Cześć wszystkim,
Piszę żeby się wygadać, historia pewnie jakich wiele na tym portalu. Poznałam faceta przez aplikacje telefoniczną. Mieszkał godzinę drogi od mojego miasta. Nadmienię, że nie jesteśmy gówniarzami ja 38 on 46 lat. Dość szybko staliśmy sie znajomymi na fb, pisaliśmy do siebie każdego dnia, szybko tez i zaczęliśmy rozmawiać ze sobą godzinami przez telefon. Po miesiącu się spotkaliśmy, pierwsze spotkanie było bardzo udane, mieliśmy ciągłe jakieś tematy do rozmowy, i tak przegadaliśmy 7 godzin ze sobą. Odwiózł mnie do domu, jak tylko odjechał zadzwonił, rozmawialiśmy ze sobą przez godzinę, gdy on wracał do domu. Mieliśmy bardzo dużo wspólnych zainteresowań, podobnych rzeczy i w życiu próbowaliśmy, podobne podejście do życia, przynajmniej tak można było wywnioskować ze wspólnych rozmów. Po pierwszym spotkaniu ten kontakt się zacieśnił, rozmawialiśmy ze sobą jeszcze więcej. Doszło miesiąc później do drugiego spotkania, i było ono udane tak samo jak pierwsze. A później było trzecie spotkanie, które zaczęło się w sobotę pod wieczór, a skończyło w niedziele rano, i jak się pewnie domyślacie, w osobnych łóżkach nie spaliśmy i ....... po tym wszystko się rypneło.
Nagle zrobił się zajęty, przestał pisać, dzwonić, na moje pytanie co się dzieje, powiedział mi, że musi ochłonąć, w sumie to i mi zasugerował, że zaskoczyło go to , że wylądowaliśmy w łóżku, że się tego nie spodziewał.
Wycofałam się z tej znajomości, nie mam z nim kontaktu, zostałam poblokowana wszędzie gdzie się da.
Jestem tez i pod opieką psychologa, bo coś za dużo mam nieudanych prób z facetami. Z nim nie mam kontaktu do 2 miesięcy, ale wciąż o nim myślę, jak się tego wyzbyć? Szczerze mam i chwile takie, że nie dowierzam w to, co się stało. Kiedy to minie? Jak sobie z tym radzić? Czemu czuje się jak naiwna Laska? No i czemu za nim tęsknię?
Co robić?