkiwał u ex, tytułem spotkań z dzieckiem? Zaczął strasznie walczyć o dziecko, jak już ma je dokąd zabierać?
Czego oczekiwałaś? Że coś się zmieni? Skoro miał dziecko w nosie, to dlaczego oczekiwałaś, że przejmie się Twoją ciążą? I dalej - skoro tak Cię to zabolało na samym początku, to po co to dalej ciągniesz?W ogóle dlaczego oczekujesz, że facet zacznie się zachowywać inaczej niż zachowywał się do tej pory, tylko dlatego, że Ciebie spotkał?
Co jeszcze jesteś gotowa zrobić, żeby sobie i nam udowodnić, że Ty taka święta i się starasz, a jemu nie zależy? Po co, skoro wiesz sama, że jemu nie zależy?
Nie pomieszkiwal u niej, jedynie tak. Mogl widziec syna-nie pozwalala. Na wyjazd malego. Proby zabrania malego konczyly sie interwencja albo policji, albo jego rezygnacja.
Tak szczerze, to ja też nie rozumiem, o co Ci chodzi. Związałaś się z gościem, który walczył z ex, ale generalnie miał własne dziecko w nosie. Zrozumiałam, że mieszka u Ciebie, a przedtem po powrocie z trasy pomieszkiwał u ex, tytułem spotkań z dzieckiem? Zaczął strasznie walczyć o dziecko, jak już ma je dokąd zabierać?
Czego oczekiwałaś? Że coś się zmieni? Skoro miał dziecko w nosie, to dlaczego oczekiwałaś, że przejmie się Twoją ciążą? I dalej - skoro tak Cię to zabolało na samym początku, to po co to dalej ciągniesz?W ogóle dlaczego oczekujesz, że facet zacznie się zachowywać inaczej niż zachowywał się do tej pory, tylko dlatego, że Ciebie spotkał?
Co jeszcze jesteś gotowa zrobić, żeby sobie i nam udowodnić, że Ty taka święta i się starasz, a jemu nie zależy? Po co, skoro wiesz sama, że jemu nie zależy?
Zresztą a, on ma swoj dom. Mieszkamy razem, bo taka byla wspolna decyzja. Proponował zamieszkanie u niego, ale planowalam. Kupic swoje mieszkanie.
Nie zmienia to innych faktów.
Nie zmienia to innych faktów.
Hmm, otoz zmienia.
Najwyrazniej sie nie rozumiemy-emocjonalna niedojrzalosc czy też deficyty nie sa rownoznaczne z byciem zlym czlowiekiem.
Fajnie jest byc ojcem jesli druga strona to umozliwia. Po jakimś czasie wygoda jednak staje sie wazniejsza-jesli bycie ojcem jest uzaleznione od bycia z matka dzidcka - mamy konflikt, trudny do rozwiazania. Najlatwiej jest wtedy placic alimenty, widywac dziecko i tyle.
santapietruszka napisał/a:Nie zmienia to innych faktów.
Hmm, otoz zmienia.
Najwyrazniej sie nie rozumiemy-emocjonalna niedojrzalosc czy też deficyty nie sa rownoznaczne z byciem zlym czlowiekiem.
Fajnie jest byc ojcem jesli druga strona to umozliwia. Po jakimś czasie wygoda jednak staje sie wazniejsza-jesli bycie ojcem jest uzaleznione od bycia z matka dzidcka - mamy konflikt, trudny do rozwiazania. Najlatwiej jest wtedy placic alimenty, widywac dziecko i tyle.
No chyba faktycznie się nie rozumiemy. Facet Cię olewa, a Ty startujesz z pretensjami do anonimowych osób w necie
Cóż, powodzenia Wam wszystkim życzę, całej trójce, bo ewidentnie coś z Wami nie tak ![]()
Rok zwiazku zaledwie a juz takie historie na koncie. Ciaza. Terapia. Jakies przeszłe wlokące sie sprawy.
Mnostwo Twojej uwagi skupia sie na parterze, jego sprawach, problemach. Ty moze odklej sie od niego, bo on jest jaki jest, zajmij sie soba, zapytaj sama siebie nie jaki on jest i dlaczego tylko jaka jestes TY i co sprawia ze wylądowałas w takim zwiazku.
To by moze przynioslo cos dobrego bo te dywagacje o nim, opisy, żale- to nic konstruktywnego nie wnosi, a Ty ciagle tkwisz gdzie tkwilas, i masz problemy, ktore mialas.
Skieruj tę energię, ktorą pompujesz w tego pana, na siebie, na pogłębiony wgląd odnosnie tego o co Ci chodzi, czego chcesz, gdzie jestes i dokąd zmierzasz.
Jestes osobą, ktora weszla do czyjegos zycia, cos tam w nim zastała, ale upiera sie zeby ta rzeczywistosc byla inna. Lepiej przyjrzyj sie własnym motywom, tendencjom, schematom- serio!, zamiast psychologizować partnera. Taka dobra rada.
post przeniesiony
Jestem w zwiazku ponad 2 lata. Mamy malutkie dziecko. Związek mial swoje wzloty i upadki, ale dotad udawalo sie wyjsc na tzw.prosta. Matka mojego partnera od samego poczatku wyrażala niezadowolenie z jego wyboru - bo zbyt wyksztalcona, bo rozwodka, bo zle sie ubiera, bo to, bo tamto. Partner ma za soba nieudany związek, z tej relacji ma syna. Matka nigdy nie byla zadowolona jego partnerkami. Jest osoba posesywna, manipuluje. Rok temu powiedziala mi, ze jej zabralam dziecko-wyprowadzilismy sie 120km od jej domu. Potem zaczely sie schody, matka zaczela konfabulowac z ex partnera, z ktora on jest w glebokim konflikcie (ex jest kopia jego matki tak naprawde...), macila i mieszala ile mogla. Podjelimsy decyzje o wyjezdzie zagranice, zeby wyeliminować jej wpływ. Byla to inicjatywa partnera. W miedzyczasie urodziło sie nasze dziecko, matka wtedy znalazla sposób na kolejny atak-wprosila sie do nas na 2 miesiace.zostalam wtedy tak naprawde postawiona przed fakten dokonanym-przyjechala na pare dni, i nagle, z chęci pomocy, chce zostac. Tydzien bylo ok, potem zaczela pokazywac rogi. Wieczna krytyka mnie-zle karmie, zle ubieram, rozczulam sie nad soba(to bylo 3 cieci3 cesarskie, 7 ciaza-mam tylko dwoje dzieci) 4 tygodnie po porodzie, ze zmuszam jej sybka do pomocy. On z nia podobmo rozmawial, ale widac bez efektu. Pękłam, jak wlazla nam rano do lozka o zaczela go gladzic po nagim ramieniu. Rozmo2a z nim zakonczyla sie klotnia, mamusia zas dolewala oliwy do ognia. Po 2 dniach jej manipulownia, partner zaczal mnie traktować jak gowno. Mielismy razrk jechac na usg serca malutkiej, został z matka w domu. Tego samego dnia, mamusia wieczorem, gdy karmilam mala, postanowila porozmawiac ze mna. I zaczela mnie wyzywac od szmat, zlych matek. Poprosilam ja o wyjscie, a ona dalej stala i mowila. On-stal i patrzyl. Tego wieczoru oboje poszli do hotelu, ona zas po 2 dniach wyjechała. Rozmawilismy dlugo, staralam sie, on tez, ulozyc jakos relacje, ale nie idzie. Przez rok udawalo mu sie nie ulegac wpływom matki, po narodzinach malej znowu jest to samo. Mam zal do niego, nie umiem mu zaufac znowu-bo caly rok oracy nad soba poszedl na marne w pare dni. Czuje sie oszukana, czuję ze on wybral jedynie wlasna wygode-bo matce nie potrafi powiedzirc nie, mimo iz ma 40 lat. Nie wiem co dalej, czy odejsc, czy znowu nakłonić go na terapię? Tylko po co...jestem tym zmeczona. Mial byc w grudniu slub, ale on sie boi o tym powiedzieć własnej rodzinie-wiec dalam sobie spokój. Kazda proba rozmowy konczy sie jego idiotycznym fochem. Nie mam więcej ochoty na rozwiązywanie jego problemów z ex czy matka... Wyjazd w jego przekonaniu mial ku pomoc-a widze, ze jest gorzej. Nie chce, aby córka rosła w takiej atmosferze, skoro on nie potrafi byc dorosly, a pragnie ciagoe jeszcze aprobaty matki. Czuje sie bardzo oszukana, nie wiem co sie tak naprawdę wydarzyło, jak jego matka byla tu, ale zmiana jest drastyczna.Rozumiem,ze nalozylo sie wiele nowego naraz-wyprowadzka, dziecko, ale jesli on ni3 daje sobie z tym rady, to istotnie jest to problem.