Cześć
Pisze, bo potrzebuje się wygadać i usłyszeć, co na ten temat sądzą osoby bezstronne. Otóż z 1,5 m-c temu rozstałam sie z chłopakiem, nie byliśmy długo parą, bo pół roku. Poznaliśmy się przypadkiem, on się mną zauroczył, czułam się fantastycznie wciąż adorowana. Spotykaliśmy się średnio co 2 tygodnie ze względu na odległość, która dzieliła nasze miasta. Wszystko szło tak, jak powinno, jak sobie sama w swojej główce poukładałam, aż zaczęłam się bać, że to za szybko, że to mi się śni wszystko i pewnego dnia się obudze i koniec. Wyjaśniłam z nim na początku także kwestie tego, że na sex nie jestem gotowa, bo szukam poważnego związku i wg mnie nie od tej strony sie go zaczyna. Powiedział, ze rozumie i sznauje moje granice, że jest mu dobrze za mną i interesuje go taka, jaka jestem. Pomyślałam - niemożliwe. Zaangażowałam się w nasz związek, bo widziałam, że mu zależy, on mi się podobał i świetnie się dogadywaliśmy. Mieliśmy kilka intymnych sytuacji, ale zawsze się powstrzymywał, kiedy nie chciałam brnąć dalej. Uwielbiał imprezy ze znajomymi i na wszystkie z nim chodziłam. Wszystko sie ukłądało poza odległością, która nie chciała sie zmniejszyć, a mogła sie powiększyć przez jego wyjazd z miasta, gdzie mieszkał do innego na kolejny etap studiów. Teraz było to tylko 100km na tle drugiego końca Polski. Jakiś miesiąc przed rozstaniem wyjechał na tydzień do Niemiec z uczelni z kilkoma osobami z roku na zajęcia, by dowiedzieć sie czegoś więcej. Jak tam był zapomniał o mnie od razu. Nie zawdzwonił, jak obiecał, że dotarł na miejsce, przez pare dni w ogóle nie mieliśmy kontaktu. Martwiłam się i płakałam, bo czułam, ze coś się zmieniło. Napisałam mu widomość na fb, odpisał przepraszając. Później dzwoniliśmy do siebie codziennie, ale rozmowy były krótkie i nie tak jak wcześniej, że nie mogliśmy sie rozstać. Wrócił. Niby zachowywał się podobnie, ale czułam, ze sie oddala. Nie wiem, co się stało do dziś, powiedział mi, że nie czuje zaangażowania ze swojej strony i że chce żebyśmy dali sobie więcej czasu razem w ciągu wakacji, które były za pasem, obiecał. Dwa tygodnie później powiedział, ze on już nie chce tworzyć ze mną zwiazku i ze to dla niego nie ma sensu. Że na początku myślał, ze jestem dla niego stworzona, że coś do mnie czuł, ale teraz już nic nie ma. Chciał utrzymać kontakt na stopie koleżeńskiej. Powiedział jeszcze bardzo dużo, a każde słowo było jak sztylet wbijany w moje biedne zapłakane serduszko. Byłam w nim zakochana, a jemu się odwidziało. Stało sie to, czego sie bałam. Przez tydzień nie odbierałam jego telefonów, po dwóch rozmawialiśmy przez telefon, po czterech sie spotkaliśmy. Nie czułam już żalu ani gniewu. Zastanawiałam się, po co to wszystko było? Tłumaczyłam sobie, że zachciało mu się wolności, imprez i ruchania. W końcu były już wakacje. Mieliśmy każde z nas po weselu, u mojej kumpeli i u jego kumpla. Powiedziałam mu, że moje zaproszenie jest aktualne, jako kolega może iść ze mną. Zgodził się.
I tutaj po "krótkim wstępie"
naszły mnie wątpliwości prawie tydzień przed tym weselem, czy to był dobry pomysł? Bo ja nie wiem, czy coś do niego jeszcze czuje, czy juz zupełnie mam go gdzieś po tym wszystkim. Za dużo o tym wszystkim myślę i już mam taki bajzel, że potrzebowałam sie wygadać, co Wy sądzicie na ten temat? Już się nie wycofie, ale moze ktoś powie coś, co mnie uspokoi choć trochę.