Piszę tutaj bo może ktoś spojrzy na moją historię świeżym okiem. Po 4 latach zwiazku zostawił mnie moj partner. W zasadzie to zostawił mnie drugi raz. A wiec tak. Od jakiegos czasu dziwne się zachowywał. Byl smutny osowialy. Uciekal w prace , całymi dniami go nie było choc mogl isc do pracy kiedy chcial I wracac kiedy chciał . W ciagu dnia prawie ze mna sie nie kontaktował. Pewnego dnia zauwarzylam ze ma wizyte u lekarza. Zapytalam co mu jest. Powiedzial że ma depresje. Dostal leki ktore zaczął brać. Wciąż byl smutny nie obecny zamyslony. Chodzilam kolo niego jak kolo jajka. Rozchmurzal się tylko w tedy kiedy kontaktował się z przyjacielem I kiedy szedl na impreze do przyjaciol. Pewnego dnia sprawdzilamy jego face book. Okazało sie ze często sprawdzal jedna duzo mlodsza dziewvzyne. Wkurzylam sie troche. Zapytalam kto to jest I czy cos ich łączy. Powiedzial ze to jest kuzynka jego przyjaciela I ze nic go z nią nie laczy. (To bylo poznym wieczorem). Rano natomiast powiedzial ze mnie nie zdradzil ale chce zakonczyc nasz zwiazek i ze mnie nie kocha. To byl dla mnie szok. Nie spodziewalam sie. Po mojej histerii pozwolilam mu odejsc. Potem dostałam sms ze bardzo mnie przeprasza ze wie ze mnie zranil I ze ma nadzieję ze zostaniemy przyjaciółmi. Po 5 dniach napisal sms z zapytaniem jak się czuje. Powiedzial ze on czuje się bardzo źle ze chciałby mnie zobaczyc I przytulic. Przyjechal do mnie. Porozmawialismy. Powiedzial ze nie chodzi tutaj o to gdzie mieszkam ( on mieszkal u mnie ) o dzielnice . Ze to nie jego srodowisko ( nie patologia tutaj chodzi o względy polityczne ). Jednak wrocil. Dwa tygodnie od jego powrotu musialam wyjechac na półtora miesiaca on zostal na mieszkaniu. Praktycznie przestal sie ze mna kontaktowac a jesli juz to z mojej inicjatywy. Wiem ze nie zawsze jest u mnie bo albo śpi u rodziców albo bawi u znajomych na imprezie. W końcu znow nie wytrzymalam i znow zrobilam awanturę. Powiedzial ze mnie kocha ale nie jest szczesliwy ze musi cos w swoim zyciu zmienić. Ze nie chce mieszkac w tym miejscu ze jest sam
Na drugi dzien zapytalam czy podjął decyzje. Powiedzial ze tak mu sie wydaje . Wiec zapytalam to znaczy ze mnie zostawiasz? Odpowiedzial ze tak. ( w sumie sama wymusilam zeby to powiedzial ). Wciąż jestem na wyjeździe ale wiem ze wciaz jest w moim domu. Miotam się i płaczę nie wiem co mam sama ze sobą zrobić. Kocham go I mi na nim bardzo zależy. W sumie to poswiecilam dla niego bardzo dużo a zostalam z niczym. . ... nie wiem co sie z nim stalo .
Przepraszam za bledy ale pisałam z telefonu.
Wiem jak się teraz czujesz. To straszny ból kiedy coś co dawało nam szczęście pęka jak bańka mydlana. Widzisz ja w swoim jak na razie krótkim życiu wiele poświęcałam dla swoich partnerów i wiem jedno to nie jest dobra droga. Piszesz, że zostałaś z niczym. Tak Ci się tylko teraz wydaje ! Zastanów się czy chcesz walczyć o związek z facetem, który nie wie sam czego chce. Sprawa jest świeża. Daj temu potoczyć sie swoim rytmem. Weź głęboki oddech i pomyśl o sobie. Życie bez niego też może być piękne, chociaż teraz wydaję Ci się inaczej. Masz siłę na ciągłe rozstania i powroty? Facet jest zagubiony. Nie jest pewny swych uczuć. Podejmij radykalne kroki. Jak wrócisz z wyjazdu przede wszystkim porozmawiajcie SZCZERZE. Jestem zwolenniczką walczenia o związek ale jesli to ma być walka obustronna. Sama nic nie zdziałasz. Musisz być silna, poczekać aż emocje opadną i zastanowić się co czeka Cię w związku z takim facetem.
Dziekuje za wypowiedź. Wiem ze muszę dac sobie czas. Na odległość nie wiele zdzialam. . Tylko nie wiem co tak naprawde było - jest przyczyną jego zachowania. Jeśli to faktycznie depresja to będę walczyc. Ale jeśli to ze przestal mnie kochac pozwolę mu odejsc. Nie można nikogo zmusić do milosci.
Odezwał sie po nie całym tygodniu. Zapytał tylko kiedy wracam I czy ktoś mnie przywiezie. Zaproponował że on to moze zrobic. Nawiązałam do tego co się stało. Powiedział tylko ze nie widzi przyszlosci ze dam sobie rade I ze on mi pomoże jak tylko będzie mógł. I ze jemu tez jest ciężko. Myślę ze on jest pewny swojej decyzji. .. Dla mnie to jest straszne. Tak bardzo za nim tęsknię I kocham. Jak myślicie czy jest jakąś szansa zeby go odzyskać. . Czy walczyc o związek czy odpuścić. ?
ja mogę Ci tylko podpowiedzieć na moim przypadku, bo pewnie każdy jest inny, aczkolwiek schematy są podobne. Odpuść sobie, daj mu odejść, zajmij się sobą. Jeśli on ma się opamiętać to musi sam dojść do takich wniosków. Ja walczyłam, wybaczałam, starałam się. Tłumaczyłam sobie, że to ostatnia szansa, że może z niej skorzysta i nie korzystał.
Niestety ale czuję u Ciebie również działanie 3 osoby (mogę się mylić, bo teraz jestem na etapie "że każdy facet jest beznadziejny, każdy zdradza), u mnie było podobnie jak zmienił swoje zachowanie, pytałam czy chodzi o inną kobietę to zawsze się wypierał, tłumaczył, że nie wie co czuje, że już mnie chyba nie kocha. Większość facetów nie potrafi przyznać się do tego, że poznał kogoś innego. Daj mu odejść, to będzie bolało, wiem że będziesz cierpiała bo przechodzę to teraz. Walczyłam o niego przez rok, próbowałam to łatać, ale zawsze wychodziło tylko na to, że ja próbowałam. Daj sobie i jemu czas....
A wiec tak . Wróciłam z wyjazdu. przyjechał po mnie . Po dwóch tygodniach od przyjazdu zdecydowałam się na rozmowę . Chciałam usłyszeć od niego ze mnie nie kocha i ze nie chce ze mną być ( myślę że potrzebne mi to było do tego żeby nie robić sobie nadziei i ruszyć do przodu ) Nie powiedział nawet zapytany w prost . Na pytanie dlaczego usłyszałam że nie wie . Że miejsce w którym mieszkam go dołuje że jakaś część jego wciąż mnie kocha że nie wie co ma robić. itd . Ze chce żebyśmy byli przyjaciółmi że zawsze mi pomoże . ( kilka pytań czy czegoś nie potrzebuję) Ze jak wrócił do domu rodzinnego to czuje się lepiej. Na moje pytanie czy jest w 100% pewien że mam o nim zapomnieć i znaleźć sobie innego mężczyznę ( chwila wahania) i stwierdzenie że nie wie. że chce żebym była szczęśliwa..... że teraz musi być sam ze sobą . Ze nic mi obiecać nie może bo nie chce wrócić a za chwile odchodzić znów. Ze wie iż nikt inny nie będzie kochał go tak mocno jak ja i że właśnie dlatego tak to jest trudne. ...... Wiem że nie ma nikogo innego . Zmienił po części swoją pracę . Wrócił do swojego hobby.......A ja wciąż się miotam . Wciąż boli wciąż nie mogę się otrząsnąć. Tęsknię i nie umiem sobie z tym poradzić.
Pytasz, co robić?
To Ci powiem - NIC. Nic nie robić, zostawić to tak, jak jest. On jest niezdecydowany , zachowuje się jak małe dziecko.
Chcesz się napraszać, zadawać mu pytania i sugerować korzystne dla Ciebie odpowiedzi? Chcesz być z kimś, kto nie wie, czy Cię, chce, nie wie, czy Cię kocha. Daj sobie spokój z tą pseudoprzyjaźnią. Jest mu to potrzebne do sprawowania nad Tobą kontroli!!! Bo facet to pies ogrodnika, sam nie zje i komuś nie da.
Mając takiego, pożal się Boże przyjaciela nigdy nie stworzysz fajnego związku z kimś innym bo on będzie Ci bruździł, zacznie czarować na miłe słówka.. a tu napisze smsa, że tęskni..albo, że takie oczy masz piękne. On zna, Twoje słabe strony i dobrze wie, że sam jest Twoją ogromną słabością. Przestań mu dawać tę satysfakcję.
Niech mieszka gdzie chce, niech imprezuje z kim chce i niech podgląda na portalach gimnazjalistki. Olej to, jego wybór, jego życie i jego potrzeby.
Ty zajmij się sobą, swoim rozwojem, swoimi sprawami. I chociaż boli na początku to wierz mi, to jedyna słuszna droga, dobra DLA CIEBIE. Bo na pewno jestes fajna, wesoła, zadbana i miła, i naprawdę jesteś warta tak samo fajnego i pewnego swoich uczuć faceta. Uwierz w siebie i swoją siłę i przestań szlochać za kimś, kto Ciebie nie chce i nie jest wart Twoich starań. To nie chodzi o Ciebie, to chodzi o niego, puść go wolno, jak chce niech idzie, zostaw tego człowieka samemu sobie i nie dawaj już soba manipulować. Nie jesteś zabawką.
on cie zwodzi bawi sie toba, jedyne co ci pozostaje to zerwac definitywnie kontakt dla wlasnego spokoju psychicznego
Miłość do decyzja, że chce się być z daną osobą. W Twoim byłym trudno doszukać się tej decyzji. Pamiętaj, że wraz z upływającym czasem początkowa namiętność, późniejsza intymność zaczynają ustępować zaangażowaniu (tak działa psychologia miłości). A czy Ty możesz liczyć na to zaangażowanie z jego strony?
Jeżeli chcesz z nim skończyć, to koniecznie zerwij z nim wszelkie kontakty. Inaczej nie dojdziesz do siebie. Będzie Ci wciąż burzył spokój.
Staram się się zajmować sobą , domem , córką. Trudno jest ze względu na to że wszytko i wszędzie mi jego przypomina. Sytuacja jest o tyle trudniejsza ze jestem w (wciąż) obcym mieście . Tak coś czuję że nie powiedział mi prawdy , ale macie rację muszę odciąć się od niego , choć młoda już nie jestem i nie widzę dla siebie żadnych perspektyw na znalezienie innego ( zwłaszcza tutaj) to muszę zacząć żyć . Pewnie jeszcze dużo czasu minie zanim dojdę do siebie ...... Najgorsze jest to że to ja chciałam zakończyć ten związek kilka lat temu , kiedy wydawało mi sie że to nie ma sensu ( różnica wieku , kulturowa itd) ,ale tak mnie przekonywał że wszytko będzie dobrze i tak walczył o nas w tedy. Ehhhh człowiek uczy się całe życie...
Temat powraca. Myślałam że uda mi się wrócić do normalności . Już powinno być dobrze , przecież to już 3 miesiące ... a tu jest wciąż źle. On nie daje o sobie zapomnieć . Co jakiś czas wpada do mnie po coś co zostawił. Któregoś razu nie wytrzymałam i się rozpłakałam. Wyrzuciłam z siebie swój żal .To jaka czuje się samotna jak mi jest źle. Że nie widzę przed sobą żadnej przyszłości , że nic mnie nie cieszy i nie interesuje. On w tedy zachował się ( tak mi się wydawało ) ok. Przytulił mnie powiedział że wszytko będzie dobrze że pomoże że nie zostawi samej. . I faktycznie pisze codziennie pyta co słychać , jak sobie radzę , czy trzeba mnie gdzieś podrzucić itd. Nawet przyjeżdża częściej twierdząc ze nie chce abym sama siedziała. Powiedziałam mu że nie mogę zabierać mu jego czasu , że ma swoje życie , ale on twierdzi że po pracy nic specjalnego nie robi wiec może dotrzymać mi towarzystwa . Wszytko ładnie pięknie tylko że ja go wciąż kocham , a on traktuje mnie jak koleżankę. On wie co ja czuję a mimo to wciąż do mnie przyjeżdża. A to boli bardzo , bo jak można udawać i powstrzymywać się od okazania uczuć komuś kogo kocha się nad życie.
Aniu, przeczytałam wszystko i cóż mogę ci powiedzieć. Dla własnego dobra zakończ znajomość z tym facetem. On ciebie nie kocha i nie widzi w tobie kobiety, z którą chciałby być. Gdyby było inaczej, to dzisiaj bylibyście razem i nie byłoby żadnego z tym problemu, bo przecież ty ciągle go kochasz. On ciebe zaledwie lubi, lubi cię jako koleżankę, może nawet przyjaciółkę, kogos do kogo czuje sentyment i w pewnym sensie on może nawet i lituje się nad tobą. Zastanów się czy potrzebna ci czyjaś litość- mnie coś takiego raczej by obrażało i upokarzało.
Zadbaj o to, by znaleźć w końcu wszystkie jego pozostawione u ciebie rzeczy i raz a dobrze oddaj mu je wszystkie. Niech te jego rzeczy nie będą łącznikiem między wami, bo to dość żałosne. Spakuj mu te rzeczy i powiedz, żeby po nie przyjechał. Poweidz mu, że nie chcesz mieć z nim kontaktu, ale nie tłumacz mu dlaczego- on bedzie wiedział i bez twojego tłumaczenia. Nie funduj sobie upokarzania się prze obcym człowiekiem.
Nie przemawiaj do niego z wielkim patosem, niczego nie dawaj mu do zrozumienia, nie rób żadnych teatralnych scen- zwyczajnie powiedz m, że dobrze sobie radzisz, że miałaś chwilowy kryzys, ale wszystko jest na dobrej drodze i że nie chcesz, by on dzwonił do ciebie, pisał albo, tym bardziej, przyjeżdżał.
Inaczej rzecz nie będzie miała końca, bo dojdzie do wielkiego nieporozumienia między wami, na którym to ty ucierpisz. On być może mysli, że postepuje dobrze, że ty właśnie potrzebujesz takich kontaktów, że on w jakiś sposób tobie pomaga. Może ten facet ma w gruncie rzeczy dobre serce i mysli, że tak powinien się zachowywać. Ty natomiast odbierasz wszystko zupełnie inaczej i zamiast leczyć się z niego ciągle rozdrapujesz dopiero co podgojoną ranę. Po co ci coś takiego? Raz na zawsze zakończ to, bo i tak nic z waszej znajomości nie bedzie. Puść tego faceta wolno i nie zajmuj sie jego życiem. W razie gdyby on dalej jednak do ciebie dzwonił, bo nie zrozumiałby twoich intencji albo udawałby że nie zrozumiał, to zmień numer telefonu, wykasuj go z czego tylko się da i tyle. No zrób wreszcie porządek z tą znajomością, bo zamęczysz się dziewczyno. Wbij sobie do głowy, że on ciebie nie kocha, lecz tylko lubi i chce ci pomagać, bo lituje się nad tobą. Nic więcej pod jego zachowaniem się nie kryje- faceci są dosyć prości w swojej konstrukcji, więc nie doszukuj sie w jego postępowaniu nie wiadomo to czego.
Ania, ja jestem w podobnej sytuacji, z taką tylko różnicą, że u mnie od rozstania minął dopiero miesiąc. Bardzo trudno pogodzić mi się z tą sytuacją i "chodzę po ścianach" żeby jakoś to przetrwać. Czytają to co napisałaś wydaje mi się, że najlepszym lekarstwem, chociaż drastyczny, byłoby gdybyś kategorycznie zakazała mu kontaktu z Tobą. Nie wiem, może on w jakimś stopniu też tęskni za Tobą bo to jednak jest przyzwyczajenie ale zadaj sobie pytanie, gdybyś wróciła teraz do niego to jaką pewność masz, że za rok albo i wcześniej znów Cię nie zostawi a Ty znów będziesz przeżywać taki koszmar jak i teraz. Ja wiem, że łatwo powiedzieć a trudniej zrealizować - ja tak to sobie tłumaczę. Mam tylko nadzieję, że czas leczy rany. Nie możemy się tak dołować, mamy tylko jedno życie... Pozdrawiam serdecznie
Wiem że tak może być . Litość z jego strony , choć bardziej skłaniałabym się do tego że on próbuję się zrehabilitować . Noszę się z zamiarem odcięcia się od niego ale to takie trudne. Bardzo dużo przeżyliśmy razem i dużo nas łączy ( a może tylko tak mi się wydaje ) bardziej może łączy mnie z nim niż jego ze mną.
Czy Twoja córka to jego dziecko? Bo jeśli tak to przecież nie możesz z nim całkowicie urwać znajomości.
Aniu, sama widzisz, że kontakty z nim do niczego dobrego nie prowadzą. Zamiast zacząć stawać na nogi, Ty wciąż rozdrapujesz stare rany. Twój były zachowuje się nie fair, Twoim kosztem poprawia własne samopoczucie. Dopiero gdy definitywnie to zakończysz, będziesz mogła pójść dalej. Z pewnością to boli, i przez pewien czas będzie bolało. Ale uwierz mi, że warto. Skup się na sobie, na córce.
On jest niezdecydowany ale uwiklanie emocjonalno-uczuciowe z nim nie doprowadzi do niczego innego jak do ciaglej hustawki emocji, nastrojow i uczuc. Jesli kontakt musi byc to mozna go sformalizowac. Nie wdawac sie w zadne smski dla zdrowia psychicznego. Ogolnie wyglada to tak jakby on szukal czegos innego. Moze nie znalazl wtedy wraca. A jak sie mowi, ze sie kogos nie kocha to raczej sie nie kocha. To sa powazne slowa a nie zabawka.
Przy depresji jest naturalne że zanikają uczucia wyższe i że nie chce się seksu. Dziwi mnie tylko to, że to się stało nagle po tylu latach. Lekarstwa na to nie pomogą. Potrzebna jest psychoterapia. Ludzie raczej w młodości mają depresję, gdy po studiach okazuje się że nie mogą dostać pracy. W pewnym wieku godzą się już z tym co osiągnęli. Dlatego dziwi mnie ta cała sytuacja. Być może szczera rozmowa wyjaśniłaby powód i dałoby się znaleźć rozwiązanie. Doktor psychologii powinien z nim porozmawiać i ty też.