Witam wszystkich serdecznie ![]()
Zastanawiałem się w jakim dziale umieścić mój post gdyż jest to związek na odległość (400km), ale chyba w moim problemie nie stanowi ona aż tak wielkiego znaczenia, może nawet pomaga...no nie wiem sam. Chodzi o to, że poznałem cudowną kobietę z dzieckiem, mieszkającą u rodziców. Rozwód otrzymała niecały rok temu, ale z jej byłym mężem nie mieszka już 4 lata. Ona ma 36 lat, ja mam 40. Sprawa tyczy się właśnie dziecka i jej byłego męża. Otóż jej były wywalczył w sądzie prawo do zabierania dzieciaka na weekendy. Tylko że syn (7lat) nie chce podobno (wersja matki, jest to osoba szczera, nigdy mnie nie okłamała a więc mam małe podstawy by jej wierzyć) się z nim zabierać z domu. Zostało na tym że ojciec odwiedza małego w ich domu (jej i jej rodziców) co moim zdaniem jest sytuacją dziwną. Nie mogę wtedy przyjeżdżać do niej bo są temu przeciwni zarówno ona jak i jej rodzice. Ogranicza to moje spotkania z nią bo co drugi weekend przyjeżdża ON i czuje się jak u siebie w domu. Mało tego, są sytuacje gdy wyjeżdżają razem na zakupy, do kinderplanety itp. Jak ja mam to odbierać...gdy próbuję jej mówić że to nie jest normalne to ona się jeży i mówi że to dziecko niech decyduje jak chce spędzać czas z ojcem, ona nie może mu niczego narzucać. Nie rozumiem trochę tej sytuacji, co jeszcze jest między nimi, czy to raczej ślepa miłość do dziecka nie pozwala jej zrobić kroku naprzód i czegoś zmienić, żeby jej były mąż nie musiał stać między nami i ograniczać nasze spotkania (moim zdaniem zabranianie przyjeżdżania mi kiedy on jest też jest dziwne), czy to raczej coś co ona czuje jeszcze do byłego? Kocham ją i chce ułożyć sobie z nią życie, ale ciężko to zrobić gdy w grę wchodzą takie układy... Poza tym ona mówi że nie może mi zagwarantować czasu w którym cokolwiek się w tym temacie zmieni... Poradźcie proszę coś, co mam robić, ciężko akceptować taki stan rzeczy....
1 2016-04-02 20:41:11 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-02 20:43:13)
Gdzieś na pewno tkwi problem, choć trudno powiedzieć, w którym miejscu...
Z mojej perspektywy (a jestem 4 lata po rozwodzie, mam 10 letniego syna) nie jest zwyczajne nic z tego, o czym piszesz i ja - jako osoba w takiej sytuacji - nie chciałabym w taki sposób...
Nie dziwię się, że masz tyle wątpliwości...
Nie, to nie jest normalna sytuacja. Wygląda na to, że oni robią jakąś tajemnicę z Twojego istnienia. Dlaczego nie możesz przyjechać, kiedy eks mąż jest u nich z wizytą? Podali jakiś konkretny powód?
Nie, to nie jest normalna sytuacja. Wygląda na to, że oni robią jakąś tajemnicę z Twojego istnienia. Dlaczego nie możesz przyjechać, kiedy eks mąż jest u nich z wizytą? Podali jakiś konkretny powód?
Prawda? Absolutnie dziwne to jest. Raczej kobieta w takiej sytuacji odwrotnie by reagowała...
Nie, to nie jest normalna sytuacja. Wygląda na to, że oni robią jakąś tajemnicę z Twojego istnienia. Dlaczego nie możesz przyjechać, kiedy eks mąż jest u nich z wizytą? Podali jakiś konkretny powód?
Tak, ona podala ze jej syn placze na mysl ze ojciec chce go zabrac na weekend a ona nie chce nic malemu narzucac, ale tez nie chce ograniczac z nim kontaktow bo maly chce zeby ojciec przyjezdzal. Czeski film... Moich przyjazdow kiedy jest jej byly zabronila jej matka. Miesiac temu prawie sie przez to rozstalismy ale ja uleglem i przystalem na to zeby nie pokazywac sie gdy on tam jest. Ale i tak w dalszym ciagu nie rozumiem tego wszystkiego i chce z nia o tym rozmawiac, ona sie ploszy i rozlacza sie lub reaguje nerwowo...ale zdania zmienic nie chce. On wie o moim istnieniu, nawet ich syn wspomni jej bylemu o mnie czasem...
rezolutna napisał/a:Nie, to nie jest normalna sytuacja. Wygląda na to, że oni robią jakąś tajemnicę z Twojego istnienia. Dlaczego nie możesz przyjechać, kiedy eks mąż jest u nich z wizytą? Podali jakiś konkretny powód?
Tak, ona podala ze jej syn placze na mysl ze ojciec chce go zabrac na weekend a ona nie chce nic malemu narzucac, ale tez nie chce ograniczac z nim kontaktow bo maly chce zeby ojciec przyjezdzal. Czeski film... Moich przyjazdow kiedy jest jej byly zabronila jej matka. Miesiac temu prawie sie przez to rozstalismy ale ja uleglem i przystalem na to zeby nie pokazywac sie gdy on tam jest. Ale i tak w dalszym ciagu nie rozumiem tego wszystkiego i chce z nia o tym rozmawiac, ona sie ploszy i rozlacza sie lub reaguje nerwowo...ale zdania zmienic nie chce. On wie o moim istnieniu, nawet ich syn wspomni jej bylemu o mnie czasem...
I ona deklaruje, że chce z tobą być i jakoś wspólne życie organizować? Czy to ma tak trwać, a ty masz się dostosowywać?
Tak, "przynajmniej na razie" mam sie dostosowac (na czas nieokreslony), bo ona innego wyjscia na razie nie widzi...
Jednoczesnie zapewnia, ze chce ze mna byc i ulozyc sobie zycie...tylko nie wie kiedy... Tylko kiedy ja zaczynam temat bylego i dziecka, juz taka skora do wspolnego zycia nie jest..
Trochę to tak brzmi, jakby wszystko było obliczone na ściągnięcie byłego z powrotem... ![]()
10 2016-04-02 22:56:01 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-02 22:57:35)
To naprawdę dziwna sytuacja.
Biorąc pod uwagę odległość, która Was dzieli śmiem przypuszczać, że byli(?) teściowie ojca dziecka mają nadzieję, że rodzice wnuka zejdą się. Oczywiście, "dla dobra dziecka".
Moim zdaniem, kobieta jest uzależniona bytowo, przede wszystkim od rodziców. Kwestie ekonomiczne przekładają się na mniej lub bardziej wymuszane ustępstwa z jej strony. Jednym z tych "ustępstw" jest godzenie się na to, Autorze, by wszyscy z tamtej strony (może oprócz niej samej) traktowali Cię, jako epizod w życiu tej pani.
11 2016-04-02 23:01:26 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-02 23:04:29)
Nie znamy sie dlugo...poznajemy sie nawet jeszcze...ale ja nie chce, aby ona juz sie do mnie przeprowadzala (najbardziej ze wzgledu na malego, jest chorowity a morski klimat bardzo mu sluzy), ja po prostu chce do niej przyjezdzac na weekendy i czuc w tym swobode a nie moge teraz powiedziec ze tak jest bo on wyraznie ogranicza swobode naszych spotkan. Moze wydziwiam i moze uznacie ze mam isc na kompromis i spotkanie raz na dwa tygodnie w zupelnosci wystarczy...no ok, ale jak ja mam sie czuc gdy on tam jest prawie caly dzien a ja jestem spychany na boczny tor? Mowi niby ze chce kontaktu ze mna gdy on jest, ze mam dzwonic, pisac...ale to nie to samo, nie jestem nastolatkiem...
To naprawdę dziwna sytuacja.
Biorąc pod uwagę odległość, która Was dzieli śmiem przypuszczać, że byli(?) teściowie ojca dziecka mają nadzieję, że rodzice wnuka zejdą się. Oczywiście, "dla dobra dziecka".
Moim zdaniem, kobieta jest uzależniona bytowo, przede wszystkim od rodziców. Kwestie ekonomiczne przekładają się na mniej lub bardziej wymuszane ustępstwa z jej strony. Jednym z tych "ustępstw" jest godzenie się na to, Autorze, by wszyscy z tamtej strony (może oprócz niej samej) traktowali Cię, jako epizod w życiu tej pani.
Tez tak podejrzewalem, niby mnie lubia ale... Niby to tez jest "dla dobra dziecka", tylko ze skoro ona decydowala sie na rozwod i chce rozpoczac nowe zycie, wciaga chcac nie chcac dzieciaka w te sytuacje... I nie wiem co by nie robila, to i tak syn bedzie w tym wszystkim.
13 2016-04-02 23:11:25 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-02 23:13:50)
Trochę to tak brzmi, jakby wszystko było obliczone na ściągnięcie byłego z powrotem...
Ja tak nie mysle, choc dziwie sie ze jej rodzice wpuszczaja go do domu choc byl taki dla niej i zrobil jej i malemu wiele przykrosci...ja mysle ze jej po prostu tak wygodnie...ma nad wszystkim kontrole...
Tak mysle, czy nie odszukac bylego na jakims portalu i nie pogadac jak facet z facetem...ona trzyma nawet ich wspolne zdjecia jak juz po rozwodzie byli...
rampampam napisał/a:Trochę to tak brzmi, jakby wszystko było obliczone na ściągnięcie byłego z powrotem...
Ja tak nie mysle, choc dziwie sie ze jej rodzice wpuszczaja go do domu choc byl taki dla niej i zrobil jej i malemu wiele przykrosci...ja mysle ze jej po prostu tak wygodnie...ma nad wszystkim kontrole...
Tak mysle, czy nie odszukac bylego na jakims portalu i nie pogadac jak facet z facetem...ona trzyma nawet ich wspolne zdjecia jak juz po rozwodzie byli...
W sumie chyba trzeba by było znać wszystkie osoby tej sztuki, żeby móc się pewniej wypowiedzieć. Nie wiadomo, jakie tak naprawdę są te ich relacje...
Jako rozwiedziona kobieta mogę ci tylko powiedzieć tyle, że absolutnie nie życzę sobie obecności byłego męża w moim życiu (moi rodzice tym bardziej!), choć oczywiście spotykam go z racji wspólnego dziecka... Do wspólnych zdjęć mam wręcz awersję
Byłam też już w związku po rozwodzie i w mojej hierarchii wartości były mąż był jednak zawsze na ostatniej pozycji....
15 2016-04-02 23:25:32 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-02 23:26:23)
Czyli co bys zrobila, gdyby Twoj byly mial sadownie przyznane zabieranie dzieciaka na weekend, dzieciak by plakal bo nie chcialby z ojcem isc, ale jednoczesnie chcialby zeby on przychodzil do niego i byl przy nim i przy mamie?
Czyli co bys zrobila, gdyby Twoj byly mial sadownie przyznane zabieranie dzieciaka na weekend, dzieciak by plakal bo nie chcialby z ojcem isc, ale jednoczesnie chcialby zeby on przychodzil do niego i byl przy nim i przy mamie?
Zapewne szukałabym przyczyny takiego stanu rzeczy aż do skutku.. choć to niełatwe... Być może maluch zwyczajnie nie pogodził się jeszcze z rozwodem rodziców? Niestety, oni sami postępując tak, jak teraz, nie pozwalają mu na to, dając do zrozumienia, że możliwe jest nadal życie jak rodzina..
Osobiście nie chciałabym w taki sposób... W końcu nie po to się rozwodziłam, co by czas z eks mężem spędzać.
I nie mylmy pojęć: ojcostwo to relacja ojciec - syn, podobnie macierzyństwo... Nie ma potrzeby składać tego na siłę po rozwodzie....
Dziekuje rampampam, mysle ze odczuwamy podobnie... chcialbym jednak poznac zdanie innych forumowiczow, bo albo to ja wydziwiam, albo cos jednak jest nie tak...
Dziekuje rampampam, mysle ze odczuwamy podobnie... chcialbym jednak poznac zdanie innych forumowiczow, bo albo to ja wydziwiam, albo cos jednak jest nie tak...
Na pewno inni też się wypowiedzą, a ty swoje wnioski wyciągniesz.. Tego życzę. Poza tym, tak mi teraz przyszło do głowy, że może to pierwsza taka sytuacja w życiu twojej partnerki po rozwodzie? Może jeszcze nie umie się w tym odnaleźć, określić własnych priorytetów?
Tak, czy inaczej: powodzenia!
Excop napisał/a:To naprawdę dziwna sytuacja [...]
Tez tak podejrzewalem, niby mnie lubia ale... Niby to tez jest "dla dobra dziecka", tylko ze skoro ona decydowala sie na rozwod i chce rozpoczac nowe zycie, wciaga chcac nie chcac dzieciaka w te sytuacje... I nie wiem co by nie robila, to i tak syn bedzie w tym wszystkim.
Właśnie o tym mówię.
Myślę, że musicie bardzo poważnie porozmawiać, by ustalić, na czym oboje stoicie.
Screwdriver napisał/a:Dziekuje rampampam, mysle ze odczuwamy podobnie... chcialbym jednak poznac zdanie innych forumowiczow, bo albo to ja wydziwiam, albo cos jednak jest nie tak...
Na pewno inni też się wypowiedzą, a ty swoje wnioski wyciągniesz.. Tego życzę. Poza tym, tak mi teraz przyszło do głowy, że może to pierwsza taka sytuacja w życiu twojej partnerki po rozwodzie? Może jeszcze nie umie się w tym odnaleźć, określić własnych priorytetów?
Tak, czy inaczej: powodzenia!
Hm, tak, to jej pierwszy powazny zwiazek po rozwodzie, dodam jeszcze ze byly to bardzo inteligentny facet, typ Piotrusia Pana, sterowany mamusia, wiedzacy jak wykorzystac jej slabosci, nawet raz wezwal policje gdy ona odmowila mu spotkania z dzieckiem i jeszcze musiala zaplacic kare... A podobno zrobil im wiele zlego, rozprawe ciagnal 4 lata prawie...poslugiwal sie dzieckiem jak karta przetargowa w sadzie...a oni go wpuszczaja do domu (syndrom sztokholmski??), mam niekiedy wrazenie ze ona i rodzice boja sie go i dlatego godza sie na takie cos...
Zgodnie z Regulaminem Forum na Netkobietach obowiązuje zasada, że problemy jednego związku opisujemy w jednym wątku - mając więcej danych łatwiej jest udzielić właściwej odpowiedzi. Biorąc pod uwagę, że tutaj pojawiło się już sporo odpowiedzi, tematu nie zamknę, ale uprzedzam, że jest to wyjątkowa sytuacja. Bardzo proszę o zapoznanie się z regulaminem i stosowanie do jego zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka
Screwdriver napisał/a:Excop napisał/a:To naprawdę dziwna sytuacja [...]
Tez tak podejrzewalem, niby mnie lubia ale... Niby to tez jest "dla dobra dziecka", tylko ze skoro ona decydowala sie na rozwod i chce rozpoczac nowe zycie, wciaga chcac nie chcac dzieciaka w te sytuacje... I nie wiem co by nie robila, to i tak syn bedzie w tym wszystkim.
Właśnie o tym mówię.
Myślę, że musicie bardzo poważnie porozmawiać, by ustalić, na czym oboje stoicie.
Rozmawiamy, jednak to jest uparciuch i konsekwentnie broni swego nawet kosztem zwiazku, dochodzi do tego ze przerywa rozmowe i sie rozlacza, a potem pisze smsy ze mnie kocha i chce ze mna byc ![]()
Mnóstwo wyjaśnień jest tutaj możliwe.
Excop ma rację, powinniście bardzo poważnie porozmawiać.
Zgodnie z Regulaminem Forum na Netkobietach obowiązuje zasada, że problemy jednego związku opisujemy w jednym wątku - mając więcej danych łatwiej jest udzielić właściwej odpowiedzi. Biorąc pod uwagę, że tutaj pojawiło się już sporo odpowiedzi, tematu nie zamknę, ale uprzedzam, że jest to wyjątkowa sytuacja. Bardzo proszę o zapoznanie się z regulaminem i stosowanie do jego zapisów.
Z pozdrowieniami, Olinka
Przepraszam, ale nie przypominam sobie abym zakladal inny watek odnosnie tego zwiazku... Jesli Kolezanka mysli o watku w innym dziale (zwiazki na odleglosc), dotyczy on zupelnie innego zwiazku ktory juz poszedl w niepamiec ![]()
Mnóstwo wyjaśnień jest tutaj możliwe.
Excop ma rację, powinniście bardzo poważnie porozmawiać.
Ale jak juz powiedzialem, rozmawiamy powaznie...tylko ona reaguje na ten temat tak jakbym ja kolcem klul...czyzby jednak zbyt wielka milosc do dziecka?
rampampam napisał/a:Mnóstwo wyjaśnień jest tutaj możliwe.
Excop ma rację, powinniście bardzo poważnie porozmawiać.Ale jak juz powiedzialem, rozmawiamy powaznie...tylko ona reaguje na ten temat tak jakbym ja kolcem klul...czyzby jednak zbyt wielka milosc do dziecka?
Do dziecka? Nie pasuje mi to. Poza tym, byli mężowie zwykle chcą całkiem sami (czytaj: bez udziału byłych żon) układać sobie kontakty z dziećmi... Tak twierdzą wszystkie moje rozwiedzione znajome: raczej problem jest odwrotny niż piszesz: czyli byli małżonkowie z różnych przyczyn unikają ze sobą kontaktu...
Screwdriver napisał/a:rampampam napisał/a:Mnóstwo wyjaśnień jest tutaj możliwe.
Excop ma rację, powinniście bardzo poważnie porozmawiać.Ale jak juz powiedzialem, rozmawiamy powaznie...tylko ona reaguje na ten temat tak jakbym ja kolcem klul...czyzby jednak zbyt wielka milosc do dziecka?
Do dziecka? Nie pasuje mi to. Poza tym, byli mężowie zwykle chcą całkiem sami (czytaj: bez udziału byłych żon) układać sobie kontakty z dziećmi... Tak twierdzą wszystkie moje rozwiedzione znajome: raczej problem jest odwrotny niż piszesz: czyli byli małżonkowie z różnych przyczyn unikają ze sobą kontaktu...
Dokladnie, ja unikam kontaktu z byla jak moge... Z corka spotykam sie u moich rodzicow. Nowego faceta bylej widzialem tylko raz, na komunii corki. Uwazam ze moja nowa Pani moze byc osoba uzalezniajaca sie od innych albo zaslepiona miloscia do dziecka, nie raz slyszalem od niej ze zostanie sama, bo zaden facet jej nie zrozumie...a ja sie staram, stad ten watek...
Przepraszam, ale nie przypominam sobie abym zakladal inny watek odnosnie tego zwiazku... Jesli Kolezanka mysli o watku w innym dziale (zwiazki na odleglosc), dotyczy on zupelnie innego zwiazku ktory juz poszedl w niepamiec
Żeby nie robić off topu, wysłałam do Ciebie wiadomość. Odbierz, proszę, pocztę
.
Z pozdrowieniami, Olinka
W takim razie po prostu walcz o nią ![]()
Screwdriver napisał/a:Przepraszam, ale nie przypominam sobie abym zakladal inny watek odnosnie tego zwiazku... Jesli Kolezanka mysli o watku w innym dziale (zwiazki na odleglosc), dotyczy on zupelnie innego zwiazku ktory juz poszedl w niepamiec
Żeby nie robić off topu, wysłałam do Ciebie wiadomość. Odbierz, proszę, pocztę
.
Z pozdrowieniami, Olinka
Jeszcze raz przepraszam, mialem zapelniona skrzynke i nie moglem odczytac wiadomosci od Ciebie, ale chyba wiem o co chodzi, po prostu mialem sie podczepic pod stary temat, mimo ze juz jest nieaktualny... No i przepraszam za zamieszanie, juz wiecej nie bede :-D
W takim razie po prostu walcz o nią
Hm, caly czas to robie, dlatego m.in. zalozylem ten watek... Czyli jednak konfrontacja z bylym jest nieunikniona, bo ona raczej nie odwazy sie na zmiany. Tu potrzeba meskiej rozmowy...
Dzień dobry.
A co by było, gdybyś przyjeżdżał w weekendy ojcowskie i zabierał ją na wycieczki, spacery, by wspólnie spędzić czas?
Dziecko widzi ojca, Ty widzisz ją, ona ciebie -wszyscy syci.
A rozmowy na ważne i bardzo ważne tematy przez telefon to kiepski pomysł (już przez skyp'a przynajmniej widzisz twarz i emocje). Nic nie widzisz, tylko słyszysz głos.
Nic nie wyczytasz, nie wyciągniesz wniosków, nie zaglądniesz w oczy ani w reakcje. A jeszcze ten "przywilej" zakończenia rozmowy, kiedy komuś pasuje, ot tak, jednym przyciskiem... hmm
Okruszynko...Jak juz pisalem wyzej, nie ma zgody jej rodzicow na to zebym sie tam pokazywal kiedy jej byly przyjezdza. A na Skype rozmawiamy czesto, tym razem jednak ostatnia rozmowa odbyla sie przez telefon.
Prawda jest taka, że przyczyn takiego zachowania może być wiele. Może kobieta nie chce, by dziecko spędzało czas tylko z ojcem, bo się o nie martwi?
Najprawdopodobniej wiesz bardzo mało o tym, jak naprawdę wyglądało ich małżeństwo i rozwód, bo pewnie powiedziała Ci tylko to co chciała lub na co była gotowa. Poza tym znasz sytuację tylko z jednej strony, a to też może wypaczać jej obraz.
Może być również tak, że ona wcale nie jest jeszcze gotowa na nowy, poważny związek.
Zresztą, wiązanie się z kobietą będącą w takiej sytuacji wiąże się niestety z tym, że będziesz musiał tolerować obecność jej byłego męża w jej, a później może Waszym życiu.
Jeżeli Ci na niej zależy, to powinieneś przede wszystkim dać sobie czas na poznanie jej.
Prawda jest taka, że przyczyn takiego zachowania może być wiele. Może kobieta nie chce, by dziecko spędzało czas tylko z ojcem, bo się o nie martwi?
Najprawdopodobniej wiesz bardzo mało o tym, jak naprawdę wyglądało ich małżeństwo i rozwód, bo pewnie powiedziała Ci tylko to co chciała lub na co była gotowa. Poza tym znasz sytuację tylko z jednej strony, a to też może wypaczać jej obraz.
Może być również tak, że ona wcale nie jest jeszcze gotowa na nowy, poważny związek.Zresztą, wiązanie się z kobietą będącą w takiej sytuacji wiąże się niestety z tym, że będziesz musiał tolerować obecność jej byłego męża w jej, a później może Waszym życiu.
Jeżeli Ci na niej zależy, to powinieneś przede wszystkim dać sobie czas na poznanie jej.
Tolerowac to ja go moge, ale w granicach rozsadku... A nie ze on sobie wchodzi do jej domu jakby nigdy nic, a nawet wyjezdza z nia i malym na zakupy... Sorry ale ja ja kocham i nie chce aby spedzala prawie caly dzien z innym mezczyzna tym bardziej bylym mezem...
36 2016-04-03 13:29:05 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-04-03 13:30:16)
Tolerowac to ja go moge, ale w granicach rozsadku... A nie ze on sobie wchodzi do jej domu jakby nigdy nic, a nawet wyjezdza z nia i malym na zakupy... Sorry ale ja ja kocham i nie chce aby spedzala prawie caly dzien z innym mezczyzna tym bardziej bylym mezem...
Powtórzę jeszcze raz, drogi Autorze (wybacz że nie zwracam się do Ciebie Twoim nickiem, ale dla mnie zbyt on skomplikowany.
), musisz przeprowadzić naprawdę, poważną rozmowę.
Bo według mnie, oboje odkładacie rozstrzygnięcie "na później" (na zasadzie: "bo susza w Afryce, bo populacja delfinów zmniejsza się gwałtownie albo Bangladesz znajdzie się wkrótce pod wodą", jak któryś z kolegów raczył sarkastycznie wymienić powody braku decyzji w innym wątku) i w końcu "jakoś to się rozwiąże".
Jeśli chcesz z nią być, to owe "jakoś to będzie" może potrwać lata.
Stać Cię na czekanie?
Excop, no jasne ze nie stac... Ale probuje z nia rozmawiac, ale ona przerwa rozmowe (dzis na skype tez przerwala) i jest niesamowicie uparta w tym temacie. Nie moze mi okreslic momentu kiedy cos sie zmieni. Jak na razie - kompromisu brak. Powoli zaczyna pachniec rozstaniem...
Okruszynko...Jak juz pisalem wyzej, nie ma zgody jej rodzicow na to zebym sie tam pokazywal kiedy jej byly przyjezdza. A na Skype rozmawiamy czesto, tym razem jednak ostatnia rozmowa odbyla sie przez telefon.
no właśnie o tym napisałam... zabierasz ją czyli nie pojawiasz się w domu jej rodziców. Ta daam!
39 2016-04-03 15:27:28 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-03 15:30:19)
Screwdriver napisał/a:Okruszynko...Jak juz pisalem wyzej, nie ma zgody jej rodzicow na to zebym sie tam pokazywal kiedy jej byly przyjezdza. A na Skype rozmawiamy czesto, tym razem jednak ostatnia rozmowa odbyla sie przez telefon.
no właśnie o tym napisałam... zabierasz ją czyli nie pojawiasz się w domu jej rodziców. Ta daam!
Ale to nic nie daje...ona i rodzice nie chca bym wtedy w ogole przyjezdzal. Rzekomo dla dobra dziecka, by nie widzialo ze kolo niego i jego mamy jest teraz 2 facetow. Gdybym to zrobil wbrew ich woli, pogniewaliby sie na mnie. Poza tym ona nie chce zostawiac malego dlugo z bylym bo on wtedy czuje sie niekomfortowo. Ona lubi tez miec wszystko pod kontrola.
nie rozumiem trochę jak dziecko może czuć się niekomfortowo z rodzicem. bił? krzyczał? poniewierał?
trochę to dla mnie grubymi nićmi szyte ![]()
nie rozumiem trochę jak dziecko może czuć się niekomfortowo z rodzicem. bił? krzyczał? poniewierał?
trochę to dla mnie grubymi nićmi szyte
Tak, on sie boi ojca...podobno zle go traktowal (wersja matki), znecal sie psychicznie. Podobno maly bardzo to przezyl i na sama mysl ze ma z nim spedzic weekend bez matki dostaje ataku paniki...
Jeżeli jej ex znęcał się nad dzieckiem to czemu ona nie próbowała mu ograniczyć praw rodzicielskich? Cała sytuacja jest bardzo dziwna, "przemocowiec" ojciec potulnie co 2 weekend przychodzi do domu teściów i w obecności wszystkich spędza czas z synem, czasami matka, ojciec i dziecko wypadają wspólnie na zakupy;). Hmmmmm, moim zdaniem oni nie chcą byś zobaczył jaka jest rzeczywistość. Być może twoja nowa partnerka rzeczywiscie ma nadmierną potrzebę kontroli otoczenia. Fakt, że ona wcale nie chce z tobą wyjaśnić tej kwestii przemawia na jej niekorzyść. Przyjrzałeś się jej relacji z synem i rodzicami? Myślę, ze tutaj leży odpowiedź.
Jeżeli jej ex znęcał się nad dzieckiem to czemu ona nie próbowała mu ograniczyć praw rodzicielskich? Cała sytuacja jest bardzo dziwna, "przemocowiec" ojciec potulnie co 2 weekend przychodzi do domu teściów i w obecności wszystkich spędza czas z synem, czasami matka, ojciec i dziecko wypadają wspólnie na zakupy;). Hmmmmm, moim zdaniem oni nie chcą byś zobaczył jaka jest rzeczywistość. Być może twoja nowa partnerka rzeczywiscie ma nadmierną potrzebę kontroli otoczenia. Fakt, że ona wcale nie chce z tobą wyjaśnić tej kwestii przemawia na jej niekorzyść. Przyjrzałeś się jej relacji z synem i rodzicami? Myślę, ze tutaj leży odpowiedź.
Podobno nie miala dowodow a jej byly mial dobrego adwokata...a ona miala takiego do bani.... ![]()
Nie wiem czy już pisałeś, ale kto właściwie chciał się rozwieść i kto kogo zostawił? Nadal nie rozumiem z jakiego konkretnego powodu nie mógłbyś być w tym domu, kiedy odbywa się widzenie z ojcem.
45 2016-04-03 17:50:07 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-03 17:56:26)
Nie wiem czy już pisałeś, ale kto właściwie chciał się rozwieść i kto kogo zostawił? Nadal nie rozumiem z jakiego konkretnego powodu nie mógłbyś być w tym domu, kiedy odbywa się widzenie z ojcem.
Pozew zlozyla ona. Kazala mu sie wyniesc z domu. Podobno wyskoczyl na nia z nozem...i to przechylilo czare goryczy. Powod juz podawalem, zeby dziecko sie nie zdezorientowalo widzac dwoch facetow w jednym domu. Podejrzewam tez, ze jej rodzice mysla ze bedziemy tam sie bic czy co ![]()
Aha, moze to wazne, do rozwodu oni mieszkali u jej rodzicow.
Głupie tłumaczenie. Dziecko jest zdezorientowane przede wszystkim tym, że tata przychodzi, wychodzą w trójkę, spędzają czas jak normalna rodzina. Już tu ktoś pisał, mącą mu w głowie. Musisz z nią pogadać i twardo postawić warunki. Według mnie to wcale nie miłość do dziecka nią kieruje. Masz poważne zamiary wobec niej, ona rzekomo wobec Ciebie również, więc Twoja obecność nie jest niczym nienormalnym.
47 2016-04-03 18:29:47 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-03 18:30:50)
Tak, twarde warunki, to jest to o czym mysle...albo nie ma co robic kilometrow i tracic czasu. Precz z chorymi ukladami, potrzebuje normalnosci. Bedzie mi ciezko a serce mam miekkie. Kocham ja bardzo ale to chyba ostatni moment kiedy mozna zawrocic bez wiekszego uszczerbku dla psychiki...chetnie zobacze dalsze opinie Szanownych Forumowiczow.
Ewidentnie nie jest autorze z Tobą szczera. Jej wytłumaczenie sytuacji przegrywa w konfrontacji z logiką. Jedyna droga to postawienie sprawy na ostrzu noża i bycie przygotowanym na potencjalny koniec. Na pewno nie powiniensz trwać bez końca w tej dziwacznej relacji, bo szkoda czasu, nerwów, zaangażowania. Masz prawo wymagać szczerości.
49 2016-04-03 19:20:39 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-03 19:22:01)
Tak trzeba bedzie zrobic...czekam na dalsze opinie a moze pytania...choc w zasadzie wszyscy brzmia jednym glosem i wszystko jest jasne...
Excop, no jasne ze nie stac... Ale probuje z nia rozmawiac, ale ona przerwa rozmowe (dzis na skype tez przerwala) i jest niesamowicie uparta w tym temacie. Nie moze mi okreslic momentu kiedy cos sie zmieni. Jak na razie - kompromisu brak. Powoli zaczyna pachniec rozstaniem...
Przerywa rozmowę? Trochę to niekulturalne, czyż nie? Emocje mogą czasem ponieść człowieka, oczywiście, ale w tej historii to chyba to ty jesteś ten dobry, nie? Więc kogo ona w tobie widzi? (takie trochę spojrzenie advocatus diaboli, może coś wniesie?)
Screwdriver napisał/a:Excop, no jasne ze nie stac... Ale probuje z nia rozmawiac, ale ona przerwa rozmowe (dzis na skype tez przerwala) i jest niesamowicie uparta w tym temacie. Nie moze mi okreslic momentu kiedy cos sie zmieni. Jak na razie - kompromisu brak. Powoli zaczyna pachniec rozstaniem...
Przerywa rozmowę? Trochę to niekulturalne, czyż nie? Emocje mogą czasem ponieść człowieka, oczywiście, ale w tej historii to chyba to ty jesteś ten dobry, nie? Więc kogo ona w tobie widzi? (takie trochę spojrzenie advocatus diaboli, może coś wniesie?)
Hm ja chce rozmawiac i mozesz ironizowac, naigrywac sie...ale tak jest. Ja sie nie denerwuje, zawsze mowie spokojnie aczkolwiek stanowczo. Nie podnosilem na nia glosu ani nie ocenialem jej i dziecka, mimo to gdy o nim wspominalem to zaraz byly kolce i postawa obronna.
No ok. Czyli za 2 lata nadal możesz być w tej samej sytuacji skoro ona nie chce rozmawiać. Chcesz tego?
53 2016-04-03 20:23:42 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-03 20:24:23)
Alez bynajmniej... To zwiazek na duza odleglosc, a bez ryzyka...nie ma co nawet go zaczynac. Dlatego jestem sklonny dac jej troche czasu, powiedzmy do lata, oczywiscie kiedy sie odezwie, bo jak na razie cisza a ja jej nie bede blagal o rozmowe.
rampampam napisał/a:Screwdriver napisał/a:Excop, no jasne ze nie stac... Ale probuje z nia rozmawiac, ale ona przerwa rozmowe (dzis na skype tez przerwala) i jest niesamowicie uparta w tym temacie. Nie moze mi okreslic momentu kiedy cos sie zmieni. Jak na razie - kompromisu brak. Powoli zaczyna pachniec rozstaniem...
Przerywa rozmowę? Trochę to niekulturalne, czyż nie? Emocje mogą czasem ponieść człowieka, oczywiście, ale w tej historii to chyba to ty jesteś ten dobry, nie? Więc kogo ona w tobie widzi? (takie trochę spojrzenie advocatus diaboli, może coś wniesie?)
Hm ja chce rozmawiac i mozesz ironizowac, naigrywac sie...ale tak jest. Ja sie nie denerwuje, zawsze mowie spokojnie aczkolwiek stanowczo. Nie podnosilem na nia glosu ani nie ocenialem jej i dziecka, mimo to gdy o nim wspominalem to zaraz byly kolce i postawa obronna.
Źle mnie zrozumiałeś. Nie krytykuję twojej chęci rozmowy, ale niechęć do niej twojej partnerki. A celem tego jest próba odpowiedzi na pytanie: kim dla niej jesteś, skoro odmawia ci prawa poruszania istotnych tematów i zwyczajnie cię lekceważy nie rozmawiając o tak ważnej sprawie?
A, teraz rozumiem, przepraszam... No o tym tez byla mowa w rozmowie, ktora wlasnie zakonczylismy. Obiecalismy sobie prace nad tym zwiazkiem i rychle rozwiazanie wszystkich watpliwosci. Dziekuje wszystkim za opinie, zobaczymy co z tego wyniknie i jakie wyciagniemy wnioski.
Screwdriver, napisałeś :
Zostało na tym że ojciec odwiedza małego w ich domu (jej i jej rodziców) co moim zdaniem jest sytuacją dziwną. Nie mogę wtedy przyjeżdżać do niej bo są temu przeciwni zarówno ona jak i jej rodzice. Ogranicza to moje spotkania z nią bo co drugi weekend przyjeżdża ON i czuje się jak u siebie w domu. Mało tego, są sytuacje gdy wyjeżdżają razem na zakupy, do kinderplanety itp.
co bedzie, za rok, dwa, jezeli nadal bedziecie w związku ?
np. mieszkacie razem i przychodzi czas widzenia ojca z dzieckiem ?
Bierzesz manatki i szukasz lokum na czas wizyty ojca ?
Niby dlaczego i co by się wtedy zmieniło ?
Skoro wizyty męża maja miejsce co 2 tygodnie... to jak długo trwają ?
kilka godzin czy całe dwa dni weekendu ?
Spędzają ze sobą czas, nie tylko w domu ale i w czasie wycieczek, przy synu...
Tak właściwie to trudno mieć jej to za złe, moze ma nadzieję na odbudowanie rodziny.
Jednak nie powinna Ciebie mamić obietnicami, skoro nie jest jeszcze zdecydowana zerwać definitywnie kontakty z mężem.
Gdzieś tam zaspokajasz jej potrzeby - poczucia adorowanie, seksu, poczucia że ktoś się o nią stara, troszczy ale...
Zdaje się, że jesteś w "odwodzie" a już z pewnością na szarym końcu jej hierarchii.
Najpierw są potrzeby syna, potem prawo męża, zdanie rodziców a samym końcu pałętasz się Ty....
Przykre ale prawdziwe.
Czas spojrzeć prawdzie w oczy.
Gdyby naprawdę dążyła do związku, kochała...to nie byłoby przeszkód by się spotkać a co dopiero urywanych rozmów na skypie.
Powodzenia ![]()
Okruszynko...Jak juz pisalem wyzej, nie ma zgody jej rodzicow na to zebym sie tam pokazywal kiedy jej byly przyjezdza. A na Skype rozmawiamy czesto, tym razem jednak ostatnia rozmowa odbyla sie przez telefon.
36-letnia kobieta potrzebuje zgody mamy i taty na cokolwiek?
Nie daje Ci to do myślenia?
59 2016-04-14 08:41:33 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-14 08:43:56)
Witam wszystkich ![]()
Tak jak radziliście, nie ustąpiłem i twardo trwałem przy swoim zdaniu... Tolerowałem to, ale nigdy do końca nie akceptowałem i dawałem jej co jakiś czas o tym do zrozumienia. Widziałem że one także nie ustąpi, w czym pewnie widziała konkretny cel, sam już nie wiem jaki. Któregoś pięknego dnia powiedziała że ona tak nie może, że chce zakończyć. No to ja zaproponowałem jakiś kompromis, rozmowę... Powiedziała że już jest za późno i coś w niej pękło. No to we mnie też coś pękło i powiedziałem jej że ma się usunąć z mojego życia, nie pisać ani nie dzwonić, że lepiej żeby już nie raniła nikogo i wróciła do byłego "dla dobra dziecka", bo każdego innego dobrego faceta tylko skrzywdzi. Usunąłem jej wszystkie zdjęcia,wiadomości,maile i kontakty. Szkoda tylko tych paru miesięcy mojego życia. Kocham ją, ale dam radę. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie tematem ![]()
Witam wszystkich
Tak jak radziliście, nie ustąpiłem i twardo trwałem przy swoim zdaniu... Tolerowałem to, ale nigdy do końca nie akceptowałem i dawałem jej co jakiś czas o tym do zrozumienia. Widziałem że one także nie ustąpi, w czym pewnie widziała konkretny cel, sam już nie wiem jaki. Któregoś pięknego dnia powiedziała że ona tak nie może, że chce zakończyć. No to ja zaproponowałem jakiś kompromis, rozmowę... Powiedziała że już jest za późno i coś w niej pękło. No to we mnie też coś pękło i powiedziałem jej że ma się usunąć z mojego życia, nie pisać ani nie dzwonić, że lepiej żeby już nie raniła nikogo i wróciła do byłego "dla dobra dziecka", bo każdego innego dobrego faceta tylko skrzywdzi. Usunąłem jej wszystkie zdjęcia,wiadomości,maile i kontakty. Szkoda tylko tych paru miesięcy mojego życia. Kocham ją, ale dam radę. Dziękuję wszystkim za zainteresowanie tematem
Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da, niestety.
Ważne, że oboje zrozumieliście wreszcie, że nie po drodze Wam obojgu.
Choć mimo to przykro, że znów nie ma happy endu... ![]()
Choć mimo to przykro, że znów nie ma happy endu...
Jak to nie ma? A zyskanie czasu, który Screwdriver straciłby na latanie do kobiety, która "sama nie wiem czego chcę, muszę spytać mamy" to nie in plus? A szansa na lepszy związek bez ogona w postaci ex męża to źle?
Ja tam widzę happy end. ![]()
Choć mimo to przykro, że znów nie ma happy endu...
Happy endem może być powrót męża....
rampampam napisał/a:Choć mimo to przykro, że znów nie ma happy endu...
Jak to nie ma? A zyskanie czasu, który Screwdriver straciłby na latanie do kobiety, która "sama nie wiem czego chcę, muszę spytać mamy" to nie in plus? A szansa na lepszy związek bez ogona w postaci ex męża to źle?
Ja tam widzę happy end.
W sumie, jak tak na to spojrzeć, to ewidentnie jest.
65 2016-04-14 22:44:50 Ostatnio edytowany przez Screwdriver (2016-04-14 23:03:25)
Macie racje. Ja tam widze pozytywy w tym rozstaniu. Powiem Wam tylko, ze ostatnia przeszkoda jaka ona sobie "wymyslila" w tym by sprobowac wspolnego zycia to "brak bezpieczenstwa finansowego", oczywiscie dla dobra dziecka, a jakze by inaczej ![]()
Reasumujac: najlepszy jej partner to: wieczny pan dojezdzalski, tryskajacy dobrocia i potulnoscia, nie sprzeciwiajacy sie, lubiacy figury geometryczne znane jako trojkaty, lubiacy obrady sejmu w skladzie on, ona, mamusia i tatus, wielbiacy jej dziecko i robiacy wszystko wylacznie dla jego dobra. Oczywiscie nie rozstajacy sie z portfelem, najlepiej ciagle grubym.