Dobry wieczór.
Wiem że forum nie zastąpi psychoterapii, i nie oczekuje tego, ale jest pewnego rodzaju grupą wsparcia. Mój problem z depresją ciągnie się już od lat, zmienia sie tylko jego natężęnie jest także przerywany epizodami "normalności'. Jestem załamana dlatego bo całkiem niedawno udawało mi się być jak "na siebie" w świetnej formie. Dbanie o siebie, fitness, zdrowe odżywianie, myślenie o sobie dobrze, nieduże wychylenia jeśli chodzi o zmiany nastrojów i obraz samej siebie. Problemy oczywiście były, które trwają od zawsze : nieudane życie rodzinne i problemy z chłopakiem który nadużywał alkoholu ( nie mieszkam z nim, z własnego wyboru, gdy zaczyna pić przestaje sie z nim widywać odcinam się od tego, wiem że to nie zmienia faktu że nadal jestem osobą współuzależnioną). Pomimo tego czułam ze sobą dobrze i stabilnie chociaż dręczyły mnie myśli o tym czego nie moge zmienić (rodzice) i o tym co muszę zmienić ( mój chłopak)
Wszystko zmieniło się kiedy przeniosłam sie do nowej pracy. Praca jest wymagająca i nie najłatwiejsza, bardzo absorbująca. Zanim zaczęłam się w niej trochę bardziej sprawnie poruszać przeżyłam wiele ciężkich chwil. Pracy było tak dużo, że musiałam zabierać ją do domu, wtedy kiedy nie pracowałam też byłam pochłonięta myśleniem o obowiązkach, właściwie na pewien czas (ok pół roku), byłam skupiona tylko na niej. Zaniedbałam chodzenie na fitness (przez co przytyłam) i ogólnie swój wygląd, jadłam dużo niezdrowych i odgrzewanych rzeczy, w przypływach dużego stresu w weekendy ze znajomymi musiałam zresetowac się alkoholem, co też do najlepszego wyboru nie należy. Teraz sytuacja trochę "zelżała" czuję sie w pracy trochę pewniej, jestem bardziej zorganizowana, nie dramatyzuję przy każdym drobiazgu że wywalą mnie na zbity łeb. Mimo tego jestem coraz smutniejsza, widzę przyszłość w ciemnych barwach, przytyłam i źle się z tym czuję, ciężko mi ponownie wziąć sie za siebie, mój poprzedni styl życia stanowi dla mnie jakąś abstrakcję, nie umiem wyobrazić sobie skąd miałam w sobie siłe i wytrwałość żeby dbać o siebie, żeby być zrelaksowana uśmiechniętą i motywować się do działania. Teraz czuję się się ciąglę zmęczona, robie to co muszę bez żadnego przekonania, wyjątki stanowią momenty kiedy wpadam w "trans" w pracy, ale kiedy wracam do domu znowu zamieniam się w zombie. Czy macie też takie stany? Czy po dłuższym utrzymywaniu się na górze, zaczynacie spadac w dół, i ciężko z powrotem się podnieść ? Czy to faktycznie depresja , czy przemijający stan .
Dziękuję wszystkim, którym będzie chciało się to przeczytać, i jeszcze bardziej tym którzy poświęcą chwile swojego cennego czasu by coś odpowiedzieć
Pozdrawiam
Wpadłaś w błędne koło: źle się czujesz bo nie dbasz o siebie, a nie dbasz o siebie bo źle się czujesz. Musisz sama wykonać jakiś krok. Może zacznij od powrotu na siłownię. Myślę, że jak tylko zaczniesz znowu ćwiczyć i znajdziesz się wśród osób które ćwiczą, to już Cię "wciągnie".
Później zajmiesz się innymi problemami, jak tylko zaczną działać endorfiny.
Witam.
Od 2009 leczę depresję.
Samemu ciężko się z tego wygrzebać, dobrze mieć kogoś kto rozumie przez co przechodzisz.
Teraz czuję się się ciąglę zmęczona, robie to co muszę bez żadnego przekonania, wyjątki stanowią momenty kiedy wpadam w "trans" w pracy, ale kiedy wracam do domu znowu zamieniam się w zombie.
Czy macie też takie stany?
Czy po dłuższym utrzymywaniu się na górze, zaczynacie spadac w dół, i ciężko z powrotem się podnieść ?
Czy to faktycznie depresja , czy przemijający stan
Mam takie stany, zazwyczaj przechodzą po kilku godzinach/dniach.
Czuję się wtedy jakbym miał 80 lat, całe życie za sobą i żadnych perspektyw na przyszłość.
Zawsze ciężko się podnieść. Im dłużej leżysz tym trudniej.
Leczyłaś kiedykolwiek depresję czy "falowałaś" między stanem dobrego samopoczucia i tego gorszego ? Depresja jest dosyć podstępna i może ukrywać się za stanami, których z depresją raczej nie kojarzymy.
Popraw mnie jeśli się mylę, ale czy Ty czasem nie uciekałaś w te wszystkie aktywności, żeby tylko nie poczuć tych emocji, które przynosi depresja??
Co działo się wcześniej gdy łapał Cię dołek ?jak z niego wychodziłaś ? Dlaczego akurat teraz boisz się, że sobie nie poradzisz ?Czy w ogóle dopuszczasz do siebie myśl, że masz prawo czuć się smutna, zmęczona ?
5 2015-12-28 21:32:13 Ostatnio edytowany przez nic_ponadto (2015-12-28 21:36:09)
Faktycznie najgorzej jest gdy nie mam zajęć (albo za dużo wolnego czasu), i zamiast cieszyć się tym popadam w takie stany. Ale nie mam problemów z przeżywaniem smutku, gdy mogę go jakoś zidentyfikować, rozpłakać się, a często jest depresja w której odczuwam obojętność i apatię, bez konkretnego powodu
Wczśniej te dołki były bardziej przejściowe, teraz chroniczne poczucie beznadziei,poczucie braku sensu życia, świadomość ograniczeń i rzeczy, które się nie zmienią.
Można pomyśleć że niektórzy ludzie po prostu lubią się nad sobą użalać, ale to nie prawda nikt nie chce być nieszczęsliwy, po prostu czasami w jakiś dziwny sposób nie da się tego osiągnąć ani odczuć... takie znieczulenie na szczęście.
6 2015-12-29 20:11:04 Ostatnio edytowany przez MrSpock (2015-12-29 20:14:29)
Przygnębienie jest również objawem nienawiści do ludzkiej obojętności, do tego że wszystkim dookoła jest wszystko jedno co się z tobą stanie. Gdy wreszcie dojdzie do ciebie dawno tłumiona myśl że nigdy nie byłaś przez nikogo kochana.
Wiele ludzi teraz ma obniżony nastrój z tego powodu bo dochodzimy do przełomowego momentu w naszej cywilizacji, gdy ludzie mają już tego dość, gdy zdają sobie sprawę z tego że świat powinien być inny.
Ja kiedy nie mam obowiązków danego dnia jestem bardziej przygnębiona niż zawsze, za dużo myślę o przeszłości. chyba praca najlepsza na wszystko.
8 2015-12-29 23:47:30 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-12-29 23:50:47)
Kiedyś chyba miałem coś podobnego ale to że jesteś padnięta po pracy bo być może ta praca bardzo Cie angażuje to jest dosyć niedobre.
Może da się wykonywać swoje obowiązki jakby mniej tym się przejmując.
W sensie mówiąc ze :
- to za dużo
- to zajmie trochę więcej
- za późno dostałem te informacje ...
W ten sposób może wykupisz trochę więcej czasu żeby zrobić cała resztę w normalny sposób bez sprintu.
W normalny tzn taki bez zbytniego angażowanie się osobiście. Po prostu wykonać zadanie z realnym terminem.
Po pracy najlepiej nie myśleć o pracy , bo to nie ma sensu.
Jak popracujesz w kilku miejscach to dojdziesz do tego samego wniosku.
Czy zwolnią ? Czy coś zawale ? Te domysły też są bez sensu.
Urwie się to się urwie pies jak to mawiają mordę lizał.
Grunt żeby nie urwało się to za co jesteś odpowiedzialna ale odpowiedzialna nie biorąc zadań które przekraczają możliwości jednej osoby.
Tutaj też taka uwaga żeby nie dać sobie wciskać za dużo i nie pracować sprintem za 2 osoby jak płacone jest za jedna.
W pracy u kogoś pracujesz zawsze na kogoś wiec co tam nie osiągniesz to jest o kant dup.. rozczaś
To tyle złudzeń.
Własna firma tu trochę inaczej ale też nie można sobie chyba ustawić tak że priorytet ma prace i robienie kasy ponieważ to tylko proteza dla niektórych ludzi.
Myślisz ze wykonałaś superciężkie zadanie z pracy i możesz być z siebie dumna ?
Dumna ze jesteś wołem roboczym i mówisz sobie ze to dobre ?:)
Zastanów się jeszcze raz czy nie dało się robić tego 20% dłużej bez przybiegnięcia na metę z wywieszonym ozorem ?
Ogólnie myślę tak :najpierw zjem , potem pomyśle , potem może się napije a potem pomyśle o pracy.
To jest moja lista priorytetów jeżeli chodzi o prace.
Mój kolega z Portugalii mówi tak pracuje żeby mieć kasę na życie ale nie żyje żeby pracować.
Co uważam za bardzo dobrą koncepcje.
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Trzeci dzień laby wymęczyłam już książki i filmy, i zaczynam czuć przygnębienie typu: Po co to wszystko? Dokąd to wszystko zmierza? Można stawiać sobie cele i je realizować przez chwile się nimi cieszyć, wyznaczyć następne, znów solidnie się napracować, zaliczyć porażkę podnieść się, iść dalej uprzeć się przy swoim i wygrać walkę. Komuś się pochwalić, albo nie mieć komu i poczuć rozżalenie że nikt z Ciebie nie jest dumny. Można też nic nie robć, albo robić niewiele, nic nie osiągać, nienawidzić i hejtować tych którym coś się udaje, ewentualnie we wspaniałomyślny sposób nienawidzić tylko siebie za słabość i nieudolność
Ja znam smak zwycięstwa i porażki. Udało mi się odnieść kilka własnych sukcesów, niektóre z nich okupione zostały ciężką pracą.Inne wysiłki udało mi się zniweczyć, Po co się wysilać, zmuszać, dyscyplinować, jak w tym wytrwać, nie złamać się MIEĆ PRZED OCZAMI CEL I DALEJ CZUĆ ŻE TO JEST CEL, nie stracić go z oczu ani z serca. Macie takie dni, wątpliwości?
Czy ciężko wam utrzymać się na górze, jakbyście z całych sił starali sie wypłynąć bo czeka was coś wspaniałego, więc zbieracie całe siły które macie w sobie wypływacie na górę, a tam nic... Nic co mogłoby was tam zatrzymać na dłużej, czujecie tylko duże zmęczenie i rozczarowanie, rezygnujecie, poddajecie się temu ciężarowi i z powrotem opadacie na dół
Wszystko jest nietrwałe ulotne, przemijające całe życie to syzyfowe prace, i kręcenie się w kółko. Macie takie myśli?
Pozdrawiam wszystkich dekadentów...
Macie takie dni, wątpliwości?
Czy ciężko wam utrzymać się na górze, jakbyście z całych sił starali sie wypłynąć bo czeka was coś wspaniałego, więc zbieracie całe siły które macie w sobie wypływacie na górę, a tam nic... Nic co mogłoby was tam zatrzymać na dłużej, czujecie tylko duże zmęczenie i rozczarowanie, rezygnujecie, poddajecie się temu ciężarowi i z powrotem opadacie na dół
Wszystko jest nietrwałe ulotne, przemijające całe życie to syzyfowe prace, i kręcenie się w kółko. Macie takie myśli?
TAK. Widzę, że nie jestem sama w przeżywaniu swoich wewnętrznych rozterek.
Byłoby wam o wiele lżej gdybyście miały przyjaciela z którym można o tym porozmawiać. Nie kochanka tylko przyjaciela.
Niektórym z was nie pasuje żeby mieć kochanka, ale można znaleźć chłopaka którego interesuje tylko przyjaźń. Trzeba po prostu mu to z góry powiedzieć.
Jest o wiele łatwiej przejść przez życie gdy się ma więź uczuciową z drugim człowiekiem. Nie uciekać od miłości.
12 2016-01-03 22:43:21 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2016-01-03 22:50:39)
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
Trzeci dzień laby wymęczyłam już książki i filmy, i zaczynam czuć przygnębienie typu: Po co to wszystko? Dokąd to wszystko zmierza? Można stawiać sobie cele i je realizować przez chwile się nimi cieszyć, wyznaczyć następne, znów solidnie się napracować, zaliczyć porażkę podnieść się, iść dalej uprzeć się przy swoim i wygrać walkę. Komuś się pochwalić, albo nie mieć komu i poczuć rozżalenie że nikt z Ciebie nie jest dumny. Można też nic nie robć, albo robić niewiele, nic nie osiągać, nienawidzić i hejtować tych którym coś się udaje, ewentualnie we wspaniałomyślny sposób nienawidzić tylko siebie za słabość i nieudolność
Ja znam smak zwycięstwa i porażki. Udało mi się odnieść kilka własnych sukcesów, niektóre z nich okupione zostały ciężką pracą.Inne wysiłki udało mi się zniweczyć, Po co się wysilać, zmuszać, dyscyplinować, jak w tym wytrwać, nie złamać się MIEĆ PRZED OCZAMI CEL I DALEJ CZUĆ ŻE TO JEST CEL, nie stracić go z oczu ani z serca. Macie takie dni, wątpliwości?
Czy ciężko wam utrzymać się na górze, jakbyście z całych sił starali sie wypłynąć bo czeka was coś wspaniałego, więc zbieracie całe siły które macie w sobie wypływacie na górę, a tam nic... Nic co mogłoby was tam zatrzymać na dłużej, czujecie tylko duże zmęczenie i rozczarowanie, rezygnujecie, poddajecie się temu ciężarowi i z powrotem opadacie na dół
Wszystko jest nietrwałe ulotne, przemijające całe życie to syzyfowe prace, i kręcenie się w kółko. Macie takie myśli?
Pozdrawiam wszystkich dekadentów...
Kiedyś może.
Stawianie sobie realistycznych celów i robienie rzeczy na które naprawdę ma się ochotę nawet w pracy.
Odsuwa te widmo o którym piszesz hmm w niebyt.
Kilka kwestii :
- to za czym wszyscy biegną czy jest dobre dla mnie ?
- MIEĆ PRZED OCZAMI CEL I DALEJ CZUĆ ŻE TO JEST CEL
Lubie wszystkie podręczniki dla akwizytorów które pisał szalony
autor pijąc wino i wciągając kreskę przy okazji zaśmiewając się do rozpuku o masach którym spieprzy życie pozwalając na takie ręczne programowanie mózgu.
Większość z tych gniotów to narzędzia zagłady hmm masowej zagłady.
Jedyna pociechę ma z nich kadra zarządzająca gdyż może porozumiewać się z podwładnymi językiem w którym nie liczy się ludzka godność liczy się cel .
Nie mam żalu do takich doświadczeń każdego dialektu i języka można się nauczyć z korzyścią dla siebie.
- negacja każdego "autorytetu"
Te mistrze co piszą te książki to nie sa superhumaidy to dobrzy sprzedawcy.
Też nie wszystko jest zupełnie nieprzydatne.
U nas jest sławny taki kolega co doradza jak dorobić sie oszczędzając , sam jest nie za bardzo bogaty ale żyje ze sprzedaży książek.
Ogólnie warto nie przyjmować wszystkiego bezkrytycznie w sensie zastanowić się czy to przydatne albo w jakiej części przydatne.
Macie takie dni, wątpliwości?
Mam ostatnio bardzo często.
Mam wrażenie, popraw się jeśli się myle - ale zwyczajnie masz bardzo niską samoocenę to dobra podstawa do depresyjnych stanów które Ciebie nawiedzają w ostatnim czasie..
Przygnębienie często wynika ze świadomości tego że to co robimy nie jest bardzo ciekawe. Ciężko jest znaleźć na to rozwiązanie. Częściowo pomaga szukanie różnych rzeczy do zrobienia bo może się znajdzie coś ciekawego, częściowo pomaga skupienie się nad tym co się robi, mimo że to tak bardzo nie pociąga i jeszcze dobrze jest zrobienie zwykłych rzeczy dla odpoczynku jakie są znane wszystkim czyli porozmawiać z kimś bliskim, pójść na wycieczkę, do muzeum. Szczególnie rozmowa z bardzo bliską osobą może dać siły do poszukiwań i do zwiększenia wysiłku w robieniu rzeczy które teraz robimy. Ponieważ większość ludzie nie ma nikogo bliskiego, bo koledzy koleżanki to nie jest bliska osoba, następują trwałe zmiany w psychice, które utrzymują się latami. Bliska osoba potrafi jednym zdaniem zachęcić nas do zrobienia czegoś co nie jesteśmy w stanie zrobić przez lata, dlatego tak często wspominam o tym że ważne jest mieć więzi uczuciowe z innymi ludźmi. Jeśli świat jest zły, jeśli życie jest ciężkie, to utwórzcie zespół dwuosobowy, który będzie sobie pomagał żeby przejść przez to wszystko.
Bliska osoba potrafi jednym zdaniem zachęcić nas do zrobienia czegoś co nie jesteśmy w stanie zrobić przez lata, dlatego tak często wspominam o tym że ważne jest mieć więzi uczuciowe z innymi ludźmi. Jeśli świat jest zły, jeśli życie jest ciężkie, to utwórzcie zespół dwuosobowy, który będzie sobie pomagał żeby przejść przez to wszystko.
Bo nikt nie jest stworzony do tego by być samotnym. Jesteśmy ludźmi, osobami stadnymi które potrzebują osób bliskich i uczucia.
Dzień dobry.
Ciężko, o to żeby zacząć czuć się lepiej. Mama choruje, niestety jest to podejrzenie nowotworu
Z ojcem relacje mam trudne (dosadniej mówiąc wolę żeby trzymał się z daleka ode mnie) Dziadkowie starzy, schorowani. Związek- jestem w trakcie zakańczania go. Teraz leżę w domu, bo sie rozchorowałam, już trzeci raz tej zimy, po powrocie z L4 zaległości w pracy mnie już kompletnie dobija. Niby mam w głowie na to wszystko jakiś plan, ale siły brak.. pozdrawiam