Witajcie,
Każdego dnia czytam forum , czasami udzielam się w niektórych tematach. Jestem świeżo upieczoną mężatką, więc zagadnienia małżeńskie są dla mnie "na czasie"
Stale przejawiają się tematy dotyczące kłótni z mężem/żoną, zdrady, znęcania się psychicznego i fizycznego i .. teściów/rodziców kontra nasze małżeństwo. Wiem, że niektóre z nas (użyję formy żeńskiej ze względu na charakter forum, choć oczywiście chciałabym znać również zdanie Panów) mają to nieszczęście trafić na teściowe, które są bezduszne, egoistyczne, niemiłe, chamskie i ślepo próbujące "nawrócić" swoich panów do porządku i ściągnąć ich znowu pod swe matczyne skrzydła. Wtrącają się, sieją jadem, przestawiają rzeczy w mieszkaniu, grzebią w garach. Zdarzają się teściowe, które wręcz znęcają się nad synowymi.. To samo czasami dotyczy naszych matek czy ojców. Wszystkich nie zmienimy, nie każdego musimy lubić czy z każdym się dogadać ale.. Dlaczego my sami sobie na to pozwalamy? To jest dla mnie najbardziej nurtująca kwestia.. małżeństwo to odrębna jednostka, która powinna być niezależna od rodziców. A tymczasem jak obserwuję otoczenie to mam wrażenie, że młodzi sami często angażują rodziców w swoje sprawy czy kłótnie. Wiem jak działa kat nad ofiarą, rozumiem na czym polegają toksyczne relacje, bo sama od takiej uciekłam, tyle że to była MOJA matka. Ale pozwalać TEŚCIOWYM, w sumie obcym osobom, żeby tak niszczyły nasze życie małżeńskie? Czy samemu ich w to wciągać? Dziewczyny, które doświadczyłyście tego.. powiedzcie mi dlaczego? po co? Co jest warte tej ceny jaką ponosicie?
Osoby, które tego doświadczały nieraz tłumaczyły: "bo mieszkam z teściami" "bo to ich dom, więc co ja mogę?" "bo mam dzieci, a mąż mnie nie wspiera i gdzie ja pójdę?". Moje spostrzeżenie jest takie: jeśli chcę żyć, mieć normalną rodzinę to zrobię wszystko żeby ją uchronić, tym bardziej dzieci. Nawet jeśli miałabym w diabły rzucić wszystko. Co Wy o tym myślicie?