Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 81 ]

1

Temat: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Witam.
W swoim poprzednim wątku opisałam historię mojego "związku" z żonatym mężczyzną. Zakończyliśmy to. Nie spotykamy się. Musiałam się z nim jednak skontaktować bo on ma coś mojego co potrzebuję, gdybym nie potrzebowała to pewnie bym do niego nie napisała. Wymieniliśmy więc kilka emaili, to wszystko. On twierdzi że sobie nie radzi, że jest mu ciężko. No i dobrze.
A ja nie o nim chciałam tylko o mnie, bo ja sobie radzę z ogromną trudnością. Staram się angażować we wszystko co się tylko da, jak nie jazda na rowerze to spacery, to sport tak że wieczorem padam na przysłowiowy ryj, a jak nie mogę zasnąć to czytam albo gram w ogłupiające gierki na telefonie. Myślę o nim praktycznie bez przerwy, właściwie to nawet nie w jakimś kontekście, ale cały czas siedzi mi w głowie. Nie spoglądam już co chwilę do telefonu na szczęście, ale łapię się na tym co jakiś czas. Jest mi niesamowicie ciężko bo go pokochałam i odkochać się nie da tak po prostu.
Kilka lat temu przeszłam piekło rozwodu, które i tak było jeszcze miodzikiem w porównaniu do sytuacji przed rozwodem. Wtedy rozsypałam się kompletnie, piłam bardzo dużo, codziennie, żeby nie myśleć. Teraz postanowiłam że nie będę piła i tego się trzymam, nie wzięłam w ogóle alkoholu do ust od trzech tygodni, a przecież właściwie od jakiegoś czasu to sobie pozwalałam na ukojenie nerwów, nie piłam tylko w te dni kiedy się spotykałam z M. Uważam to za sukces że trzymam się w postanowieniu, przynajmniej tyle.
W jakiś sposób sytuacja wydaje mi się analogiczna teraz do tej sprzed kilku lat, z tym że teraz jestem zdrowsza, mądrzejsza i mniej naiwna. Ale wtedy przy rozwodzie poczułam ulgę, cheć do życia, do odnalezienia się na nowo, a teraz tylko pustka i nic. Może dlatego że rozstaliśmy się w takich okolicznościach, może dlatego że nie została dokończona ta miłość.
Wiedzę teoretyczną mam ogromną, wiem jak sobie radzić z emocjami a jednak jest mi ciężko zastosować to na sobie. Wiem jakie są etapy żałoby ale nie potrafię żadnego z nich przypasować do tego co się we mnie dzieje. Pocieszcie mnie jakoś proszę...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez horses (2015-09-23 18:08:12)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Smutku i rozmyślania nie unikniesz, ale dla równowagi:
energiczna, popowa muzyka- liczy się rytm,
komedie - nawet jesli nie lubisz,
sudoku, krzyżówki, newsy o dietach, kremach, maseczkach itp

A na pocieszenie to-  od tego się nie umiera,
złamane serce to nie choroba smiertelna, raczej bardzo silna, upierdliwa, sezonowa alergia.... po sezonie minie smile

3

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Witaj, nawet nie wiesz jak Cie rozumem, tez bylam kochanka. Tylko to ja zostalam porzucona dwa miesiace temu, bo ON wraca do KASI zony. Tez mi jest ciezko bardzo. Ale ja wiem, ze bylam przyslowiowa zabawka. A u Ciebie sytuacja wyglada inaczej. Zycze Ci duzo sily i wytrwalosci. Trzymaj sie kochana.

4

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy sledzilam dość uważnie Twoj wątek. Dobrze się stało że zakonczylas ta relację. Trwanie w oczekiwaniu na jego decyzję nic by nie dało ..zawsze byłby w "rozkroku" pomiędzy żoną a Tobą wiedząc że i tu i tu ma przystań .Mysle ze teraz tak naprawde sie okaze co i kto jest dla niego najważniejsze. Niemniej jednak nie spedzaj czasu myśląc czy zadzwoni napisze wybierze Ciebie lub ją. Traktuj a w zasadzie staraj się traktować to tak jakby to był naprawdę finał historii. Nie kontaktuj się z nim, jeśli trzeba ogranicz relacje  towarzyskie wiedząc że możesz się na niego natknąć. To trochę jak detoks. Musisz odstawić to totalnie..nie ma mowy o ostatnim kieliszku czy  kropelce na poprawę nastroju. Początek będzie straszny, leki, żal, ból  i tesknota, ale gdy przejdziesz przez to to będzie już tylko lepiej. Jesteś madrą fajną kobietą ...jeszcze tyle przed Tobą smile Odwagi.

5

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

No wlasnie.
Na Ciebie czeka lepsze jutro.
A zle dzis przeminie.Dasz rade.

6

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Dziekuje Wam. Ja chyba wiem czemu mnie to tak trzyma. On mnie tak trzyma, to jego wciaz niezdecydowanie, nawet w tych ostatnich emailach twierdzil ze zony nie kocha i ona sie o tym wkrotce przekona bo nie da sie inaczej. No i co? To jest wciaz dawanie mi glupiej nadziei ktorej ja w sobie juz nie chce miec. Tak, masz racje feniks, to jest jak detoks. Zajmuje sobie czas czym sie da, kosmetyki, maseczki, paznokcie, ciuszki i wszystko co babskie juz przerobilam po rozwodzie i udalo mi sie to wszystko utrzymac :-) Teraz czas na meskie sprawy. Caly wieczor rozkrecalam kola od roweru bo bede wymieniac opony. Wiadomo jak mi szlo, bardzo kulawo bo do tej pory rozkrecaniem i naprawianiem zajmowal sie zawsze kto inny, ale jestem szczesliwa ze udalo mi sie to co zaplanowalam, pazury w stanie oplakanym, paluchy ze smaru ale geba wesola. Oby przespac choc kawalek nocy, bo kiepsko mi to idzie ostatnio.
Bardzo by mi bylo milo jakbyscie tutaj zagladaly(li), moglabym sobie poplakac nad losem swoim nedznym. Lepiej gadac z ludzmi przez internet niz plakac samej do poduszki.

7

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ja będę zaglądać.

8 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-24 08:00:44)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Co prawda ja byłam po tej drugiej stronie ale nie mam powodu winić za moją krzywdę wszystkie inne "kochanki".
W pierwszym swoim wątku napisałaś,że to już koniec, teraz tez piszesz,że już zakończone.
A jednak jest jeszcze coś jak sama przyznajesz,że Cię trzyma przy nim, on Cię trzyma.
Przecież już  tyle razy Cię zawiódł, tyle obiecywał trzeba zmienić myślenia, tak, tak -to nie jest proste ale trzeba próbować.

On ma coś co Ty potrzebujesz, coś Twojego, jakąś rzecz?
Da się to odebrać i już nie mieć powodów do kontaktu z nim?

Dlaczego pytam? Ponieważ dopóki rzeczy mojego męża były o tej drugiej , ona cały czas czekała. To był dla niej punkt zaczepienia, że może on jeszcze wróci, nadzieja, że nie jest ze mną dla mnie samej tylko np. dla dziecka.
Nie umiał powiedzieć jej wprost - to koniec. Zwodził ją pół roku . Mówił jej ,że tęskni , że nie umie tak żyć. Generalnie zrobił z siebie w jej oczach człowieka rozdartego emocjonalnie pomiędzy dwoma kobietami , nie radzącego sobie z własnym życiem. Rozdarty to on może był , owszem widziałam jak gryzie się w sobie ale trwało to może z 1,5 miesiąca. Poza tym całkiem nieźle się trzymał a zajęty był głównie przekonywaniem mnie do siebie.
A ona łykała wszystko ,każdy "gest" w jej stronę był jak balsam na zranione serce.
W momencie , kiedy zabrał od niej wszystko co było jego ona zaczęła się uspokajać.
Dotarło do niej, że to na prawdę koniec. Powoli przestawał się z nią kontaktować. I nie było wyjścia ona musiała się z tym pogodzić, że odchodzi z jego życia.
Czy na zawsze? Tego nie wie nikt.

Dlatego jeżeli chcesz końca tej znajomości , chcesz żyć bez niego zlikwiduj wszystkie punkty zaczepienia, wszystko co mogłoby mieć w jakiś sposób z nim związek.
Może właśnie wtedy on już nie będzie Cię trzymał ani Ty jego.

Wiem,że nie chciałaś porad , potrzebujesz pocieszenia ale pomyślałam sobie,że może właśnie to będzie na swój sposób wsparciem.

9

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy ja tez będę tu zagladac. Pocieszę ale i wytargam Cię za ucho jesli będzie trzeba big_smile. Milego dnia smile

10

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

"On ma coś co Ty potrzebujesz, coś Twojego, jakąś rzecz?
Da się to odebrać i już nie mieć powodów do kontaktu z nim?"


Właściwie to nie. Myślałam że on to ma, ale nie ma bo znalazłam. Za to ja mam coś jego co chciałam mu odesłać, ale powiedział że sam odbierze. Kontaktów nie da się zerwać tak zupełnie, bo należymy do tej samej grupy towarzyskiej, musiałabym się wyprowadzić, zmienić wszystko w swoim życiu, a tego nie zrobię bo po pierwsze już to zrobiłam po rozwodzie i nie jestem gotowa na dalsze zmiany, a po drugie to uważam że nie warto. Jakoś to poukładam.


"Nie umiał powiedzieć jej wprost - to koniec. Zwodził ją pół roku . Mówił jej ,że tęskni , że nie umie tak żyć. Generalnie zrobił z siebie w jej oczach człowieka rozdartego emocjonalnie pomiędzy dwoma kobietami , nie radzącego sobie z własnym życiem. Rozdarty to on może był , owszem widziałam jak gryzie się w sobie ale trwało to może z 1,5 miesiąca. Poza tym całkiem nieźle się trzymał a zajęty był głównie przekonywaniem mnie do siebie."

I tak jak napisałaś tak i ja podejrzewam. Kiedy mi opisywał co się dzieje u nich w domu, od razu dało się zauważyć że coś jest nie tak, że tak nie zachowuje się człowiek który chce się rozstać, a raczej wręcz odwrotnie. A teraz próbował mnie omamić przeznaczeniem. Dziękuję Ci rojka, to co napisałaś jeszcze bardziej utwierdza mnie w decyzji.
To nie jest tak że on mnie trzyma. Porzuciłam jakiekolwiek myśli o przyszłości z nim, kiedyś w planach było ja i on, teraz jestem tylko ja. Trzymają się mnie za to myśli o przeszłości, bo było naprawdę świetnie do czasu kiedy ona nie wróciła do domu. Wciąż uważam że moglibyśmy być świetną parą gdyby on był wolny ale nie jest jak widać, a opowieści o rozwodzie to jak widać tylko wynik jego wyobraźni. Chciał sobie udowodnić że jest jeszcze  coś wart przez zdobycie młodszej atrakcyjniejszej babki, udało mu się no i świetnie. Ego podbudowane, małżonka dostała z powrotem ulepszony egzemplarz. Niech sobie żyją jak chcą. Mnie już nic do tego.

Przykro, ale to jeszcze jedna wartościowa lekcja na przyszłość.

11

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Życie jest naszym najlepszym nauczycielem. Piszesz to z takim spokojem że wydaje się że jesteś już z tym całkowicie pogodzona. Skąd ja to znam... smile

12

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Nie jestem pogodzona tak do końca, ale nie mam innego wyboru. Łatwiej jest bez kontaktu, prawdziwy test będzie jak go zobaczę.
Co jakiś czas się miotam wewnętrznie, zadaję sobie pytanie co będzie gdy on od niej jednak odejdzie? A powinnam sobie powiedzieć: a co mnie to obchodzi, to już nie moja broszka. Tego jeszcze nie potrafię. Czas zatrze wszystko, taką mam nadzieję.

13

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Czy ktos wie ile to potrwa? Te natretne mysli o przeszlosci o kochanku?
Ja zalozylam, ze do konca lata przestane. To juz trzeci miesiac i niewiele sie zmienia. Niby jest bardziej rozumnie, ale nie jest mniej emocjonalnie.
Myslalam, ze uczucia beda malaly proporcjonalnie do tego jak bedzie wracal rozum.
Śmiejesz się czasami? Tak zupełnie beztrosko? Zdarzają Ci się dni, ze w ogole o nim nie myslisz?
Ja czekam na taki dzien smile to bylby przelom.

14

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy, przeczytałam Twój wątek i nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Wydajesz się być taka spokojna z tym wszystkim i widać że masz siłę żeby sobie z życiem samej poradzić. Ja ciągle jeszcze się miotam. Nigdy wprawdzie nie byłam kochanką, ale rozstanie zawsze chyba boli tak samo mocno - nieważne czy dziewczyna, żona, kochanka, ważne że się kochało.
Też potrzebuję całkowitego odcięcia, ale jeszcze nie wiem czy dam radę to zrobić. Ty już postanowiłaś i z tego co przeczytałam  konsekwentnie to realizujesz. I właśnie tym powinnaś się cieszyć: masz za sobą chyba najtrudniejszy etap, na który ja i pewnie wiele wiele innych kobiet nie może się odważyć - przyznanie przed samą sobą że to już naprawdę koniec, nie ma się co rzucać, i nie ma już "my", tylko "ja". I z tego miejsca w którym jesteś jest już tylko lepiej smile

15

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Toorank zapytałaś ile to potrwa: Wiadomo, że nie wiadomo smile

Ale.... Z obserwacji  "mojej kochanki" zauważyłam , że u niej to trwało ok. 10 miesięcy  do 1 roku, takie miotanie się , najgorsze u niej było pierwsze  pół roku, później zaczęło stopniowo zanikać . Teraz minęło już 1,5 roku ,ja już mniej na nią zwracam uwagę ale czasem coś tam jeszcze zajęczy.

Z tym, że jej nie mogę porównać do Was. To jest kobieta, która za nic ma czyjeś uczucia dla niej liczyła się przez cały czas tylko Ona.

16

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

toorank, nie zdarzają się takie dni. Myślę o nim codziennie. Śmiać się śmieję, a czemu nie mam się śmiać? Nie zamierzam wstąpic do zakonu bo z facetem mi nie wyszło. Nie zakładam żadnego terminu kiedy przestanę o nim myśleć, może nigdy nie przestanę.
agata, nie wiem czy tak do końca się przyznałam przed sobą czy to już koniec, ale tak chcę o tym myśleć i żyć tak jakby to był już koniec. Na jego dezyzje nie mam wpływu ale na swoje mam i to realizuję.

17

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:

I tak jak napisałaś tak i ja podejrzewam. Kiedy mi opisywał co się dzieje u nich w domu, od razu dało się zauważyć że coś jest nie tak, że tak nie zachowuje się człowiek który chce się rozstać, a raczej wręcz odwrotnie. A teraz próbował mnie omamić przeznaczeniem. Dziękuję Ci rojka, to co napisałaś jeszcze bardziej utwierdza mnie w decyzji.
.

Proszę smile

Sytuacja podobna to pomyślałam, że przedstawię ją od strony "żony"

Czasami nie wystarczają same słowa czyny powinny być w tym wypadku bardziej widoczne.

Opisywałaś,że jego żona potrafi mu przyłożyć, że nie jest dobra dla niego ale gdyby na prawdę jemu to tak doskwierało, to dawno spakowałby manele i się od niej wyniósł, tym bardziej,że ma do kogo.

Trzymaj się .

18

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ja nie będę pocieszał ani kochanek ani kochanków.Nigdy nie zbudujesz szczęścia na czyimś nieszczęściu.Musisz swoje wycierpieć,może do Ciebie dotrze,że nie po to żyjemy,żeby krzywdzić innych.Ale o tym nie pomyślałaś zostając kochanką.Pomyśl o tym,jak być dobrym człowiekiem.
Czas zagoi rany - masz swoje pocieszenie,jednak.

19

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass, nie weszłam w czyjś związek z butami, nie rozbiłam niczyjej rodziny. Związałam się z wolną osobą, za jaką się uważał bo byli z żoną w separacji, nie mieszkali ze sobą już od dawna, to ona go zostawiła bo chciała lepszego życia. Jak widać nie wszystkie drzwi za sobą jednak pozamykali. Poczytaj mój poprzedni wątek to będziesz wiedział o czym mówię.

Wczoraj ponownie przeszłam małe załamanie.
Dostałam emaila od niego, z wiadomością że brat żony zmarł. Dodatkowo napisał że żona znalazła naszą korespondencję w której było o rozwodzie i zakwestionowała, jak on mógł w ogóle tak mówić. Ale dlaczego on miał nie mówić skoro o tym myślał (to jego słowa). Ale że przyjęła jego wyjaśnienia.
Wiem że byli bardzo blisko więc przekazałam kondolencje, dopisałam że widzę że teraz czuje ulgę, koniec kłamstw i życie wraca do normy. Na to on że życie nigdy już nie będzie dla niego normalne, wcale nie czuje ulgi i przecież nadal kłamie bo się ze mną kontaktuje. Że myśli o mnie cały czas, że ja myślę że oni mogą naprawić małżeństwo ale on uważa że nie, że prawda wyjdzie w końcu na jaw i wszystko stanie się jasne.
(Jesusmaria, czy tak gada facet? Przecież to jest gadanie zagadkami, jak kobieta!)
Odpisałam że nie sądzę żeby udało im się odbudować małżeństwo, ale że widzę że on jest w stanie żyć akceptując istniejącą sytuację i ja też muszę ją zaakceptować.
Po tym czułam się podle.  Lepiej żeby się ze mną nie kontaktował, ale nie mam wpływu na to co robią inni ludzie przecież. Nie powinnam w ogóle odpisywać, chciałam być uprzejma po tej wiadomości o śmierci szwagra i tak wyszło. Nadzieja umiera jednak ostatnia, lepiej żeby umarła szybko.

20

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy,separacja nie jest po to,żeby szukać sobie kogoś,tylko po to,żeby szukać rozwiązania jak naprawić małżeństwo.Dla mnie rozbiłaś rodzinę,co z tego,że on uważał się za wolną osobę.Cały czas był,i jak widzę ciągle jest małżonkiem.W dodatku ma wątpliwości,czy jednak nim dalej nie pozostać.I ma do tego święte prawo.Chciałaś z nim być na uczciwych zasadach,trzeba było mu powiedzieć,żeby się rozwiódł.Teraz masz za swoje.

21

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass mam za swoje ale rodziny nie rozbiłam. Nie można rozbić czegoś co już było rozbite.
Separacja jest po to żeby naprawić małżeństwo jeśli obie strony się na to godzą, a nie jak jedna odchodzi z zamiarem poszukania lepszego życia. Chciałam być na uczciwych zasadach, mówiłam żeby się rozwiódł, on mówił że to tylko kwestia czasu i nadal tak twierdzi.
Ten wątek założyłam nie w celu żeby czytać jak mi ktos dokopuje tylko żeby znaleźć pocieszenie. Jeśli chcesz się wyżywać to proszę, zrób to tutaj: http://www.netkobiety.pl/t86214.html

22

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

ivy może nie doczytałam albo coś przegapiłam, ale dlaczego on właściwie został z żoną?

23

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ja Ci nie dokopuję,próbuję Ci uświadomić,że szukanie pocieszenia w Twoim wypadku mija się z celem.Jego małżeństwo wcale rozbite nie było,sama widzisz,że on nie chce go zakończyć.Dlaczego? Znasz na pewno odpowiedź na to pytanie.Dla mnie wdawanie się (nieświadome) w relację z kimś kto jest formalnie (czy też nie) w związku z kimś innym,jest świństwem.Gdybym Cię pocieszał,to tak jakbym głaskał po główce złodzieja,którego złapała policja,i który ma żal,że go kumpel wydał.

24

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass, ale trochę pieprzysz za przeproszeniem. Ludzie żyją osobno latami, nie mając ze sobą już nic wspólnego a nie biorą rozwodu bo im to nie potrzebne na przykład w tej chwili, do czasu aż ich przypili. I co, może maja w celibacie żyć i zamknąc się w celi? Ja jestem po rozwodzie i dla mnie małżeństwo to tylko papierek. Owszem, nie wdawałam się w związki dopóki nie dostałam potwierdzenia rozwodu, ale tylko dlatego żeby mi mój ex koło dupy nie narobił. No a poza tym nie miałam ochoty na facetów.

zbytdelikatna napisał/a:

ivy może nie doczytałam albo coś przegapiłam, ale dlaczego on właściwie został z żoną?

Ja teraz już też nie wiem. Jego tłumaczenia - bo ona źle to znosi, bo lepiej żeby ona sama zrozumiała że ich nic już nie łączy, bo on nie ma dokąd pójść, bo on się boi niepewnej przyszłości, ostatnio jeszcze te kłopoty z bratem. On by chyba chciał żeby to ona odeszła jeszcze raz albo wyrzuciła go z domu. Nie wiem, teraz to już chyba nieistotne. Niech sobie żyją jak chcą, ja chcę się tylko od tego uwolnić raz na zawsze. Jak widac za słaba jeszcze jestem skoro wdaję się w korespondencję.

25 Ostatnio edytowany przez horses (2015-09-25 12:02:09)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass,
pod względem formalnym to oczywiście był romans, teraz, kiedy wrócił do żony to już byłby romans nie tylko pod wzgledem formalnym.
Tylko, że formalność formalnością, a życie życiem.
Znam ludzi, którzy byli w separacji, układali sobie życie na nowo...... ale i tak się zeszli .
Nikt tam nikogo o romans, czy niewierność nie obwiniał.
Faktem jest , że pojawienie się trzeciej osoby przyspieszyło powrót małzonków, bo wywołało zazdrość, strach, że to już naprawdę koniec.
To małżeństwo jest udane, rozkwitło na nowo.
Oboje mieli problem z partnerami poznanymi w czasie separacji, bo ich skrzywdzili ( tak uważali), ale z tego, co wiem, co mówią podjęli decyzję,
że każde z nich tamtą osobę przeprosi, wytłumaczy i nie pozostawi złudzeń.
Tutaj to jakaś paranoja. Dziwny facet.
Być może jemu tak jak jest jest bardzo dobrze. Dwie kobiety o niego zabiegają. Jeśli uspokoi się żona, a Ivy przystanie na romans.... to będzie miała ciastko i zje ciastko.
Ale to tylko gdybanie.

26 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-09-25 12:13:57)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy na romans nie przystanie bo dość już ma takiego matrixa. I zabiegać nie będzie, bo o miłość się nie żebrze. Chce być z żoną, niech będzie, ale ja chcę od tego być z daleka, za długo to znosiłam. Chcę teraz jak najszybciej wyjść z tego bo życie mam do przeżycia, zapomnieć sie nie da, ale wiadomo że "można żyć bez powietrza".
Nie widziałam go już od... dwóch tygodni (!) a seks to już nawet nie pamiętam kiedy. To tylko dwa tygodnie, a wydaje się jak wieczność... Przekuwam uczucie w złość odtrąconej kobiety. Troche to potrwa ale to chyba dobrze, co?

27

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ja byłabym zła na niego. Po co mnie do siebie przyciągał, a później odtrącił?
To boli, to nie w porządku.
Ivy,
dobrym sposobem na odpowiedzenie sobie, czy dana sytuacja, człowiek są dla mnie dobrzy
jest znalezienie odpowiedzi na pytanie - jak się czuję w tej sytuacji, jak się czuję spotykając się z tym człowiekiem,
jak się czuję po spotkaniach.... ? Jeśli chociaż na jedno odpowiesz, że źle, to oznacza, że coś nie gra.
Zawsze można spróbować daną relację , sytuację naprawić, ale jeśli się nie da i mimo starań nadal czujesz się nieszczęśliwa,
to trzeba odpuścić, zwiać.
Ostatecznie, kiedy naprawa się nie udaje, to i tak bys zwiała...... nikt nie żyje za karę.
Głowa go góry

28 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-25 12:50:59)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Oczywiście,można się spotykać z kim się chce i gdzie chce (oprócz prawa karnego,oczywiście).Ludzie robią co chcą,pytanie tylko czy jest to etyczne i moralne.Po co małżeństwo,jeżeli nikt nie bierze na poważnie przysięgi małżeńskiej?.Na co komu separacja?.Wchodząc w małżeństwo do czegoś się zobowiązujemy,ponosimy konsekwencje jego zerwania,niewielu potrafi to zrozumieć.Tutaj nie dosyć,że większość ludzi "depcze" tą instytucje, nie widząc w zdradzie niczego złego,to jeszcze oczekuje pocieszenia.To,że ktoś z kimś się spotyka przez lata,bo nie może dostać rozwodu z jakichś tam powodów,wcale go nie usprawiedliwia w moich oczach.Biorąc ślub musiał przecież wiedzieć,jakie mogą być konsekwencje rozwodu? Także tego,że czasem może ciągnąć się latami? Małżeństwo to poważna sprawa,a ludzie pomniejszają jego znaczenie,żeby usprawiedliwiać uleganie własnym słabościom.

29

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

No właśnie horses. Wczoraj zabiło mi serce kiedy zobaczyłam tego emaila, nie spodziewałam się a jednak chyba podświadomie czekałam. A potem płakałam, cały żal, wszystkie wspomnienia wróciły, miałam już zrypany humor przez cały wieczór. To chyba nie jest dobrze, prawda?
Nie zamierzam się z nim spotykać, może "służbowo" jeśli będzie trzeba, pewnych spraw się nie uniknie. Na razie nic nie zakładam w sprawie przyszłości, będzie co będzie, musze żyć dniem dzisiejszym. Może on odejdzie od żony, może kiedyś się znowu spotkamy, może ta sytuacja pozwoli mu wbrew pozorom odbudowac małżeństwo, nie wiem. Teraz potrzebuję odpocząć od tego wszystkiego. Niby wiem jak ale jak dojdzie do takiej sytuacji jak wczoraj to pewnie znowu się posypię. Powoli, krok za krokiem, wszystko się ułoży. Tak myślę.

30 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-09-25 12:43:12)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:

Wiem że byli bardzo blisko więc przekazałam kondolencje, dopisałam że widzę że teraz czuje ulgę, koniec kłamstw i życie wraca do normy. Na to on że życie nigdy już nie będzie dla niego normalne, wcale nie czuje ulgi i przecież nadal kłamie bo się ze mną kontaktuje. Że myśli o mnie cały czas, że ja myślę że oni mogą naprawić małżeństwo ale on uważa że nie, że prawda wyjdzie w końcu na jaw i wszystko stanie się jasne.
(Jesusmaria, czy tak gada facet? Przecież to jest gadanie zagadkami, jak kobieta!)
Odpisałam że nie sądzę żeby udało im się odbudować małżeństwo, ale że widzę że on jest w stanie żyć akceptując istniejącą sytuację i ja też muszę ją zaakceptować.
Po tym czułam się podle.  Lepiej żeby się ze mną nie kontaktował, ale nie mam wpływu na to co robią inni ludzie przecież. Nie powinnam w ogóle odpisywać, chciałam być uprzejma po tej wiadomości o śmierci szwagra i tak wyszło. Nadzieja umiera jednak ostatnia, lepiej żeby umarła szybko.


Ivy , to dopiero dwa tygodnie.
Dajesz się wciągać w dyskusje.
Nie masz wpływu na to ,że ON chce do Ciebie pisać, dzwonić itp.
Ale masz wpływ na to,że możesz nie odpisać i nie odebrać.

Kondolencje - rozumiem, reszta moim zdaniem zbędna.

O , właśnie dlatego :

ivy71 napisał/a:

Wczoraj zabiło mi serce kiedy zobaczyłam tego emaila, nie spodziewałam się a jednak chyba podświadomie czekałam. A potem płakałam, cały żal, wszystkie wspomnienia wróciły, miałam już zrypany humor przez cały wieczór. To chyba nie jest dobrze, prawda?
.

31 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-09-25 12:43:32)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass, przestań mnie umoralniać, ja przeszłam i formalną i nieformalną separację i rozwód i wszystkie związane z tym perypetie. Gadanie gadaniem a życie życiem. Nic nie jest nam dane na zawsze. Takie pitu pitu - na co komu separacja. Co Ty mi się starasz udowodnić, myślisz że ja nie wiem co to moralność? Każdy ma swoją i taka jest prawda.

Rojka, masz rację. Też to odkryłam, po niewczasie niestety.

32

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass,
wiele ludzi wierzy w małżeństwo, ale jeśli nie daje ono szczęścia, a wszelkie próby naprawy spełzają na niczym
to nie wiem po co w nim trwać.
Ivy,
to co wiesz na tą chwilę to to, że ta reakcja Ciebie rani i nie widać realnych szans na poprawę.
Moim zdaniem odpuścić, zamknąć rozdział,
a o tym człowieku mysleć w kategoriach, że nie ma co naprawiać.
Może kiedys jeszcze się zaprzyjaźnicie, ale na innych zasadach i w nowej rzeczywistości.
Obecnie wsród wszystkich kandydatow na partnera to on jest trochę poniżej innych
bo jest zonaty.

33

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

horses, tak właśnie chcę myśleć. Nie mam ochoty jakoś na żadnych partnerów teraz, rodzaj męski mnie... denerwuje to jest złe słowo. Mierzi. Zaczynam rozumieć lesbijki :-)))

34

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:

Bartass, przestań mnie umoralniać, ja przeszłam i formalną i nieformalną separację i rozwód i wszystkie związane z tym perypetie. Gadanie gadaniem a życie życiem. Nic nie jest nam dane na zawsze. Takie pitu pitu - na co komu separacja. Co Ty mi się starasz udowodnić, myślisz że ja nie wiem co to moralność? Każdy ma swoją i taka jest prawda.

Rojka, masz rację. Też to odkryłam, po niewczasie niestety.

I co,czujesz się świetnie rozumiem.Nie masz sobie nic do zarzucenia,wszystko zrobiłaś ok.?
Życie,życiem -  pójdę w tango z żonatym,bo takie jest przecież życie,a małżeństwo to takie gadanie.No problem.
Widziałem tu wiele takich wątków,i zawsze jest płacz i zgrzytanie zębami,jeszcze nie czytałem historii,żeby z jakiegokolwiek romansu wszyscy wyszli zadowoleni i szczęśliwi.Ty jesteś tego przykładem,oczekując tutaj ukojenia.

35

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
horses napisał/a:

Bartass,
wiele ludzi wierzy w małżeństwo, ale jeśli nie daje ono szczęścia, a wszelkie próby naprawy spełzają na niczym
to nie wiem po co w nim trwać.

Horses,ja też tak uważam.Ale uważam też,że należy je najpierw zakończyć.A każde prędzej czy później można rozwiązać.

36 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-09-25 13:05:30)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass, ja jestem wolna osobą, nie rozbiłam nikomu małżeństwa, nie przeze mnie się rozstali, a to że ktoś chciał się ze mną spotykać nie zakończywszy swojego, to ja mam być za to odpowiedzialna? No wybacz ale uważam że każdy jest odpowiedzialny za siebie. Dlaczego mnie obarczasz odpowiedzialnością za to że ktos nie zakończył swojego małżeństwa?
Poza tym, zakończyć dla mnie jest równoznaczne z rozwiązaniem, dla Ciebie nie. Hipokryzja? Może wytłumaczysz jak krowie na rowie bo nie rozumiem.

37

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass , może nie wiesz co może powiedzieć człowiek, żeby druga strona uwierzyła.
To ja Ci powiem:

Mówi: nie jestem z żoną, nie kocham jej , jesteśmy w separacji, nic nas nie łączy , nie mieszkamy razem.

Nie widzę powodu,że ktoś  w to nie uwierzył.

Do Ivy można by było mieć pretensję gdyby teraz, wiedząc,że żona jest z powrotem dalej chciała ciągnąć ten związek  ale ona chce się wycofać, nie chce pchać się w ich związek z buciorami.

38

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:

Bartass, ja jestem wolna osobą, nie rozbiłam nikomu małżeństwa, nie przeze mnie się rozstali, a to że ktoś chciał się ze mną spotykać nie zakończywszy swojego, to ja mam być za to odpowiedzialna? No wybacz ale uważam że każdy jest odpowiedzialny za siebie. Dlaczego mnie obarczasz odpowiedzialnością za to że ktos nie zakończył swojego małżeństwa?
Poza tym, zakończyć dla mnie jest równoznaczne z rozwiązaniem, dla Ciebie nie. Hipokryzja? Może wytłumaczysz jak krowie na rowie bo nie rozumiem.

A czy to małżeństwo jest rozwiązane? Chyba nie,więc nie jest zakończone.Nie rozumiesz,że wina jest WASZA OBOJGA,a nie tylko jego,tylko dlatego,że Ty byłaś akurat wolna? Jesteś wolna,a on nie,więc to nie Twoja wina,niezły relatywizm.A gdybyś nie była wolna,to obwiniałabyś się tylko za rozpad swojego małżeństwa rozumiem? NIE,rozbiłabyś oba,i swoje,i jego.

39

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
rojka napisał/a:

Bartass , może nie wiesz co może powiedzieć człowiek, żeby druga strona uwierzyła.
To ja Ci powiem:

Mówi: nie jestem z żoną, nie kocham jej , jesteśmy w separacji, nic nas nie łączy , nie mieszkamy razem.

Nie widzę powodu,że ktoś  w to nie uwierzył.

Do Ivy można by było mieć pretensję gdyby teraz, wiedząc,że żona jest z powrotem dalej chciała ciągnąć ten związek  ale ona chce się wycofać, nie chce pchać się w ich związek z buciorami.

Tu nie chodzi o wiarę w to,co kto mówi.Chodzi o zasady.Mi może żona innego faceta mówić,że jutro się do mnie wprowadza,a za godzinę rozwód.Ale jak nie zobaczę papierka,to jej palcem nie tknę.

40 Ostatnio edytowany przez ivy71 (2015-09-25 13:29:04)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
bartass72 napisał/a:

A czy to małżeństwo jest rozwiązane? Chyba nie,więc nie jest zakończone.Nie rozumiesz,że wina jest WASZA OBOJGA,a nie tylko jego,tylko dlatego,że Ty byłaś akurat wolna? Jesteś wolna,a on nie,więc to nie Twoja wina,niezły relatywizm.A gdybyś nie była wolna,to obwiniałabyś się tylko za rozpad swojego małżeństwa rozumiem? NIE,rozbiłabyś oba,i swoje,i jego.

A co to w ogóle za rozumowanie? Gdybym, gdybyś... Co to kogo obchodzi co by było gdyby. Sytuacja już miała miejsce i nie da się jej zastąpić gdybaniem. Wina obojga - czego wina? Jego małżeństwo się rozpadło, półtora roku to chyba wystarczający czas żeby tak myśleć, prawda? Ona sama odeszła, być może do faceta, on jej nie wyganiał. Zapragnęła wrócić po tym całym czasie - każdy ma prawo. Twoje wypowiedzi są tutaj nie na miejscu.
Poza tym poczytaj siebie, najpierw piszesz że małżenbstwo trzeba zakończyć a potem można rozwiązać, potem piszesz że jak nie rozwiązane to niedokończone, to w końcu jaka kolejność według Ciebie? Sam nie wiesz o czym piszesz.

41

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
bartass72 napisał/a:

Horses,ja też tak uważam.Ale uważam też,że należy je najpierw zakończyć.A każde prędzej czy później można rozwiązać.

Bartass czytałeś CAŁY poprzedni wątek IVI???

42

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Bartass,
generalnie tak powinno być. Pierw koniec jednego, a dopiero później pojawia się drugi związek.
W ten sposób można uniknąć sytuacji Ivy oraz bycia długoletnim kochankiem bez szans na normalny związek.
Tylko, że w życiu jest różnie. Czasem jest długa separacja, bo nikomu nie chce iść się do sądu, a małżeństwa nie ma, bo nie ma go w sercu.
Czasem pojawienie się drugiego człowieka jest katalizatorem zmian w życiu i człowiek nabiera sił do zakończenia beznadziejnego związku.
Oczywiście kończenie jednego zanim zacznie się drugie jest swoistym ideałem w nieidealnej sytuacji i tak powinno się postepować,
ale zycie jest różne i to trzeba rozpatrywać indywidualnie.
Przecież kochanek Ivy składał papiery rozwodowe, to była długa separacja. Tutaj po stronie Ivy nie ma jakiejś wielkiej winy.
Uwierzyła, zaufała, wiele wskazywało, że tamtego małżeństwa nie ma. Tu jest jakieś kłamstwo w tej sytuacji między tym facetem, a jego żoną.
Moim zdaniem on nie jest do końca szczery. Może separacja była z jego winy, może wciąż jednak liczył na powrót zony, może jednak ta żona nie jest obojętna
a może ............ chodzi o pieniądze.
Nie wiem. Bez względu na powód , to jest bardzo toksyczna i zła sytuacja dla autorki.

43

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Tutaj, na forum znajdziemy bardzo dużo idealistów, którzy nie zaakceptowali, że życie po prostu nie jest czarno-białe. Ci najchętniej krytykują, ustawiają się w pozycji moralistów, przedstawiają w swoich wypowiedziach idealne scenariusze rozwiązania problemu - łatwo jest ich tu wyłapać, bowiem w dyskusji są bardzo mało realistyczni, elastyczni. Ja nie wiem jak oni żyją, trudno się z takimi ludźmi dogadać. Dziś np. zatarłam sobie auto, i co... tak jest, nie da się tego przewidzieć i wyeliminować, nawet jak się jest świetnym kierowcą i wydaje się, że mnie to nigdy nie spotka.

I taka jest też historia Ivy. Nie idzie w życiu wszystkiego zaplanować i przewidzieć. Nie mogłaś tego Ivy wiedzieć. Pomaga jedynie wiedza, że człowiek w gruncie rzeczy nie jest istotą maksymalnie racjonalną, wystarczy kontekst, sprawa i już wychodzi z człowieka to co w nim żyje, a np. od samego początku było uśpione. Coś na pewno wylazło w jego relacji z żoną. Co? Nie wiemy, być może on też sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Rozsądnie podeszłaś do tego, ucinając kontakt. Pamiętaj, że on wciąż jest zajęty, a to oznacza tylko i wyłącznie kłopoty dla ciebie.

44

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Lifrinat, dzięki. Złoszczą mnie wypowiedzi typu "ja nigdy bym tego nie zrobił", "mnie się to nigdy nie przydarzy".  Życie nauczyło mnie że nie należy mówić "nigdy" i "zawsze" bo zawsze od tego zdarzy sie jakiś wyjątek :-) "Nigdy" można stwierdzic dopiero po fakcie, na przykład nigdy nie miałam wypadku, ale nie wiem czy nie będę miała. Za dziesięć lat to się może zmienić.
Na razie jest mi źle, bo urażona duma boli, stracone marzenia jeszcze bardziej. Próbuje sobie pomóc także pisząc tu na forum, bo nie chcę do nikogo gadać na żywo o moich problemach.

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Kto jak nie my sami, ma zadbać o nasze szczęście!?!
Tutaj jest tak wiele osób z zasadami... Wszyscy bez winy.
Dość! Słuchaj siebie, swoich pragnień. Walcz o siebie, o miłość. Nie oglądaj się na nikogo. To Twoje życie!

46

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Kto jak nie my sami, ma zadbać o nasze szczęście!?!
Tutaj jest tak wiele osób z zasadami... Wszyscy bez winy.
Dość! Słuchaj siebie, swoich pragnień. Walcz o siebie, o miłość. Nie oglądaj się na nikogo. To Twoje życie!

Ha, gdybym chciała walczyć o miłość to pewnie nie byłoby mnie tutaj z rozterkami które mam. Nie będę walczyła o niczyją miłość, tę sprawę przegrałam już na wstępie, gdy ona postanowiła wrócić a on nic nie zrobił w tej sprawie. Dbać o szczęście za to - jak najbardziej. Szczęściem dla mnie nie jest ciągłe zamartwianie się dlatego muszę odpuścić. Mogę być szczęśliwa bez faceta i będę.

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:
Pokręcona Owieczka napisał/a:

Kto jak nie my sami, ma zadbać o nasze szczęście!?!
Tutaj jest tak wiele osób z zasadami... Wszyscy bez winy.
Dość! Słuchaj siebie, swoich pragnień. Walcz o siebie, o miłość. Nie oglądaj się na nikogo. To Twoje życie!

Ha, gdybym chciała walczyć o miłość to pewnie nie byłoby mnie tutaj z rozterkami które mam. Nie będę walczyła o niczyją miłość, tę sprawę przegrałam już na wstępie, gdy ona postanowiła wrócić a on nic nie zrobił w tej sprawie. Dbać o szczęście za to - jak najbardziej. Szczęściem dla mnie nie jest ciągłe zamartwianie się dlatego muszę odpuścić. Mogę być szczęśliwa bez faceta i będę.

amen

48

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy,
czytałam Twój wątek w innym dziale.
I niestety potwierdza się schematyczne działanie nas kobiet.. żeby nie wiem co, żeby wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, żeby ludzie na forum pisali, same sobie wkręcamy i odczytujemy znaki tak by sobie robić nadzieje. Same sobie to robimy.
Ile razy racjonalizowałaś sobie ten związek, ile razy zapewniałaś że co by się nie wydarzyło Ty już jesteś z tym pogodzona, przygotowana, myślisz o sobie itd. Ale zawsze nadzieja była i to ona brała górę że pewnie szala przechyli się na Twoją stronę.
Niestety, wyszło tak jak większość się spodziewała.
Tzn. owszem zawsze możesz być dla niego opcją dodatkową.
I tak, niestety, Twój luby wpisał Cię a Ty potem sama weszłaś w rolę kochanki.
O ile na początku było mi Ciebie naprawdę szkoda, że facet bez jaj i tak sobie Tobą pograł, to w momencie gdy już dobrowolnie się na to godziłaś już nie.
Jeśli ich małżeństwo faktycznie nie ma podstaw to sama wiesz że z czasem się rozpadnie. Może być też tak że kiedy Ty się wycofałaś faktycznie to posklejają.
Mam nadzieję, że otrząśniesz się szybko. I mam nadzieję, że ta decyzja będzie finalną.
Tak więc życzę Ci byś wytrwała.
Szanuj siebie.

49

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ja myślę że szanowanie siebie nie ma tu nic do rzeczy. Tak jak napisałaś, same sobie robimy nadzieję nawet tam gdzie jej nie ma, taka już nasza natura. Oszukujemy same siebie, nawet pisząc te słowa mam świadomość że nadal się oszukuję, że przecież to może się wszystko ułożyć, że nic nie jest stracone. Ale jednocześnie ta druga strona głowy mówi mi żebym się puknęła w łeb i ocknęła, że to koniec, przecież mnie nie chciał a ja nie idę tam gdzie mnie nie chcą. Tak, cały czas wydawało mi się że jestem z tym pogodzona, przygotowana. I tak pewnie jest w jakimś stopniu. Powiem że niezłą mam zagwozdkę bo tak nie czułam się nawet przy historii z rozwodem. Wtedy, pomimo że próbowałam walczyć o małżeństwo, wiedziałam że nic z tego nie będzie, a ta walka cała była po to żeby zapewnić sobie spokój sumienia i zatkać gęby rodzinie i znajomym. A teraz.. jakby zupełnie odwrotnie.
Pokręcony jest umysł kobiecy...

50

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Weekend jakoś minął, ale jest mi bardzo ciężko. Z nikim nie rozmawiałam, z nikim się nie widziałam, zamknęłam się w sobie. Czas spędziłam głównie na porządkach i spacerach, w przerwach grałam w głupie gierki. Zaczynałam pisać email ze dwa razy, za każdym razem wykasowałam. Chyba zaczynam zmieniać podejście to tego wszystkiego. Jest mi bardzo wstyd że dałam sobą manipulować, czuję wielki żal że rozkochał mnie w sobie i zostawił. Jedyne co mi teraz przychodzi do głowy to żałoba. To co było między nami umarło i nie ma nadziei na powrót. Nie chcę go widzieć nawet w sytuacjach towarzyskich, prawdopodobnie musielibyśmy być wspólnie na pewnym wydarzeniu jutro ale nie idę. Ustaliłam sobie już plan na dzisiejszy wieczór, na jutro, pojutrze... Żyję z dnia na dzień.
Czasami przyjdzie mi do głowy myśl, a co będzie jak on od niej odejdzie i wróci do mnie a ja powiem "nie", przecież go skrzywdzę, nie mogę tego zrobić itepe... Cóż, zgodnie z zaleceniem pani psycholog staram się nazywać uczucia, kontrolować je, starać się dowiedzieć skąd się one biorą i dlatego jest mi łatwiej racjonalizować to wszystko. Żal, wielki żal, za niespełnioną miłością, za straconymi marzeniami, za tym wszystkim co było a się skończyło... Wydaje mi się że jakoś szybciej pozbierałam się po rozwodzie. Pewnie dlatego że wtedy nie było żadnych niedomówień, wiedzieliśmy oboje co robimy. A teraz... Żal, pustka i żal...

51

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ha, kolejny tydzień minął, a ja ciągle do przodu. Widziałam się z nim dwa razy, bo musiałam. Nie, nie emocjonalny to był mus a życiowy :-) Przyjechał zabrać swoją rzecz, nie dałam się pocałować ani przytulić, zdziwił się ale nie byłam w stanie. Rozmawialiśmy normalnie, ale na odległość. Następnego dnia nastąpiła seria emaili, napisał że on nie chce się ode mnie uwolnić i tak dalej, napisałam mu jeszcze raz wszystko co o tym myślę i powiedziałam że niech przyjdzie do mnie jak będzie wolnym człowiekiem, jeśli ja jeszcze będę wolna. Że nie jestem w stanie dotknąć żonatego mężczyzny, owszem przedtem mogłam bo miałam nadzieję ale jej już nie mam i to jest ostateczne. Wracamy do punktu wyjścia, czyli stopy koleżeńskiej, o ile to możliwe. Potem przyjechał jeszcze raz pomóc mi w czymś, ale nie rozmawialiśmy już o nas ani o niczym poza tym po co przyjechał.
Zrobiłam coś jeszcze - wysłałam email do jego żony, ale to było zanim jeszcze założyłam ten wątek. Myślę że to pozwoliło w jakiś sposób uporać się z całą sytuacją nie tylko mnie.
Email był bardzo przemyślany i każde słowo miało znaczenie. Napisałam (w wielkim skrócie) że cokolwiek było między nami to już tego nie ma, że ja nie chcę być zamieszana w to co się dzieje pomiędzy nimi i na końcu życzyłam jej szczęścia. Podobno dobrze to przyjęła (!)
Nie powiem że o nim nie myślę bo myślę. Pustkę wypełniam sobie rozmaitymi czynnościami, ale co minęło nie wróci. Zobaczyłam że jestem w stanie się z nim widywać na stopie towarzyskiej i to najważniejsze bo nie będę przecież uciekać ani się chować po kątach. Dorośli jesteśmy.

52

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
ivy71 napisał/a:

Email był bardzo przemyślany i każde słowo miało znaczenie. Napisałam (w wielkim skrócie) że cokolwiek było między nami to już tego nie ma, że ja nie chcę być zamieszana w to co się dzieje pomiędzy nimi i na końcu życzyłam jej szczęścia. Podobno dobrze to przyjęła (!)
.

Może z Twojej strony nie ma , nie chcesz ale wiesz jakie jest jego podejście.
On myśli inaczej.
Żona po Twoim emailu pewnie poczuła się "bezpieczniej", bo to Ty ją uspokoiłaś , że jej z Twojej strony nic nie grozi a nie ON. On się musi zastanowić, którą ma wybrać i pewnie to robi bo dałaś mu wyjście "przyjdź do mnie jako wolny człowiek" ,a on się nie uwolni od żony skoro nie zrobił tego do tej pory.
Pytanie: Czy można w takiej sytuacji wierzyć kochance?
Teraz jest koleżeństwo ale czy znowu nie przerodzi się w coś więcej. Tego nie wiesz. Nie wiesz jak się zachowasz za pół roku czy za rok. Jak przyjdzie do Ciebie jako "kolega" , tak po prostu, pogadać pożalic się na żonę.
Ja myslę,że jeśli już raz się coś zaczęło to już będzie się  to za nami długo ciągnąć, może nie do końca życia ale długo.

53

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Wiesz Rojka, oczywiście że nie wiem jak się zachowam za pół roku czy za rok, ale wiem że teraz to jest skończone bo ja nie dałabym rady tego wszystkiego dłużej udźwignąć. Jeśli ona się poczuła bezpieczniej to taki właśnie był zamiar, po to żeby oboje mogli sobie w spokoju przepracować swoje małżeństwo, bez udziału osoby trzeciej.
Ja wciąż noszę w sobie dużo żalu i za ten żal obwiniam siebie, bo nie musiałam się angażować, ale chyba nie potrafię inaczej. Po ponad dwudziestoletnim małżeństwie człowiek czuje się jak głupi naiwny dzieciak, choć z dużym doświadczeniem życiowym. Po rozwodzie spotykałam się po kilka razy z dwoma facetami, z trzecim trochę dłużej ale on był świrem (tak, prawdziwy toksyk mi sie trafił, dobrze że wyszkoliłam się już wcześniej więc zauważyłam i zwiałam), ten był czwarty. I co? Dałam się zwieść instynktowi, dałam się ponieść emocjom. Na obecną chwilę słowo "facet" powoduje u mnie skręt żołądka, wciąż zmagam się z poczuciem odrzucenia. Być może nie przerobiłam jeszcze dokładnie siebie po rozwodzie, chociaż wydaje mi się że jednak tak, wiem kim jestem, wiem czego chcę. Facet nie jest mi do życia potrzebny, jest fajnym urozmaiceniem życia ale nie niezbędnym. Lepiej chyba być samej. Może kiedyś jakiś się trafi po drodze.
Masz rację, jak się coś zaczęło to się będzie ciągnąć, ja mam naprawdę wspaniałe wspomnienia z tego związku i nigdy ich nie zapomnę, ale chyba nie warto żyć tylko wspomnieniami, prawda?

54

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Jasne,ze nie warto ale na wspomnienia nie ma rady one są i zostaną. Z czasem mniej intensywnie siedzą w głowie ale na początku ciężko jest je  zamknąć głęboko, nie wracać i nie chceć, żeby to coś wróciło smile.

55

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Przepraszam, odświeżam wątek bo nie widzę sensu zakładać nowego.
Znowu jestem w dołku. Emocjonalnie jedna wielka kupa. Pełen rozkład. Nie umiem, po prostu nie umiem się pozbierać. Staram się usuwać wszelkie myśli o nim, usunęłam wszystkie sms-y, wykasowałam wszystkie emaile, staram się zajmować czymś cały czas, nawet głupotami, jakieś otępiające gierki na komputerze w celu zabicia złego samopoczucia. Wydaje mi się, ale zaznaczam WYDAJE MI SIĘ, że wiem jaka jest przyczyna, a jest ona prosta, on się znowu ze mną kontaktował w zeszłą niedzielę. Wysłał mi parę sms-ów, nie odpisałam, w końcu zadzwonił, odebrałam. Porozmawialiśmy chwilę, ot tak sobie, powiedział że ma mi wiele do powiedzenia ale nie przez telefon, pożegnaliśmy się. W poniedziałek wysłał mi emaila że jest w delegacji i zostawił służbowy telefon w domu więc prosi żebym nie dzwoniła na niego. Zatkało mnie. I tak bym nie zadzwoniła. Odpisałam złośliwie że już dzwoniłam i rozmawiałam długo z jego żoną, ale potem dodałam że to żart bo nie miałam i nie mam zamiaru do niego dzwonić i żeby do mnie więcej już nie pisał. No i nie kontakktował się od tego czasu. A ja... no coż, co się będę oszukiwać, przyznam się że czekam, chociaż wiem że to i tak koniec, że nie ma szans już na nic. Więc na co ja właściwie czekam? Tak się zastanawiam, może to wynika z jakichś kompleksów? Może chcę się czuć taka wspaniała, taka o którą ktoś zabiega? Od ilości sprzecznych myśli które przebiegają przez mą głowę zapaliłaby się cała dżungla amazońska.
Powiem tak, cały mój świat legł w gruzach, nie tylko marzenia o wspólnym życiu z tym facetem, ale także z jakimkolwiek facetem, myśl o tym że mogłabym mieć jakikolwiek związek z mężczyzną napawa mnie obrzydzeniem. Czuję się oszukana, zbrukana, zbeszczeszczona. A on nawet nie ma jaj powiedzieć mi wprost że zostaje z żoną. Durne tłumaczenie że "on nie wie dlaczego ona chce z nim być, przecież on jej nie kocha i daje jej to do zrozumienia". A co mnie to wszystko obchodzi? Zażądałam prostej odpowiedzi bo wciąż jej nie otrzymałam, a właściwie potwierdzenia, a on się ciągle tłumaczy. Dla mnie to niepojęte. Wiem że nie wszystko jest czarne i białe ale na miłość boską jak można tak kłamać? Pamiętam jak mój eks małż powiadał że zatajenie prawdy nie jest kłamstwem. No cóż, pewnych "zatajeń" nie jestem w stanie mu wybaczyć do dzisiaj. Co jest z tymi "twardymi facetami" że tak boją się wyznać prawdę? Przez ostatnie lata nic tylko się coraz bardziej przekonuję że faceci to jednak miękkie pały, a odwagę mają tylko na papierze.
Wiem, napisałam chaotycznie.
Jakieś sugestie, jak poradzić sobie z tym plugawym nastrojem bo coś wolno mi idzie. Jak przestać czekać na noś co wiem że nigdy nie nadejdzie? Czy rzeczywiście tylko czas może pomóc?

56 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-13 13:59:44)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Co poradzić z nastrojem? Nic z nim nie robić, pozwolić mu minąć. Minąć to nie znaczy udawać, że go nie ma, zagłuszać na różne sposoby.

Zastanawiasz się nad jego postępowaniem. Robi tak, jak chce, jak jemu - wedle jego norm - jest wygodnie. Ty, wbrew faktom, na to pozwalasz. Twierdzisz, że nie odpowiedział na Twe pytanie. Mylisz się. Odpowiedział wielokrotne, tylko Ty nie chcesz tej odpowiedzi przyjąć do wiadomości.

Czy łudzisz się? Tak. Dlatego nie wykasowałaś jego numeru telefonu z książki, dlatego nie wpisałaś go na tzw. czarną listę, dlatego odbierasz telefon od niego, dlatego z nim rozmawiasz.

Czy czas może pomóc? Tak, ale tylko wtedy, gdy podejmiesz decyzję, że wasz związek jest zakończony.

57

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Może masz rację, może ja doszukuję się dziury w całym. On nigdy nie powiedział wprost "tak, zostaję z żoną" a ja być może czekam właśnie na to ale odpowiedzi wymusić nie mogę. Mogę sobie wykasowywać jego numer i email i wszystko, i tak będziemy się natykać na siebie bo należymy do wspólnej grupy osób. On co prawda unika jak może ale nie da się w nieskończoność. Ja musze sobie poradzić z tym jakoś w tych warunkach bo jak juz pisałam, nie da się odciąć zupełnie, musiałabym sprzedać wszystko, wyjechać. Na takie coś mnie nie stać.
Uwierz mi, ja naprawdę staram się wierzyć że związek ten jest zakończony. Czuję że jest mi bardzo przykro że się w ogóle zaczął, winię siebie za to że chciałam czegoś więcej niż w rzeczywistości było.

58

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Przede wszystkim powinnaś odpowiedzieć sobie Ivy na pytanie, dlaczego on się z Tobą raz na jakiś czas kontaktuje.

Bo moim zdaniem robi to wtedy, gdy np. dopada go handra, złe samopoczucie... bo tu jesień, brak słońca, szaro... może nudno? nie ma biedaczek co ze sobą zrobić...
Więc pisze i dzwoni do Ciebie.
Czy liczy się z Twoimi odczuciami i emocjami? Za największego ch..ja - NIE
Myśli tylko i wyłącznie o sobie.
Proszę Cię Ivy, uzmysłów to sobie w końcu. On Cię wykorzystuje. Wtedy gdy mu się chce; gdy on ma ochotę. On dobrze wie, ile to Cię kosztuje, co wcale mu nie przeszkadza dbać o własne ego i własną dupę.
Przemyśl to, jakie ma intencje - to najlepszy sposób. I otrząśnij się.
Mój Misio też do mnie pisze i milutkim tonem prosi o rozmowę, spotkanie. Też moja pierwsza myśl była taka, że Misio pragnie kontaktu ZE MNĄ. Ale potem wrócił mi rozum do głowy... i zrozumiałam, że Misio chce tylko mieć furteczkę... taką otwartą drogę odwrotu... gdyby tam, w wielkim świecie Misiowi się coś nie udało, to żeby zawsze mógł wrócić do ciepłego, wymoszczonego, zawsze otwartego na Misia gniazdka.

Ivy, to są typy skrajnie egoistyczne. Tacy faceci prawdopodobnie nawet nie zdają sobie sprawy, co robią swoim zachowaniem drugiej osobie. Nawet ich winić za to nie bardzo jest sens, bo oni są tego kompletnie nieświadomi. Jedyne wyjście - uciekać przed nimi gdzie pieprz rośnie. I nie dać się manipulować. Tylko to ich może zaboleć... że Ty masz go w dupie... że mu się nie dajesz...

59 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-11-13 14:19:33)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

A Ty, niestety, dalej swoje.

Czym innym jest posiadanie wspólnych znajomych i z tego względu spotykanie się w szerszym gronie, czym innym utrzymywanie kontaktów telefonicznych.

Starasz się wierzyć? Ten zwrot wywołuje mój uśmiech. Kiedyś też twierdziłam, że się staram. Dotyczyło to prasowania, rzecz w tym, że starając się nie brałam żelazka do ręki. Ale starałam się cały czas i gorliwie o tym zapewniałam innych.

Chcesz dowiedzieć się czegoś więcej od niego. Na pewno? Na pewno chcesz od niego usłyszeć to, co mówi Ci w inny sposób? Nie dość zostałaś upokorzoną? Jak bardzo chcesz wierzyć w to, co sobie w głowie uroiłaś, a co z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

Współczuję Ci Twej decyzji, ale cóż... to Twoje życie.

60

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie
bartass72 napisał/a:
rojka napisał/a:

Bartass , może nie wiesz co może powiedzieć człowiek, żeby druga strona uwierzyła.
To ja Ci powiem:

Mówi: nie jestem z żoną, nie kocham jej , jesteśmy w separacji, nic nas nie łączy , nie mieszkamy razem.

Nie widzę powodu,że ktoś  w to nie uwierzył.

Do Ivy można by było mieć pretensję gdyby teraz, wiedząc,że żona jest z powrotem dalej chciała ciągnąć ten związek  ale ona chce się wycofać, nie chce pchać się w ich związek z buciorami.

Tu nie chodzi o wiarę w to,co kto mówi.Chodzi o zasady.Mi może żona innego faceta mówić,że jutro się do mnie wprowadza,a za godzinę rozwód.Ale jak nie zobaczę papierka,to jej palcem nie tknę.

Ivy71 - jak powyżej - tak to działa. Ja mam tak samo, nie tykałabym się za coś co stoi w rozkroku. Na dwoje babka wróżyła - albo Ty go przeciągniesz albo ona, chce Ci się? Poza tym jaka to wygrana? Mężczyzna sam musi wiedzieć czego chce a nie nim tarmosić - a nuż się uda. Ten jest egzemplarz nie-wiedzący i raczej mu się to nie zmieni bo gdyby miało mu się zmienić to by został z Tobą. Znam takie przypadki - szczęśliwe nawet. Ale jeśli po kilku m-cach z Tobą on wraca to znaczy, ze ten popiół co to myślał i Ty  myślałaś, że na zgliszczach poprzedniego związku wypalony jednak nie wygasł i tak to trzeba zostawić - niech dogorywa sam. I taki tez przekaz bym temu facetowi dała - bez papierka się nie pokazuj i żegnaj las vegas! ;-)

61

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

No niestety wiem że macie rację. Problem jest ze mną, w mojej głowie, dlatego przeszłąm terapię u psychologa. Terapia dała mi bardzo wiele wbrew pozorom, na przykład to że nie mogę dawać się wykorzystywać i manipulować i jestem tego świadoma ale od uświadomienia do wprowadzenia w życie długa droga. Poza tym staram się nazywać swoje emocje i szukać ich źródła, czasami to co wydaje mi się na przykład wewnętrzym niepokojem, czy nawet depresją ma jednak podłoże somatyczne i sam fakt uświadomienia sobie tego pomaga. Okazuje się jedak że nie do końca siebie jeszcze znam i robię rzeczy których nie powinnam a których potem żałuję. Tego też staram się unikać bo w głębi duszy jestem dobrym człowiekiem z ogromnym poczuciem empatii. Odzywa się we mnie jednak czasami buntownik i tego się boję. Nie buntu, tylko tego jak sobie z nim poradzić bo nie radzę sobie dobrze.
Przykład - obecna sytuacja. Nie chcę już myśleć o tamtej sprawie, a nie potrafię definitywnie zakończyć, tak jak chciałaby Wielokropek na przykład. A wiem że muszę, że dłużej się tak nie da. To co zrobiłaby zbuntowana Ivy? Zadzwoniłaby do żony faceta, pokazała wszystkie emaile które otrzymuje do tej pory żeby pokazać jej jaki lojalny jest jej mąż i jak stara się odbudować zaufanie w związku, bo przecież jej mówi że się nie kontaktuje. I wtedy byłyby już naprawdę zgliszcza, a ja miałabym spokojną głowę że on się do mnie już nie odezwie. I to byłby dla mnie zupełny koniec. Ale... czy to byłoby dobre dla mnie? Właśnie takich rozwiązań sytuacji staram się w życiu unikać, ja nie jestem typem wojownika, zostałam taką "zrobiona" przez dwadzieścia parę lat życia z przemocowcem. Nie umiesz sobie poradzić z problemem? Spal wszystko, zniszcz, nie zostaw nic, problem zniknie. Tak mnie urabiano przez lata. A tak nie jest, niestety.
Ja naprawdę myślę że da się wyjść z takiego "związku" zachowując godność i nawet pozostać w przyjaźni, tylko ja jeszcze nie wiem jak. Stąd ten cały zamęt w mojej głowie. Za dużo mostów w swoim życiu spaliłam.

62

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Niczego w Twej sprawie nie chcę. Poprosiłaś o opinie, napisałam swoją. Tyle.

63

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Wielokropek, Twoje słowa są bardzo mądre, myślę że podobnie ja wypowiedziałabym się w czyjejś sprawie. Ale tak to już jest że szewc bez butów chodzi...
Mój mętlik w głowie wywodzi się również z mojego własnego doświadczenia. Kiedyś, dawno temu, jeszcze na studiach byłam w podobnej sytuacji. Z tym że wtedy było inaczej, człowiek był młody, głupi, beztroski. Kochałam go bardzo ale rozstaliśmy się, a ja postanowiłam sobie że nigdy więcej nie tknę żonatego. Właśnie... wyszło jak wyszło. Tamten pan dziś moim przyjacielem, jednak patrzymy na siebie zupełnie inaczej. Po latach łuski spadły z oczu :-) Dlatego wierzę że można pozostać w przyjaźni, pod pewnymi warunkami. A może ja faktycznie powinnam zostać sama jak palec, odciąć się od wszystkiego i wszystkich?

64 Ostatnio edytowany przez horses (2015-11-13 18:11:16)

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Ivy,
ale jak to jest? Człowiek Ciebie oszukał( choćby, co do rozwodu ),
upokorzył ( szykował Ciebie na kochankę, wybrał żonę) i  Ty chcesz mieć w nim przyjaciela?
Nie rozumiem.
Ok, romans, ale nie dał się rady rozstac, bo np małe dzieci, żona chora.... siada i mówi Ci to wprost.
Taką sytuację rozumiem, trudna decyzja kochanków.
Ale w Twojej sytuacji nic nie stało na przeszkodzie. Więc, jak to jest z Tobą? Można Ciebie upokarzać?

Napisałaś, że juz miałaś kiedyś romans z żonatym. Więc, jeśli on o tym wie, to może to jest powód, dla którego wciąż liczy,
że romans będzie trwał. Raz już tą granicę przekroczyłaś, więc może kiedys znowu.....

65

Odp: Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Z innego wątku

ivy71 napisał/a:

(...) ja wiem że to co mi ludzie piszą to szczera prawda i co z tego.

Posty [ 1 do 65 z 81 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie proszę o poradę tylko o pocieszenie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024