Znowu potrzebuję kopniaka w tyłek. Solidnego.
Siedem miesięcy temu założyłam temat o związku na krawędzi, o mężczyźnie szukającym nowych wrażeń seksualnych (eufemistycznie) i dziewczynie, która za mocno lubi ?białe?. Dziewczyną jestem ja, a tamten wątek kończył się optymistyczną wizją spotkania z psychoterapeutą.
Z podjęcia terapii zrezygnowałam po pierwszej i jedynej wizycie ? o czym na forum już nie wspomniałam. Zabrakło mi odwagi, żeby przyznać się przed kilkoma osobami (które trafiły do mnie swoimi postami, przynajmniej na chwilę), że znowu dałam tyłka.
Dlaczego zrezygnowałam z samej terapii?
- Nie potrafię snuć opowieści przed obcą osobą, która notuje, dlaczego czuję się jak dziecko, kiedy mam seksualnie zadowolić partnera albo co daje mi branie amfetaminy. Anonimowe stukanie w klawiaturę to coś zupełnie innego.
- Czułam się osądzana, zawstydzona. Więcej milczałam niż cokolwiek z siebie wykrztusiłam. Płacić tyle za siedzenie na kanapie i milczenie?
- Wychodząc czułam się sto razy gorzej.
Co robić, jeżeli psychoterapia nie wydaje się (subiektywnie) dobrym rozwiązaniem? Mnie ? w ograniczeniu, nie całkowitym zrezygnowaniu głównie z metamfetaminy i amfetaminy ? w dużym skrócie pomogły: regularne zajęcia sportowe, właściwa dieta oraz rozwijanie pasji.
Ostatnio wzięłam 17 lipca, ale wcześniej miałam dłuższą przerwę.
Nie chcę i nie wiem, czy potrafię zupełnie odciąć się od tych używek.
Z drugiej strony dokuczają mi mega-depresyjne zjazdy (często z myślami samobójczymi), odczuwalny spadek odporności organizmu i związane z tym fizyczne dolegliwości. Strach przed utratą kontroli, której już doświadczyłam i którą opisałam w poprzednim wątku. Społeczne wykluczenie ? nie chcę być ćpunką, czymś, co nazywa się patologią i marginesem społecznym.
Nie potrafię również poradzić sobie, pogodzić się ze swoją przeszłością, dokładniej z doświadczeniem gwałtu (choćby nie wiem, jak intensywne ćwiczenia czy ekologiczna dieta...). Wydaje mi się, że po ograniczeniu pewnych substancji, jest pod tym względem dużo gorzej ? jakbym znowu zaczęła to pamiętać, w kółko rozpamiętywać. Pomimo tego, że minęło już prawie 5 lat, często mam wrażenie, że to wydarzyło się zaledwie wczoraj.
Co mogę zrobić, jeżeli nie potrafię otworzyć się przed siedzącym naprzeciwko mnie terapeutą/terapeutką? Czy czas rzeczywiście leczy rany i w końcu pogodzę się z tym?
Czy ktoś ma doświadczenie z ograniczeniem substancji psychoaktywnych, głównie metamfetaminy, amfetaminy, mefedronu, ale nie całkowitym zrezygnowaniu z nich? Czy da się tak "normalnie" żyć?