Krótki ale burzliwy - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 38 ]

1 Ostatnio edytowany przez BRK125 (2025-11-03 07:34:04)

Temat: Krótki ale burzliwy

Hej,
Z dziewczyną byłem dosyć krótko jakieś 3 miesiące. Sam kontakt mieliśmy może z 4-5 miesięcy.
Od samego początku złapaliśmy dobry vibe, rozumieliśmy się bez słów na początku pisaliśmy całymi dniami. Pojechała wtedy do pracy za granicę w tym czasie cały czas rozmawialiśmy, żaliła mi się jak tam ciężko że płaczę itp. cały czas też "kręciliśmy" z sobą szło to raczej w kierunku związku niż zastania znajomymi. Gdy wróciła z pracy zagranicą (pojechała tam tylko na miesiąc) doszło do pierwszego spotkania, tam niestety moje pierwsze wrażenia nie były najlepsze tym bardziej, że ona przedstawiła mi się trochę jak tak "szon" (wiem, że to brzydko zabrzmi, ale niestety tak było). Była kiedyś typową tinderówką, gdzie raczej nie było problemu by z kimś się przespała (było to z 4 lata temu) więc i ilość partnerów seksualnych ma dużą za sobą, jak mówiła myślała że musi się wyżalić. Nie jestem typem który raczej ukrywa co myśli więc wprost powiedziałem że takie coś mnie nie interesuje. Zgrywała też strasznego cwaniaka że chłopy się w niej zakochiwali a ona ich odrzucała. Cały czas zgrywała taką wielką Panią.
Nie będę kłamał po pierwszej randce pomyślałem sobie, że nie to nie to i raczej taka osoba mnie nie interesuje, natomiast trochę uniosłem się dumą i doszło do drugiej randki, nie z powodu mojej chęci "wyrwania" jej, a raczej pokazania jej że na każdego kozaka znajdzie się większy kozak. Wiem jak to brzmi ale tak było. Mówiła teksty typy: "jadę z siostrą do Hiszpanii, może trafi się jakiś latynos" ; "Myśle by trochę poodpierdalać"
Poszliśmy na drugą randkę ja już wcześniej zaznaczyłem że nie interesuję mnie sex lecz bardziej związek. Ona natomiast na drugiej randce cały czas twierdziła, że nie szuka związku i nie chce wchodzić w żaden związek i co najwyżej otwarty związek. Widziałem po niej że wcale jej nie chodzi o otwarty związek więc dumnie zaproponowałem trójką, ale ona "się nie dzieli". Widziałem po niej że zaczyna czuć coś więcej, ale nie chce dopuścić uczucia jeszcze do siebie. Po randce pojechaliśmy na widoczek porozmawiać tam przeszliśmy burzliwą rozmowę o jej przeszłości i wtedy też się dowiedziałem, że podczas gdy wyjechała do pracy zagranice przespała się z innym (formalnie nie byliśmy razem natomiast kręciliśmy już z sobą) Był to dla mnie kolejny lekki zawód bo zamiast zmiany tej dziewczyny w mojej głowie wykreował się obraz braku zmiany i bycia dalej tą samą osobą, czyli "tinderówką". Dodam że podczas opowiadania tego powiedziała mi, że się wyżyła  z lekkim uśmiechem(wiem, że reaguje tak na stres, ale czy to był stres?). Po burzliwej rozmowie pocałowała mnie i powiedziała, że tak wkręca się ale się boi wchodzić w relacje. Była też chęć by doszło do czegoś więcej natomiast ja nie chciałem.
Doszło do 3 randki i tam ja zacząłem się ja wkręcać, coraz bardziej zaczęła mi się podobać ale bałem się tej relacji przez pryzmat tego wszystkiego. Cały czas to wszystko siedziało mi w głowie.
Następnego dnia po 3 randce, napisała do mnie, że się wkręce we mnie i że chciałaby coś z mną spróbować stworzyć i że dla mnie się zmieni i zrezygnuje z tego o czym mówiła. Nie chciałem tak szybko wchodzić w relacji po 3 spotkaniach więc powiedziałem, że nie chce na ten moment. Wpadła w histerie i jakiś szał.
Jakby znam siebie na tyle dobrze, że wiem że ta historia z innym oraz jej przeszłość będzie mi ciążyć (2 razy zostałem zdradzony jednak coś zostaje w głowie) więc odmówiłem wchodzenia teraz w relacje i że wole się lepiej poznać.
Ona tego samego dnia gdy nie chciałem wchodzić w relacje poszła się powiesić. Całe szczęście gałąź się zerwała. Ogólnie mocno to przeżyłem i gdybym nie wziął tego na serio to kto wie jakby się skończyło. Powiadomiłem całą rodzinę wszyscy jej szukali tylko mi wysyłała zdjęcia i tak udało się jak odnaleźć. Mówiła że to nie moja wina, ale zbyt wiele rzeczy na to wskazywało mimo że nic złego nie zrobiłem. Miała tez wcześniejsze problemy które ją dopierdalały i już wcześniej myślała o próbie samobójczej.
Wtedy też napisałem jej pierwszy raz że ją kocham (trochę żałowałem bo napisałem to pod chwilą emocji i tego co się stało i w jakim była stanie) Oczywiście tego dnia gdy próbowała się powiesić zwolniłem się wcześniej z pracy i również jej szukałem.
Strasznie mnie dojechała ta sytuacja i mimo że na początku nie chciałem wchodzić z nią w relacje bo raczej nic z tego nie będzie to wiedziałem że teraz muszę. Przyjeżdżałem do szpitala, odwiedzałem ją, przywoziłem różne rzeczy itp.  nawet na wypisie zapisano że gdy przychodził "przyjaciel" pacjent się uśmiechał i cieszył. Przyznam się że koledze nawet mówiłem ,że chujowa sytuacja bo muszę być teraz w tym związku by sobie nic nie zrobiła a ja nawet nie wiem czy chcę być w tym związku (nadal miałem w głowie jej przeszłość wraz z tym innym chłopem. Ten chłop najbardziej siedział mi w bani).

Po paru tygodniach spędzania czasu razem i zachowywaniu się jak para jednak zacząłem dostrzegać pozytywne cechy u dziewczyny i zacząłem się zakochiwać i się zakochałem. Dawałem jej bardzo i to bardzo dużo wsparcia w tym trudnym okresie dla niej. Spędzałem z nią bardzo dużo czasu, spałem u niej często. Miłość kwitła. Widać po niej było że bardzo mnie kocha, nawet za bardzo ale każdy odczuwa miłość po swojemu. Chciałem z nią odbyć rozmowę o tym wszystkim ale przez pryzmat ostatnich wydarzeń nie mogłem by jej nie denerwować i stresować. Bałem się że spróbuje jeszcze raz to zrobić tym bardziej że miała nawroty myśli samobójczych.
W tym czasie zamiast budować moje zaufanie (byłem nieufny przez to wszystko) to trafiałem takie sytuacje jak zaczepianie się na fb z byłym i kolegą byłego. Nie powiem zabolało mnie to i powiedziałem jej o tym od razu wybuchłem bo zaczepiała się gdy leżałem obok niej. Przeprosiła i nie wiedziała że może mi to przeszkadzać. Nie rozumiałem dlaczego się z nim zaczepia skoro jestem ja. Twierdziła że od zawsze tak robili i to już kwestia przyzwyczajanie. Bolało mnie to i niszczyło jeszcze bardziej moje zaufanie do niej. Miała też zdjęcia z byłym oraz pinezki na zdjęciach byłego, poprosiłem by usunęła bo źle się z tym czuje. Powiedziała że okej natomiast tego nie zrobiła i dopiero an wyjeździe gdy wybuchłem wypomniałem jej i innego chłopaka i te zdjęcia. Powiedziała że zapomniała usunąć te zdjęcia ale teraz zrobiła to, usunęła go tez z znajomych, usunęła obserwacje na innych portalach.
Nie wiem czy to było kłamstwo czy źle zrozumiałem ale była sytuacja gdzie wiedziała że wrzucił zdjęcie z inną dziewczyną a mi mówiła że go nie obserwuje już od dawna. Jaka była prawda tego nie wiem wyszło to przy rozmowie jej z jej znajomymi. Dziwna to była sytuacja dla mnie ale uznałem że może coś źle zrozumiałem. Ale nie wiem.

Przez cały okres związku obarczała mnie swoimi problemami, a miała ich sporo jakby nie neguje tego ale zaczęło mnie to też przytłaczać moje problemu + jej problemu już był to lekki nadmiar dla mnie natomiast starał się to dźwigać.
Były sytuacje że spędzałem u niej  do samej nocy rano do pracy i potem odcinało mnie popołudniu a byłem z nią umówiony dosłownie zasnąłem. Gdy się budziłem miałem jazdy, raz z tego powodu (bo nie była to jedna sytuacja) poszła nad jezioro wieczorem i siedziała tam i płakała. Nie uważam bym zrobił coś złego w tej sytuacji po prostu zasnąłem nic więcej. 
Zazdrosna była o kolegów, o snapach. Nawet dzien przed rozstaniem usunęła wszystkie dziewczyny z snapa, swoją drogą wysyłałem tam tylko od święta parę zdjęć do znajomych kolegów, ale wiadomo jak jest. Byla nawet bardziej zazdrosna bo pytała nawet o jedną szczoteczkę za dużo w domu a to była po prostu stara szczoteczka moja.
Jakby nie mogę powiedzieć że nie było uczucia z jej strony bo było i to bardzo. Było to widać w jej oczach, w jej zachowaniu w szukaniu kontaktu itp. To raczej moim zdaniem jest niezaprzeczalne.
Czasami jej wersje starych historii różniły się i wtedy dopytywałem o szczegóły i pierdoły a niszczyło to tylko moje zaufanie jeszcze bardziej do niej.

Przyszedł dzień że przerosło mnie to wszystko, ta presje, te problemu, te zachowania, ten inny chłopak z którym się przespała i wybuchłem zacząłem jej wypominać tego chłopaka. Strasznie wtedy wybuchłem i padło o parę słów za dużo. Kłóciliśmy się ale na koniec pożegnała się z mną normlanie powiedziała cześć i poszła. Natomiast następnego dnia przestała już odpisywać po prostu mnie zghostowała. Pisałem ,że się martwię czy wszystko okej ale bez odzewu. Aż pewnego dnia już pękłem i napisałem, że przyjadę po swoje rzeczy ( to były jakieś 3 dni od zghostowania mnie) Nic nie odpisała ale przyjechałem. Chciałem ją tak naprawdę przeprosić za swoje zachowanie bo padło za dużo słów które mogły ją zranić. Nie chciała z mną rozmawiać jak wróciła z pracy z auta pobiegła do domu, a następnie przyniosła mi rzeczy zostawiła na chodniku i uciekła. Dla mnie to było mega dziwne nie rozumiałem. Zaniosłem jej kwiaty pod drzwi i napisałem wiadomość że ją przepraszam że żałuje tych słów it. odpisała że nic ode mnie chce i bym jechał. Pisaliśmy jeszcze z 30 minut ale wszystko kręciło sie bym jechał i że nie chce z mną rozmawiać. Raczej głównie to pisała.
Żebyście też zrozumieli pryzmat rozstania. Do samego popołudnia dziewczyna zakochana po uszy patrzy na mnie i mówi "ale ty jesteś zajebisty" przychodzi się przytulić, sama mówiła że kocha mnie, chciała spędzać z mną czas itp. do czasu aż nie wybuchłem wtedy nagle zrobiła się niedostępna i oschła. Dosłownie minęło kilka godzin od jej zmiany wobec mnie. Jakby nie jestem wstanie uwierzyć że z maniakalnej miłości nagle nie ma nic, zero uczucia. Mam wrażenie że to jest po prostu skorupa obronna i jest na mnie wkurwiona. A nie chciała się z mną widzieć ponieważ bała się że wszystko wróci i nie będzie potrafiła odejść, a mieliśmy okres że się sporo raniliśmy słowami (chociaż to jest tylko moja teoria dlaczego nie chciała wyjść) druga teoria to, że po prostu słowa wypowiedziane tak ją dotcheły że pękła i nie chce. Nie wiem co o tym myśleć.
Oczywiście na koniec byłem toksykiem, narcyzem, manipulatorem i każdym wszystkim. Ale to już chyba często standard przy rozstaniach

Szczerze to pokochałem ją bardzo, faktycznie jestem trochę za bardzo impulsywny chciała bym poszedł na terapię z tego powodu. Szczerze to na początku nie chciałem, natomiast teraz się wybiorę.

Chciałbym tez o ten związek trochę zawalczyć, nie wiem tylko czy to jest dobry pomysł jaka myślicie?
Jest trochę red flagów, trochę niepokojących sytuacji, ale coś mnie do niej ciągnie. Myślicie że jest jeszcze szansa gdy pokaże że chcę się zmienić?  Czy po prostu brnę w gówno bo mam jeszcze różowe okulary na sobie? Czy może ona już zamknęła drzwi dla mnie na zawsze.
Może nie potrzebnie tak przeżywałem tego ziomka z którym się przespała jak kręciliśmy. Sam nie wiem co o tym mysleć. Ale zabolało mnie to i zniszczyło poogląda na nią samą.


Ps. Dodam ze bylo pełno pozytywnych i wspaniałych wspólnych chwil, nawet wiecej niż tych złych natomiast skupiłem sie w tym temacie bardziej na tych "czerwonych flagach" by nie bylo tez myślenia ze bylo tylko zle i zle bo to nie prawda

Zobacz podobne tematy :
Odp: Krótki ale burzliwy

I to ma byc krotkie  ? big_smile

3

Odp: Krótki ale burzliwy

4

Odp: Krótki ale burzliwy

Poczytaj o borderline smile

I zablokuj ją gdzie tylko się da.

5 Ostatnio edytowany przez madoja (2025-11-03 16:09:44)

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

poszła się powiesić.

Już wcześniej kręciłam głową z niedowierzaniem, ale przy tym aż prychnęłam śmiechem. Laska jest puszczalska i do tego pierdolnięta. Wybacz...

6 Ostatnio edytowany przez BRK125 (2025-11-03 18:39:14)

Odp: Krótki ale burzliwy
Farmer napisał/a:

Poczytaj o borderline smile

I zablokuj ją gdzie tylko się da.


Mam znajomego co miał partnerkę z borderline, i powiedział mi to samo gdy mu o niej opowiadałem, że od początku czuł że to może być borderline. Ogólnie chodzi do psychologa, robili jej testy co jej jest ale nie wyszedł borderlinie tylko lękowe przywiązanie oraz nerwica i początki depresji. Oczywiście nie widziałem dokumentów ani nic ale uwierzyłem na słowo (chociaż te dokumenty chciała mi pokazać). Co prawda ten sam kolega powiedział mi że jego partnerce borderline dopiero 3 psycholog odkrył. Sam nie wiem co o tym myśleć bo każda wersja jest możliwa.

Nie rozumiem też po co mi o tym wszystkim opowiadała, co chciała zyskać? Pochwalić się?



Myślicie, że powinienem tak przeżywać tego innego chłopa, z którym się przespała kręcąc z mną, czy jest to po prostu moja doklejka przez pryzmat poprzednich związków? Głównie po to chciałem iść na terapie przepracować to oraz by nie być tak impulsywnym.
Jakby ona naprawdę się starała tylko miała mocno skrzywiony kręgosłup moralny. W mojej głowie chciałem by się zmieniła, że już się zmieniła. Chyba byłem pierwszą osobą który jej powiedział że to jest złe i nie powinno się tak robić. Nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie tym bardziej że to był bardzo krótka relacja. Od początku mózg podpowiadał mi że powiniem uciekać ale serce jednak mówiło zaryzykuj. Nawet jej o tym mówiłem.

Na ten moment chciałbym spróbować zawalczyć o ten związek, ale czy na pewno jest to dobra decyzja i uczciwa walka... sad

7

Odp: Krótki ale burzliwy

Czytałam tylko urywki pierwszego postu, bo ciężko przebrnąć przez taki elaborat.
Prawdą jest, że borderki bardzo uzależniają i to one rzucają facetów, nie odwrotnie.
Facet po takiej relacji ma ogromne trudności w nawiązaniu nowej.

8 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-11-03 20:44:20)

Odp: Krótki ale burzliwy

To nie jest ani dobre, ani uczciwe... z jej strony.

9

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Poczytaj o borderline smile

I zablokuj ją gdzie tylko się da.


Mam znajomego co miał partnerkę z borderline, i powiedział mi to samo gdy mu o niej opowiadałem, że od początku czuł że to może być borderline. Ogólnie chodzi do psychologa, robili jej testy co jej jest ale nie wyszedł borderlinie tylko lękowe przywiązanie oraz nerwica i początki depresji. Oczywiście nie widziałem dokumentów ani nic ale uwierzyłem na słowo (chociaż te dokumenty chciała mi pokazać). Co prawda ten sam kolega powiedział mi że jego partnerce borderline dopiero 3 psycholog odkrył. Sam nie wiem co o tym myśleć bo każda wersja jest możliwa.

Nie rozumiem też po co mi o tym wszystkim opowiadała, co chciała zyskać? Pochwalić się?



Myślicie, że powinienem tak przeżywać tego innego chłopa, z którym się przespała kręcąc z mną, czy jest to po prostu moja doklejka przez pryzmat poprzednich związków? Głównie po to chciałem iść na terapie przepracować to oraz by nie być tak impulsywnym.
Jakby ona naprawdę się starała tylko miała mocno skrzywiony kręgosłup moralny. W mojej głowie chciałem by się zmieniła, że już się zmieniła. Chyba byłem pierwszą osobą który jej powiedział że to jest złe i nie powinno się tak robić. Nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie tym bardziej że to był bardzo krótka relacja. Od początku mózg podpowiadał mi że powiniem uciekać ale serce jednak mówiło zaryzykuj. Nawet jej o tym mówiłem.

Na ten moment chciałbym spróbować zawalczyć o ten związek, ale czy na pewno jest to dobra decyzja i uczciwa walka... sad

Z doświadczenia napiszę - ona nie jest warta nawet 1 twojej myśli.

Co poruchałeś to twoje, a teraz szukaj sobie jakiejś szarej myszki, a nie lachona z problemami psychicznymi.

Odp: Krótki ale burzliwy
Farmer napisał/a:
BRK125 napisał/a:
Farmer napisał/a:

Poczytaj o borderline smile

I zablokuj ją gdzie tylko się da.


Mam znajomego co miał partnerkę z borderline, i powiedział mi to samo gdy mu o niej opowiadałem, że od początku czuł że to może być borderline. Ogólnie chodzi do psychologa, robili jej testy co jej jest ale nie wyszedł borderlinie tylko lękowe przywiązanie oraz nerwica i początki depresji. Oczywiście nie widziałem dokumentów ani nic ale uwierzyłem na słowo (chociaż te dokumenty chciała mi pokazać). Co prawda ten sam kolega powiedział mi że jego partnerce borderline dopiero 3 psycholog odkrył. Sam nie wiem co o tym myśleć bo każda wersja jest możliwa.

Nie rozumiem też po co mi o tym wszystkim opowiadała, co chciała zyskać? Pochwalić się?



Myślicie, że powinienem tak przeżywać tego innego chłopa, z którym się przespała kręcąc z mną, czy jest to po prostu moja doklejka przez pryzmat poprzednich związków? Głównie po to chciałem iść na terapie przepracować to oraz by nie być tak impulsywnym.
Jakby ona naprawdę się starała tylko miała mocno skrzywiony kręgosłup moralny. W mojej głowie chciałem by się zmieniła, że już się zmieniła. Chyba byłem pierwszą osobą który jej powiedział że to jest złe i nie powinno się tak robić. Nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie tym bardziej że to był bardzo krótka relacja. Od początku mózg podpowiadał mi że powiniem uciekać ale serce jednak mówiło zaryzykuj. Nawet jej o tym mówiłem.

Na ten moment chciałbym spróbować zawalczyć o ten związek, ale czy na pewno jest to dobra decyzja i uczciwa walka... sad

Z doświadczenia napiszę - ona nie jest warta nawet 1 twojej myśli.

Co poruchałeś to twoje, a teraz szukaj sobie jakiejś szarej myszki, a nie lachona z problemami psychicznymi.

A dlaczego szarej?

11

Odp: Krótki ale burzliwy
wieka napisał/a:

Prawdą jest, że borderki bardzo uzależniają i to one rzucają facetów, nie odwrotnie.

Nie zawsze smile

12

Odp: Krótki ale burzliwy
Julia life in UK napisał/a:

A dlaczego szarej?

bo tak się mówi big_smile

Odp: Krótki ale burzliwy
Farmer napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

A dlaczego szarej?

bo tak się mówi big_smile

No wiem big_smile

14 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-11-04 11:28:26)

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

Myślicie, że powinienem tak przeżywać tego innego chłopa, z którym się przespała kręcąc z mną, czy jest to po prostu moja doklejka przez pryzmat poprzednich związków? Głównie po to chciałem iść na terapie przepracować to oraz by nie być tak impulsywnym.
Jakby ona naprawdę się starała tylko miała mocno skrzywiony kręgosłup moralny. W mojej głowie chciałem by się zmieniła, że już się zmieniła. Chyba byłem pierwszą osobą który jej powiedział że to jest złe i nie powinno się tak robić. Nie wiem dlaczego tak mnie do niej ciągnie tym bardziej że to był bardzo krótka relacja. Od początku mózg podpowiadał mi że powiniem uciekać ale serce jednak mówiło zaryzykuj. Nawet jej o tym mówiłem.

Na ten moment chciałbym spróbować zawalczyć o ten związek, ale czy na pewno jest to dobra decyzja i uczciwa walka... sad

Przeżywasz jakiegoś chłopa, podczas gdy masz stokroć większy problem co świadczy, że też coś z Tobą nie tak, wiec może w jakimś sensie pasujecie do siebie. Ona będzie się wieszać co i raz a Ty ją ratować. Czasem tak się ludzie uzupełniają;)

15

Odp: Krótki ale burzliwy
Solaris napisał/a:

Przeżywasz jakiegoś chłopa, podczas gdy masz stokroć większy problem co świadczy, że też coś z Tobą nie tak, wiec może w jakimś sensie pasujecie do siebie. Ona będzie się wieszać co i raz a Ty ją ratować. Czasem tak się ludzie uzupełniają;)


Rozbawiłeś mnie tym, nie powiem xD

W takim razie co jest moim największym problemem mentorze bo może się już pogubiłem big_smile

16

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Przeżywasz jakiegoś chłopa, podczas gdy masz stokroć większy problem co świadczy, że też coś z Tobą nie tak, wiec może w jakimś sensie pasujecie do siebie. Ona będzie się wieszać co i raz a Ty ją ratować. Czasem tak się ludzie uzupełniają;)


Rozbawiłeś mnie tym, nie powiem xD

W takim razie co jest moim największym problemem mentorze bo może się już pogubiłem big_smile

Że robisz za Armię Zbawienia w relacjach i jeszcze chcesz walczyć o tę zaszczytną rolę big_smile 

A szczerze, mam wątpliwości, czy prawdziwy ten wątek. Za dużo dramatu jak na 3 msc znajomość;)

Odp: Krótki ale burzliwy
Solaris napisał/a:
BRK125 napisał/a:
Solaris napisał/a:

Przeżywasz jakiegoś chłopa, podczas gdy masz stokroć większy problem co świadczy, że też coś z Tobą nie tak, wiec może w jakimś sensie pasujecie do siebie. Ona będzie się wieszać co i raz a Ty ją ratować. Czasem tak się ludzie uzupełniają;)


Rozbawiłeś mnie tym, nie powiem xD

W takim razie co jest moim największym problemem mentorze bo może się już pogubiłem big_smile

Że robisz za Armię Zbawienia w relacjach i jeszcze chcesz walczyć o tę zaszczytną rolę big_smile 

A szczerze, mam wątpliwości, czy prawdziwy ten wątek. Za dużo dramatu jak na 3 msc znajomość;)

Pewnie znow coś że sztuczna inteligencja big_smile

18

Odp: Krótki ale burzliwy
Julia life in UK napisał/a:

Pewnie znow coś że sztuczna inteligencja big_smile

Nie wiem, ale jakoś to wszystko takie...melodramatyczne bardzo tongue

19

Odp: Krótki ale burzliwy

Co nie, historia jak z filmu, a wydarzyła się naprawdę. Oj będę miał co wspominać na starość przy bujanym fotelu.

Ogólnie siedzi mi ona na głowie, i chyba coś będę próbował zagadać do niej, zobaczymy co z tego wyjdzie ale nie nastawiam się jakoś zbytnio by potem się nie zdziwić.

Śmiałem się na pierwszym spotkaniu, że dla "fabuł" się spotkaliśmy no i przerosła nieźle mnie ta fabułka...

20

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

Co nie, historia jak z filmu, a wydarzyła się naprawdę. Oj będę miał co wspominać na starość przy bujanym fotelu.

Ogólnie siedzi mi ona na głowie, i chyba coś będę próbował zagadać do niej, zobaczymy co z tego wyjdzie ale nie nastawiam się jakoś zbytnio by potem się nie zdziwić.

Śmiałem się na pierwszym spotkaniu, że dla "fabuł" się spotkaliśmy no i przerosła nieźle mnie ta fabułka...

BRK, weź pod uwagę, że na forum coraz więcej bajek z mchu i paproci i wkrótce chyba tylko takie będą, więc każdy kolejny temat budzi wątpliwości i coraz trudniej wierzyć we wszystko;) Nikt nie lubi jak go robią w balona:) 
Jeśli to prawda...Chcesz to zagaduj, staraj się a nawet walcz, ale bierzesz sobie duży problem na barki. Ale w końcu Twoje barki;)
Powodzenia:)

21 Ostatnio edytowany przez BRK125 (2025-11-06 19:49:23)

Odp: Krótki ale burzliwy

Jak powiedziałem, tak też zrobiłem. Co będę kłamał, napisałem jedną wiadomość, że chce się zmienić potem drugą że robię to dla nas (w 1 tego nie zamieściłem no cóż...) ale na żadną nie odpowiedziała natomiast odczytała. Zadzwoniłem odrzuciła po 1 połączeniu. No i tak to się skończyło.
Kurde nie powiem trochę rozdrapałem to bo już było w miarę okej, ale jakoś nadal serce mi podpowiada by próbować myślicie że pojechać z kwiatami do niej teraz na weekend do domu? Ma akurat wolne, może uda się z nią porozmawiać.

Wiecie co jest najgorsze, że rozum mi mówi zostaw to już w cholerę.

Cały czas wyświetlają mi się jej rollsy który likuje, i ona chyba sama rozbita jest z jednej strony chce miłości z drugiej co chwilę mój ex chuj taki, lepiej dać szanse 15 chłopakom niż 15 razy jednemu, ja wracająca na tindera, a za chwile jak napisałem do niej to że w końcu Bóg wysłuchał o zmianie, a zaraz miłość i kwiaty które często jej dawałem...
Nie powiem bardziej bym poszedł za sercem i dalej walczył, ale trochę niszczy mnie to od środka te wszystkie myśli. Co myślicie warto próbować i pojechać do niej?

Nie będę czarował przed napisaniem do niej czułem trochę spokój, ulgę a jednak chcę próbować...


Wiem że to takie trochę wylewanie emocjo ale chyba mi tak lepiej po prostu xD
Jednak był to trochę intensywny czas...

22

Odp: Krótki ale burzliwy

Poświęciłam się i przeczytałam ten pierwszy post, masz dużo za uszami, ale to jest tak niestabilna emocjonalnie dziewczyna, że żadnej przyszłości i tak nie będziesz z nią miał, więc nie wiem na co liczysz.
Druga sprawa, jeśli zaakceptowałeś ją taką jaka była to po co wymawiałeś tego faceta, nie baw się też w ratownika bo to nie jest rola partnera.
A już samo płaszczenie się jest odpychające. A takie obiecanki, zmienię się to możesz włożyć między bajki, bo tego nawet sam nie wiesz, jak będziesz reagował na daną sytuację.
Nie marnuj sobie i jej czasu na jakiekolwiek oczekiwania względem siebie, dziewczyna nie nadaje się do stałego związku, sama o tym mówi, z ty starasz się tego nie słyszeć.
Teraz też cię wyraźnie odrzuca, a do ciebie to nie dociera.
Terapia to by się przydała tobie i jej.

23

Odp: Krótki ale burzliwy
wieka napisał/a:

Poświęciłam się i przeczytałam ten pierwszy post, masz dużo za uszami, ale to jest tak niestabilna emocjonalnie dziewczyna, że żadnej przyszłości i tak nie będziesz z nią miał, więc nie wiem na co liczysz.
Druga sprawa, jeśli zaakceptowałeś ją taką jaka była to po co wymawiałeś tego faceta, nie baw się też w ratownika bo to nie jest rola partnera.
A już samo płaszczenie się jest odpychające. A takie obiecanki, zmienię się to możesz włożyć między bajki, bo tego nawet sam nie wiesz, jak będziesz reagował na daną sytuację.
Nie marnuj sobie i jej czasu na jakiekolwiek oczekiwania względem siebie, dziewczyna nie nadaje się do stałego związku, sama o tym mówi, z ty starasz się tego nie słyszeć.
Teraz też cię wyraźnie odrzuca, a do ciebie to nie dociera.
Terapia to by się przydała tobie i jej.

Mogłabyś mi przybliżyć co masz na myśli mówiąc masz dużo za uszami, dobrze byłoby usłyszeć od kobiety jakieś zdanie.


Kiedy mówiła że nie nadaje się do stałego związku?
Ja serio jestem taki ślepy?

24 Ostatnio edytowany przez wieka (2025-11-06 22:33:21)

Odp: Krótki ale burzliwy

Z tego co napisałeś, to od początku mówiła, że ona nie chce związku.
Ja widzę, że ona nawet nie nadaje do związku bo nie jest stabilna emocjonalnie. Z jej przeszłością też się nigdy nie pogodzisz, więc czemu nie odpuścisz? Powinieneś się cieszyć, że ona zerwała.
Widać, że byłeś upierdliwy i zbyt wybuchowy,
sam to pisałeś, a pytasz co masz za uszami big_smile
Edit.
Dodam jeszcze, że ona może być nimfomanką, jest dobra w te klocki, więc można powiedzieć, że zakochałeś się w seksie.
Bo czego to facet nie zrobi dla dobrego seksu big_smile
Jeden opowiadał, że zakochał się w nimfomance, do tego stopnia, że zamykał ją w domu, żeby nie poszła w długą, jednak nie upilnował.

25

Odp: Krótki ale burzliwy

Owszem ale jednak weszła w ten związek i sama wyszła z inicjatywy tego by wejść w związek. Nie uważasz że to była trochę gra z jej strony że tak powiedziała bo tego samego dnia na 2 randce powiedziała, że się wkręca i sama po jedzeniu chciała spędzić jeszcze trochę czasu razem.

Fakt byłem zbyt wybuchowy ale strasznie mnie to bolało. Nawet bardzo bolało.

Teraz też trochę zrozumiałem, że nie mogę jej po pierwsze za to winić bo nie ma o co, a czy moralnie to co robiła wcześniej było dla mnie okej czy nie to już każdy sam oceni, ale to było kiedyś, teraz jest teraz a nie wracać do jakieś śmiesznej przeszłości. I po drugie najważniejsze skoro już wiem o tym, skoro otworzyła się przede mną z tym i mimo wszystko wszedłem w ten związek to chyba to akceptuje skoro taką decyzję podjąłem.
Szkoda że dopiero teraz to zrozumiałem, musiał mi ktoś inny to przetłumaczyć.
Upierdliwy też byłem bo ile można się kłócić cały czas o jeden temat.
Chciałbym się jednak coś zmienić dopiero teraz to zauważyłem.

Dużo przeszła dziewczyna na początku mocno ją wspierałem i dziękowała mi za to. Może teraz dotarło do niej że zakochała sie we mnie bo miała trudny moment i byłem trochę taką poduszką? Czy to już za bardzo przekminiam? big_smile

Straszy mam mętlik w tej mojej głowie

26

Odp: Krótki ale burzliwy

Odnieś się do tego co dopisałam w ostatnim poście.

27

Odp: Krótki ale burzliwy

Ciekawy temat poruszyłaś ale powiem szczerze jesli o seks chodzi to lekki zawod miałem jakby nie ze byla zła czy cos ale jak na doświadczenie które posiadała to jednak lekki zawód. 

A czy jest nimfomanka bardzo mozliwe nie wiem tego haha ale ja tez to lubiłem więc ciezko trzeźwo to stwierdzić heh
Ogolnie byla bardzo zadowolona z naszego współżycia.

Myślisz ze moze tam byc jakas bipolarnosc jak pisali wyżej?

28

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

Ciekawy temat poruszyłaś ale powiem szczerze jesli o seks chodzi to lekki zawod miałem jakby nie ze byla zła czy cos ale jak na doświadczenie które posiadała to jednak lekki zawód. 

A czy jest nimfomanka bardzo mozliwe nie wiem tego haha ale ja tez to lubiłem więc ciezko trzeźwo to stwierdzić heh
Ogolnie byla bardzo zadowolona z naszego współżycia.

Myślisz ze moze tam byc jakas bipolarnosc jak pisali wyżej?

Jak najbardziej może to być ChAD jak i borderline, w każdym razie wygląda na zaburzenie osobowości.
Dlatego odpuść i tak jak pisałam ciesz się, że ona zerwała.

29

Odp: Krótki ale burzliwy

No dobra wracam big_smile

Nie wiem od czego zacząć bo trochę się wydarzyło smile
Więc zacznę jak wcześniej napisze krótko, a wyjdzie długo

Przejdźmy do rzeczy.
Więc jak to młody umysł postanowiłem zawalczyć o ten związek no i zawalczyłem.
Czy było lepiej? Może przez chwilę, a może nie. Sam już nie wiem.
Były kolejne sytuacje które się nie miały pojawiać np. przedostatnia (do ostatniej jeszcze przejdziemy smile, gdzie po imprezie odbieram ją ona wypita dotyka chłopaka jakiegoś i mówi do niego ale ty masz mięśnie. Nie spodobało mi się co nie omieszkałem jej powiedzieć. Oczywiście ona nic złego nie zrobiła, ona nie chciała to był tylko żart i ja go nie zrozumiałem. Zapytałem wprost czy tobie by przeszkadzało jeżeli ja bym tak zrobił. To uwaga, usłyszałem że tak. Ale akurat u niej to był tylko "żart".
Dobra jakoś się dogadaliśmy, pogodziliśmy. I dalej to trwało raz lepiej, raz gorzej. Rozstaliśmy w ciągu ostatniego tygodnia 2 razy. Za każdym razem ona wychodziła z tego związku krzyczała jaki to ja nie jestem zły, narcystyczny, zazdrosny i toksyczny, by zaraz potem po rozmowie hmm 4h gdzie podjęliśmy decyzję że jednak lepiej się rozejść bo nie będziemy razem szczęśliwi zadzwonić i zaprosić mnie do siebie do domu na noc(a ja młody głupi zawróciłem i zostałem) Mi przeszkadza jej przeszłość i zachowanie nazwijmy to "luźne" w związku, a mi to przeszkadza i ona nie mogła tego uszanować bo średnio co miesiąc robiła mi jakąś taką przykrość. To lajkowała posty byłego ,to zaczepiała się z jeszcze jednym byłym. Koniec końców postawiłem jasną granicę że nie będę tego tolerował i albo odcina się od byłych całkowicie. Nie lajkuje postów, nie rozmawia z nimi a nic, a szczególnie z jednym z którym się spotkała jakoś chwilę przed rozpoczęciem naszego związku (jest to były, były, były taki 5 letni były po prostu). Okej obiecała, zaufałem.
Dodam tak przy okazji jak przejdziemy dalej, byłem karany za to że np. zasnąłem po pracy, że np. zasnąłem jak ona u mnie była przy oglądaniu filmu bo chciała się napić wina ale nawet nie powiedziała o tym xD A ja byłem zmęczony bo od 2 tygodni miałem cały czas ranki to jeszcze na weekend gdzie odsypiam woziłem ją o 3 rano do pracy xD Czy np. za to że mówię jej że dzisiaj idę do mojego kolegi to tak od razu samopoczucie minus 100 i taka od razu depresja co również odbijało się mocno na mnie bo zamiast miło spędzić czas z dobrym przyjacielem myślałem i pisałem z nią bo ta wystraszona. Oczywiście, sprawdzane były moje listy znajomych na instagramie oraz facebooku. Mało tego już raz się wkurwiłem dałem jej swój telefon, odblokowałem i mówię masz. Sprawdzaj co chcesz. Ja idę robić jedzenie. Sprawdziła wszystko nic nie znalazła bo naprawdę ją kocham, a może już kochałem. 

Do czasu aż nie wybiły jego urodziny.
Wyświetla mi się on z ciekawości wchodzę patrzę lajkuje mu posty. Napisałem jej grzecznie że tak się nie umawialiśmy i dała mi słowo. I pytam czy może życzenia mu składasz? Odpowiedziała że tak. I pytam co ma mi dopowiedzenia w takim razie. Dlaczego to zrobiła. Napisała mi cytując "przepraszam xD".
Wkurwiłem się nie będę kłamał bo poczułem się zlany. Ona zaczęła się tłumaczyć, że ona nie wie dlaczego to zrobiła. Pytam nie zapaliła Ci się lampka że mogę być zły, że możesz mnie zranić. Odpowiedziała że zapaliła ale i tak to zrobiła. Na pytanie dlaczego, odpowiadała że nie wie dlaczego to zrobiła. Po prostu to zrobiła. Więc pytam czyli co życzenia dla byłego były ważniejsze niż obietnica złożona obecnemu? Nie była, ja jestem ważniejszy, on nic dla niej nie znaczy (zranił ją już kiedyś) to po co to zrobiłaś? To mówię zablokuj go i problem z głowy. Nie będę go blokować to już nie twój problem. Nie wiem. No i takie koło Macieja się kręciło ja się napędzałem ona się napędzała bo tak szczerze to miałem wrażenie że ona nie czuje że zrobiła coś złego, że mogło mnie to zranić alb coś. Dla niej to coś normalnego.
Kłóciliśmy się jeszcze tylko bardziej, ona chciała zrywać, zaczęliśmy się wyzywacie. Wiecie jak to wygląda w młodych główkach. Moja racja! Moja racja! I takie darcie ryja na siebie. 
W końcu się wkurwiłem (dodam, że byłem w pracy) i postanowiłem od niej nie odpisywać nie odbierać i napisałem głupio że idę posłuchać muzyki (kurwa jakie to było głupie) szczerze to chodziło żebym psychicznie sobie odpoczął. Ja cały czas byłem w pracy i ona o tym wiedziała.  (tym bardziej patrząc na jej stan - więcej szczegółów wyżej - krótko mówiąc miała próbę samobójczą). I wydzwoniła wszystkich moich znajomych by do mnie zadzwonili, moich pracowników jak i moją rodzinę. Wiadomo wszyscy stanęli za mną ja im powiedziałem że się pokłóciliśmy nie słuchajcie jej, nawet jej nie odpasujcie. Więc jak wszyscy ją zlali. Postanowiła zadzwonić na policje (dodam że co jakiś czas jej odpisywałem trwało to z 3h jakoś myślę i co jakiś czas jej tam odpisywałem) Policja pod dom podjechała chcieli mi drzwi wyważać bo mnie nie było bo byłem w pracy dopiero sąsiadka ich ogarnęła aż przyjechali do pracy gdzie opowiedziałem o sytuacji i cały czas tu jestem. Wezwali karetkę sprawdzili no i po 5 minutach w karetce mnie wypuścili. Powiedzieli że wszystko jest okej i mogę wracać nic mi nie jest. Ogólnie dużo przypału i problemów się z tego zrobiło ,ale tutaj jej nie winie bo jest w tym też kawałek mojej winy. Mogłem odebrać, mogłem głupio nie pisać w nerwach nawet jak miałem co innego na myśli. Także pamiętajcie trzeba dobrze dobierać słowa to moja rada po tej "przygodzie jak z filmu".
No i jak ta sytuacja się cała kończy. Wypisywała do moich znajomych czy się odezwałem. Oni nie chcieli się już wtrącać w to jest pisali albo nie wpierdalam albo jakieś głupie odpowiedzi. Myślę że dużo wpłynęło jej tutaj że znajomy napisał jej że "jak się martwisz jak napisałaś dzisiaj że masz go w piździe". I faktycznie we wcześniejszych wiadomościach tak mu napisała. On po prostu odbił piłeczkę i stanął w mojej obronie.

Następnego dnia wstaje patrzę, zablokowany na facebooku, insta itp. potem się okazuje że moi znajomi również są zablokowani i usunięci z znajomych.
Pojechałem grzecznie po swoje rzeczy. Na początku mi nie chciała otworzyć. Mówię spoko. Poczekam jeszcze chwilę i zobaczymy co dalej. W końcu otwiera mi, rzuca mi te rzeczy (konsolę, sprzęty rtv i ciuchy). Ale powiem wam szczerze pomijając fakt że bardzo od niej śmierdziało alkoholem to jakbym zobaczył wrak człowieka. W oczach widziałem obłęd. Raz kucała, wstawała, raz się bała(?). Raz mówi że jestem ważniejszy dla niej niż kto inny. Mówię spoko bądź szczęśliwa z tym kogo wybrałaś, zamiast obietnicy swojego obecnego to ta krzyczy że nic dla niej on nie znaczy. Potem krzyczy że mnie nie kocha, że mam ją zostawić ogólnie zaczęła się trząść i telepać. Zmartwiłem się wtedy już o nią tym bardziej że już sobie kiedyś chciała coś zrobić. I mówie do niej spokojnie. Uspokój się wszystko jest okej. Chcesz żebym do kogoś zadzwonił. Ta z obłędem w oczach krzyczy, że nie. Mam do nikogo nie dzwonić. Cały czas stałem przed progiem nie chciałem na siłe wchodzić tym bardziej patrząc na jej stan. Ta dalej krzyczy bym ją zostawił. Dalej spokojnie, uspokój sobie. Czy wszystko okej, czy coś brałaś, czy potrzebujesz jakieś pomocy. Nadal to samo wystraszona krzyczała bym ją zostawił. Mówię okej ja właśnie odchodzę zobacz nie wchodzę Ci do mieszkania w każdej chwili możesz zamknąć te drzwi. Nie denerwuj się. Ja nie przyszedłem się z tobą kłócić. Dalej jakby w jakimś napadzie była. Nie wiem jak to nazwać. Nie zachowywała się po prostu normalnie. Mimo wszystko wziąłem rzeczy i odszedłem ale powiedziałem jej że napisze do jej siostry bo się po prostu martwię. Jak zrobiłem tak powiedziałem. Jej siostra przyjęła wiadomość. Nie miała jak do niej podjechać ale dzwoniła. I teoretycznie feed backu nie mam, ale wydaje mi się ze wszystko okej.

No i w sumie tak się właśnie ta historia zakończyła. Witam w moim życiu. A potem się dziwić że zastanawiam się czy nie iść do psychologa smile

Zostawiam ta historię troszkę po to bo może ktoś się nauczy na moich błędach czy po prostu jej no i mam parę pytań również z tym związanych.

1. Czy ja jestem jakiś mocno jebnięty na punkcie zazdrości. Obiecała mi że będzie akceptować moją granicę. Mimo wszystko tego nie zrobiła i zrobiła to z premedytacją. Bo przecież ja byłem ważniejszy.
2. Czy to normalnie że chcę do niej wracać, napisać krótką wiadomość i dać kwiatka małego na walentynki. Czy ja mam syndrom jakiegoś zjebanego ratownika i ja chcę ją ratować wielce. Bo serio bardziej się martwię przez ostatnie dni (akcja cała dzieje się od 3 dni) niż problemami w pracy czy we własnej głowie.
3. Czy powinienem dzisiaj/jutro do niej napisać i zapytać czy wszystko u niej okej, by się po prostu przestać martwić?
4. Czy idzie się tu "dotrzeć" że tak powiem żeby nie było kłótni, był szacunek i wzajemna akceptacja?
5. Czy to normalne że od razu próbuje robić z mnie najgorszego? Mimo że naprawdę ona sama o tym wie, że pomogłem jej więcej niż oczekiwała. Ja jestem na wypisie z psychatryka, ja się nią opiekowałem, ja zabierałem na wyjazdy, ja przywoziłem jedzenie. I mówi zawsze w kłótni raz, że pamięta i wie że dużo dla niej zrobiłem by następnie że nie pamięta za wiele z tamtego okresu. Więc no.
6. I czemu jest mi tak ciężko od niej odejść, rozumiem że to miłość. Ale jak to przy ostatnim rozstaniu mi powiedziała. Miłość to nie wszystko, ale mimo tych przykrości tego wszystkiego, stresu itp. nadal mnie do niej ciągnie. Raczej nie będę miał problemu z znalezieniem innej kobiety. Biegam, ćwiczę, jestem raczej z tych rozmownych. Nigdy problemów nie było i teraz też pewnie nie będzie. To dlaczego tak bardzo mimo wszystko chcę coś próbować tu tworzyć.

Z góry dziękuje za odpowiedzi!  Zdrówka wszystkim życzę i sobie również.

30

Odp: Krótki ale burzliwy

Faktycznie koszmarnie długo się rozpisujesz.

W sumie się nie przebiłam przez całą historię + update, więc traktuj moją odpowiedź ze szczyptą soli. Na szybko:

1. Czy ja jestem jakiś mocno jebnięty na punkcie zazdrości. Obiecała mi że będzie akceptować moją granicę. Mimo wszystko tego nie zrobiła i zrobiła to z premedytacją. Bo przecież ja byłem ważniejszy.
Odp. Nie mam pojęcia, nie znam kontekstu.


2. Czy to normalnie że chcę do niej wracać, napisać krótką wiadomość i dać kwiatka małego na walentynki. Czy ja mam syndrom jakiegoś zjebanego ratownika i ja chcę ją ratować wielce. Bo serio bardziej się martwię przez ostatnie dni (akcja cała dzieje się od 3 dni) niż problemami w pracy czy we własnej głowie.
Odp. Zasadniczo jak z kimś zrywasz to NIE JEST dobrym pomysłem podtrzymywać później jak głowę umarłego liścikami, kwiatkami itd. Zerwanie jest zerwaniem i nie ma sensu tego zamulać mieszanymi albo dwuznacznymi sygnałami.


3. Czy powinienem dzisiaj/jutro do niej napisać i zapytać czy wszystko u niej okej, by się po prostu przestać martwić?
Odp. Myślę, że nie ma tu jednoznacznego "powinieneś albo nie". Jeśli się rozeszliście to trochę nie ma sensu sprawdzać co u niej, no bo już nie jesteście razem. Jeśli pytasz to ryzykujesz np. że nie otrzymasz wcale jednoznacznej odpowiedzi, która by Cię mogła uspokoić, tylko albo coś niejednoznacznego, albo milczenie, i generalnie będzie równie niejasno jak teraz. W takim wypadku raczej nie będziesz uspokojony. Po prostu licz się z tym, że zapytanie niekoniecznie rozwieje zmartwienie / uspokoi emocje.


4. Czy idzie się tu "dotrzeć" że tak powiem żeby nie było kłótni, był szacunek i wzajemna akceptacja?
Odp. Nie mam kontekstu, ale zasadniczo jeśli się rozstaliście to raczej mieliście do tego powód. Jeśli były kłótnie, nie było szacunku i nie było akceptacji (ta ostatnia to trochę śliska kwestia, może znaczyc milion różnych rzeczy zależy kto mówi) no to raczej nie rokuje najlepiej na zejscie się z powrotem. Znaczy, bardziej od faktu występowania kłótni ważne jest jak szybko się godzicie po takiej kłótni i jak bardzo nietoksycznie. Ciężko cię docierać, jeśli narasta między parą ściana kwachu.

5. Czy to normalne że od razu próbuje robić z mnie najgorszego? Mimo że naprawdę ona sama o tym wie, że pomogłem jej więcej niż oczekiwała. Ja jestem na wypisie z psychatryka, ja się nią opiekowałem, ja zabierałem na wyjazdy, ja przywoziłem jedzenie. I mówi zawsze w kłótni raz, że pamięta i wie że dużo dla niej zrobiłem by następnie że nie pamięta za wiele z tamtego okresu. Więc no.
Odp. Nie zakładałabym, że Ona na 100% wie i rozumie itd. Twój punkt widzenia. Może nie wiedzieć i nie rozumieć. To nie musi być oczywiste.

6. I czemu jest mi tak ciężko od niej odejść, rozumiem że to miłość. Ale jak to przy ostatnim rozstaniu mi powiedziała. Miłość to nie wszystko, ale mimo tych przykrości tego wszystkiego, stresu itp. nadal mnie do niej ciągnie. Raczej nie będę miał problemu z znalezieniem innej kobiety. Biegam, ćwiczę, jestem raczej z tych rozmownych. Nigdy problemów nie było i teraz też pewnie nie będzie. To dlaczego tak bardzo mimo wszystko chcę coś próbować tu tworzyć.
Odp. Bo ja wiem. Spróbuj zrobić sobie solidną introspekcję i może znajdziesz powód. Ja obstawiam zaangażowanie, włożyłeś w dziewczynę dużo czasu, energii i starań i frustruje Cię, że nie przynoszą efektów. To trochę jak z hazardem, trzeba czasem wiedzieć kiedy odejść od stołu.

Podsumowując: Jeśli dziewczyna ma za sobą szpital psychiatryczny, to uciekaj chłopie i układaj sobie życie jakkolwiek, byle nie z nią. Wariaci są niebezpieczni, niestety, i to na więcej sposobów, niż oklepane bieganie z siekierą. Inaczej po prostu prosisz się o kłopoty.

31 Ostatnio edytowany przez BRK125 (2026-02-04 22:15:43)

Odp: Krótki ale burzliwy

Dzięki za odpowiedź!
Ogólnie nie rozwiało to moich wątpliwości, najbardziej zależało mi na tym właśnie pytaniu nr 1.

Kontekst jest tak naprawdę pod koniec tej historii, dlatego pewnie nie znasz kontekstu. Tak czyś jak dziękuje za odpowiedź. Wiele to dla mnie znaczy.  Dziękuje.

Jeśli chodzi o kontekst akceptacji. Chodzi o akceptacje postawionych granic po prostu.

Może ktoś inny się jeszcze wypowie i doradzi.
Dzięki raz jeszcze

32

Odp: Krótki ale burzliwy

Ktoś jeszcze coś by mi doradził?

33

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

Ktoś jeszcze coś by mi doradził?

Kopnij wreszcie w dupę tego lachociąga, którego większość z miasta już miała.

Zaakceptuj, że byłeś tylko kolejnym w kolejce i ciesz się, że jakiegoś dzieciaka nie zrobiłeś.

I zapamiętaj: DON'T STICK YOUR DICK IN CRAZY!!!

34

Odp: Krótki ale burzliwy

Dla pewności i dmuchania na zimne zrób może jakieś badania na najpowszechniejsze choroby weneryczne. W Diagnostyce można zrobić prywatnie, może dasz radę wycisnąć na NFZ jak się postarasz. Nie zapomnij o teście na tą tam żółtaczkę któregoś typu, która na starość rozwala wątrobę.

35

Odp: Krótki ale burzliwy

Dobra, doczytałam do tego kawałka i wszystko jasne:

"Ona tego samego dnia gdy nie chciałem wchodzić w relacje poszła się powiesić."

Uciekaj od wariatki jak najdalej. Nad czym się jeszcze chłopie zastanawiasz?

36

Odp: Krótki ale burzliwy
BRK125 napisał/a:

I czemu jest mi tak ciężko od niej odejść, rozumiem że to miłość.

No błagam, jaka miłość? Jeśli już, to destrukcyjne uzależnienie od emocji, których Ci dostarcza. To jest niszczący rollercoaster, który będzie Twoją codziennością, jeśli zdecydujesz się to ciągnąć. Im szybciej to do Ciebie dotrze, tym lepiej i - napiszę to bez cienia przesady - zwyczajnie bezpieczniej.

37

Odp: Krótki ale burzliwy

Z początku czytając wątek, stwierdziłem, że to może być bajeczka (i nadal może nią być). Ta chaotyczna historia jest jednak bardzo realistyczna!
Przerabiałem podobną historię lata temu. Czytając o tym chaosie, aż mi się wszystko przypomniało.
Jak dla mnie ta pani to książkowy przykład borderline. Możliwe, że przy okazji towarzyszy temu również zaburzenie dwubiegunowe.


BRK125 napisał/a:

1. Czy ja jestem jakiś mocno jebnięty na punkcie zazdrości. Obiecała mi że będzie akceptować moją granicę. Mimo wszystko tego nie zrobiła i zrobiła to z premedytacją. Bo przecież ja byłem ważniejszy.

Nie rozumiem pytania. Ona wielokrotnie dawała Ci powody do zazdrości, a Ty masz złe doświadczenia z poprzednich związków. 2 z 2 punktów odznaczone.
Zawsze będzie u niej pokusa. Pisania z kimś obcym kto do niej zagadał, lub jej pisania do byłej/byłego. Na dodatek jeszcze sama może Ci o tym mówić. Argumentując, że to tylko rozmowa dla zabawy lub z nudów.
Tego nie wyplenisz! Natomiast z czasem zacznie Ciebie odcinać od Twoich znajomych. Ty z kolei możesz stać się jeszcze bardziej zazdrosny. Miej jeszcze resztki godności i nie kontaktuj się z nią więcej!



BRK125 napisał/a:

2. Czy to normalnie że chcę do niej wracać, napisać krótką wiadomość i dać kwiatka małego na walentynki. Czy ja mam syndrom jakiegoś zjebanego ratownika i ja chcę ją ratować wielce. Bo serio bardziej się martwię przez ostatnie dni (akcja cała dzieje się od 3 dni) niż problemami w pracy czy we własnej głowie.

Tak. To normalne. Jesteś współuzależniony. Jesteś ratownikiem. Poczytaj o borderline. Książkę. A nie artykuły na jakimś gównoportalu.
Moja rada. Nie rób już tego. Żadnych listów, kartek, kwiatów. Mimo, że wydaje Ci się to teraz dobrym ruchem, to tylko pogłębi potem Twój smutek, bo tak się znowu postarałeś, a wyszło jak zwykle.
Na chwilę będzie dobrze, górka emocjonalna u niej, dasz jej tego czego chce, Ty dostaniesz na chwilę uwagę i ciepło, a za moment ona rzuci tym wszystkim o ścianę! Tak to działa w borderline.
Ponadto. Nie możesz zaniedbywać siebie i swoich obowiązków!



BRK125 napisał/a:

3. Czy powinienem dzisiaj/jutro do niej napisać i zapytać czy wszystko u niej okej, by się po prostu przestać martwić?

Skończ to raz, a dobrze! Nie kontaktuj się. Przebolej, poświęć temu czas. Poczujesz się lepiej.



BRK125 napisał/a:

4. Czy idzie się tu "dotrzeć" że tak powiem żeby nie było kłótni, był szacunek i wzajemna akceptacja?

Nie. Jeśli już, to tylko na chwilę.
Wyznania miłości, a po godzinie zerwanie kontaktu. Powroty, rozstania, ucieczki, blokowanie. To jest zaburzenie. I to jest brak szacunku do siebie, że przyjmujesz ją z powrotem!



BRK125 napisał/a:

5. Czy to normalne że od razu próbuje robić z mnie najgorszego? Mimo że naprawdę ona sama o tym wie, że pomogłem jej więcej niż oczekiwała. Ja jestem na wypisie z psychatryka, ja się nią opiekowałem, ja zabierałem na wyjazdy, ja przywoziłem jedzenie. I mówi zawsze w kłótni raz, że pamięta i wie że dużo dla niej zrobiłem by następnie że nie pamięta za wiele z tamtego okresu. Więc no.

Tak. Osoba w zaburzeniu borderline stosuje zasadę odbicia. Prosty przykład:
- Masz problem i potrzebujesz pomocy!
- Co?! Ja jestem chora?! Nie! To ty jesteś chory!

A to, że czasem pamięta co dla niej akurat zrobiłeś lub przy niej byłeś jest krótkotrwałe. Później i tak obrzuci Cię błotem przed rodziną, czy przed znajomymi.



BRK125 napisał/a:

6. I czemu jest mi tak ciężko od niej odejść, rozumiem że to miłość. Ale jak to przy ostatnim rozstaniu mi powiedziała. Miłość to nie wszystko, ale mimo tych przykrości tego wszystkiego, stresu itp. nadal mnie do niej ciągnie. Raczej nie będę miał problemu z znalezieniem innej kobiety. Biegam, ćwiczę, jestem raczej z tych rozmownych. Nigdy problemów nie było i teraz też pewnie nie będzie. To dlaczego tak bardzo mimo wszystko chcę coś próbować tu tworzyć.
.

Zabrzmi okrutnie. To nie jest miłość! Co najwyżej czuje do Ciebie sympatię albo są to chwilowe odruchy sympatii.
To Ty się uzależniłeś od niej, Ty zdajesz się ją kochać i to ona jest dla Ciebie ważna. Zrozum tylko człowieku, że miłość powinna być z obu stron. Tu miłości nie ma!
To będzie wieczna przepychanka. Ona da Ci czasem okruszki, a Ty je będziesz zbierać! Nie sądzisz, że zasługujesz na więcej?
Zakończ to, póki nie zrobiła Ci totalnego bajzlu w życiu. Tym bardziej jeśli masz jakieś atuty i wchodzenie do nowych relacji nie sprawia Ci kłopotu.



wieka napisał/a:

Prawdą jest, że borderki bardzo uzależniają i to one rzucają facetów, nie odwrotnie.
Facet po takiej relacji ma ogromne trudności w nawiązaniu nowej.

Coś w tym jest. Dlatego im szybciej się z takiej relacji wyjdzie, tym lepiej!



Podsumowując.
Nie warto marnować więcej swojej energii i czasu na tak mocno zaburzoną osobę. O uczuciach nie wspomnę.
Brzmi to okrutnie ale po czasie się to rozumie. Lepiej raz porządnie przeboleć i być wolnym. Ona robi Ci krzywdę.
Osoby z borderline wymagają długoletniego leczenia farmakologicznego, psychiatrycznego oraz pomocy psychologa, co i tak może nie przynieść stałego efektu.
Leki z czasem słabną, a dobrego specjalistę trzeba najpierw dobrać (mało jest dobrych lekarzy i terapeutów w tej specjalizacji).
Terapia może także zostać zaprzepaszczona jednym gorszym dniem/sytuacją/pominięciem leku.
Nie bądź dłużej frajerem, bo taki związek Cię tylko przemieli i wypluje. Im szybciej zerwiesz ten plaster, tym lepiej dla Ciebie!

38

Odp: Krótki ale burzliwy
_Ramzes_ napisał/a:

Jak dla mnie ta pani to książkowy przykład borderline. Możliwe, że przy okazji towarzyszy temu również zaburzenie dwubiegunowe.

Dokładnie to samo zauważyłem jeszcze w listopadzie.

Borderkicia zryje łeb, ale potrafi zrobić helikopter smile

Posty [ 38 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024