Mam 21 lat, mój chłopak 28. Jesteśmy razem rok, bardzo dobrze się dogadujemy, na chwilę obecną nie wyobrażam sobie życia bez niego, to chyba TEN
7 lat różnicy nie wydaje się być duża różnicą, moja mama twierdzi, że z czasem to się będzie zacierać, ale co z teraźniejszością? Różnica jednak jest widoczna, niekiedy przejawia się nawet jako przepaść. Przepaść w dojrzałości emocjonalnej, intelektualnej, stabilności życiowej etc. Jesteśmy na innym etapie w życiu, mamy inne potrzeby, które coraz wyraźniej zaczynam dostrzegać... Ja jestem młoda, wiem, że głupio i pospolicie to zabrzmi, ale chciałam jeszcze poszaleć, wyjść gdzieś, przetańczyć cała noc, napić się ze znajomymi, choć widzę coraz częściej, że blokuję u siebie te myśli i zaczynam myśleć jak osoby w jego wieku, zaczęłam myśleć o stabilizacji, myślę o ślubie, dzieciach? Czy to możliwe, że jego pragnienia i jego jestestwo tak na mnie wpłynęło? Jednak wracając, jego znajomi to najczęściej małżeństwa ok 30-tki, moi to "małolaci" tacy jak ja, ledwo po 20-tce. I jak to pogodzić? Moi znajomi go irytują, są hałaśliwi, chcą imprezować jeszcze trochę poszaleć, on już ten etap ma za sobą, już go to nie bawi. Z kolei mnie nie zachwyca przebywanie razem z tymi małżeństwami, gadka o dzieciach i przebywanie z ludzi prawie 10 lat ode mnie starszymi. Strach paraliżuje mnie gdy pomyślę, że muszę się z nimi spotkać. Ogólnie jestem osobą skrytą i raczej mało pewną siebie. Sytuacja zmienia się gdy znam ludzi wiele lat, wtedy jest okej, ale co z ludźmi którzy są tyle starsi i których nie znam? Lęk tak bardzo mnie paraliżuje, że na takich spotkaniach boję się odzywać, bo myślę, że uznają mnie za dzieciaka, który nic o życiu nie wie i to co mówię jest mało istotne czy głupie. Przez to te spotkania są bardzo niekomfortowe, czuję się źle z jego znajomymi, mam wrażenie, że wystawiam się na śmieszność samym tym, że tam z nim jestem i śmiem się odezwać, o ile w ogóle to robię... Nie wiem co robić, Sylwester się zbliża i właśnie mamy spędzić go z JEGO ZNAJOMYMI. Już czuję się źle gdy o tym pomyślę, jedynie alkohol mnie trochę rozluźnia, ale przecież to nie może być rozwiązaniem. Co mam zrobić w takiej sytuacji? Jak się przemóc do otwartości wśród ludzi tyle starszych ode mnie? Czy może ten związek jednak przez tyle różnic nie ma sensu?
Ja mam zupelnie na odwrot. Ja lta 18 facet 27,i ma obawy co do mnie ze to nie wyjdzie nie ma sensu zaraz nlznajde innego zmienie zdanie i chyba mnie skreslil po 5 miesiacach. Zazdroszcze tego ze facet jednak z Toba jest mimo tej roznicy wieku. Jezeli otrzymalabym ta szanse bylabym niesamowicie szczesliwa
Twoj facet jest starszy,wiedzialas o rtm od poczatku,musisz liczyc sie z Tym,ze on jednak chce stabilizacji a Ty mimo tego ze jestes mloda podjac decyzje czy aby na pewno chcesz oddac mu swoja mlodosc. Ten temat jest bardzo trudny,tak jak mowilam zazdroszcze Ci odwagi Twojego faceta,ze jednak zdecydwal sie na zwiazek z mlodsza kobieta o tyle lat. Moze go podziwiam tylko dlatego ze moj nie chce dac mi szansy... wybor nalezy do,Ciebie,imprezy nowi chlopcy,szalencze mlodziencze wybryki albo jednak stabilizacja..
Dodam ze na Twoim miejscu otworzylabym sie do jego znajomych. Badz powazna gadaj normalnie, moze nie za duzo bys nie czula ze popelnisz gafe
ale rob wszystko by bylo jak,najlepiej,jesli Ci zalezy pokaz ze jestes dojrzala jak na swoj,wiek.
Zazdroszcze Ci niesamowicie,nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo :* ![]()
Jeśli Twój facet tego nie ogranie to się rozleci bo jesteście na odmiennych etapach życia. Spotykałem się z dziewczynami w Twoim wieku (oraz młodszymi) i albo jest tak, że albo tak się w nim zadurzysz, że pójdziesz na kompromis (bo on już ma "poważne" życie) albo prędzej czy później się rozstaniecie.
Jeśli Twój facet tego nie ogranie to się rozleci bo jesteście na odmiennych etapach życia. Spotykałem się z dziewczynami w Twoim wieku (oraz młodszymi) i albo jest tak, że albo tak się w nim zadurzysz, że pójdziesz na kompromis (bo on już ma "poważne" życie) albo prędzej czy później się rozstaniecie.
Znam wiele takich zwiazkow autorze i zyja dlugie lata
Szkoda tylko ze nie,kazdy facet potrafi sie przekonac do roznicy wieku.. mi sie to wlasnie trafilo..choc wierze w plomyk nadzieji
Bo takie związki są jak najbardziej ok - różnica wieku 5-10 lat na korzyść faceta to jest to co najlepsze. Popieram Cię w tym, że to jest gitarka tylko pisze, że trzeba nad tym pracować (chyba że kobieta się zaduży na maksa ale to inna opowieść, bo nie miałaby takich rozkmin jak autorka wątku)....
Bo takie związki są jak najbardziej ok - różnica wieku 5-10 lat na korzyść faceta to jest to co najlepsze. Popieram Cię w tym, że to jest gitarka tylko pisze, że trzeba nad tym pracować (chyba że kobieta się zaduży na maksa ale to inna opowieść, bo nie miałaby takich rozkmin jak autorka wątku)....
Tylko co zrobic by facet przekonal sie do tej roznicy wieku,on chce ale uwaza ze to nie wyjdzie. Bo.? (Mloda,zmieni zdanie,studia,nowi chlopcy, niewiele wiedzaca na rozne tematy zyciowe)
Facet musi być pewny siebie i swojej wartości to nie będzie miał rozkmin ![]()
Zgadzam się, koleś chyba nie wie czego chce. Gdyby bardzo kochal, nie myślałby takimi kategoriami, związałby sie z Toba, a co życie przyniesie to juz inna sprawa. Jednak Twoj problem to inny wątek. Ja mam problem z jego znajomymi i tym, ze musze wlasnie oddać w pewnym sensie młodość, nie wiem czy nie bede żałować i czy bede potrafiła przełamać się w kontaktach z jego znajomymi, nawet jesli to nie wiem jak się zabrać do tego by byc otwarta i nie miec w glowie tego lęku
A co to za facet co ma 30 lat i już kapcie na nogach?? Hałas go drażni? Rety a co będzie za lat 5, 10?
Różnica wieku nie ma tu nic do rzeczy, on wygląda mentalnie na starszego 2 pokolenia faceta.
I tu jest myślę problem, bo różnica 10 to jeszcze nie jest przepaść jeśli mentalnie ludzie są na tym samym poziomie.
Sądząc po znajomych do jakich Cię prowadza sam chciałby już w pieleszach domowych zalec, Ty jak czytam nie i tu się nie pogodzicie a rezygnować chyba z całego dziesięciolecia nie ma sensu jeśli sama tego nie chcesz.
11 2015-12-29 19:59:28 Ostatnio edytowany przez janis1609 (2015-12-29 20:00:31)
Zgadzam się z przedmówczynią 28 lat to jeszcze młody wiek, Twoje rozważania o dzielącej Was z tego powodu przepaści sa dla mnie trochę niezrozumiałe. Myslę, że to nie jest kwestia jego "dojrzałego" wieku, ale po prostu charakteru. Poza tym napisałas o przepaści w dojrzałości emocjonalnej i intelektualnej. Nasuwa się pytanie, to co Was łączy i dlaczego jesteście razem? 7 lat różnicy w wieku 20+ to nie jest tak dużo aby samo w sobie mogło powodować utrudnienia o jakich Ty piszesz. Co więcej, uważam, że 7 lat to raczej normalna różnica wieku między partnerami, zwłaszcza, że z założenia faceci dojrzewają później, tzn... tak mówią
Co do Twojego problemu z jego znajomymi to dali Ci to w jakiś sposób odczuć, że wedlug nich jesteś jeszcze "gówniara" czy to raczej siedzi w Twojej głowie? Moim zdaniem niepotrzebnie wmawiasz sobie tę "dużą" różnicę wieku, opisujesz swojego partnera jako "starszego faceta", co najmniej jakby był minimum te 10lat starszy.
Tak naprawdę to metryka to jedno a to co kto ma w głowie to inna rzecz. Moim zdaniem macie wyzwanie przed sobą i jeśli macie być razem to powinniście iść na kompromisy, nie tak, że to ty oddasz swoją młodość jemu ale oboje powinniście wypracować takie rozwiązanie w którym potrzeby obojga z was będą jak najbardziej zaspokojone.
Wiem co czujesz bo ja mam podobną sytuację - ja 24, on 34, i rozwiązujemy to tak, że raz spędzamy czas z moimi znajomymi a raz z jego, każde z nas stara się jakoś odnaleźć w tym odmiennym dla siebie środowisku. Moim zdaniem powinnaś popracować nad pewnością siebie, to, że on Cię wybrał na swoją partnerkę to znaczy, że Twój poziom intelektualny mu odpowiada, i nie powinnaś się tego obawiać
Skoro zabiera Cię na spotkania ze swoimi znajomymi to znaczy, że Ci ufa i nie boi się jak wypadniesz, gdybyś przynosiła mu wstyd to by Cię nigdzie nie zabierał i wykręcałby się od przedstawiania Cię znajomych. To, że nie masz pojęcia o dzieciach nie znaczy, że nie możesz pogadać na inne tematy jak równy z równym. Myślę, że problem jest troszkę w Twojej głowie i może tam powinnaś zacząć go rozwiązywać.
Autorko a jak to wygląda na co dzień? Jak często widujesz się ze swoimi znajomymi aby po imprezować A jak często chodzicie razem do jego znajomych? Mieszkacie już razem?
14 2015-12-30 00:24:39 Ostatnio edytowany przez vacoss (2015-12-30 00:27:08)
Tu pojawia się drugi problem, własnie ograniczyłam do minimum spotkania ze znajomymi, ponieważ mój luby ma coś z bluszcza. Każdą niemal wolną chwilę spędzam z nim, na początku przeszkadzało mi, że zawsze chce, żebym spędzała z nim czas, wręcz się OBRAŻAŁ jeśli chciałam spędzić czas z kimś innym. Jednak teraz już czuję się do niego tak przywiązana i tak mi z nim dobrze, że mi to nie przeszkadza. Jesteśmy ze sobą bardzo blisko, jest nam bardzo dobrze generalnie ze sobą, więc myślę, że wspólne mieszkanie to kwestia czasu, już nie raz rozmawialiśmy, że najlepiej by było budzić się codziennie razem itp. O tej przepaści intelektualnej i emocjonalnej to może źle się wyraziłam. Miałam tu na myśli to, że ja kończę durny społeczny kierunek studiów, on pracuje w Instytucie Naukowym, jest po Politechnice i jest doktorantem, to jest w pewnym sensie ta różnica i czuję, że może narosnąć i zacznę czuć się gorsza. Jeśli chodzi o przepaść emocjonalną to miałam na myśli to, że on jest taki dojrzały, świadomy, cierpliwy i rozsądny przez co rozumiem przepaść między nami, bo ja jestem czasami roztrzepana, wybuchowa, chaotyczna i generalnie nie wiem czego chcę, nie mam pomysłu na siebie, nie jestem zbytnio świadoma tego co chcę robić w życiu itp, a on przeciwnie, jest świadomy i czasem mam wrażenie, że jest niemal ideałem jeśli chodzi o psychikę (jeśli wiecie o co mi chodzi, ciężko to wytłumaczyć), a ja wręcz przeciwnie. Aiina bardzo ładnie napisałaś, że powinniśmy iść na kompromis, który zaspokoi potrzeby każdej ze stron. Jednak bardzo ciężko to przełożyć na rzeczywistość. Rzeczywiście problem chyba jest w mojej głowie, tylko jego kuzyn raz dał delikatnie do zrozumienia, że jestem gówniarą, przez co mam do niego straszną awersję. Może ja po prostu bardzo boję się odrzucenia i tego, że ktoś mnie skrytykuje, nie polubi przez co jeszcze bardziej zamknę się w sobie i i mnie to bardzo zaboli? Problem siedzi w głowie, na to chyba wychodzi, ale jest tam bardzo mocno zakorzeniony, nie wiem jak zmienić nastawienie...