Z góry prosze aby osoby bez doświadczenia i niedojrzałe się nie wypowiadały.
Mam 22 lata, dziewczyna ma 19.
Ogólnie byłem z dziewczyną 3 lata, rozstaliśmy się z różnych powodów. Kilka miesięcy mineło, kontakt wrócił, po poltora miesiąca spotykania się razem znów do siebie wróciliśmy.
Wszystko wporządku, ja zmieniłem swoje stare złe nawyki i zachowania wobec niej, ona niby też się poprawiła. Tylko jest jedno dziwne zachowanie. Przyjaciółka zaprosiła ją i mnie na piwo, moja dziewczyna zgodziła się. Pod koniec dnia koleżanka powiedziała jej że na to piwo przyjdzie jeszcze ich kolega ze studiów. Moja dziewczyna odmówiła więc piwa i powiedziała o tym całym wyjściu dopiero wtedy. Zapytałem czemu mówi mi po fakcie dokonanym, że może ja bym chciał iść i w ogóle, że czemu odmówiła jak ma być kolega? Zaczęła mi opowiadać że jak nie byliśmy razem to bardzo do niej podbijał, był naprawde dobry, pytał się jakie kwiaty lubi moja dziewczyna i ogólnie sie starał. No i pomaga jej z matmą. Ona zaś powiedziała mu prosto z mostu że nie szuka nikogo i dała mu po prostu kosza (Podobno jej się kompletnie nie podoba i nie czuje nic do niego.) . Powiedziała że bała się mnie tam zabrać bo jej kolega by się do niej doczepiał, że go olała a teraz ma chłopaka i że przestałby jej pomagać z matmą. Tak samo jak jej kierownik w organizacji studenckiej też do niej wypisywał i w ogóle, ani słowa o mnie nie powiedziała bo, cytuję, " to kierownik i mógłby ją wywalić z organizacji i w ogóle". Ja na te dwie rzeczy odpowiadałem: "no ale co mnie obchodzi jakiś twój kumpel, jesteśmy W SUMIE ponad 3 lata razem, co mnie jakiś człowiek z zewnątrz obchodzi. To ważniejsza jest pomoc z matmy niż ogólnie facet?, przeciez ja jestem na matmie i też mogę Ci pomagać" a co do kierownika odpowiedziałem "to jak będziesz pracować kiedyś w firmie i szef będzie Cie stalkował seksualnie to będziesz mu na to pozwalać bo jest szefem? i o mężu też nic nie będziesz mówić bo to szef?"
Przepraszała, powiedziała że mam rację że się poprawi i w ogóle. Powiedziała też że mi mówi te rzeczy i jest szczera a ja na nią zły jestem i że szkoda że mi o tym powiedziała wogóle. "Mówię Ci jak mnie podrywa jakiś kierownik, mówię Ci wszystko, o koledze też a ty na mnie zły".
To ja na to "to mi nie mów nic, ukrywaj, oszukuj, łaski mi nie robisz".
Dziś była sytuacja że miała okienko między zajęciami i na stołówce do niej zagadał jakiś chłopak obcy. Podkreśliła że mówił normalne rzeczy takie jak "co tam robisz, jak tam". Broniąc sytuacji oczywiście. Potem powiedziała, że go zbyła i powiedziała że musi iść. On do niej czy poda mu numer telefonu to może jeszcze się zobaczą na wydziale i pogadają. I tu najważniejsze, cytuję "Nie wiedziałam jak się zachować, zaskoczył mnie z tą sytuacją i pytaniem, telefon leżał na książkach, gdyby tam nie leżał byłoby inaczej". Ja na to że telefon na książkach nie ma nic do rzeczy i "nie mogłaś odpowiedzieć że masz chłopaka?". Ona, że on do niej nie podbijał tylko gadał na normalne tematy więc głupio byłoby tak "wyjechać z tym że mam chłopaka". No to doradziłem że "mogłaś powiedzieć że chłopakowi się to nie spodoba".
To znów to samo mówiła, że ją zaskoczył tym pytaniem.
Ja na to że "no to super że mam dziewczynę która poda numer każdemu facetowi który do niej zagada bo nie wie jak się zachować w takiej sytuacji, a jak pójdziesz na piwo z koleżanką, zagada do Ciebie facet i nagle cię pocałuje to też nie będziesz wiedzieć jak się zachować i odwzajemnisz?, albo jak będziesz w klubie tańczyć z jakimś facetem i nagle zrobi różne rzeczy?" . Ogólnie mówiła że z nikim się nie całowała te miesiące ani nic nie robiła z innym facetem jak nie byliśmy razem. Ja powiedziałem wprost że swoje przygody miałem jak byłem wolny. Już nie wiem w co wierzyć.
Bardzo dziwne zachowanie.
Powiedziałem, że może zbyt szybko oficjalnie weszliśmy w związek jeśli nawet kiedy ma okazje się do niego nie przyznaje nikomu.
Popłakała się prawie i powiedziała że może do mnie przyjechac, przepraszała i ze zmieni to i ogólnie blablabla, była aż za miła, taka nigdy nie była, pytała czy może zaraz wpaść i ogólnie chociaż ma daleko bardzo, ja na to że sam wpadne wieczorem. Co sądzicie? Powiedziałem że musze z kimś o tym pogadać, nawet napiszę jako anonim na jakimś forum. Skomentowała ze to nasze sprawy i dziwnie tak na swiatło dzienne je wystawiać. Ja na to że "kiedy z Tobą o nich rozmawiam i staram się je poprawić to i tak nic z tym nie robisz, już sam nie wiem co mam Ci powiedzieć, może mi ktoś doradzi". Powiedziałem o tym 2 kumplom, to skomentowali tylko że dziwne zachowanie i przyznali mi rację, babcia to samo i dodała że według niej to nie wie czy warto na takich podstawach budować cokolwiek.