rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem) - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Witajcie,
mam na imię Tomek. Wiem, że to forum dla kobiet ale ciężko mi się poradzić z moją sytuacją życiową.
Mam 26 lat, ona 20. Dziewczyna z sąsiedztwa. Nigdy mnie nie lubiła ("on i ta jego lutownica").
Ja od zawsze byłem nieśmiały, a że przyszła do mnie z jakimś tam problemem (pierwszy raz w życiu) to postanowiłem odezwać się później na FB.
Niestety początki nie były łatwe, często mnie gnoiła (niebezpośrednio) za to, że jestem jakimś tam odludkiem (głównie słuchając plotek na mój temat).
Ja w przypływie agresji również odwdzięczałem się jej w podobny sposób - ten sam znak zodiaku wink Złość szybko nam obojgu jednak mijała i nawet zaczęliśmy się spotykać.
Nie od razu na randki a wyjście do sklepu, krótki rower (zawsze ją musiałem gonić bo moim zdaniem wstydziła się również i wyjeżdżała wcześniej...). Była wtedy w 6-letnim związku, ale coś zaczęło się im sypać.
Gdy złamałem nogę zaczęła mnie częściej odwiedzać bo ponoć żal jej się zrobiło, że mnie nikt nie odwiedza.
Wiadomo - leżenie obok siebie, oglądanie filmów. Aż pewnego dnia w końcu zostałem u niej do późna i zaczęły się te motylki w brzuchu.
W końcu zaczęliśmy być parą, niby zrezygnowała ze swojej życiowej miłości dla mnie. Nie było jak w filmie, ale zawsze było czuć to coś w sercu, dzięki czemu czuliśmy się bosko obok siebie.
Niestety stałem się trochę zazdrosny, ufałem jej ale ona lubiła jeździć na dyskoteki. Raz czy dwa pojechałem z nią to ciągle się obok niej ktoś kręcił, a ja się wtedy głupio czułem. Nawet na przywitanie ktoś tam jej dał buzi a mi serce stanęło w gardle, bo sami się tak nigdy nie witaliśmy... Mimo wszystko ufałem i pozwalałem jej tam jeździć. I było dobrze. Ona też mi ufała, ale z czasem gorzej...
Jako że jestem osobą wstydliwą (na 99% fobia społeczna + skrajne huśtawki nastroju w ciągu jednego dnia) nie byłem dla niej Facetem. Pomimo tego, że bardzo mi się podobała nie zabierałem jej na rodzinne imprezy ponieważ chciałem uniknąć bardzo kłopotliwej (oczywiście bez powodu, taka moja psychika) dla mnie sytuacji. Nigdy nie lubiłem gdy rozmawiała z moją rodziną, naprawdę nie wiem dlaczego. Z czasem oczywiście się otworzyłem ale w głębi serca i tak czułem się źle. Ona chyba też, przeszkadzało jej to dość mocno tak samo jak to, że nie chodziłem do kościoła czy nie chciałem nauczyć się tańczyć (chciałem ale wstydziłem się swojego wyglądu przy ludziach, przy niej nie). Seks był super ale też się zaczęło psuć, ona miała coraz mniejszą ochotę.

Zawsze mówiła, że mnie nie kocha (dopiero przy rozstaniu powiedziała mi, że to była taka gra z jej strony) i że nie jestem chłopakiem dla niej na zawsze. Mimo to przeżyliśmy kolejny rok w związku.

Przy rozstaniu powiedziała, że mnie kocha i ja jej to samo. U nas w domu nigdy się tego nie mówiła, więc ciężko było to z nas wydusić.

Aż do czasu kiedy coś na poważnie zaczęło się psuć, nawet mnie od serca nie chciała przytulić ale widywaliśmy się... Ja tego widocznie nie zauważałem, nie dawałem jej poczucia bycia moją kobietą więc to był jej powód rozstania po 2 latach. Na dodatek poznała kogoś nowego, rok starszego ode mnie, po studiach, z lepszą chyba pracą. Gdy pierwszy raz się zobaczyli przypadkiem w życiu to nawet dostał od niej buziaka, bo tak chciał (flirt level 100). Nigdy wcześniej się nie znali. Oczywiście zabolało mnie to, nie powiedziała mi o tym od razu. Na dodatek ciągle z nim pisała przez te 2 tygodnie a ja nie wiedziałem co robić. Piłem alkohol dla poprawy humoru i miałem trochę wyjebane przez ten czas, patrzyłem tylko jak się ta sytuacja rozwinie. Byłem zajęty sobą, czy to był mój błąd? Może chciała mi coś przez to powiedzieć?
Jak dla mnie w przypływie stagnacji w związku stwierdziła, że może mieć kogoś lepszego ode mnie. Kogoś, kto chodzi do kościoła i takie tam. Prawdopobnie zauroczyła się, ale mi o tym nie powiedziała.

Oczywiście pokłóciliśmy się przez to, chciała odpoczynku na jakiś czas (czułem że to gówno prawda, nie umiała zerwać szybko) ale pisała do mnie codziennie. wink Była zazdrosna jak wychodziłęm gdzieś z kolegą i nawet mi nie chciała uwierzyć, że to był kolega. Niestety spotkała się po paru dniach ze mną i oznajmiła, że to koniec.

Było wzruszenie, całusy, przytulanie, płacz, ale w końcu było to w samochodzie w publicznym miejscu i odwiozłem ją do domu.

Co znowu zrobiłem źle? Pisałem z nią prawie codziennie, wysłałem kwiaty za namową dobrego przyjaciela (bo zawsze lubiła, ale nie chciałem ją przekupić w żaden sposób). W końcu nie wytrzymałem i ją odwiedziłem. Porozmawialiśmy o tym co jej we mnie przeszkadzało i mi w niej. Przytulałem ją, głaskałem ale ona zbytnio nie chciała (ale nie uciekała ode mnie). Widziałem, że tego chce ale wmawiała mi, że źle się z tym czuje.

Chciałem się zmienić dla samego siebie, dla niej, dla nas - i to nie przez to rozstanie tylko chciałem już wcześniej ale nie miałem odwagi. Powiedziała, że od roku już czułą, że traktuję ją jako koleżankę do łóżka, co mnie bardzo zabolała. Fakt - praktycznie zawsze jak się do siebie zbliżaliśmy to ciągle była ochota...

Gdy się nie widywaliśmy to ciągle czułem przygnębienie, nic mi się nie chciało, oglądałem tylko pusty pulpit lub sufit. Nie nazwę tego przyzwyczajeniem do Niej, po prostu obudziła się we mnie depresja i tak było przez ostatnie 6 miesięcy. Oczywiście były super wakacje, spotkania, spontany, spacery na mieście ale jakoś czułem się sam ze sobą źle i ona to wyczuła. Rzuciła mnie. Być może faktycznie tylko zerwała przez mój powód ale z drugiej strony faktycznie wyczułą szansę w kimś lepszym...

Nie wiem już co o tym myśleć. Przy jakiejś tam kłótni na FB żeby poczuć ulgę napisałem jej, że mam depresję (co pewnie jest prawdą ale nigdy u lekarza nie byłem). Czułem się dobrze przez jeden wieczór, ale znów pojawiły się u mnie ataki paniki. Postanawiałęm kilka razy zastosować chłodnik, ale nie udawało mi się to. Tak - na żywo nie umieliśmy rozmawiać, dopiero późnym wieczorem rozklejaliśmy się (a ja byłem często pod wpływem piątkowego piwa i mało co z tego pamiętam).

Od dzisiaj nie będę do niej pisać, minął tydzień a ja się mam ciągle źle. Wróciły dawne fobie, samotność, brak przyjaciół, zerowy kontakt z domownikami, poczucie wstydu, mierności, bierności, stagnacji i mizantropi.

Myślałem wcześniej, żeby się nie odzywać... ale skoro mój był błąd w tym związku to chciałem to naprawić. Ona teraz rozmawia ze mną jak z kolegą, ma mnie dość pewnie przez użalanie się. Stwierdziła, że nie może ze mną być bo nigdy się jej nie zwierzałem.

Proszę o jakiekolwiek mądre rady... Za tydzień mam dopiero wizytę u psychoterapeuty/psychologa. Chciałbym istnieć i czuć się jak człowiek.

Jak zacząłem chodzić do kina, na kawe ze znajomymi to oczywiście napisała do mnie gdzie się włóczę itp. Gdy napisałem zgodnie z prawdą to oczywiście mi nie wierzyła: "Widzę, że szybko znalazłeś szczęście smile Oby Ci to wyszło na dobre". Brak mi słów...

Pomimo tych głupstw, błędów i dziecinnych zagrywek wiem, że nigdy juz nikogo takiego nie spotkam (przez moją nieśmiałość) więc tym bardziej boli i stąd te ataki paniki. Nie boli mnie, że w każdej chwili gdy jej nie ma może się przytulać z kimś innym. Nie mam 15 lat.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-09-29 23:41:00)

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Chyba musisz nad soba popracowac.
Raczej nie powinieneś uzależniać swojego zycia ,nastrojów od jednej osoby.
To nie doprowadzi do niczego dobrego.
Bo jak bedziesz miał kryzys to ja też za soba pociagniesz.
Inaczej jezeli doprowadzisz swoje zycie do postaci w ktorej bedzie one w pełni satysfakcjonujące i stabilne a ona bedzie jego czescia to ok.
Ale jezeli myslisz ze twoje zycie bedzie satysfakcjonujące jezeli ona w nim bedzie to zle.
Nie staniesz sie chyba lepszy dla niej czy dla Was to za mało - to brzmi troche jak lek na wszystko albo dieta cud.
Mozesz moim zdanie sprobować być lepszy dla siebie jezeli masz w sobie wole zeby chcieć to zrobić.
Zwierzenia po alkocholu albo "ja mysle ze otwieram sie po alkocholu".
To tak nie działa z mojego doswiadczenia smile To sie tylko tak wydaje.
Jakbym miał podsumowac to bilans alkocholowy jest zawsze na minus a nawet bardzo na minus heh smile

3

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Z tym alkoholem to nie tak - chodziło mi, że po nim staję się śmielszy, potrafię zabłyszczeć jakąś ciekawą anegdotą żeby zainteresować drugą osobę.

4

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Ta druga osoba tez musiałaby byc po alkocholu zeby ta anegdotę zrozumiec.

5

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Nie trzeba od razu być schlanym...

6

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Prawda ale alkochol nie pomaga jezeli ma sie problemy.
Tez jak ktoś jest trzeżwy to inaczej patrzy na tego co wypił.

7

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Wiem, przesrałem przez to.

8

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Ogolnie to tak mysle ze jak wszystko przemyslisz i jakos poukładasz to cos na pewno mozesz naprawić.
Chyba powinienies popracowac nad tymi cechami ktore uwazasz za negatywy.
Rezulataty nie przyjda od razu ale wazna jest stała  motywacja w sensie robisz to np dla siebie bo chcesz byc np bardziej szczesliwy .

9

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Naprawić coś w relacjach z nią? Te ataki paniki po rozstaniu to wina głównie mojego charakteru, wciąż się budzę o 3 nad ranem ale walczę z emocjami.

Chciałbym walczyć, ale skoro powiedziała, że to koniec... Na bank się w kimś zauroczyła, a jej rodzina była troszkę anty-ja (też przez wyimaginowanie mojej osoby) więc pewnie szybko jej przejdzie po nie sad

Alkoholikiem nie jestem...

10 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-10-01 09:56:03)

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Naprawić hmm
Ale ta potrzeba naprawiania wzieła sie z tego ze cos sie rozpadło.
Było dobrze ale sie zepsuło. Zepsuło sie z jakichś powodów.

Jezeli chcesz coś naprawiać zacznij od negatywów ktore spowodowały to ze sie coś popsuło.
Najpierw skup sie na sobie a potem na zwiazku.
Bo to ze najpierw myslisz o zwiazku , potem  chcesz sie naprawiać.
To moim zdaniem jakaś błedna logika.
Najpierw naprawiasz cos w sobie co uwazasz za negatyw.
A potem myslisz o zwiazku.

Zwiazek to nie lek na cokolwiek. Zwiazki tez sa nietrwałe.
Tak wiec sam widzisz ze patrzenie w ten sposób nie pomoze  - ona bedzie ze mna to bedzie ok.

Powinno moim zdaniem być cos naprawie to ona lub inna być moze bedzie ze mna.
I jak ten zwiazek przejdzie faze nietrwała to moze przerodzi sie w cos bardziej długotrwałego.

11

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Rozstaliśmy się bo nie czuła się kochana (tak mi powiedziała), mimo że ją kochałem. Co robiliśmy oboje źle? Nie mówiliśmy sobie KOCHAM CIĘ, ja czekałem na odpowiedni moment, żeby odpowiedziała mi tym samym. Ale mnie skutecznie demotywowała cały czas. To miałbym jej za złe.

Widocznie rutyna, moja głównie wina smile Tu się nie da nic zmienić, na dodatek spałem całymi dniami, dopiero niedawno przypomniałem sobie, że mogę być na coś chory (powikłania po chorobie w dziecinstwie) stąd te moje niechcenie do wszystkiego i wypalenie z sił. (bo psychicznie miałem ochotę wychodzić, działać, inwestować w siebie i związek). Nie będę jej marudzić, że chciałem poważnie już porozmawiać, naprawić co było złe, widocznie się spóźniłem tak jak powiedziała. Przecież i tak mi nie uwierzy.

12 Ostatnio edytowany przez kwadrad (2015-10-01 10:28:02)

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Demotywowała Ci ponieważ być moze widziała u Ciebie wady i moze oczekiwała ze coś z tym zrobisz.
Te słowa o ktorych piszesz to tylko słowa one tez nie sa magiczne i nie sprawia ze coś bedzie lepsze albo gorsze.
Mozna powiedzieć ze trawa jest zielona i to bedzie stwierdzenie faktu.
Ale mozna spojrzeć tez na snieg i powiedziec trwa jest zielona w takim wypadku nie ma to sensu.

Na listośc to nikogo chyba nie zdobędziesz moim zdaniem.
Tez licza sie raczej czyny nie słowa.
Przedstwianiem sobie wygodnych faktów i samo ich potwierdzaniem to sobie nie pomożesz.

Mozesz np spróbować wejśc na jakiś inny poziom szczerośći sam z soba ale mnie nie musisz o tym informowac.
Albo bedziesz brnał w to dalej i miał jak masz.

13 Ostatnio edytowany przez elemeledudek (2015-10-01 10:42:59)

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Przecież napisałem, że to głównie moja wina. Upór też miałem w sumę i dumę. Jak my oboje. Jednak moje dolegliwości nic z nią wspólnego nie miało - nie licząc tej rutyny. Na litość jej nie chciałem wziąć, po prostu chciałem być szczery na koniec ale być może źle to odebrała. Widziała, że źle się czuję od dłuższego czasu, fizycznie i psychicznie.

Gdzie uważasz, że sobie coś wmawiam? Jestem realistą. Wiem co spowodowało rozstanie (chyba że mi o czymś nie powiedziała).

Chciałem dowiedzieć się od kogoś doświadczonego co można by jeszcze zrobić... Gdy widziała, że ostatnio wychodziłem z domu (odwiedzałem znajomych, rodzinę, włóczyłem się) to pytała się czemu mnie ciągle nie ma, zagaduje itp... Teraz już milczy, bo pomyślała, że znalazłem sobie nową panienkę - tak mi napisała.

14

Odp: rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Jak przeczytasz te posty to w kilku z nich opisujesz jak Ci jest ciezko. Ciezko ogólnie.
Moze miałeś prawo od niej oczekiwać ze przez jakiś czas bedzie patrzeć na pewne rzeczy inaczej z racji tego ze Ci sie pogorszyło.
Ale z innej strony jakoś tak sie nie układało za dobrze zebyś mogł to od niej wymagać na 100%.
Jezeli jest cos o czym chcesz z nia porozmawiac to porozmawiaj.
Ale oczekiwanie ze coś sie zmieni bo powiedzmy bedziesz bardziej rozmowny lub przełamiesz swa "dume" jest zbyt daleko idacym oczekiwaniem.
To jest to co mysle. 

Natomiast proponuje postawić sie w jej sytuacji i odebrać Twoje zachowanie lub cała ta historie.
Być moze zobaczyć ze wymagania ze " zmieniłbym coś gdybym był w zwiazku" , "mam jej jeszcze tyle rzeczy do powiedzenia" , "teraz czuje sie zle ".
Nie sa tym czego Ty sam chciałbyś uslyszeć od drugiej osoby a te rzeczy ktore wydawały ci sie błache były jednak istotne.

Dlatego proponowałem Ci najpierw skupić sie na sobie.
Ponieważ oczekiwanie ze wszyscy sie nagna ponieważ Tobie jest zle  lub zrobie to i tamto jak bede cos miał moze okazac sie zbyt wygórowane.
Moze zacznij wiecej wymagac od siebie na poczatek.
Nie dlatego ze jesteś masochista ale dlatego ze ten brak wymagań prowadzi do takich sytuacji ktora własnie doswiadczasz.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » rozstanie z dziewczyną z sąsiedztwa (kocha ale nie możemy być razem)

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024