Witam,
Chciałbym poradzić się Was co zrobić w sytuacji w jakiej się ostatnio znalazłem. Ze swoją partnerką byłem przez około 6-7 lat w trakcie których kilka razy się rozeszliśmy, ale zawsze do siebie wracaliśmy. Byliśmy ze sobą od początku liceum i nawzajem zawsze bardzo siebie potrzebowaliśmy, ze względu na trudne sytuacje jakie rzucał przed nas los (ciężka sytuacja materialna obojga nas, pewne braki w poczuciu własnej wartości). Razem szliśmy więc przez życie będąc dla siebie wsparciem, jednak nasz związek nie należał do typu szalonych, pełnych namiętności, itp. Byliśmy ze sobą mocno związani, jednak po pewnym czasie nasza relacja przerodziła się odrobinę w bytowanie i zapewne przyzwyczajenie, ale to też miało swój urok. Jak już wspomniałem byliśmy doskonałymi przyjaciółmi (moja partnerka mówiła mi rzeczy, których wstydziła się powiedzieć innym osobom, ale najważniejsze było to, że zawsze doskonale ją rozumiałem, właśnie przez to, że nasze życiowe doświadczenia się mocno pokrywały) i mieliśmy w praktyce na wszystkie kwestie związane z życiem bardzo podobne podejście. Zawsze starałem się jej pomóc tak bardzo, jak tylko mogłem i być z nią w trudnych dla niej chwilach.
Problemy w naszym związku wynikały głównie z tego, że pomimo naszego bardzo dobrego rozumienia siebie nawzajem nie układało nam się do końca w sferze seksualnej. Z jakiegoś powodu coś w wyglądzie mojej dziewczyny mi nie odpowiadało często (była jednak ładną kobietą, która podobała się bez problemu innym facetom), przez co nabawiła się kompleksów i ciężko było o zaangażowanie z jej strony, bo bała się, że coś mi się znowu nie spodoba. Bardzo tego żałowałem, bo od zawsze wiedziałem, że to co mnie w niej głównie interesuje to wspaniały charakter i to jaką jest osobą.
Powiem Wam, że od tej właśnie strony była ona zawsze dla mnie ucieleśnieniem tego wszystkiego czego szukałem w kobiecie. Inteligentna, mądra, bardzo pracowita, uczciwa, niezależna (miała własne życie i potrafiła doskonale zorganizować sobie zajęcia beze mnie), towarzyska, wytrwała (na wszystko co miała w życiu dobrego musiała sama zapracować i zawsze starałem się jej z tym pomagać).
Na początku 2014 roku ostatecznie postanowiliśmy się rozstać (choć ja nadal chciałem z nią być), jednak utrzymywaliśmy dalej bardzo dobrą znajomość. W tym czasie dwa razy moja była miała kogoś na oku, jednak ostatecznie okazywało się, że tamci faceci nie wykazywali szczególnego zaangażowania i nic z tych relacji nie wychodziło. Słuchałem jak o nich mówi i było mi zawsze ciężko na sercu, gdyż gdzieś wewnątrz chciałem z nią ponownie być. Utrzymywaliśmy dalej relacje, które były blisko związku (co jakiś czas zdarzało się nawet pobawić w łóżku), jednak nie był on sformalizowany. Liczyłem bardzo na to, że ona podejmie jakiś zdecydowany krok z tę stronę, ponieważ zawsze było tak, że przez moje starania wracaliśmy do siebie. Nie nastąpiło to jednak i około półtora miesiąca temu moja była odnowiła kontakt ze swoim znajomym (chciała go po prostu o coś zapytać) i zaprosił on ją razem z koleżanką do siebie do miasta (na drugi koniec Polski) na weekend. Nocowały u niego w domu, a później pojechały do niego ponownie. Wtedy właśnie moja była zobaczyła, że temu facetowi na niej zależy, nie podejmował on jednak jeszcze jakiś szczególnych działań. Postanowił jednak zaprosić ją na wycieczkę, której cel wybrała moja była. Podróż kosztowała kilkanaście tysięcy złotych (gość dobrze zarabia i ma firmowe mieszkanie), jednak jestem pewien, że dalszy rozwój wypadków nie miał z tym dużo wspólnego, bo moja partnerka nie była nigdy interesowna i nie interesowały jej pieniądze partnera. Na pewno jednak zrobiło to na niej wrażenie, gdyż pokazał on jej całkiem nowy świat, do którego nie miała wcześniej wstępu. Właśnie w trakcie tej wycieczki, postanowiła ona zaryzykować i pocałowała go. Przerodziło się to oczywiście natychmiast w związek. Przez kilka tygodni nawzajem do siebie jeździli w weekendy. Kilka dni temu dodatkowo okazało się, że znalazł on dla niej pracę w firmie, w której jest pracownikiem (moja była ma pracę, jednak chciała ją zmienić już od dawna) i jak się zapewne domyślacie zgodziła się na przyjęcie jego propozycji, co wiąże się z jej przeprowadzką do innego miasta (oczywiście będą mieszkać razem). Oboje są zdania, że to wspólne mieszkanie to trochę za szybko i ta oferta pracy niejako ich do tego zmusiła, jednak mimo wszystko postanowili się na to zdecydować. Podsumowując od miesiąca są parą, a za kolejnych kilka tygodni będą razem mieszkali.
Te wszystkie informacje kompletnie mnie zaskoczyły i rozbiły emocjonalnie. Nie mogłem spać, jeść, pracować. Do teraz ciężko mi myśleć o czymś innym niż o niej i tym jak bardzo chciałbym z nią ponownie być. Całe to doświadczenie otworzyło mi oczy na to, jak bardzo mi na niej zawsze zależało i ile dla mnie znaczyła, zarówno jako kobieta (teraz podoba mi się dużo bardziej i nie miałbym się o co przyczepić), jak i przyjaciółka. Bez wątpienia mogę powiedzieć, że jest to dla mnie najgorszy okres w całym moim życiu (choć po rozstaniu na początku 2014, o którym pisałem, było podobnie, jednak trochę łagodniej). Widzę teraz, że szansa na bycie z kobietą, którą kocham praktycznie na pewno została zamknięta.
Zapewne popełniłem wiele błędów po tym jak dowiedziałem się, że znalazła nowego partnera, bo oczywiście zapewniałem ją o swoich uczuciach, o tym, że również mogę dać jej szczęście, którego pragnie i że razem możemy osiągnąć wszystko to, co sobie zaplanowaliśmy. Niewiele to jednak dało i musiałem przyjąć, że była chce być tylko z nowym facetem. Na moje pytania odnośnie tego, czy mam jeszcze u niej jakiekolwiek szanse odpowiedziała, że w tym momencie nie i żebym na nią nie czekał. Zaproponowałem, że jeśli w przyszłości będzie sama, to żeby się ze mną skontaktowała i zobaczymy, co wtedy z tego wyniknie, na co się zgodziła. Dowiedziałem się również, że przed tym jak odnowiła kontakt z tym znajomym, była teoretyczna możliwość, żebyśmy się zeszli, jednak oczekiwała ode mnie podjęcia pierwszego kroku, o czym już wcześniej pisałem, że ja dążyłem do sytuacji odwrotnej (niemniej jednak dla nowego faceta potrafiła się odważyć, a dla mnie nie).
Zdaję sobie sprawę z tego, że moja sytuacja jest w tym momencie beznadziejna i nie mogę na moją była w żaden sposób wpłynąć. Postanowiłem jednak, że to wydarzenie będzie początkiem mojej przemiany w życiu. Jej pierwszym elementem stał się skok na spadochronie, co było ekstremalną odmianą od mojego statecznego życia. Drugim elementem będzie rozpoczęcie chodzenia na siłownię w tym miesiącu.
Czy sądzicie, że istnieje jakaś szansa na to, że uda mi się odzyskać moją miłość? Jak powinienem się teraz zachowywać?
Z góry dziękuje za wszelkie sugestie i przepraszam za tak długi post, ale chciałem jak najlepiej nakreślić cała sytuację.