Witam
Nie wiem już, co mam robić. Szukam pomocy wszędzie - w książkach, w ludziach, niestety pomimo tego czuję się bezsilna.
O wiele ciężej zdiagnozować mi mój problem, ponieważ nie pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej, więc nie mam pojęcia, gdzie spoczywa źródło moich problemów.
Chodzę do psychiatry, przyjmuję leki.
Byłam w związku ponad 2 lata. Mój związek przypominał roller coaster. Winą o każdą kłótnię byłam obarczana wyłącznie ja. Poniżałam się przed nim, błagałam go, pomimo tego, że mnie ignorował, ubliżał mi, aby mi wybaczył, bo się zmienię i mnie nie zostawiał. Zresztą, zostawiał mnie setki razy... Odwołaliśmy również dwa zaplanowane śluby w ubiegłym roku. Ciągle mamił mnie wizją pierścionka, wspólnego mieszkania i wspólnego życia i nigdy to nie doczekało się realizacji, bo zawsze byłam "niegrzeczna" i "nieposłuchana".
W maju obiecał, że on się przeprowadzi do mnie (bo po rozstaniu zmieniłam pracę i miejsce zamieszkania). Znów obiecywał to przez 2 miesiące, po czym gdy był u mnie, zaczął sprawdzać mój komputer i odkrył, że pisałam z innymi mężczyznami. Przyznałam się również do tego, że przespałam się z innym na początku naszej znajomości.
Dlaczego to robiłam? On mnie zostawiał, nie odzywał się do mnie np. przez tydzień, a ja panicznie bałam się być sama i chciałam poczuć, że nie jestem aż tak beznadziejna, głupia i niewystarczająca.
Dlaczego poszłam z kimś do łóżka? Bo gdy się poznaliśmy on sam miał niezamknięte sprawy ze swoją byłą i masę wymówek, dlaczego tego nie zakończy - "bo znajomi ze studiów się od niego odwrócą". Chyba zrobiłam to na złość, gdy po raz kolejny rozmowy z nim nie przynosiły efektu.
Dodam, że on sam, gdy nie byliśmy razem w kwietniu, poszedł do łóżka z inną i kazał mi się po prostu z tym pogodzić...
Czuję się wszystkiemu winna.
Nie umiem o nim nie myśleć, choć nie ma szans, żebyśmy byli razem. Ja chcę żyć w Warszawie i tutaj też wróciłam z powrotem (wcześniej po ukończeniu studiów rzuciłam wszystko dla niego i przeprowadziłam się rodziców, bo nie chciałam żyć na odległość), a on, w naszym rodzinnym mieście ma pracę, własne mieszkanie, w perspektywie kupno samochodu i na pewno tego nie zostawi (choć mnie tak zapewniał w maju...). Ja niestety chcąc wykonywać zawód prawnika, w naszym rodzinnym mieście nie mam szans na rozwój ani perspektywy, zresztą przez rok szukałam tam pracy i znalazłam, owszem, ale w dziale handlowym, a ja ze sprzedażą nie mam i nie będę mieć nic wspólnego.
Szukam pomocy, bo nie umiem żyć bez niego. Nie umiem się odciąć.