Zostawił mnie mąż. Po kilku dniach znajomości z nową kobietą wyprowadził się i z nią zamieszkał. Bez słowa, bez zwykłego "nie wyszło, sorry". Tchórz. Po 5 latach znajomości i 2 lata po ślubie. Nie płaczę, bo nie mam za kim. Ktoś taki na łzy nie zasługuje. Nie wiem, co trzeba mieć w głowie, żeby tak polecieć na emocjach. I tak palić mosty. Jeszcze 3 tygodnie temu przyniósł kwiaty na rocznicę ślubu. A tydzień później zniknął. Jestem sama. Mam dziecko. Kupę spraw do ogarnięcia. Powiedzcie, że sobie poradzę. Bo najbliższa przyszłość trochę mnie przeraża. Każde wsparcie mile widziane, a tu mądre osoby są. Z góry dziękuję ![]()
Poradzisz sobie, a skąd wiem?
Bo mądra jesteś. Rozumiesz, że nie ma po kim płakać, a to bardzo dobry początek.
Prawdopodobnie jeszcze przejdziesz swoją żałobę. To niewykonalne że ona Cię nie dosięgnie. Nie czuj się wtedy winna, że jednak płaczesz.
Nieeee, płakać nie będę
Ja z tych mocno silnych
Codzienność mnie tylko przytłacza
I ta niepewność przyszłości.. Żałuję straconych lat i chwilami próbuję zrozumieć, dlaczego? Jak można porzucić tyle lat w imię nie wiem czego, porywu chwili? Słabe to. Staram się nie rozkminiać, żeby się nie posypać.. Cóż, to nie była ta bajka i nie ten książę ![]()
Poradzisz sobie.
I ciesz sie,ze nie musisz żyć z..........odpowiednie wstaw.
Wstawiam: chamem, pasożytem, nierobem, kretynem, faszystą.. OK, już mi lepiej. Boli trochę, ale bardzo mało. I się zastanawiam, czy mnie jeszcze złapie jakiś mega ból, czy to już koniec?I mogę zacząć budować na zgliszczach?
Złapie zapewne.
Ale trzeba to przetrawić i przepraszam za wyrażenie...wysrać.
Mam niestety tak samo.
Nie mamy za kim płakać. No bo za czym ?
Za iluzją szczęścia która byliśmy karmieni przez lata ?
Jeżeli płacze to płacze nad swoim losem i niepewna przyszłością. Nie za osoba.
W pewnych momentach życia poprostu osiąga się ta "szczerość"
emocjonalną wobec samego siebie. Zostaje jakby wstyd i rozczarowanie
że wybrało się zła ścieżkę życia i teraz znów jesteśmy w punktcie wyjścia.
Ściska mnie tylko w środku i męczy pytanie
" Co ja mam teraz robić ?"
Ja nie uważam, żebym była w punkcie wyjścia. W końcu przez te 5 lat nie siedziałam na tyłku, rozwijałam się i zawodowo, i w głowie. Nie zaczynam od zera. Jestem tylko zdumiona, że tak można. Zabrał psa i jeden plecak ciuchów i zniknął z mojego życia. Nie zasługiwałam na zwykłe: przepraszam czy przykro mi. Na nic. Minęły dwa tygodnie. Przyzwyczajam się do nowej rzeczywistości. Na chłodno, spokojnie, bez emocji. Ale mam dziwne przeczucie, że żyję na jakiejś blokadzie czy, przepraszam za wyrażenie, dupościsku. I że jak mnie ból dopadnie, to będzie z siłą lawiny.
Ech, za psem pewnie bym na Twoim miejscu tęskniła najbardziej. ![]()
Celticdream być może u ciebie podobnie jak u ofiar wypadku działa adrenalina: póki działa nie widzą, że im nogę odcięło. Dopiero w szpitalu jak hormon odpuszcza zauważają ten dość istotny szczegół. Taka blokada mózgu w sytuacji stresowej.
Albo wiesz że to idiota, bez moczenia poduszki przez miesiące. A.... to wtedy szacun. Pewnie każda zdradzona by tak chciała mieć. Ile to miesięcy zaoszczędzone. ![]()
Akcja zacznie się po pierwszej kłótni kochanków: może przylecieć i żebrać o powrót. Zależy jak tam się będzie u nich toczyć.
Jakie będą twoje kroki trudno przypuszczać, ale warto zbierać dowody zdrady. Mogą się przydać.
No dobrze, ja sobie radzę świetnie. Ale.. Dziś z wakacji u dziadków wrócił mój synek. 10-latek, dla którego dupek od 5 lat był całkiem dobrym ojcem. I odszedł bez słowa. I wiem, że już nigdy się nie odezwie i dzieckiem nie zainteresuje. Przeprowadziłam z moim synkiem chyba najtrudniejszą rozmowę w moim życiu. Płakaliśmy razem. Pół dnia płakał. Jest rozsypany. Jak ja mam mu pomóc? Nie powiem jak w przypadku klasycznego rozstania, że tatuś go kocha i będzie się z nim widywał. Jego ból rozdziera mi serce... O, teraz zabolało, cierpienie mojego dziecka
Współczuje Tobie ale najbardziej żal mi jest Twojego synka;(jeju on ma dopiero 10 lat a musi zmierzyć się z ta świadomością ze tata go nie chcę w swoim życiu...tez tak miałam mój ojciec gdy miałam 12 lat powiedział mi ze nigdy mnie nie chciał wiec po części rozumiem Twojego synka...a Tobie Autorko życzę wytrwałości i abyś się nie załamała pamiętaj jesteś silna babeczka;)
14 2016-09-01 07:13:37 Ostatnio edytowany przez verdad (2016-09-01 07:16:42)
Ale to jest jego synek ? Chyba nie, skoro ma 10 lat, a z tym twoim znacie sie 5 ?
Celticdream - moze nie w piec dni ?
Moze trwalo to dluzej ?
Nieee, to nie trwało dłużej. Mam dostęp do jego FB. Nadal mam, kretyn, zbieram sobie materiał dowodowy. Mój synek nie jest mojego in spe byłego męża. Długo byłam samotną mamą. Prawie 5 lat. Tatuś też mu się nie udał. Jak poznałam mojego męża, sporo trwało, zanim go dziecku mojemu przedstawiłam. Zamieszkaliśmy razem po ponad roku. I byliśmy razem przez tę parę lat. Mały się przywiązał, bardzo, traktował go jak tatę. Tak o nim mówił czy pisał, czy rysował. Miał poczucie stabilizacji czy pełnej rodziny. I to się teraz posypało. Nie ukrywam, od pewnego czasu się męczyłam, ale byłam gotowa męczyć się dalej, właśnie dla dziecka. Uczucia dawno wygasły. Dlatego ja nie cierpię. Ale moje dziecko cierpi straszliwie. Dziś się szkoła zaczęła. Przełknę mą dumę i wybiorę się do szkolnej psycholog. Nie wiem, co robić, jak działać, by zminimalizować cierpienie dziecka. Bardzo mi go żal, bo to drugi tata, który go olał. Trzeciego nie będzie, tego jestem pewna.
Współczuję Ci tej sytuacji. Wierzę w to, że mądre kobiety mają dobrą intuicję. Jeżeli czujesz, że większy ból nie nastąpi, to myślę, że powinnaś zaufać temu uczuciu i faktycznie tak będzie.
Jeżeli stać cię na kontynuowanie tej emocjonalnej stabilności uczuć wobec męża, wykorzystaj to by zbierać dowody. Rozwód najlepiej za orzeczeniem jego winy, chyba, że jesteś zabezpieczona finansowo i chcesz to zrobić szybko.
Dzieci szybko przystosowują się do nowej sytuacji życiowej. Poradzi sobie, najlepiej wspierajcie siebie nawzajem.
Nie ukrywam, od pewnego czasu się męczyłam, ale byłam gotowa męczyć się dalej, właśnie dla dziecka. Uczucia dawno wygasły.
Jeśli piszesz to nie w emocjach, lecz na serio to fakt - jest draniem, że nie przygotował dziecka na to, co nastąpi i zerwał z nim kontakt, a także przez to, że nie powiedział Ci tego wprost. Jednak co do samego związku - nie pozostaje się w takowym jedynie dla dziecka, kiedy tych uczuć już brak.
Nieee, to nie trwało dłużej. Mam dostęp do jego FB. Nadal mam, kretyn, zbieram sobie materiał dowodowy. Mój synek nie jest mojego in spe byłego męża. Długo byłam samotną mamą. Prawie 5 lat. Tatuś też mu się nie udał. Jak poznałam mojego męża, sporo trwało, zanim go dziecku mojemu przedstawiłam. Zamieszkaliśmy razem po ponad roku. I byliśmy razem przez tę parę lat. Mały się przywiązał, bardzo, traktował go jak tatę. Tak o nim mówił czy pisał, czy rysował. Miał poczucie stabilizacji czy pełnej rodziny. I to się teraz posypało. Nie ukrywam, od pewnego czasu się męczyłam, ale byłam gotowa męczyć się dalej, właśnie dla dziecka. Uczucia dawno wygasły. Dlatego ja nie cierpię. Ale moje dziecko cierpi straszliwie. Dziś się szkoła zaczęła. Przełknę mą dumę i wybiorę się do szkolnej psycholog. Nie wiem, co robić, jak działać, by zminimalizować cierpienie dziecka. Bardzo mi go żal, bo to drugi tata, który go olał. Trzeciego nie będzie, tego jestem pewna.
Czy nie będzie trzeciego tatusia to nie wiesz;)bo o tym wie tylko ten u góry...a wracając to wątku bardzo dobrze że zbierasz dowody,zbieraj ich jak najwięcej żeby mieć szanse na obronę przed tym tchórzem od siedmiu boleści...co Twój synek musi przechodzić bidulek no właśnie my matki męczymy się czasami dla dobra naszych małych pociech cóż takie są matki.
Celticdream napisał/a:Nie ukrywam, od pewnego czasu się męczyłam, ale byłam gotowa męczyć się dalej, właśnie dla dziecka. Uczucia dawno wygasły.
Jeśli piszesz to nie w emocjach, lecz na serio to fakt - jest draniem, że nie przygotował dziecka na to, co nastąpi i zerwał z nim kontakt, a także przez to, że nie powiedział Ci tego wprost. Jednak co do samego związku - nie pozostaje się w takowym jedynie dla dziecka, kiedy tych uczuć już brak.
Serio???Powiem Ci tak mam dziecko nie jestem jakoś cholernie szczęśliwa w moim związku, kłócimy się ale właśnie mamy DZIECKO a dziecko to priorytet u rodzica jej szczęście, prawidłowy rozwój zapewnię jej tylko wtedy kiedy będzie miała obojga rodziców. Moje potrzeby i Darka idą gdzieś bo najważniejsza jest nasza córcia a nie nasze widzimisię.