Witam! Jestem nowa na tym forum.
Prosze Was o obiektywne opinie, rade, wsparcie.
Jestem 8 lat po slubie, mamy dwie coreczki.
Mozna powiedziec ze przez caly okres naszego malzenstwa malo bylo/ jest spokoju. Wiecznie o cos klotnia lub ciche dni meza.
W tym roku zamieszkalismy w swoim domu. Od tego momentu maz zabrania mi odwiedzin u rodzicow. Jade/ jedziemy do nich jak maz zdecyduje( boli mnie ten fakt, tesknie za swoja babcia). Jak dzwoni do mnie mama czy siostra to tez nie podoba mu sie to. Z kazdym dniem czuje sie jak uwieziona. Nie pracuje, jestem w domu z dziecmi. Brakuje mi kontaktu z ludzmi. Boje sie dnia kiedy mama zadzwoni i powie ze babcia odeszla( starsza, zchorowana osoba).
Moj maz to pracowity czlowiek, nie pijacy czesto alkoolu. Wybudowalismy razem dom, na zewnatrz wygladamy jak normalna rodzina. Ale w srodku wcale tak nie jest. Maz po okolicznosciowym " wypiciu" jak np swieta, czy urodziny jest bardzo " wylewny" wtedy wypomina mi swoje zale. W piatek dowiedzialam sie ze zafundowalam mu najgorsze swieta, ze nic go nie cieszy, ani nasz dom, dzieci choinka. A wszystko dlatego ze czesc rodziny z mojej strony nie przyjechala do nas na swieta tylko my pojechalismy do rodziny. Jak to powiedzial" na marne poszly jego lata i trud budowania domu" ( pomyslalo mi sie ze dom budowalismy nie dla siebie tylko na pokaz). W takim sluchaniu zali nie umiem sie bronic, slucham a potem placze. Powoli brakuje mi sil do zycia. Ile mozna byc powodem czyjegos nie zadowolenia, ile mozna byc podejrzewanym o rozmowy tel, ile mozna byc obiektem kierowanych zlosci. Mam chwile ze zostawilabym wszystko i poszla w nie zname, tylko coreczkom tego nie zrobie. One bardzo kochaja swojego tate
Nikt nie wie o tym co tu napisalam, nikomu nie zalilam sie. Tak mi z tym ciezko.
Co mi radzicie,jak rozmawiac z takim mezem?
Prosze wesprzyjcie mnie.
1 2015-12-27 23:33:44 Ostatnio edytowany przez nina_malina (2015-12-28 00:56:44)
Pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, gdy czytam historie podobne Twojej, to DLACZEGO NIE PRACUJESZ???
Jesteś ofiarą przemocy psychicznej, być może potrzebna Ci będzie terapia.
Wiem, że to niełatwe, ale zacznij odzyskiwać wolność, małymi krokami, zamiast myśleć odejściu w nieznane.
Zacznij od poprawy kontaktów ze swoją rodziną, zrób pierwszy krok i po prostu idź/jedź (nie wiem czy mieszkają tam gdzie Wy) do nich.
Dzwoń, kiedy masz ochotę, nie bój się jego ataków złości, co on może Ci zrobić?
Nie kłóć się, nie tłumacz przed nim (nie jesteś jego podwładną), w takiej sytuacji, przekaż mu dwa komunikaty; nie wrzeszcz na mnie i nie masz prawa ograniczać mi kontaktu z rodziną...i tyle, po czym wyjdź do innego pokoju, nie daj mu satysfakcji.
Piszesz, że on jest niepijącym alkoholikiem, być może stres z powodu braku alkoholu, rekompensuje sobie wyżywając się na Tobie.
Zachowanie Twojego męża nie jest normalne.
Koniecznie zacznij szukać pracy, to nierozważne z Twojej strony, że pozwoliłaś uzależnić się od tak niestabilnego emocjonalnie człowieka.
Nie napiszę, jak rozmawiałabym z takim gościem, bo nie jestem kobietą, ale jako facet mogę tylko tyle, że najprawdopodobniej nadużywa alkoholu albo innego świństwa, jako ojciec u mnie ma żółtą kartkę, ale jeszcze nie czerwoną, najważniejsze w każdym razie są dziewczynki...
Moim zdaniem jest to forma przemocy psychicznej. Nie dziwie sie ze jestes smutna i przygnebiona tak jak pisalas w innym poscie. Uwazam tak jak inni ktorzy sie tu wypowiadali ze powinnas pracowac. Popieram rowniez to ze dziewczynki odczuwaja ta cala sytuacje i to jest dla nich zly przyklad jak mezczyzna traktuje kobiete a ty najwyrazniej sie na to godzisz. Nigdy nie zgodzila bym sie na to aby moj maz zabranial mi kontaktow z moja rodzina to jest chore z jego strony. Utrzymuj kontakt ze swoja rodzina postaw sie pkaz ze masz tez cos do powiedzenia. Podejmij jakas prace bo w tym momencie on jest gora pewnie sobie mysli ze ty bedziesz robic to co on kaze bo nie masz pracy wlasnych pieniedzy nie poradzisz sobie. Przykra ta historia naprawde. Pozdrawiam
witam!
dziękuję za zainteresowanie się moim tematem i doradzenie kilku spraw.
nie pracuje dlatego ze (powodów jest kilka)- mieszkam w południowo - wschodniej częsści naszego kraju, a tu o prace ciężko bez znajomści,
- nie mam z kim zostawić dzieci, nie ma żadnego przedszkola, żłobka. jest tylko zerówka z przedszkolem ale krótko otwarte, bo tylko do 12,30
- nie mam żadnego doświadczenia, a co najgorsze moje poczucie wartości jest bardziej na minus niż na plus. jako ze nie pracowałam nigdzie w Polsce (pracowałam za granica w warzywnictwie) tkwię w przekonaniu ze nic nie umiem oprócz sprzątania domu, gotowania i prania
brakuje mi pracy, tego wyrwania się z domu, odpoczynku od codzienności. Kto jest z dziećmi 24 godz/24 godz to wie o czym myślę.
moi rodzice mieszkają 12 km od nas, mąż twierdzi ze nie będzie palił benzyny na częste jeżdżenie, tak to wygląda. Moi rodzice nic nie wiedza o prawdziwym powodzie rzadkich odwiedzin, oni lubią mojego męża. Ciekawe co by powiedzieli jakby dowiedzieli się jaka jest prawda.
Co do dzwonienia to robię tak ze jak mąż jest w domu to wyciszam tel i nie odbieram telefonu, jak mąż idzie do pracy to wtedy rozmawiam przez tel, swobodnie bez tłumaczenia się o czym rozmawiałam. Czasem zdąży się, ze mąż zadzwoni z pracy a ja mam zajęty nr, wtedy mówię z kim rozmawiałam.
tłumaczę mu ze nie opowiadam rodzicom ważnych spraw dla nas, oni jego nie obgaduje, nie żale się na niego. Mimo to on mi nie wierzy.
przy dzieciach jest miły, nie meczy mnie swoimi wykładami.
Wykłady daje mi jak jest po opiciu się.
Tutaj sprostuje jedna rzecz, mąż nie pije często alkoholu. Są to okazjonalne wypicia. wtedy jak ma zły humor to gada i gada, jak ma dobry nastrój to jest w prządku.
Jak mąż daje mi wykłady to ja wtedy zamiast się bronic to płacze. Moja wadą jest wrażliwość. Nie umiem "szczekac' i powiedzieć co myśle. Musze byc mega zdenerwowana żeby powiedzieć co myślę.
6 2015-12-28 19:56:58 Ostatnio edytowany przez josz (2015-12-28 19:57:55)
w.
tłumaczę mu ze nie opowiadam rodzicom ważnych spraw dla nas, oni jego nie obgaduje, nie żale się na niego. Mimo to on mi nie wierzy..
...czyli, gdzieś tam "podskórnie", on doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest wobec Ciebie w porządku, obawia się, żeby jego postępowanie nie ujrzało światła dziennego.
Zamiast tłumaczyć się przed nim, że nic rodzicom nie powiedziałaś, spytaj go następnym razem; jak sądzi, czy gdybyś opowiedziała rodzinie o tym jak jesteś przez niego traktowana, czy oni nadal byliby tacy mili dla niego?
Pamiętaj też o tym, że dyskusja z pijanym facetem nie ma żadnego sensu, nie musisz słuchać jego kazań.
Przekazuj mu krótkie komunikaty, uświadom go, że rodzice dobrze Cię wychowali i należy im się za to szacunek, w związku z tym nie życzysz sobie, żeby Cię tresował.
Nie bój się wypowiedzieć słów; nie pouczaj mnie, jestem dorosła, nie prosiłam o radę itd.
Zacznij może od tego, że bez obaw i oficjalnie bierzesz telefon i w jego obecności rozmawiasz z rodziną - masz do tego prawo.
Piszesz, że często się kłócicie, więc nie kłóć się z nim, tylko rób swoje.
Nie rezygnuj z szukania pracy, wszystko da się załatwić, przede wszystkim poproś o pomoc rodzinę, uwierz w siebie.
Dziekuje za konkretne podpowiedzi, porade.
Zalezy mi na nas, chcialabym zeby zaczal sie dla nas dobry czas.
Widze od pewnego czasu poprawe u meza, ale to za malo. Chcialabym czuc sie pewnie, nie bac sie ze moje zdanie bedzie powodem do nowego obrazania sie. Chcialabym nauczyc sie mowic co mi lezy na sercu.
Dzięki Wam, Waszym Radom wczoraj udało mi się powiedzieć mężowi co myślę o jego reakcji na telefony od mamy. Najpierw sam zaczął temat, że nie lubi i nie chce żeby moja mama dzwoniła do mnie codziennie. Odp jemu, że jak następnym razem będzie dzwonić mama to dam jemu tel i niech jej powie żeby nie dzwoniła bo on tego nie chce. A mąż mi na to dlaczego on ma to mówić i dlaczego ma być ten gorszy. Odp że skoro Tobie nie podobają się tel od mojej mamy to niech sam jej to powie a nie wręcza się mną. I dodałam jeszcze ze "ciekawe czy moi(rodzice, dziadki) dalej by go lubili gdyby dowiedzieli się prawdę."
Coś pomogło bo skończył dyskusje.
Dużo wysiłku kosztowała mnie wczorajszą rozmową, jestem szczególnym wrazliwcem, placzka i łzy cały czas naplywaly mi do oczu. Powstrzymywalam się z całych sił.
9 2016-02-23 23:19:16 Ostatnio edytowany przez oliwia9195 (2016-02-23 23:22:12)
Wiesz co? Ty rewolucji w swoim zyciu raczej nie dokonasz, bo ten facet zahukał cię i jak to się mówi, zapędził w kozi róg i stało sie to dawno temu. Może coś tam jeszcze dla siebie wywalczysz, jakieś minimum, ale wydaje mi sie, że do końca będziesz zyła pod pantoflem tego faceta, nie jakbyś była dojrzałą kobietą, lecz raczej jako jego córka.
Pierwsza rzecz, to bardzo źle się stało, że nie pracujesz- nie ma niczego gorszego dla kobiety, jak pełne uzaleznienie się od faceta. Masz dwie córki, zadbaj więc o to, by dziewczyny dostały wykształcenie i miały własny dach nad głową- to podstawowe sprawy dla kobiety. Twoim rodzice albo nie zadbali o takie sprawy u ciebie, albo namawiali cię, ale ty stawałaś im okoniem i guzik z tego wyszło. Dzisiaj jestes dorosłą kobieta i jak widać kompletnie niezaradną. Twój byt zalezy od niestabilnego emocjonalnie człowieka- masakra, ale się urządziłaś. Byle facet może rozkazywac ci, co masz robić, a czego masz nie robić. Jak mogłas pozwolic na to, by on az tak wlazł ci na głowę? Ten człowiek ma ewidentnie jakis problem z głową i być może z powodu chlania. Nie wyobrażam sobie, by jakiś facet miał nade mną taką władzę, że ja zaniedbywałabym własną rodzinę, bo on by sobie tego życzył. Jesteś ofiara przemocy psychicznej i to trwającej już wiele lat- dlatego własnie jesteś taka "wrażliwa" i płaczliwa. Musisz postawić się psycholowi albo uciekać z tego cudownego małżeństwa. Nie rozumiem dlaczego w razie gdybys odeszła od tego człowieka, to musiałabyś też opuścić swoje córeczki. Nie rozumiem też dlaczego świecisz za tego człowieka oczami przed swoją rodziną?
ZŁO NAJPIERW NALEZY ZDEMASKOWAC, BY NA KONIEC MOGŁO SIĘ ONO SKOMPROMITOWAĆ- KRYJESZ TEGO FACETA, A PRZECIEZ ON, CHOCIAZ DAJE CI PEŁNĄ MICHĘ, TO JEDNAK BARDZO CIĘ KRZYWDZI.
Mylisz się, jesli uważasz, że twoje córki niczego nigdy nie zauważą. Potem, gdy bedą dorosłe, one bedą powielały twoje błędy i bedą doskonałym materiałem na żony dla róznych przemocowych popaprańców. Historia koło zatoczy, a ty przyczynisz się do tego- może więc przerwałabys ten zaklęty krąg i poszła np. do pracy? Od czegos może zaczęłabyś wreszcie zmieniac swoją bardzo niską pozycję w tym małżeństwie? Facet wybudował dom i szarogęsi się teraz. Ukróć to. Ale ja wiem, że i tak tego nie zrobisz.
Oliwia9195 dziękuję za Twoje spostrzeżenia. Są to dla mnie mocne słowa, słowa takie kopniaki, ale jakże prawdziwe. Masz rację w tym co mi napisałaś.
Mój problem zaczął się w dzieciństwie, jestem najstarsza z rodzeństwa. Często będąc dzieckiem słyszałam ustap bo jesteś starsza, mądrzejsza. Dziś mam wstręt do tego zdania. Ile można ustępować. To co miałam wpisane za dziecka poszło że mną w dorosłość. Zaczęłam ustępować mężowi, chciałam unikać kolejnych jego dasow, obrażenia się. To jedna sprawa a druga wygląda tak: jako młoda dziewczyna nie mogłam znaleźć chłopaka. Miałam 20 lat i byłam sama. Większość koleżanek miało chłopaków a ja byłam ciągle sama. W tamtym czasie byłam bardzo nieśmiała. Potrzebowałam czyjegoś zainteresowania, czułości. Chciałam kogoś kochać. Miałam na oku pewnego chłopaka. Fajnie rozmawiało nam się, ale nie zaczęliśmy chodzić nigdy że sobą. Wtedy poznałam przyszłego męża. Stało się to w tym czasie kiedy dotarło do mnie, że tamten chłopak to tylko kolega. Na początku znajomości przyszły mąż był ok. Wyrozumiały, czuły, opiekuńczy. Obydwoje za wszelką cenę dazylismy do tego by unikać kłótni. A więc jak coś nam nie pasowało to było to tlumione w sobie. Po dwóch latach znajomości był ślub. Nie było przymusu do ślubu, nie było ciąży. Gdybym czas można było cofnąć, gdybym wtedy miała z kim rozmawiać o charakterze przyszłego męża, gdybym oglądać poczytać historie opisane na tym forum. Może nie doszło by do tego ślubu.
Przyznaje byłam młoda, głupia. Boli mnie to.
Teraz mieszkamy sami i nie przejmuje się tym że rodzice czy rodzeństwo widzi że mąż obrażony. Dlatego chcę teraz zmobilizować siły i bronić, walczyć o swoje prawa. Mieszkając z rodzicami bardzo źle się czułam gdy mąż obrażał się na mnie czy poklociliśmy się.
Tak bardzo marzyłam o kochającej się rodzinie. O dobrym, czułem mężu.
Teraz wszystko było by ok gdybym wszystko robiła tak jak chce mąż. Ale jak ja nie zgadzam się z mężem to zaczyna się problem.
Dziś też już był obrażony bo rozmawiałam rano z mamą. Jego sprawa niech się złości. Ja pod tym względem teraz nie dam się ugiac. Myślę o tym by pójść do psychologa by mieć wsparcie. By mógł ktoś fachowo mi pomóc. Mam tylko jeden problem. Na prywatnego psychologa nie stać mnie, a na wizyty na fundusz trzeba czekać nawet kilka miesięcy. Dlatego liczę na Wasze wsparcie.
11 2016-02-24 19:01:20 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2016-02-24 19:02:03)
Mój problem zaczął się w dzieciństwie, jestem najstarsza z rodzeństwa. Często będąc dzieckiem słyszałam ustap bo jesteś starsza, mądrzejsza. Dziś mam wstręt do tego zdania. Ile można ustępować. To co miałam wpisane za dziecka poszło że mną w dorosłość. Zaczęłam ustępować mężowi, chciałam unikać kolejnych jego dasow, obrażenia się.
.............
Tak bardzo marzyłam o kochającej się rodzinie. O dobrym, czułem mężu.
Teraz wszystko było by ok gdybym wszystko robiła tak jak chce mąż. Ale jak ja nie zgadzam się z mężem to zaczyna się problem.
Dziś też już był obrażony bo rozmawiałam rano z mamą. Jego sprawa niech się złości. Ja pod tym względem teraz nie dam się ugiac. Myślę o tym by pójść do psychologa by mieć wsparcie. By mógł ktoś fachowo mi pomóc. Mam tylko jeden problem. Na prywatnego psychologa nie stać mnie, a na wizyty na fundusz trzeba czekać nawet kilka miesięcy. Dlatego liczę na Wasze wsparcie.
Gdy to przeczytałam to tak jakbym zobaczyła siebie z przeszłości. Dokładnie to samo mi wmawiano od zawsze: ustąp, jesteś starsza, mądrzejsza, jak ona będzie w Twoim wieku... bla bla bla...
I tak samo potem w małżeństwie. Na święta zawsze jeździliśmy do jego rodziców, na wakacje do jego rodziców, do dzieci mówił: Zadzwoń do babci mając na myśli jego mamę, nie moją. Nie zakazywał mi kontaktów z mamą, ale zawsze jak dzwoniłam to on przychodził, siadał i zaczepiał mnie, próbował pieścić że niby na seks a tylko po to żebym szybko skończyła. Nie lubił mojej rodziny, nie lubił moich koleżanek, stopniowo wymuszał na mnie izolację, a kiedy się już (na szczęście) rozstaliśmy, jeszcze mi potrafił dogadać że ja i tak nie mam żadnych koleżanek a rodzina ma mnie w dupie. Nie miałam koleżanek bo je poświęciłam dla tego gnoja. Dopiero po rozwodzie odżyłam i poodnawiałam kontakty, niektórych się już niestety nie dało. A dlaczego się rozwiedliśmy? Bo ja już dość miałam tego wszystkiego, bo zaczęłam odkrywać że wcale tak być nie musi i że mój mąż to po prostu despota z którym ja nie mogłam dłużej żyć.
Ty Nina już doszłaś co się u Was dzieje i dlaczego. To bardzo duży postęp. Musisz wiedzieć że Ty masz prawo do własnego zdania, do własnego życia, do wychodzenia z koleżankami, do swobodnego odwiedzania rodziny. Nie musisz się godzić na to co sprawia Ci przykrość. Bardzo dobrze że myślisz o terapii, zapisz się już teraz na najbliższy termin z funduszu, czekałaś tyle poczekasz jeszcze chwilę. Mnie osobiście dopiero terapia otworzyła oczy na niektóre sprawy dlatego uważam że to konieczne w Twojej sytuacji. Twoje małżeństwo wcale nie musi się skończyć jak moje, być może jest jeszcze na tyle wcześnie żeby zdążyć odpowiednio zareagować ale musisz wiedzieć jak i musisz poznać samą siebie na nowo. To bardzo trudne ale możliwe.
Tymczasem pisz tutaj, nie musisz wszystkiego obrać do siebie, wybieraj porady takie które najlepiej trafiają do Twojej sytuacji, ale czasami lepiej jest się po prostu wygadać, mieć świadomość że ktoś Cię słucha i przede wszystkim że nie jesteś z tym wszystkim sama.
Ivy71 dziękuje za Twoją wypowiedź. Widzę, że rozumiesz mnie, przechodziłas to i wiesz jak wygląda takie życie.
Mój mąż w odróżnieniu od Twojego różni się tym, że nie jest za swoimi rodzicami. On potrafi całymi tyg nie kontaktować się z nimi. Dlatego chciałby żebym tak samo i ja robiła. Tkwi w przekonaniu, że po ślubie najważniejsi dla siebie są małżonkowie, dzieci i dopiero rodzice. Tłumacze mu ze nie robię nic złego rozmawiając z swoją rodziną. Ale to do niego nie dociera. Mąż pracuje sezonowo za granicą i mówi mi że jak wyjeżdża do roboty to nie gada z mamusia i dobrze mu z tym.
Mi nie chodzi od razu o rozstanie. Chciałabym spróbować naprawić nasze relacje.
Razem zrobiliśmy dużo. Sami zrobiliśmy na własny dom. Mieszkamy "na swoim" nie mamy zaciągniętego kredytu. Doceniam tu pracowitość męża, oszczędność jak pracuje za granicą. Ale to nie wszystko, nie chce czuć się we własnym domu jak w więzieniu. Jestem młodą i nie chce reszty życia przeżyć tak jak do tej pory.
Maz nie jest alkoholikiem. Jego picie ma miejsce na spotkaniu rodzinnym czy z znajomymi. Zawsze w domu, czy na gościach, nie w barach, czy knajpach. Nie zdaza się to aż tak często żeby była z tego tragedia. Trudne dla mnie jest jego zachowanie po wypiciu.
Ja nie pracuje z tego względu, że nie mamy z kim zostawić dzieci pod naszą nie obecność. Mieszkamy na wsi, do miasta jest ponad 30km. Brak w pobliżu żłobka, przedszkola, takiego miejsca gdzie dzieci mogły by być przez min 9 godz.
Nie mam pomysłu ani żadnego doświadczenia na pracę wykonywaną w domu. Żal mi moich lat nauki, skończyłam studia inżynierskie.
Ivy71 jeszcze raz dzięki.
Nino, czy Ty w ogóle zastanawiałaś się jak wg Ciebie powinny wyglądać zdrowe relacje? Czy wiesz jak powinny wyglądać Twoje zachowania czy jedynie tak sobie strzelasz na chybił trafił - raz ulegnę, raz się postawię?
Po pierwsze - zapisz się do tego psychologa. Nawet za kilka miesięcy. Te miesiące i tak miną.
Po drugie - wątpię w jakąkolwiek skuteczność Twoich działań jeśli się nie uniezależnisz, chociaż odrobinę, finansowo. W tym momencie to mąż zarabia na Ciebie i całą rodzinę, on jest panem i władcą. Możesz jedynie liczyc na jego dobrą wolę w zrozumieniu Ciebie. Niestety, mało kto jest tak empatyczny, żeby chcieć zrobić przyjemność jednostce całkowicie od siebie zależnej. Zwłaszcza, jeśli samemu się problemu nie widzi.
Pokombinuj. Chodzi o to, żebyś miałą jakiekolwiek swoje pieniądze. Chodziażby np. na bilet do rodzinnego domu (
) jak mężowi szkoda na paliwo. Albo na wizytę u tego nieszczęsnego psychologa. Albo na książkę o asertywności...
Nie wątpię, że z etatową pracą możesz mieć trudno. Ale przecież możesz robić inne rzeczy. Możesz np. pilnować jakieś dziecko. Możesz piec ciasta. Możesz robić mnóstwo rzeczy, o których jeszcze nie wiesz (ja też nie), a o których dowiesz się dopiero wtedy jak zaczniesz koncentrować się na rozważaniach jak zarobić jakieś pieniądze.
Mężowi tłumaczysz się jak dziecko, bo sama w sumie nie wiesz co jest właściwe, co nie. Przyjmij więc do wiadomości, że kontakty z własną rodziną są właściwe. To, że Twój mąż nie ma potrzeby rozmawiać ze swoją mamusią nie oznacza, że jest to jedyna słuszna droga. Jesteś odrębną jednostką i masz odmienne potrzeby. Tyle w temacie. Nie powtarzaj tego w nieskończoność - powiedz raz i dobitnie i więcej nie ukrywaj się z telefonami.
14 2016-02-25 10:00:20 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2016-02-25 10:08:13)
Nino pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze.
Jestem w szoku to co Ty piszesz.
Piszesz, że mąż uważa, że po ślubie rodzina nie jest najważniejsza a najważniejsi są małżonkowie, następnie dzieci potem dłuuuuugo nic i na końcu rodzice.
Większego egoisty od Twojego męża nie widziałem, ale manipulant z niego jest super.
Ja jestem starszy już pan ( w tym roku mam z żoną 39 rocznicę ślubu, a razem jesteśmy 45 lat) ale wierz mi, że dla mnie zawsze najwększą radością było sprawianie przyjemności mojej dziewczynie a teraz żonie.
Jej uśmich na twarzy jest bezcenny.
Zrozum, że w małżeństwie nie ma tych lepszych czy gorszych.
Małżonkowie są przede wszystkim dla siebie partnerami, są wobec siebie równi.
Ty albo o tym zapomniałaś, albo nie wiesz.
Pozwoliłaś mężowi na totalne zdominowanie siebie, na poniżanie etc.
A wiesz dlaczego?
Bo on z premedytacją zniszczył Twoje ego.
To nie tędy droga.
Dlatego patrząc realnie na Twoją sytuację widzę następujące warianty Twojego zachowania.
1- mówisz mu, że jesteście równorzędnymi partnerami i ma Ciebie tak traktować bo nie jesteś i nie będziesz jego
niewolnicą ( nie piszę, że byłaś bo byłaś);
2- skoro on uważa, że Ciebie utrzymuje ( bo na to wygląda) to zaproponuj mu, że co miesiąc wystawisz mu
rachunek za opiekę nad dziećmi, pranie, gotowanie, sprzątanie etc.;
Jeżeli mu to nie będzie pasowało to niech taką osobę zatrudni;
3- a teraz najczarniejszy wariant.
Powiedz mężowi, że jeżeli się nie zmieni i nadal będzie Ciebie tak gnoił i traktował jak niewolnicę to Ty składasz
pozew o rozwód z zasądzeniem alimentów na dzieci i siebie oraz z wnioskiem o podział majątku.
Wierz mi to jest realne, bo to, że on pracuje sezonowo za granicą wcale nie zalnia go od obowiazku
alimentacyjnego.
Dostaniesz połowę kasy za dom, dostaniesz alimenty i będzie Ciebie stać na ułożenie życia na nowo.
Sorry, że się tak rozpisałem, bo nie miałem wogóle zabierać głosu.
Ale szlag mnie trafia jak faceci mogą być perfidni.
Częto żałuje, że jestem przedstawicielem tej płci bo mi wstyd.
Nie piszesz nic o Waszym pożyciu erotycznym a ja nie pytam ( nie moja sprawa).
Tylko domyślam się, że kiedy ten Twój pan chce to ma.
NINO, ZACZNIJ SIĘ WRESZCIE SZANOWAĆ, bo to Ty mu dałaś dzieci, bo Ty też jesteś ważna w tym zwązku czy też nie Najważniejsza
Lexpar, powinnam Ciebie przeczytać 20 lat temu :-)
Nina, mój wtedy mąż również nie odczuwał potrzeby kontaktu z rodzicami, owszem dzwonił co jakiś czas ale tylko kiedy miał coś do załatwienia. Jak trafiłam nagle do szpitala to nie poinformował nawet rodziny! Odwiedzał mnie co drugi-trzeci dzień, bo musiał "się dziećmi opiekować przecież". Dzieci miały lat 7 i 9! I nawet ich do szpitala nie przyprowadził ani razu, przez trzy tygodnie! Te wszystkie drobne szczegóły z życia zaczęły się dla mnie układać w całość dopiero jak się rozstaliśmy, dopiero na sesjach z psychologiem, przedtem nie byłam w stanie zrozumieć że coś jest nie tak, byłam totalnie stłamszona, dla mnie była to oczywista oczywistość że mąż musi mieć wszystko lepsze bo zarabia (ja też pracowałam na cały etat i nie zarabiałam mało), lepsze buty, lepsze ciuchy, lepsze perfumy, że może sobie wyjechać z kolegami, na to pieniądze były, ale dla mnie już nie. Oczywiście seks kiedy chciał to miał, niezależnie od sytuacji. Bo on przecież jest facetem, bo on musi, bo on zachoruje na prostatę jak mu nie dam conajmniej co drugi dzień. Ale przecież dobry był, dziećmi się zajmował, nie palił, pił okazjonalnie, wykształcony, obyty.
Mój błąd był taki że ja nie zorientowałam się w porę i nie potrafiłam z tego wybrnąć w inny sposób niż przez rozstanie. Czekałam aż dzieci dorosną żeby im nie rozbijać rodziny, teraz widzę że jednak wszystko to odbiło się na nich, nasze kłótnie, mój płacz, jego wyzwiska (bo nie hamował się przy dzieciach), agresja, niby wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami sypialni, ale dzieci i tak wszystko wiedziały. I cierpiały bo nie mogły pomóc. A ja nie potrafiłam pomóc im. Może gdybym zwróciła się wtedy do kogoś o pomoc, może by mnie uświadomił że coś jest nie tak jak powinno, ale ja byłam zbyt zamknięta w sobie, nikomu nic nie mówiłam. Nawet o rozwodzie powiedziałam rodzicom już po fakcie. Dopiero wtedy się otworzyłam, dopiero wtedy gdy czułam się już bezpiecznie.
Nie wiem czy jest jakaś terapia która pomaga w życiu w przemocowcem psychicznym (u mnie też fizycznym), wiem że najważniejsze jest zrozumieć, poznać, odnaleźć siebie, znaleźć tę wewnętrzną siłę którą każdy z nas w sobie ma. Wtedy można walczyć o siebie, o rodzinę, a ona będzie tylko wtedy szczęśliwa kiedy i my będziemy.
Bardzo Ci współczuję. Wiem że wygadanie się pomaga, a tu jesteśmy anonimowi i są tacy co nas wysłuchają. Więc pisz tutaj jak Ci to pomaga, wyrzucaj z siebie emocje, czytaj porady i wskazówki i filtruj je dokładnie bo nie musisz robić wszystkiego co Ci ludzie piszą. I zgadzam się z Lexparem. Ty jesteś ważna w tym związku , jak nie najważniejsza.
Ivy lepiej późno niż wcalę.
A tak uczciwie to powiem Ci, że 20 lat temu byłem głupi jak but.
Zmarnowałem najpiękniejszy okres życia swój i żony.
Teraz to naprawiam i niestety co raz bardziej dociera do mnie jaki byłem głupi.
Niestety czasu nie wrócę.
Teraz cieszę się każdym dniem spędzonym z żoną, teraz wiem jaką jej zrobiłem krzywdę ( nie zdradzałem) i staram się jej to wynagrodzić.
A na zakończenie powiem Ci, że powiedzenie cieszmy się dniem dzisiejszym bo jutra może nie być jest dla mnie bardzo ważne i dlatego tak czynię.
Tak mi się skojarzyło, moja prababcia zwykła mówić: ,,jak się ożeni to się odmieni''. I właściwie tak jest małżeństwo w młodym wieku to jedno wielkie rozczarowanie i nieporozumienie. Jeszcze jak się dziecko pojawia to już gwóźdź do trumny tylko wbić.
Ivy, Lexpar ja Wam powiem te początkowe lata małżeństwa, małe dzieci, dobrabianie się, to wcale nie są piękne lata. To jeden z najcięższych okresów w życiu. To po prostu trzeba jakoś przeżyć/przeczekać. Potem jest wiele lżej/lepiej. Dzieci duże, człowiek niezobowiązany, trochę już go życie nauczyło...
Także wiecie dla Was prawdopodobnie teraz jest najlepszy czas
Ludmiłaa, jakaś racja w tym jest co piszesz. Niemniej jednak wspominam tamte lata z rozżewnieniem. Było strasznie ciężko, biednie, ale jakoś się ten wózek ciągnęło i człowiek nie narzekał. Złe przyszło później, gdy niby miało być już lepiej, gdy się już dorobiło domu, samochodu, wakacji.
Tak, teraz jest dla mnie zdecydowanie najlepszy czas w życiu. Żałuję tylko że "przeczekałam" aż tak długo. Niektóre cechy człowieka wychodzą dopiero po jakimś czasie, ja przed ślubem nie chciałam zmieniać swojego mężczyzny bo był dla mnie idealny. "Jak się ożeni to się odmieni"... - tak, szkoda tylko że na gorsze :-)
19 2016-02-26 11:43:37 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2016-02-26 11:45:29)
Ivy, Lexpar ja Wam powiem te początkowe lata małżeństwa, małe dzieci, dobrabianie się, to wcale nie są piękne lata. To jeden z najcięższych okresów w życiu. To po prostu trzeba jakoś przeżyć/przeczekać. Potem jest wiele lżej/lepiej. Dzieci duże, człowiek niezobowiązany, trochę już go życie nauczyło...
Także wiecie dla Was prawdopodobnie teraz jest najlepszy czas
Ludmiłaa sądzę, że dla większości pierwsze lata małżeństwa, dzieci i dorabianie się jest bardzo trudnym okresem w życiu.
Ja też nie miałem łatwo i jak to się mowi zawsze pod górkę i wiatr.
Z tym, że byłem bardzo szczęśliwy bo obok mnie zawsze była ( i jest do tej pory) wybranka mojego serca na którą mogłem zawsze liczyć.
A we dwoje to i góry można przenosić i nic nie jest straszne.
Poza tym moje pierwsze lata małżeństwa były w okresie kiedy w sklepach był tylko ocet i gołe półki.
Moje dziecko nie mówiło mi tato kup tylko tato załatw.
Pamiętam jak dostał po raz pierwszy banana to patrzył na niego ze zdziwieniem i zapytał co to jest.
Ale pomimo tego wspominam te trudne czasy z dużym sentymentem.
Bo byłem mlody, sprawny i pełen energii.
Teraz już nie jestem młody i pełen energii.
Teraz jeszcze jestem tylko sprawny ( co może żona zaświadczyć
) i z tego bardzo się cieszę ( oby jak najdłużej).