Jestesmy razem 1,5 roku. Zwiazek na odleglosc, dzieli nas jakies 80 km. Oboje po rozwodach, on 2ka dzieci, ja jedno.
Zakochani, to cieply, romantyczny mezczyzna, oddany partner i fajny ojciec. Tak ogolnie tez dobry czlowiek i facet "z ikra".
Po moim rozwodzie stracilam poczucie stabilizacji, bezpieczenstwa, stworzylam sobie i dziecku "jakis" dom, mlody jest szczesliwy ale ja tesknie za rodzina, przynaleznoscia. Nie lubie swoich samotnych wieczorow.
Ale na wspolne zamieszkanie zdecydowac sie nie umiem. Do tej pory spedzalismy ze soba weekendy plus odwiedzal mnie w tygodniu. Z uwagi na chorobe eks zony przejal calkowicie opieke na dziecmi i spotkania w tygodniu nie sa juz mozliwe.
Strasznie mnie to frustruje i czuje sie rozzalona. Rozumiem ze eks jest chora ale wylaczyc swoich emocji nie potrafie.
Powiecie: zamieszkajcie razem. I tu mam problem. Wiele o tym myslalam, wiele o tym rozmawialismy ale wciaz mi cos nie pasuje.
Przede wszystkim to ja musialabym sie przeprowadzic (wkurza mnie to ze dlaczego znow JA), jego mieszkanie jest calkowicie do remontu (odzedziczone po rodzicach) a mnie nie widzie sie w ogole ten remont, chetniej wynajelabym cos nowego, duzego, "czystego", niz babranie sie tam. To jest opcja niepraktyczna niestety poniewaz czynsz tego mieszkania jest bardzo niski co zaoszczedziloby nam po prostu koszty. Marze o wlasnym duzym domu, naszym wlasnym i czuje sie rozzalona ze tego nie moge miec. Sfrustrowana ze nie planujemy niczego konkretnie. Zeby podjac jakas decyzje potrzebuje konkretnych planow, on dziala na zasadzie: decyzja podjeta? ok, zaczynamy dzialac.
Rozumiecie? kocham chlopa a jestem na niego zla ze nie moge miec tego co bym chciala. Mecze sama siebie poczuciem urazonej dumy ze jak to, ja musze zdecydowac, ja musze sie przeprowadzic. On powiedzial: to jest Twoja decyzja, ja na Ciebie po prostu czekam tyle ile Ci potrzeba. A ja rozkminiam ze nie wszystko jest tak jak ja chce! Czasem w zlosci mysle po co mi to, na co, moze wszystko zakonczyc, moze spotkam kogos tu gdzie mieszkam i bez tego calego zmieszania. Zmeczona jestem zawirowaniami w swoim zyciu i chyba chcialabym teraz jak najbardziej latwo, komfortowo..... Ale wiem tez ze nie chce go stracic.
Jak wyzbyc sie zlosci i frustracji? Jak zamieszkac razem????