Witam wszystkie Forumowiczki, z góry dziękuje za zainteresowanie się moim problemem i przepraszam za ewentualne błędy w pisowni.
Jestem młodym człowiekiem który boryka się z problemem który uważany jest za chleb powszedni i chcąc nie chcąc przejść przez to musi. Teoretycznie odpowiedzieć mógłbym sobie sam, lecz liczy się dla mnie wasze zdanie, wasze doświadczenia i wasze odpowiedzi, gdyż nigdy z tego nie korzystałem, nie potrzebowałem pomocy innych, ich porady, a być może powinienem był się bardziej otwierać na ludzi, by uniknąć problemu który zagościł w naszym związku.
Zaczynając od początku opowiem wam jak się to wszystko zaczęło, w wieku szkoły podstawowej podjąłem jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu, był to wyjazd do obcego mi kompletnie kraju, powodem tego wyjazdu było połączenie rodziny. Marzyło mi się żebym mógł codziennie widzieć Brata, Siostrę, widzieć uśmiech Mamy, słyszeć śmiech Taty.
Przez ciężką sytuacje finansową Tata był zmuszony do wyjazdu za granice, po nim wyjechała Siostra wraz z Bratem, dorastali za granicą porobili szkoły, potem pojawiłem się ja, pierwszy mój oddech miał miejsce w obcym kraju, będąc już w wieku szkolnym wróciłem do Polski wraz z Mamą, uczęszczałem do szkoły, Tatę widziałem trzy razy do roku czasami tylko raz, rodzeństwo widziałem tylko w czasie wakacji. Lata mijały. Mając spore trudności w uczeniu się spędzałem dużo czasu na nauce, co wpływało na to że większość czasu spędzałem tylko w towarzystwie własnych myśli i uczuć lub Mamy. Wychowywałem się w samotności, w ciągłej tęsknocie, i to wpłynęło na to że podjąłem decyzje o wyjeździe z Polski. Będąc już na miejscu, przyszedł czas na pójście do szkoły, spotkałem się z wielkim odrzuceniem z powodu swojego pochodzenia, wrogością i chłodem, za każdym razem wchodząc do klasy można było wyczuć to napięcie i pogardę która rysowała się dzieciakom na twarzach, każde negatywne spojrzenia starałem się roztopić uśmiechem, znalazłem w końcu przyjaciela pochodził z Serbii musiał uciec wraz z rodziną ze swojej ojczyzny przez wojnę, był dla mnie jak brat. Potrafił mówić trochę w obcym języku, potrafiłem się z nim dogadać albo na migi, lub przez pojedyncze słowa. Któregoś dnia powiedział że będzie musiał odejść, jego rodzice przeprowadzali się na drugi koniec kraju a co rzeczą oczywistą on wraz z nimi. Zostałem sam w całej tej szkole, milczałem, słuchałem, udawałem głupszego niż jestem, a może faktycznie byłem głupszy. Pierwszy rok przeleciał bardzo szybko, i wtenczas nadszedł moment w którym moja Mama musiała wracać do Polski, przez dom który nam w niej niszczał, mój cały plan połączenia rodziny jakoś się zaczynał rozwiewać, Rodzeństwo było już w takim wieku że się wyprowadzili z domu, i wtenczas zobaczyłem jaki Tata jest na prawdę.. zjedzony przez samotność ze swoim tokiem dnia, cichy, małomówny i nieobecny, odizolowałem się po jakimś czasie od wszystkiego, a przez małe (lub tez śladowe) zainteresowanie moją osobą ze strony Taty, zatopiłem się w świecie wirtualnych gier i ogólnie moje życie rozwinęło w Internecie. Parę lat minęło bez zmian, dorastałem i zapragnąłem poznać osobę z którą będę mógł dzielić się swoimi uczuciami, swoimi zainteresowaniami, chciałem się otworzyć na ludzi, chciałem dzielić piękno życia wraz z kimś drugim, chciałem kochać, i w końcu znalazłem dziewczynę z Polski. Po kilkudniowych korespondencjach, wyznaliśmy sobie miłość, wielkie zauroczenie, dojrzewało razem z nami i przeobrażało się w miłość, obiecywaliśmy sobie ze będziemy razem do końca życia i jeden drugiego nie zostawi w potrzebie, pojawiły się propozycje z mojej strony żeby przyjechała do mnie, była tu gdzie ja. Propozycje przerodziły się w plany nasze, skończyła szkole, a ja w czasie trwania jej szkoły już miałem prace na stale, zarabiałem pierwsze poważniejsze pieniądze i marzyłem o zapewnieniu jej bezpieczeństwa i stworzeniu szczęśliwego związku jak i w późniejszym czasie również domu, w którym rodzina pozostanie rodziną. Przyszedł czas na jej decyzje, odnośnie wyjazdu do mnie, i tutaj zaczęły się problemy.
Wcześniej rok przed wyjazdem miała prace w Polsce przez rok, z zawodu jest technikiem żywienia, pracowała jako pomoc kuchenna a w późniejszym czasie już spokojnie trzymała się z wszystkimi na równi a nawet lepiej, bardzo jej się podobało to jak jest traktowana i ze jest doceniana przez innych, w domu miała zawsze sytuacje odwrotna. Jak wiadomo na kuchni tez się znajda jacyś mężczyźni. Jeden aż za bardzo się "znalazł", Miedzy nami był wtenczas burzliwy czas kłótni i dopytywan czy aby na pewno chce tego wyjazdu... chciałem wiedzieć czy czuje się pewna chciałem rozmawiać, nie raz z tego powodu pojawiały się kłótnie przez brak odpowiedzi, ciszy lub słów "Nie wiem, Kochanie." przyszedł czas jej urodzin, umówiona była ze swoją koleżanką z pracy w jakiejś knajpce, po jakimś czasie podobno przypadkowo pojawili się dwaj znajomi z jej pracy, jeden podarował jej sztuczne kwiaty wazoniku, pod koniec napili się szampana ciut więcej niż organizm akceptuje u mojej partnerki, i wtenczas żegnając się wyznał jej że się mu spodobała, i że zdaje sobie sprawę z tego ze długo jesteśmy już ze sobą razem, i ze nie chce się w nas mieszać, ona odpowiedziała mu tym samym, zaczęła mu się żalić na temat wyjazdu do innego kraju, że jak to będzie że może znajomych nie znajdzie że boi się że się nie odnajdzie i pracy nie znajdzie, i że problemy mamy miedzy sobą, mówił że musimy że sobą porozmawiać i że to ona ma zdecydować z kim i gdzie będzie szczęśliwa. O całym spotkaniu a dokładniej przebiegu dowiedziałem się dopiero po całym zajściu, kilka dni po. Tak samo jak kilka dni po dowiedziałem się że byli wspólnie na zakupach które ona robiła dla mnie, przed dzień wyjazdu. Przyjechała do Mnie nie cieszyła się na mnie tak jak kiedyś, była to próba czegoś miłego.. rozmawialiśmy długo o tym co działo się przed wyjazdem, opowiedziała mi o wszystkim. Pierwszy raz mówiła że ona nie wie kim jest, nie wie już co czuje, że się boi. Mówiłem jej że tamten chłopak z którym się spotkała, być może więcej razy niż mi mówiła.. ciężko powiedzieć. Chciał sobie tylko zaliczyć chwiejną niezdecydowaną do końca dziewczynę, wykorzystać chwilową niepewność i zasiać ziarno niepewności, chciał sobie ją tylko urobić, pytałem się jej czy coś do niego czuje, odpowiedziała że "Nie wiem, nie wiem co czuje ...", kontynuowałem więc rozmowę jednoosobową i pytałem czy chce poświecić wszystkie lata które się znamy i dać się zauroczeniu, i być z osobą której zna się tylko imię. odpowiedz "Nie wiem, nie chce", rozmowa trwała długo aż nieraz tlenu brakowało z mojej strony na kolejne zdania, doprowadziła ona do chwil wyciszenia, pomogłem jej znaleźć prace w ciągu niecałego tygodnia pobytu dostała prace w restauracji włoskiej i żyło się w spokoju, wycieczki po górach, rowerowe, długie nocne spacery, oglądanie gwiazd na niebie na tarasie, wspólne zakupy, gotowanie dbanie o dom, wyjścia do restauracji itp. wszystko było w porządku, aż do czasu urlopu, mieliśmy w tym samym czasie z różnicą taką że ona miała tydzień dłużej, wywołało to następne kłótnie, gdyż ona chciał bardzo jechać do Polski, a ja nie mogłem ze względu na to że mój paszport stracił ważność już jakiś czas temu a wyrobienie było możliwe ale nie w czasie urlopu, za długo to by trwało. w kłótni rozchodziło się w którym tygodniu ma do Polski jechać,. wszystko było by proste gdyby nie mówiła o zamiarach pójścia do starej pracy z Polski w celu odwiedzenia tamtejszych znajomych. Wzburzyło mnie to i od razu przypomniało tamta rozmowę na temat chłopca od plastikowych kwiatków, w końcu wycofała się z tym zamiarem i mówiła żebym sobie zdawał z tego sprawę że rodzina jest dla niej najważniejsza i że gdy będzie miała możliwość urlopu to zawsze tam będzie chciała jechać, rozumiałem to co mówi, nie trzeba było dużo tłumaczyć. Potem ton się zmienił na bardziej rozpaczliwy, i mówiący o tym że teraz musi tak zrobić bo potem nie będzie miała urlopu i że nie będzie to takie łatwe żeby tam jechać i że teraz taki wyjątek był z tym urlopem, może bym w to uwierzył, gdyby nie to że szef jest tak bardzo za rodzinnymi urlopami że jest w stanie zamknąć restauracje rok w rok.. nawet na cały miesiąc, mieszkam w tym miasteczku już ponad 14lat, znam ludzi a moja partnerka pracuje tam dopiero od niecałych dwóch miesięcy i dziwnie mi się takich słów słucha. Poszliśmy na kompromis, dwa pierwsze tygodnie jesteśmy razem a potem jedzie na tydzień do Polski do rodziny wszystko dobrze, dni mijają tydzień się właśnie powoli kończy i wczoraj jeszcze była z koleżanką na mieście porozmawiać, pośmiać się, znowu przypomniało mi się jak to było z tym ostatnim spotkaniem z koleżanką, porobiłem jej niepotrzebnie wyrzutów z tego powodu bo nie zapanowałem nad sobą. Dzwoniliśmy po jej spotkaniu bardzo długo ze sobą rozmawialiśmy aż do późnej nocy, teraz siedzę i opisuje wam wszystko co miało miejsce, podczas rozmowy powiedziała mi że czuje się w większym stopniu tak samo jak przed wyjazdem do mnie, że w Polsce ma rodzinę, Znajomych, czuje się rozerwana między dwoma światami, i nie umie się odnaleźć w obcym kraju i że znajomych nie znajdzie tutaj i praca jej się nie podoba, bo nikt jej nie chwali aż w takim stopniu jak w Polsce i że jest inaczej, i że wypala się w takiej pracy ( podczas szukania pracy oznajmiła mi że cieszyła by się z każdej pracy a szczególnie w gastronomicznym dziale, ale jak na początek to obojętne jej co by to było ) prócz tego mówi że chce wychodzić że znajomymi i że wcześniej tego nie robiła, wyjść gdzieś po prostu i że nie chce się tłumaczyć i mi nie mówić gdzie idzie ( Nie trzymałem jej pod kluczem, mogła wychodzić zawsze.. byle by mnie nie okłamywała jak zwykła to robić w czasie trwania naszego związku ). Czuje się że jej się odebrało jakiś etap w życiu i chce go przeżyć, robić co jej się chce bez suszenia głowy, i jak to powiedziała "mieć wy*.*ane". i Ona nie wie kim jest a dzięki temu pozna kim jest i co czuje, i nie wie czy chce to wszystko ciągnąc co jest miedzy nami i że dość ma kłótni jakie były w całym związku, kumulowało się w niej to wszystko i nie wytrzymuje teraz tych myśli. Poczułem się wtenczas jak chyba każdy.. bardzo rozszarpany, lecz po tych słowach poczułem że zrzucona została bardzo ciężka maska która tworzyła się przez czas trwania związku i panujących w nim smutków i zali. Poczułem znowu siebie, i niech teraz to wschodzące słonce, od nowa wypełni ciemne rysy mojej twarzy.
Po przeczytaniu paru linijek moich gramatycznie pogwałconych zdań, prosił bym was wszystkich o poradę, kilka słów od siebie do mojego problemu, co zrobiłybyście na moim miejscu, co powinienem zrobić. czy powinienem pozwolić jej odejść dać tego czego chce?. Czy zawalczyć
Opisze na pewno, jak dalej się sytuacja potoczyła, i jakie decyzje zapadły.
Dziękuję
Ps. Dzisiaj będzie wracać znowu do mnie z Polski.