Sylweter,albo nowy rok bo juz sam nie wiem. Jest 4 nad ranem a ja w koncu zdecydowalem sie napisac na "babskim" forum. W sumie nie wiem dlaczego to robie,moze po prostu potrzebuje to wyrzucic z siebie. Ta cala zlosc i frustracje krora we mnie siedzi i narasta z kazda godzina,kazdym dniem. Leze w lozku obok niej i zastanawiam sie gdzie lezy przyczyna tego wszystkiego. Czy to ja popelnilem gdzies blad? A moze to wszystko jej wina,czy maskowala sie tak dobrze na poczatku czy cos sie zmienilo w trakcie. Chyba dotarlem do kresu mojej wytezymalosci a na pewno jestem juz blisko. Zniklo cos co kochalem w niej. NAMIETNOSC. Zrobila sie zimna. Zgaslo wszystko. Na poczatku naszej znajomosci to ja bylem ten zdystansowany,ten ktory mial problem z otworzeniem sie na uczucia. A w niej bylo tyle ciepla i tyle namietnosci ze zapomnialem o wszytkich moich obawach zrodzonych z poprzednich zwiazkow.Pozwolilem poniesc sie tej namietnosci. Temu uczuciu. Bylem szczesliwy. Po okolo dwoch latach nagle cos sie zaczelo zmieniac. Nie dostrzegalem tego na poczatku(moze nie chcialem tego widziec). Z czasem zaczolem zuwazac zmiany ktore zachodzily. Co raz mniej pocalunkow, przytulania,seksu. Ok. Dwa lata to teoretycznie czas po ktorym mija pierwsze zauroczenie a zaczyna wychodzic rutyna. Wiec zaczolem cos robic zeby tlil sie ten zar. Romantyczne wypady na weekend,wyjscia do kina,restauracji,kwiaty bez okazji(do tej pory daje jej kwaiaty bez okazji.Lubie to) itp. Tylko ze zamiast byc lepiej to jest gorzej. Nie pamietam kiedy sie calowalismy ostanio. Chyba z rok temu. Moze. Moze wiecej niz rok. Jak ja sie do niej nie przytule to ona tego nie zrobi,chyba ze jej zimno albo potrzebuje oparcia pod glowe bo przysypia na sofie prze telewizorem. O seksie tez nie ma co wspominac. Trzy albo cztery razy mialo to miejsce w tym roku. Po ostatnim stwierdzilem ze nawet juz nie bede nic inicjowal.To czuc jak ktos cos robi na sile. Chcialem z nia o tym porozmawiac ale sie dowiedzialem ze nie ma oczym bo przeciz nie ma zadnego problemu i mi sie cos wydaje. Czuje sie jabysmy byli po 30-40 latach w zwiazku i nie mieli sobie juz nic do zaoferowania,a wiem ze tak nie jest. Przeciez ona nie ma nawet 30 lat jeszcze. Kocham ja ale nie wiem jak dlugo wytrzymam. Zimno mi jak nigdy dotad.
Niestety ale się już wypaliło, jeśli jedna strona działa a druga jest bierna to bez sensu walczyć dalej bo w pojedynkę się nie uda, do tańca trzeba dwojga jak to mówią. Ty kochasz nadal ona już nie tylko brak jej odwagi by to powiedzieć bo wie że cię mega zrani. Wiem że to ciężkie, 4 lata razem a tu co takiego ale albo po męsku to załatwisz albo nadal będziesz się starał i nic z tego nie będziesz miał tylko kolejny smutek i nic poza tym. Będzie ciężko ale życzę powodzenia. Pamiętaj że kobiet jest wiele i nie umieszczaj się w planach osoby która nie ma Cię już w swoich.
Wiem że to ciężkie, 4 lata razem a tu co takiego ale albo po męsku to załatwisz albo nadal będziesz się starał i nic z tego nie będziesz miał tylko kolejny smutek i nic poza tym. Będzie ciężko ale życzę powodzenia. Pamiętaj że kobiet jest wiele i nie umieszczaj się w planach osoby która nie ma Cię już w swoich.
Amen - marios34 Ci dobrze napisał autorze.
Pierwszy ją spuść zanim ona to zrobi albo przyprawi Ci rogi. Klasycznie byłeś za dobry dla niej i zagłaskałeś kobietę. Nie lubią tego i się nudzą.
Zakończ to, odpocznij i znajdź babkę, która doceni kim i jaki jesteś.
Przestałeś być wyzwaniem. Należy wkładać zaangażowanie proporcjonalnie do starań drugiej osoby, jeśli dajesz więcej, tracisz jej szacunek. Ona musi poczuć, że odejdziesz. Jeśli zareaguje, to ok. Jeśli przyjmie to chłodno, to jest już dla Was za późno. Obojętność jest afrodyzjakiem. Przerwij to, zanim będzie za późno.
Ech jakie to niesprawiedliwe,jak dajesz z siebie za dużo jest źle bo zaglaskujesz jak dajesz mało też źle....czyli morał z tego taki żeby w odpowiedni sposób dozować uczucia,tylko co z nią? Nie wiem co się z ludźmi dzieje,ja pragnę ognia i namiętności,zrozumienia itd a mąż nie widzi tego, chociaż ostatnio powiedział że się poprawi.Jeżeli twoja partnerka nie widzi problemu w tym że seks jest rzadko i bez porywu, to wyprowadź ja z tego przeświadczenia bo nie ma racji.Ja też często leżąc obok męża zastanawiam się kim właściwie jest ten człowiek dla mnie i stwierdzam,że obcy i zimny.Ech....drogi autorze obojgu nam zimno jest :-(
Ja trochę z innej beczki - a może ona ciężko pracuje lub za ciężko jak na swoje siły? A może macie małe dziecko i jest wykończona? A może ma problemy hormonalne lub stosuje tabletki antykoncepcyjne lub antydepresyjne? A może ma problemy w pracy i to ją wykańcza?
A może ty w jakiś sposób zacząłeś ją odpychać ? ( sory - brzydki zapach stóp, z buzi, nie zawsze chce ci się umyć przed położeniem się itp ). Nieraz są tak niby błahe dla facetów przyczyny, a dla kobiet ciężkie do przeskoczenia.
i co tak 2 lata? bez przesady i ciągle szukanie winy w facecie, wyczerpująco napisał o tym problemie co świadczy o tym że z jej strony nastąpiło wypalnie proste
Wystarczy, że bierze tabl.antykonc.przez dwa lata. W większości przypadków po nich ciąży nie ma, ale seksu też nie .
Nie wiem co mam myslec. Nie sadze zebym ja zaglaskal. Co to wogole znaczy za dobry? Dbam o chigiene osobista. Nie mam problemow z uzebieniem i biore prysznic dwa razy dziennie. Od ponad roku chodze na silownie,zmienilem diete,nie pije,nie pale,stracilem 15kg i uksztaltowalem sylwetke. Dzieci nie mamy. Tabletek antykoncepcyjnych nie bierze od ponad roku. Innych zreszta tez nie. Co do pracy to pomoglem jej zmienc prace trzy lata temu na lepsza. Na pewno jest mniej stresujaca od poprzedniej. Sama mi to nie raz mowila. Wiec nie wydaje mi sie zeby to byl ktorys z tych powodow. Naprawde chcialem porozmawiac o tej sytacji z nia, ale trafiam na mur. Slysze ze nie problemu,ze przesadzam albo zebym przestal dramatyzowac. Postanowilem ze z nia porozmawiam i zapropnuje sesje u terapelty. Moze psycholog tu cos pomoze.
No cóż, jeśli tak, to przychodzi mi jeszcze jedna rzecz do głowy - jak do niej podchodzisz z seksem, czy jesteś dominujący, pełen namiętności, czy raczej przytulasz się, przymilasz? Może w tym coś się zmieniło, co ją odstręcza? A może dopiero teraz odstręcza, bo wcześniej stwierdziła, że tak musi być, ale cię kocha i jakoś się ułoży, a jednak zabrakło jej cierpliwości? Nie obwiniam cię absolutnie o nic, tylko chcę ci przybliżyć, o co może chodzić kobiecie.Wielka szkoda, że nie chce z tobą rozmawiać, ale to też daje do myślenia, że może nie chce cię zranić mówiąc, że coś się zepsuło w seksie.
nie no bez jaj bo teraz jest pokazane że wszystko może byc jego winą a ona jest całkowicie oczyszczana. Szanuje twoje zdanie koleżanko ale sadzę że nie masz gościu co u niej już szukać. Jeśli taka laska jest zimna jak kostka lodu z dziurką to sorry ale niczym nie wskórasz ani staraniem ani poniżaniem się przed nią. Wiem że to ciężkie 4 lata razem to kupa czasu ale chcesz sobie życie zmarnować? Jeśli nie chce się kochać, przytulać to na co taka kobieta? Jest wiele innych które marzą zapewne o takim gościu, nie zamykaj swego świata na jednej osobie, nie utrwalaj sobie że to miłość życia bo widzisz ona ma Cię gdzieś a ty cierpisz więc logika wskazuje zostaw ją w cholerę, pozbieraj się, realizuj swoje pasje, wyciągnij wnioski i jedziesz dalej
Pozdro mordo i obudź się!!!!
Z mojego pkt widzenia zakochała się w innym mężczyźnie z którym prawdopodobnie nie może być z jakichś tam powodów, więc oddaliła się uczuciowo od Ciebie.
Skoro jest tak jak piszesz ze nie masz sobie zbytnio nic do zarzucenia to weź to pod uwagę co napisałam.
Często kobieta która kocha innego Pana staje się chłodna i oziębła dla męża. Nie chce z nim uprawiać sexu ( bo to jak zdrada dla niej w stosunku do obiektu westchnień) i sex traktuje jak obowiązek małżeński, na odczepnego. A rozmowa nic tez nie da zbytnio bo jeśli nie może być z tym którego kocha to raczej będzie udawała ze jest wszystko ok bo gdzie w sumie pójdzie...
No sorry, ja bazuję tylko na tym, co autor napisał. Na początku to on był zdystansowany, a ona ciepła i namiętna i nagle - stop. Gdybam tylko, co mogło być tego przyczyną, ale nie mówię, że to wyłącznie wina jego. Doradzam. A może jest tak, jak pisze Nikt 32.Skąd możemy wiedzieć? Gdyby była oziębła od początku, sama bym mu doradziła - szukaj innej dziewczyny, ale tak nie było, więc dociekam, co mogło być przyczyną. Ale, no dobra, znikam z tej dyskusji, chciałam pomóc, nie wyszło.
14 2016-01-02 17:47:10 Ostatnio edytowany przez marios34 (2016-01-02 17:47:29)
zresztą niech autor sam zdecyduje co ma zrobić, pokazaliśmy mu jak my to widzimy, reszta należy do niego co z tym zrobi:) udanego weekendu wszystkim życzę:)
Pewnie ma kogoś, przyjrzyj się jej zachowaniu,czy telefonu nie chowa albo jakoś meili nie wysyła. Wychodzi gdzieś częściej niż zwykle?
Może miec jakies problemy psychologiczne. Namów ją na leczenie lub rozstańcie sie na jakiś czas. Wtedy zrozumie co traci i wrócicie do siebie szczęśliwsi lub rozstaniecie sie na stałe. Każde wyjście będzie dużo lepsze od obecnej sytuacji.
Doskonale Cię chłopie rozumiem. W podobny sposób minęło mi dwadzieścia kilka lat. Było rozstanie, powrót, dzieci, obowiązki. Schemat ten sam: najpierw namiętność, a potem obojętność z okresowymi stanami poprawy. Co mogę powiedzieć: jeśli nie macie dzieci, to uciekaj jak najdalej i poszukaj kogoś innego, kto Cię pokocha naprawdę. Inna sprawa, to wydaje się wątpliwe, żeby istniało zbyt wiele związków, w których "TE SPRAWY" są ok przez wiele lat. Z mojego punktu widzenia wydaje się jednak, że macie skrajnie różne temperamenty i to się niestety nie zmieni. Zatem jeśli już jesteś nieszczęśliwy (dla mnie 4 lata to krótko), to później będziesz nieszczęśliwy jeszcze bardziej. A do tego przyjdą jeszcze inne problemy - jak kryzys wieku średniego, czy menopauza. Dość pesymistycznie zabrzmiała moja odpowiedź? Cóż nastrój mam taki, jak autor, dlatego ten pesymizm, ale w gruncie rzeczy po 4 latach jeszcze wszystko można sobie poukładać. Zrób z tym porządek jak najszybciej (ja miałem ciągłe rozterki, a dziś po dwudziestu kilku latach jestem w punkcie, z którego już odwrotu nie ma...
A mnie się wydaje, że dziewczyna ma po prostu taki charakter. Są osoby które nie lubią takiego "słodko-pierdzącego"
związku. Sama jestem w związku ale nie lubię nadmiernie wylewać uczuć.
A mnie się wydaje, że dziewczyna ma po prostu taki charakter. Są osoby które nie lubią takiego "słodko-pierdzącego"
związku. Sama jestem w związku ale nie lubię nadmiernie wylewać uczuć.
Czyli, że wg Ciebie niesia631 seks trzy, albo cztery razy w roku to dla "dziewczyny z charakterem" norma, a te co lubią codziennie są "słodko-pierdzące"? A może czegoś nie zrozumiałem?
niesia631 napisał/a:A mnie się wydaje, że dziewczyna ma po prostu taki charakter. Są osoby które nie lubią takiego "słodko-pierdzącego"
związku. Sama jestem w związku ale nie lubię nadmiernie wylewać uczuć.
Czyli, że wg Ciebie niesia631 seks trzy, albo cztery razy w roku to dla "dziewczyny z charakterem" norma, a te co lubią codziennie są "słodko-pierdzące"? A może czegoś nie zrozumiałem?
To już jest typową sytuacja kiedy kobieta "zdobyła" mężczyznę. Autor sam przyznał ze na początku była namiętność, ona się starała a teraz jest jej wszystko jedno. Uważam że ludzie nawet na początku powinni się starać i zabiegać o siebie tak samo. Nie powinno się wychodzić przed szereg.
Nie wiem czy to jest jakaś sprawdzająca się reguła ale mój pierwszy związek był taki, że facet na początku się starał, mi również zależało bardzo, pokazywalam to ale byłam zdystansowana. Kiedy nabrałam pewności i stałości w uczuciu on stał się zimny i obojętny. Może coś w tym właśnie jest.