minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

Temat: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Witam.Postanowilam opowiedzieć tutaj moja historie,bo mam nadzieje ze może znajdzie się ktoś,kto przezyl cos podobnego,ktos kto będzie w stanie mi cos doradzić....
10 lat temu wyjechałam z moim chłopakiem do pracy za granice.Mielismy po 27 lat i mnóstwo planow na przyszlosc.Poczatkowo pracowaliśmy w tej samiej firmie,pozniej szukaliśmy czegos w swoich zawodach.Ja zaczelam prace w biurze projektowym i już pierwszego dnia w nowym miejscu zobaczyłam Jego.Nigdy wcześniej czegos takiego nie przezylam,nie czułam...Nogi się pode mna ugiely,serce zaczelo walic,prawie zabrakło mi oddechu i musiałam wyjść na chwile na powietrze żeby ochlonac.Przez pierwsze dni nie zamieniliśmy słowa ze sobą,byly tylko spojrzenia.Kiedy nasze oczy się spotkaly ja w jego oczach zobaczyłam cos czego również nigdy wcześniej nie widziałam w zadnym spojrzeniu.Nie potrafie tego opisac słowami,ale nikt wcześniej tak na mnie nie patrzyl.
Po tygodniu dostałam od niego wiadomość-nie maila,tylko list,ktory wsunal m w dlon kiedy wychodziłam po pracy do domu.Napisal mi co czuje i było to dokładnie to samo co ja czułam do Niego.Spotkalismy się na następny dzień i od tamtej pory spotykaliśmy się kiedy tylko się dalo ciesząc się sobą,dotykiem,spojrzeniem,zapachem...to było jak magia.Kiedy pocalowal mnie pierwszy raz to było jak cos mistycznego...to było tyle lat temu a jak wciąż pamiętam smak tego pocałunku jakby to było wczoraj.
Niestety sprawy były bardziej skomplikowane.Oboje mielismy przecież swoich partnerow i swoje zycie.Ja miałam chłopaka z którym bylam od 5 lat,ktory był wspaniałym człowiekiem i bardzo mnie kochal,a On miał zone i chore dziecko-małego synka z ciezka nieuleczalna wada genetyczna.
Ciagnelismy to wszystko ponad rok.Spotykalismy się w ukryciu,jezdzilismy do innych miast gdzie nikt nas nie znal,kochalismy się w samochodzie albo zostawaliśmy w pracy,czekaliśmy az wszyscy pojda do domu i kochaliśmy się w biurze...albo po prostu siedzieliśmy trzymając się za rece i bez slow patrzyliśmy sobie w oczy...
Mimo wszystko miałam cholerne wyrzuty sumienia.Ciezko było tak zyc w kłamstwie i oszukiwać bliskie osoby.Czulam się strasznie oszukując mojego chłopaka i probowalam postawić się na miejscu zony mojego ukochanego,ktora swoje zycie i karierę zawodowa poswiecila choremu synkowi...Zawsze uwazalam ze nie można budowac swojego szczęścia raniąc przy tym innych.Poza tym pierwszy raz w zyciu kochałam tak mocno,kazda czescia siebie...i nawet nie mogłam nikomu o tym powiedzieć,podzielic się swoim szczęściem.Rozum mowil żeby to zakonczyc,ale serce krwawilo.Posluchalam rozumu,chociaż serce było w strzępach,a blizny nie zagoily się do dziś.
Zwolnilam się z pracy i opowiedziałam o wszystkim mojemu chłopakowi.On powiedział,ze domyslal się wszystkiego,ale mi wybaczyl.Robil wszystko żeby było dobrze,zebym o wszystkim zapomniala.Z Nim już nigdy się nie spotkałam.Pisal do mnie,ale ja nie odpisywalm,sluchalam rozumu...
Dzisiaj wciąż jestem z moim chłopakiem-tym z którym wyjechałam z Polski,mamy cudownego synka.Moje zycie jest takie,ze wielu ludzi mogloby zazdroscic-rodzina,dom,podroze po swiecie o których marzyłam jako mala dziewczynka,ale...przekonałam się ze czas nie goi ran.Kocham mezczyzne z którym jestem,ale to jest taka milosc z przywiązania,przyzwyczajenia,bez ognia...Moja prawdziwa milosc odeszla 8 lat temu.Naprawde robiłam wszystko żeby zapomnieć,ale nie potrafie.Pamietam wszystko ze sczegolami.Nawet teraz kedy o Nim mysle dostaje gesiej skorki...Czasem mam ochote napisac do niego,dowiedziec sie jak potoczylo sie jego zycie,czy jest szczesliwy..Wciaz mysle co by było gdybym jednak posluchalam wtedy serca.
Co ja mam zrobić?Czy jak już do końca zycia będę się tak meczyc?Minelo 8 lat a ja czuje to samo co wtedy kiedy zobaczyłam go pierwszy raz.Poradzcie cos,prosze...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Jej , nawet nie wiesz jak bardzo Ci współczuje. Sytuacja byłaby troszkę inna gdybyscie nie mieli dzieci. Jednak skoro tak Cię to męczy to myślę, że warto byłoby się do Niego odezwać. Jestem w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że nigdy do niczego nie doszło. Oboje byliśmy zbyt  wstydliwi. Teraz On ma dziewczynę i jest szczęśliwy. A ja się męcze juz około roku. Boje się, że ten stan będzie trwał do końca mojego życia. Juz nawet nastawiłam się na samotność aż po grób.

3

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie
ewa.wu napisał/a:

Jej , nawet nie wiesz jak bardzo Ci współczuje. Sytuacja byłaby troszkę inna gdybyscie nie mieli dzieci. Jednak skoro tak Cię to męczy to myślę, że warto byłoby się do Niego odezwać. Jestem w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że nigdy do niczego nie doszło. Oboje byliśmy zbyt  wstydliwi. Teraz On ma dziewczynę i jest szczęśliwy. A ja się męcze juz około roku. Boje się, że ten stan będzie trwał do końca mojego życia. Juz nawet nastawiłam się na samotność aż po grób.

Wiesz,ja tak naprawde juz kilka razy do Niego pisalam.Mam te wszystkie maile zapamietane u siebie w laptopie,ale nie odwazylam sie wyslac ani jednego...On do mnie pisal bardzo dlugo,ale ja nie odpisalam ani razu.Myslalam,ze tak bedzie lepiej,ze jak nie bede miala z nim kontaktu to szybciej przestanie bolec.Poza tym obiecalam mojemu chlopakowi,ze wiecej sie z Nim nie skontaktuje,ze chce to zakonczyc...tylko,ze tak naprawde to oszukiwalam sama siebie.Przysiegam,ze robilam wszystko zeby zapomniec-znajdowalam sobie coraz to nowe zajecia,dzialalam charytatywnie jako wolontariusz,w pracy sama prosilam o jakies dodatkowe zajecia,spedzalam kazda wolna chwile z moim chlopakiem-jezdzilsmy na wycieczki,spotykalismy sie z przyjaciolmi-wszystko po to zeby o Nim nie myslec...
Pozniej na swiecie pojawil sie nasz synek,ktory pochlonal wiekszosc mojego wolnego czasu...ale i tak On wciaz jest w moim sercu.
Ciagle zadaje sobie pytanie:dlaczego los sprawil,ze akurat wtedy sie spotkalismy?Dlaczego nie spotkalismy sie kilka lat wczesniej?Wtedy moglibysmy byc razem...
Ja juz nie wiem co mam robic...Czuje,ze wariuje,ze to jakies szalenstwo.Myslalam nawet,zeby pojsc do psychiatry,moze to by pomoglo?
Pozornie wszystko jest ok-mysle ze kazdy kto na mnie patrzy nie ma pojecia o tym co przezywam w srodku.Chodze usmiechnieta,jestem towarzyska,w pracy jestem pomocna i mila.Nie chodze smutna i zaniedbana,dbam o siebie-biegam codziennie rano,2 razy w tygodniu chodze na basen z synkiem,w weekendy cala rodzina jezdzimy na wyprawy rowerowe,...tylko,ze to wszystko sa pozory.Nauczylam sie zyc z maska i mam wrazenie,ze wszystko to co robie to jest jakis film,ja stoje z boku a w srodku krzycze z tesknoty...

Jesli chodzi o Twoja sytuacje to moge Ci tylko doradzic:Walcz,probuj!Postaraj sie zeby zeby On dowiedzial se ze wciaz Ci zalezy,ze o Nim myslisz.Moze on czuje to samo?A jesli nie i naprawde jest szczesliwy ze swoja nowa dziewczyna to wtedy bedzie Ci latwiej sie z tym wszystkim pogodzic.
Ja z moim ukochanym rozstalam sie mimo,ze oboje bardzo sie kochalismy...gdyby On powiedzial mi wtedy ze mnie nie kocha,ze juz nic nie czuje to na pewno a biegiem czasu byloby mi latwiej...moze nawet zapomnialabym o Nim.Ale w ten dzien kiedy widzielismy sie ostatni raz On powiedzial mi ze zawsze bedzie mnie kochal i ze jestem miloscia jego zycia.Ja powiedzialam mu to samo...
Chcialabym sie obudzic ktoregos dnia i nic nie pamietac...

4

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Autorko,
Piszesz wyłącznie o fizyczności swojego kochanka.. Mi się wydaję, że kochasz coś czego nie znasz naprawdę, swoje wyobrażenie o nim.. oczywiście mogę się mylić, ale często jest tak że w związku brakuje czegoś partnerowi - w seksie czy cechach osobowości i znajdując to w kimś innym, kto nam zaimponuje, uważamy od razu że to miłość. Miłość dla mnie oznacza bycie ze sobą pomimo wszystko (Ty byłaś w związku nieformalnym, więc jak dla mnie żadna przeszkoda by być razem jeśli zakochałaś się w innym. Ok on miał żonę i dziecko - nawet jeśli chore, to nie oznacza że biorąc rozwód byłby złym tatą, nadal mógłby się nim zajmować będąc w związku z Tobą, tą którą kocha), miłość to wsparcie każdego dnia, a zwłaszcza w tych ciężkich sytuacjach - skąd wiesz że on by Ci to dał? zobacz miał  chore dziecko i żoną a mimo to zdradził - jaka jest pewność że Ciebie by tak nie oszukał i emocjonalnie nie opuścił? miłość to troska, opiekuńczość, pomoc psychiczna i fizyczna - to wszystko chyba masz u swojego obecnego partnera skoro nadal z nim jesteś?
Reasumując chodzi mi o to, że ta aura ideału, fizyczności, zakazanego owocu.. jesteś pewna że to była miłość? A nie tęsknota za bliskością i adrenalina?
Oczywiście może się zdarzyć, że to miłość - mogę się mylić, bo Was nie znam... jednak zawsze uważam że jeśli dwoje ludzi było ze sobą w wielu różnych sytuacjach, pokochało się prawdziwą miłością - to nie ma bata ale będą razem, bo nie byliby nigdy szczęśliwi będąc osobno.

5 Ostatnio edytowany przez zbytdelikatna (2015-08-16 09:22:55)

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Jagódka przez te 8 lat mogło się naprawdę wiele,wiele zmienić.Przykre, ale on nawet może już ciebie nie pamiętać.Poza tym chore dziecko - skąd wiesz, czy ty nie byłaś odskocznia od ciężkiego życia i trudnych obowiązków?Faceci potrafią robić piękne oczy i mówić wspaniałe słowa, ba, nawet układać piękne plany, tylko po to żeby kochanka w to wierzyła, że to wyjątkowy związek itd. Po twoich wpisach widać, że złowiłabyś się na to bez problemu, jesteś bardzo romantyczna.A pomyśl, co by się stało, gdyby twój aktualny partner nagle odszedł?Jakbyś się czuła bez niego? Zastanów się dobrze, bo nieraz przez takie mrzonki można stracić to, co kochasz naprawdę.Tamto było " fajne", ale raczej nie miało racji bytu.Ja myślę, że możesz do niego się odezwać, zapytać niezobowiązująco, co tam słychać, może właśnie to by ci pomogło otrząsnąć się z tego amoku.Bo to amok, nic więcej,gdybyś odeszła wtedy od swojego chłopaka, na pewno do tej pory byłabyś tylko jego kochanką,albo dawno już nastąpiło by rozstanie.

6 Ostatnio edytowany przez ewa.wu (2015-08-16 16:55:00)

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

U mnie nie ma już o co walczyć. Musiałam jechać na studia i dzieliłoby nas 150km. Poza tym moja obecność zawsze bardzo go stresowała. Ręce mu się trzęsły, bardzo wstydził się do mnie odezwać i to głównie mnie w Nim ujęło.  Zawsze byłam tylko jego koleżanką, chociaż w żartach nazywał mnie kobietą swojego życia i matką jego dzieci. Kiedyś próbowałam się z nim skontaktować w bardzo neutralnej sprawie. Dał do zrozumienia , że chce odciąć wszelkie kontakty bo jestem i zawsze będę dla Niego ważna. A próbując się z nim kontaktować tylko mące mu w głowie i nie daje o sobie zapomnieć. A już wybrał inną. Patrzę na to dystansem. Jak mamy być razem to kiedyś będziemy. A jeśli to nie on jest tym jedynym to pozostaję mi długo czekać na szczescie smile Dobrze, że jestem z natury cierpliwa.
Najbliższe kilka lat chciałabym spędzić sama ze sobą co dla otoczenia wydaje sie niepojęte. Po prostu na próżno szukam kogoś, kto wzbudzi we mnie podobne uczucia. Kiedy był obok miałam wrażenie czas się zatrzymał, jak slow motion w Matrix. Uderzenie gorąca, puls przyspiesza, trudno złapać oddech, nogi robią się miękkie a motyle w brzuchu tak silne, że gdy go zobaczyłam po raz pierwszy to prawie się wywróciłam i z ledwoscia złapałam równowagę. Nikt też nigdy nie patrzył na mnie tak jak on. Wolałabym go nigdy nie spotkać i nie mieć porównania jak powinna wyglądać ta euforia hormonów. Przy tym każdy kontakt z innym facetem, który jest mną  zainteresowany wydaje się budowaniem relacji na siłę, tak sztucznie. byle się jakoś dogadywać. Inni mówią, że jestem księżniczką, szukającą ideału, dziury w całym.Odrzucam miłych, porządnych facetów, jestem zimna i bez serca. Tak to widzą. Najbardziej boję się tego, że przyjdzie taki moment, kiedy to on się odezwie, żeby namieszać mi w moim poukładanym życiu, za 5-10 lat. Kiedy będę miała już męża i dzieci. A On jest i zawsze będzie dla mnie jedną z takich osób, dla której zostawia się wszystko. Wybaczie, że się tak rozpisuje, nie mam gdzie tego z siebie wyrzucic, chyba powinnam założyć własny temat haha.

7 Ostatnio edytowany przez lilianna33 (2015-08-17 21:00:05)

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie
jagodka77 napisał/a:
ewa.wu napisał/a:

Jej , nawet nie wiesz jak bardzo Ci współczuje. Sytuacja byłaby troszkę inna gdybyscie nie mieli dzieci. Jednak skoro tak Cię to męczy to myślę, że warto byłoby się do Niego odezwać. Jestem w podobnej sytuacji, z tą różnicą, że nigdy do niczego nie doszło. Oboje byliśmy zbyt  wstydliwi. Teraz On ma dziewczynę i jest szczęśliwy. A ja się męcze juz około roku. Boje się, że ten stan będzie trwał do końca mojego życia. Juz nawet nastawiłam się na samotność aż po grób.

Wiesz,ja tak naprawde juz kilka razy do Niego pisalam.Mam te wszystkie maile zapamietane u siebie w laptopie,ale nie odwazylam sie wyslac ani jednego...On do mnie pisal bardzo dlugo,ale ja nie odpisalam ani razu.Myslalam,ze tak bedzie lepiej,ze jak nie bede miala z nim kontaktu to szybciej przestanie bolec.Poza tym obiecalam mojemu chlopakowi,ze wiecej sie z Nim nie skontaktuje,ze chce to zakonczyc...tylko,ze tak naprawde to oszukiwalam sama siebie.Przysiegam,ze robilam wszystko zeby zapomniec-znajdowalam sobie coraz to nowe zajecia,dzialalam charytatywnie jako wolontariusz,w pracy sama prosilam o jakies dodatkowe zajecia,spedzalam kazda wolna chwile z moim chlopakiem-jezdzilsmy na wycieczki,spotykalismy sie z przyjaciolmi-wszystko po to zeby o Nim nie myslec...
Pozniej na swiecie pojawil sie nasz synek,ktory pochlonal wiekszosc mojego wolnego czasu...ale i tak On wciaz jest w moim sercu.
Ciagle zadaje sobie pytanie:dlaczego los sprawil,ze akurat wtedy sie spotkalismy?Dlaczego nie spotkalismy sie kilka lat wczesniej?Wtedy moglibysmy byc razem...
Ja juz nie wiem co mam robic...Czuje,ze wariuje,ze to jakies szalenstwo.Myslalam nawet,zeby pojsc do psychiatry,moze to by pomoglo?
Pozornie wszystko jest ok-mysle ze kazdy kto na mnie patrzy nie ma pojecia o tym co przezywam w srodku.Chodze usmiechnieta,jestem towarzyska,w pracy jestem pomocna i mila.Nie chodze smutna i zaniedbana,dbam o siebie-biegam codziennie rano,2 razy w tygodniu chodze na basen z synkiem,w weekendy cala rodzina jezdzimy na wyprawy rowerowe,...tylko,ze to wszystko sa pozory.Nauczylam sie zyc z maska i mam wrazenie,ze wszystko to co robie to jest jakis film,ja stoje z boku a w srodku krzycze z tesknoty...

Jesli chodzi o Twoja sytuacje to moge Ci tylko doradzic:Walcz,probuj!Postaraj sie zeby zeby On dowiedzial se ze wciaz Ci zalezy,ze o Nim myslisz.Moze on czuje to samo?A jesli nie i naprawde jest szczesliwy ze swoja nowa dziewczyna to wtedy bedzie Ci latwiej sie z tym wszystkim pogodzic.
Ja z moim ukochanym rozstalam sie mimo,ze oboje bardzo sie kochalismy...gdyby On powiedzial mi wtedy ze mnie nie kocha,ze juz nic nie czuje to na pewno a biegiem czasu byloby mi latwiej...moze nawet zapomnialabym o Nim.Ale w ten dzien kiedy widzielismy sie ostatni raz On powiedzial mi ze zawsze bedzie mnie kochal i ze jestem miloscia jego zycia.Ja powiedzialam mu to samo...
Chcialabym sie obudzic ktoregos dnia i nic nie pamietac...


Rozumiem Cie, ja wyszłam za mąż z rozsądku, po paru latach małzenstwa poznałam JEGO i pierwszy raz poczułam to cos, pokochałam go całym sercem, spotykaliśmy się kilka lat, chciałam z nim być ale niestety nie był zaradny życiowo (dwie lewe do pracy)ale to była prawdziwa milosc, rozstaliśmy się jakiś czas temu, a ja wciąż mysle i tesknie. Z mezem jestem bo jestem mam wszystko , jest dobry odpowiedzialny , ale moje serce jest przy tamtym.... z mezem łączy mnie przyjazn nic więcej , a ja tak bym chciała być z tamtym

8

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie
chomik9911 napisał/a:

Autorko,
Piszesz wyłącznie o fizyczności swojego kochanka.. Mi się wydaję, że kochasz coś czego nie znasz naprawdę, swoje wyobrażenie o nim.. oczywiście mogę się mylić, ale często jest tak że w związku brakuje czegoś partnerowi - w seksie czy cechach osobowości i znajdując to w kimś innym, kto nam zaimponuje, uważamy od razu że to miłość. Miłość dla mnie oznacza bycie ze sobą pomimo wszystko (Ty byłaś w związku nieformalnym, więc jak dla mnie żadna przeszkoda by być razem jeśli zakochałaś się w innym. Ok on miał żonę i dziecko - nawet jeśli chore, to nie oznacza że biorąc rozwód byłby złym tatą, nadal mógłby się nim zajmować będąc w związku z Tobą, tą którą kocha), miłość to wsparcie każdego dnia, a zwłaszcza w tych ciężkich sytuacjach - skąd wiesz że on by Ci to dał? zobacz miał  chore dziecko i żoną a mimo to zdradził - jaka jest pewność że Ciebie by tak nie oszukał i emocjonalnie nie opuścił? miłość to troska, opiekuńczość, pomoc psychiczna i fizyczna - to wszystko chyba masz u swojego obecnego partnera skoro nadal z nim jesteś?
Reasumując chodzi mi o to, że ta aura ideału, fizyczności, zakazanego owocu.. jesteś pewna że to była miłość? A nie tęsknota za bliskością i adrenalina?
Oczywiście może się zdarzyć, że to miłość - mogę się mylić, bo Was nie znam... jednak zawsze uważam że jeśli dwoje ludzi było ze sobą w wielu różnych sytuacjach, pokochało się prawdziwą miłością - to nie ma bata ale będą razem, bo nie byliby nigdy szczęśliwi będąc osobno.

Wiesz,to nie tylko fizycznosc chodzi,chociaz zdaje sobie sprawe,ze czytajac to co wczesniej napisalam mozna wywnioskowac,ze spotykalismy sie tylko po to zeby sie kochac ze soba...ale to nie tak.Spedzilismy rowniez wiele godzin na rozmowach,dyskusjach.Bylismy zdziwieni ze tak wiele nas laczy:oboje studiowalismy architekture,tylko w innych miastach,w innych krajach.Lubilismy te sama muzyke,te same filmy,mielismy takie same podejscie do wielu codziennych spraw.Jedyne w czym sie nie zgadzalismy to konie:oboje je kochamy,ale ja nienawidze wyscigow konnych-On je uwielbial.Ja nie rozumialam jak mozna kochac zwierzeta i jednoczesnie wykorzystywac je do hazardu-On nie widzial w tym niczego zlego.To jedna z niewielu rzeczy o ktore sie sprzeczalismy.
Poznalam tez jego synka.Zabralismy go kilka razy nad morze.To chlopczyk,ktory nie chodzi,nie mowi ale za to pieknie sie usmiecha...
Kiedy patrzyl na morze usmiechal sie napiekniej-widac bylo ze sprawia mu to radosc.
Czy jestem pewna ze to byla milosc?Tak jestem pewna.Bo przezylam wiele fascynacji,rozczarowan...moja pierwsza milosc bardzo mnie skrzywdzila,a mimo to potrafilam sie pozbierac,otrzasnac i zapomniec...A jego pamietam dokladnie z kazdym szczegolem-tak jakby to bylo wczoraj.I kazde wspomnienie boli i wywoluje straszna tesknote.Nie umiem nawet opisac slowami tego wszystkiego co czuje...ale jest mi lepiej ze moglam o tym tutaj napisac.Bo w moim zyciu nawet nie mam z kim o tym pogadac.Dusze to wszystko w sobie z maska na twarzy i boje sie ze kiedys wybuchne...

9

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Nie rozumiem jak możecie jej radzić aby odbijała męża i zabierała ojca. Rozwód rozwód rozwód. Żeby być z tym kogo sie aktualnie zapragnie. Po trupach do celu. W imię dziwnie pojętego egoistycznego szczęścia. Nie moglabym być z rozwodnikiem, z kimś, kto PRZYSIEGAL, a nie potrafi dotrzymać słowa. Goni za spodniczkami. Zostawia te której przysięgał sama i odrzucona, niczym zużyta zabawkę. Czy ludziom w ogóle nie można juz ufać? Wiadomo ze namiętność z czasem opada i zamienia sie w przyjaźń i przywiazanie. Tak jest zawsze. I co, pojawia sie nowy ktoś, ten dreszczyk nowości, pożądania, tajemnicy, zakazany owoc... I wy jak te glupole lecicie za ta  podnieta, wierząc ze co? Ze tu namiętność nigdy nie opadnie? Niemożliwe! Egoistyczne, okrutne i bardzo krotkowzroczne!
A reszta forumowiczow jeszcze radzi TAK IDZ ZA GLOSEM SERCA,TO PRAWDZIWA MILOSC, bla bla bla... OH jak zalujecie autorki która zakochała sie w wyobrażeniu , które i tak by upadło, gdyby dłużej pociągnęła ten związek. Pewnie na kolanach po roku wracalaby do chłopaka. Żałosne

10

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie
jagodka77 napisał/a:
chomik9911 napisał/a:

Autorko,
Piszesz wyłącznie o fizyczności swojego kochanka.. Mi się wydaję, że kochasz coś czego nie znasz naprawdę, swoje wyobrażenie o nim.. oczywiście mogę się mylić, ale często jest tak że w związku brakuje czegoś partnerowi - w seksie czy cechach osobowości i znajdując to w kimś innym, kto nam zaimponuje, uważamy od razu że to miłość. Miłość dla mnie oznacza bycie ze sobą pomimo wszystko (Ty byłaś w związku nieformalnym, więc jak dla mnie żadna przeszkoda by być razem jeśli zakochałaś się w innym. Ok on miał żonę i dziecko - nawet jeśli chore, to nie oznacza że biorąc rozwód byłby złym tatą, nadal mógłby się nim zajmować będąc w związku z Tobą, tą którą kocha), miłość to wsparcie każdego dnia, a zwłaszcza w tych ciężkich sytuacjach - skąd wiesz że on by Ci to dał? zobacz miał  chore dziecko i żoną a mimo to zdradził - jaka jest pewność że Ciebie by tak nie oszukał i emocjonalnie nie opuścił? miłość to troska, opiekuńczość, pomoc psychiczna i fizyczna - to wszystko chyba masz u swojego obecnego partnera skoro nadal z nim jesteś?
Reasumując chodzi mi o to, że ta aura ideału, fizyczności, zakazanego owocu.. jesteś pewna że to była miłość? A nie tęsknota za bliskością i adrenalina?
Oczywiście może się zdarzyć, że to miłość - mogę się mylić, bo Was nie znam... jednak zawsze uważam że jeśli dwoje ludzi było ze sobą w wielu różnych sytuacjach, pokochało się prawdziwą miłością - to nie ma bata ale będą razem, bo nie byliby nigdy szczęśliwi będąc osobno.

Wiesz,to nie tylko fizycznosc chodzi,chociaz zdaje sobie sprawe,ze czytajac to co wczesniej napisalam mozna wywnioskowac,ze spotykalismy sie tylko po to zeby sie kochac ze soba...ale to nie tak.Spedzilismy rowniez wiele godzin na rozmowach,dyskusjach.Bylismy zdziwieni ze tak wiele nas laczy:oboje studiowalismy architekture,tylko w innych miastach,w innych krajach.Lubilismy te sama muzyke,te same filmy,mielismy takie same podejscie do wielu codziennych spraw.Jedyne w czym sie nie zgadzalismy to konie:oboje je kochamy,ale ja nienawidze wyscigow konnych-On je uwielbial.Ja nie rozumialam jak mozna kochac zwierzeta i jednoczesnie wykorzystywac je do hazardu-On nie widzial w tym niczego zlego.To jedna z niewielu rzeczy o ktore sie sprzeczalismy.
Poznalam tez jego synka.Zabralismy go kilka razy nad morze.To chlopczyk,ktory nie chodzi,nie mowi ale za to pieknie sie usmiecha...
Kiedy patrzyl na morze usmiechal sie napiekniej-widac bylo ze sprawia mu to radosc.
Czy jestem pewna ze to byla milosc?Tak jestem pewna.Bo przezylam wiele fascynacji,rozczarowan...moja pierwsza milosc bardzo mnie skrzywdzila,a mimo to potrafilam sie pozbierac,otrzasnac i zapomniec...A jego pamietam dokladnie z kazdym szczegolem-tak jakby to bylo wczoraj.I kazde wspomnienie boli i wywoluje straszna tesknote.Nie umiem nawet opisac slowami tego wszystkiego co czuje...ale jest mi lepiej ze moglam o tym tutaj napisac.Bo w moim zyciu nawet nie mam z kim o tym pogadac.Dusze to wszystko w sobie z maska na twarzy i boje sie ze kiedys wybuchne...


Rozumiem, jednak dalej trzymam się wersji że trzeba z kimś być na stałe - mieszkać razem żeby go naprawdę poznać. Bo kilka godzin na randkach można być cudownym człowiekiem, ale w życiu codziennym nie da się długo ukrywać kim naprawdę jesteśmy , dlatego jak ktoś mówi  że kocha swojego kochanka to ja podchodzę do tego z lekką rezerwą. Chodzi mi o to, że mogłabyś się bardzo rozczarować tym wspaniałym, jak Ty go nazywasz, człowiekiem. Popatrz w drugą stronę- jakby nie było oszukiwał żonę. Czy można mu ufać? Tego nie wiemy.. to wszystko są DOMYSŁY. Niemniej przykro mi jest i Ci współczuję tęsknoty i pustki. Ale powiedz" jesteś nieszczęśliwa ze swoim partnerem? Czego Ci brakuje - jakich uczuć, doznań -  że ciągle rozpamiętujesz tamten romans?

11

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Rozumiem, jednak dalej trzymam się wersji że trzeba z kimś być na stałe - mieszkać razem żeby go naprawdę poznać. Bo kilka godzin na randkach można być cudownym człowiekiem, ale w życiu codziennym nie da się długo ukrywać kim naprawdę jesteśmy , dlatego jak ktoś mówi  że kocha swojego kochanka to ja podchodzę do tego z lekką rezerwą. Chodzi mi o to, że mogłabyś się bardzo rozczarować tym wspaniałym, jak Ty go nazywasz, człowiekiem. Popatrz w drugą stronę- jakby nie było oszukiwał żonę. Czy można mu ufać? Tego nie wiemy.. to wszystko są DOMYSŁY. Niemniej przykro mi jest i Ci współczuję tęsknoty i pustki. Ale powiedz" jesteś nieszczęśliwa ze swoim partnerem? Czego Ci brakuje - jakich uczuć, doznań -  że ciągle rozpamiętujesz tamten romans?


Zgadzam sie z tym co napisalas,ze zeby kogos poznac trzeba z nim byc na stale.Tez tak zawsze myslalam.Uwierz mi,ja zawsze bylam osoba nieufna,twardo stapajaca po ziemi i nigdy nie robilam niczego pochopnie.Kiedy Go poznalam tez nie bylam jakas szalona malolata-mialam prawie 30 lat i poukladane zycie...Nie wiem dlaczego tak sie w nim zakochalam...mialam nadzieje ze to minie,ze to taka fascynacja,burza hormonow.To On zrobil pierwszy krok i dal mi ten list,ja prawdopodobnie nie zdecydowalabym sie na to zeby wyznac mu co czuje gdyby On tego nie zrobil pierwszy...Moze wtedy wszystko potoczyloby sie inaczej?Gdybym sie z nim nie spotkala pierwszy raz to nie byloby kolejnych spotkan,rozmow...a tak z kazdym kolejnym spokaniem moje uczucia do Niego byly coraz mocniejsze.Mijaly dni,tygodnie,miesiace a ja juz bylam pewna ze Go kocham tak jak nikogo na swiecie...i znowu On powiedzial mi o tym pierwszy-tak jakby czytal mi w myslach.
Rozmawialismy o naszej sytuacji,ale ja nigdy nie naciskalam zeby zostawil dla mnie zone i synka.Kiedy poznalam jego synka zobaczylam jakim wspanialym jest tata.Ja wtedy jeszcze nie mialam dziecka i nie wiedzialam jak to jest kochac swoje dziecko,ale widzialam w Jego oczach,gestach jak wiele dla niego znaczy ten maly chlopczyk.Wtedy ja pokochalam Go jeszcze bardziej.Ale caly czas myslalam o naszych partnerach,ze to nie fair,ze nie mozna tak zyc.
Dlatego postanowilam to wszystko przerwac.Pamietam,ze On powiedzial,ze mi nie pozwoli odejsc,ze zostawi zone,tylko to nie jest takie proste,ze potrzebuje wiecej czasu...Ja uwazalam,ze nasza sytuacja byla beznadziejna.Myslalam jakby to bylo gdyby zostawil rodzine-pewnie wszyscy odwrociliby sie od Niego,uwazaliby Go za czlowieka bez serca,zwyrodnialca ktory zostawia zone i chore dziecko dla kochanki z Polski...Poza tym jego zona calkowicie zrezygnowala z pracy zeby opiekowac sie synkiem,latwo sobie wyobrazic co by przeżywala gdyby maż ja zostawil w takiej sytuacji...
Byc moze masz racje,moze gdybysmy odeszli wtedy od swoich partnerow i zamieszkali razem to by juz nie bylo tak pieknie?Nie wiem i nigdy sie nie dowiem.I moze wlasnie dalego teraz tak boli,bo nie wiem jakby nasze zycie sie potoczylo dalej gdybysmy wybrali inna droge...
Pytasz czy mozna mu ufac skoro zdradzal zone...Ja tez zdradzalam.Co z tego ze nie mielismy slubu z moim partnerem,dla mnie to bez znaczenia,bo zdrada to zdrada,a wyrzuty sumienia sa takie same obojetnie czy jest sie malzonkiem czy partnerem...
Ja po tym co przezylam nie ufam nawet sama sobie.
Czego brakuje mi w moim obecnym zwiazku?Mam wrazenie,ze zyjemy obok siebie.Mamy inne zainteresowania.Czesto gladamy TV w innych pokojach,bo lubimy inne filmy,programy.Prawie ze soba nie sypiamy...Laczy nas synek i wspolni znajomi.To nie jest tak,ze nie kocham swojego obecnego partnera.Tylko,ze to jest bardziej takie przywiazanie,taka "milosc-przyjazn"...Nie klócimy sie wcale.Mysle ze jestesmy dobrymi rodzicami..
Ja naprawde chcialbym  o Nim zapomniec i zaczac cieszyc sie zyciem.Boje sie ,ze jako 90 letnia staruszka dale bede odczuwac pustke i teskinc za tamta miloscia...

12

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Jagodo, mnie też zdarzyło się kochać taką miłościo-przyjaźnią i miłościo-miłością później. Tej drugiej miłości nie umiem wyjaśnić. Rozkładałam to na czynniki pierwsze, na małe klocki. Analizowałam je każdy osobno, w różnych połączeniach i im dłużej to trwało, to tym bliższa byłam stwierdzenia, że to jest coś na poziomie duchowym... Teraz panuje moda, ze sprowadzać miłość do działania hormownów, do popędu seksualnego. Albo z drugiej strony, do przyciągania się ludzi, którzy muszą coś przerobić, których schematy z domu pasują do siebie. Mnie się wydaje, że jeszcze jest trzeci aspekt, poziom duchowy, i tuaj nie ma co szukać wytłumaczenia.

Może zaakceptuj to, że jako 90-letnia staruszka nadal będziesz go wspominać? Przyjmij, że tak miało być. Ciesz się, że choć przez chwilę tak kochałaś. Spróbuj cieszyć się życiem... Tak jakby być jednocześnie nieszczęśliwą i szczęśliwą.
Nie wiem, co bym zrobiła na Twoim miejscu. Na tyle co mnie życie sprawdziło: chyba bym się rozstała z partnerem jeszcze zanim mieliście dziecko i zdecydowała na samotność. Bo faktycznie jakby Twój kochanek  rozwiódł się z żoną, która poświeca się dla dziecka, to brzmi jak patowa sytuacja.
Ale teraz co zrobić to nie wiem... jakoś od kilku dni się zabieram, żeby do Ciebie napisać, ale problem w tym, że coś mnie w Twojej historii przyciąga, a jednocześnie nie umiem Ci nic rozsądnego poradzić.
Twój mąż Cię kocha, tak jak Ty kochasz swojego dawnego kochanka?

13

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Jagódka być może tak jest bo właśnie nie wiesz co by mogło się stać, jakby było i dlatego się zadręczasz.. Wiesz ja na Twoim miejscu spróbowałabym spojrzeć inaczej na obecnego partnera. Przypomnij sobie dlaczego go kiedyś pokochałaś? Macie jakieś swoje ulubione miejsca? np knajpkę w której kiedyś się spotykaliście? Spróbuj ożywić związek, spędźcie więcej czasu razem.. SEKS! To jest szalenie istotne bo jest oznaką bliskości! Przytul partnera, zaproponuj wspólny spacer czy pojedźcie gdzieś z dzieckiem wszyscy we trójkę. Jeśli takie działania nie spowodują, że znowu zbliżycie się do siebie to chyba czas będzie się zastanowić nad Waszym związkiem. Czy jest sens unieszczęśliwiać siebie i jego.. dużo pracy Cię czeka i sporo przemyśleń.. Nie poddawaj się jednak tak łatwo i nie daj się zjeść "gdybaniom" i bajkom o rycerzach na białym koniu. Powodzenia!

14

Odp: minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Witaj....mam mieszane odczucia ale w duzym skrocie  masz wspanialego faceta docen go moj zeby byl choc w polowie taki znalazlabym pozytywy....TO CO NIESPELNIONE TRWA WIECZNIE ....tak jest ale tamten facet byc moze jest szczesliwy nie czuje jak Ty po co pisac do niego masz dziecko ktore pojawilo sie po waszym rozstaniu tak....skoro zdecydowalas sie na nie...... to co odczuwasz szok ze tak dlugo ale tesknisz marzysz za kims kto ma inne zycie Ty masz swoje wyobraz sobie ze Twoj maz znika lub ze kochajac sie z Toba mysli o innej jakbys sie czula? Nic mu nie mow spojrz na niego inaczej moze on jest wszystkim za czym tesknisz tylko trzeba to dostrzec

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » minelo 8 lat a ja wciaz go kocham...pomozcie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024