Cześć!
W październiku poznałam obcokrajowca, pracuje w Szwecji, był na delegacji w filii swojej firmy w moim mieście i tak jakoś na siebie trafiliśmy. Ja mam 22 lata, on 34, choć tak bardzo poważnie nie wygląda, wiec nawet się nie domyślałam. Ja do niego pierwsza zagadałam, bo wizualnie mi się spodobał, podrywałam go aż do momentu, gdy on nie przejął pałeczki i zaczął się sam o mnie starać. Widywaliśmy się prawie codziennie przez ten tydzień, gdy tu był, a potem pojechał do siebie. W tym czasie tylko się całowaliśmy, seksu nie było. Zakochałam się, klasyczne motylki w brzuchu, non stop o nim myślałam, uczyć się nie mogłam, wszędzie go widziałam.
Gdy pojechał, co drugi dzień ślęczeliśmy na skypie, czasami rozmowy na fb też były. Kiedyś, gdy dyskutowaliśmy na tematy seksualne powiedział, że fajnie by było się wymienić hot fotkami, to wzrośnie atmosfera między nami. Ja wysłałam mu zdjęcie w seksownej bieliźnie od piersi w dół, a on mnie siebie całego, ale w modnych bokserkach. Potem wymienialiśmy też czasem inne zdjęcia, nawet takie z dzieciństwa.
Po miesiącu, z okazji moich urodzin urządziliśmy sobie seks-skype - nie będę się wdawała w szczegóły. Potem zrobiliśmy to raz jeszcze, po tygodniu.
Prosiłam go, by przyjechał na moje urodziny - ale twierdził, że nie mógłby się urwać z pracy, choć bardzo by chciał. Dodam, że jest inżynierem w korporacji, dobrze zarabia, wiec wnioskuję, że pracę ma odpowiedzialną. Przenieśliśmy jego odwiedziny na Sylwestra. Przed Bożym Narodzeniem napisał, że rozmawiał ze swoim szefem, ten mu narzucił jakieś obowiązki, więc jedzie do swojego domu rodzinnego i będzie stamtąd pracował, co wiąże się z tym, że nie pojawi się na Sylwestra... Zirytował mnie, bo z utęsknieniem czekałam na moment aż znów go dotknę, przytulę.. Napisałam mu "Rób co chcesz!". Nie mogłam w to uwierzyć, ale na tym się skończyło. Nie odpisał. Ja nie jestem osobą kochliwą czy sentymentalną, więc po tygodniu pełnym wizyt rodzinnych, obżarstwa i celebracji już miałam głowę zajętą i zapomniałam o nim.
Po Sylwestrze, napisał do mojej koleżanki ze studiów, którą poznał będąc jeszcze wtedy w Polsce. Wypytywał o mnie, czy spotykam się z kimś, jak spędziłam Sylwestra, co u mnie.. itp. Powiedziała mi o jego pytaniach, ale mnie to nie ruszyło, więc nawet nie wiem, co mu odpowiedziała. Pisali sobie krótką chwilę, jak się dowiedział wszystkiego, co chciał, to dał jej spokój.
1 marca (!) napisał do mnie. Pisał codziennie po trochu, delikatnie dawał znać, że wciąż jest myślami ze mną, nie spotykał się z nikim, no i że nadchodzi Wielkanoc, a co za tym idzie, on dostanie urlop. Zapytał, czy chcę, żeby do mnie przyjechał, ja powiedziałam, że nie, niech jedzie do domu, tak jak pojechał na Sylwestra. On się uparł i przyjechał, ale na 2 dni, mieszkał w hotelu, bo nie chciałam go brać do domu. Pierwszego dnia nie miałam jak się wyrwać, dopiero drugiego rano poszłam.
To był najwspanialszy dzień, jaki mogłam sobie wymarzyć. Gdy weszłam do jego pokoju, pół godziny staliśmy w progu przytuleni, a drugie pół patrzyliśmy na siebie w lustrze w przedpokoju. Pogadaliśmy chwilę, po czym zaczęliśmy się całować. Zanim do niego pojechałam, napisałam mu wiadomość, by nie miał oczekiwań, że będzie seks. Powiedział, że szkoda, bo chciałby, no ale ok. Gdy zaczęłam go całować, nie wytrzymałam. Wręcz rzuciliśmy się na siebie. Było cudownie, najlepszy seks mojego życia.
Po magicznym poranku spacerowaliśmy po całym mieście, poszliśmy na gofry, gadaliśmy, robiliśmy zdjęcia, śmialiśmy się... jak wcześniej. Odprowadziłam go na pociag na lotnisko. Pojechał, a ja cała w skowronkach, do tej pory, choć minął już miesiąc. Odkąd go znam, zapraszał, żebym odwiedziła go w Szwecji. Jak mu tylko powiedziałam o majówce, to naciskał, żeby wtedy. Ostatecznie napisałam mu we wtorek, żeby na majówkę gdzieś pojechać (planowaliśmy Pomorze), a do Szwecji zawitam w lipcu na wakacje. Miał odpisać tylko czy pasuje mu Gdańsk, no i czy w piątek czy w sobotę.
I tu dochodzimy do ostatniego punktu tej znajomości. Nie pisał nic od wtorku, ja pojechałam do domu skoro z majówki nici, a on w niedzielę z rana napisał, że w ten weekend nie mógł, ale zrekompensuje mi to następnym, jeśli nie mam planów. Odpowiedziałam, że jest bardzo zabawny, niech znajdzie sobie dziewczynę, która będzie na każde jego zawołanie. On na to, że przez prace nie może, więc nie ma wyjścia. A ja wtedy, że nie chodzi mi o to, że nie mógł pojechać ze mną na majówkę, bo nie ma problemu, chodzi o to, że miał dać znać do czwartku, czy jedziemy w końcu i dokąd, a on się odzywa dopiero w niedzielę, no i że jest to wybitnie niekulturalne zachowanie. Jeśli on nie będzie dbał o naszą relację, to ja też przestanę. Odpisał tylko że to nie dlatego, że mu nie zależy. Nic więcej.
Gdy tego samego dnia po paru godzinach napisałam do niego takie neutralne rzeczy (w celu pogodzenia się), napisał tylko że jeszcze nie wrócił z pracy (była 15, więc w sumie to mogła być prawda), ja napisałam "ok", ale on już nie napisał.
Mnie emocje wróciły ze zdwojoną siłą, w co trudno mi uwierzyć. Byłam zakochana tych parę miesięcy temu, ale z taką intensywnością, z jaką przeżywam to teraz, jeszcze nigdy. Nie mogę się pozbierać i przestać o nim myśleć, a on nie pisze.
Co radzicie, dziewczyny?