Witam,jestem tu nowa.Założyłam sobie konto,bo potrzebuję się po prostu wygadać,może ktoś zrozumie,doradzi...Od sześciu lat jestem z kierowcą tira,mamy dwójkę super dzieci.Jego po 3-4 tygodnie nie ma,jestem z dziećmi sama.Gdy przyjeżdża nigdy nie jest dobrze.Nie dogadujemy się,nie potrafimy ze sobą rozmawiać i spędzać czasu.Myślę że łączą nas tylko dzieci.Nie ufam mu.Kiedyś było dobrze pomimo tego że jeżdził,ale ponad 1,5 roku temu wszystko się zawaliło...Nie wiem już sama czy jest to naprawiać,czy warto czy chcę...Jestem jakaś taka bardzo obojętna,zdołowana.Nie wiem czego chcieć od życia.
Witaj! myśle ze w malym stopniu wiem co czujesz...spotykalam sie z facetem ktory byl miedzynarodowym kierowca tira,niestety alboo bardziej stety nie wyobrazam sobie takiego zycia !potrafil wyjezdzac na 3-4tyg wracac na 2 dni w najlepszym przypadku i szczerze uklony dla kobiet ktore potrafia zyc w taim zwiazku,czy po tym 1,5roku wydarzylo sie cos przez co przestalas mu ufac?
Zacznijcie ze sobą rozmawiać.
Witaj! myśle ze w malym stopniu wiem co czujesz...spotykalam sie z facetem ktory byl miedzynarodowym kierowca tira,niestety alboo bardziej stety nie wyobrazam sobie takiego zycia !potrafil wyjezdzac na 3-4tyg wracac na 2 dni w najlepszym przypadku i szczerze uklony dla kobiet ktore potrafia zyc w taim zwiazku,czy po tym 1,5roku wydarzylo sie cos przez co przestalas mu ufac?
owszem.W poprzedniej pracy zaprzyjażnił się z takim jednym...wyśmienicie nauczył go korzystania z internetu bez pozostawiania po sobie śladu.Tak sie stało że żona tamtego dorwała jego laptopa z historią której nie zdążył wykasować,okazało się że obaj mają profile randkowe,szukają jednorazowych przygód,seksu bez zobowiązań.Złamało mnie to.Nie wierzę(albo nie chcę wierzyć) w to że mój mąż byłby w stanie iść na spotkanie z taką z internetu,ale samo to że pisał,że oglądał...Co więcej myślę że ciągle jego profil(e)są aktywne.
Zacznijcie ze sobą rozmawiać...mając dwójkę szkarabów nie mamy tematów do rozmów.
To nie ma sensu.Mąż dziś po sześciu dniach w domu wyjechał na 4 tyg.Rano płakał za nim nasz starszak,a ja razem z nim....Mąż dzwoni i pyta czemu nasz synuś płakal a ja od razu wybucham:jak to czemu,w domu sześć dni,mały do 15"w przedszkolu co on z Ciebie miał?Gonisz za kasa a resztę masz gdzies.I tak jest.Nie liczy się z uczuciami moimi i dzieci,nie potrafi z chłopakami czasu spędzać,nasz starszak całe lato(mąz był w domu coprawda 2-3 razy)nie doprosił się z nim grania w piłkę.Ja mam biegać za piłką?Do domu wraca na tydzień a nie na dwa bo kasa lepsza,a dzieci?A ja?Nie mam sił.Oddycham jak go nie ma.
Widzisz - mąż nie wiedział o co chodzi, ty zamiast usiąść i powiedzieć "mamy dość tych twoich wyjazdów, ciężko jest itd." to wybuchasz. Serio naucz się rozmawiać i mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Skąd on ma wiedzieć o czym myślisz?
Widzisz - mąż nie wiedział o co chodzi, ty zamiast usiąść i powiedzieć "mamy dość tych twoich wyjazdów, ciężko jest itd." to wybuchasz. Serio naucz się rozmawiać i mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Skąd on ma wiedzieć o czym myślisz?
Dokładnie.
Wiem że Ci ciężko,sama mam męża przez 7 dni w miesiącu,bywają dni że mam dosyć takiej rozłąki.
Nie możesz mówić że się z Waszymi uczuciami nie liczy,on to robi poniekąd dla Was.
Ale szczerą rozmową i to nie jedną nic nie osiągniecie oprócz obwiniania się.
Waszego małżeństwa już nie ma.
Nie wierzę w jakąkolwiek zmianę nawet po rozmowie.
Małżeństwo to bliskość - u Was jest nie ma.
Nauczyliście się żyć bez siebie.
Stąd kłótnie. Nieporozumienia, krzyki.
Dla Twojego Męża wyjazd do najlepsza z możliwych rzeczy - tam jest sam, bez krzyku, awantur, zrzędzenia, pretensji.
Jedynie pomogłaby Jego zmiana pracy - ale i tak ona nie gwarantuje tego, że uda Wam się Was pojednać.
Pieniążki zarobione na TIR-ach fajna sprawa - ale jak dla mnie żaden pieniądz nie jest wart małżeństwa.
Czy Ty gdzieś pracujesz?