Witajcie. Przeżywam ostatnio najgorsze chwile mojego życie. 4 lata temu poznałem miłość mojego życia. Zapoznaliśmy się w dość typowy sposób bo na sylwestra u znajomych. Od razu zaciekawiła mnie swoja osoba i tak zaczęła się nasza przygoda. Na początku nie wiedziała jeszcze że pracuje za granicą ale zaczęliśmy ze sobą pisać. Każda wiadomość przeradzała się w listy które układaliśmy przez cały dzień na wieczór bo tylko wtedy mogliśmy ze sobą pisać. Byliśmy tak siebie spragnieni że zostawiłem pracę za granicą po 4 miesiącach i wróciłem do kraju tak żeby być tuż obok niej. wtedy nasz miłość eksplodowała. Co dzień spędzaliśmy ze sobą tyle czasu ile mogliśmy i nie umieliśmy się ze sobą rozstać. Robiliśmy dosłownie wszystko, spacery, rozmawianie do późnej godziny na każdy temat, wspólne śmianie i wygłupianie. Po prostu chcieliśmy być tylko ze sobą cały czas. Na początku nie miałem jeszcze prawa jazdy wiec przyjeżdżałem czym tylko się dało autobusem, kolega który mnie podwoził, taxi. odległość była niewielka bo to zaledwie 24km a Asia uczyła się w moim mieście. Zawsze po szkole jechałem do niej na rowerze i byliśmy ze sobą tak długo aż autobus nie przyjechał a ona musiała pojechać. Chwile kiedy nie mogliśmy być razem wypełnialiśmy pisaniem sms-ów cały czas, nawet w nocy kiedy się na chwilę przebudziłem ok 3.00 potrafiliśmy wysłać do siebie sms kocham cię równocześnie. Ja starałem się ze wszystkich sił żeby czuła się zawsze doceniona i kupowałem jej nawet taki drobiazg jak chupa-chups żeby się uśmiechnęła, kwiaty czy inne rzeczy które wiem że lubi a ona robiła tak samo dla mnie, zwykłe proste czyny sprawiały że nasza miłość się umacniała. Byliśmy tak bardzo szczęśliwi ze sobą że nie widzieliśmy świata. Oczywiście zdarzały się między nami jakieś sprzeczki bo nie zgadzaliśmy się na jakiś temat, Asia miała swoje zdanie i ja w większości się z nim zgadzałem to wtedy było najlepiej ale nie ze wszystkim się tak zgrywaliśmy bo jak nie wiedziałem czegoś to ją strasznie irytowało to że nie mam swojego zdania, a jak miałem całkiem inne to było źle bo nie myślę tak jak ona. Czasami czepiała się o byle co np: że założyłem dresy raz w miesiącu dla własnej wygody to już jej się nie spodobało i strzelała mi fochy po parę godzin że jak ja tam mogłem. Na początku starałem się to zrozumieć i czasami przymykałem oko bo skoro jej to przeszkadza to czemu miał bym tak robić, chciałem dla niej jak najlepiej i chciałem jej pokazać że dla mnie to nic takiego zrezygnować z tych rzeczy tak żeby ona czuła się szczęśliwa. Z czasem zaczęła tłumaczyć że ma takie fochy tylko wtedy kiedy jest przed okresem 4 dni i nie panuje nad sobą. Starałem się te chwile wytrzymać bo czego nie robi facet który kocha swoją kobietę. Większość czasu była fantastyczna i przeżyłem z nią takie chwile o których nie sposób za pomieć. Kupiłem samochód i zaczęły się nasze wyjazdy co tydzień starałem się wymyślić dla niej coś nowego a to kino, basen, masaże, wycieczki w góry, co tydzień restauracje itp itd poświęcałem wszystko i nie oszczędzałem na niczym ale też robiliśmy takie zwykłe rzeczy jak leżenie przed tv przytuleni i w milczeniu wpatrzeni na siebie, spacery po lesie itd. Po roku wyjechałem za granicę ale ze względu na nią tylko na 10 tyg gdzie przyjechała w środku na 2 tygodnie do mnie żeby jakoś tą rozłąkę załagodzić. To był straszny czas kiedy nie byliśmy ze sobą ciągłą tęsknota, pisanie sms-ów i siedzenie na skype, płakała tak mocno jak od jeżdźałem, myślałem że mi serce rozerwie ale daliśmy sobie z tym radę i obiecałem jej że już nigdy nie pojadę. I tak mijał nam czas ze sobą cały czas były małe kłótnie ale myślałem że to normalne że nie zerwę kwiatów z pola tylko kupie w kwiaciarni, że jadę po śniadanie do mc rano kiedy jeszcze śpi a nie zrobię jej itp zaczęło mnie to wszystko irytować bo ja dla niej robiłem wszystko i starałem się a jej zawsze coś nie pasowało. W następne wakacje pojechała do pracy nad morze nic mi nie mówiąc wcześniej i nie pytając się mnie ale oczywiście się zgodziłem jak mi powiedziała i chciałem być wyrozumiały. Ja w tym momencie pojechałem do Francji na parę tygodni ale już było inaczej bo pracowała i nie miała czasu a to była zmęczona i gdzieś z koleżankami wychodziła tak że nie miała dla mnie czasu, źle mi z tym było ale dałem radę a ona myślała że wszystko robi dobrze i jest w porządku. Po tych paru tygodniach kiedy już znowu byliśmy razem powiedziałem jej to jak bardzo mnie to bolało i rozmawialiśmy a ja jej wybaczyłem bo każdy może czasami się zagubić i popełnić błędy. To były sporadyczne sytuacje kiedy mieliśmy problem bo większość to były fochy o nic ale w jej mniemaniu bardzo ważne. Jeśli miał bym porównać to określił bym 80dobrze 20 źle w skali do 100. Tylko że ja mam taki charakter że o tych złych rzeczach zapominam i przebaczam a Asia nie potrafi i trzyma to w sobie nawet najmniejsze sprawy. Sprawy zaczęły się zmieniać kiedy Asia pojechała na studia i już nie byliśmy ze sobą 24/7 tylko starałem się przyjeżdżać 4 dni w tygodniu bo każdy z nas miał jakieś obowiązki a to praca a to szkoła i to wydawało mi się normalne. Asia zobaczyła inny świat i chciała zacząć imprezować z koleżankami i ja się na to godziłem ale myślałem że będzie na tyle rozsądna i będzie wiedzieć że nie należy nie których rzeczy robić ale ona zaczęła chodzić na dyskoteki co tydzień i myślała że jest w porządku. Dla mnie najważniejsza jest zawsze rozmowa w związku i dochodzenie do porozumienia, zrozumienia i czasami chodzenia na kompromis. Ja nie mówię że jestem bez skazy i nie zawsze wszystko robię dobrze bo każdy może popełnić błąd. Nigdy nie zdradziłem jej ani nie pisałem z innymi dziewczynami ale przez pewien czas oglądałem zdjęcia innych dziewczyn a Asia to zobaczyła bo w pewien dzień weszła na mojego fb. Powiedziała mi to a ja się nie przyznałem od razu bo było mi strasznie głupio z tego powodu a do tego rozładował mi się tel i cały dzień prawie nie pisaliśmy. Na następny dzień jakoś zbytnio się do siebie nie odzywaliśmy i była dziwna atmosfera ale zadzwoniłem do niej żeby się spotkać i porozmawiać, tak też zrobiliśmy, spotkaliśmy się i przeprosiłem ją i sobie wytłumaczyliśmy że nie będę tak robił bo to do niczego mi nie potrzebne a jeśli jej to przeszkadza to ok. Wybaczyła mi choć myślę że to jest za duże słowo do taj sytuacji. Znowu było wszystko dobrze między nami aż pewnego dnia poprosiła mnie o naprawienie kranu a ja powiedziałem że pewnie tylko niech mi prześle zdjęcie żebym wiedział jak to naprawić i wtedy ona zaczęła się wściekać i na mnie krzyczeć. Chciała się spotkać i powiedziała że musi teraz to wszystko przemyśleć bo za dużo jest problemów nierozwiązanych, było mi strasznie źle przez ten czas bo nie rozmawialiśmy 2 tyg a kiedy się spotkaliśmy już nie było tak samo. nie starała się i nie było już tak jak wcześniej. chociaż mówiła że kocha i że jestem jedyny i jest jej cudownie, tylko że ja widziałem że coś jest nie tak bo nie pisała do mnie tak sms-ów ani nie miała mnie na tap w tel. Byliśmy tak ze sobą jeszcze przez pół roku ale ona już się nie starała i coraz bardziej się oddalała. Kiedy zaczęła pracować po raz kolejny nad morzem przyjeżdżałem do niej w każdy weekend i cały czas spędzaliśmy ze sobą a ja na nią czekałem kiedy była w pracy, nie mogłem nawet rozmawiać nad morzem z żadna dziewczyną chyba że według niej była brzydsza od niej to tak ale jeśli ładniejsza to już nie i ja to szanowałem chociaż strasznie to było dziwne. Kiedy skończyła pracę nad morzem nie pisała już prawie w ogóle i napisała mi że ona nie wie czego chce, że nie wie czy chce być ze mną, że ona jest jeszcze młoda i chce się bawić, jest miedzy nami różnica 8lat ale zawsze robiłem wszystko żebyśmy się nigdy nie nudzili i co chwila robili nowe rzeczy. Zapytałem się czy mnie kocha i czy chce być ze mną to powiedziała że już nie. Choć jeszcze tydzień wcześniej chciała zamieszkać razem tzn to było takie ultimatum bo powiedziała że ona nie chce związku na odległość. Wcześniej sobie ustaliliśmy że zamieszkamy za rok jak skończy studia i zacznie pracować to będziemy mieli łatwiej bo ja bym musiał rzucić pracę i szukać nowej a sam bym nas od razu nie utrzymał a ona tego nie rozumiała że nie da się tego tak od razu zrobić tylko na spokojnie. Wtedy zaczęła mówić że nie chcę z nią zamieszkać że nie chcę się z domu wyprowadzić bo mam za dobrze. Na koniec mi powiedziała że za dużo jest rzeczy które zamietliśmy pod dywan, związanych z kwiatami, restauracjami, śniadaniami itp i że nie których rzeczy nie może mi wybaczyć jak np oglądanie zdjeć innych dziewczyn i się nie przyznanie od razu. Tak wiec zakończyła związek który trwał 4 lata przez problemy które nie wiem jak nazwać bo dla mnie to nie były problemy... i wszystko to co mówiła że mnie kocha nad życie że jestem jedyny, nawet nie mogłem do domu jechać bo zawsze chciała być ze mną, zostało przekreślone tak że nie wiem co z tego było prawdą a co nie. Czuje jedynie smutek i ból... To wszystko jest opisane w bardzo dużym skrócie...
/.../ To wszystko jest opisane w bardzo dużym skrócie...
A może podziel to akapitami, łatwiej będzie czytać... a potem zacznij czytać http://www.netkobiety.pl/t67911.html
Zwracaj szczególną uwagę na wpisy Elle88, thepas i zyczliwego...
3 2015-09-04 08:53:36 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-09-04 20:12:22)
.
4 2015-09-04 08:54:55 Ostatnio edytowany przez Lasolitude (2015-09-04 08:55:57)
Wiem jak sie czujesz, ale po tym jak opisales te relacje, nie masz nad czym plakac. Nie byla ani nie jest ciebie warta.
Moja ex tez sie zmienila na studiach, wybrala kolezanki i kolegow (z jednym mnie zdradzila) a byla tak we mnie zakochana ,ze swiata nie widziala (pozniej role sie odwrocily).
Na powrot sie juz nie zgodzilem mimo, ze cholernie chcialem i nadal mnie to boli, ale duzo mniej.
Potrzebujesz czasu, niedlugo spojrzysz na to z innej perspektywy i uznasz to za wartosciowa lekcje zycia. Nie rozpaczaj i nie wspominaj.
Trzymaj sie!