Joł.
Ostatnio tak sobie rozkminiam, czy macie może jakieś zdanie na temat dziewczyn, które ciągle nawijają o swoim chłopaku? Nawet o najmniejszej bzdurze, że dostał piątkę, czy nawet że pierdnął, a gadają o tym z taką ekscytacją, że nie wiem. Przykładów trafia mi się ostatnio zaskakująco wiele, zwłaszcza w postaci mojej kuzynki. Przeszkadza wam to, uważacie że to ok że ciągle wychwalają i podkreślają jakiego to zajebistego chłopaka mają (choć w rzeczywistości koleś wcale nie musi taki być), czy po prostu przymykacie na to oko? Dla mnie dziewczyna, która nawija ciągle co u jej chłopaka się dzieje to dziewczyna bez pasji. Wolę by pogadała o jakichś swoich dokonaniach, podzieliła się przemyśleniami, podyskutowała na jakiś temat, a nie gadała o kimś, kto tak naprawdę większość mało obchodzi. Zauważyłem, że to się tyczy głównie dziewczyn bo w męskim gronie raczej nie ma takich ludzi, którzy chwalą się, czego to jego dziewczyna nie zrobiła. Ba, nawet powiedziałbym, że pod tym względem większość jest nieprawdopodobnie skromna (jeden kumpel ma dziewczynę naprawdę super laskę, a ostatnio jak wkręciła się do modelingu to dowiedzieliśmy się dopiero z trzecich źródeł, on potem to tak potwierdził jakby nie chciał nawet o tym mówić, choć widać było, że zadowolony). Może wynika to z tego że my, faceci, mamy więcej pasji i nie żyjemy pierdołami? Nie że chcę też tutaj toczyć jakąś szowinistyczną wojenkę czy coś, ale tak wynika z moich obserwacji, czy widzicie to podobnie?
Mnie denerwuje zwłaszcza moja kuzynka, która ciśnie po moim kuzynie że jest lamusem i czarną owcą w rodzinie (dosłownie!) bo jest nieśmiały i mało imprezowy (nie że kompletnie, czasem imprezuje, ale też można fajnie z nim pogadać), a sama gada o swoim chłopaku który jest leszczem nielubiącym sportów, lekko zalany szpaner którego wśród kumpli mało kto lubi bo jest lizusem.