Drogie Panie,
Piszę, bo chciałbym uzyskać kobiecą poradę w następującej sytuacji, z góry dziękuję za wszelką uwagę i pomoc. Mam 25 lat, moja narzeczona ma 23 lata, jesteśmy razem około 6 lat. Od około półtora roku narzeczona systematycznie odmawia mi, mówiąc elegancko, współżycia, z najróżniejszych powodów (łącznie ze zwykłym "nie mam ochoty i nie muszę mieć").
Od jakiegoś czasu zacząłem podejrzewać ją o zdradę, próbowałem wyjaśnić ten temat wielokrotnie, niestety bezskutecznie. Jakiś rok temu narzeczona jawnie mnie okłamała, o czym wiedziałem (ale niestety wszelkie próby grzecznego wyjaśnienia tego spełzły na niczym). Kilka miesięcy temu jeden z moich znajomych widział moją narzeczoną całującą się w mieście z innym facetem, byłem pewien, że to na pewno nie mogła być ona, a koledze coś się pomyliło. Niestety sytuacja powtórzyła się z innym moim znajomym i innym mężczyzną widzianym z moją partnerką. Od jakiegoś czasu dziewczyna zaczęła odbierać liczne i dziwne telefony od kilku facetów, odbierać - mam na myśli to, że bez żadnego wścibstwa widziałem kto dzwoni, a partnerka albo połączenie odrzucała albo z zakłopotaniem i w ciszy wychodziła z mieszkania i toczyła długie rozmowy. Od jakiegoś czasu zdarza się, że pomimo normalnych i nie natrętnych prób skomunikowania się z nią (kiedy się nie spotykamy - nie mieszkamy razem) ona nie odzywała się do mnie przez 2-3 dni, a kiedy udawało się w końcu nawiązać kontakt z jej ust padało "nic się nie stało", "nie muszę się non stop z tobą kontaktować" etc. Po pewnym czasie pchnięty złym przeczuciem i niepewnością z ogromnymi wyrzutami sumienia zajrzałem do jej telefonu, z czego wynikły informacje, że narzeczona w przeciągu roku zdradziła mnie z co najmniej 4 mężczyznami. Niestety mam na to absolutnie niezbite dowody.
Bardzo mi na niej zależy, ale z doświadczenia wiem, że wszelkie dotychczasowe próby wyjaśnienia takich "sytuacji" były nieudane. Czy Waszym zdaniem przy posiadaniu niezbitych dowodów dobrym posunięciem jest sprowokowanie fałszywego spotkania z jednym z kochanków, żeby przyłapać narzeczoną na gorącym uczynku?
Nie chciałbym zgrywać świętoszka, bo absolutnie nie jestem ideałem, ale pomimo swoich wad i popełnianych niekiedy głupot przenigdy nie dopuściłem się czegoś podobnego i w swoim odczuciu parę razy dałem powód do tego, żeby się obrazić albo zdenerwować, ale nigdy nie dałem powodu do wielokrotnej zdrady.
Bardzo proszę Was o poradę i pomoc, niestety wstydzę się póki co poruszać ten temat z jakimkolwiek z moich znajomych w celu uzyskania jakiejkolwiek porady.
Serdecznie pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję za uwagę i każde, najdrobniejsze słowo.
