...
1 2015-09-17 15:04:27 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 16:12:18)
Jest tchórzem! Tyle.
Ty rób swoje. Jeśli jesteś nieszczęśliwa, nie wycofuj się. Nie wracaj do swojego małżeństwa! On Cię rozkochał i to boli, bardzo boli. Ale pomyśl, że za rok będziesz wolna, a on nadal nieszczęśliwy w swoim małżeństwie, bo z tego nic nie będzie. Jego małżeństwo nie istnieje. Wróci na kolanach z płaczem. Pytanie co z tym wtedy zrobisz?
3 2015-09-17 15:17:29 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:02:15)
.
4 2015-09-17 15:21:18 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:03:58)
.
Musisz chyba udawać, że masz go gdzieś. Wiem, że to trudne, ale nie możesz mu pokazać słabości. To on jest słaby.
Oczywiście, że będzie tęsknił. Powinnaś tylko uważać, żeby nie stać się jego kochanką, kiedy Ty już się rozwiedziesz, a on nadal będzie tkwił w swoim szambie.
On odejdzie, z czasem na pewno. Tylko, że Wasz czas już może dla Ciebie minąć.
Napiszę po raz kolejny, jest tchórzem!
Postanowiłam napisać, bo inaczej zwariuję. Moja historia jest zawikłana i... chyba muszę gdzieś napisać prawdę żeby nie eksplodować.
Pracujemy razem od lat, ja jestem mężatką, On też ma żonę i 2 dzieci. Mąż pracuje w tej samej firmie. Jestem 2 lata po ślubie, On - 6, ale ze swoją żoną znają się od 14 lat - Jego pierwsza miłość. Obojgu z Nas brakowało w swoich małżeństwach tego samego - zrozumienia, wsparcia, czuliśmy się wykorzystywani, samotni. Potrzebowaliśmy przytulenia, dobrego słowa, poczucia, że Komuś na Nas zależy. Wszystko rozpoczęło się ponad rok temu - byliśmy przyjaciółmi, którzy mierzyli się z trudnościami własnych związków. W pewnym momencie ja czułam, że zakochałam się, On krótko po mnie - także. Przez rok walczyliśmy o bycie razem. Ja z początkiem roku podjęłam decyzję o rozwodzie, ale to On pierwszy złożył swój pozew. Jednak od kwietnia kilkukrotnie wycofywał się ze względu na dzieci - wiedział, że Jego żona jest niewydolna wychowawczo, swoją postawą przez lata nauczył ją bezradności. Kochaliśmy się, tak bardzo się kochaliśmy - wciąż powtarzaliśmy sobie, że to nie był przypadek, że pojawiliśmy się w swoim życiu. Mieliśmy plany. Cały czas jednak walka toczyła się o dzieci. W sierpniu na 2 dni przed rozprawą, On oświadczył mi, że wraca do niej, bo dobro dzieci jest dla Niego najważniejsze. Ostatecznie nie wrócił, trwał przy mnie. Rozwodu nie dostał, bo żona nie chciała się odciąć od "bankomatu". Ja swoją sprawę (pierwszą) mam za kilka dni.
Przez cały ten okres poznałam Jego Rodzinę, która mnie zaakceptowała - jej nie trawią, bo wiedzą ile krzywdy wyrządza Jemu, dzieciom i ludziom. Od kilku dni mój Kochany dziwnie się zachowywał, czułam, że znów jest niepewny, więc zaproponowałam przerwę, żeby zobaczył kogo tak naprawdę Mu brakuje. Jeszcze w poniedziałek rano powiedział mi, że mnie kocha, tulił jak zawsze, mówił, że będę z Nim szczęśliwa, że On jest ze mną bardzo szczęśliwy. Wciąż powtarzał, że w końcu poznał miłość swojego życia. Ją traktował jak matkę swoich dzieci - kobieta jest niestety bardzo dominująca, agresywna i osaczająca. Przez ten rok nie pozwalał na to, by odszedł
Wczoraj po 2 dniach ciszy przyjechał - "podjąłem ostateczną decyzję, chcę ratować swoje małżeństwo, oboje zbłądziliśmy, Ty też ratuj swoje". Trudno mi ratować małżeństwo, gdy nie kocham męża. Nie rozwodzę się dla "Tamtego" - Mojego Słonka, rozwodzę się, bo wiem, że z mężem nic nie zbudujemy. Decyzja o ślubie była pochopna. Z "Tym" Człowiekiem tworzyliśmy idealną całość. Mieliśmy dogadaną kwestię Jego dzieci i wszelkie kontakty. Mieliśmy być razem. Przez ten rok, każdy dzień był najpiękniejszym dniem mojego życia - razem tworzyliśmy to życie. Tak bardzo czekaliśmy na moment, aż będzie można zacząć żyć normalnie, nie ukrywać się...
Usłyszałam wczoraj: "gdybym Cię kochał to był został", "nie byłbym z Tobą szczęśliwy, bo wiem, że moje dzieci by nie były", ale z drugiej strony wiem, że "nie wiem co do niej czuję, nie wiem czy będę z nią szczęśliwy". "Jeśli nam się nie uda, to będzie moja kara, do końca życia będę ją ponosił".On wczoraj wprowadził się z powrotem do domu, bo 6 miesiącach mieszkania w innym miejscu. Nie potrafię zrozumieć, jak jeszcze w poniedziałek rano budzi się obok mnie szczęśliwy, a wczoraj mówi mi tak wiele przykrych słów: "pozwól mi odejść, uszanuj moją decyzję"... Przez rok walczyłam, każdego dnia walczyłam, abyśmy mogli stworzyć nowy lepszy dom, dla siebie i za jakiś czas, dla Jego dzieci.
Powiedzcie mi czy Ktoś kto podejmuje decyzję o odejściu tęskni... za tym co było?? Czy gdy wraca i staje na przeciwko innej osoby, widzi tę poprzednią, z którą łączyło Go tak wiele. Wiele razy mi mówił, że przez ten rok dostał tyle miłości i czułości, której nie miał przez 14 lat.
Sam mi wczoraj powiedział, że to ja Go nauczyłam kochać, że nie będzie potrafił przytulać jej tak jak mnie, bo nigdy tego wobec niej nie robił. To było takie Nasze... Nauczyłam Go tak wiele, a teraz ona to dostanie.
Tak cholernie za Nim tęsknię. Milczę, bo szanuję Jego decyzję, ale nie jestem w stanie funkcjonować. Wzięłam urlop, by nie widzieć się z Nim w pracy, ale w poniedziałek będę musiała się z tym zmierzyć. I przeraża mnie myśl, że zobaczę Go szczęśliwego... że ten czas ze mną był kłamstwem, że ja byłam tylko wypełniaczem Jego czasu, kompromisem. Nie potrafię pojąć, że byliśmy tak blisko finiszu... tak niewiele brakowało do końca, a On się wycofał w tak ważnym momencie, w którym to ja muszę przetrwać sądową batalię.
Proszę ukoicie moje serce - czy Ci którzy odchodzą mimo wszystko tęsknią czy potrafią wyrzucić człowieka z pamięci...
Jestem sama jak palec, nikt w rodzinie u mnie nie wie. Wczoraj po roku powiedziałam prawdę koleżance, bo już nie mogłam tego znieść, co rozsadzało mi serce i głowę. Jak spojrzeć Mu w poniedziałek w oczy, jak znieść jej zapach na Nim... jak podnieść się znów.
Wykorzystywani, samotni, nikt nas nie tulił, nikomu na nas nie zależy buuu. Jakie biedne misie. Stop. Przestań, bo zwrócę obiad.
Ukojenia i zrozumienia tu nie znajdziesz. Przynajmniej nie u mnie. Dla mnie bowiem, jesteś (i Twoje Słonko również) moralnym karłem. Śmierdzi od was tchórzostwem na milę. Ty jesteś emocjonalną amebą a twój przypadek zakochania w żonatym jest zwykłym cliché. Nie wmawiaj sobie, że to co miałaś ze Słoneczkiem było takie wyjątkowe. Nie było. Nie używaj zatem słów "tak bardzo się kochaliśmy" jako argumentu, który usprawiedliwiałby wasze dziadowskie i okrutne zachowanie.
Ty 2 lata, on 6 lat po ślubie, a więc żaden staż małżeński, a już was swędzą krocza. O tempora o mores. Zapytuję - po jaką cholerę wiązaliście się formalnie z ludźmi, którymi pogardzacie i upokarzacie swoim podłym zachowaniem?
Czy naprawdę tak trudno było najpierw rozwieść się z mężem zanim zaczęłaś kręcić na boku ze "Słoneczkiem"? Czy tak trudno było pomyśleć o jego dzieciach zanim wlazłaś mu do wyra?
Nie odpowiadaj. Ja znam odpowiedź.
Jak widzisz moja wypowiedź jest biegunowo odległa od pocieszania, ale też nie zależy mi za bardzo, by ciebie pocieszać. Twój los jest mi raczej obojętny. Być może taki kubeł pomyj otworzy ci jednak oczy i w swoim przyszłym związku, z kimś wolnego stanu, zbudujesz poprawną relację.
Tymczasem nie pozdrawiam
Tak się kończą romanse,zawsze zostaje smród.Ludzie - jak kogoś nie kochacie,to nie bierzcie z nim ślubu.Ta przysięga ma coś oznaczać do cholery,na dobre i złe,nie opuszczę Cię aż do śmierci,a nie tylko czytam wciąż,nie kocham żony,męża,nie ma wsparcia,nie ma bliskości...zawsze to dziwnym trafem jest u kochanka,kochanki,po jakiego wafla te śluby,naprawdę nie wiem.
A co do tego tematu,moim zdaniem Twój kochanek wrócił do żony,bo się wystraszył konsekwencji rozwodu: ALIMENTÓW - tak,tak,to potrafi skutecznie odebrać ochotę na budowanie "nowego gniazdka",ograniczenia widzeń z dziećmi (dzieci kocha się najbardziej zawsze) i pewnie żona nie jest aż tak straszna dla Niego,jak Ci się pierwotnie wydawało.Wybaczyła Mu zdradę,bo faceci nie muszą łączyć seksu z miłością,wytoczyła "mocne działa" na ten front walki z Tobą i wygrała walkę o swoje małżeństwo,przyznaję,że zadziałała racjonalnie i z "jajem",duży szacun.A Ty co zrobisz,odejdziesz od męża i zostaniesz sama,i wcale Cię nie żałuję,z resztą Twojego kochanka również.Jak coś nam nie pasi w małżeństwie,to o to walczymy,próbujemy je naprawiać,a jak się nie da,to odchodzimy,a nie zdradzamy Kochana,nie zdradzamy...Twój kochanek na pewno Cię nie kocha skoro wrócił do żony,powinnaś była rozważyć taką opcję decydując się na romans,a nie wierzyć w "pierdoły" o miłości żonatego faceta do kochanki.
8 2015-09-17 15:34:18 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:04:31)
.
9 2015-09-17 15:36:29 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-17 15:36:42)
(at) Doom
Zgadzam się z Twoją analizą w 100%
Scarlett_k napisał/a:Postanowiłam napisać, bo inaczej zwariuję. Moja historia jest zawikłana i... chyba muszę gdzieś napisać prawdę żeby nie eksplodować.
Pracujemy razem od lat, ja jestem mężatką, On też ma żonę i 2 dzieci. Mąż pracuje w tej samej firmie. Jestem 2 lata po ślubie, On - 6, ale ze swoją żoną znają się od 14 lat - Jego pierwsza miłość. Obojgu z Nas brakowało w swoich małżeństwach tego samego - zrozumienia, wsparcia, czuliśmy się wykorzystywani, samotni. Potrzebowaliśmy przytulenia, dobrego słowa, poczucia, że Komuś na Nas zależy. Wszystko rozpoczęło się ponad rok temu - byliśmy przyjaciółmi, którzy mierzyli się z trudnościami własnych związków. W pewnym momencie ja czułam, że zakochałam się, On krótko po mnie - także. Przez rok walczyliśmy o bycie razem. Ja z początkiem roku podjęłam decyzję o rozwodzie, ale to On pierwszy złożył swój pozew. Jednak od kwietnia kilkukrotnie wycofywał się ze względu na dzieci - wiedział, że Jego żona jest niewydolna wychowawczo, swoją postawą przez lata nauczył ją bezradności. Kochaliśmy się, tak bardzo się kochaliśmy - wciąż powtarzaliśmy sobie, że to nie był przypadek, że pojawiliśmy się w swoim życiu. Mieliśmy plany. Cały czas jednak walka toczyła się o dzieci. W sierpniu na 2 dni przed rozprawą, On oświadczył mi, że wraca do niej, bo dobro dzieci jest dla Niego najważniejsze. Ostatecznie nie wrócił, trwał przy mnie. Rozwodu nie dostał, bo żona nie chciała się odciąć od "bankomatu". Ja swoją sprawę (pierwszą) mam za kilka dni.
Przez cały ten okres poznałam Jego Rodzinę, która mnie zaakceptowała - jej nie trawią, bo wiedzą ile krzywdy wyrządza Jemu, dzieciom i ludziom. Od kilku dni mój Kochany dziwnie się zachowywał, czułam, że znów jest niepewny, więc zaproponowałam przerwę, żeby zobaczył kogo tak naprawdę Mu brakuje. Jeszcze w poniedziałek rano powiedział mi, że mnie kocha, tulił jak zawsze, mówił, że będę z Nim szczęśliwa, że On jest ze mną bardzo szczęśliwy. Wciąż powtarzał, że w końcu poznał miłość swojego życia. Ją traktował jak matkę swoich dzieci - kobieta jest niestety bardzo dominująca, agresywna i osaczająca. Przez ten rok nie pozwalał na to, by odszedł
Wczoraj po 2 dniach ciszy przyjechał - "podjąłem ostateczną decyzję, chcę ratować swoje małżeństwo, oboje zbłądziliśmy, Ty też ratuj swoje". Trudno mi ratować małżeństwo, gdy nie kocham męża. Nie rozwodzę się dla "Tamtego" - Mojego Słonka, rozwodzę się, bo wiem, że z mężem nic nie zbudujemy. Decyzja o ślubie była pochopna. Z "Tym" Człowiekiem tworzyliśmy idealną całość. Mieliśmy dogadaną kwestię Jego dzieci i wszelkie kontakty. Mieliśmy być razem. Przez ten rok, każdy dzień był najpiękniejszym dniem mojego życia - razem tworzyliśmy to życie. Tak bardzo czekaliśmy na moment, aż będzie można zacząć żyć normalnie, nie ukrywać się...
Usłyszałam wczoraj: "gdybym Cię kochał to był został", "nie byłbym z Tobą szczęśliwy, bo wiem, że moje dzieci by nie były", ale z drugiej strony wiem, że "nie wiem co do niej czuję, nie wiem czy będę z nią szczęśliwy". "Jeśli nam się nie uda, to będzie moja kara, do końca życia będę ją ponosił".On wczoraj wprowadził się z powrotem do domu, bo 6 miesiącach mieszkania w innym miejscu. Nie potrafię zrozumieć, jak jeszcze w poniedziałek rano budzi się obok mnie szczęśliwy, a wczoraj mówi mi tak wiele przykrych słów: "pozwól mi odejść, uszanuj moją decyzję"... Przez rok walczyłam, każdego dnia walczyłam, abyśmy mogli stworzyć nowy lepszy dom, dla siebie i za jakiś czas, dla Jego dzieci.
Powiedzcie mi czy Ktoś kto podejmuje decyzję o odejściu tęskni... za tym co było?? Czy gdy wraca i staje na przeciwko innej osoby, widzi tę poprzednią, z którą łączyło Go tak wiele. Wiele razy mi mówił, że przez ten rok dostał tyle miłości i czułości, której nie miał przez 14 lat.
Sam mi wczoraj powiedział, że to ja Go nauczyłam kochać, że nie będzie potrafił przytulać jej tak jak mnie, bo nigdy tego wobec niej nie robił. To było takie Nasze... Nauczyłam Go tak wiele, a teraz ona to dostanie.
Tak cholernie za Nim tęsknię. Milczę, bo szanuję Jego decyzję, ale nie jestem w stanie funkcjonować. Wzięłam urlop, by nie widzieć się z Nim w pracy, ale w poniedziałek będę musiała się z tym zmierzyć. I przeraża mnie myśl, że zobaczę Go szczęśliwego... że ten czas ze mną był kłamstwem, że ja byłam tylko wypełniaczem Jego czasu, kompromisem. Nie potrafię pojąć, że byliśmy tak blisko finiszu... tak niewiele brakowało do końca, a On się wycofał w tak ważnym momencie, w którym to ja muszę przetrwać sądową batalię.
Proszę ukoicie moje serce - czy Ci którzy odchodzą mimo wszystko tęsknią czy potrafią wyrzucić człowieka z pamięci...
Jestem sama jak palec, nikt w rodzinie u mnie nie wie. Wczoraj po roku powiedziałam prawdę koleżance, bo już nie mogłam tego znieść, co rozsadzało mi serce i głowę. Jak spojrzeć Mu w poniedziałek w oczy, jak znieść jej zapach na Nim... jak podnieść się znów.Wykorzystywani, samotni, nikt nas nie tulił, nikomu na nas nie zależy buuu. Jakie biedne misie. Stop. Przestań, bo zwrócę obiad.
Ukojenia i zrozumienia tu nie znajdziesz. Przynajmniej nie u mnie. Dla mnie bowiem, jesteś (i Twoje Słonko również) moralnym karłem. Śmierdzi od was tchórzostwem na milę. Ty jesteś emocjonalną amebą a twój przypadek zakochania w żonatym jest zwykłym cliché. Nie wmawiaj sobie, że to co miałaś ze Słoneczkiem było takie wyjątkowe. Nie było. Nie używaj zatem słów "tak bardzo się kochaliśmy" jako argumentu, który usprawiedliwiałby wasze dziadowskie i okrutne zachowanie.
Ty 2 lata, on 6 lat po ślubie, a więc żaden staż małżeński, a już was swędzą krocza. O tempora o mores. Zapytuję - po jaką cholerę wiązaliście się formalnie z ludźmi, którymi pogardzacie i upokarzacie swoim podłym zachowaniem?
Czy naprawdę tak trudno było najpierw rozwieść się z mężem zanim zaczęłaś kręcić na boku ze "Słoneczkiem"? Czy tak trudno było pomyśleć o jego dzieciach zanim wlazłaś mu do wyra?
Nie odpowiadaj. Ja znam odpowiedź.
Jak widzisz moja wypowiedź jest biegunowo odległa od pocieszania, ale też nie zależy mi za bardzo, by ciebie pocieszać. Twój los jest mi raczej obojętny. Być może taki kubeł pomyj otworzy ci jednak oczy i w swoim przyszłym związku, z kimś wolnego stanu, zbudujesz poprawną relację.
Tymczasem nie pozdrawiam
DOOM BINGO!!
Znajdź sobie kolejne "Słoneczko",które ukoi Twoje serce.Najlepiej gdyby nie był żonaty,a Ty będziesz po rozwodzie.O ile nie "poczujesz wielkiej miłości" do męża,jak już się dowie,że ma rogi i sam będzie chciał Ciebie kopnąć w cztery litery.
A ja absolutnie nie zgadzam się z Waszą krytyką. TO jest życie. Mam na siłę tkwić w nieszczęśliwym małżeństwie? Koniec. Nie kocham go! Chcę odejść i w nosie mam co myślą inni!
Najprawdopodobniej nic między nimi nie będzie, ale to nie znaczy, że ma wracać do męża!
Koleś jest tchórzem! Nie ma swojego mózgu i nie potrafi walczyć o samego siebie. Woli być nieszczęśliwy, przy czym utwierdzać dzieci, że są najszczęśliwszą rodziną na świecie! Obłuda!
Dzieci doskonale wszystko widzą!
12 2015-09-17 15:45:52 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-17 15:46:40)
(at) Pokręcona Owieczka
Ja nie mówię,że nie ma odchodzić od męża,ja mówię,że nie ma go ZDRADZAĆ,czujesz różnicę?
Kochanek wcale nie jest taki bezmózgi i nieszczęśliwy,podjął racjonalną decyzję o powrocie na łono rodziny,gdyby naprawdę KOCHAŁ swoją kochankę,to by się rozwiódł bez względu na wszystko,jestem tego pewien,tym bardziej,że mieszkał z kochanką pół roku,więc zaznał "szczęścia" z nową kobietą.I co? Wcale z Nią taki "szczęśliwy" nie był,pobzykał sobie,przeszło mu i wrócił do żony.Jakie to banalne.
(at) Pokręcona Owieczka
Ja nie mówię,że nie ma odchodzić od męża,ja mówię,że nie ma go ZDRADZAĆ,czujesz różnicę?
Kochanek wcale nie jest taki bezmózgi i nieszczęśliwy,podjął racjonalną decyzję o powrocie na łono rodziny,gdyby naprawdę KOCHAŁ swoją kochankę,to by się rozwiódł bez względu na wszystko,jestem tego pewien,tym bardziej,że mieszkał z kochanką pół roku,więc zaznał "szczęścia" z nową kobietą.I co? Wcale z Nią taki "szczęśliwy" nie był,pobzykał sobie,przeszło mu i wrócił do żony.Jakie to banalne.
Dokładnie, dlatego też uważam, że nic między nimi nie będzie. Ale jeśli ona nic do męża nie czuje - powinna odejść.
A ja absolutnie nie zgadzam się z Waszą krytyką. TO jest życie. Mam na siłę tkwić w nieszczęśliwym małżeństwie? Koniec. Nie kocham go! Chcę odejść i w nosie mam co myślą inni!
Najprawdopodobniej nic między nimi nie będzie, ale to nie znaczy, że ma wracać do męża!
Koleś jest tchórzem! Nie ma swojego mózgu i nie potrafi walczyć o samego siebie. Woli być nieszczęśliwy, przy czym utwierdzać dzieci, że są najszczęśliwszą rodziną na świecie! Obłuda!
Dzieci doskonale wszystko widzą!
Ludzie w życiu kierują się pewnymi zasadami.Może kiedyś nawet o nich słyszałaś...
Nie oszukują,nie kłamią,nie zdradzają,nie ranią...i nie robią jeszcze wielu innych rzeczy osobie z którą są dotychczas...nawet jak coś nie gra.A jeżeli wszystkie drogi ku naprawie zostały wyczerpane,zwyczajnie się rozwodzą.Mają wtedy wolną drogę do układania sobie życia na nowo,bez łatki.
Co do kolesia,to owszem...ma mózg...skorzystał z okazji i tyle.Sprawy poszły zbyt daleko i się wycofał.A może przewartościował,że żona jednak jest lepsza,że tu,oprócz czułych słówek,seksu stulecia i innych bla,bla,bla...rodzina jest najważniejsza?
15 2015-09-17 16:02:38 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:05:04)
.
Scarlett_k,to zmienia tylko tyle,że nawet sobie nie "poseksiliście" porządnie.Mentalnie,i tak męża zdradziłaś.A kochanek być może wrócił do żony sfrustrowany,że mu d... na boku nie dałaś.Był tu już taki przypadek "romansu bez seksu",i facet też wrócił do żony.
Siemanko Doom, SZACUN duży za wypowiedź.
Scarlett ... Twoja sytuacja i wszystko to co piszesz jest tak bardzo typowe, naprawdę.
To wszystko to przewidywalny schemat, bardzo wielu użytkowników tego forum mogłoby Ci teraz dopisać dalszą część Twojej historii - nie mając wcale czarnego kota, ani kryształowej kuli - z Ty po jakimś czasie mogłabyś stwierdzić, że to absolutna prawda i że wszystko jest dokładnie tak ja powiedziano.
Tak się jakoś składa, że seksu nie było... i nie mieszkał ze mną, tylko ze swoimi Rodzicami. Łatwo przypiąć łatkę.
Mój mąż mnie zdradził dużo wcześniej... nie poradzę nic na to, że od czerwca czekam na sprawę rozwodową.
Czy to coś zmienia? Doszło do zdrady emocjonalnej. W mojej ocenie - większy kaliber. Co ci mam napisać? Weszłaś w cudze życie i próbowałaś zbudować szczęście na cudzym nieszczęściu. To też cię "jakoś' klasyfikuje nieprawdaż? Wiesz NAPRAWDĘ jaka jest jego żona? Czy znasz ją tylko z opowieści Słoneczka?
Sama zostałaś zdradzona a sama żyjesz w oparach zdrady. Nigdy nie pojmę...
Powtarzam, to wszystko kwestia METOD. Wy swoje dobraliście miernie.
Ludzie nie rozumieją czym jest związek,a szczególnie małżeństwo.Można by to jeszcze zostawić,te koszty emocjonalne,finansowe "zabaw" dorosłych ludzi w zdrady,powroty i takie tam.Ale szkoda mi tylko jednego: biednych dzieci,które niczemu nie są winne,a takie świnstwa dorosłych odciskają piętno nie tylko na życiu teraźniejszym ich dzieci,ale przede wszystkim na ich przyszłości,i tym jak same (z doświadczenia) będą postrzegać relacje międzyludzkie,i jak (mam nadzieję,że nie) będą je powielać w swoim własnym,dorosłym życiu.Dzieci mi żal.
20 2015-09-17 16:37:17 Ostatnio edytowany przez majkaszpilka (2015-09-17 16:41:07)
Taa..."nie spaliśmy ze sobą"...
Teraz dokładasz cegiełki typy...on też mnie zdradził...no biedna Ty.
EDIT:budzi się koło Ciebie,a ze sobą nie sypiacie?Teraz już wiem dlaczego wykasowałaś swój pierwszy wpis....po co ta ściema,co?
Ło matko z córką,wpisy kasujemy,ile my mamy lat,to jakieś forum dla dla dzieci z "gimbazy" czy co? Ręce opadają...
Szpilku .... bo zawsze lepiej jest być cnotliwą i do tego pokrzywdzoną ![]()
To lepiej pasuje do wizerunku skrzywdzonej kobiety, co to czystość i cześć zachowała.
A niesprawiedliwy los ją doświadczył.
Ot co.
Szpilku .... bo zawsze lepiej jest być cnotliwą i do tego pokrzywdzoną
To lepiej pasuje do wizerunku skrzywdzonej kobiety, co to czystość i cześć zachowała.
A niesprawiedliwy los ją doświadczył.
Ot co.
Taa...gotowa będzie mówić/pisać,że jej słoneczko jest impotentem,a cały związek jest na poziomie kosmicznym.Nie do zrozumienia przez zwykłych, uważnych czytelników.
Fakt...gimbaza.
24 2015-09-17 16:49:31 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:09:25)
.
Daj spokój Scarlett, nie ośmieszaj się proszę.
Dodatkowo ... jak będziesz kłamać, to trudno będzie Ci udzielić rad, czy wsparcia adekwatnych do sytuacji w której naprawdę jesteś.
Jak na razie mamy tylko to, co skłamałaś i co próbujesz kreować.
Przecież macie poniżej cytowany wpis...
Nie trzeba spać koło siebie, żeby spać ze sobą. Można mimo wszystko szanować bliskość fizyczną. Widocznie nie znacie tego.
hahahhahahhaha...a nie mówiłam.
Uprzedzaj Kotek o takich żartach,bo zaplułam lapka ![]()
27 2015-09-17 16:54:56 Ostatnio edytowany przez Scarlett_k (2015-09-17 17:09:01)
.
28 2015-09-17 16:55:43 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-17 16:56:59)
Przecież macie poniżej cytowany wpis...
Nie trzeba spać koło siebie, żeby spać ze sobą. Można mimo wszystko szanować bliskość fizyczną. Widocznie nie znacie tego.
Zaraz,to był ten seks czy nie,bo "gupieję"? Nie,no oczywiście,ja szanuję bliskość fizyczną kobiety którą pragnę,przed i po seksie
No chyba,że przez pół roku jest ta bliskość,ale seksu nie ma,to nie dziwię się Panu Kochankowi ,że sobie poszedł...
Nie było seksu - zadowolony.
Każdy z Nas ma swoją historię, każdy wie, jak ona wygląda, więc zupełnie niepotrzebnie dorabiacie historię do tego, której nie znacie. Tak zdradziłam emocjonalnie-nie przeczę, ale nigdy nikogo tak nie kochałam i na nikim mi tak nie zależało.
Pisząc chciałam tylko wiedzieć czy gdy ludzie odchodzą to brakuje im czegoś... czy jeśli podejmują tak trudną decyzję, to też cierpią.Nie dorabiajcie do tego ideologii, bo nie macie do tego prawa.
Pytasz,odpowiadam: On odszedł bo brakowału mu seksu,czy to była dla niego trudna decyzja,po 6 miesiącach bez seksu,chyba nie była trudna,czy cierpi z tego powodu,nie nie cierpi,ulżyło mu,bo może znowu "zamoczyć" legalnie u żony.
Ok - dziękuję za wyczerpującą informację.
Każdy z Nas ma swoją historię, każdy wie, jak ona wygląda, więc zupełnie niepotrzebnie dorabiacie historię do tego, której nie znacie. Tak zdradziłam emocjonalnie-nie przeczę, ale nigdy nikogo tak nie kochałam i na nikim mi tak nie zależało.
Pisząc chciałam tylko wiedzieć czy gdy ludzie odchodzą to brakuje im czegoś... czy jeśli podejmują tak trudną decyzję, to też cierpią.Nie dorabiajcie do tego ideologii, bo nie macie do tego prawa.
Mamy....to publiczne forum,a Ty dobrowolnie umieściłaś swój wpis.
I jeszcze jedno:
"Nie trzeba spać koło siebie,żeby spać ze sobą"....to bardzo odkrywcze,wiesz.Jeszcze nigdy tak nie robiłam ![]()
Mówię o seksie...takie przyziemne rzeczy,wiesz...ja myślałam,że jednak trzeba.Ale co ja tam wiem...surrealizm to nie moja dziedzina.
33 2015-09-17 17:06:19 Ostatnio edytowany przez bartass72 (2015-09-17 17:07:43)
majka,technicznie,można spać jedno na drugim,i też spać ze sobą
Choć przyznaję,na dłuższą metę może to być męczące ![]()
Miałam na myśli, że można spać koło siebie, a nie spać ze sobą (kochać się) - moje przejęzyczenie.
majka,technicznie,można spać jedno na drugim,i też spać ze sobą
Choć przyznaję,na dłuższą metę może to być męczące
Technicznie tak Bartass,ale ja miałam na względzie to kosmiczne powiązanie...
Miałam na myśli, że można spać koło siebie, a nie spać ze sobą (kochać się) - moje przejęzyczenie.
Można scarlett,byle nie za długo,a na pewno nie przez pół roku
bartass72 napisał/a:majka,technicznie,można spać jedno na drugim,i też spać ze sobą
Choć przyznaję,na dłuższą metę może to być męczące
Technicznie tak Bartass,ale ja miałam na względzie to kosmiczne powiązanie...
Fakt,ja też już zaczynam "odlatywać w kosmos",jak czytam te wszystkie historie ![]()
Autorko,
Nie przypadkowy przyjęłaś nick tak bardzo kojarzący się z tym, co przeminęło z wiatrem.
Po co ci zastanawianie się, czy on zatęskni, czy coś się zmieni, co nim kierowało, itd. itp. ?
On zakończył wasz związek.
Wybrał
Podjął decyzję.
A dlaczego taką?
Może po prostu wybrał kobietę, która nie zdradza, bo przy tobie nie wiadomo, co ci strzeli do głowy za 2 lata. Po co dla takiej rozwalać rodzinę?
Scarlett...bądź jak Scarlett O'Hara.Zastanów się,przeczytaj to co napisałaś a sama dojdziesz do wniosku,że się "zapętlasz".
Ale zrób to dzisiaj...nie tak jak ona.
Póki co, bawcie się ubarwianą historyjką kochani ![]()
Ja spadam...
Bye...
Ok, wszystko już wiem. Dziękuję za szczerość.
Ja jednak myślę, że był inny powód. Tak cierpię i nie jest mi z tym dobrze i też dlatego chcę mimo wszystko zachować się fair i doprowadzić ten rozwód do końca, bo mój mąż nie miał tyle odwagi po swoim skoku w bok. Chcę żeby On ułożył sobie życie z kimś tego wartym i ja też.
Autorko,
Nie przypadkowy przyjęłaś nick tak bardzo kojarzący się z tym, co przeminęło z wiatrem.
Po co ci zastanawianie się, czy on zatęskni, czy coś się zmieni, co nim kierowało, itd. itp. ?
On zakończył wasz związek.
Wybrał
Podjął decyzję.
A dlaczego taką?
Może po prostu wybrał kobietę, która nie zdradza, bo przy tobie nie wiadomo, co ci strzeli do głowy za 2 lata. Po co dla takiej rozwalać rodzinę?
Zmierzch,gwarantuję Ci,że aż takich przemyśleń ten Pan nie miał.Miał za to inne,bardziej przyziemne,kilkadziesiąt cm nad ziemią te przemyślenia się znajdują.Sam zdradził,a zastanawia się nad "czystością" drugiej osoby,no proszę Cię,wyluzuj...decyzja znajduje się w jego spodniach i tam należy szukać rozwiązania tematu.
42 2015-09-17 17:21:05 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-09-17 17:22:25)
zmierzch napisał/a:Autorko,
Nie przypadkowy przyjęłaś nick tak bardzo kojarzący się z tym, co przeminęło z wiatrem.
Po co ci zastanawianie się, czy on zatęskni, czy coś się zmieni, co nim kierowało, itd. itp. ?
On zakończył wasz związek.
Wybrał
Podjął decyzję.
A dlaczego taką?
Może po prostu wybrał kobietę, która nie zdradza, bo przy tobie nie wiadomo, co ci strzeli do głowy za 2 lata. Po co dla takiej rozwalać rodzinę?Zmierzch,gwarantuję Ci,że aż takich przemyśleń ten Pan nie miał.Miał za to inne,bardziej przyziemne,kilkadziesiąt cm nad ziemią te przemyślenia się znajdują.Sam zdradził,a zastanawia się nad "czystością" drugiej osoby,no proszę Cię,wyluzuj...decyzja znajduje się w jego spodniach i tam należy szukać rozwiązania tematu.
Tak szczerze bartass to wierzysz w ten platoniczny związek?
Facet przez pół roku mieszka u rodziców, sypia z kochanką w jednym łóżku i nic.
Albo on ma ....problemy, albo ona jakiś defekt ![]()
bartass72 napisał/a:zmierzch napisał/a:Autorko,
Nie przypadkowy przyjęłaś nick tak bardzo kojarzący się z tym, co przeminęło z wiatrem.
Po co ci zastanawianie się, czy on zatęskni, czy coś się zmieni, co nim kierowało, itd. itp. ?
On zakończył wasz związek.
Wybrał
Podjął decyzję.
A dlaczego taką?
Może po prostu wybrał kobietę, która nie zdradza, bo przy tobie nie wiadomo, co ci strzeli do głowy za 2 lata. Po co dla takiej rozwalać rodzinę?Zmierzch,gwarantuję Ci,że aż takich przemyśleń ten Pan nie miał.Miał za to inne,bardziej przyziemne,kilkadziesiąt cm nad ziemią te przemyślenia się znajdują.Sam zdradził,a zastanawia się nad "czystością" drugiej osoby,no proszę Cię,wyluzuj...decyzja znajduje się w jego spodniach i tam należy szukać rozwiązania tematu.
Tak szczerze bartass to wierzysz w ten platoniczny związek?
Facet przez pół roku mieszka u rodziców, sypia z kochanką w jednym łóżku i nic.
Albo on ma ....problemy, albo ona jakiś defekt
Zmierzch,szczerze,to myślę,że okazyjnie "moczył" u żony tym czasie.Aż żona się "wkur...",zagroziła rozwodem i kazała wracać ciupasem do domu.
hieny sie zbiegly! jest pozywka, slodko smakuje krew w imie moralnosci i zasad;)
autorko- wystawilas sie, w tym kraju winna jest zawsze kobieta, to ona judzi i namawia do zleeegooo, rozbija szczesliwe cudze malzenstwa i swoje, wszyscy inni to aktorzy w jej przedstawieniu- kaplana, wiedzma, czarownica! na stos.
co ciekawe ciagle te same nicki, wciaz nienasycone- malo, malo. rozumiem, ze "slusznie" rozpatruje sie te dobre "sprawy" (o ja nieszczeliwa/wy zmanipulowana przez exa).
a jak ktos zaczyna odpowiadac rzeczowo, probuje cos podpowiedziec, pomoc zobaczyc schemat, nawiazac dialog to zagryza, bo jak mozna bronic "ladacznicy"- tylko wtedy kiedy samemu sie jest "ladacznica". macie czarno-biale zycia, ja nawet chetnie bym sie panom i paniom idealnym z bliska przyjrzala, coby posmakowac tego idealnego czlowieka;)
autorka sie wykasowala, wiec temat umiera- krotka to byla strawa.........................
Kejt,winni są oboje,nie powiedziałem o winie tylko autorki.Ja nie mam czarno-białego życia,sam jestem po rozwodzie,mam swoje problemy,ale uważam,że obiektywnie, na podstawie tego co tu opisano,oceniłem sprawy.Zdrada jest dla mnie złem,zaufanie podstawą związku,dobro dzieci dobrem nadrzędnym.Nie wstydzę się swoich postów,i niczyjej krwi nie pragnę.Chcę tylko pomóc.
kejt 38 coś ci się pomyliło z tymi hienami. Czemu się dziwisz,a co ludzie mają napisać? Oj ty biedna taka i ten twój kochaś też, a ta żona to taka nieudana, jak on może do niej wrócić, jak tu ma taka super idealną kobietę w zamian? Trzeba mieć w życiu jakieś zasady i priorytety, którymi się kierujemy, nie ulegać pierdołom i myśleć głową
Ja z kolei ciekawa jestem jak można być takim nie czarno - białym, pokręconym moralnie człowiekiem, który nie uszanuje ani innych, ani siebie ? I w przeciwieństwie do ciebie, nie mam ochoty kogoś takiego spotkać w życiu, bo już nieraz spotkałam. Nawet mi takich szkoda, bo nie wiedzą co i gdzie ma swoje granice, choćby przyzwoitości jakiejkolwiek.
47 2015-09-17 19:52:30 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-09-17 19:54:13)
A co byś nie miał/a wątpliwości kejt, bo mało rozwinęłam zdanie - hieną można śmiało nazwać właśnie te "nieszczęsne" kochanki, które żerują na cudzym życiu i małżeństwie
a nie osoby, które usiłują zachować jakieś wartości w tym ogłupiałym świecie i bronią je, bronią i bronią gdzie tylko się da, mówią głośno o tym -to nie jest w porządku to co robisz, niszczysz siebie i innych.
Autorka pyta - jak to znieść? No normalnie, żona jakoś musiała to znosić, to i ty dasz radę ![]()
Współczuje i nieoceniam jak chcesz tak zrób-)pozdrawiam znam podobny przypadek wsrod znajomych i skończyło sie u nich srednio-)
O....jaka bezpardonowa krytyka ![]()
No już,już....nie spinaj się tak Kejt.Radzę zmienić wątek,tam gdzie można bronić takie zachowania.Chociaż nie,Ty już mocą swojego autorytetu zdążyłaś go zamknąć...
A i jeszcze jedno...nie ma rzeczowej rozmowy,jak ktoś od początku oszukuje.Ale to akurat chyba norma...
O....jaka bezpardonowa krytyka
No już,już....nie spinaj się tak Kejt.Radzę zmienić wątek,tam gdzie można bronić takie zachowania.Chociaż nie,Ty już mocą swojego autorytetu zdążyłaś go zamknąć...
A i jeszcze jedno...nie ma rzeczowej rozmowy,jak ktoś od początku oszukuje.Ale to akurat chyba norma...
Majka, nawet chyba jeszcze nie wiesz jakie cudowne, błyszczące, lśniące, pociągające i łudzące prawdą struktury można zbudować kłamstwem.
Ale pociesz się: myślę że swoją egzystencję na kłamstwie buduje nie więcej niż 90% populacji.
majkaszpilka napisał/a:O....jaka bezpardonowa krytyka
No już,już....nie spinaj się tak Kejt.Radzę zmienić wątek,tam gdzie można bronić takie zachowania.Chociaż nie,Ty już mocą swojego autorytetu zdążyłaś go zamknąć...
A i jeszcze jedno...nie ma rzeczowej rozmowy,jak ktoś od początku oszukuje.Ale to akurat chyba norma...Majka, nawet chyba jeszcze nie wiesz jakie cudowne, błyszczące, lśniące, pociągające i łudzące prawdą struktury można zbudować kłamstwem.
Ale pociesz się: myślę że swoją egzystencję na kłamstwie buduje nie więcej niż 90% populacji.
Teraz ten mi z procentami tu wyskakuje ![]()
Ja tam buduję swoją egzystencję na prawdzie,czasem jest brzydka i śmierdząca,ale jest moja i szczera.
Ja tam buduję swoją egzystencję na prawdzie,czasem jest brzydka i śmierdząca,ale jest moja i szczera.
I nie komplikuje czegoś,co z reguły jest proste jak budowa cepa.
Standard jeśli chodzi o zdradę. Jest fajnie (tak się wam wydaje), potem jednak przychodzi taki czas, że trzeba podjąć decyzję o byciu razem.
Facet stchórzył, a Ty zostaniesz (zostałaś) sama. Bach! Nie ma małżeństwa, męża, kochanka. Jest samotność.
Dlatego, tak jak moi przedmówcy napisali, nie rozumiem, po co wiązać się z kimś, do kogo się niespecjalnie coś czuje, po co brać ślub?
po drugie w małżeństwie obowiązują jakieś reguły, czasem trzeba ustąpić a czasem iść na kompromis.
Powiem szczerze - z perspektywy lat mogę śmiało powiedzieć, że nie można mieć wszystkiego - miłości, udanego seksu, złotej rączki w osobie męża, śniadania do łożka i obiadu po pracy. Życie to nie bajka:)dlatego teraz cenię to, kogo przy sobie mam, a nie mega przystojną twarz i nieziemski seks...bo to nie wszystko co się liczy.
Kochanek się Tobą pobawił, a potem stwierdził, że jednak zbyt wiele ma do stracenia.
Cóż...
Zacznij żyć na nowo. Jeśli trzeba - zmień pracę. I chyba najważniejsze - przestań się łudzić, że on Cię kiedykolwiek kochał.
Skarlet kolejna glupota z Twojej strony to opisanie swojego zwiazku z kochankiem na forum porzuconych żon i zadanie im pytania jak to znieść ? Nie znajdziesz tu odpowiedzi a jedyna co dostaniesz to fala krytyki i oraz przydomek ladacznicy przez ktora rozpadają się cudowne malzenstwa. Kejt ma racje w swoim poscie ale jest to racja nie do przyjecia przez duzy procent piszacej tu spolecznosci, bo rzuca cien na to ze rozpadowi zwiazku winne sa obie strony.
Zdrada jak grzech grzechem towarzyszy nam odkąd świat swiatem. Stefan Żeromski w swojej powieści Dzieje grzechu opisal jak milosci moze zmienic kobiete i zrobic ze swietej kurwe. Takie rzeczy sie dzieja i dziac będą. Najbardziej co mnie jednak razi to krytyka samych kobiet. To my kobiety kobietom ublizamy tu najbardziej.
Majka wstawilas sobie sliczne zdjecie które pozwala myslec ze jestes subtelna i delikatna kobieta a tym czasem atakujesz wszystkie kobiety ktore zbladzily i uzadzasz sobie z ich tragedii rozrywke na reszte dnia. Udzielasz sie aktywnie i dobrze ale czasem pomysl, ze komus robisz dużą krzywdę. A jesli to wlasnie jest celem Twoich wypowiedzi to zmień nick z Majkaszpilka na Majkakolek co bedzie bardzej uczciwe dla potencjalnych odbiorcow.
56 2015-09-25 13:38:09 Ostatnio edytowany przez edziak (2015-09-25 13:38:38)
Dalej tego nie rozumiem...
Wszystko ok. Było źle w małżeństwie - odchodzisz.
Z reguły jednak każdy woli mieć miękkie lądowanie w postaci faceta już czekającego obok, no bo jak to tak samej zostać... pytanie tylko dlaczego taka osoba nie wybiera osoby wolnej, bez zobowiązań? Dlaczego zaloty kieruje w stronę kogoś żonatego? Zaraz będą głosy że znaleźli w sobie zrozumienie. Ale czy naprawdę tą wspaniałą "wspólnotę dusz i wielką miłość" można zbudować na podobnych problemach małżeńskich, wzajemnym wypłakiwaniu się sobie?! Ja myślę że jednak w życiu są inne tematy dzięki którym druga osoba może stać się interesująca.
Tu nikt nikogo nie piętnuje za to że chce być szczęśliwy.
Krytykuje się to, że budując własne szczęście rujnuje świat kogoś innego.
W tym wypadku, jak zresztą w większości, są przecież jeszcze dzieci. A ona się tu ustawia już jako ich zastępcza mama...? Nie za szybko?
Inna sprawa, może taki kubeł zimnej wody tu na forum da koleżance Scarlet do myślenia że jednak moje postępowanie nie było w porządku. Skoro wszystko to takie wzniosłe i wspaniałe, dlaczego nie powiedziała o tym nikomu, dopiero teraz jednej koleżance? Może coś jej tam świtało że kogoś krzywdzi. Może trzeba było się wycofać, jeśli jego małżeństwo było w rozsypce to faktycznie potem by się związali. Ale nie. Teraz, już. Bo ja jestem najważniejsza i moja miłość.
Ja z kolei - Kejt38 i Takata - dziwię się, że są kobiety które takim zachowaniom przyklaskują.