Hej,
Z dziewczyną byłem dosyć krótko jakieś 3 miesiące. Sam kontakt mieliśmy może z 4-5 miesięcy.
Od samego początku złapaliśmy dobry vibe, rozumieliśmy się bez słów na początku pisaliśmy całymi dniami. Pojechała wtedy do pracy za granicę w tym czasie cały czas rozmawialiśmy, żaliła mi się jak tam ciężko że płaczę itp. cały czas też "kręciliśmy" z sobą szło to raczej w kierunku związku niż zastania znajomymi. Gdy wróciła z pracy zagranicą (pojechała tam tylko na miesiąc) doszło do pierwszego spotkania, tam niestety moje pierwsze wrażenia nie były najlepsze tym bardziej, że ona przedstawiła mi się trochę jak tak "szon" (wiem, że to brzydko zabrzmi, ale niestety tak było). Była kiedyś typową tinderówką, gdzie raczej nie było problemu by z kimś się przespała (było to z 4 lata temu) więc i ilość partnerów seksualnych ma dużą za sobą, jak mówiła myślała że musi się wyżalić. Nie jestem typem który raczej ukrywa co myśli więc wprost powiedziałem że takie coś mnie nie interesuje. Zgrywała też strasznego cwaniaka że chłopy się w niej zakochiwali a ona ich odrzucała. Cały czas zgrywała taką wielką Panią.
Nie będę kłamał po pierwszej randce pomyślałem sobie, że nie to nie to i raczej taka osoba mnie nie interesuje, natomiast trochę uniosłem się dumą i doszło do drugiej randki, nie z powodu mojej chęci "wyrwania" jej, a raczej pokazania jej że na każdego kozaka znajdzie się większy kozak. Wiem jak to brzmi ale tak było. Mówiła teksty typy: "jadę z siostrą do Hiszpanii, może trafi się jakiś latynos" ; "Myśle by trochę poodpierdalać"
Poszliśmy na drugą randkę ja już wcześniej zaznaczyłem że nie interesuję mnie sex lecz bardziej związek. Ona natomiast na drugiej randce cały czas twierdziła, że nie szuka związku i nie chce wchodzić w żaden związek i co najwyżej otwarty związek. Widziałem po niej że wcale jej nie chodzi o otwarty związek więc dumnie zaproponowałem trójką, ale ona "się nie dzieli". Widziałem po niej że zaczyna czuć coś więcej, ale nie chce dopuścić uczucia jeszcze do siebie. Po randce pojechaliśmy na widoczek porozmawiać tam przeszliśmy burzliwą rozmowę o jej przeszłości i wtedy też się dowiedziałem, że podczas gdy wyjechała do pracy zagranice przespała się z innym (formalnie nie byliśmy razem natomiast kręciliśmy już z sobą) Był to dla mnie kolejny lekki zawód bo zamiast zmiany tej dziewczyny w mojej głowie wykreował się obraz braku zmiany i bycia dalej tą samą osobą, czyli "tinderówką". Dodam że podczas opowiadania tego powiedziała mi, że się wyżyła z lekkim uśmiechem(wiem, że reaguje tak na stres, ale czy to był stres?). Po burzliwej rozmowie pocałowała mnie i powiedziała, że tak wkręca się ale się boi wchodzić w relacje. Była też chęć by doszło do czegoś więcej natomiast ja nie chciałem.
Doszło do 3 randki i tam ja zacząłem się ja wkręcać, coraz bardziej zaczęła mi się podobać ale bałem się tej relacji przez pryzmat tego wszystkiego. Cały czas to wszystko siedziało mi w głowie.
Następnego dnia po 3 randce, napisała do mnie, że się wkręce we mnie i że chciałaby coś z mną spróbować stworzyć i że dla mnie się zmieni i zrezygnuje z tego o czym mówiła. Nie chciałem tak szybko wchodzić w relacji po 3 spotkaniach więc powiedziałem, że nie chce na ten moment. Wpadła w histerie i jakiś szał.
Jakby znam siebie na tyle dobrze, że wiem że ta historia z innym oraz jej przeszłość będzie mi ciążyć (2 razy zostałem zdradzony jednak coś zostaje w głowie) więc odmówiłem wchodzenia teraz w relacje i że wole się lepiej poznać.
Ona tego samego dnia gdy nie chciałem wchodzić w relacje poszła się powiesić. Całe szczęście gałąź się zerwała. Ogólnie mocno to przeżyłem i gdybym nie wziął tego na serio to kto wie jakby się skończyło. Powiadomiłem całą rodzinę wszyscy jej szukali tylko mi wysyłała zdjęcia i tak udało się jak odnaleźć. Mówiła że to nie moja wina, ale zbyt wiele rzeczy na to wskazywało mimo że nic złego nie zrobiłem. Miała tez wcześniejsze problemy które ją dopierdalały i już wcześniej myślała o próbie samobójczej.
Wtedy też napisałem jej pierwszy raz że ją kocham (trochę żałowałem bo napisałem to pod chwilą emocji i tego co się stało i w jakim była stanie) Oczywiście tego dnia gdy próbowała się powiesić zwolniłem się wcześniej z pracy i również jej szukałem.
Strasznie mnie dojechała ta sytuacja i mimo że na początku nie chciałem wchodzić z nią w relacje bo raczej nic z tego nie będzie to wiedziałem że teraz muszę. Przyjeżdżałem do szpitala, odwiedzałem ją, przywoziłem różne rzeczy itp. nawet na wypisie zapisano że gdy przychodził "przyjaciel" pacjent się uśmiechał i cieszył. Przyznam się że koledze nawet mówiłem ,że chujowa sytuacja bo muszę być teraz w tym związku by sobie nic nie zrobiła a ja nawet nie wiem czy chcę być w tym związku (nadal miałem w głowie jej przeszłość wraz z tym innym chłopem. Ten chłop najbardziej siedział mi w bani).
Po paru tygodniach spędzania czasu razem i zachowywaniu się jak para jednak zacząłem dostrzegać pozytywne cechy u dziewczyny i zacząłem się zakochiwać i się zakochałem. Dawałem jej bardzo i to bardzo dużo wsparcia w tym trudnym okresie dla niej. Spędzałem z nią bardzo dużo czasu, spałem u niej często. Miłość kwitła. Widać po niej było że bardzo mnie kocha, nawet za bardzo ale każdy odczuwa miłość po swojemu. Chciałem z nią odbyć rozmowę o tym wszystkim ale przez pryzmat ostatnich wydarzeń nie mogłem by jej nie denerwować i stresować. Bałem się że spróbuje jeszcze raz to zrobić tym bardziej że miała nawroty myśli samobójczych.
W tym czasie zamiast budować moje zaufanie (byłem nieufny przez to wszystko) to trafiałem takie sytuacje jak zaczepianie się na fb z byłym i kolegą byłego. Nie powiem zabolało mnie to i powiedziałem jej o tym od razu wybuchłem bo zaczepiała się gdy leżałem obok niej. Przeprosiła i nie wiedziała że może mi to przeszkadzać. Nie rozumiałem dlaczego się z nim zaczepia skoro jestem ja. Twierdziła że od zawsze tak robili i to już kwestia przyzwyczajanie. Bolało mnie to i niszczyło jeszcze bardziej moje zaufanie do niej. Miała też zdjęcia z byłym oraz pinezki na zdjęciach byłego, poprosiłem by usunęła bo źle się z tym czuje. Powiedziała że okej natomiast tego nie zrobiła i dopiero an wyjeździe gdy wybuchłem wypomniałem jej i innego chłopaka i te zdjęcia. Powiedziała że zapomniała usunąć te zdjęcia ale teraz zrobiła to, usunęła go tez z znajomych, usunęła obserwacje na innych portalach.
Nie wiem czy to było kłamstwo czy źle zrozumiałem ale była sytuacja gdzie wiedziała że wrzucił zdjęcie z inną dziewczyną a mi mówiła że go nie obserwuje już od dawna. Jaka była prawda tego nie wiem wyszło to przy rozmowie jej z jej znajomymi. Dziwna to była sytuacja dla mnie ale uznałem że może coś źle zrozumiałem. Ale nie wiem.
Przez cały okres związku obarczała mnie swoimi problemami, a miała ich sporo jakby nie neguje tego ale zaczęło mnie to też przytłaczać moje problemu + jej problemu już był to lekki nadmiar dla mnie natomiast starał się to dźwigać.
Były sytuacje że spędzałem u niej do samej nocy rano do pracy i potem odcinało mnie popołudniu a byłem z nią umówiony dosłownie zasnąłem. Gdy się budziłem miałem jazdy, raz z tego powodu (bo nie była to jedna sytuacja) poszła nad jezioro wieczorem i siedziała tam i płakała. Nie uważam bym zrobił coś złego w tej sytuacji po prostu zasnąłem nic więcej.
Zazdrosna była o kolegów, o snapach. Nawet dzien przed rozstaniem usunęła wszystkie dziewczyny z snapa, swoją drogą wysyłałem tam tylko od święta parę zdjęć do znajomych kolegów, ale wiadomo jak jest. Byla nawet bardziej zazdrosna bo pytała nawet o jedną szczoteczkę za dużo w domu a to była po prostu stara szczoteczka moja.
Jakby nie mogę powiedzieć że nie było uczucia z jej strony bo było i to bardzo. Było to widać w jej oczach, w jej zachowaniu w szukaniu kontaktu itp. To raczej moim zdaniem jest niezaprzeczalne.
Czasami jej wersje starych historii różniły się i wtedy dopytywałem o szczegóły i pierdoły a niszczyło to tylko moje zaufanie jeszcze bardziej do niej.
Przyszedł dzień że przerosło mnie to wszystko, ta presje, te problemu, te zachowania, ten inny chłopak z którym się przespała i wybuchłem zacząłem jej wypominać tego chłopaka. Strasznie wtedy wybuchłem i padło o parę słów za dużo. Kłóciliśmy się ale na koniec pożegnała się z mną normlanie powiedziała cześć i poszła. Natomiast następnego dnia przestała już odpisywać po prostu mnie zghostowała. Pisałem ,że się martwię czy wszystko okej ale bez odzewu. Aż pewnego dnia już pękłem i napisałem, że przyjadę po swoje rzeczy ( to były jakieś 3 dni od zghostowania mnie) Nic nie odpisała ale przyjechałem. Chciałem ją tak naprawdę przeprosić za swoje zachowanie bo padło za dużo słów które mogły ją zranić. Nie chciała z mną rozmawiać jak wróciła z pracy z auta pobiegła do domu, a następnie przyniosła mi rzeczy zostawiła na chodniku i uciekła. Dla mnie to było mega dziwne nie rozumiałem. Zaniosłem jej kwiaty pod drzwi i napisałem wiadomość że ją przepraszam że żałuje tych słów it. odpisała że nic ode mnie chce i bym jechał. Pisaliśmy jeszcze z 30 minut ale wszystko kręciło sie bym jechał i że nie chce z mną rozmawiać. Raczej głównie to pisała.
Żebyście też zrozumieli pryzmat rozstania. Do samego popołudnia dziewczyna zakochana po uszy patrzy na mnie i mówi "ale ty jesteś zajebisty" przychodzi się przytulić, sama mówiła że kocha mnie, chciała spędzać z mną czas itp. do czasu aż nie wybuchłem wtedy nagle zrobiła się niedostępna i oschła. Dosłownie minęło kilka godzin od jej zmiany wobec mnie. Jakby nie jestem wstanie uwierzyć że z maniakalnej miłości nagle nie ma nic, zero uczucia. Mam wrażenie że to jest po prostu skorupa obronna i jest na mnie wkurwiona. A nie chciała się z mną widzieć ponieważ bała się że wszystko wróci i nie będzie potrafiła odejść, a mieliśmy okres że się sporo raniliśmy słowami (chociaż to jest tylko moja teoria dlaczego nie chciała wyjść) druga teoria to, że po prostu słowa wypowiedziane tak ją dotcheły że pękła i nie chce. Nie wiem co o tym myśleć.
Oczywiście na koniec byłem toksykiem, narcyzem, manipulatorem i każdym wszystkim. Ale to już chyba często standard przy rozstaniach
Szczerze to pokochałem ją bardzo, faktycznie jestem trochę za bardzo impulsywny chciała bym poszedł na terapię z tego powodu. Szczerze to na początku nie chciałem, natomiast teraz się wybiorę.
Chciałbym tez o ten związek trochę zawalczyć, nie wiem tylko czy to jest dobry pomysł jaka myślicie?
Jest trochę red flagów, trochę niepokojących sytuacji, ale coś mnie do niej ciągnie. Myślicie że jest jeszcze szansa gdy pokaże że chcę się zmienić? Czy po prostu brnę w gówno bo mam jeszcze różowe okulary na sobie? Czy może ona już zamknęła drzwi dla mnie na zawsze.
Może nie potrzebnie tak przeżywałem tego ziomka z którym się przespała jak kręciliśmy. Sam nie wiem co o tym mysleć. Ale zabolało mnie to i zniszczyło poogląda na nią samą.
Ps. Dodam ze bylo pełno pozytywnych i wspaniałych wspólnych chwil, nawet wiecej niż tych złych natomiast skupiłem sie w tym temacie bardziej na tych "czerwonych flagach" by nie bylo tez myślenia ze bylo tylko zle i zle bo to nie prawda