Zawsze kiedy oglądałam jakieś katalogi, to podobały mi się te różne relingi i haczyki, dzięki którym można wieszać rzeczy na widoku. Na szczęście nie zastosowałam tego u siebie. Nie lubię, kiedy rzeczy się kurzą, ale pewnie w małej kuchni dzięki takiemu rozwiązaniu można zorganizować sobie cenne dodatkowe miejsce. Ja mam w całej kuchni wysuwane szuflady o różnej głębokości. Nie lada wyzwaniem było dla mnie zaprojektowanie tego tak, by wszystko wypadło możliwie jak najbardziej funkcjonalnie i praktycznie. Przyznam, że dla mnie największym problemem są kieliszki i szklanki. Mam ich mnóstwo. Dziś nawet się przeraziłam jak dużo ich jest (robiłam porządki). Mam kubki, zwykłe szklanki, filiżanki, szklanki do latte i irish coffee, oraz pełno kieliszków: koktajlowe, do pina colady, martini, piwa, whiskey, shotów, margarity, białego i czerwonego wina, szampana itp. itd. Kiedy na nie patrzę, to serce mnie boli, że tyle przestrzeni zagracam. Choć muszę przyznać, że one faktycznie są używane, nie stoją sobie tak bez sensu. Do tego średnio co 3 miesiące organizuję jakiś zjazd rodzinny albo imprezę na ok. 30-35 osób (czasami więcej), więc samych głupich szklanek do napojów, kawy i herbaty muszę mieć po tyle sztuk, by każdy miał swoją. Co do drinków i alkoholu, to tutaj nie mam aż tylu sztuk, tylko zwykle jakieś komplety po 5-6 sztuk. Na szczęście (a może wprost przeciwnie) każdy pije jakiś swój ulubiony alkohol, więc kieliszków używa się różnych.