nie wiem do kogo mam sie z tym zgłosic wiec postanowilam sie tu wyzalic... nie sadzilam, ze trafie tu na ten dzial ale trudno...
zaczne od tego, ze bylam z kims na poczatku zeszlego roku no i nie wyszlo... w skrocie opowiem... obiekt moich westchnien byl kiedys w zwiazku z kobieta na ktora wzial jakis kredyt, rozstali sie a kredyt pozostal i mimo rozstania mieszkal u niej nadal. pozniej poznal mnie i wszystko ladnie pieknie bylo dopoki ona sie nie dowiedziala o moim istnieniu, wtedy zrobila mu pieklo. nasz kontakt byl ograniczony bo ona go ciagle sprawdzala a jak sie mu nie podobalo to mial 'wyp....lac'. na poczatku jakos dawalismy rade ale pozniej sie to rozlecialo z braku spotkan i rozmow... wszystkie nasze klotnie byly o nia... pozniej po miesiacu od zerwania zaczal sie do mnie odzywac a ja nie chcalam z nim gadac, odzywal sie srednio raz na miesiac, chcial nawet wrocic ale ja nie chcialam o tym slyszec...
dochodzimy do sedna: odezwalam sie do niego 2 miesiace temu tak po prostu by pogadac, przeprosic bo nasza rozmowa ostatnia byla troche niefajna i wszystko ladnie pieknie. spotkalismy sie, czulismy mega chemie i czulam sie na kazdym spotkaniu z nim cudownie, najpiekniejsza, najcudowniejsza, patrzyl we mnie jak w obrazek. pozniej sam sie odzywal wiec czego mozna bylo chciec wiecej
. wczoraj gadalismy, wszystko bylo ok a pozniej bylo jakies male nieporozumienie wiec on sie kulturalnie pozegnal i ja zamiast to zostawic i ugryzc sie w jezyk zaczelam pisac do niego i wydzwaniac mowiac, ze chce pogadac, wyjasnic. on powiedzial, ze mam do niego nie pisac i nie dzwonic (bo byla z ktora mieszka sie dowie i mu zrobi zadyme), pozniej bylo jeszcze pare slow i pyskowek i skonczylo sie na tym, ze mnie zablokowal...
uznalam, ze to byla moja wina, bo bylo OK dopoki nie zaczelam pisac wiec postanowilam go przeprosic a on mi odpisal: nie pisz do mnie nigdy wiecej, jak powiedzialem dosc to dosc'... a to ja napisalam ostatniego smsa: 'Jesli na prawde nie chcesz bym pisala i bym zniknela to OK... Przykro mi... Mam nadzieje, ze nie bedziesz zalowal tego, ze mnie wywaliles ze swojego zycia za jedno potkniecie nogi samemu kiedys proszac o wybaczenie...'
nie wiem po co pisze, czytam to to wszystko jest takie absurdalne i smieszne.... chcialam sie tylko wygadac...