Cześć Nie wiem czy to dobry dział. W sumie to chcę się wygadać. Od ponad roku może i więcej nic się u mnie nie układa. Najpierw choroba taty i opieka nad nim bo resztę rodziny to przerosło patrzenie jak z dnia na dzień gaśnie i ta bezsilność że ja nic nie mogę zrobić później pogrzeb. Ok, rozumiem że tak musiało być i myślę że powoli to znoszę. Nie mogę porozumieć się z bliższą rodziną, pomagam a później i tak są pretensje że zrobiłam za mało. Znajomi mnie wykorzystują a ja dopiero nie dawno się zorientowałam. Chłopak mnie nie docenia robię dla niego wszystko co mogę ale on twierdzi że i tak to co ja robię to jest nic byłam przy nim w każdej trudnej chwili i muszę przyznać że on też mi pomagał w trudnych momentach, ale ciągle powtarza że i tak nie zrobiłam dla niego tyle co on dla mnie a ja uważam że to nie prawda. Wypomina mi sporo błahych rzeczy ciągle się kłócimy. W szkole też nie jest świetnie. i przez to wszystko czuję się jakoś samotnie czuję pustkę i tylko się modlę żeby poczuć się lepiej by choroba tak nie przeszkadzała.
To jest cenne, że jesteś uczynną osobą, ale chyba za bardzo dajesz się wykorzystywać. Na pierwszym miejscu postaw własne sprawy, a jeśli możesz to pomagaj tylko tym, którzy sami są uczynni. Naucz się odmawiać gdy masz do tego powody. Wtedy będziesz miała czas przyłożyć się do lekcji. O jakiej chorobie piszesz?
Mała bohaterka...
Nic nie przeroslo.zdalas egzamin na piec...
Juz wiesz co to ból i śmierć pora na miłość i radość.będziesz miała swoja rodzinę kiedyś życzę ci dużo miłości.
Pozdrawiam