1."Twoje podejście do tematu jest plytkie,...jesli realcje kochanków sprowadzasz tylko do seksu"
Płytkie? A co tak naprawdę łączy kochanków? Bo przecież nie wspólne plany czy wspólne wspomnienia . Jest tu i teraz . Jutro jest abstrakcją.
2."Przysięga do czegoś zobowiązuje"
Fakt ...
3.".Dzwonilam kiedy mialam ochote go uslyszec,oczywiście zachwowując jakieś granice rozsądku(odbieral nawet przy zonie)I wiem że byla między nami ogromna więź!Gdy bylo poważne zagrożenie mojego zdrowia...byl przy mnie i wiem że nawet na dzien dzisiejszy gdybym byla w potrzebnie,pomimo tej calej sytuacji nie zostawilby mnie samej."
Bo zona nawet się nie domyślała, że istniejesz.... Gdyby choć trochę się domyslała i powiedziała mu o tym ,sytuacja byłaby zgoła inna....
4."Zawsze powtarzal,że "najważniejsze że jestes"..."
To tylko słowa....
5."Jęsli uważasz że dorabiam filozofie(milośc) do zwyklego seksu to ... wybacz ale jesteś uboga....Dla mnie seks łączy się ścisle z milością.Nie wyobrażam sobie też żeby każdemu facetowi bylo obojetne z kim go uprawia."
Dla ciebie seks łączy się z miłością, ok. Ale czy on myśli tak samo ?
6."są też kochankowie którzy są niemal najważniejsi dla siebie ale jakieś resztki przyzwoitości,może strachu przed nowym nie pozwalają im na bycie razem."
Romans, zdrada , kłamstwa i przyzwoitość - nie, to razem jakoś nie pasuje... O jakiej przyzwoitości mówimy w kontekście zdrady ????
I tu jest zasadnicza różnica między nami - ja przejrzałam na oczy, przestałam być naiwna. Piszesz , że się wycofałaś, ale chyba niezupełnie Kasandro, bo przecież czekasz.. na lepsze czasy....
Dziś jest mi strasznie wstyd, że kiedyś wdepnęłam w to gówno jakim jest romans z żonatym. Ja też wierzyła w te wszystkie słowa, zapewnienia. Wierzyłam , że jestem piękna i inteligentna. A byłam zabawką. Ot, zabawką ,z którą fajnie się rozmawia, można ponarzekać na żonę (taa, "wcale ze sobą nie śpią"), na źle wychowane dzieci (przez żonę, oczywiście), na życie które kręci się wokół kasy. Czekałam tak jak inne kochanki na telefon, maila, spotkanie. On spotykał się jak chciał, dyktował warunki (bo przecież ma zobowiązania, rodzinę). Ja byłam nikim, bo dziś nie wierzę, że miał dla mnie jakikolwiek szacunek.
Żal mi jego żony. Ja miałam wybór, ona nie, bo nie wie. Nigdy nie spojrzałabym tek kobiecie w oczy, tak mi wstyd, a bardzo chciałabym ją przeprosić......
Otrzeźwiałam w jednym momencie - gdy on powiedział , że rodzina to jego najlepsi przyjaciele, zona też. . Boże , broń mnie przed taką przyjaźnią !!!!!!! Przyjaźń oparta na zakłamaniu i oszustwie, bez cienia lojalności ? Przyszło moje opamiętanie. Dziś pozostał wstyd, straszny wstyd. Żal, że zmarnowałam czas dla zwykłego dupka. Przecież mimo tego gówna usiłuję być wartościową osobą, być sobą, a nie sterowaną małpką .