Witajcie,
Od miesiąca przesiaduję na forum i czytam o rozstaniach i powrotach. Mój związek zakończył się miesiąc temu. Nie wytrzymałam i w danej chwilę myślałam, że zerwanie to jedyne wyjście, dla nas. Po wielu przykrych słowach postanowiłam to skończyć - choć szczerze powiem, że nie byłam tego pewna w 100% i liczyłam, że on pokaże mi ile dla niego znaczę. To ja się dla niego wyprowadziłam z rodzinnego miasta. Czułam się starsznie samotna w tym związku. On ambitny, typowy idealista, wszytsko mu się zawsze udaje, pewny siebie, egoista, wiecznie zabiegany, zapracowany zawsze coś robił i nie miał za dużo dla mnie czasu, jak nie praca to kursy to szkoła, a ja wiecznie czekałam. Nie rozumiał moich potrzeb, sam decydował o swoich wyjazdach a ja płakałam nie rozumiałam, ze mu to tak łatwo przychodzi zostawiać mnie ot tak. Wkurzało go to, że ja wiecznie mam pretencję, że musi się o mnie martiwć, że jestem zła. A ja chciałam żeby po prostu poświęcił mi trochę więcej czasu. Mimo tego bardzo go kochałam i on też. Mamy za sobą 3 letni związek, 2 lata mieszkaliśmy ze sobą. Było też pół roku związku na odległość. Przerabialiśmy wszystko.
Po kolejnym jego wyjezdzie podczas którego jakoś nie bardzo dbał o związek pokółciliśmy się. Raptem zaczął mi mówić, ze nie jest w stanie mi zapewnić nic przez najbliższe 10 lat, że lepiej będe miała z kimś innym, że teraz go nie będzie jeszcze więcej ( zmienił pracę ), że i tak byśmy się rozstali...przeraziłam się, że wiecznie będę czekać! Zerwałam! On był w szoku. Niby nie chciał tego, powiedział, ze wstaniemy na drugi dzień i będzie wszystko dobrze.
Minęło kilka dni nie odzywaliśmy się do siebie. Przemyślalam to, faktycznie szkoda mi tak długiego związku, za dużo nerwów było i zerwałam mimo tego, że darze go uczcuciem. A on...powiedział, ze już nie chce być ze mną. Że co pół roku jest ten sam problem. Że on nie chce mieć problemu. Że jesteśmy dorośli i takie rzeczy się dzieją, że też nie wyobrażał sobie do teraz jakby nas miało nie byc ale w sumie jest ok. Na pytanie czy mnie kocha odpowiedział, że nie wie. Odpuściłam.
Od tego czasu napisał kilka sms dotyczących totalnych bzdur. Tylko raz napisał - Co u mnie?, ale nie odpisałam. I ciszaaaaaaaaaaaaa.
Minął miesiąc. Zaczynam cholernie za nim tęsknić. Dzień w dzień od zerwania myślę o nim, śni mi się po nocach. Mam wyrzuty sumienia, że zerwałam, bo on by tego nie zrobił. Myślałam, że z biegiem czasu bedzie coraz lepiej, ale nie jest. Nie odzywam się, bo boję się odrzucenia, ale podświadomie czekam na jakiś sygnał co wykańcza mnie okropnie. Uczucia nie mijają. Człowiek dla którego tyle poświęciłam jest mi tak obcy w tym momencie. Może za mało czasu minęło a ja chciałabym na siłę wyrzucić go z pamięci. Korci mnie żeby się odezwać, ale z drugiej strony wiem, że będę cierpieć. Eh...