Wiem,że nie bedzieie wstanie odpowiedziec jednoznacznie na moje pytanie zawarte w temacie,ale jestem tu juz długo i bardzi cenie i wasze opinie
otóż tak,jestesmy razem ponad dwa miechy,spedzamy razem jakies 4dni w tygodniu,czasem prosi mnie chociaż o spotkanie na pół godziny,mówi mi chciaz baaardzo rzadko,bo się nieuzewnętrznia,że mu zalezy,w sumie to tylko gdy go pytam...ostatnio zapytałam go czy wyobraza sobie ze mną jakąs daleka przyszłośc, bo do tej pory jego najdłuższy związek to tylko 3miesiące,dziewczyny miały do niego pretensje o to,że spotykał się za często z kumplami,on sam powiedział mi,że jestem pierwszą dziewczyną z którą spedza tyle czasu i która nie ma pretensji o jego wyjscia,ale oczywiste jest,ze skoro mi powiedział,że rozstawał sie o pretensje o kumpli to ja mu ich nie będę robiła bo wybierze ich...no właśnie,nie jestem pewnna czy mu zależy,jak mówiłam mu,że nie zabraniam mu sie spotkac wczoraj z kumplami ale wolałabym zeby przyszedł do mnie to powiedział, "że kumpli,którzy nie mieli jednego dnia wolnego od panny nazywał pantoflarzami a on nie chce byc pantoflarzem i mozemy spotkac sie w inny dzień a z kolegami nie może bo pracuja lub mają treningi"ok,ze sposzczona głowa kierowałam się w strone domu,zatrzymał mnie,przytulił i powiedział "zobaczymy jeszcze jak to będzie" na drugi dzień spytał co z wieczorem, napisałam "zrobisz jak będziesz uważał" no i umówił się z kumplami...ja nie odzywałam się aż do 20,on pisał co godzinę,żebym się odezwała,że mu głupio,jak milcze itp,ale planów nie zmienił...:( dzis zapytał co robiłam wczoraj i jak mu powiedziałam,że byłam sama w towarzystwie 6kolegów to nawet nie był zazdrosny powiedział "ufam Ci,a tamci nie są w twoim typie" tak mu kiedys powiedziałam,ale co z tego,facet któremu zalezy chyba powinien byc zazdrosny:( tym bardziej,że podczas wczorajszego wieczoru byłam podrywana i powiedziałam mu o tym,że jeden z kolegów chyba liczy na cos więcej więc nie chcę już spedzac w tym gronie kolejnego weekendu i że następny chcę spedzić tylko z Nim i co powiedział??:"mam zaproszenie na ur brata kolegi ale nie wiem czy pójdę bo to nie to towarzystwo" i choć pozornie mogło by to wyglądać,że mam problem z tym,że za duzo czasu poświęca kolegom to nie to mi przaszkadza, było mi cholernie przykro jak powiedział,że za 10lat może mnie już nie poznać na ulicy,więc zapytałam czy nie planuje miec ze mna kontaktu "powiedział,że pewnie i tak pójdziemy na studia do innych miast i to nie przetrwa" ale jak do cholery ma to przetrwac jak on już nie wykazuje ochoty na zaangażowanie...ja za Nim poszłabym studiowac do Łodzi bo i tam jest mój kierunek,ale nie chciałam się już wygłupić i mu o tym powiedzieć..czy mi musi zależeć bardziej??;( świeczki staja mi w oczach jak o tym pisze,zależy mi na kimś kto nie chce lub nie potrafi okazac zaangazowania..nie wiem jak z Nim rozmawiać, "on nie wybiega myslami tak daleko" ale jak komus zalezy to chyba od poczatku,tak mialam w poprzednich związkach;( a z D.jest jakoś inaczej:(