Witam
Nie wiem od czego zaczac, boje sie ze jak zaczne to wszystko o sobie pisac, braknie miejsca a wam czasu na czytanie o moim problemie.
Moze dla kogos wydawac sie on smieszny, ale mnie spedza sen z powiek, odbiera radosc kazdego dnia.
Mam 25lat, 3,5 rocznego synka. od roku jestem mezatka.
Kiedys bylam osoba wesola, cieszyly mnie drobiazgi, kazda chwila. Do pewnego czasu, az poznalam swojego pierwszego zyciowego partnera, na poczatku wiadomo sielanka, spotykalismy sie po szkole, i w weekendy, Darek byl osoba nadpobudliwa, typ czlowieka ktory musi miec wszystko dla siebie, i tak jak chce, na poczatku jednak nie specjalnie mi to wadzilo, i dostosowywalam sie pod jego potrzeby. Z czasem jednak przyszedl przelom, po 2 latach zwiazku postanowilam odejsc nie spotykac sie z nim wiecej, meczyly mnie ciagle klotnie, stawianie na swoim i brak mojego zdania w tym zwiazku, byl zaledwie 2 lata starszy ode mnie a jednak stanowilo to miedzy nami przepasc i nie potrafilismy sie dogadac, mimo iz jestem osoba bardzo kompromisowa, w niczym to nie pomagalo.
Po burzliwej rozmowie zdecydowalam pierwszy raz konsekwentnie ze to koniec naszego zwiazku i odchodze, myslalam ze to rozwiaze moj problem. tak sie jednak nie stalo. Mama Darka chorowala na raka, ku zaskoczeniu wszystkim, zmarla. On mial tylko ja, 20letni chlopak zostal sam, wowczas duzo rozmawialismy, ni stad ni z owad znow bylismy razem, wspieralam go, pomagalam mu, wycieralam lzy po nocach, tylko my dwoje wiemy jak ciezko mu bylo po smierci mamy, jednak w dalszym ciagu byl nerwowy, a nasz zwiazek wogole sie nie kleil, ale tak z dnia na dzien lecialo, serce mi sie krajalo jak za kazdym razem chcialam mu powiedziec ze ja tak nie chce nie z nim, nie daje rady, bylo widac jego zal, po stracie mamy, wiec tak bylismy razem a ja czekalam tylko az cos sie zmieni, niestety, nie zmienilo sie. Po pewnym czasie zaszlam w ciaze i urodzil nam sie wspanialy synek. Zamieszkalismy razem, i bylo juz tylko co raz gorzej. Dochodzilo do ostrych awantur, do tego ze nie wracal na noc, pil, czesto zdazalo sie ze podnosil na mnie reke jak rowniez pokazywal swoja sile wieczorami. Nie bylo na kogo liczyc, codzienne awantury byly norma, naprawde z byle powodu, problemem dla niego bylo wszystko, pogoda, nie taka zupa, czy chocby nie ten film, cos poszlo w pracy nie tak wyrzyl sie na mnie, i tak przez 2,5roku od dnia narodzin naszego syna. Mimo iz darzylam go uczuciem nie potrafilam sobie poradzic w tym zwiazku, uratowac go.
Synus mial 1,5 poszlam do pracy w sklepie na dwie zmiany, kolejny obowiazek dom dziecko praca i ciagle zdana tylko na siebie,
Gdzies po miedzy domem a praca poznalam kogos, na poczatku wydawalo sie ze to nic konkretnego, czysto przyjacielska znajomosc, wiec bez obaw opowiadalam o sobie o swoich problemach radosciach o synku o pracy pokazalam prawdziwa siebie, Jednak szybko okazalo sie ze polaczylo nas uczucie, zdecydowalismy sie na wspolne zycie, wiele stresow, nerwow kosztowalo mnie odejscie od darka, mimo iz nie wiele juz nas laczylo ostatnie tygodnie spedzalismy osobno, to jednak wciaz byl agresywny i nie chcial pozwolic mi odejsc. Dzieki Bogu znalazlam sily i zakonczylam ten toksyczny zwiazek, obecnie jestem juz mezatka, codzienne relacje z mezem sa naprawde dla mnie nie zrozumiale, jest wspanialym czlowiekiem, bardzo dobrze mnie traktuje, potrafimy swietnie sie dogadywac, relacje mojego synka z "tata" rowniez sa zdumiewajace, jeden za drugim przepada i obaj bardzo sie kochaja. Bardzo kocham swojego meza i on rowniez kocha mnie jak mowi najmocniej na swiecie. Z pozoru jednak wszystko wyglada swietnie jednak sa rzeczy ktore nie pozwalaja mi sie odnalezc w tym malzenstwie, jest to przeszlosc mojego meza. Maz ma 35lat, sporo nieudanych zwiazkow za soba, 3 dzieci z roznymi matkami, meczy mnie fakt ze sporo tych kobiet bylo przede mna, kilka powaznych zwiazkow i wiele przelotnych, pierwsze jego malzenstwo bylo wywolane ciaza nie miloscia, okazalo sie ze nie przetrwalo wiec rozstali sie, pozniej kolejny zwiazek kolejne dziecko, kolejne dwa zwiazki bez dzieci, pozniej nie zrozumialy dla mnie zwiazek mojego meza z prostytutka, ktora poznal w agencji, cos bardzo powaznego gdyz planowali malzenstwo, ale slubu nie bylo, pozniej znowu jakis zwiazek, pozniej zwiazek z 16latka ktora w wieku17 lat urodzila jego 3 dziecko, i teraz jestem ja, oprocz tych zwiazkow jeszcze dochodza dlugi ktore maz zaciagal bedac z tamtymi kobietami, i musimy je teraz wspolnie splacac, jest to kwota ok 60tys plus biezace alimenty na 3 dzieci.
wczesniej maz nie postepowal slusznie, zabieral swoje narzeczone na zagraniczne wycieczki, kupowal im niezliczone pary butow, bywalo ze placil swojej narzeczonej "prostytutce" aby siedziala w domu.
to tak w skrucie. Sama nie wiem na czym konkretnie mialby polegac moj problem, nie moge sie odnalezc w tym zwiazku, czuje sie fatalnie jakbym zyla posrod tego wszystkiego, posrod nich wszystkich, dreczy mnie to niesamowicie, zastanawiam sie czy nie ma to wplywu na moj poprzedni nieudany zwiazek, ze moze jest tak ze tam sie nie udalo i mam zakodowane ze i tu mi sie nie uda. Jest mi trudno to eszystko sobie ulozyc, zeby cieszyc sie tym co jest, podlamalo mnie troche tez to jak maz opowiadal mi o tych zwiazkach o tym co z nimi robil gdzie je zabieral co im kupowal, byly to rzeczy bardzo drogie,wyplacal im kieszonkowe i nie splacal wowczas swoich zobowiazan, inwestowal w tamte kobiety nie przejmujac sie kolosalnym dlugiem, a teraz to wszystko spadlo na mnie,skonczyly sie wycieczki za granice,pokazywal ich zdjecia, sama nie wiem jak sie na to zapatrywac, nie mam z kim porozmawiac, to dosc krepujace dla mnie.
wszystkiego dowiadywalam sie stopniowo tuz po slubie, spadalo co roz jak grom z nieba, i co raz bardziej podlamywalo mnie, czuje sie gorsza w tym zwiazku, nie umiem walczyc z jego i swoja przeszloscia, sa takie chwile ze chce poprostu zabrac syna rzeczy i wyjechac aby byc z dala od kolejnych problemow, jednym slowem rozwiazac to malzenstwo, wiem ze tego sobie nie poukladam ze nie dam rady pozytywnie na to patrzec, jest to dla mnie naprawde trudna sytuacja, moze jaes dla mnie za bardzo doswiadczony albo "przeswiadczony" rzecz w tym ze za duzo tego jak na mnie jedna,
Nie wiem co robic, czy powinnam odejsc?? Czy zostac i walczyc z wiatrakami??
Moje slowa nie oddaja tego co czuje i jak sie czuje z takimi myslami, jednakze mam nadzieje ze ktos kto to przeczyta dopatrzy sie mojego problemu i bedzie chcial mi pomoc i doradzic
zgory dziekuje