Witam jest to ciąg dalszy mojej historii nazwijmy ja part 2 ,nie było mnie kilka dni a tu zamknięty watek , jest to bardzo kontrowersyjny temat dlatego niektóre wypowiedzi zawierały niedozwolone słowa na forum a wystarczy postawić (?.) i każdy się domyśli a jeżeli ktoś chce cos obraźliwego powiedzieć komuś wystarczy wysłać prywatny e mail . Chciałbym dalej kontynuować ten temat ,bo
Jako moja historie uważam jeszcze za nie zamknięta ,jeszcze mnie czeka czar par w sadzie .Chciałbym wszystkim podziękować za wypowiedzi na pewno dużo każda wypowiedz wniosła do tematu , dala zastanowienie wielu czytającym to czym jest zdrada. Tak naprawdę nie da się tego przewidzieć i nie można temu zapobiec bo się dowiadujemy po fakcie a odpowiedzi dlaczego nigdy nie znajdziemy . Pozwolę sobie przytoczyć dwa ostatnie posty z zamkniętego wątku myślę ze autorzy nie będą mieli mi tego za złe. Postarajmy się także zrozumieć dunkisa w jakiej sytuacji się znalazł ,na pewno bym pisał tak samo jak on jak by mi się udało ,przerabiałem wszystkie zakończenia ?co umarło to nie żyje? każda wypowiedz cos wniosła , myślę ze możemy dalej kontynułowac problem jakim jest zdrada ,jego skutki uboczne ,co tak naprawdę się dzieje po niej jakie spustoszenie ona sieje ?
Myślę ze już nie będzie żadnych upomnień od administratorki na temat kultury wypowiedzi ,cześć pierwsza dalej jest na forum ,myślę ze part 2 nie zostanie tak szybko zamknięty .pozdrawiam wszystkich? jako patron tego tematu J
Wakashimazu Ken
Witam .
Charakterystycznym problemem tego , jak i innych postów poruszających temat zdrady , jest to , że ludzie zdradzeni , bądź
zdradzający szukają nagle " złotego środka " , który ukoji ich cierpienie i rozpacz . Tylko , że ów srodek nie
istnieje , mimo to ludzie dalej się oszukują . Tylko tym razem - samych siebie . Wystarczy zajżeć na inne posty
w tym temacie , np.Netkobiety.pl . Czytam o najprzeróżniejszych metodach , podchodach itp , które mają za zadanie
z czarnego zrobić białe . W efekcie prowadzą do utopijnych kompromisów , które skończą się jak zawsze - kolejną
zdradą . Ludzie tego nie potrafią zrozumiec bo sa w agonalnych stanach . Przynajmniej ci , którzy zostali zdradzeni , bo
tym zdradzającym wierze na słowo ( tzn. nie wierze ). Tylko prędzej , czy później , będą musieli " spojżeć prawdzie
w oczy " - nawet Ty - Dunkisie vel Dunkanie . Adriani poradził sobie z tym świetnie.
Mówienie prawdy nie jest "modne" . Szczególnie na portalach typu Netkobiety.pl .
Bardziej wymowny sens (powiedziałbym , że " filozoficznie niepoprawny") ma "ubieranie"
najprzeróżniejszych dewiacji w kolor szary . Jednak mi się wydaje , a jak zawsze się nie myle ( to nie tylko opinia
moich przyjaciół) , że ów kolor szary powstaje przez zmieszanie białego z czarnym. Jakby na to nie spojżeć , w dzisiejszych
czasach jest mnóstwo takich " szarych " filozofów . Daleko szukać nie trzeba. Poczytajmy posty w tym temacie
Dunkisa vel Dunkana .Pierwszy post nie pozostawił złudzeń . Ja zawsze takich ludzi potępiałem i będę potępiać .
Kiedyś ktoś mądry powiedział - " Kochaj i pozwól odejść " . Ale to za honorowo . Trzeba mącić , kręcić , oszukiwac jak
tylko się da . Napisałem bardzo mądre słowa na temat wybaczenia . Zwróciła na nie uwagę tylko Mariolka A-Z .
To nie przypadek . Ów słowa zawieraja prawde - mam nadzieję , że umocnią Adrianiego . Dunkis vel Dunkan nie potrafił do
tego nawiązać , ba sam myli wierność z miłością . (Trafne spostrzeżenie Maji84) . Mało tego . Potrafił napisać ,że
ja myle wybaczenie z poświęceniem . Ot , taka mała "ciekawostka" , która świetnie pokazuje do jakich chorych poglądów
zaprowadziło Dunkisa vel Dunkana wybaczenie ( raczej wybielenie , bo nie wybaczył) zdrady . Ale to tylko początek końca ...
Kiedyś moja ukachana babcia powiedziała do mnie " gdy kobieta Ciebie zdradzi to pamiętaj - pakój walizki . Na
końcu świata zastanów sie jakie warunki musiałaby spełnić abyś mógł z nią dalej być ... Szybko dojdziesz do prostego
wniosku - nie ma takich warunków . To koniec. Nie ma prawdziwej miłości po zdradzie . Powrót jest tylko złudzeniem
tego co było kiedyś" .W odróżnieniu do Dunkisa vel Dunkana wole słuchać , niż obrążać , starszych .
I to mi na dobre wychodzi w życiu . Na marginesie skończ już te prostackie zaczepki w stylu " stara baba" .
I tu od razu gorąca uwaga do moderetorów - to określenie powtarza sie niemal w każdym z ostatnich postów .
Nie moja wina , że jak kobieta zdradzi to się ją określa pewnymi wylgaryzmami . To normalne . One na to zasłużyły .
I niby ten temat jest już zamknięty - bo Adriani sobie świetnie poradził . Niestety , Dunkis vel Dunkan cały czas
chce pokazać jaki to on Konrad Wallenrod . Marnie Ci to wychodzi . Od początku kręcisz . Już Twój pierwszy
post to pokazuje . Jednak wciąż nie możemy poznać odpowiedzi na jedno pytanie - jak Adriani zrobił ze swojej żony
k..we ? Mariolka A-Z trafnie spostrzega - odcinasz sie od tego co pisałeś na samym początku . A Ty nam odpowiadasz , że
zżera nas ciekowość ?! Nie oczekuje od Ciebie , abyś mi opowiadał o zdradzie "twojej" "żony " - tych historii jest multum
i każda jest do siebie podobna . Ciekawość przed nieznanym , jak napisałeś - też mnie nie kręci (podejrzewałeś mnie o to)
- dziękuje , wole kobiety z klasą . Więc nie omijaj problemu tylko odpowiedz na to pytanie .
Bo od początku piszesz czego to Ty nie dokonałeś . To się dopiero okaże jak będziesz miał te 60 lat . Chłopie , Ty
ewidentnie masz potrzebę wygadania się . Wszystkie Twoje posty odwracają uwage od problemu Adrianiego . Twój przypadek
jest identyczny , tylko że po wypisywałeś takie rzeczy - twoim zdaniem słuszne ( o ZGROZO ) , które powodują ferment na tym
forum . Wiem , że nie dajesz rady , ale Ty na okrągło piszesz o sobie ! I za wszelką cenę chcesz zatrzeć prawdę .
Miej choć raz odwagę , jak nie miełeś w życiu , to chociaż na tym serwerze - napisz post o swoim cierpieniu i bohaterskich
czynach - może Ci wreszcie ulży . Adriani miał tę odwagę i mu pomogło .
Pociesze Cie drogi Dunkisie vel Dunkanie - " Prawdziwego mężczyznę poznaje sie nie po tym jak zaczyna , ale jak kończy ".
W przeciwieństwie do Adrianiego , w życiu nie udało Ci się nawiązac do tej mądrej maksymy , więc może na tym forum Ci się uda ?
Tak będzie lepiej dla nas wszystkich , a na pewno dla Ciebie . "Kończ Waść, wstydu oszczędź !"
Wierzę , że podołasz .Powodzenia.
3 2010-03-22 15:25:33 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-03-22 15:47:06)
Pozwolę sobie przytoczyć dwa ostatnie posty z zamkniętego wątku myślę ze autorzy nie będą mieli mi tego za złe. (...) pozdrawiam wszystkich? jako patron tego tematu J
Adi dzięki, że o mnie pamiętałeś. Osobiście, życzę Ci na sali sądowej powodzenia. Życie toczy się dalej, a na pewno nie będzie łatwo. Pamiętaj, gdy będzie ciężko, że jakoś to trzeba przeżyć. A następny dzień wcale nie musi być ani gorszy, ani lepszy - bo zależy to od nas.
A z tymi ostatnimi dwoma postami, to chyba jednak torchę coś nie tak. O ile pamiętam, było jeszcze pomiędzy nimi kilka innych. Oszukujesz kolego. Miałem już skreśloną odpowiedź, ale w tej sytuacji nie wkleję jej. Wiele osób prędzej pogubi się w tym co przygotowałem z powodu właśnie tej "dziury", niż cokolwiek zrozumie. Intencje były dobre, ale wykonani, eh..... Szkoda, Adi wielka szkoda, stosujesz cenzurę. Lepiej było po zacząć nowy wątek, ale bez takich manewrów.
Na dodatek, ale nie wróżę temu wątkowi zbyt dobrze. A to dlatego, że skopiowałeś i wstawiłeś tutaj post: Mariolki A-Z, po ukazaniu, którego właśnie, zamkneli poprzedni temat. Tak na marginesie trzeba nieźle pisać, żeby sprawić, by już po trzecim wpisie, doprowadzić do zamknięcia półrocznego tematu. Skłaniam się do tego by, Mariolkę A-Z zgłosić do jakiejś księgi rekordów.
Dunkis, będzie dobrze źle już było nie wklejałem tamtych POSTÓW bo przez nie został zamknięty watek. ROZUMIESZ :-) ŚWIETNIE Twoje wypowiedzi także biorę pod uwagę przecież zostaliśmy zdradzeni ???? W TAJEMNICZY SPOSÓB ???
No co do tego to nie mam akurat żadnych wątpliwości.
6 2010-03-22 17:03:54 Ostatnio edytowany przez adriani (2010-03-23 04:51:52)
A znasz odpowiedz która zadaje sobie każdy zdradzony (za co, dlaczego),,,odwieczne pytanie? A znasz odpowiedz która zadaje sobie zdradzający ,dlaczego zdradził bo co ,za byle co ,wszystko mogło być powodem do zdrady? Dlaczego byleś wierny i nie zdradziłeś ? ZADAWAŁEŚ SOBIE TE PYTANIA ? DLACZEGO ZOSTAŁEŚ ZDRADZONY ?Zasłużyłeś sobie na to? CZYM?
Dunkis no bez urazy a co ja mam powiedzieć? Towarzyszę Adrianiemu od października i mnie też nie zacytował. Trudno.. już chyba mi wszystkie piórka wypadły.
Jak widać zamknięcie tematu najbardziej skrzywdziło autora,który nadal nas(?) potrzebuje.
Adi oczywiscie,że pomożemy Tobie przejść i przez ten " czar par" w sądzie, osobiście zyczę Ci abys przeszedł to jak najspokojniej.
I jeszcze mam cos dla Ciebie, gdzieś to przeczytam na jakimś forum, ale myslę, że tu pasuje.
Idz przez Ciebie, staraj sie nie oglądać za siebie bo co sie stało to sie nie odstanie, pogódź się z faktami, zaakceptuj je , wiem ,że nie jest to proste kiedy tak boli ale idź i nie zatrzymuj się , staraj się skupić na sobie, zaufaj czasowi (...) aż pewnego dnia ze zdziwieniem stwierdzisz,że bol , który od miesiecy odczuwasz to juz nie ból serca tylko ból rosnących skrzydeł, w tym momencie... uwolnisz się.
Pozdr.
A znasz odpowiedz która zadaje sobie każdy zdradzony (za co, dlaczego),,,odwieczne pytanie? A znasz odpowiedz która zadaje sobie zdradzający ,dlaczego zdradził bo co ,za byle co ,wszystko mogło być powodem do zdrady? Dlaczego byleś wierny i nie zdradziłeś ? ZADAWAŁEŚ SOBIE TE PYTANIA ? DLACZEGO ZOSTAŁEŚ ZDRADZONY ?Zasłużyłeś sobie na to? CZYM?
Za co ? Dlaczego? Adi na te pytania zwyczajnie nie ma odpowiedzi bo zdrada nie jest za "coś" i nie ma na nią usprawiedliwienia.Dunkis też nie zna odpowiedzi bo niby skąd, nie zdradzał przecież, nie wie czym jest romans, poczul za to jego skutki.
W przypadku romansu zdradzający kieruje się tu tylko własną przyjemnością i gdy zdradza ma gdzieś uczucia zdradzanego bo zdrada to mieszanka egoizmu, emocji, uczuc i pożądania. Na taką
" mieszankę" nie masz wpływu i nie wierz ,że nie musi coś komuś brakować by doszło do zdrady, to tkwi w zdradzającym, nie w zdradzanym, czasami na zdradę wpływa nieszczęsny splot okolicznosci, spotkanie tego "drugiego", gdyby nie te nieszczęsne okolicznosci i słaby charakter zony nie doszło by do zdrady ani u Ciebie ani u Dunksa. Dunkis stara się pojąć te okoliczności ( to nie jest atak na Ciebie drogi kolego) zrozumieć, lecz na pewien splot wydarzeń też nie miał wpływu i tyle.
Dobrze,że wyzbyleś sie poczucia winy, to Ty zostałeś zdradzony i masz prawo czuć się skrzywdzony.
Ty i Dunkis... Wasze historie są takie podobne, szkoda,że zupelnie nie potraficie się zrozumieć.
Adi. Drogi Adi. Przypomnij sobie jak pisałem, że ja to też wszystko przeszedłem, zszedłem na samo dno. Że zadawałem najgorsze pytania, by nie zostało żadnych wątpliwości. Że jedyną możliwością jaką widziałem, było poznanie prawdy. Że nie może zostać ani jedno niedomówienie. Był to jedyny gwarant otwierający jakiekolwiek szanse. Pisałem, że w takiej sytuacji nie można zostawiać jakichkolwiek niedomówień, one są gorsze niż prawda. Budują urojenia w głowie i domysły, a gdy się je nosi w sercu choć przez chwilę, stają się nieznośne. Nabierają kolorów najgorszych wariantów, które tylko Twój umysł może sobie stworzyć, że ona to , że ona tamto , że oni, że on jej itd... To straszne, sam przecież wiesz. Część odpowiedzi mogłem się domyśleć, a pewne rzeczy z czasem mi się układały. Ale i tak musiałem je usłyszeć, choć wiedziałem, że zadadzą ból. Dlaczego wciąż piszę, że w związku należy rozmawiać? Poznanie prawdy jest w tym wszystkim najgorsze, ale i najelpsze. Pozostaje się wtedy z nią zmierzyć, choć może to właśnie najcięższe, ale nie można walczyć z domysłami, bo to zabija i powoduje że sam się poniżasz, myśląc o czymkolwiek zadajesz sobie dodatkowy ból. Myślisz, że jak przylgneło do mnie określenie pantoflarz to ono odzwierciedla moją osobę. Ja musiałem się zmierzyć z całą prawdą i ze wszytkiki szczegółami. A wcale nie było łatwo usłyszeć i wyciągnąć te najgorsze rzeczy. Te najgorsze wcale niekoniecznie dotyczyły intymnych rzeczy. Nie jedną odpowiedź wydzierałem po kawałeczku. A wiesz dlaczego dlaczego to momentami szło opornie? Bo mimo wszystko, druga strona uważała, że przekazywanie tej prawdy choćby w najlepszych intencjach będzie mi sprawiało ból, a co dopiero świadomośc, że będę musiał się z nią zmierzyć i żyć. Ona też mi chciała mimo wszystko oszczędzic niepotrzebnych cierpień. Na początku mówiła, że chce odejść, że nie ma nikogo - bo uważała, że nie ma sensu mnie postawić pod mur i strzelić w łeb, mówiąc że ma kogoś. Nawet nie wiesz ile rzeczy usłyszałem, których nigdy nie chicłbym usłyszeć, ale ja mimo wszystko żądałem tego. I wcale nie było powiedziane co dalej. Czy postanowię to dalej ciągnąć, czy nie. Ona postanowiła odejść. Dlatego potrafię sobie wyobrazić, choć w odrobinie co czuła beznadziejna84, albo Twoja żona. Mówienie takich okropnych dla drugiej strony rzeczy, tych wszystkich rzeczy, osobie którą się kochało, a może kocha, albo choćby przez sam szacunek do skrzywdzonej, osoby może sprawiać ogromny ból, z czego zdając sobie sprawę można chcieć oszczędzić. Nie miałeś nigdy komuś czegoś złego do przekazania, co wiedziałeś, że nie przekazując możesz oszczędzić komuś bólu i nie wybierałeś innej drogi? Adi, to dlatego prosiłem, byś nie pozwolił wypisywać pewnych rzeczy na tym forum. Czas na podsumowanie, odpowiedając na Twoje pytania powiem - tak. Zadawałem je sobie, jej i poznałem odpowiedzi. Pamiętaj jednak, że zbyt wiele osób, nawet nie znając szczegółów mojej historii i tak potrafiło mi tu dokopać. A najgorsz było to gdy wypisywali niestworzone rzeczy na temat mojej rodziny. Dlatego zostanę przy swoim i o szczegółasz nie będę pisał. Ja wybaczyłem (czego niektórzy zarzucają mi że to niemożliwe, a Ty sam wiesz że to jest możliwe , bo liczy się tak naprawdę miłość), to teraz liczy się dla mnie przyszłość, choć o przeszłości, zapewne nigdy nie zapomnę.
Maja84, droga gąsko - tak sama o sobie pisałaś
Sprawiasz wrażenie jakbyś wystawiała się na tarczy strzelniczej, kiedy tylko odważysz się do mnie cokolwiek napisać. Bierz przykład z ...baby i ...- gdzie twoja barbie, nie martw się i pisz śmiało. Zawsze wolałem z kimś dyskutować, niż wygłaszać monologi - bo to nudne i nic nie wnosi. Dzisiaj trzeba się skupić na tym co jest dzisiaj. Najlepiej planować tak jakby się miało wszystko udać. Ale ja nauczyłem się, że jedynie sprawdzającym się planem, jest brak planu. Wtedy nic Cię nie zaskoczy. W praktyce, jeżeli z planów nic mi nie wyjdzie, to nie ma się nad tym dłużej nie rozwodzę, wystarczy wyciągnąć właściwe wnioski i iść dalej. Szkoda po prostu zdrowia i nerwów. Napisałaś cyt.:"Ja ci wierzę ,że jesteś szczęśliwy bo odzyskałeś zonę,(...)ale jest dobrze i to jest tu najważniejsze. Prawda?" Resztę, która nie wierzy, zostawię samym sobie i ich fantazji. Przecież taka ...baba i .... -gdzie twoja barbie, lepiej wiedzą co ja czuję i jak wyglądło, czy też wygląda moje życie. Ciekawe czemu Adi uwierzył w to co mu napisałaś o sobie, a mnie tak mało osób wierzy? Co do przejaskrawiania, to rzeczywiście masz się czego bać. Ale weź pod uwagę, że używam ich jedynie, gdy ktoś kogoś błędnie wg mnie ocenia.
A teraz wrócę trochę do Twojego postu z poprzedniego wątku. Maja84 wytłumacz mi, bo ja wciąż nie rozumiem, dlaczego ten tekst "Nie ma ideałów..." tak gloryfikujecie. On zawiera mnóstwo sprzeczności i błędnych wniosków. Na pozór można by było go i nawet do mnie dopiąć, ale jak się w niego wgryziesz.... brrr. Wg. mnie można szybko stanąć na nogi w większości sytuacji.
Kluczem do tego jest spojrzenie prawdzie w oczy i zmierzenie się z tym. Osobiście życzę wszystkim, by mieli szczęśliwe życie, a w szczególności, żeby Adiemu ułożyło się jak najlepiej. Tyle juz przeszedł, że mu się należy. Rozpatrując za to słowa Adiego o jej zachowaniu, to że się wycofała z oskarżeń. Dla mnie to jest kolejny etap, nic innego jak zwykła ludzka forma dojrzewania. Wycofanie się z tego, jest chyba też jej formą zmierzeniem się z prawdą. Ona na początku też go oskarżała za swoje błędy. Może i ona w końcu zrozumiała, że wina stoi po dwóch stronach a nie tylko Adiego i jego wyjeżdzd zaważył na wszystkim. Jednym widać to przychodzi łatwiej innym trudniej.
Co tu daleko sięgać, mamy przykład koleżanki, która wie, że jak jej działania mogą prowadzić do destabilizacji związku. Nie przestawała, do momentu kiedy zdała sobie sprawę dokąd to prowadzi - mam na myśli Karole. Przeciwdziałać temu można rozmawiając, przy założeniu, że częścią rozmowy będzie słuchanie ze zrozumieniem. Żona Adiego zakochała się i nic w tym złego. Oczywiście dopóki nie będziemy na to patrzeć z punktu widzenia Adiego, ale nawet wtedy należałoby poszukać przyczyn, co wciąż usiłowałem robić. Nie można też wychodzić z tego, że nie kochała Adiego. Pominelibyśmy to wszystko co się między nimi działo w międzyczasie. Oboje przestali pracować nad związkiem w sposób, który mógł mu zapewnić ciągłość. Ale "zapracowali" na to obydwoje. Obijała się też tam sprawa miski. A nie wiesz, że jak już coś pęka to tak, że się wyciąga historie od podszewki. No i w tym momencie powinienem sobie ulżyć, ale tego nie zrobię, choć wiem, że w wyciąganiu takich szczegóów najlepsze są kobiety. Zawsze mają pod ręką pęki takich rzeczy że facetowi odbija się czkawką gdy je usłyszą. Kobiety są bardzo pamiętliwymi bestyjkami, właściwie to one pamiętają wszystko, każde zadrapanie. No
chyba jednak sobie trochę ulżyłem. Wracając do miski, która stała się pretekstem do rozwodu. Cyt.:"Żona sie zakochała, a przedtem co? pomyliła się?". (no to gdzie tu miejsce na miskę, przy takim sposobie rozumowania?). Napisałaś tak jakby ich życie składało się jedynie z dwóch etapów. Pierwszy to ślub, a drugi to rozstanie. Nie pamiętasz, albo specjalnie pomijasz rozdział, który doprowadził do wygaśnięcia jej miłości do Adiego. Dla mnie to zbyt mocne upraszczenie sprawy. Pewnie słyszałaś o tym, że można się odkochać, że można być nieszczęśliwym w związku, że gdy partner jest poddawany kolejnym próbom, może tego nie znieść, że samotność zabija uczucia ..... A ty pomijasz ten MAJĄCY ZNACZENIE FRAGMENT ŻYCIA, dlaczego? Chciałaś też, bym zastanowił się nad ostatnim zdaniem jednego z postów Adiego. A ja już to dawno zrobiłem. Przypomnij sobie jak pisałem, że gdy ktoś się z kimś rozstanie, to znajdą się tacy, co powiedzą, że po rozstaniu strona znajdzie lepszą połówkę, od tej co miał, bo tego kwiata to pół świata .... (dodałem) , "ale czy na pewno?" - toż ja właśnie w ten sposób się z tym uporałem Właśnie w tym miejscu zwróciłem uwagę na to wszystko co pozostało w Adim po cisoe jaki otrzymał, że nowa połówka, wcale nic nie zmieni, nie wymaże uczuć o byłej osobie. Owszem może sprawić że powstanie nowa miłość, szczęście, że będzie się żyło nowym życiem. Ale dla kogoś tak świadomego bólu i straty jak Adi, to nie będzie zastępstwo które w takiej sytuacji byłoby najlepsze, to będzie jedynie następstwo. Co wcale nie ozancza, ze gorsze, może być o niebo lepsze. Moje sdanie miało zwrócić uwagę na te wszystkie zainwestowane uczucia, tę wyjątkowość i cierpienia.
Cyt.:"Przed nim sprawa rozwodowa, na której żeby to zakończyć na jednej sprawie musi powiedzieć,że nie kocha już zony, czy Ty potrafisz to sobie wyobrazić Dunkis, przez co on musi jeszcze przejść? Jednak zadecydował zakończyć to z klasą a do tego musi być silny." A jeżeli on nadal kocha, to powinien w sądzie skłamać? Jedynie po to by formalności stało się zadość? Czy powiedzieć że kocha, jeśli tak jest? Ma kłamać czy mówić prawdę? To, że musi być silny, nikt tego nie podważy, ale do czego mu ta siła jest potrzena? Do tego by na nią spojrzeć, by spotkać się z nią na sali sądowej, czy do tego by skłama? Jeśli nie kocha, to po co mu siła? Powie, że nie kocha i po sprawie. Jeśli kocha i skłamie, zrobi coś na wzór tego, co ona sama mu robiła, pozbawi się honoru. Ale czy warto to rozpatrywać wogóle z takiego punktu widzenia? Ma to jakieś znaczenie, życie będzie toczyło się dalej. Liczy się w tym wszystkim jutro. Adi jeżeli staniesz przed takim wyborem wymaż tę chwilę z życia i pomyśl, że następny dzień po rozprawie to NOWY dzień. Jeżeli Adi ocenia, że nie ma szans na ich wspólną przyszłość, nawet teraz..., no cóż powinien sięgnąć po wygodne dla siebie rozwiązanie. Maja84, tylko nie skacz teraz do mnie, że wypisuję bzdury, albo, że wogóle nie wiem o czym piszę. Wyobraź sobie, że potrafię sobie wyobrazić to, co go czeka i słowa któe usłyszy od sędziny lub sędziego, znam to z autopsji. Może właśnie dlatego potrafię i mam prawo o tym pisać dokładnie w ten sposób, bo wiem jak to jest. *już wielokrotnie wspominałem, że ludzie tu piszacy guzik wiedzą o moim życiu i wyciągają wnioski wróżąc z fusów.
Wracając do przytoczonych powyżej postów, czuję pewien ferment w głowie, pewnie dlatego, że mam wrażenie jakbym coś przeoczył czyjś post, ale pewnie to mało istotna rzecz.
A z poprzednich postów, KarolaJestem, nakreśliłaa bardzo mądre słowa, o których nie śniła nawet moja babcia. Ale muszę od razu napisać, że zrozumieją Cię jedynie mądrzy ludzie oraz Ci, którzy mieli siłę, by mimo przeciwności losu trwać w swych związkach. Osobiście wolałbym gratulować jej dojścia do takich wniosków po przeczytaniu zamieszczonych tu postów, całego towarzystwa, jednakże mam wrażenie, że wzieły się one z doświadczeń ostatnich wydarzeń w związku. Rozmowa, zrozumienie i wybaczenie nawet najmniejszych potknięć buduje, zacieśnia i cementuje związek. Wybacz że wyżej użyłem przykładu Twojej osoby. Sama pisałaś, że pomimo, iż kochasz to raniłaś, a obwinianie drugiej strony, prowadziło ku przepaści. Za to zmierzenie się z prawdą i rozmowa - pomogła. Pamiętaj nie rób tego od święta lub z powodu wyższej konieczności. Rozmawiaj o sprawach, które Cię nurtują bez wahania, nie pozwól im narastać. Możliwe, że Twój partner pogłębi Twoją rozterkę, albo pokaże że to błachostka, ale najważniejsze, że nie będziesz z tym sama. On za to będzie wiedział co u Ciebie się dzieje. Okażesz tym zaufanie i wyrazisz chęć bycia na dobre i złe. Szukanie oparcia i wyjaśnianie nieporozumień, choć na początku może spotkać się z oporem, przynosi w rezultacie same plusy. Pewnie będę się powtarzał, ale rozmowa o codziennych kłopotach to część, która was łączy, a nie dzieli. Jeśli nie uda się w ten sposób wnieść w wasze życie czegoś nowego i nie dojdziecie do nowych wniosków, to i tak relacje się wzmocnią, a przecież o to chodzi. Potem okaże się, że jednak kolejne doświadczenia dnia codziennego, mają wpływ choć z pozoru wydaje się inaczej. Niektórym, jak widzisz, po przeczytaniu kilku historyjek, wydaje się, że są gotowi do oceniania innych, a nawet na dawanie dobrych rad. Ci ograniczeni ludzie, potrafią widzieć w wydarzeniach jedynie te strony, które będą umieli określić dosadnymi wulgaryzmami. Inni, za tym wszystkim dostrzegą ludzi, ich problemy, uczucia, potrzeby, rozterki, nadzieje i porażki.
Cyt.:"Jeżeli wyciągnie się wnioski ze swojego czynu zrozumie swój błąd to drugi raz nie popełni tego samego błedu.." Ja dodam od siebie, że nawet dzieci o tym wiedzą, bo gdy się oparzą, to nie będa znów wkładać palca do płomienia. Ale, jak widzisz, część piszących, będzie odmawiać Ci prawa do tego. Prawa do uczenia się na błedach. Z drugiej storny poddadzą krytyce, ludzi, którzy to rozumieją, a na dodatek mają na tyle siły by wybaczyć błędy. Myślę, że szczególnie matki powinny to rozumieć, ale niektóre pomimo "doświadczenia", mają o tym mgliste pjęcie. To chyba ten post zaważył na zamknięciu tematu - Beznadziejna84, jeśli kiedyś to przeczytasz to uważam, że za mocno pojechałaś. Choć z drugiej strony gdybyś nie uzyła tych wulgaryzmów, Twój post byłby niepełny. Ja to rozumiem i postaram się poniżej wytłumaczyć, dlaczego tak myślę. Ale uwierz mi, że nie uda Ci się dotrzeć do tych ludzi do których jest on kierowany, bo dla nich to są jedynie słowa. Choć w Twoich "ustach" miały wymiar ponad sam wulgaryzm. Oni nie zrozumieją, że użyte tak dosadne określenie, jest jedynie wyrazem akceptacji tego jak wyobrażasz sobie, że traktuje Cię otoczenie. (Mam to szczęście, że Mariolka już nawet to okrśliła, że nie wie jako kobieta co Ci odpowiedzieć - bo jak pisałem ona tego nie zrozumie). Słowo, które napisałaś na k.... wyrażają wiele emocji przeplatających się z bólem, to nie jest samo słow w sobie na k., Dla mnie to jest mocne bo akceptujesz to, pisząc sama o sobie. Jednak martwi mnie to szczególnie obraźliwe ujęciu swojej osoby, uwierz to zrani jedynie Ciebie. Adi szczegónie powinien się wczytać w ten tekst. Bo do znacznej części dotychczasowych forumowiczów to raczej nie dotrze . Pisząc takie słowa, chciałaś zapewnie pokazać, że nie jest ważne jak Cię nazwą, pokazujesz że nie obchodzi Cię że nawet sama potrafisz w ten sposób o sobie pomyśleć, w gruncie rzeczy nie o to chodzi. Chciałaś pokazać, że za tym wszystkim kryje się człowiek. Człowiek, który myśli i czuje, a na dodatek rozumie konsekwencje swoich czynów, ale mimo wszystko, mimo że nawet kaceptuje te wymienione rzeczy, nic tak na prawdę nie jest w stanie zrobić i to jest dramat. Za tymi słowami stoi osoba, która jest niedoskonały do tego stopnia , że nawet nie jest w stanie wytłumaczyć pobudek jakie nim kierowały gdy działy się pewne rzeczy. (Ale nie martw się ludzie wielokrotnie robić coś czego potem nie potrafią wytłumaczyć). Za tym stoi osoba, który też potrzebuje zrozumienia, wsparcia, wygadania i pomocy, no ale nici z tego. Może beznadziejna, blekitaroza, a teraz Karola (jeśli kogoś nie wymieniłem... no cóż
przepraszam) są w stanie spojrzeć na Ciebie przychylnym okiem. Tzn. próbować Cię zrozumieć, bo one nie są do wybaczania, ukoić może CIę jedynie wybaczenia bliskiej Ci osoby, w obliczu Twojej skruchy błagania i może cierpienia. Inni będą tylko kroić pasy z Twojego Ciała i smażyć na wolnym ogniu. Ale uwierz, miłość potrafi przezwyciężyć wszystko. Wielokrotnie tu pisałem, że wybaczyłem mojej żonie zdradę i budujemy małżeństwo. Inni głusi na te słowa, wróżąc mi czarny koniec. Jedni niebawem, a inni za kilkadziesiąt lat. Ah, i da się skleić serce, z tym, że trzeba do tego dwojga, szczerych przeprosin, chęci i prawdziwej miłości.
Znów się rozpisałem, ja się pewnie nigdy nie oduczę tego. Ale jak widzisz Maja84, myliłaś się, po pierwsze znam te odpowiedzi, a po drugie jak udowodniła to beznadziejna, żeby zdradzć wcale nie trzeba być ubrany w te piórka które wymieniłaś - przyjemność, egoizm, uczuicie, pożądanie. Co do tego czy my się z Adim rozumiemy, czy też nie. Łączy nas wielki ból któego doznaliśmy, ale mamy po prostu inne spojrzenie na pewnw sprawy i nie przeczę , że ma na to wypły miejsce które obecnie zajmujemy. Maja84 , przecież Adi pisał, że prawdopodobnie gdyby był na moim miejscu pisał by podobnie. Staram się go wspierać na swój sposób, może nieumiejętnie, nie na tyle by mu pomóc w sposób bezpośredni, bo pewnie daleko mi do tego, ale chciałbym mu pokazać inne strony rzeczy, o których tu piszemy. Tak jak pisałem, wolę mierzyć się z prawdą niż z wyobrażeniami. To w ogólnym rozrachunku do czegoś prowadzi, a walka z fantomami... no cóż. Pozdrawiam.
Sorki , że się wtrącam , ale ja znam odpowiedź na pytanie.
Dlaczego kobiety zdradzają?
Widzi we mnie żonę, nie widzi kobiety.
Minęło parę lat. Przestała być dla niego atrakcyjna lub co najmniej przestał jej to okazywać. Coraz częściej podkreśla walory innych kobiet. Ona odnosi wrażenie, że traktuje ją mniej więcej jak ulubiony fotel. Nie dostrzega, że zmieniła kolor włosów (a jeśli już to pyta ile kosztował fryzjer), nie czuje zapachu nowych perfum. Czuje się nieważna, brzydka, zaniedbana. Sytuacja nieznośna, zważywszy, że wiele kobiet buduje poczucie własnej wartości na atrakcyjności dla mężczyzn. Jeżeli wtedy pojawi się ktoś, kto dostrzeże w niej oprócz cudzej żony interesującą kobietę - zdrada jest o krok.
Potrzebuję ciepła.
Jego brak to najczęstsza przyczyna kobiecej niewierności. Dobry partner to ten, który ofiarowuje akceptację, ciepło, jest oparciem w trudnym dniu. Większość kobiet lubi ponarzekać, poskarżyć się (zupełnie nie ważne na co) tylko po to by partner przytulił, pocałował, zareagował ciepłym gestem, a nie rzeczowa radą "zmień pracę". Romans kobiety w potrzebie może zacząć się od poszukiwania przyjaciela. Kogoś, kto zrozumie, wysłucha i będzie adorował. Seks przyjdzie później i będzie tylko uzupełnieniem.
Wiecie co ? Robicie aferę z powodu zdrady , a dlaczego nie przebaczyć , dlaczego nie wyremontować związku? Nie zdradziłam nigdy męża , a mąż mnie , jesteśmy 18 lat po ślubie ,jednak często rozmawiamy na temat zdrady , temat ten jest teraz powszechny zwłaszcza na forum .
Czytam dużo wątków o zdradzie , przeważnie to mąż ma kochankę , ale żona się dowiaduje prawdy i bach.... .Ale z biegiem czasu żona przebacza, bo jak twierdzą faceci , baba jest głupia , lecz jak zdradzi żona to wy faceci robicie aferę na cały kraj ! Piszecie jacy to jesteście biedni , bo was zdradziła , oszukała , ale czy zrobiliście coś by was nie zdradziła ?
Polecam przypowieść o códzołożnicy . ,, Jeśli któryś z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień''
Łatwo jest iść do sądu po rozwód, tak robią tchórze i ci którzy nie kochali , którym taki obrót sprawy jest na rękę , ale trudniej jest się dogadać , wyjaśnić , pozbierać się , wstać i biec dalej ścieżką życia z wybranym partnerem .
Pozdrawiam !
Dunkis używając tych wszystkich wulgaryzmów (za co przepraszam, bo w sumie przeze mnie zamknięto poprzedni wątek) chciałam pokazac, że ludzie tacy jak ja też czują, że po tym co zrobiliśmy w nas także kłębi się mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Gdybym była jak żona Adiego, gdybym zakochała się w innym mężczyźnie, a przynajmniej obdarzyła go jakimś uczuciem, łatwiej byłoby mi się pogodzi z tym co zrobiłam, bo wiedziałabym że kierowały mną uczucia. W sytuacji takiej jak u mnie czy u Karoli nie możemy usprawiedliwia swojego czynu miłością, czy innymi "pozytywnymi" uczuciami. Nie mam nic, czym mogłabym się zasłonic przed wzięciem całkowitej odpowiedzialności za to co zrobiłam na siebie. A skoro nic mnie nie usprawiedliwia, to dlaczego to zrobilam? Codziennie zastanawiam sie jak zlym czlowiekiem musze byc skoro do tego dopuscilam? Jak slaba jestem skoro nie potrafilam sie oprzec chwili? Jak bardzo mylne pojecie mialam o sobie przez cale zycie wierzac ze jestem "dobrym czlowiekiem"? Co musi we mnie tkwic, skoro potrafialm zranic najwazniejszego czlowieka w moim zyciu? Dlaczego poswiecilam szczescie dwoch osob, dla zaspokojenia wlasnej chwilowej potrzeby zrozumienia? Czy jestem egoistka? Czy mimo wszystko zasługuję na Jego miłośc? Czy mam prawo o nią prosic i dalej walczyc? Takich pytan jest tysiace. I jestem pewna, ze zarowno KarolaJestem jak i Twoja zona na pewnym etapie zadawaly sobie takie same pytania. A forum takie jak to pomaga nam wyrzucic z siebie te pytania. Nie oczekujemy na nie ani odpowiedzi, ani litosci, ani zrozumienia. Tak naprwde to chyba masz racje, zalezy nam tylko na zrozumieniu ze strony osob, ktore kochamy. Ale Jemu nie moge powiedziec o tym co czuje, bo na razie nie chce mnie sluchac. mam nadzieje ze kiedys wyslucha i zrozumie.
A co do oczerniania Ciebie na tym forum, to moze opinia osoby, ktora w tej chwili sama ma osobie takie zdanie jakie ma, nie pomoze Ci w niczym, ale wiedz drogi Dunkisie, ze calkowicie popieram droge, ktora podazasz i nie widze w Tobie pantoflarza. Widze w Tobie wielka odwage, bo pomimo opini spoleczenstwa potrafisz walczyc o to, co jest dla Ciebie wazne. I podejrzewam, że gdyby Adriani dostał taka szanse, gdyby Jego zona dalej chciala z Nim byc, to do zadnej sprawy rozwodowej by nie doszlo.Nie jest On zadnym "bohaterem", ktory potepia zdrade i ma honor odejsc i odrzucic kobiete napietnowana przez spoleczenstwo mianem k....(nie twierdze, ze Jego zona zasluguje na takie miano), ale czlowiekiem ktory zostal postawiony w sytuacji bez wyjscia. Jego zona nie chce z Nim byc, wiec nie ma on juz zadnych podstaw zeby walczyc o ich zwiazek. i naszym zadaniem tutaj jest wesprzec Go w tych trudnych momentach Jego zycia. Ty Dunkisie tez nie jestes zadnym "bohaterem" i nie idealizuje tutaj Twojej postawy. Bohater to ktos kto bezinteresownie poswieca sie dla innych, a to co robisz robisz wylacznie dla wlasnego szczescia,ale cenie Cie za odwage z jaka walczysz o wlasne szczescie i za to ze sie nie poddales chociaz na pewno latwiej byloby potepic zone i znalezc pocieszenie w ramionach innej kobiety.
I jeszcze jedno, w książce na temat zdrad ktora teraz czytam znalazlam bardzo madre zdanie, ktore moze niektorym ulatwi podjecie decyzji:walczyc, czy nie? wybaczyc czy nie?
"Przebaczenie nie oznacza pogodzenia się z niewiernością partnera[...]Nie znacza to, że pogodziłeś się z samym czynem. Zaakceptowałeś tylko wyrzuty sumienia."
12 2010-03-23 16:54:55 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-03-23 16:55:49)
Roksana, dobrze się stało, że na wstępnie przeprosiłaś, bo inaczej bym Cię potraktował po swojemu ?. To pytanie, które zadała Adi, było pytaniem mocno osobistym i skierowanym do mnie, w bardzo konkretnej sprawie. Stety, albo niestety, w tym temacie od dawna próbuję przekonać adwersarzy, że właśnie wymienione przez Cienie rzeczy stoją na przeszkodzie. Ponieważ większość z tych argumentów była zbijana wszelkimi możliwymi sposobami, próby zaszczepienia tego, o czym napisałaś, sprowadziłem już do najprostszej z możliwych rzeczy, do konieczności prowadzania rozmów, dialogu ze zrozumieniem. A o reszcie pisałem, że przyjdzie sama ? ciepło, zrozumienie, przytulenia. Toż właśnie o tym pisałem. Zatem witam Cię serdecznie w tym temacie bo jeżeli zostaniesz będę miał od Ciebie wsparcie. Ale, żeby słodyczy nie było zbyt wiele. Koniecznie zapoznaj się z pierwszą częścią tego tematu, która niestety jako wątek została zamknięta. Wtedy też powinnaś przeprosić zarówno Adiego, jak i mnie. Dlaczego, bo wyciągasz zbyt pochopne wnioski. Adi gdy się dowiedział, że został zdradzony walczył o swoje małżeństwo, ale mu się nie udało. Co prawda potem nastał okres trudnego godzenia się z pewnymi rzeczami, ale chyba powoli się to zmienia w zrozumienie i spokój. Ja natomiast wybaczyłem, i nadal jestem w związku, budując rodzinę. Wiele osób uznało to, że wybaczyłem, wciąż kocham i walczyłem o związek jako moją słabość, coś nierealnego i nagannego. Zatem wstrzymaj konie dopóki nie przedobrzysz z tym, że mężczyźni podchodzą tak stronniczo do sprawy zdrady ? że kobiety przebaczają , a mężczyźni nie. Adi też się starał wybaczyć i naprawić to, co mu się wymykało z rąk.
Za to jest druga strona medalu tego, co tu dość lekką ręką poruszasz. Skorzystam, że dość mocno uogólniłaś zagadnienie i wymieniłaś rzeczy prowadzące kobiety do poszukiwania nowych partnerów. Ale od początku. Napisałaś, że mężczyźni nie dostrzegają, gdy kobieta coś zmieni w swoim wyglądzie, (fryzjer, perfumy), że ona buduje poczucie swojej wartości na uczuciu atrakcyjności dla mężczyz(n)!, potrzebie adoracji?. chwila na oddech muszę zaczerpnąć powietrza zanim napiszę o sednie, a zatem ?. potrzebie, by partner był poduszką do wypłakania, gdy kobieta skarży się ?zupełnie nie ważne na co?, a nie by zaradził rzeczową radą. (i w tym właśnie miejscu powinno nastąpić zrozumienie problemu ?. nikt się nie odezwie?) No dobra skoro nikt się nie odzywa, to napiszę. Roksana wypowiadasz się za kobiety, które zdają sobie sprawę z różnic pomiędzy m. a k., nakładasz na kobietę daleko posunięte wyczucie w tych sprawach, w końcu tak łatwo wymieniłaś te przykłady, to czy właśnie to odczuwane w życiu codziennym poczucie odrębności, inność sposobu spojrzenia, zdawanie sobie sprawy z innego podejścia mężczyzn do życia i opisaną przez Ciebie łatwości formułowania własnych potrzeb, którą można potraktować jako wiedzę, to wg. mnie wszystkie te argumenty można wrzucić do piece i spalić. Bo skoro to kobiety są tak mądre wyczulone i wiedzą czego chcą to czemu zamiast szukać innych nie rozmawiają o tym ze swym partnerem? Jak wygląda to jasne określenie potrzeb zw zestawieniu z tym , że te same kobiety , które zdają sobie z tego sprawę z tych różnic, ale nie wykorzystują jej do budowania związku. Dlaczego kobiety wiedząc o tym wszystkim z braku chęci, zdolności, zaborczego nastawienia nie przekażą swojej wiedzy swojemu partnerowi. Są różne przyczyny, bo są leniwe, bo są zadufane w sobie, bo łatwiej poszukać gdzie indziej niż popracować nad własnym związkiem, bo szkoda tłumaczyć mu bo i tak nie zrozumie, bo on sam powinien wyczuć, kiedy należy przytulić bez gadania, nazwij to jak chcesz. Ale skoro kobiety wiedzą że mężczyzna jest inny, a jest, bo jego psychika bazując na Twoim przykładzie, jest nastawiona zamiast na użalanie się nad problemem, to nad jego rozwiązaniem. Że gdy kobieta ma problem to musi sobie pogadać, co wcale nie oznacza poszukiwanie rozwiązania, że kobieta zaczyna wariować, jak jej facet siada z ponurą miną na kanapie i nic się nie odzywa , i gdy on skupia się na problemie jej się wydaje, że skoro się nie odzywa to jest na nią zły ? bo nie gada. Wina jest zawsze po dwóch stronach. A skoro tak to należy rozmawiając wybudować takie relacje w związku, żeby pogodzić te różnice. Ale nie, zazwyczaj to kobieta mówi ? mam w domu ślepca, nie domyślił się , nie zauważył , więc powtarzam skoro sobie zdajecie z tego sprawę to, to że w Waszym życiu nie dzieje się tak jak chcecie jest też przy waszym udziale. Tak jak wcześniej pisałem, bycie przy kimś, albo daleko od niego ? wszystko ma wpływ na związek. A nie można tak inaczej? Zapytać np. mężu jak Ci się podobają moje nowe perfumy --- wtedy zwróci uwagę i wyrazi swoją opinię ? kobieta będzie zadowolona, czapka z głowy jej nie spadnie, bo uzyska informację o tym czy jej mężowi podobają się jej perfumy czy nie, a mężczyzna będzie zadowolony, bo będzie wiedział , że żona zainteresowana jest jego opinią ? czy tak nie jest prościej? Nie łatwiej powiedzieć ? zamknij się i przytul mnie bo Ciebie potrzebuje ? niż, być skazaną na to że wysłucha się rady męża w sprawie koleżanki, która doprowadza do szału, i zaproponuje zmianę pracy, choć kobieta tak nie myśli, bo szef jej się podoba, albo zawsze po pracy ma możliwość przejścia się po centrum handlowym, które jest po drodze do domu, i za żadne skarby pracy nie chce zmienić. Rozmowa i jeszcze raz rozmowa, skoro do facetów nie docierają zwykle sygnały wysyłane przez kobietę, to co stoi powiedzieć o nich, skoro chodzi i tak o otrzymanie danego efektu. A potem zamiast korzystać z uroków tego co się pragnęło otrzymać, koncentruje się taka jedna z drugą na tym których to sygnałów jej facet nie zrozumiał. To też działa w drugą stronę, jak facet będzie potrzebował czegoś, i powie ? no podaj mi to, no wiesz? a ona mu zamiast młotka przynosi pilniczek do paznokcia ? to też wynika z braku zrozumienia, bo ona z punktu widzenia faceta powinna się domyśleć, że skoro on trzyma gwoździa w ręce to pilniczek jest mu akurat w tym momencie zbędny. I co powinien powiedzieć wtedy? Wysłać ją do 100 diabłów, bo ta idiotka się nie domyśliła? Nie. Powinien podziękować i poprosić o taki z większą rączką ? Dialog, dialog, a nie zadufanie się w swoim spojrzeniu na życie, rozmowa o wszystkim, a po pewnym czasie doprowadza to do tego, że ludzie uczą się siebie. Zatem, zanim stwierdzicie drogie Panie, że nie otrzymujecie od swojego partnera tego, czego wam brakuje, zastanówcie się czy zrobiłyście wystarczająco dużo by to otrzymać w waszym związku. A i w tym akurat miejscu bardzo pasuje przytoczyć przypowieść o cudzołożnicy.
Beznadziejna, Twój post musiał zawierać te słowa, bo jak wcześniej pisałem, gdyby ich tam nie było byłby niepełny. W mojej ocenie Adi miał szansę, ale jej nie wykorzystał. Ale to tylko moja ocena. Co do Ciebie ? każdy popełnia błędy. Zbyt krytycznie nie oceniaj się ? spójrz prawdzie w oczy, a nie dodatkowo się katuj. Zrób wszystko żeby porozmawiać z osobą, którą kochasz. Pozwól mu poznać całą prawdę od podszewki, jeżeli nawet nie doprowadzi Cię to do pozytywnego rozstrzygnięcia, uwierz, że jemu przyniesie z czasem ulgę, a myślę, że to i dla Ciebie będzie jakaś pociecha. Beznadziejna musisz nadrobić trochę lektury tego wątku ? ja się wcale nie kreuje na żadnego bohatera, właściwie to jestem daleko od tego. Dla mnie się liczy to, co zauważyłaś ? dzięki za Twoje słowa, liczy się to, że udało mi się znaleźć ? mimo tych wszystkich ciosów ? że znalazłem siłę do wali o związek. Podobnie jak Adi musiałem jakoś przełknąć fakt ,że ma kogoś przełknąć że chce odejść, a na dodatek znaleźć siłę, by walczyć o nią, z nim ? Dla mnie się liczy to, że mi się udało, a społeczeństwo, no cóż ludzie są różni. Czasami nawet dają dobre rady ? a fuj. No i na końcu okazałaś się pierwszą osobą, która to zrozumiała i napisała, cyt.:?to co robisz robisz wylacznie dla wlasnego szczęścia?. I drugie cyt:.?nie poddales chociaz na pewno latwiej byloby potepic zone i znalezc pocieszenie w ramionach innej kobiety.? ? no pewnie że byłoby łatwiej.
"Przebaczenie nie oznacza pogodzenia się z niewiernością partnera[...]Nie znacza to, że pogodziłeś się z samym sobą ? toż ja to w kółko tutaj powtarzam, wiele, wiele razy, ale mało, kto to dostrzega. Masz to napisane w moim dzisiejszym poście z godź 11:24 cytat może nie jest dosłowny, ale właściwie o to samo w nim chodzi, nie sądzisz?
Ja wybaczyłem (czego niektórzy zarzucają mi że to niemożliwe, a Ty sam wiesz że to jest możliwe , bo liczy się tak naprawdę miłość), to teraz liczy się dla mnie przyszłość, choć o przeszłości, zapewne nigdy nie zapomnę
13 2010-03-23 21:27:12 Ostatnio edytowany przez Roxana (2010-03-23 21:28:40)
Dunkis , długo pisałeś a ja długo czytałam . Zapoznałam sie już wcześniej z waszymi postami i z zamkniętym wątkiem , ale doradzać nie będę bo sami wiecie najlepiej co trzeba robić . Pochwalam postawę kogoś kto przebacza ,choć wie że serce zawsze bedzie krwawić , ja z racji tego jak wiele w życiu przeszłam nie bała bym sie przebaczyć , gorzej było by z walką o kochaną osobę , bo ja nie jestem zbyt walczna , walka mnie zabija . I masz rację , ludzie są różni , teraz tak się niektórym w główkach poprzewracało że czasem nie wiadomo z kim sie człowiek wiąże , ty pewno trafiłeś na kobietę z zasadami , niestety jednej nie przestrzegała i stał się problem , ale liczy sie to że jesteście razem i razem walczycie z tym co się stało , bo myślę że ona też teraz cierpi , nawet nie wiem czy nie więcej niż ty. Uwierz mi w życiu spotykają nas większe problemy , czasem nawet nie wiemy jak wielkie .
Adriani przykro mi że nie udało ci się uratować swojego małżeństwa !
14 2010-03-24 15:53:52 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-03-24 16:21:32)
Dunkis dość duzo napisałes, pozwolisz,że z braku czasu bedę Ci odpowiadać na "raty". To co napisałes do Adiego o sobie, zgoda, widocznie tak bylo i jest, choć przyznam ci sie,że w dwa miesiące osiągnąłes to co my w dwa lata i to przy duzym nakladzie pracy specjalistów, ale widocznie każdy związek jest inny, nam potrzeba bylo znacznie więcej czasu by sie uporać z "demonami" z obu stron.Czy Ci Adi wierzy? Mysle, że to pytanie jest źle postawione, Adi sam powiedział, że w Twojej sytuacji postępowałby identycznie, "przerabiał" wszystkie scenariusze, Adi po prostu odgryza się gdy sie poczuje zraniony lub niezrozumiany, a pierwszy Twój post zrobił z niego tyrana wobec niewinnego anioła i był bardzo dla niego krzywdzący, powiedzial również ,że wszystkie wypowiedzi coś wnoszą Twoje również o ile sie go nie czepiasz ( ostatnie slowa sa oczywiscie moje nie Adiego)
Dunkis , można rozmawiać, rozmowa to podstawa, ale rozmawiać można jeżeli ktoś chce rozmawiać. Adi tu nie mial tyle szczęścia co Ty.
Teza,że zona Adiego wycofała się z oskarżeń bo dojrzała, to błędna interpretacja tego co pisał Adi i może rzeczywiście ja tu przejaskrawiłam. To raczej Adi poprzez argumenty udowodnił, że to co mowiła o nim to nieprawda,że wyznawał jej milość w każdym kontakcie, ona zaś nie mając już argumentów wywlokła spod dywanu nieszczęsną miskę. Czyli nie dojrzała, bo dalej stara sie obracać kota ogonem i spychać winę na Adiego tylko on już na to nie pozwoli.Rzeczywiscie wyszło na to ,że zdradziła ( zakochała się) przez "miskę", ale ona sama jest tu trochę nielogiczna, chce mieć " czyste ręce" i nijak nie potrafi wytłumaczyć "jak to sie stało". Zakochała się bo brnęła świadomie w romans a z uczuciami to ona walczyć nie potrafi.
Skończyła z zastraszaniem, wyzwiskami ( tak dotychczas wyglądała ta szczera rozmowa z nią) bo wie,że Adi może zablokować rozwód, chodzi jej tylko o pozbycie się męża o nic wiecej.
Adi chciał rozmawiać, szczerze i do "bólu" ale ona nie chciała, Kiedy sie dowiedział co się dzieje ( do końca wyznawała mu miłość) to sie dowiedział jednocześnie o koncu związku o o rozwodzie..( drogą mailową) do tego,że jest ktoś trzeci sam doszedł. Wiesz czego ona żałuje? Tego ,że wpadła, że nie udało jej ukryć romansu do rozwodu, bo Adi by wtedy został ze swoim poczuciem winy. Pozbyła się męża jak zepsutej zabawki. Właśnie o to jej zachowanie mi chodzi, wyrafinowane i podłe bez cienia litosci.Zona Adiego od chwili powiadomienia o koncu związku, rozmawia jedynie o warunkach rozwodu i spłatach kredytu a wszelkie próby porozumienia reaguje agresją i zwyczajnie nie da sie z nią rozmawiać. Twoja żona Dunkis nie chciala rozmawiać o pewnych sprawach by Cie nie ranić,ma widocznie zupełnie inny charakter i nie przestała Cię kochać mimo zauroczenia, żona Adiego raniła go bez skrupułów ,widzisz różnicę? Widzisz podobieństwo u beznadziejna84 i zony Adiego? Przeciez to zupelnie inne osobowosci, beznadziejna84 ( proszę zmień nick dziewczyno) żałuje, właściwie spełnia wszystkie wymogi do uzyskania szansy, to co zrobiła ja bym nawet nie nazwała zdradą, jej "kara" jest tu niewspółmierna do winy.
Przejdźmy teraz do tego postu " Nie ma ideałów (..)" Nie gloryfikujemy go ale jest ujmujacy bo jest oparty na mysli ks Jana Twardowskiego" Kocha się nie za cokolwiek ale pomimo wszystko, kocha się za nic" ten post to takie rozwiniecię tej mysli. Oczywiscie nie chodzi tu o te skarpetki ( to tylko dodane przyklady, ktore może ci tu namąciły, ale nie do Ciebie też mialy trafic) tylko o te dwa slowa
" pomimo wszystko" . Drogi Dunkisie mając przed oczami oryginalny aforyzm, mysle, że już sam potrafisz tą mysl rozwinąć.
Tyle ode mnie na dzisiaj resztą Twojego postu "zajme się" z najbliższym czasie.
Pozdr.
Roxana dzięki za Twoją wypowiedź i to że zapoznałaś się z tym wątkiem, myślę że wiele ciekawych spostrzeżeń tu padło, nawet takich które choć nie na codzień użytecznych to jednak mogą się kiedyś przydać. A co do walki, to uwierz mi w krytycznych sytuacjach sama byś nawet nie wiedziała skąd przychodzą siły na nią, jej źródłem nie jest jedynie chęć walki, a miłość, potrzeba, strach, pragnienie... stąd się bierze siłą i pewnie z wielu innych miejsc.
Maja84, zgadzam się na raty
Zgadzam się też z tym, że Adi przerabiał wiele scenariuszy, dlatego nie raz potem nie potrafiłem uwierzyć że on myśli tak jak pisał. Powtarzm i powtarzałem dialog by był owocny musi również polegać na słuchaniu.W gruncie rzeczy nie zgadzam się z Twoją interpretacją, ale nie będę jej podważał, bo chyba znasz więcej szczegółów odemnie. Miska - oj chcaiłbym poznać jej losy. To był pewnie przykład jednej z wialu rzeczy, zresztą chyba nie muszę Ci tłumaczyć jak faceci podchodzą czasem do .... pewnych rzeczy. A co do interpretacji tego kawałka.... to ja się jeszcze z nim zmierzę. Teraz muszę sobie zrobić pare dni przerwy od kompa. pozdrawiam.
16 2010-03-27 00:36:10 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-03-27 10:59:13)
I przyszedł czas na kolejną "ratę"
" Napisałas tak, jekby ich zycie składało sie tylko z dwóch etapow. Pierwszy to slub a drugi rozstanie"
Nie Dunkis ja o tym już niejednokrotnie pisałam, to raczej Ty męczysz wyłącznie jeden etap nie wiadomo po co. Zrozum dla Adriana to juz nie ma zadnego znaczenia, żadnego,dla Ciebie ten "etap" ma znaczenie, bo w nim upatrujesz przyczynę zdrady, ale dla niego dawno się zakończył.
Nie piszę o pierwszych dwóch latach bo bylo dobrze, ich małżeństwo mimo odległości trwało, nie bylo kryzysów, mieli swoje marzenia, które realizowali i dawali radę. To były ich wspólne decyzje i wspólne plany, dzieki temu uniknęli trzydziestoletnich kredytów, fakt, pieniadze szczęścia nie daja, ale ich brak również a jedynie on tu pracował. Praca za granicą nie jest czyjąś winą, jest w pewnym sensie zważywszy na kryzys i bezrobocie koniecznością. Ona przez dwa lata nic , totalnie nic nie robi i sie nudzi, nie ma dzieci , nie ma obowiązków, ale jakoś nie czuje się nieszczęśliwa, to Twoja teoria, którą sobie tu zwyczajnie dorabiasz.
Faktem jest ,że odległosć niszczy związki,szczególnie te , w których jedno jest słabsze u uczuciowo i psychicznie, że ludzie się od siebie odzwyczajają, uczą się żyć bez siebie, ale to wynika z odległości i sporadycznych kontaktów, o klasycznej samotności w zwiąku można mówić w przypadku kiedy dwoje ludzi żyje razem i obok siebie. Czy nie wydaje Ci sie dziwne,że poczuła sie nieszczęśliwa w momencie poznania tamtego? Wtedy właśnie zaczął sie kryzys. Z pewnością to bylo zapoczątkowane wcześniej i wynikało z tego, że zaczęła się czuć samotna, może były jakies sygnały a może ich zwyczajnie nie było bo przecież mieli wspólne plany, jak pisał Adi było dobrze.
Motyle jednak odlatują i tu właśnie zastępuje ten moment, ( to za młody związek by mówić o rutynie) albo miłość jest miłością albo zauroczeniem, u niej to widocznie zauroczenie. Nic dziwnego jest bardzo młoda gdy wychodzi za mąż, praktycznie cały związek związek łącznie z narzeczeństwem to związek na odległosć. W zetknieciu z kilkumiesięcznym romansem, świeżymi motylkami i przede wszystkim z nowym typem związku , w którym faceta ma obok siebie 24 godziny Adi nie miał szans. Dla niej to zupełnie nowe zycie, a najsmutniejsze jest to,że nie próbowała tego ratować, bo tu trzeba sie trochę postarać, trzeba zwyczajnie chcieć.Wybrała najłatwiejszą drogę ucieczkę w ramiona innego faceta i porzucenie męża.
To co opisywał Adi w pierwszym poscie to sytuacja , która zaistniała już w trakcie trwania romansu, były sygnały ale były z obu stron, jego też i ona też nic z tym nie zrobiła, dalczego uważasz,że tylko ona tu miała potrzeby, tylko ona była samotna ? On przecież też musiał znosić rozstania, jego potrzeby też były tu ważne. Nie zauważasz tego? Tylko ona się tu liczy?Niestety zabrakło tu rozmowy bo same sygnały nie wystarczą, ale po co miała rozmawiać jak nie zamierzała przerywać tamtego związku, jeszcze nie wiedziała na czym stoi i czy może liczyć na tamtego faceta?
Adi nie jest jakims patologicznym psychopatą, który się znęca nad zoną, to normalny facet, który być może "ucieka" przed zrzędzeniem i fochami i cos tam odburknie dla ukochanego świętego spokoju, ale pretencje nie mają nic wspólnego ze szczerą rozmową.
Z pewnością jego nowy związek będzie inny, doświadzenie uczy,z pewnością je wykorzysta, ale mylisz się ,że Adi będzie nosił w sercu tamto małżeństwo i takie ble, ble, ble...kocha się w życiu kilka razy, to taka nasza ludzka ułomnosć i jednocześnie " dar losu" , po jednej milosci przychodzi następna a o byłych..coż z czasem zwyczajnie zapomina się , byli mnie osobiście już nie obchodzą a przecież taka byłam zakochana, ale to już inna ludzka "ułomność". Jakie to szczęście,że jednak nie jesteśmy jak te słonie!!
Adi już rozpoczyna nowe zycie, dla niego tamto to game over, rzeczywiscie to bardzo silny psychicznie facet, w każdym razie w porównaniu do wszystkich zdradzonych i porzuconych obecnych na forum, do tego facet, który bardzo pozytywnie patrzy w przyszłość a nawet zaczyna sobie ją budować.
Co do sprawy rozwodu to jesteś tu bardzo cyniczny, Adi nie postepuje honorowo? Postępuje tu bardzo honorowo i do tego z dużą klasą, jasne można blokować rozwód ale czy to coś da? To tylko jeszcze jeden etap choć niestety trudny i konieczny. Adi pokonał już wiele etapów, przestał się oskarżać, odbudował samoocenę, jako wolny, przystojny trzydziestolatek z pewnością robi furrorę bo się przekonał, że rzeczywiscie " tego kwiatu (...)"
Dunkis zrozum, Adriani to juz nie jest juz facet z październikowych postów, to facet, któremu zwyczajnie bielmo z oczu spadło i teraz patrzy na wszystko bardzo, bardzo trzeźwo.Uwierz, że pisze dokładnie to co teraz mysli.
Pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt .
17 2010-03-28 08:29:43 Ostatnio edytowany przez Wakashimazu Ken. (2010-03-28 08:42:28)
Witam.
Na wstępie chciałbym podziękować Adrianiemu za wyróżnienie mojego postu - miło mi , że Patron tego
tematu zdecydował żeby moja wypowiedź otwierała część drugą sławnego " Zostałem zraniony przez żonę " .
Mam nadzieję , że part II okaże się tak wielkim "przebojem" jak part I . Gratuluje Mariolce A-Z za postawienie
przysłowiowej kropki " nad i " - bardzo dobrze się stało , że tak świetny post(nie ilość tylko jakość się liczy) zakończył część
pierwszą tego tematu , który już przy samym końcu zamieniał się w opisywanie własnych historii - mam na myśli Beznadziejną i
KarolaJestem .Nie mam nic przeciwko , ale nie jest to miejsce na takie zwierzenia . Można sobie założyć własny temat i
gitara.Tutaj poruszamy sprawę Adrianiego .
Cieszę się Adriani , że wychodzisz na prostą . Przed Tobą jeszcze sprawa rozwodowa . Przeszedłeś już tyle ciężkich
chwil - niech ten rozwód będzie wreszcie tym ostatnim akordem kończącym jakże bolesną historie w Twoim życiu .
Należy Ci się to . Zasługujesz na osobę , która będzie Cię kochać i szanować - nie ważne czy będziesz w domu , czy na
drugim końcu świata .
Gratuluję Maji 84 kolejnego bardzo dobrego postu . Dodam , że zgadzam się jak zawsze .
Z tego co wyczytałem Adriani ma się coraz lepiej . Cieszy mnie to , że czuwasz nad nim i informujesz nas na bieżąco
jak się ma . Jednak droga Majo 84 zaimponowałaś mi czymś jeszcze . Delikatnie wspominałaś , że Ty też miałaś pewne
problemy w swoim związku . Jednak wyczuwam, że nigdy pod ich kątem nie patrzyłaś na sprawę Adrianiego . To bardzo
ważne , aby spojrzeć na sprawę " z boku " i zwracać uwagę na takie wartości jak honor . Miłość , w której nie
ma miejsca na wartości nigdy nie wytrzyma próby czasu . Gdyby każde z nas - Maja , Mariolka , ja - zaczęło
opowiadać o swoich osobistych doświadczeniach na temat zdrady to na pewno nie bylibyśmy obiektywni . A jak wiele
razy pisałem - najważniejsza jest sama prawda . Mieszanie białego z czarnym , zacieranie prawdy byłoby największym
błędem Adrianiego . On umiał prawdzie spojrzeć w oczy i wygrał . Właśnie dlatego jestem o niego spokojny .
W imię czego miałby nie spać spokojnie , nie być pewien jutra ? W imię czego miałby nie chwalić pięknego dnia
przed zachodem słońca ? W imię żony , która go zdradziła ? Żyjąc ze świadomością , tego że żona go zdradziła
nigdy nie mógłby jej zaufać . To jak walka z wiatrakami . To już nie jest miłość .
Od początku wypowiadam się w tym temacie bardzo konkretnie . Może dlatego , że moja matka jest Włoszką . Tutaj na
Południu - w krajach takich jak Izrael , Włochy , Ameryka Południowa kobieta jest osobą numer jeden - nie tylko w
domu ale i w sklepie , na ulicy itd . Wychowywałem się i w Polsce , i we Włoszech . Jednak to na Południu od kobiet
wymaga się od zarania wieków dużo więcej niż gdziekolwiek indziej . Co ciekawe - kobiety też wymagają od siebie samych
dużo więcej . Mariolka A-Z na pisała w swoim ostatnim poście o wychowaniu - ja się pod tym podpisuje ...
Adriani - idź dzielnie przez życie . "Nie rozmieniaj się na drobne" - tysiące marnych róż po złotówce wręczanych
codziennie dla byle kogo zamień na jedną ale wyjątkową . Wręcz tą róże kobiecie , która Cię bardzo mocno kocha - niech
ta kobieta widzi w niej odbicie Twego serca - gdziekolwiek byś nie był .
Adriani jest dobrze , a może być pięknie . Trzymaj się i ... bajerka !
Ciao !!!
18 2010-03-29 12:33:17 Ostatnio edytowany przez Agatka (2010-03-29 14:25:21)
Wiesz co Maja84, mam wrażenie, że straciłaś poczucie tego o czym ja tu piszę. A nie pisze o poklepywaniu pleców Adiego, tylko doszukuję się właśnie przyczyn rozpadu jego związku. Może dla Ciebie to ważniejsze co robisz, ale mnie się wydaje, że w dalszej perspektywie przyda mu się bardziej to co ja robię. Właśnie dlatego roztrząsałem tę część, która do obecnego stanu doprowadziły, krytykowałem rzczy, które Adi robił, kolejne, które nie miały szans powodzenia i punktowałem te, które powinien zrobić, a nie zrobił. Zupełnie inaczej na to patrzymy. Daję Adiemu szansę na to, by zobaczył na czym polegał jego udział w rozpadzie jego związku, na co powinien był patrzeć kiedy w nim był po to, by ich nie powtórzy. One tkwią również w tym etapie, o którym napisałaś, że nie miał znaczenia. Pisząc obrazowo, działasz jak GRIPEX tzn. zwalczasz objawy, a nie przyczyny. Idąc dalej, z jednej strony piszesz o tym, jak to ciężko utrzymać związek na odległość, a z drugiej, że dwa pierwsze lata po ślubie, gdy on wciąż wyjeżdżał, były ok. No to albo trzymaj się tego, że wyjazdy nie miały znaczenia, albo tego, że trudno taki związek utrzymać, ale nie do cholery, że to nie miało znaczenia. Może właśnie te dwa pierwsze lata miały największe znaczenie, w ich trakcie następował sukcesywny rozpad małżeństwo, z przyczyn które sama wymieniłaś. Natomiast ostatni rok, faktycznie był czymś co i tak, by nastąpiło wczęniej czy później. A ja widzę to tak, że po tym jak przez te dwa lata ich rozłąka doprowadziła do rozkładu pozycia, naturalnym było to że ona poczuła motyle do kogoś kto był przy niej , a nie małżonka na papierze. Dla mnie to jest tak oczywiste jak słońce na niebie. I jeśli nawet jest to teorai którą sobie dorabiam, jest wysoce prawdopodobna. Właściwe to nie rozumiem Ciebie skoro tak doskonale ujełaś to w jaki sposób rozłąka działa na ludzi, że jedyne co się dzieje to, to że się od siebie oddalają.
Wychwalasz ich wspólne decyzje i plany, że dzięki nim uniknęli trzydziestoletnich kredytów. I co im to dało? zamiast trzydziestoletniego trzyletnie małżeństwo - wg Ciebie to lepiej? Widzisz to przecież, pisząc że pieniądze szczęścia nie dają, ale przy okazji piszesz że dawali radę i realizowali marzenia. Pisałaś o motylach, w małżeństwie te motyle były, potem odeszły, a Adi nie postrał się specjalnie o to by trwały dalej ---- cyt:"Faktem jest ,że odległosć niszczy związki" Oni jako młode małżeństwo nie byli "zlani" w całość. to przecież był początek ich drogi. Nigdzie nie ma też napisane, że będąc małżonkiem masz być niewiarygodnie silnym psychicznie i walczyć o związek do upadłego. Pamiętasz jak pisała Roxana, ona wie że pomimo tego że mocno kocha nie miała by siły walczyć. To wszystko zależy od woli siły. Adi powinien ją na tyle słuchać by usłyszeć że coś jest nie tak, a dodatkowo znać by wiedzieć ile ona wytrzyma. Ale skąd on miał wiedzieć, jak widywali się od czasu do czasu... więc nie pisz mi tu że to tylko jej wina. Skoro Adi na tyle miał żadki kontakt że nie widział że w małżeństiw źle się dzieje, to znczy że za mało poświęcał czasuich związkowi. Zgodzę że zabrakło tu rozmowy, ale z tego co pamiętam To Adi właśnie pisał, że to ona wciąz chciała rozmawiać, ale on nie potrafił słuchać, a jak słuchał to nic z tego nie rozumiał. Co do zrzędzenia, przecież Wy wszystkie macie to we krwi, i gdyby każdy facet na coś takiego reagował ucieczką, to nieiwle by było miejsc na ziemi w którym zamieszkiwali by razem kobiety i mężczyźni. Nie pisałem że jest patologicznym psychopatą, twierdzę tylko że od samego początku za mało mu poświęcał uwagi. A co do tego, że Adi teraz patrzy na wszystko trzeźwo - się cieszę. Mnie tego osobiście czasami brakuje. A co do jego sprawy to mam nadzieję, że oboje sobie ułożą życie. Miałem przez ten weekend okazję kilkanaście godzin porozmawiać z ławnikami, orzekającymi w sprawach w sądach rodzinnych między innymi przy rozwodach, ograniczaniu praw rodzicielskich, czy też ich pozbawianiu. Uwierz sprawa Adiego to mała rzecz, w porównaniu z tym co ludzie sobie potrafią zgotować w małżeństwach, życiu i rozwodach, grając dziećmi, fałszywymi dowodami, świadkami i robiąc sobie na złość.
Tak na marginesie czemu
Wakashimazu Ken.
ma w opisie oznaczenie jako: Zbanowany ???
czyżby jego "mądre" komentarze do tego doprowadziły?
"Na wstępie chciałbym podziękować Adrianiemu za wyróżnienie mojego postu - miło mi , że Patron tego
tematu zdecydował żeby moja wypowiedź otwierała część drugą sławnego " Zostałem zraniony przez żonę " ."
- pewnie Cię też ucieszyło, że mnie wymienił w swoim poście
"Mam nadzieję , że part II okaże się tak wielkim "przebojem" jak part I ."
- dla Ciebie to lista przebojów tak? A tu chodzi o czyjś ból, przeszłość i przyszłość, synku.
"Gratuluje Mariolce A-Z za(...)"
- znów lizanie w .....
"(...) mam na myśli Beznadziejną i KarolaJestem .Nie mam nic przeciwko , ale nie jest to miejsce na takie zwierzenia . Można sobie założyć własny temat i gitara.Tutaj poruszamy sprawę Adrianiego ."
- A może wartało by sie najpier zapytać Adiego, czy aby udzielenie miejsca w swoim temacie innym osobom, nie poczytuje sobie za miłe, że właśnie tu a nie gdzie indziej miały okazję znaleźć słowa, które im były potrzebne i pomogły?
"Cieszę się Adriani , że wychodzisz na prostą ."
- z tego to chyba się wszyscy cieszymy
"(...)"
- taa tu było trochę truizmów, gość pisząc te słowa, znów wniósł wiele do tematu.
"Gdyby każde z nas - Maja , Mariolka , ja - zaczęło opowiadać o swoich osobistych doświadczeniach na temat zdrady ... "
- a jednak ...
"W imię czego miałby nie spać spokojnie , nie być pewien jutra ?"
- a dlatego, że ta sprawa nie jest wcale prosta, Adi ma serce i pewne sprawy musi przemyśleć, choć pewnie wolałby o nich zapomnieć. A żona zawsze może jeszcze jakąś głupotę wymyśleć.
"W imię czego miałby nie chwalić pięknego dnia przed zachodem słońca ?
- czy ten chłop wogóle wie o co chodzi w tym powiedzeniu ???
"Od początku wypowiadam się w tym temacie bardzo konkretnie . Może dlatego , że moja matka jest Włoszką ."
- boshe, ale narcyzm i samozapatrzenie w siebie, dosłownie - jak dogmaty o nieomylności papieża....,(a nie pisałem że jest rasistą?) Może włoszki lubią o sobie słyszeć jak ich pociechy zwracają się do nich MATKA, w każdym razie naszym Polskim Mamom, też nic nie brakuje, łosiu.
"Jednak to na Południu od kobiet wymaga się od zarania wieków dużo więcej niż gdziekolwiek indziej"
- tak, to się chyba nazywało niewolnictwo.
"Mariolka A-Z na pisała w swoim ostatnim poście o wychowaniu - ja się pod tym podpisuje ..."
- o wychowaniu chłopcze to sobie pogadamy jak będziesz miał dzieci.
"Adriani - idź dzielnie przez życie . "Nie rozmieniaj się na drobne" - tysiące marnych róż po złotówce wręczanych
codziennie dla byle kogo zamień na jedną ale wyjątkową ."
- ten gość naprawdę nie rozumie o co chodziło z tymi kwiatkami, pisałem o kwiatach dla jednej wyjątkowej osoby, gdzie dawanie malutkiego kwiatuszka codzień, zdziała więcej niż 1000, danych po po tym jak nastąpił rozpad związku. No Ludzie czy może ktoś mu to wytłumaczyć????
Zapytaj się czemu kobiety, bardziej niż to okazują, nie lubią dnia kobiet. Może wtedy zrozumiesz, że one wolałyby dostać spontanicznie kwiata niż dostać ten badylek wymuszony specjalnym świętem. Może nawet to być jedyny w całym roku, na którego otrzymanie moga liczyć.
"... bajerka !Ciao !!!"
- właśnie bajerant to z Ciebie niezły.
Dunkisie, punkt 10 regulaminu mówi o tym, że jeśli chcemy coś dopisać to używamy opcji "edytuj".
Jeśli chodzi o pana Kena to został zbanowany, więc ja myślę, ze komentarze do jego postów są już zbędne. Proszę trzymać się tematu.
"Adriani - idź dzielnie przez życie . "Nie rozmieniaj się na drobne" - tysiące marnych róż po złotówce wręczanych
codziennie dla byle kogo zamień na jedną ale wyjątkową . Wręcz tą róże kobiecie , która Cię bardzo mocno kocha - niech
ta kobieta widzi w niej odbicie Twego serca - gdziekolwiek byś nie był ." - esencja miłości !!!
Aż się wzruszyłam ...
Czytając ten wątek od dawna ten ostatni post Wakashimazu Kena skłonił mnie do napisania swojego pierwszego postu ...
Nigdy nie wybaczajcie zdrady . Nie warto . Szkoda życia . Zdrady ani nie da się wybaczyć , ani zapomnieć . Już
taka ludzka natura .
Dunkis twój ostatni komentarz pokazał , że jesteś człowiekiem bardzo sfrustrowanym i złym na cały świat . Potrafisz
jedynie wyzywać od "starych bab " i "łosiów" . Wpakowałeś własne dzieci w swój toksyczny związek i musisz z tym żyć ...
Zdaje sobie sprawe , że post Kena zabolał Cie , i to mocno , ale był on skierowany do Adrianiego ...
To że Ken na pisał , że jego matka jest z Włoch - nie ma w tym nic złego . Ja jestem matką Polką i w ogóle słowa
Wakashimazu mnie nie uraziły . Dunkisie chyba masz kompleksy porządnych kobiet . Gdybyś był facetem z zasadami
Twoja żona nigdy by do Ciebie nie wróciła . Widocznie zasłużyłeś sobie na taka a nie inna kobietę w życiu .
Nie dorosłeś do prawdziwego związku .
Rzeczywiście ten temat przypomina pole minowe, łatwo tu oberwać bamem, ale my jeszcze trwamy drogi kolego, oczywiscie o ile nie nauczysz sie włączać funkcji ignoruj.
Dunkis z Twojego ostatniego postu wynika,że jesteś poddenerwowany, dlaczego? Wszystko przeciez rozumiem ja tu jestem gripexem a Ty kim szczepionką?
Facet , tóry trafia na forum z ciężkimi objawami potrzebuje właśnie wsparcia, nie sądzę ,żeby któryś zdradzony z zakończonym związkiem lubił jak mu się wytyka co zrobił źle, tamten związek jest już zakończony i gdybanie nic tu nie da. Zgoda Adi zbuduje nowy związek rzeczywiście tu pewne rady mogą być pomocne aby na przyszłość uniknąć..... myslisz,że na to już jest stosowny moment ?
Przecież Adi nie nie ma problemów w nowym związku nie o to nas prosił, sam też umie wyciągać wnioski ma już swoje lata.
Inna sprawa te rady to wyłącznie skupianie się na partnerze z całkowitym pomijaniem własnych potrzeb, nie chodzi przecież o to by stał sie podnóżkiem kobiety i bał się każdego jej focha, bo szybko straci jej szacunek i będzie miał powtórkę z rozrywki.
Zgoda oboje coś chcemy Adiemu dać ja mu dam wsparcie a Ty rady na przyszłość, niech sam zadecyduje z czego i kiedy chce korzystać. Nadal jednak uważam ,że patrzysz na to wszystko przez pryzmat swojego związku, brakuje Ci dystansu bo to u Ciebie wszystko jest za świeże byś módł być tu obiektywny.
Skupiasz sie na tych dwóch latach wytykając czego nie zrobił Adi i czego nie zauważył, ona też mogła nad związkiem pracować a jak jej bylo bardzo źle odejść a nie szukać pocieszenia w ramionach kochanka bo to największe świństwo jakie mogła zrobić meżowi i nie mów mi,że to jest naturlną koleją rzeczy w związku na odległość i że Adi jest temu winien bo to wręcz śmieszne podejście. Całkowicie pomijasz jej zdradę i romans jako coś naturalnego i nieuchronnego szczególnie w młodym związku na odlegość, w ktorym ludzie sie oddalają, to nie jest naturalne Dunkis bo związki z nie takich kryzysów wychodzą, byś może to małżeństwo wymagało specjalistycznej terapii, po prostu ona poszła tu na łatwiznę i tyle.Fakt oni nie mieli szansy nawet się dotrzeć ale ten związek był do uratowania bo Adi już zjeżdżał do kraju, to jej zdrada rozwaliła to malżeństwo bo właśnie wtedy u niej nastąpiło przewartościowanie, gdyby jej było źle przez dwa lata to by zrobiła wszystko by być razem z mężem ale nie robiła tu nic i to w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Masz do czynienia ze sprawami sądowymi, ciekawa jestem czy praca za granicą jest traktowana przez sąd jako porzucenie rodziny, chyba jednak nie, prawda? A zdrada, porzucenie małżonka zamieszkanie z kochankiem jak jest traktowana? Myślę, że jeżeli mamy tu rozpatrywać winnych rozpadu małżeństwa to sprawa jest tu jednoznaczna i to raczej nie podlega dyskusji.
Pozdrawiam.
Reni68 chyba mam tę przyjemność, że jako pierwszy mogę Cię powitać na tym forum, jako pełnoprawnego użytkownika (a nie jedynie obserwatora). Dodając swój głos stałaś się dzięki temu jakby kapitałem tego tematu. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto to jeszcze czyta, zachęcam do podzielenia się swoimi komentarzami. Każda wypowiedź wzbogaci go. Adiemu zapewne też będzie miło, jeśli kolejne osoby będą mu pomagać, w ten czy inny sposób. Żywa dyskusja, jak choćby w tym temacie, skłoni może jeszcze kogoś choćby do chwili refleksji.
Wracając do rzeczy, gdybym był pewny, że Wakashimazu Ken (o odchodzących źle się nie mówi) został zbanowany na dobre, pewnie bym powstrzymał sie od komentowania jego postu. Jednakże czytając te jego wypowiedzi które tu serwował, nie dziwię się, że tak się skończyło. Reni, nie mieszaj nadawanych przezemnie przydomków ....baba, ze słowami, które mają kogoś uszczypnąć. Wakashimazu Ken miał u mnie swoje stałe określenie i było ono wystarczające. Pisząc Łosiu, miałem własnie dokładnie to na myśli.
Napisałaś, że wpakowałem własne dzieci w swój toksyczyn związek... hmmm no tak, niech się chwilę zastanowię, tak, no to by się pewnie zgadzało. Gdyby Adi miał dzieci i udało by mu się zatrzymać żonę przy sobie to by też wpakował swoje dzieci w toksyczny związek, bardzo ładni, bardzo ładnie. Mądrze kombinujesz... o mało co, a bym się z Tobą zgodził..., czyli pomijając fakt, że moje dzieci nie były bezpośrednio uwikłane w moją sytuację to i tak uważasz, że dając im przykład jak można walczyć o związek z ukochaną osobą, czym jest prawdziwa miłość, wybaczenie i wspólny dom zamieszkały przez rodziców, którzy mimo przeciwności losu postanawiają odbudować rodzinę, znajdując na to siłę i wolę, potrafią dojść do wniosków rozliczyć się z błędami i rozmawiać mimo wszystko, to jednak twierdzisz, że te dzieci znalazły się w toksycznym związku! No jasne, jakież to oczywiste! Przecież mogły mieć hi-live!!! Wyprowadzić się z mamusią do kochanka, co było w planach, zacząć do obcego Pana mówić tatusiu, spędzać czas z sympatycznym przyjacielem mamusi, mieć niadzieję że ich polubi, co wcale nie jest takie pewne, mogły być utulane przez niego do snu, patrzeć na wspaniały przykład jak dorośli rozwiązują problemy, mogły doświadczyć rozłąki rodziców, rozwodu, spotykania z psychologami itd. No pełny wypas, przecież każde małe dziecko powinno coś takioego przeżyć, małym dzieciom to tak łatwo wszystko wytłumaczyć, przecież one wszystko zrozumieją, to małe aniołki, nie będą w sobie szukały winy, będą bardziej doświadczone zyciowo na starcie, nabiorą wspaniałych wzorów i będą miały 100% gwarancję tego, że akurat ten związek mamusi wypali i będą szczęśliwe normalnie, aż mi się łezka zakręciła. Ależ ja bandyta jestem pozbawiając ich takiej szansy, zafunodwałem im toksyczny związej. Pomijając już sprawę, że jak twierdzisz, to tylko i wyłącznie moja wina i to JA im zafundowałem, to masz rację, powinienem postawić na honor i wywalić ją z domu. Mógłbym się wtedy z dumą obnosić, że jestem mężczyzną z zasadami.
Co do słówwa WK, to on nie napisał jedynie, że jego matka pochodzi z Włoch, on na tym zbudował całą teorię, że dzięku temu jest właśnie taki, a nie inny, że pochodzenie jego matki determinuje wiele innych rzeczy. Moja droga, budowanie gradacji między ludźmi i stawianie jednych przed drugimi z uwagi na pochodzenie, to rasizm. W takim przypadku jeśli tak uznasz, to rzeczywiście mój kompleks, ale nie porównuj tego z innymi rzeczami typu kompleks porządnej kobiety, bo jedno nie ma z drugim nic wspólnego, co najwyżej stanowi przykrywkę do poglądów WK.
Wikipedia: Rasizm opiera się na przekonaniu, że różnice w wyglądzie ludzi niosą za sobą niezbywalne różnice osobowościowe i intelektualne Z racji tego, ze od wielu wieków termin ten używany był głównie w kontekście dyskryminacji ze względu na kolor skóry lub POCHODZENIE, jego stosowanie w sferze publicznej jest dzisiaj kojarzone z tą właśnie tradycją.
Widzisz Adi, tak to jest nawet Ty napisałeś, że gdybyś miał szansę to pewnie byś pisałbyś podobnie jak ja. Większość osób nie mając doświadczenia w tych sprawach, czego oczywiście im nie życzę, nie rozumieją tego. Dla ludzi, których nie dotkneło podobne nieszczęście najważniejszy jest honor i zasady. Reni68 i jej podobni, najchętenij widziałyby nas w roli Bogusława Lindy grającego Franca Maurere (PSY), który z AK47 rozwala głowę swojego przyjaciela, bo pukał jego kobietę. Wtedy honor byśmy uratowali, stali się bohaterami a w oczach Reni68, przynajmniej ja, dorósłbym do prawdziwego związku. Pewnie w pierdlu by się mną dobrze zaopiekowali, nabyłbym tam kolejnych fajnych wzorów do naśladowań. A ja uważam, że zasady, zasadami, a życie życiem. Trzeba w nim kierować się tym pierwszym , ale nie podporządkowywać im życia. Co to by było za życie? Gdyby podejść do wszystkiego od strony zasad i zdrowego rozumowania, to właściwie kobiety nie małyby miejsca na ziemi. Bo to przecież ona kierują się zazwyczaj emocjami i wyrahowaniem, słowo zasady zazwyczaj używają gdy jest im to na rękę. Chętniej rozliczają facetów z niedopełnionych rzeczy, niż same siebie, skrzętnie ukrywając wiele spraw. To one chętniej wykorzystują balansowanie na krawędzi niz mężczyźni. To one knują, obgadują, puszczają plotki i zastawiają sidła na wrogów.Życie jest powalone, a kobiety są gorsze od facetów bo są nieprzewidywalne i komplikują proste sprawy. Potrafią z jednego słowa, albo kontekstu zdania zbudować sobie tak zagmatwane i bzdurne rzeczy, potrafią gderać na jeden temat w kółko, że chłopu nic nie pozostaje innego jak zaciągnąć je do łóżka by zatkać usta. Reni jak już musisz pisać o moich kompleksach to nie poprzedzaj ich nazwy, słowem "chyba". Daj po prostu przykład i napisz.
Cześć Maja84, z tym gripexem ... no wiesz, masz rację byłem ciut podenerwowany. Tak Adi tu trafił jak na OIOM, ale uważam , że niewiele mu przyjdzie z tego wszystkiego jeżeli po zaleczeniu objawów, nie zostanie zaszczepiony? Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że trafiłem na jego temat, jak juz sytuacja u niego się powiedzmy, wyklarowała. Na tym etapie wydaje się zasadnym prześwietlić organizm i poznać przyczyny, bez względu czy pacjentowi sie to podoba czy nie, one są takie jakie są. A właśnie z nimi próbowałem się rozprawić. Chciałbym żeby Adi spojrzał na to w ten sposób. Gdybyśmy się kiedyś spotkali, dużo wcześniej, to pewnie byśmy z Adim ponarzekali na nasze połówki przy piwie i każdy z nas by poszedł w druga stronę, kontent, że sie wygadał. Za to dziś chętniej posłucham mądrych rad nt. zycia partnerskiego osób niż narzekania jednego na drugie. Po pierwsze to nie prowadzi do nikąd, a po drugie zamiast rozwiązania w takiej rozmowie mozna jedynie znaleźć umocnienie się w przekonaniu, że nic nie da się zrobić, albo co gorsza, że gorzej być nie może.
Piszesz o nowym związku... hmmm to chyba lepiej zdawać sobie sprawę ze swoich błędów - starych błędów, by ich nie powielać. Co do wyciągania wniosków, pewnie że wie jak to robić, ale spojrzenie krytyczne z zewnątrz pobudza do myslenia, i może pokazać inny punkt widzenia, czasem chybiony, czasem nie. Co do skupiania się na potrzebach partnera. No wiesz pomijając wszystko, wydaje sie że to właśnieAdi od początku małżeństwa skupiał się na jej potrzebach. Co prawda nie pochwalam realizacji, za to chęci jak najbardziej. Bo widzisz dla mnie miłość to czerpanie przyjeności z dawania ukochanej osobie, prztrzenie jak się z tego cieszy. Dając w miłości nie liczy się na rewanż, bo jeżeli ona jest po dwóch stronach to to przychodzi spontanicznie. Potrzeby własne stają się wspólnymi, o których się rozmawia dopieszcza i realizuje. Przez to nie mozna powiedzieć, że staje się podnóżkiem, miłość to patrzenie w jednym kierunku, a nie dosiadanie jednego przez drugiego i objeżdżanie na nim całego życia. Jeśli się rozmawia, idzie na kompromis - temu służy rozmowa i słuchanie ze zrozumieniem, wtedy nie ma potrzeb jednej strony czy drugiej w znaczeniu rozłącznym, są potrzeby które realizuje się przy współpracy jednego z drugim. Przykład, gdy jedno chce iśc na kawę, zakupy, mecz, trening albo gdziekolwiek indziej, drugie zajmuje się domem, dziećmi, obowiązkami, a potem wie, że może oczekieąć tego z drugiej strony itd...
"Zgoda oboje coś chcemy Adiemu dać ja mu dam wsparcie a Ty rady na przyszłość, niech sam zadecyduje z czego i kiedy chce korzystać." Mam nadzieję że nie w tym przypadku nie ma rozłączności i Adi może korzystać z jednego i drugiego na raz.
"Nadal jednak uważam ,że patrzysz na to wszystko przez pryzmat swojego związku, brakuje Ci dystansu" za to kobiety zawsze uważają i to w obojętnie jakich warunkach, że ich pogląd na daną sprawę, to wcale nie jest pogląs a prawda obiektywna. OMG, już się do tego przyzwyczaiłem, doda tylko, że powielasz ten stereotyp.
"Skupiasz sie na tych dwóch latach wytykając czego nie zrobił Adi i czego nie zauważył" - uważasz zatem że mimo tego co wcześniej pisałem, to te dwa lata nie miały znaczenia dla finalnego rozwiązania?
"ona też mogła nad związkiem pracować a jak jej bylo bardzo źle odejść a nie szukać pocieszenia w ramionach kochanka bo to największe świństwo jakie mogła zrobić meżowi"
Po pierwsze, tak naprawdę to nie wiemy czy i w jaki sposób ona pracowała nad związkiem. Po drugie kobiet to takie zwierzątka, co nie wypuszczają z ręki jednej gałęzi, dopóki nie chwycą w drugą innej. To samo życie i akurat temu się nie dziwię. Mało, która baba zrywa facetem, przed tym niż ma inny rękaw do którego się wypłacze. Kobietami rządzą emocje i muszą zazwyczaj je gdzieś lokować. Jasne że lepiej by było gdyby zerwała zanim znajdzie innego, to by było takie eleganckie, prawda? Szkoda tylko, że zazwyczaj takiej elegancji brakuje.
"nie mów mi,że to jest naturlną koleją rzeczy w związku na odległość i że Adi jest temu winien bo to wręcz śmieszne podejście."
Nie widzę tutaj żadnych argumentów, a słowo śmiesznie raczej niewiele wnosi. Tylko zastanawiam się jak to wyjaśnisz, skoro tak ładnie w poprzednim poście opisałaś jak rozłąka, prawie zawsze, działa na relacje w związkach.
"Całkowicie pomijasz jej zdradę"
zdrada fizyczna nastąpiła po tym jak mu powiedziała, że chce odejść.
"romans jako coś naturalnego i nieuchronnego szczególnie w młodym związku na odlegość, w ktorym ludzie sie oddalają, to nie jest naturalne"
jakbyś posiedziała sama w domu przez parę lat pewnie byś gadała inaczej.
"Dunkis bo związki z nie takich kryzysów wychodzą"
owszem o ile w porę się coś zrobi, a nie kolejny raz zaszywa w odległym kraju by przemysleć sprawę.
"byś może to małżeństwo wymagało specjalistycznej terapii"
przypomnij mi proszę, gdzie Adi pisał, że własnie ten sposób przyszedł mu do głowy i że zaproponował to swojej żonie? Jeśli tego nie było ani z jednej ani z drugiej strony, to znaczy jedynie tyle, że obydwoje się do tego przyczynili.
"po prostu ona poszła tu na łatwiznę i tyle."
ponieważ to takie ludzkie, jakoś mnie to nie dziwi
"Fakt oni nie mieli szansy nawet się dotrzeć"
i w tym cały sęk. ale z tego co pamiętam chwaliłaś brak wkopywania się w trzydziestolenit kredyt. Każdy, powtarzam, każdy kto ma choć odrobinę doświadczenia życiowego będzie się z Tobą zgadzał. Adi mając tyle lat ile miał na karku, szczególnie powinien sobie z tego zdawać sprawę. Że dotarcie się małżeństwa to budowanie jego fundamentów. Wiesz przychodzi mi na myśl taka myśl, że niektórzy całe życie pracują tracąc przy tym zdrowie, ale potem wydają wszystko by to zdrowie ratować. Najwyraźniej, Adi nawet tego momentu nie doczekał.
"związek był do uratowania bo Adi już zjeżdżał do kraju"
widać trochę za późno, to jak z chorym - operacja się udała, tylko, że pacjent zmarł.
"to jej zdrada rozwaliła to malżeństwo bo właśnie wtedy u niej nastąpiło przewartościowanie,"
na pewno było to gwóźdź do trumny, ale według mnie nie ostatni. Zdradę można wybaczyć, ale nastawienia człowieka zmienić jest trudniej. Nie, ona wg słów Adiego była nastawiona na rozstanie. Ale to i tak nie jest ostateczność. Po zdradzie można byc razem, ale trzeba - już to chyba pisałem, prawdziwych przeprosin i sił do wybaczenia, w tym przypadku zabrakło tego.
"gdyby jej było źle przez dwa lata to by zrobiła wszystko by być razem z mężem ale nie robiła tu nic i to w dosłownym tego słowa znaczeniu."
po tym co Adi pisał w pierwszym poście mam wrażenie, że rozmijasz się z prawdą, ale to i tak nie ma znaczenia, bo jedynie od niej moglibyśmy w tej sprawie usłyszeć słowa prawdy, któe zapwenie tu nigdy nie padną.
"Masz do czynienia ze sprawami sądowymi,"
jedynie z opowieści ławników.
"ciekawa jestem czy praca za granicą jest traktowana przez sąd jako porzucenie rodziny, chyba jednak nie, prawda?"
praca za granicą, a porzucenie to są dwie różne rzeczy. Za to tak się składa, że znam orzeczenie, w wyniku którego z uwagi na wieloletnią pracę matki za granicą, co w konsekwencji doprowadziło do rozpadu małżeństwa, sąd ograniczył jej prawa rodzicielskie i orzekł o rozwodzie z jej winy, pomimo że to ona wniosła sprawę, a na marginesie dodam, że ona współfinansowała budowę domu w kraju i słała środki na utrzymanie.
"jeżeli mamy tu rozpatrywać winnych rozpadu małżeństwa to sprawa jest tu jednoznaczna i to raczej nie podlega dyskusji."
Zawsze denerwowali mnie ludzie, którzy wydawali opinie znając sprawę tylko z jednej strony. Ale piszę, to bo mając bliższy kontakt z Adim, uda Ci się go namówić, by i Ją zaprosił tutaj by się wypowiedziała. Jeśli jest jak piszesz zasadniczo nic by to nie zmieniło, bo w 100% potwierdziłaby jedynie słowa Adiego, ale czy na pewno? Mnie jednak się wydaje, że zrobiłoby się tutaj znacznie ciekawiej.