Nie mam już sił... Czy w waszych rodzinach też sa takie akcje? Że bliscy (teoretycznie) nie dość, że latami nie chcą pracować , to jeszcze wykorzystują innych, nawet posuwają się do okradania i oszukiwania w kwestiach pieniędzy? Jakby tego było mało jeszcze sa chorobliwie rozrzutni (jak już maja jakąś kasę) Zaczynam tracić nadzieje, że takie osobniki mogą się zmienić, takie osoby w rodzinie to duży problem.
I tylko gatki:Bo ty masz a ja nie mam, a czemu nie masz? Przecież mam dzieci na utrzymaniu...i tak w kółko.Przykładowa akcja?
"Nie mam na chleb nawet, a święta się zbliżają" Ok no to rodzinie trzeba pomagać, masz tu 100 w prezencie na święta (nie pożyczka) ok idziemy razem do marketu... kilka przekąsek na drogę w tym małe pączusie 30 zł za kilogram i jakaś droga gotowa bułka (bo dziecko chce) kawałek jakiejś szynki i coś jeszcze do żarcie i kretyńskie gadżety na święta... nie chce mi się opowiadać, jestem wkurzona i zmęczona, bo jak się nie wkurzyć jak siedzisz cały dzień w pracy i jesteś zje... a oni wiedząc kiedy wracasz dzwonią i czekają pod twoim domem na kasę, ludziom się chyba w du..... poprzewracało
Asertywność to rzecz,której czasami trzeba się nauczyć.Nie dawaj,skoro widzisz,że ktoś tylko wyciaga łapkę,nie dając z siebie nic.
Dokładnie! U mnie w rodzinie nie było takiej sytuacji, ale miałam podobnie z przyjaciółką z którą prawie się nie rozstawałam. Przez długi czas wszystko ode mnie dostawała (czy to chodzi o szkołę) czy też poza nią. Wyciągała ode mnie prawie wszystko, od ciuchów ktore pożyczała i nigdy więcej ich nie widziałam. Potem pożyczyłam jej swoje lampki którymi ozdabiałam pokój, a gdy poprosiłam o oddanie bezczelnie skłamała że zepsuła (co i tak potem zrobiła) aby tylko je zatrzymać. W końcu potrafiła nawet nawrzeszczeć na mnie w trakcie babskiej nocy że odmówiłam jej papierosa (sama stwierdziła że nie bedzie kupować bo nie chce marnować kasy, a ode mnie wyciągnęła już masakrycznie dużo paczek). Wkurzało mnie takie pasożytnictwo
Jak ja bym nie była asertywna to musiałabym im oddać kilkaset złotych z każdej wypłaty...poważnie, po przekroczeniu jakieś sumy już nie pożyczam i to jest najlepszy sposób. Widzicie problem jest taki, że to rodzina (bliska) koleżankę taką jaką opisała paulinochm szybko bym olała, ze szkoły znałam takie przypadki, zwykłe wykorzystywanie koleżanek. Tutaj jest trochę inaczej...to nie jest tak, że ta osoba nie stara się odwdzięczyć...na pomoc zawsze mogę liczyć, tyle że takie osoby nie dośc, że nie garną sie do pracy to jeszcze są studnią bez dna... ile im nie dasz i tak im nie pomożesz!!!Bo co to jest... To jest o jednej osobie na natomiast ta druga faktycznie... wykorzystuje(i gorsze rzeczy robi) i nic w zamian nie daje, jak się połapałam to już nie może na mnie liczyć, ale żeruje na kimś innym...niektórzy ludzie są zaskakująco naiwni.... i to przez lata
Ale do kogo właściwie masz pretensje? Chcesz być samarytanką, to nią bądź. Kto ci karze kupować pączusie za 30zł za kilogram. Pistolet miałaś przystawiony? A że dziecko chce. Dziecku można wytłumaczyć, że nie i koniec. Kompletnie nierozumiem twojego postępowania.
Ale koleżanka Szpileczka nie rozumie tematu, to po pierwsze, po drugie koleżanka nie czyta ze zrozumieniem.
Ale koleżanka Szpileczka nie rozumie tematu, to po pierwsze, po drugie koleżanka nie czyta ze zrozumieniem.
Alaneczka, nie musisz się obrażać, ponieważ piszesz dość enigmatycznie. Rozumiem, że pomagasz bardzo bliskiej osobie (rodzic, rodzeństwo), która znajduje się w ciężkiej sytuacji i sumienie nie pozwala Ci odwrócić się i nie zauważać problemu. Z innymi "krwiopijcami" potrafisz sobie poradzić.
Powracając do tej pierwszej osoby/osób, jeżeli jest możliwość pomocy w sensie ukazania jej wyjścia z problemu, pomocy w znalezieniu pracy zamiast dawania pieniędzy, to czy próbowałaś wykorzystać taką opcję.
Jeżeli dostrzegasz, że osoba, którą wspierasz może wyjść z finansowego dołka przy wykazaniu własnej inicjatywy, ale nie chce , lub udaje, że nie może tego zrobić, to spróbuj wycofywać się małymi kroczkami; dając coraz mniej, jednocześnie uświadamiając biorcy jego niewydolność i brak chęci zmiany, informując jak się z tym wszystkim czujesz - skoro piszesz o pasożytnictwie.
Jednak sądząc z tego co piszesz, nie jesteś osobą naiwną i zaślepioną, czy zmanipulowaną.
Obawiam się, że ktoś, komu pomagasz jest na prawdę w dramatycznej sytuacji bez wyjścia (tak się czasami zdarza) i tutaj jest to kwestia Twojego sumienia, jest to dla Ciebie dużym obciążeniem, jednocześnie zdajesz sobie sprawę, że bez Twojej pomocy ta osoba zginie.
Domyślam się, że inni z najbliższego otoczenia, którzy mogliby pomóc zniknęli z pola widzenia, bo skoro jesteś TY...
Nie wiem, czy dobrze dedukuję?