Tak sobie mówię, ale na tym się kończy.
Najwięcej problemów sprawia mi myślenie (!). Za dużo myślę, za bardzo analizuję, nie potrafię podjąć decyzji na chłodno tylko pierwsze co przychodzi mi do głowy, to powody dla których JA nie mogę czegoś zrobić, podjąć się jakiegoś zadania-we wszystkim doszukuję się swojej przyszłej, bardzo prawdopodobnej porażki.
I ta okropna obowiązkowość... zbyt często myślę o tym co mam do zrobienia, nie potrafię całkowicie się wyluzować. Oczywiście często jest tak, że nie robię nic, bo mi się nie chce, ale nawet wtedy myślę o tym, co mam do zrobienia.
To oraz rozkładanie każdej decyzji na części w wielu przypadkach jest dobre, bo jednak przyzwyczaiłam się do takiego funkcjonowania ale jednak nie zawsze, bo nie pozwala mi na rozwój- zawsze znajdę argumenty na nie. Nie zapiszę się na kurs, bo nie będę mieć czasu żeby się dodatkowo uczyć, nie wyślę odpowiedzi na ogłoszenie o pracę, bo pewnie już nie ma miejsc itd.
Napiszecie, że powinnam zmienić swoje nastawienie. Tylko jak to zrobić? Kiedy ten proces kształtował się przez wiele lat...
Witaj Bozeno
Rozumiem Cie w jakims stopniu. Mam podobnie. Ciagle mysle i wszystko analizuje. Tak bylo od zawsze. Analizuje swoje zachowania z przeszlosci, to co powiedzialam, uczynilam, ale tez mysle, co by bylo gdyby, o przyszlosci... Mysle tez o innych ludziach i o tym co robia i dlaczego, np. czemu kolezanka z pracy zachowala sie tak strasznie chamsko, co moglo byc tego przyczyna. Inni powiedza- jest glupia i tyle, a ja tu staram sie zrozumiec. Rozpatrzam zawsze szereg przyczyn danej sytuacji, w jakiej sie znajduje. To pochlania sporo mojej energii no i czasu, jak by nie patrzec. Najgorsze jest to, kiedy wlasnie skupiamy sie na tym negatywnym mysleniu. Tez chcialabym sie tego wyzbyc, choc nie wiem, czy to takie proste, bo swiat i to co sie dzieje wokol mnie odbieram bardzo intensywnie.
Czasem to myslenie nie pozwala mi sie skupic na jednej konkretnej czynnosci, Chcialabym sie czyms zajac, cieszyc sie chwila, a przede wszystkim rozwijac sie. Dzialac i nie myslec o ewentualnych zlych konsekwencjach. Nie przewidywac, nie gdybac, tylko stanowczo dzialac i dazyc do celow a nie doszukiwac sie dziury w calym.
Wlasnie ogladam film The Secret, ktory opowiada o tym, jak myslenie przeksztalcic w pozytywny bodziec do dzialania
Moze to cos pomoze, moze warto popracowac nad tym, by to nasze myslenie przybralo wlasciwe tory, bo w to ze akurat bede mniej myslec, nie wierze. No chyba ze wtedy, kiedy spie ![]()
Jak tylko będę miała okazję to obejrzę ten film.
W ostatnim czasie mam problem z zasypianiem, co wcześniej mi się nie zdarzało, więc coś muszę zrobić.
Są chwile gdy ciągle się zamartwiam, choćby teraz jak mi pójdzie sesja i mały wyrzut czemu dalej nie siedzę przy książkach, nie mam już siły. Analizuje dlaczego wcześniej się za to nie wzięłam itp . Chyba wielu ludzi tak ma. Tylko czasem ja potrafię wyluzować się na maxa i niczym się nie przejmuje, bo jakoś to będzie.
Myślenie o czymś, pomaga nam zrozumieć pewne sytuacje z przeszłości, i daje czas na zastanowienie się jak to zrobić, jeśli kiedyś podobna sytuacja się nam zdarzy. To nie takie złe. Czasem dzięki temu łatwiej nam podchodzić do spraw które kiedyś tam już sobie przemyślałyśmy, wyrabia to też opinie, na wszelkie tematy.
Najważniejsze jest chcieć, chcieć myśleć inaczej, uda się, trzeba próbować. Za którymś razem się uda ![]()
witam!
Ja rowniez mam ten sam problem. Caly czas rozkladam kazda czynnosc na mniejsze czesci i wszystkie analizuje. To jest bardzo meczace i utrudnia zycie badrzo. Tez chcialabym sie takiego myslenia pozbyc. Jak Panie cos wymyslicie to dajcie mi znac.Chyba ze razem cos wymyslimy:) Prosze i dzieki ![]()
6 2010-01-19 23:42:19 Ostatnio edytowany przez Emilia (2010-01-20 00:08:01)
Trzeba zmienić sposób myślenia-innej metody nie znam. W tym celu można stosować afirmacje, próbowałyście kiedyś?
ja czytałam w te wakacje dwie książki o zmianie życia i tam było właśnie głównie o afirmacjach i wierze w nie, bo bez wiary w siebie ciężko cokolwiek osiągnąć
Powód edycji: usunięcia linka.
7 2010-01-20 08:03:02 Ostatnio edytowany przez Roxana (2010-01-20 08:05:14)
Też mam tak samo jak ty Bożenko . Ciągle wmawiam sobie , że powinnam do życia i problemów podchodzić mniej poważnie , ale nie da się . Zazdroszczę ludziom , którzy nie myślą a działają . Dla mnie każda nowośc , każdy nowy krok do przodu przyczynia się do mojego stresu , bo ciąglę myslę ,co będzie gdy.... i zaczynam od nowa myśleć i analizować . Myślę , że naszej natury nie da się juz zmienić , może damy radę ją troszkę okiełznać , ale nie wyzwolimy się z przemyśleń. Ja sie troszkę przełamałam i postanowiłam iśc do szkoły , myślę tez o kursie , ale nie wiem jaki mam wybrać i gdzie go szukać , a porażka mnie zniechęca.
Lenko8990 a mozesz podac tytuly tych ksiazek co czytalas?
9 2010-01-20 12:42:43 Ostatnio edytowany przez PinaColada2706 (2010-03-06 19:51:27)
U mnie tez jest podobnie... Zamiast myśleć co jest tu i teraz, cały czas myślę i wszystko analizuje. Począwszy od drobnostek, słów wypowiedzianych przez innych na mój temat a skończywszy na wyobrażaniu swojej przyszłości. Czasami martwię się na zapas drobnostkami, które pojawią się w przyszłości np. gdzie będę studiować i skąd czerpać będę na to pieniądze.
Codziennie planuje sobie grafik dnia, wszystkie zadania jakie muszę wykonać. Bardzo źle się czuje, gdy nie wywiązuje się ze swoich zamierzeń na dany dzień.
Dziewczyny bardzo chetnie przyłącze się do poszukiwania wspólnego rozwiazania.
Również czekam, aż Lenka poda tytuły tych książek, nie jestem jednak do końca przekonana, że znajdę w nich obraz samej siebie i sposobu ja z tym walczyć ;(
Kasai czy chodzi Ci o ten film, który jest dostępny na youtube?
PinaColada2706, akurat u mnie zapisanie sobie co mam zrobić pomaga mi, bo wtedy szybciej potrafię się za to zabrać. Nie lubię robić czegoś na ostatnią chwilę. Ale nie jest to grafik dnia, ale zapisane czynności i czas, do którego powinnam je wykonać (opcjonalnie )
Roxana, dobrze że się zapisałaś do szkoły, to wbrew pozorom nie jest taka łatwa decyzja, szczególnie kiedy ma się takie obawy przed podejmowaniem decyzji jak my, które się tu wypowiedziałyśmy.
Nie wiem, czy jest na youtubie, ja go sicagnelam z neta. Nie powiem, jest w nim cos dobrego, bo nawoluje do myslenia, ale tego pozytywnego. Choc z drugiej strony mam wrazenie, ze ten film troche nachalnie namawia nas do tych pozytywow. Ten film nie daje przyzwolenia na uczucia negatywne, ktore jednak sa domena kazdego czlowieka ![]()
Owszem Bożenko, zapisanie sobie co powinnam zrobić w ciągu dnia, też mi pomaga, po prostu źle to ujęłam...
Problem pojawia się jak nie zrobię czegoś na czas bądź niedokładnie i muszę to przełożyć na później...Jestem osobą, która wszystko musi mieć na czas, u mnie liczy się dokładność. Zresztą to o czym piszę, nie jest takie straszne w porównaniu do tego co dzieje się ze mną jak za dużo analizuje na temat przyszłości... Może to zwykłe obawy ;((
A ja Wam nawet troszkę zazdroszczę tego przejmowania się. Naprawdę.
Je reprezentuję zupełnie inne podejście i czasem takie leciutkie traktowanie życia jest męczące;) W mieszkaniu balagan bo przecież "czysty dzień to świadectwo niewłaściwie spędzonego życia", w pracy obowiązki odkładane na później bo "co masz zrobić dzisiaj zrób pojutrze - będziesz mieć dwa dni wolnego". Chciałabym czasem być poukładana, dokładna i systematyczna:)
Mimo wszystko wydaje mi się, że osoby z lekkim podejściem do życia mają łatwiej. Przede wszystkim mniej stresu:)
A tu wybrane dla Was niektóre moje niepisane nieformalne zasady:
1. nie rozpatruję przeszłości i niepowodzeń bo i po co? Tego co było nie da się zmienić. Znacznie łatwiej potraktować zdarzenia z przeszłości jako ciekawe doświadczenia, które coś wniosły do teraźniejszości i zostawiły ślad w naszej osobowości
2. jeśli czegoś nie zrobię to świat się nie zawali. To kontrowersyjna zasada, ponieważ czasem wymyślanie wytłumaczenia dla szefa zajmuje więcej czasu i energii niż rozpatrywanie dlaczego tego nie zrobiłam;)
3. radość z drobiazgów - świat składa się z drobnych, miłych rzeczy. Smak kawy pomarańczowej, zapach konwalii, ulubiona piosenka, mruczenie kotka, dotyk mokrego mchu... Wystarczy drobiazg, żeby nastrój się poprawił. Zamiast rozpatrywać niepowodzenia lepiej poświęcić czas na coś przyjemnego, poszukać sposobu rozładowania smutku
4. pozytywne podejście do ludzi - zakładam, że nowo poznany człowiek jest dobry. Jeśli długo będzie mnie przekonywał, że dobry nie jest to znajomość kończę. Jeśli spotka mnie przykrość ze strony innego człowieka - nie zastanawiam się dlaczego, zakładam, że ów człowiek na pewno nie miał złych intencji i nie wracam do tematu
5. nie boję się przyszłości - uwielbiam nowe wyzwania, nie myślę, że mogą się skończyć niepowodzeniem. A jeśli się nie uda to co? To nic. Jeszcze jedno doświadczenie, może jakieś miłe wspomnienia. Przecież najgorzej jest żałować, że się czegoś nie zaczęło...
I tyle wymyśliłam na poczekaniu:) A teraz zabieram się do pracy, bo jednak czasem miewam poczucie obowiązku:)
4. pozytywne podejście do ludzi - zakładam, że nowo poznany człowiek jest dobry. Jeśli długo będzie mnie przekonywał, że dobry nie jest to znajomość kończę. Jeśli spotka mnie przykrość ze strony innego człowieka - nie zastanawiam się dlaczego, zakładam, że ów człowiek na pewno nie miał złych intencji i nie wracam do tematu
No wlasnie ja tez zakladam z reguly, ze czlowiek jest z natury dobry, ale tez z tego samego powodu rozmyslam pozniej dlaczego sprawil mi przykrosc. Faktycznie takie osoby jak Ty maja latwiej, zdecydowanie ![]()
Nie rozmyślaj, Kasai
Może nie był taki całkiem dobry, a może niechcący, może nie rozumiał, że to kogoś może zranić?
To nie jest takie proste nie rozmyslac, wiem cos o tym
Mowie sobie ze sie nie bede przejmowac, przekonuje sama siebie ale to nic nie daje. Bardzo trudno wyzbyc sie takich mysli. Chcialabym byc optymistka w zyciu i sie nie przejmowac ale jest odwrotnie i to co tu piszecie kobietki to mnie dotyczy. To tak jak by to bylo o mnie. Ale co zrobic aby pozbyc sie zlego myslenia? Ja nie potrafie tego zmienic, nie wiem jak chodz probuje ![]()
To wymaga ćwiczeń i to przez wiele lat, jak każda znacząca zmiana w naszej osobowości... I bardzo trudno to "nierozmyślanie" zastosować do najbliższych nam osób. Podejrzewam, że zranił Cię ktoś bliski, pewnie płci męskiej? W takim przypadku faktycznie nie da się nie rozmyślać. Sztuką jst za to rozmyślania te zakończyć jakimiś wnioskami i żyć dalej,
Obejrzałam na razie tylko fragment tego filmu, ale nie zachęca mnie do dalszego oglądania.
Vinnga chciałabym umieć tak luźno podejść do życia, żeby się nie stresować tyle. Odniosę się do zasad, które wymieniłaś:
1. Tego co było nie da się zmienić, ale można wyciągnąć wnioski na przyszłość.
2. Jeśli czegoś nie zrobię to mam później wyrzuty sumienia, że inni musieli się nad czymś napracować, a ja tego nie zrobiłam, bo mi się nie chciało.
3. To próbuję robić
4. Kieruję się najczęściej pierwszym wrażeniem. Jeśli wydaje mi się, że ktoś może nie być mi przychylny, to unikam kontaktu. To jest głupie, bo przecież nie mogę wiedzieć, co ktoś o mnie myśli. A jeśli spotka mnie przykrość ze strony drugiej osoby, to jestem na nią zła, rozpamiętuję całą sytuację.
5. Co jeśli się nie uda? Wolę nie próbować, żeby się o tym nie przekonywać. Boję się nowych wyzwań.
1. Tego co było nie da się zmienić, ale można wyciągnąć wnioski na przyszłość.
No i super!
2. Jeśli czegoś nie zrobię to mam później wyrzuty sumienia, że inni musieli się nad czymś napracować, a ja tego nie zrobiłam, bo mi się nie chciało.
No trudno. Każdy jest panem swojego losu, oni też mogli się poobijac zamiast pracować
A serio to nie popieram zbytniego olewactwa, ale czasem spokojnie można sobie odpuścić i nie zadręczać się
4. Kieruję się najczęściej pierwszym wrażeniem. Jeśli wydaje mi się, że ktoś może nie być mi przychylny, to unikam kontaktu. To jest głupie, bo przecież nie mogę wiedzieć, co ktoś o mnie myśli. A jeśli spotka mnie przykrość ze strony drugiej osoby, to jestem na nią zła, rozpamiętuję całą sytuację.
Wcale nie głupie. Osoby wrażliwsze emocjonalnie już przy pierwszym wrażeniu wiedzą wszystko o danej osobie (a w każdym razie wiedzą dużo). Kobiety podobno są w tym lepsze
A nawet jeśli Twoja intuicja nie jest tak silna to i tak podejrzewam, że to co Ci mówi przy pierwszym kontakcie jest prawdziwe, tylko Ty tej intuicji za bardzo nie ufasz i nie jesteś jej świadoma i dlatego próbujesz sobie rozumkiem wytłumaczyć, że to głupie
Oczywiście we wszystkim potrzebny jest umiar, więc czasem warto dać nowo poznanej osobie szansę na zmianę (lub potwierdzenie) pierwszego wrażenia
A rozpamiętywanie? Chyba przechodzi samoistnie, jeśli w końcu stwierdzisz, że to i tak nic Ci nie daje...
5. Co jeśli się nie uda? Wolę nie próbować, żeby się o tym nie przekonywać. Boję się nowych wyzwań.
I to jest najbardziej tragiczny z Twoich punktów. Bożenko, tak nie można! Pomyśl, że próbując czegoś nowego nic nie tracisz. Co najwyżej trochę czasu musisz poświęcić. Za to nie podejmując wyzwań tracisz bardzo dużo! Tyle nowych rzeczy jest do poznania, wypróbowania i sama siebie tych nowych wrażeń pozbawiasz. A jak się nie uda? No to co? Zapewniam, że świat nawet tego nie zauważy, będzie się dalej kręcił a Ty będziesz miała szansę spróbować czegoś innego
Ściskam Cię cieplutko ![]()
i ja mam tak samo jak Bożena... wypisz wymaluj ja.
Za duzo myślę, za duzo analizuję nie zrobię czegoś albo nie powiem bo nie chcę komuś sprawić przykrości. Czasami duszę się swoim podejsciem do zycia.
Staram sobie sama wszystko wytłumaczyć, to dlaczego ktoś się tak zachował a nie inaczej.
Boję się, że popełnię błąd ,że wyrzuty sumienia zeżrą mnie. Ciągle doszukuje się winy w samej sobie, że to ja gdzies popełniłam błąd. Mam nawet wurzuty sumienia ,że przesiedziałam zamiast posprzątać.
mam pozytywne podejscie do życia ale to nie wyklucza tego że zadręczam sama siebie.
vinnga, łatwo powiedzieć czy napisać , gorzej tak zrobic jak piszesz . Ja ciągle sobie powtarzam , że jestem silna , że wszystko potrafię , że przestanę już analizować wszystko i zacznę żyć chwilą , ale się nie da , my już mamy takie charaktery . Masz rację z tym , że człowiek powinien cieszyć sie drobiazgami , ja się właśnie cieszę drobiazgami , ale tylko nimi , nie potrafię się cieszyć z dużych rzeczy , bo zaraz widzę problemy i znów analizuję wszystkie za i przeciw.
,,2. Jeśli czegoś nie zrobię to mam później wyrzuty sumienia, że inni musieli się nad czymś napracować, a ja tego nie zrobiłam, bo mi się nie chciało.'' --- tu , mam problem , ja robię wszystko i nikt nie ma okazji zrobić czegoś za mnie , ale i tak mam wyzuty sumienia , że mogłam zrobić to lepiej .
,,5. Co jeśli się nie uda? Wolę nie próbować, żeby się o tym nie przekonywać. Boję się nowych wyzwań.'' --- to jest cała prawda o mnie .
Roxana, ja również potrafię się cieszyć z większych sukcesów jedynie na krótką chwilę. Później zwyczajnie przestają mnie cieszyć, dlatego że nie mam z kim się podzielić swoją radością. A poza tym nie dążę do tego by być najlepszą, więc jeśli innym się coś nie powiedzie, a mnie tak to nie cieszę się z tego.
Za mało robię tylko dla siebie, a za dużo dla innych. Zabiera mi to mój czas i energię, którą mogłabym przeznaczyć na co innego. Ale trudno jest odmówić.
23 2010-01-27 00:29:19 Ostatnio edytowany przez aniqa (2010-01-27 00:30:39)
Witam mam tak samo,własnie rozstałam się z facetem tak naprawde nie wiem dlaczego.poprostu pewnego dnia zmilkł i nie odbierał telefonu,nie odpisywał na sms-y,na wiadomości na gg.Ja do tej pory zastanawiam sie dlaczego,nie umiem się z tym pogodzić,analizuję cały nasz związek,choc jest to bez sensu.On i tak do mnie nie wróci:(
Aniqa, a długo byliście razem?
25 2010-01-27 09:20:23 Ostatnio edytowany przez Bożena (2010-01-28 19:08:51)
Wiesz Bożenko, myślę że nie potrafimy byc jak inni bo za bardzo cenimy sobie dobro , pomoc i innych ludzi , którzy nie raz maja nas gdzieś . Jesteśmy chyba za bardzo wrażliwymi osobami i dlatego wciąż analizujemy i nie cieszymy sie z naszego szczęścia, a cieszymy się z drobiazgów i sukcesów innych . Ja też nigdy nie dążyłam do tego by być najlepszą i nie wiem czemu gdy ktoś mnie chwali , to ja uważam to za brak szacunku do mnie ,lub nabijanie sie ze mnie . Nie daj boże jak by jakiś facet mi sprawił kompelment , bo byłby w satnie zagrożenia , ja coś podobnego uważam za obelgę , choć wiem że jestem atrakcyjną kobietą , ale chyba za mało obytą wśród ludzi , bo czasem się ich boję . Próbuję przełamć te swoje bariery , ale mi nie za bardzo wychodzi .Zosatje mi znów analizowanie .
Aniqa, wiem co czujesz , ale to nie ty popełniłaś błąd , poprostu trafiłaś na tchórza .
Ja też nigdy nie dążyłam do tego by być najlepszą i nie wiem czemu gdy ktoś mnie chwali , to ja uważam to za brak szacunku do mnie ,lub nabijanie sie ze mnie .
To samo mogłabym powiedzieć o sobie. Gdy ktoś próbuje mnie chwalić to w mojej głowie włącza się alarm: kłamie albo śmieje się ze mnie. Nie potrafię przyjąć żadnego komplementu. To wzięło się stąd, że mój tata potrafił mnie pochwalić, a za chwilę znalazł powód, żeby mnie skrytykować. Więc jest to pewna forma obrony, nie tylko przed nim, ale przed wszystkimi.
Witajcie
Bardzo ciekawy watek tym bardziej, że także o mnie. Odkąd pamiętam zawsze byłam poukładana, sumienna i solidna. Zarówno w życiu zawodowym i prywatnym. Czy uważam to za zaletę?
Niestety nie. Ponieważ wszystko co robiłam i robię analizuję, zwłaszcza osobiste porażki. Jest to bardzo męczące.
Właśnie teraz jestem na takim etapie. Rozstała się (a raczej zostałam zdradzona i oszukana) przez narzeczonego. Wina ewidentnie leży po jego stronie a ja zaczynam się doszukiwać swoich błędów. Analizuję i rozmyślam.
Od żony przyjaciela mojego byłego usłyszałam ?nie żałuj niczego to kolejne doświadczenie, kolejna kartka życiorysu, ty nie masz czego żałować, to on niech żałuje bo naprawdę nie znajdzie takiej drugiej osoby?. I choć to dla mnie pocieszające nie umiem tak żyć choć minęło już pół roku od rozstania. Tak bardzo chciałabym zacząć żyć swoim życie i zostawić to wszystko za sobą.
Chciałabym tak jak Ty vinnga wprowadzić w życie zasadę....
1. nie rozpatruję przeszłości i niepowodzeń bo i po co? Tego co było nie da się zmienić. Znacznie łatwiej potraktować zdarzenia z przeszłości jako ciekawe doświadczenia, które coś wniosły do teraźniejszości i zostawiły ślad w naszej osobowości
...ale nie potrafię...jestem już zmęczona tym zamartwianiem się zarówno przeszłością i przyszłością.
Co zrobić aby to zmienić?
Wróżko, nie możesz tak robić - musisz zrobić wszystko, co możliwe, żeby odbudować swoją pewność siebie zamiast się dołować doszukując własnych win. Nawet jeśli gdzieś tam jakaś Twoja wina była, może zaniedbałaś swój związek i oddaliliście się od siebie to nic, absolutnie nic, nie usprawiedliwia zdrady. Mógł porozmawiać z Tobą, jeśli coś było nie tak, mógł po prostu odejść jeśli interesowała go inna. To jego wina i nie masz powodu zadręczać się z tego powodu.
Jedyne co mogę Ci doradzić to wyjście do ludzi - udzielaj się towarzysko, poznawaj nowych ludzi a przede wszystkim poszukaj towarzystwa tzw. porządnych facetów. Z własnego doświadczenia wiem, że zdradzonej kobiecie trudno jest uwierzyć, że istnieją mężczyźni, którym można całkowicie zaufać...