Nie potrafię już sobie poradzić z tym wszystkim.Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać jestem sama z całym tym żalem i bólem.Minęły dwa miesiące od naszego rozstania i do dnia dzisiejszego nie otrzymałam od niego żadnego wyjaśnienia ,konkretnego powodu,stwierdził że długo nad tym myślał i że to koniec.Byliśmy ze sobą 5 miesięcy niby krótko ale w całym swoim 29 letnim życiu nie kochałam tak jak jego.Czułam się przy nim tak dobrze,taka dowartościowana ,kochana i szczęśliwa mogliśmy rozawiac ze sobą o wszystkimjakbysmy znali sie od X lat.Niestety powoli zaczęło się psuć ja wpadałam coraz częściej w złość i to z błachych powodów i to niestety zawsze trafiało przed okresem.Tłumaczyłam mu że nie mogę zapanować nad tym i wypucham z byle powodu w te dni ale On nie potrafił tego zrozumieć i kazał mi sie kontrolować itp.bo go krzywdze i czuje sie winny i zraniony.Zaczełam zauważać jak oddala sie ode mnie z jakim dystansem do mnie podchodzi.Coraz rzadziej mówił Kocham i inne miłę słowa,nie dotykał juz mnie tak spontanicznie jak kiedyś ,nie przytulał nawet seks stał sie rzadszy.Jak zaczęłam zwracać mu na to uwagę to On za kazdym razem mówi :a Ty pierwsza nie możesz (dotknąć,powiedzieć coś miłego itd.)Przepraszałam go a gdy powiedziałam że go Kocham to zero reakcji.Kochała go i nadal Kocham tyle razem przezyliśmy przez ten czas ale zaczęło to tak wyglądac jakby robił mi na złość i chciał sie odegrać za przez moje humory czuje sie skrzywdzony.W końcu napisał mi ze to koniec.Ja próbowała kilka razy do niego pisać i ratować ten związek bo zależy mi na nim ale on w ogóle nie odpisywał.Nastała długa cisza aż do teraz.Tydzień temu napisał mi że chce przyjechać po kilka swoich rzeczy które zostawił u mnie i przy okazji przywiezie mi moje.Spotkaliśmy sie w wyznaczonym miejscu bo nie chciałam aby przyjechał do mojego domu.Cześć ,cześć wymiana rzeczy i kolejne cześć na pożegnanie .Zero jakiejkolwiek rozmowy myślałam że chociaż zagada że bedzie chciał pogadać ale nic.Sama też nie miałam odwagi zagadać bo patrząć na niego już mi sie łzy w oczach pojawiały.To był najgorszy moment widząc ukochaną osobe która jest tak obojętna.Poźniej napisałam do niego ten ostatni raz żeby mi powiedział czy na prawde juz mnie nie Kocha itd.ale nic nie odpisał.Gdybym go wtedy nie zobaczyła to moze jakoś bym sie pozbierała ale teraz jest jeszcze gorzej.Cierpie,płacze,obwiniam się o wszystko,kocham a on pozostaje obojetny.Gdyby napisał cokolwiek,powiedział ale ignoruje mnie całkowicie.Czy mężczyzna tak szybko potrafi sie odkochać?ani moje przeprosiny ani zapewnianie o moich uczuciach w stosunku do niego,próba ratowania związku na niego nie działa.Pozostała tylko pustka,żal i wielkie rozczarowanie w moim sercu.Nie wiem jak mam sie pozbierać,ciągle wszystko rozpamiętuje a mieszkamy dość blisko siebie i to tez nie ułatwia.Nie chce szukać teraz kogoś innego bo nie mam siły ani chęci.W moiej głowie jest tylko on.Próbowałam nawet jakoś go znienawidzić żeby było mi łatwiej zapomnieć ale nie potrafie za bardzo go pokochałam.
2 2016-06-11 17:13:16 Ostatnio edytowany przez paradisee (2016-06-11 17:17:18)
W twojej głowie jest on a w jego?? .... Dziwne że tak poprostu bez wyjaśnienia się odciął dziwne i trochę szczeniackie jakby sprawiało mu satysfakcję że ty piszesz i próbujesz... Ale nie o niego tu chodzi... Najważniejsze jest to żebys się nie obwiniała! JESLI Z JEGO STRONY BYLABY TO MILOSC TO NIE MINEŁA ZE WZGLEDU NA TWPOE HUMORY W CZASIE OKRESU... Nie rozstaliscie się przez ciebie tylko przez was obydwoje... Może cię przytrzymać żebys okazała trochę skruchy a nie ciągle darła buźkę a może poprostu i zwyczaje już o tobie nie myśleć i nie darzyc cie żadnym uczuciem z czego zdał sobie sprawę, jest oczywiście też opcja której wykluczyć nie można a mianowicie jakaś nowa królewna w jego głowie, Ale co by to nie było czy Krysia Zosia czy inne powody SWIAT SIE NIE SKONCZYL I NIC ZUPELNIE SIE NA NIM NIE ZMIENILO nie byłaś z nim lata nie macie dzieci nie Musisz brać rozwodu i twój świat się nie zawalił żyjesz dalej możesz robić co chcesz bo JESTES SILNA KOBIETA i Dasz sobie radę co by się nie działo staniesz na nogi wieczorem spędzisz dwie godziny w łóżku płacząc i uzalajac się nad sobą a rano założysz uśmiech i makijaż i wyjdziesz do świata i w końcu nawet płakać się nie będzie chciało. wiem co czujesz jak okrutnie rozrywa cie od środka jak masz ochotę wjechać czołgiem i rozgniesc wszystko co będzie po drodze a na końcu zostawić tylko jego i wpaść mu w ramiona, Możesz czekać i pisać i z każdym napisanym słowem coraz bardziej się przed nim plaszczyc i pogrążyć ale wiesz co najlepiej będzie się poprostu czymś zająć przez najbliższy miesiąc wypełnić każda minute swojego dnia tak intensywnie żeby wieczorami pasc na łóżko i zasnąć a idealnie jeśli każdego dnia nie będziesz sama staraj się jak najwięcej wolnego czasu spędzać z bliskimi przyjaciółmi i organizuj dni intensywnie wiem ciężkie do wyobrażenia ale nie ma rzeczy nie możliwych!!!
A ja myślę, że on cię po prostu zostawił i juz nie wróci. Faktem jest, że może dałby ci czas na ogarnięcie się, ale wydaje mi się ze sprawa jest zbyt blaha. A ponadto zapamiętaj jak facet mówi ze chce żebyś się ogarnęła i poukładala to mówi ci to wprost a nie znika i cie ignoruje. 5 miesięcy to za mało na takie manewry czasowe i ogarnięcie się, w dłuższych związkach owszem ale to wymaga samozaparcia obydwu partnerów bo jak się jest wolnym to człowiek inaczej myśli. Może Faktycznie trochę wyluzuj albo zajmij się czymś co będzie rozladowywalo twoje napięcie przed miesiączka. Ale nie żyj nadzieja ze on ci dał czas na ogarnięcie. On już nie wróci. Może niech jakiś facet wypowie się w kwestii dawania czasu na ogarnięcie i jak to wygląda w wykonaniu panów.
Całkowicie mnie zignorował odkąd napisał że to koniec i wyrzucił mi że to z jego winy mam fochy,że o wszystko ja go obwiniam itd.Ostatni tydzień przed rozstaniem był straszny całkowicie odsunął sie ode mnie ,pisał zdawkowo a o jakimkolwiek przytuleniu nie było mowy.Gdy pewnego wieczoru próbowałam z Nim porozmawiać to on powiedział że chce mu sie spać i tyle w ogóle nie chciał pogadać tylko ja sie produkowałam mówiłam a on nic , zero zainteresowania,zlewka totalna tylko idziemy spac i tyle.Zupełnie jakbym była z obcym człowiekiem,wcześniej był taki czuły,opiekuńczy,kochany nie było dnia aby nie powiedział czy napisał Kocham...a potem wszystko sie zmieniło ani jednego miłego słowa ,dotyku.Zwarcałam mu na to uwage ale on nigdy sie nie tłumaczył tylko słuchał i jedyne co mi odpowiadał to :a Ty pierwsza nie mozesz ?pocałowac ,dotknąć itp?tak jakbym to ja miała o niego zabiegać i sie płaszczyć aby odpokutowac za winy?czy to ja mu robiłam na złość?chciał sie odegrac to sie odegrał.Chyba z 7 razy po tym jak mi napisał ze to koniec do niego pisałam i pytałam sie czy na prawde juz mnie nie Kocha ?czy na prawde nic juz do mnie nie czuje?że mozemy to wszystko naprawić ale On na zadną wiadomość nie odpisał.Tylko odezwał sie po to aby oddać mi moje rzeczy i zabrac swoje...i nawet podczas spotkania nie zagadał nie zapytał o nic.A ja cierpie bo tak bardzo rozkochał mnie w sobie.Na pewno juz nie wróci i albo faktycznie jakaś panna pojawiła sie na jego drodze albo po prostu nigdy tak na prawde mnie nie kochał bo z taką łatwosci by nie zrezygnował i dał Nam szanse.Tylko jednego nie moge pojąć dlaczego aż tak mnie zignorował tak jakby robił mi na złość i chciał sie odegrać ani jednej odpowiedzi na moje wiadomosci nic..każdy zasługuje na słowa wyjaśnienia
ale czy On nie ma wstydu ?bo ja na jego miejscu odzywając sie tylko po to aby oddać sobie swoje rzeczy bez innych wyjaśnień nie mogłabym spojrzeć drugiej osobie w oczy i jeszcze chciał mi je przywieść do domu aby jeszcze moja rodzina to widziała.Zero klasy,wychowania no jak tak można chciał mnie jeszcze bardziej dobić i mu sie to udało.
Nie pisz więcej do niego. Przez takie zachowanie tylko pompujesz mu ego. Ja też po tym jak facet mnie niedawno zostawił napisałam tylko jednego smsa pełnego żalu. Bez odpowiedzi oczywiście. Bardzo teraz tego żałuję. Bo okazał się typem bez uczuć i empatii. 10 miesięcy wspólnego mieszkania i życia okazało się jedną wielką farsą. Przykre to okropnie, rozumiem Cię doskonale, bo też zostałam z tym wszystkim praktycznie sama. Jak chcesz to odezwij się na priv.
Palant! Co tu więcej pisać...
Jeszcze będziesz mieć faceta, który o związek będzie walczyć.
Poza tym nie liczy się z Twoimi uczuciami. Odciął się i ma wyjebkę..
Palant! Co tu więcej pisać...
Pewnie, że palant. Przecież każdy mężczyzna marzy o kobiecie aktywnej w wywoływaniu awantur, za to biernej w łóżku. Szczyt marzeń prawdziwego mężczyzny ![]()
Paulina37 napisał/a:Palant! Co tu więcej pisać...
Pewnie, że palant. Przecież każdy mężczyzna marzy o kobiecie aktywnej w wywoływaniu awantur, za to biernej w łóżku. Szczyt marzeń prawdziwego mężczyzny
Mi chodzi o to, że jest palantem w jaki sposób ją potraktował.
Mi chodzi o to, że jest palantem w jaki sposób ją potraktował.
A co niby nie tak zrobił? Zakończył relację, chciał oddać jej rzeczy, ignoruje stalkerkę, i tyle.
No tak,mieć prawie trzydziestkę na karku i wybuchać z byle powodu,bo przecież PMS...bardzo dojrzale.
Na marginesie... jesteś pewna,że to jest powodem Twojego zachowania,robiłaś cytologię hormonalną?
Czy zwyczajnie masz fochy...bo tak?
Szczerze mówiąc,to nie dziwię się,że facet zwinął żagle...próbował z Tobą rozmawiać,sama widziałaś,że się oddala,miał dość wychodzenia z inicjatywą.A Ty strzelałaś focha z przytupem.
Zachowujesz się jak egzaltowana czternastolatka, a nie kobieta dorosła.
Co do jego klasy i wychowania...to powinno być to lekcją dla Ciebie,jak nie powinnaś robić,żeby nie zabić kolejnego związku.
Też nie widzę nic dziwnego w jego zachowaniu. Pożegnał się i tyle. Pewnie ma cię za nawiedzoną wariatkę. Dzwonilaś i pisałaś jak jakaś stalkerka, ciesz się że na policję nie poszedł.
Też nie widzę nic dziwnego w jego zachowaniu. Pożegnał się i tyle. Pewnie ma cię za nawiedzoną wariatkę. Dzwonilaś i pisałaś jak jakaś stalkerka, ciesz się że na policję nie poszedł.
Dokładnie. Maruda za dnia i kłoda w nocy. Też bym odpuściła na jego miejscu.
pannapanna napisał/a:Też nie widzę nic dziwnego w jego zachowaniu. Pożegnał się i tyle. Pewnie ma cię za nawiedzoną wariatkę. Dzwonilaś i pisałaś jak jakaś stalkerka, ciesz się że na policję nie poszedł.
Dokładnie. Maruda za dnia i kłoda w nocy. Też bym odpuściła na jego miejscu.
Dobrze,że to trwało dość krótko.
Ojej, ale mocno dziewczę zjechaliście.
No cóż, dla mnie to wygląda na kolejną ofiarę pięknego mitu "miłość wszystko zwycięży, miłość wszystko zniesie" itd. Taki Disney, wystarczy kochać i już wszystko się ułoży, i nie ważne, że nie umiemy się dogadać, że nie przerabiamy problemów, że nie naprawiamy błędów, przecież tak się kochamy!
Droga autorko, przykro mi, że tak zostałaś potraktowana. Rozumiem, że liczyłaś na jakieś wyjaśnienie, zrozumienie, i na to, że facetowi nie będzie tak łatwo przekreślić tych kilku miesięcy związku... Może nie było mu łatwo? Być może odciął się by wygasić uczucie? W końcu jednak uznał, że nie może już inwestować w ten związek. I prawda jest taka, że w związku są dwie osoby i obie muszą się starać, by coś było. Odpowiadając na pytanie w temacie "ile można walczyć o związek samej" - NIE DA SIĘ. Jeden człowiek to nie związek.