Jestem ze swoim chłopakiem ponad miesiąc. Bardzo go kocham. Przed nim miałam chłopaka z którym chodziłam prawie rok. Po 2 tygodniach do tamtego się otworzyłam, normalnie gadaliśmy, nawet przez telefon po 1,5godziny o wszystkim co się tylko dało, wygłupialiśmy się i to był wielki plus, ale wielkim minusem który przejął przewagę były kłótnie i awantury straszne.
Wracając do rzeczy jestem z chłopakiem ponad miesiąc i nadal u mnie nic, nie wiem co się ze mną dzieję. Przed spotkaniem strasznie się stresuję. Znam go od 3 miesięcy. Kiedy go zobaczę cały ten stres odlatuje gdzieś nie wiadomo gdzie. O jakichś tam błachostkach to potrafię z nim pogadać, np. co robiłam dzisiaj, ja odpowiem krótko, że nic, bo moje życie nie jest za ciekawe, pełne przygód, żebym mogła opowiadać, bo jestem spokojną osobą i lubię sobie siedzieć w domu.
Ale nie o to chodzi...
Dużo razy podczas naszego spotkania dochodzi do ciszy i to na dodatek długiej ciszy która mnie strasznie denerwuje. W pewnym momencie on się pyta: co jest, czemu nic nie gadasz?? a ja staram się coś wykombinować ale nic....W MOJEJ GŁOWY JEST KOMPLETNA PUSTKA I TO MNIE DENERWUJE. Nie wiem o czym mam z nim gadać, choć bardzo potrzebuję tej rozmowy i mi na tym zależy. Przez to, że siedzę w związku cicho jest mi i na pewno mojemu ukochanemu ciężko. Chciałabym sobie z nim na spokojnie usiąść, otworzyć się przed nim, pogadać porządnie, nawet godzinami. Pragnę tego i widać, że on pragnie tego też. ALE NIE WIEM CO MAM ZROBIĆ??? Wewnątrz czuję taką blokadę.
Zawsze nasza rozmowa jest taka, że to ja zadaję pytania a on nawija coś, potem ja zadaje następne pytanie i tak w kółko. Od czasu do czasu jak się coś zapyta on mnie(choć bywa to rzadkością)to odpowiem, ale krótko. Baaardzo go kocham, nie chcę przez takie coś go stracić, przez moje głupie zachowanie i blokadę.
Mam kilka koleżanek i kolegów. Nigdy tak nie miałam. Zawsze na 2-3 spotkaniu się już otwierałam i było oki. Tylko właśnie teraz ze mną jest coś nie tak. Zawsze po rozmowie przez telefon, kiedy się rozłączę to płaczę w poduszkę bo wiem, że zawaliłam to wszystko, bo nawet przez telefon cisza następuje. I zdaje sobie sprawę, że znowu zawaliłam to wszystko, że choć próbowałam małym kroczkiem ale to nic nie dało.
Mówił mojej mamie, że nie zamierza mnie zranić ani zostawić, że ma wobec mnie poważne plany, ale boję się, że przez moje zachowanie zmieni to zdanie. Tego się najbardziej boję.