Witam
Mam 30 lat, Kasia 32 lata, 7 lat związku.
Powiedziała że jest zmęczona, zestresowana itd, że straciła nadzieję że przestanę palić marihuanę (nie palę nałogowo ale zdarza mi się palić przez np 2 miesiące codziennie a potem przerwa na 3-4 miesiące, al jak rzucałem zawsze byłem bardzo niemiły dla niej), że ciągle mówiłem jej że nie chcę ślubu (choć kłamałem bo chciałem jej zrobić niespodziankę i jak to powiedziałem to zaczęła płakać), że nie spędzaliśmy czasu z jej znajomymi. Kiedyś zerwałem z nią (tzn można to tak nazwać bo dalej się spotykaliśmy itd) i się ogarnąłem ze wszystkim ale tego samego dnia przyszła do mnie wieczorem z płaczem, przytuliła i powiedziała "chujowo być singielką"
Te zerwanie teraz zerwanie trochę po części wymusiłem bo nie mogłem spać, jeść, w pracy jak zombi i powiedziałem jej że musze wiedzieć tak albo nie i po ciągłym wachaniu płaczu powiedziała tak ale że dalej chce się ze mna widywać, spotykać.
Często się spotykamy, jeżdzimy na wycieczki (nie że ja naciskam ale sama też proponuje), sama do mnie pisze jak jest w delegacji i przywozi różne rzeczy,dużo rozmawialiśmy o nas (płacząc przy tym strasznie). Powiedziała żebym się wyprowadził ale nie naciska na to, tak żebym znalazł dobre mieszkanie i się ogarnął, dała mi na kaucję itd ale zaznaczyła że zawsze mogę wpadać do niej. Dalej mieszkamy razem.
Na początku mówiła że musi odpocząć, że nie wiadomo czy mi ona nie przejdzie po jakimś czasie, że nie wiadomo czy sobie kogoś nie znajdę, że "zobaczymy jak to będzie", że nie wierzy w tą jedyną miłość. Ale też z drugiej strony jak raz powiedziałem jej że wydaje mi się że to koniec, że ją tracę na zawsze skoro się rozstajemy i ja się mam wyprowadzać i czy nie lepiej po prostu zerwać kontakt żebyśmy oboje nie cierpieli tyle to tego samego dnia zwolniła się z pracy wcześniej żeby wrócić do domu i powiedziała że mega ją zestresowałem tym co powiedziałem i musiałem ją przekonywać że tak jest lepiej, że taki koniak był mi potrzebny, że powolutku będziemy zaczynać od nowa i wtedy się uspokoiła. Ogólnie często musiałem ją tak przekonywać. Raz jak powiedziałem jej "to co teraz mam sobie szukać inną"? to zaczęła płakać i znowu musiałem ją przekonywac że to ta jedyna itd.
Minęły trzy tygodnie od momentu zerwania. Emocję trochę opadły i mój smutek zmienił się w lekką złość bo dalej nie wiem co jest grane. Wczoraj powiedziałem jej że mam tego już dość wszystkiego , że nie tak to powinno wyglądać, że jak się kochamy to powinniśmy razem przez to przejść, pomagać sobie że jak się wyprowadzę to będzie koniec bo uczucia wygasną itd. Zaczęła płakać i powiedziała żebym został (ale widziałem ze było to wymuszone, choc od tygodnia sama nie wiedział czy chce żebym się wyprowadził),że to co wcześniej mówiła o innych związkach to była nieprawda, że tak tylko mówiła, żebym się za pewnie nie poczuł itd.
Wczoraj w końcu znalazłem mieszkanie. Napisałem do niej czy na pewno tego chce, powiedziała że nie wie więc zaproponowałem jej kompromis że zatrzymam na razie tamto mieszkanie i że dalej będziemy mieszkać razem to się ucieszyła i powiedział że to dobry pomysł.
Ogólnie często ją przytulam (ale nie za długo bo jej przykro się robi) daje jej buzi w policzek, tak samo ona mi ale dalej zaznacza że nie jesteśmy parą (jestem tego świadom) i że ona potrzebuje czasu bo nie potrafi tak od razu zacząć od środka. Dzisiaj ubrałem garnitur żeby jej się pokazać czy pasuje bo idę na komunię i powiedziałem jej "co fajnego masz chłopaka?
" odpowiedziała "jeszcze nie".
Nie wiem co o tym myśleć wszystkim, czy ona mnie chce jeszcze czy mam już sobie darować.
Dziękuję bardzo za wszelkie porady.
Pozdrawiam