Witam.
Jestem 28-letnią kobietą,mam półrocznego synka i niestety męża.
Jesteśmy małżeństwem od 03.10.2015 r.,a już bierzemy rozwód.
Bardzo go kochałam,bo to co mi zrobił,to uczucie umarło.
Kiedyś był romantyczny,czuły,opiekuńczy...Potem zaczęły się jego delegacje poza granicami kraju.
Po tych delegacjach,był inną osobą.Ale kochałam go,więc wszystko znosiłam.
Jak ino zaszłam w ciążę wszystko się zmieniło.
Musiałam nosić ciężkie torby z zakupami,nawet z węglem po 10 kg,bo mieliśmy piec kaflowy.
W 4 miesiącu ciąży wykręcił mi ręce i wyrzucił z mieszkania.Spałam na klatce schodowej,a wtedy był styczeń-zima.
Jak byłam w 7 miesiącu ciąży mieliśmy przeprowadzkę.Musiałam razem z nimi przenosić meble itp.
Potem na świat przyszedł nasz synek.Myślałam,że się zmieni,że będzie dobry.Przez miesiąc życia naszego synka to tak było.
Pewnego dnia,przyszedł bardzo pijany do domu.Odmówiłam mu seksu,bo jeszcze byłam obolała po porodzie i wtedy stało się coś czego się nie spodziewałam.
Uderzył mnie w twarz,aż z ust poleciała mi krew.Rzucił mnie na łóżko,zaczał przyduszać,po tym znowu uderzył mnie w twarz i poleciała mi krew tym razem z nosa.
Jak go odepchnęłam i chciałam ucieć,złapał mnie za włosy i rzucił mną o ziemię.Było 1 w nocy,a on kazał mi sprzątać.Po tym ciężko mi było wstać,to wyrzucił mnie z mieszkania.
Zadzwoniłam na policję,bo przecież w mieszkaniu był mój 2-miesięczny synek!
Wzięli go na izbę.
Potem,przepraszał,że wicej się to nie powtórzy.
Niestety się powtórzyło.I to nie raz.
Ja nie pracuję zawodowo,zajmuję się synkiem,sprzątam,piorę,gotuję...A on mówi,że ja nic nie robię tylko leżę i oglądam tv.
Jak ja nawet nie mam czasami czasu,żeby coś zjeść.
Cały czas mi wypomina,że to on zarabia,że to on utrzymuje mnie i syna i ja nie mam,żadnego prawa do mieszkania,bo jest na niego.
Pytanie do Was: czy ja coś źle robiłam,że mnie tak traktuje?