odezwać się? spróbować jeszcze raz? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

1

Temat: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Piszę tu drugiego posta w życiu, ale przeczytałam chyba wszystko o tym, jak sobie poradzić z tęsknotą. Nie czytajcie pierwszego.. to był inny etap.

Oczywiście źródło mojego problemu jest podobne do innych tutaj: skończył się mój związek, trwający 6 lat. Raz było lepiej raz gorzej. Kochałam go do nieprzytomności i nienawidziłam czasami do szczętu. Często w kłótniach prowokowałam rozstanie. Często bardzo długo się nie odzywaliśmy. Ale trwało...

Trochę ponad rok temu zmieniłam pracę na taką, która wymagała ode mnie więcej zaangażowania. Zrobiłam to w porozumieniu i przy pełnym poparciu partnera. W domu bywałam praktycznie tylko w weekendy. I tak zaczął się koniec wszystkiego..

Wracałam na te weekendy i miałam nadzieję (oczekiwałam) że On ogarnie wszystko a ja przyjadę i nacieszę się domem i jego towarzystwem. I na początku faktycznie tak było, przy czym ja nie do końca to doceniałam. Był obiad ale do tego mega syf w domu, więc robiłam aferę o ten syf. Potem już częściej przyjeżdżałam do pustego domu - On był na zawodach (hobbistycznie uprawia sport).

W wakacje przyjechał do mojego miejsca pracy na kilka dni, po czym pojechał na wyjazd sportowy, gdzie był chyba jedynym facetem. Potem było nam jakby do siebie dalej i dalej..
Pod koniec wakacji poprosił mnie o rozmowę, w której powiedział mi masę przykrych rzeczy - że jestem nudna, depresyjna, że jak tak dalej będzie to on sobie nie wyobraża tego związku. Że cieszy się kiedy wyjeżdżam i że woli być sam. Faktycznie miałam wtedy trudny czas i oczekiwałam od niego 100% wsparcia. Nie przyszło mi nawet do głowy, że to wymuszone rozstanie dla niego też może być trudne. Zresztą do tego doszłam już po rozstaniu - nigdy nie powiedział, że mu ciężko. Po tej rozmowie.. właściwie monologu, bo mnie zatkało, łykałam tylko łzy, sprawy pozornie wróciły do normy.

Coraz bardziej wciągał się w tą sportową grupę, ja nie miałam nic przeciwko. Przecież nie będę mu ingerować w jego pasje, prawda?

W międzyczasie wróciłam do domu. Wyglądało na to że jest ok, aż w końcu w listopadzie kłótnia. Taka jak zawsze, o jakiś bzdet.  Trwała kilka dni, eskalowana przez obie strony. W końcu wykrzyczałam: wyprowadź się. On na to: OK.

Trwała ta dziwna walka jeszcze jakiś czas. W grudniu powiedział, że lepiej, żebyśmy się rozstali - nic nie powiedziałam, myślałam, że to takie prowo. W styczniu powiedział, że szuka mieszkania. Powiedziałam z uśmiechem: nie wyprowadzaj się. Uśmiechnął się.

A potem dowiedziałam się, że kiedy mnie nie ma w domu (dalej dużo jeździłam) on zaprasza do nas laskę- z tej sportowej grupy. Takie plotki po mieście - strasznie się człowiek czuje, kiedy ktoś Ci mówi takie rzeczy, ty nie wierzysz, a rozmówca patrzy na Ciebie jak na kretyna.. "Przecież ich widziałem.."

Zrobiłam coś głupiego. Zajrzałam mu na fejsa. A tam.. rozmowy z tą dziewczyną. On tym, że chce z nią być, kochać się, spędzać czas, że jest piękna, cudowna i wspaniała. Kiedy wyjeżdżałam pisał jej ucieszony: Ona już wyjeżdża - przyjeżdżaj! Serce mi pękło. Dotarłam tylko do rozmów z grudnia - nie dałam dalej. Mdliło mnie, to było straszne.

Powiedziałam mu, oczywiście w swoim jędzowatym stylu, żeby nie przyprowadzał panienek do domu, kiedy mnie nie ma. Zmieszał się, chwilę zaprzeczał po czym powiedział: ok, nie będę jej tu przyprowadzał. Znowu serce mi pękło.

Wyprowadził się. Umarłam na chwilę, a potem.. chciałam spróbować znowu żyć.

Podjęłam więc projekt NIENAWIŚĆ. Łatwo szło. Sam mi opowiedział o wyjazdach, o tym (jak jeszcze byliśmy razem) jak zbliżali się do siebie... Wiecie, w czasie kiedy on z nią już się całował w naszym mieszkaniu, ja szykowałam jego urodziny! Tak strasznie wierzyłam, że to o wyprowadzce to blef... A on świrował z inną sad

No więc nienawidziłam go sobie. Nawiązałam intymną znajomość z kolegą, było fajnie, wyznania bliskość... Tylko czułam się jak szmata. Bo to nie to ciało co trzeba koło mnie leżało. To nie temu co należy patrzyłam w oczy, to nie te usta całowałam!

A potem on się odezwał. Że chce, żebyśmy byli przyjaciółmi (o zgrozo) i żebyśmy może spróbowali terapii par (to już jakieś 3 miesiące od rozstania). Dzwonił wtedy dosć często, chciał rozmawiać o tym, co źle poszło w naszym związku. Pamiętajcie - trwa projekt NIENAWIŚĆ. Przemyślałam i spytałam - chcesz naprawiać związek i po to ta terapia czy chcesz zrozumieć, co poszło nie tak. Powiedział, że chce zrozumieć... Powiedziałam, że nie chce żadnej terapii. I żeby się do mnie nie odzywał. Niech da mi szanse zapomnieć!

Dał mi szansę. Rozwijałam tą nową relację, zagłuszając wątpliwości, zapijając tęsknotę. Robiłam masę rzeczy, których nigdy nie robiłam. Imprezowałam całe noce. Byłam taka silna...

Zadzwonił po miesiącu i wszystko pękło. To nie była siła tylko jakiś sarkofag zbudowany ze sztucznej nienawiści i rad innych. Pękłam na milion kawałków. Zaprosiłam go do siebie. Płakałam. Rozmawialiśmy. Dużo... mówiłam, że wiele rzeczy zrozumiałam. On też. Powiedziałam, ze widzę szansę pod warunkiem, że zrezygnuje z tej sportowej grupy.

Parę słów o tej grupie: spotykają się dwa razy w tygodniu pod okiem dość charyzmatycznej i bardzo pięknej trenerki. Oni są... bardziej związaniu niż to normalne. Jezdżą razem, na tych wyjazdach tworzą się jakieś dziwne, intymne sytuacje w różnych konfiguracjach. Taka duszna atmosfera. Kiedyś tam chodziłam, ale przestałam.. Mniej więcej po miesiącu, odkad On dołączył. Nie chciałam rywalizacji z nim, więc zrezygnowałam.

Powiedział, że nie chce z nich rezygnować. Na moje słowa, że to tylko znajomi, że oni nie będą dla niego naprawdę bliscy, że to pozór bliskości powiedział: wiem. Mimo wszystko...

I tak się skończyło. Próbowałam wznowić projekt NIENAWIŚĆ, ale bez powodzenia.

Brakuje mi go! Brakuje mi go kiedy zasypiam i kiedy się budzę. Rano udaję, że wyszedł do pracy a jego poduszka jest ciągle ciepła. Tęsknię jak wariatka. Fizycznie tęsknię. Jakby kawałki mojego ciała chciały się wyrwać i skompletować dopiero przy nim. Nie  muszę dodawać, że tą intymną relację z kolegą wyciszyłam... Nie raniąc go na szczęście (mam taką nadzieję).

Był u mnie kilka dni temu po resztę swoich rzeczy. Był.. jak kumpel. I ja też byłam jak kumpel. Boję się znowu odrzucenia.. bo dla mnie tamten wybór pomiędzy mną a tą grupą to było odrzucenie. Płakałam jak wyszedł. Znowu. Nie wiem, skąd ja mam tyle tego płakania.

I teraz pytanie.
Bliska osoba powiedziała mi ostatnio: zadzwoń, zaproś go na wino, pogadajcie, niech śpi u ciebie (na kanapie). Zrób wszystko co możesz dla ratowania tego związku, bo możesz kiedyś żałować..
On jest jak bliźniacza dusza. Seks między nami nie był rewelacyjny, ale wszystko poza nim.. Wiecie, coś na zasadzie, że ja sie uderzę a jego boli. To rozstanie to jakby ktoś mnie rozdarł i połowę zabrał. Nie wiem, czy dzwonić. Łudzę się, że sam zatęskni chociaż dobrze mu chyba samemu.. Tego nie wiem na pewno, na pozór tak to wygląda. U mnie pozornie też ok.

A może naprawdę tak mu lepiej? Może ze mną było mu tragicznie i teraz odżył, a ja jak ta harpia, wyciągam po niego pazury i chce wydrapać z przyjemnego życia... .

Dzwonić? Próbować? Ma to sens? Jakikolwiek?

Dzięki, jeśli ktoś dał radę to przeczytać.. ;

A.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Kobieto, dzwoń!!!!!!!
dużo zrozumiałaś co było nie tak, on z resztą też!!!!
Co masz do stracenia, "gorzej" już być nie może...
Ehhh tam duma wink
on też na pewno poczuł się odrzucony, zaproponował Ci w końcu terapię!!!
Przepraszam, że to powiem, ale mimo wszystko mam wrażenie że Ty chciałaś aby było na "twoich" warunkach jak kazałaś mu rezygnować z grupy sportowej!
On Ci wyszedł na przeciw, dał "palac" a Ty od razu całą rękę wink Jak iść w końcu z tobą na terapię!!! Powoli wink

DZWOŃ!!!

3

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

hmmmm.. tak sobie myślę i też bym zadzwoniła, Jednak przygotowałabym się do tej rozmowy po to, aby była to rozmowa konstruktywna z Twojej i Jego strony
( wnosząca coś konkretnego do waszej relacji - sytuacji). Skoro jesteś kiepściutka emocjonalnie w tej chwili, to może łyknij jakąś tabletę na uspokojenie przed rozmową, być potrafiła rozmawiać , a nie szlochać ( myślę że to ważne jeśli zależy Tobie na powrocie do niego i dobrych czasów z nim, a nie wzbudzenie jedynie litości), Jeśli spotkasz się " z chłodem" z jego strony , to niestety pozostaje Ci odpuścić i przejść FATALNIE- CIĘŻKI" czas sklejania swoich kawałeczków.... Trzymam kciuki

4

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Dzięki smile Los zadziałał sam i to on zadzwonił. Z taką pierdołką. Byłam taka szczęśliwa - rozmawialiśmy jak kumple, ale co nieco się przemyciło bardziej "naszych" niż "moich i twoich" tematów. Ważne: nie płakałam, nie jęczałam, byłam radosna jak przyćpany skowronek big_smile

Dzięki za Wasze rady! Jak przeczytałam wpis od kochanka81 to uśmiech nie schodził mi z twarzy!

Dzięki :*

Liza - może nie będzie tak fatalnie.. smile

5

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Weście się coś udało nareszcie smile

6

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Paweło napisał/a:

Weście się coś udało nareszcie smile

no jeszcze nie smile na razie to nawet nie otwarte drzwi, ledwie uchylony lufcik. Ale to jest bardzo fajny, cenny i kochany lufcik smile

7

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Jak milo sie czyta, ze cos komus się zaczyna układać
Głowa do góry. Ten lufcik...to wystarczajaco dużo, zeby wejść:) powodzenia życzę z całego serca

8

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Moim zdaniem to się nie uda.
Być może wrócicie do siebie, ale znów się rozstaniecie. Ta piękna trenerka zawsze będzie między Wami. I chociaż na początku będziesz próbowała ją tolerować, kiedyś znów wybuchniesz.

9 Ostatnio edytowany przez estra1 (2015-07-16 16:48:13)

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

A ja powiem nie...facet ,który przy byle kłopotach ,nieporozumieniu rzuca się w ramiona innej,przyprowadza ją do waszego wspólnego domu,kocha się z nią na waszym łóżku,jest niewart łez.6 lat to nie jest długi staż,pomyśl co byłoby gdy będą dzieci,i codzienne moze nawet większe kłopoty.Strzelanie focha bo jesteś depresyjna,zapracowana...życie proszę państwa.A nie daj Boże gdybyś się poważnie rozchorowała,wesprze Cię? czy będzie zły bo jęczysz? Przepraszam ,ze Cię sciągam z chmur,ale przemyśl to dobrze.

10

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
estra1 napisał/a:

A ja powiem nie...facet ,który przy byle kłopotach ,nieporozumieniu rzuca się w ramiona innej,przyprowadza ją do waszego wspólnego domu,kocha się z nią na waszym łóżku,jest niewart łez.6 lat to nie jest długi staż,pomyśl co byłoby gdy będą dzieci,i codzienne moze nawet większe kłopoty.Strzelanie focha bo jesteś depresyjna,zapracowana...życie proszę państwa.A nie daj Boże gdybyś się poważnie rozchorowała,wesprze Cię? czy będzie zły bo jęczysz? Przepraszam ,ze Cię sciągam z chmur,ale przemyśl to dobrze.

Mam w głowie te wątpliwości. Uwierz. W tym czasie próby znienawidzenia bardzo dogłębnie to przemyślałam i wyciągnęłam te same wnioski. Tylko, że widzę w tym wszystkim sporo swojej winy. On ma dużo wad, mnóstwo, ale to są Jego wady. Nauczyłam się ich i mogę z nimi żyć. Nie chcę już innych wad od nowego partnera. Nie chce szukać.. boję się, że takie porozumienie zdarza się raz. A przecież czasem w życiu coś się sypnie - co nie powinno. I może czasem dwoje ludzi może odkryć błąd i chcieć go naprawić.

To nie tak, ze chcę go ściągnąć za wszelką cenę. Jeśli mnie nie chce to, jak napisała LIZA, czeka mnie fatalny czas składania się na nowo. Ale nie spróbować? Żałować? Myśleć co by było gdyby?

Podobno lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż że się nie zrobiło.
Podobno..

Masz dużo racji estra, ale mam też nadzieję, że nie masz jej tym razem całkowicie smile Przecież może się udać!

11

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Atelka - trzymam z całych sił kciuki za SZCZĘŚLIWY powrót i nie chce tu wyjść na pesymistkę. Moje stanowisko wynika z moich przeżyć,. Wiem ,że w relacjach damsko- męskich nie ma jednoznacznych rozwiązań i sytuacji, gdyż jak relacje przebiegają zależy od ludzi- bardzo różnych ludzi i charakterów. Ja takich dobrze wróżących luk - uchylonych drzwi przeżyłam kilka, które cieszyły i dawały nadzieje bardziej niż ta "gwiazka na niebie". Jednak finał nie okazał się tak pozytywny - skończyło sklejaniem się w całość po doznaniach typu ROZCZAROWANIE, ŻAL, BÓL, WŚCIEKŁOŚĆ etc

Oby Twój przykład był przeciwnością mojego.

12

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Zyczę Ci z całego serca ,żebym się myliła.Każdy ma wady,i każdy ma inny próg tolerancji.Dla mnie nie do przejścia byłby fakt tak obrzydliwej zdrady,spiskowania za moimi plecami i kotłowania się w moim łóżku,są granice.Ale Ty sama wiesz co dla Ciebie jest najlepsze,jednak jeżeli teraz pójdzie mu z Tobą zbyt łatwo,to uwierz mi,on na tym nie poprzestanie.Ciężko jest mu zdobć się na rezygnację z tego klubu? Są jakieś priorytety i to mu daj pod rozwagę...Zyczę powodzenia,głowa do góry i nie trać klasy:)

13

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:

Podobno lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż że się nie zrobiło.
Podobno..

Lepiej zrobić .
Wtedy będziesz już wiedziała,że próbowałaś . Jak nie wyjdzie to nie zarzucisz sobie tego,że nie spróbowałaś smile.

14

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Wątpie, że się uda. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

15

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
alpengold napisał/a:

Wątpie, że się uda. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Ta mądrość jest tak bardzo źle rozumiana..
Pantha Rei - wszystko płynie. Nie da się wejść do tej samej rzeki, bo wchodząc w to samo koryto rzeka jest już inna. Tamta rzeka przeminęła wink

Nowy związek z tymi samymi partnerami nie będzie tą samą rzeką. Partnerzy już inni, inny etap, inne doświadczenia. Jasne, że może być trudniej. Ale jeśli przeszło się tyle i wróciło - może o odzyskany skarb będzie się dbało bardziej, z wiedzą że przecież tak bardzo warto, bo to wszystko taki kruche.

16

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:
alpengold napisał/a:

Wątpie, że się uda. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Ta mądrość jest tak bardzo źle rozumiana..
Pantha Rei - wszystko płynie. Nie da się wejść do tej samej rzeki, bo wchodząc w to samo koryto rzeka jest już inna. Tamta rzeka przeminęła wink

Dokładnie tak.

Zawsze można się wykąpać wink

Zadzwoniłaś?

17

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

On wczoraj zadzwonił. I to jest - wow. Może ten cały Sekret naprawdę działa?! Ja zadzwonię w weekend... zaproszę go na ten wieczór. Będzie co ma być! big_smile Na pewno dam znać, jak już dojdzie do spotkania! Niesamowicie mi miło, że tyle osób wspiera ten plan. Myślałam, że będzie tylko krytyka mojego pomysłu smile

Dziękuję!

18

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Nic nie rozumiem. Niech mi to ktoś wytłumaczy, proszę...

Odezwał się na okoliczność takiej naszej małej rocznicy. Że pamięta, jak było fajnie, że za mało takich chwil było między nami. Wymieniliśmy parę smsów na ten temat... próbowałam skierować rozmowę w stronę ewentualnych rozważań o powrocie - kasował mnie na każdym kroku. Bardzo miło i uprzejmie, ale ucinał moje super delikatne sugestie od razu.

Czy to możliwe, że on naprawdę chce się tylko przyjaźnić a ja sobie roję jak kretynka? A może się boi i nie rozumie, do czego zmierzam? Boje się napisać prosto z mostu, boje się tego ostatniego NIE.
Czy faceci mogą tak zachowywać się po rozstaniu? Zakładając że dziewczyna zachowała się fair, a rozstanie nie było pełne nienawiści, generalnie w jako takim pokoju - czy może w ten sposób komunikować wyłącznie chęć przyjaźni?

Pytam, bo kiedy ja zrywałam nigdy nie wracałam wspomnieniami do takich dat.. Tzn. wracałam, ale nie dzieliłam się nimi z osobami, z którymi nie chciałam już być. Dla ich i dla swojego dobra.

Help....

19

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Atelka

Nie dziw się bo cały czas dajesz mu sprzeczne sygnały. Raz, że jest szansa, innym razem że nie.
W związku trzeba być konsekwentnym. Jeśli powiedziałaś, że ma zerwać kontakty z grupą, to się tego trzymaj!
On pewnie tęskni, waha się ale nie zdecydował o powrocie. Daj mu szanse na decyzję co jest dla niego najważniejsze..
Trzymam kciuki :-)

20

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Och, współczuję wam. Poczytaj sobie w Internecie o stylach przywiązania. Ewidentnie u was dużo lęku i niepewności. Będziecie się męczyć.

21 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-07-17 18:11:03)

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:

próbowałam skierować rozmowę w stronę ewentualnych rozważań o powrocie - kasował mnie na każdym kroku. Bardzo miło i uprzejmie, ale ucinał moje super delikatne sugestie od razu.

.

No i po co?
Nie możesz zaczekać i zobaczyć co się będzie działo. Nie naciskaj , zaczekaj. I faktycznie trzymaj się tego czego Ty chcesz , nie zapominaj ,że to On podczas Twojej nieobecności nie był wierny.

A jeśli chodzi o style przywiązania , to można przytaczać jeszcze , "moje dwie głowy", " mężczyżni kochają zołzy", całą serię Gray'a i wiele innych poradników napisanych przez ludzi i dla ludzi, blogów i for.

A w życiu i tak każdy powinien  kierować  się albo sercem albo rozumem z zależności od sytuacji.

"Sekret" działa jak w niego uwierzymy wink

22

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
lifrinat napisał/a:

Och, współczuję wam. Poczytaj sobie w Internecie o stylach przywiązania. Ewidentnie u was dużo lęku i niepewności. Będziecie się męczyć.

Googluje,  ale jest głównie o relacjach dzieci z rodzicami. Poproszę jakiś zaczepny link.. smile W jakim sensie męczyć? Razem będąc czy w drodze do siebie?

23

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Wam nie jest po prostu po drodze...

24

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:
lifrinat napisał/a:

Och, współczuję wam. Poczytaj sobie w Internecie o stylach przywiązania. Ewidentnie u was dużo lęku i niepewności. Będziecie się męczyć.

Googluje,  ale jest głównie o relacjach dzieci z rodzicami. Poproszę jakiś zaczepny link.. smile W jakim sensie męczyć? Razem będąc czy w drodze do siebie?

Z tego co piszesz, to już ponad 6 lat trwa ta wasza huśtawka - kocham, nienawidzę, zbliżam się, oddalam. Style przywiązania (może dopisz w wyszukiwarce w związkach partnerskich/relacjach interpersonalnych - mi to powiedziała znajoma, psycholożka) to nic innego jak sposoby postępowania w bliskiej relacji. Nie ma u was stabilnie. Sama, w tym co piszesz, jesteś sprzeczna, niestabilna. Wysyłasz sprzeczne sygnały. Tak samo i on. To może się nigdy nie skończyć.

Ale..., dość już teoretyzowania, bo sama tego nie lubię. Po prostu, w życiu aby zbudować dobrą relację trzeba być ogarniętym/poukładanym w środku.

25

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:
alpengold napisał/a:

Wątpie, że się uda. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Ta mądrość jest tak bardzo źle rozumiana..
Pantha Rei - wszystko płynie. Nie da się wejść do tej samej rzeki, bo wchodząc w to samo koryto rzeka jest już inna. Tamta rzeka przeminęła wink

Nowy związek z tymi samymi partnerami nie będzie tą samą rzeką. Partnerzy już inni, inny etap, inne doświadczenia. Jasne, że może być trudniej. Ale jeśli przeszło się tyle i wróciło - może o odzyskany skarb będzie się dbało bardziej, z wiedzą że przecież tak bardzo warto, bo to wszystko taki kruche.

To są tylko pobożne zyczenia. Samo to, że tu piszesz wnioskuje, że piętno zdrady będzie wisieć stale i nie uciekniesz od tego.

26

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Atelka- skoro masz potrzebę i chęć naprawienia i budowania ponownie waszego związku - to zrób to. Pamiętaj jednak podczas spotkania musisz jasno i konkretnie  zwerbalizować swoje potrzeby i oczekiwania, a nie "dawać mu do zrozumienia". Męska część ludzkości myśli  i działa zadaniowo. On również powinien jasno i konkretnie się określić. Bujanie się niedopowiedzeniami, może Cię tylko wymęczyć i przedłużyć czas agoni związku, który być może nie ma prawa bytu ze względu na różne oczekiwania względem siebie

27

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

lifrinat - dzięki! Rojka-również dzięki.
Przemyślałam gruntownie to, co napisałyście. Mam Plan wink

Plan jest taki, że sama muszę ogarnąć czego i jak chce. Kim właściwie jestem. Czy chce powrotu bo min go brak czy dlatego, że naprawdę kocham. Spokój, chwila namysłu, porządki w głowie.
Na razie chciałabym żebyśmy do siebie wrócili. Ale nie będę o to jakoś specjalnie walczyć - jak wywalczę to sama to nie uwierzę w jego zaangażowanie. Oboje musimy tego chcieć.

Na chwilę obecną jestem pogodzona z każdą wersją przyszłości w tym kontekście.

A los robi swoje i podrzuca nam kolejne szanse wink

Dzięki i pozdrawiam!

A.

28

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:

lifrinat - dzięki! Rojka-również dzięki.
Przemyślałam gruntownie to, co napisałyście. Mam Plan wink

Plan jest taki, że sama muszę ogarnąć czego i jak chce. Kim właściwie jestem. Czy chce powrotu bo min go brak czy dlatego, że naprawdę kocham. Spokój, chwila namysłu, porządki w głowie.
Na razie chciałabym żebyśmy do siebie wrócili. Ale nie będę o to jakoś specjalnie walczyć - jak wywalczę to sama to nie uwierzę w jego zaangażowanie. Oboje musimy tego chcieć.

Na chwilę obecną jestem pogodzona z każdą wersją przyszłości w tym kontekście.

A los robi swoje i podrzuca nam kolejne szanse wink

Dzięki i pozdrawiam!

A.

Plan bardzo dobry. Dobra kolejność.

29

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Zdaję sobie sprawę, że moja historia jest nudna jak flak z olejem, ale sobie tu napiszę.. z litości dla najbliższych, którzy mają pewnie odruch wymiotny jak widzą, że to ja dzwonię..

.... spotkaliśmy się na obiedzie, było super (to ja pojechałam do niego). Tylu komplementów nie słyszałam przez cały związek. Rozmawialiśmy o tym, co podziało się między nami przez te pół roku.. Wyszło jego kilkanaście (!) przelotnych partnerek seksualnych... wyszła moja krótka, intensywna relacja z dawnym kumplem.... Było arcysuper. Powiedziałam, że to rozstanie miałoby ogromny sens tylko pod warunkiem, że wrócilibyśmy do siebie - pokiwał zgodnie głową.... Wracałam jak na skrzydłach, jak motyl na mocarzu.

.... potem ciągle pisał, zagadywał, dzwonił. Śmialiśmy się jak kiedyś, rozmawialiśmy jak kiedyś, radził się mnie i mnie radził....

.... potem przyjechał do mnie, taka rewizyta za ten obiad. I okazało się, że do mnie jechał z innego spotkania, na którym była też ONA. No i szlag trafił plan na radosną, bezproblemową wersję mnie. Powiedziałam, że nie chcę być tylko punktem do odhaczenia w jego planie, że skoro już jadł to darujmy sobie ten obiad. Potem od słowa do słowa znowu zaczęliśmy rozmawiać o związku, o brakach, o porzuceniu, o tym jak ja nawaliłam o tym jak on nawalił. Powiedziałam, że jestem w szoku, że dla takiej pustej lali.... On na to, że ona nie jest pusta, jest super, mądra i świetnie się rozumieją. Powiedziałam, że nie mogę się z nim przyjaźnić, dopóki jeszcze tyle do niego czuję. Pokiwał zgodnie głową.

No to koniec. Czas pozamykać sprawy, dopełnić formalności, znaleźć jakiś sposób na oddychanie i wstawanie z łóżka i żyć sobie. Aż mi minie. Nie kocha mnie. Lubi za to, bardzo - bo tak się nam razem fajnie gada i żartuje. Znudziło mi się to życie już..

30

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Tzn. powiedział Ci, że Cię nie kocha?

31

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Nie, nie powiedział. Kiedy poprosiłam, żeby powiedział mi jak to zrobił, że tak szybko mu przeszło, ja, my mu przeszliśmy powiedział, że to nieprawda, że nic mu nie przeszło.
Ale ja tak się miotam pół roku - kocha, nie kocha, chce, nie chce. Jak wydaje mi się, że kocha i chce mogę góry przenosić (faza manii). Jak się okazuje, że spotkał się z nią, że była u niego, że ONA jest tam jakoś ważna (a dla obu nas nie ma miejsca) - myślę, że nie kocha, nie chce - pełzam metr pod gruntem (faza depresji). Nie uciągnę tego już, jestem wykończona tą huśtawką, tym wyciem po nocach, tym niespaniem z nadziei albo smutku.

Jak może kochać?

32

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

No to nie wiesz nadal, czy kocha czy nie.
Na razie fakty są takie, że to dla Ciebie za dużo.
Odpocznij od tej huśtawki. Nic już nie rób. Skup się na sobie.

Wydaje mi sie, że tutaj kluczem byłoby uniezależnienie się emocjonalne od jego zachowania.

Dlaczego dla Was obu nie ma miejsca? Tzn. on nie może się przyjaźnić z inną kobietą, będąc jednocześnie z Tobą?

33

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
cb napisał/a:

N

Dlaczego dla Was obu nie ma miejsca? Tzn. on nie może się przyjaźnić z inną kobietą, będąc jednocześnie z Tobą?

Bo to z nią romansował jak byliśmy jeszcze razem, to z nią się umawiał w naszym mieszkaniu, kiedy ja wyjeżdżałam, to o niej myślał kiedy jadł ze mną kolację, kiedy kładł się ze mną spać do niej wysyłał smsa na dobranoc. Fuck, niesamowicie boli, jak już się to tak jasno napisze..

34

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Czyli to, że on Cię z nią zdradzał to jest fakt, do którego on się przyznaje?

Romansował, tzn. uprawiał seks, pisał „romantyczne” wiadomości w trakcie trwania Waszego związku?

35

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
cb napisał/a:

Czyli to, że on Cię z nią zdradzał to jest fakt, do którego on się przyznaje?

Romansował, tzn. uprawiał seks, pisał „romantyczne” wiadomości w trakcie trwania Waszego związku?

1. Pisał romantyczne... no raczej seksualnie konkretne wiadomości - w trakcie trwania związku. Była w ekipie z którą często wyjeżdżał. Zbliżyli się do siebie na tyle, że powiedział jej, że nie mogą iść dalej ponieważ jeszcze (jeszcze!) jest w związku.
2. Całowali się (w naszym mieszkaniu!) - ale to teoretycznie po zakonczeniu związku..... mieszkaliśmy razem, ale powiedzieliśmy sobie, że to koniec. Przy czym on wziął to na serio a ja myślałam, ze to taka ostra wersja kłótni i do głowy mi nie przyszło że się wyprowadzi.

Powiedział ostatnio- na mnie się złość, nie na nią. To ja cię zdradziłem.  - więc chyba się przyznaje hmm

36

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Czyli, moim zdaniem, fakty są takie:

1. Zdradził Cię emocjonalnie w trakcie związku.

2. Zaraz po zerwaniu „zdradził” Cie fizycznie. Formalnie nie zdradził, bo doszło do zerwania, jednak Ty czujesz się zdradzona również fizycznie (też bym się czuła, ale niektórzy mężczyzni mają podejście intelektualne do tego i on może uważa, że postąpił czysto).

Pomijam fakt, że Waszym łóżku, mieszkaniu etc... To wiadomo, tylko dodaje bólu.

Teraz pytanie, dlaczego doszło do tej zdrady emocjonalnej. Tzn. tak jak tu było wielokrotnie wspominane na forum, uważam że za zdradę winę ponosi tylko osoba zdradzająca, ale co doprowadziło do tego, że w ogóle stało się między Wami tak, że zaczął myśleć o takiej opcji. Czy to było wynikiem problemów w związku, czy braku miłości z jego strony?
Tego nie wiesz, z tego co rozumiem. Widzę, że też możesz mieć tendencję do niekorzystnego przeinaczania faktów jak jesteś w fazie "depresji".

Wydaje mi się, że sama nie dojdziesz do tego, co on ma w głowie. Pozwól sobie odpocząć od tej huśtawki.

Chyba najlepiej dla Ciebie byłoby, jakbyś zamknęła ten rozdział. Jak mu zależy to wróci, ale nie czekaj na niego.
To "jeszcze jest w związku" słabo brzmi hmm. Chociaż to tylko słowa...

37 Ostatnio edytowany przez Qrsywa (2015-08-18 13:21:39)

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

jak da mnie zerowe szanse. Ja bym nie dała szansy komuś kto będąc ze mną innej mówi że ją kocha. Zrobił to raz zrobi drugi hmm
Zastanawia nie dlaczego chciał wrócić czemu nie jest z tą nową miłoscią z którą pragnął być? Czyzby tamta stwierdziła że on to nie ten?;) stąd nie mając gałęzi wraca na starą tongue

38

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Tamta ma męża.


A doszło to tego wszystkiego bo mieliśmy hardkorowo ciężki okres w życiu - ja na krawędzi depresji...  Nie mówił jej, że ją kocha.. chyba. Mówił, że zrobi jej zajebiście dobrze w łóżku.

cb. dzięki.. też tak czuję, że powinnam się odciąć. właściwie to lepiej też dla niego

39

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Tak jak piszę, Atelka przeinacza fakty na swoją niekorzyść. Dlatego ją pytałam po raz drugi o to samo niby, o czym już pisała. Zresztą tu chyba nie ma mowy o dawaniu szansy, bo delikwent się nie zgłasza z podaniem o ponowne przyjęcie?

Zrobić jej dobrze mógł chcieć. Zdarza się smile Nawet jak kogoś kochasz, to możesz chcieć się przespiać z innymi osobami z powodow czysto fizyczynych, a jak jest kiepsko w związku to też emocjonalnych. chociaż to „nie to ciało co miało leżeć obok”.

On nawet nie zachował się jak podelec i ostatnia świnia, bo z opisu wynika, że do zdrady fizycznej nie doszło. A z tego co piszesz mieliście poważne problemy w związku, więc też mógł nie podołać i w ramach odreagowania wpaść w ramiona innej, która mu się już wcześniej podobała. Oczywiście postępowanie skrajnie niedojrzałe, ale Atelka też się nie popisała dojrzałością pewnie nie raz wink


W każdym bądź razie to nie wygląda tak, jakbyście mogli w tym momencie podołać temu sami i być razem. Albo terapia (o którą prosił...) albo odciąć się i przemyśleć, co sama masz za uszami.
Nie myśl co lepiej dla niego, tylko dla Ciebie. Już się o niego nie martw, poradzi sobie. Poszuka innych kobiet czy co tam zwykle robi, jak sobie nie radzi z emocjami.

40

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Atelka - pamiętasz..? na początku Twojego wątku ustaliłaś, że spróbujesz powalczyć o Was, a jak nie wyjdzie, to przyjmiesz scenariusz odejścia i  " poskładania się w całość" po przeżyciach. Wtedy szczerze trzymałam kciuki za Was, dziś trzymam kciuki za Ciebie, byś miała siłę odejść dając świadectwo ,że się szanujesz no i oczywiście za to, abyś jak najszybciej " poskładała się w całość"

41

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Atelka również trzymam za Ciebie kciuki, nasze historie są bardzo podobne. I nie pozostaje nam nic innego jak przestać czekać i myśleć teraz tylko o sobie. Ten ból trzeba przetrwać !!!
Mieliście kryzys, ale on zamiast próbować rozwiązać problem, porozmawiać, cokolwiek, to wolał pójść do innej, skąd ja to znam? Trzymaj się dzielnie i powodzenia.

42

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

CB
Twoje tłumaczenie jego postępowania jest idealnie zgodne  z tym co ja sama myślę. Pogubiliśmy się. To był okres ekstremalnie ciężki dla mnie ale dla niego pewnie też. Nie dał rady mnie wesprzeć tak jak tego potrzebowałam a ja... odsunęłam się na maksa. Zostawiłam go samego sobie.. to trochę tak na zasadzie: ja cierpię, pomóż mi - nie chcesz? - to patrz, jak daleko mogę odejść. Czekałam na jego ruch ale nie taki. Nie spodziewałam się, że ucieknie w czułe słówka innej (która mówiła mu, że jest taaaki dowcipny, mądry i - serio - ma piękne ciało. Cyt.: Mój Adonisie!)

Na terapie raczej już nie ma szans. Na powrót - też tego nie widzę. Ostatnia akcja była mocno histeryczna (w sensie emocjonalnym a nie behawioralnym, niczym nie rzucałam nie krzyczałam itp) i myślę, że go to zniechęciło ostatecznie. Chciałabym, żeby pomyślał - ona mnie kocha, dlatego tak reaguje. Ale raczej pomyśli - uff, to już nie mój problem.

CB - cały czas myślę o tym, co mam za uszami. No dużo mam.. taka z tego radość, że jeśli kiedyś będę miała szansę kogoś pokochać z wzajemnością to może ustrzegę się błędów.
Dzięki za wsparcie!

Liza - dziękuję za kciuki wink Szanuję się, ale tak sobie myślę, że wszystko co robię (nawet to "póki cię kocham" bez odzewu) nic mi z tego szacunku nie zabiera. Lepiej żałować, że coś się zrobiło, niż tego, czego się nie zrobiło. Ale dochodzę do wniosku, że nic-nie-robienie to teraz najlepszy sposób, żeby on może zatęsknił. Myślę sobie czasem, że z nikim nie będzie miał takiej harmonii dusz jak ze mną. Będzie miał lepszy seks, lepsze jedzenie, lepszy sposób na wspólne spędzanie czasu, ale to COŚ już się nie powtórzy. Ale potem sobie myślę, że guzik wiem i że nie jestem aż tak wyjątkowa i że to porozumienie dusz też będzie miał. Z jakąś normalną, fajną laską.

Tak sobie w sumie ciągle myślę o nim, niezależnie czy w wersji agresywnej (nie chcę go, niech się wali, zdradził mnie, zostawił, nie chciał więc niech się teraz wypcha łach bez sumienia i zasad) czy w wersji sentymentalnej (byliśmy świetną parą, nie dam rady, łóżko bez niego jest bez sensu, jedzenie bez niego jest bez sensu, czytanie, słuchanie muzyki, spacery, rower - wszystko jest bez sensu kiedy z nim tego nie dzielę. Potrzebuję go jak tlenu, każda komórka mojego ciała gdyby mogła odłączyłaby się od reszty i poszybowała gdziekolwiek on jest) - zawsze o nim.

Olimpia - na bieżąco czytam Twój wątek. Twoja strategia jest super i jesteś mega silna, biorąc pod uwagę jak niedawno wszystko się u Ciebie podziało. Ja się ślimaczę już ponad pół roku - raz w górę raz w dół. Wiem na pewno - klin nie pomaga. Spotykałam się z jednym facetem, super gość a mnie szlag trafiał, że przede mną na rowerze widzę nie te plecy co zawsze, nie te, co trzeba. Udało mi się rozsupłać tą relację bez krzywdzenia faceta, ale na razie nie ma opcji na nic. Olimpia - a Ty chcesz, żeby on wrócił? Gdyby wrócił tak po tak po prostu, na początku jako kumpel, próbował zbudować coś całkiem od nowa - chciałabyś? Czy teraz jesteś już mega skupiona na wymazaniu go z siebie?

43

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
Atelka napisał/a:

Olimpia - na bieżąco czytam Twój wątek. Twoja strategia jest super i jesteś mega silna, biorąc pod uwagę jak niedawno wszystko się u Ciebie podziało. Ja się ślimaczę już ponad pół roku - raz w górę raz w dół. Wiem na pewno - klin nie pomaga. Spotykałam się z jednym facetem, super gość a mnie szlag trafiał, że przede mną na rowerze widzę nie te plecy co zawsze, nie te, co trzeba. Udało mi się rozsupłać tą relację bez krzywdzenia faceta, ale na razie nie ma opcji na nic. Olimpia - a Ty chcesz, żeby on wrócił? Gdyby wrócił tak po tak po prostu, na początku jako kumpel, próbował zbudować coś całkiem od nowa - chciałabyś? Czy teraz jesteś już mega skupiona na wymazaniu go z siebie?

hmm silna? wydaje mi się, że jestem właśnie słaba, że dałam tak sobą pomiatać. Co do chęci bycia z nim? - bywa z tym różnie, mam momenty, że go z całego serca nienawidzę i nie wyobrażam sobie z nim być, ale przychodzą również takie, że chciałabym żeby wrócił. Ale wtedy zadaję sobie pytanie czy potrafiłabym mu zaufać? uwierzyć? To byłoby bardzo trudne, a poza tym myślę, że on mnie już nie kocha i z tym jest mi ciężko sobie poradzić

44

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Nie wiesz, co on sobie pomyślał o tej akcji. Czasem ciężko to przewidzieć, bo nie jesteśmy pępkiem świata i ludzie reagują często przez pryzmat swoich doświadczen/problemów, a nie tylko naszego zachowania.

Wydaje mi się, że jak kocha to spróbuje jeszcze raz wrócić. Jakby coś to bądź miła po prostu i najlepiej bez emocji, skoro tego biedak nie mógł znieść. wink

Jeśli oboje popełniacie błędy w sposób zazębiający się, to będzie ciężko się Wam zejść. Na zasadzie raz: on jest mądry i proponuje terapię, ale Ty jak dzieciak reagujesz, a raz Ty byś chciała wrócicić i prowadzisz mądry monolog, a on akurat jest w fazie niedojrzałości. wink

Jaka by ta sytuacja nie była i co by się w przyszłości nie miało wydarzyć postaraj się być dzielna, pracuj nad sobą, analizuj swoje zachowanie, a przyda się na następny związek, jak już to nie będą musiały być "te plecy" albo na związek z nim, jeśli on zechce zaryzykować. Tak czy inaczej on by koniecznie musiał popracować na wpadaniem w ramiona innych kobiet w razie problemów, bo z tym się nie da żyć.

45 Ostatnio edytowany przez Atelka (2015-08-18 18:22:19)

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Olimpia
O jak ja Cię (i pewnie nie ja jedna na tym forum) świetnie rozumiem. Tez to mnie rozwala na kawałki, że może nie kochać, że ta opcja naprawdę jest możliwa. Że istnieje ten wszechświat, w którym ty kochasz a on JUŻ nie. Zwyczajnie, po prostu, historia jakich wiele - nie kocha.

Jesteś silna.. nie zauważyłam, żebyś (z tego co pisałaś) dała sobą pomiatać. Raczej walczyłaś o to co było ważne dostępnymi dla Ciebie w tamtym okresie środkami. A teraz.. dalej walczysz o to co jest ważne - tylko teraz to nie związek a Ty. Jestem pod wrażeniem!

46

Odp: odezwać się? spróbować jeszcze raz?
cb napisał/a:

Nie wiesz, co on sobie pomyślał o tej akcji. Czasem ciężko to przewidzieć, bo nie jesteśmy pępkiem świata i ludzie reagują często przez pryzmat swoich doświadczen/problemów, a nie tylko naszego zachowania.

Wydaje mi się, że jak kocha to spróbuje jeszcze raz wrócić. Jakby coś to bądź miła po prostu i najlepiej bez emocji, skoro tego biedak nie mógł znieść. wink

Jeśli oboje popełniacie błędy w sposób zazębiający się, to będzie ciężko się Wam zejść. Na zasadzie raz: on jest mądry i proponuje terapię, ale Ty jak dzieciak reagujesz, a raz Ty byś chciała wrócicić i prowadzisz mądry monolog, a on akurat jest w fazie niedojrzałości. wink

Jaka by ta sytuacja nie była i co by się w przyszłości nie miało wydarzyć postaraj się być dzielna, pracuj nad sobą, analizuj swoje zachowanie, a przyda się na następny związek, jak już to nie będą musiały być "te plecy" albo na związek z nim, jeśli on zechce zaryzykować. Tak czy inaczej on by koniecznie musiał popracować na wpadaniem w ramiona innych kobiet w razie problemów, bo z tym się nie da żyć.


Masz, oczywiście rację. Jak kocha to spróbuje wrócić. A jak nie kocha... no to sama się pokocham wink

I masz jeszcze jedną zajebiście fajną rację -  z tym popadaniem w ramiona nie da się żyć big_smile big_smile Piękny tekst big_smile big_smile

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » odezwać się? spróbować jeszcze raz?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024