Witam Was Dziewczyny bardzo serdecznie, czytając Wasze posty to po części jakbym patrzyła na swoje życie. Małżeństwo, któremu się poświęcałam legło w gruzach.
Po krótce opiszę wam swoją sytuację...
Mam 27 lat za sobą 4 lata małżeństwa i 2,5 letnią córeczkę, którą kocham nad życie i tutaj pojawia się problem KOCHAM TYLKO JĄ
Mój mąż jest moim pierwszym mężczyzną. Związałam się z nim mając 16 lat. Moja sytuacja rodzinna nie była łatwa, więc przy nim trochę odreagowałam. Jest ode mnie o 7 lat starszy. Wtedy zaczynałam szkołę średnią nie wiedziałam jak do końca może wyglądać życie. Uważałam, że kocham go na zabój. Byłam o niego cholernie zazdrosna. Miałam klapki na oczach, zapomniałam o koleżankach, o wspólnych z nimi wyjściach. Liczył się tylko "ON". Wszystko dla niego. Po 2 latach zamieszkaliśmy razem i tak jest do teraz. Rodzinie oddałam się całkowicie. Starałam się być idealną dla niego kobietą a później żoną. Pranie, sprzątanie, gotowanie miał wszystko co chciał. On pracował, miał czas na hobby od czasu do czasu wyjazdy z kolegami. Po ukończeniu szkoły znalazłam pracę. Najpierw pierwszą, potem drugą. Dorosłość pokazała mi zupełnie co innego. Nie kocham swojego męża. Nie ma on ambicji. Wydaje mi się, że gdy ja nie będę ambitna i nie będę do czegoś dążyła to on nie przyłoży do tego rąk. Mój mąż ma problemy z prawem więc na "wspólną" przyszłość nie mam co liczyć. Wszystko musi być tylko i wyłącznie na mnie. A boję się tego podjąć bo wiem, że jak on straci pracę będzie wszystko na mojej głowie. A od niego mogę tylko i wyłącznie liczyć na słowa typu"skąd mam wziąć"
Kiedy urodziła się nasza córeczka zostałam sama on uciekał z domu koledzy, jazda na motorze, alkohol.. Ja straciłam pracę on również nie pracował. Z tym wszystkim zostałam tak naprawdę sama. Najlepiej chciał abym znalazłam pracę i sobie i jemu. Liczył tylko i wyłącznie na pracę tzw. "na czarno", liczył jak ktoś będziemy mu przynosił pieniądze na tacy. Po dobrze płatnej pracy musiałam cofnąć się o krok. Zdecydowałam się podjąć staż, dzięki niemu zostałam zatrudniona. Mój mąż siedział z dzieckiem w domu do chwili kiedy moja siostra nie zaproponowała mu pracy. Rodzina widziała, że on w tym kierunku nie stara się nic zrobić. Otworzył własną działalność, która w tym miesiącu została zawieszona. Nie ma pomysłu na siebie.
Na początku mojego małżeństwa za nim zaszłam w ciąże poznałam mężczyznę, który pokazał mi jak może czuć się kobieta, która prawdziwe jest kochana, docenia itp. lecz zrezygnowałam z tego szczęścia ponieważ uważałam, że wyszłam za mąż nie po to żeby się rozstawać tylko po to żeby kochać i walczyć o szczęście. Wychodząc za mąż zrobiłam to bo myślałam, że będzie lepiej, urodzenie dziecka też się z tym wiązało. Miałam wrażenie, że moje małżeństwo się zmieni, że mój mąż zrozumie, że dla tego małżeństwa jestem w stanie zrobić wszystko. Nie docenił tego, nie starała się nic z tym zrobić. Moje rozmowy z nim, płacz, awantury do niczego nie zmierzały. Zmiany było na tydzień i później wszystko wracało do normy.
Na początku tego roku postanowiłam powiedzieć mu że go nie kocham, że nie widzę z nim wspólnej przyszłości. Że sama z dzieckiem sobie lepiej poradzę niż z nim. W chwili obecnej nie mieszka, ale "stara się" się to jakoś naprawić. Wydzwania do znajomych, rodziny ale na mnie to nie działa, wręcz przeciwnie. Bez niego jest mi lepiej.
Proszę dziewczyny, które były w podobnej sytuacji, co zrobić, jak żyć, on chce wrócić, to jest jego mieszkanie, a ja nie chce z nim być. Zrobił mi w życiu za dużo przykrości a jego walka od 2 miesięcy niestety nie jest w stanie tego zniwelować!
Mój mąż wrócił wczoraj do domu po 1,5 tygodnia nieobecności. Nie poznaje tego człowieka, jest dla mnie jak obcy. Robił wszystko po złości, najpierw głośna muzyka, a później próbował doprowadzić mnie do szału jeżeli chodzi o naszą córeczkę Twierdzi, że to jest dla niej oaza spokoju, ale jaka skoro on swoim zachowaniem mnie prowokuje.
Dziewczyny również Ws proszę o pomoc !!! Czuję, że zostałam z tym wszystkim sama on jeździ po mojej rodzinie opowiada, że nic nie będzie robił po złości a wraca i jest zupełnie inni. Mi nikt nie wierzy
:(:(